Maart Moja historia . 27 sierpnia 2021, 10:25

3 dni po operacji!
Jestem jeszcze nieco osłabiona po znieczuleniu ogólnym i operacji, ale szczęśliwa gdyż wszystkie wyniki ładnie spadły. Co prawda nie co za bardzo,ale do miesiąca powinno się wszystko uregulować. Za 4 tygodnie kontrola po zabiegu i wynik histopatologiczny wyciętego guza, już wtedy będę wiedziała dokładnie co dalej i będę mogła zadać te najważniejsze pytanie, na które czekam już prawie rok „ PANIE DOKTORZE OD KIEDY MOŻEMY ZACZĄĆ SIĘ STARAĆ” 💕

Drugiego dnia po podaniu limfocytów ręce spuchły, bardzo bolą i zrobiły się wielkie piekące odczyny. Czyli sytuacja taka sama jak po pierwszej dawce.

Głowa tak mi dziś pęka, że łzy same lecą po policzkach 😢 Nie wolno mi wziąć leków żeby nie popsuć efektu szczepienia. Do tego mdłości i zawroty głowy. Nie wytrzymam tego dłużej! 😢

Edit. Nie dałam rady... Zrobiło mi się tak słabo z bólu, że położyłam się na podłodze tam gdzie stałam. Nawet nie zdołałm dojść do łóżka. Wzięłam leki i jest odrobinę lepiej, choć nadal łupie.

Przedtem płakałam, bo tak bolało, a teraz płaczę, że musiałam wziąć leki. Nie daruję sobie jeśli przez to, wyniki będą kiepskie.
Rety jak ja już mam tego wszystkiego dość!


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2021, 23:38

16 dc punkcja
Trzymajcie się, informacja zwala z nóg😁 pobrano 27 komórek, z czego 21 są dojrzałe, ta-dammm!!!!😀😁😁 A więc, o 8:00 punktualnie rozpoczął się zabieg, byłam pierwszą pacjentka do zabiegu. Uwielbiam spać po znieczuleniu swoją drogą😊 Tak samo, jak Jusia88, nie pamiętam jak znalazłam się na łóżku, ale było mi tak błogo, ciepło i przyjemnie. Brzuch nie bolał, lekko go czułam, jak przy końcówce miesiączki. Do 9:20 leżałam, a później mnie wypuścili z sali. Rozmowa z p. dr. W ogóle prawie nie krwawiłam ( zresztą nie mam plamień na razie), zdziwieni trochę byli, że tak dobrze się czuję po zabiegu. Dostałam receptę, zalecenia, co robimy dalej i jazda do domu. Nie czekaliśmy na dokładny wyniku punkcji, gdyż komórek było dużo i powiedzieli nam, że albo siedzimy i czekamy w klinice albo jedziemy do domu i do nas zadzwonią. No to pojechaliśmy, weszliśmy jeszcze do apteki, do sklepu i dostałam telefon od p. dr o ilości dojrzałych komórek. Trzymamy teraz kciuki za powstające zarodki😁 Po przyjeździe do domu poszłam jeszcze na spacer z psem, w końcu zjadłam i poszłam się położyć. Czuję rozpieranie w brzuchu, ale nie boli, porównałabym to do wzdęć. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Apropo estradiolu, w sobotę rano miałam 2800 pg, więc nie wskazywało to, że będzie aż tyle dojrzałych komórek, a jednak. Wiem, że do poniedziałku jeszcze urósł, ale i tak zakładanie, że na jedną dojrzałą komórkę przepada ok. 200 pg estradiolu raczej nie jest słuszne. Jak zwykle - kwestia indywidualna. No i to na tyle, odpoczywam i mam nadzieję, że moje komóreczki i męża plemniki dadzą czadu😁😁😁

Lilou Ciągle w oczekiwaniu - 🌈 6 września 2021, 20:28

12 dc.

Dwa pęcherzyki po 22mm na lewym jajniku, jeden pęcherzyk na prawym 17mm. Endo 7,5.
Aż trzy szanse na ciąże.
Ovi podane,
A za tydzień lecimy do Grecji!
Może jednak wrócimy z pasażerem na gapę? Kurcze, to zawsze tak jest nie? Wiecie, brak nadziei a za chwile potem znowu ciepło w sercu. Góry i doliny.

13t6d

Krwiak znowu postanowił Nas postraszyć.. a raczej doprowadzić mnie do zawału. Już mi się wydawało (który to już raz..) że powoli idzie wszystko w dobrą stronę, że już mniej plamię, w sumie w weekend było tego naprawdę niewiele, a dzisiaj rano w łazience znowu bach.. przy korzystaniu z WC krew. Trzy oddechy.. gin mówił, że bardzo prawdopodobne jest, że krew się pojawi.. mówił, też że możliwe, że jednak będę tylko plamić i w sumie ta opcja bardziej mi się podobała.. Leżę w bezruchu na łóżko i czekam (a raczej nie czekam) na rozwój sytuacji. Czy to jednorazowa akcja i zaraz się zamieni w brązowe plamienie czy jednak się rozkręci, czego naprawdę naprawdę nie chcę.. nie chce jechać znowu do szpitala... Bąbelku Trzymaj się dzielnie ❤️

================================

Panie Boże czuwaj Nad Nami
Janie Pawle II módl się za Nami

Bonita Miało się udać za pierwszym razem 7 września 2021, 19:45

3cs 2dpo

Dzisiaj wizyta u lekarza. Nie mógł uwierzyć w to, że mąż nie chce się zbadać. Ale zbadał mnie i owulacja była super, endometrium grubaśne. Wszystko cacy. Nic tylko zachodzić w ciąże. Plan jest taki, że jeśli nie będzie ciąży za dwa miesiące, to przychodzimy we dwójkę do niego i lekarz będzie gadał z Panem mężem. Jednak najlepiej to zajść w ciąże :)

25+2

Wczoraj wizytowałam. 🙂 Młody ma 771 g, łożysko się podniosło i jest 3 cm od ujścia. Polip obecny, ale grzeczny. 😅 Szyjka prawie 5 cm. Wszystko ideolo. 😭❤️ Za miesiąc USG III trymestru! 😱 Kiedy to uciekło?! A jeszcze sierpień mi zleci jak z bicza strzelił... Cały czas nie mamy upatrzonych mebli, jadę za tydzień w piątek oglądać do Pinio, bo to niedaleko moich rodziców. Może coś wybierzemy. 🙂

We wtorek zaczynamy szkole rodzenia. 💪 Nie mogę się już doczekać. 😂

Dzisiaj cały dzień boli mnie gardło. 😐 Nie wiem czy to przez wczorajszą deszczową pogodę czy przez chodzącą klimę w gabinecie u lekarza. 🤷 Niezbyt mi się to podoba. 🙄

Czarek wszedł na nowy poziom poruszania się. 🙂 Już nie tylko kopniaczki, ale w końcu zaczął się wypychać i już wiem, że będzie mnie to przyprawiało o zawał. 😂 Dzisiaj już było kilka takich sytuacji, że stopy autentycznie mi się pociły. 🤣 Dziwne uczucie. 😂

Nie mogę się napatrzeć na buźkę naszego Pączusia, jest taki piekny, że chce mi się płakać. 😭🥰🥰🥰
cf9acc755fdf.jpg

15.08.2021

Miałam zacząć pisać od samego początku, ale jakoś nie mogłam się zebrać w sobie. A teraz jestem o jeden dzień, o kilkanaście godzin od usłyszenia tego czy moje dziecko nadal radośnie fika sobie w moim brzuchu czy już nie..

Ale od początku. Aktualnie jestem w 10+6. Jej wydawało mi się, że jak znajdziemy tak daleko bez jakichkolwiek niespodzianek to będzie dobrze. Jednak nie.. w zeszłym wtorek trafiłam do szpitala z krwotokiem. Wyglądało to jak najgorszy koszmar.. historia, która się powtarza. Ta sama sytuacja co z Tosią. W szpitalu okazało się, że to krwiak. Dość duży.. zostałam wypisana ze szpitala w piątek. Dla dobra psychicznego. Z informacją, że krwiak obejmuje ponad 70% pęcherzyka ciążowego, a tętno dziecka wynosi 90.. czy więc to koniec? Czy nadal tam jesteś Kropeczko? 💔 Tosia jest ukojeniem. Ukojeniem mojego smutku, mojej bezsilności. Nie widzę światełka w tunelu, nie mam odrobiny nadziei. . Czekam. Czekam na jutrzejszy dzień..


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2021, 07:39

09.03.2022 - dzień, w którym ponownie ujrzałam dwie kreski ⏸🙏.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 marca 2022, 11:35

Françoise ZM, oligomenorrhea 8 czerwca 2022, 13:06

Znowu oczekiwanie na zrobienie testu, trudne to jest

15.07 transfer blastki 4.2.3. Dzień przed progesteron 37,92. Wlew z atobisanu poszedł gładko. I wszystko układało się tak pięknie!
Dr Przybycien bardzo mnie wzruszył swoim cieplem i tyloma miłymi słowami (twierdził ze to dziewczynka bo poszedł zarodek na prawo i na koniec pogłaskał mnie po głowie i życzył powodzenia). Od razu zaczęłam czuć ze coś się działo, od 3 dpt coś się zaczęło pojawiać na testach a potem 5 dpt już mega bladzioch i 6 dpt o 4 rano praktycznie nic :( beta tego dnia <0,1 a ja wiedziałam ze tak będzie bo w niedziele zaliczyłam przebieżkę z psem i potem bardzo bolał mnie brzuch i poczułam ze coś jest nie tak :(
Progesteron spadł do 27. W 8 dpt powtórka bety ale bez zmian - dalej 0. Prog 16,38.
Mamy już zielone światło na kolejny transfer w sierpniu. Kolej na 4.3.2 z 6 doby lub bl2.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2021, 10:02

Rundka po lekarzach trwa u nas dalej... Jednak wszystko wychodzi dobrze. Wyniki Izy tarczycy dalej za wysokie ale tah troszkę się obniżyło więc idzie to w dobrym kierunku, a nie złym.
Wciąż karmie... Ale już ostatnie tygodnie, obiecywałam już sobie to tyle razy, że tym razem muszę skończyć to cyckowanie. Po urlopie muszę zacząć ją odstawiać i uspokoić produkcję, zacząć brać leki i pomyśleć też o sobie. Ja to jednak żyła jestem... Jak patrzę, że to mleko na 3 dni mi wystarczy a kosztuje 60 zł to aż mi wąż w kieszeni syczy 🤣🤣 cycy były darmowe! Chyba szybko u nas wjedzie marchewka hehe.
Muszę zacząć ogarniać coś w kwestii rozszerzania diety bo jestem zielona.
Ciężko mi będzie teraz zrezygnować z tego kp... Niby takie nic a jednak ta bliskość... Ciumka tego cyca, ślepia się wpatrują z taką ufnościa, rączki mnie głaskają, paluszki smyrkają... Coś cudownego. Gorzej jak usteczka jedzą jednego cycyszka, a paluszki szczypią drugiego 🤣🤣

Zostajemy pod opieką fizjo, endo i neurologa.
Iza dostała odmowę przyznania grupy niepełnosprawności. Napisali w uzasadnieniu, że dziecko wymaga leczenia ale nie wyczerpuje znamion niepełnosprawności. No trudno. Myślałam, że z papierkiem chociaż jakieś wizyty zaliczymy na NFZ ale nie w tym kraju. Płacz i płać, pomocy zero.

Izunia jest już spokojniejsza, wiadomo trafiają się gorsze dni ale 2h hiaterie zamieniły się w 20 minutowe. Najgorzej jak nie śpi, a niestety to dziecko potrafi spać w nocy max 6h z przerwami, a w dzień zrobić 2 drzemki po 15 minut. Wtedy jest armagedon.
Dziś będzie lepszy dzień. W końcu o 14 udało mi się ją uśpić i śpi już 40 minut więc całkiem spoko drzemeczka. W tle lecą stare hity... Robotę na sen robi Audrey i moon River ❤️

Przepraszam, że nie mam czasu odpisać na wszytkie komentarze, po prostu jestem nieogarnięta totalnie 🤦‍♀️ ale co do adopcji poprosiliśmy o zapisanie nas na kurs weekendowy jednak Pani powiedziała, że może go nie być nawet w przyszłym roku, poczekamy. Ale jeśli dalej to nie wypali to rezygnujemy. Trochę mam żal, że system jest taki, że serio nie ma nawet jak podejść do takiego kursu, a idealnie byłoby mieć taką cudowna rodzinkę 2+2. Ktoś by nas pokochał, a my jego! No cudo!
Ktoś mnie pokochał, świat nagle zawirował, bo ktoś mnie pokochał na dobre i na złe... na na na...
Myślę, że jak mi zdrowie pozwoli i spokojnie odłożymy pieniążki to spróbuję jeszcze jednego invitro. Mąż mówi, że jestem walnięta, że po tym wszytkim wogole o tym myślę, ale cóż... jestem walnięta! Uparta jak osioł i zdeterminowana jak wygłodniały tygrys! Patrzę na ten mój cud i pragnę żeby nie była sama na tym świecie. Czy się uda kiedyś? Chyba powątpiewam ale chciałabym jeszcze zawalczyć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2021, 15:09

Mersalla W poszukiwaniu tęczy 🌈 8 października 2021, 10:02

Nie jest to wpis, który planowałam zrobić. Jeszcze miesiąc temu myślałam, że pod koniec października pochwalę się zdjęciem z usg prenatalnego, może już ogłoszę płeć? W sierpniu udało nam się zajść w ciążę. Tym razem wszystko wyglądało inaczej, lepiej. Pierwszy pozytywny test wieczorem 8dpo. 10 dpo kreska była tak wyraźna, jak w poprzednich ciążach co najmniej w dniu okresu. 13dpo beta 140, o wiele wyższa niż poprzednio na tym etapie. 11.09 miałam pierwsze usg. Był pęcherzyk ciążowy odpowiedni do wieku ciąży, a moja zmora, pęcherzyk żółtkowy miał w końcu dobre wymiary, 3,3mm. 16.09 zmarł nagle jeden z moich króliczków. Nie będę ukrywać, że nie spodziewałam się tego. Od początku był chory, kiedy 3 lata temu go adoptowałam weterynarz ostrzegał mnie, że nie pożyje dłużej niż rok. „Ukradłam” dla niego nie rok ale 3 lata i wiem, że miał u mnie dobre życie. Jednak taki cios, na dzień przed wizytą „serduszkową” był straszny, miałam same najczarniejsze myśli, bo zaczęłam sądzić, że nic dobrego nie może mnie w życiu spotkać. 17.09 po raz pierwszy mogłam zobaczyć serce swojego dziecka, biło 120 razy na minutę. W tamtym momencie nie wierzyłam, że coś może pójść nie tak. Kilka dni po wizycie przestały mnie boleć piersi. Po kilkunastu godzinach tkliwość wróciła ale pozostały miękkie. Miałam same najgorsze przeczucia, chociaż powtarzałam sobie, że serce bije, po raz pierwszy i święcie wierzyłam, że to właśnie moment pojawienia się serduszka jest tą granicą, po przekroczeniu której wszystko będzie okej. 25.09 pojechaliśmy z mężem na kolejną wizytę. Miał po raz pierwszy zobaczyć nasze dziecko. Mnie nie opuszczał ten niepokój, ale sądziłam że to przez poprzednie straty. Niestety lekarz nie miał dla nas dobrych wieści. Ledwo zaczął robić usg a ja już widziałam, że dziecko jest mniejsze niż powinno a serduszko się zatrzymało…
28.09 pojechałam do szpitala na wywołanie poronienia. Udało się bez zabiegu, pobraliśmy też kosmówkę do badań genetycznych. Niestety materiał był niewystarczający, aby poznać przyczynę poronienia, znamy tylko płeć. Mieliśmy córeczkę, naszą wymarzoną dziewczynkę…
Po tym poronieniu mój stan psychiczny co dnia był gorszy. Nie spałam, bo budziły mnie koszmary. O ile w ogóle udało mi się zasnąć, bo bywały noce, kiedy sen nie przychodził w ogóle. Zaczęłam bać się o wszystko, kiedy mój mąż nie odpisywał przez kilka godzin panikowałam, że na pewno miał jakiś wypadek albo coś mu się stało. Wróciły ataki paniki, stałam się też nadpobudliwa. Do tego wszystkiego doszły migreny. Nie jestem w stanie patrzeć na dzieci i ciężarne, sam ich widok powoduje u mnie ucisk w piersiach i zaczyna brakować mi powietrza. Wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Poszłam do psychologa, który stwierdził, że w moim przypadku obok terapii psychologicznej musi włączyć się psychiatra. Umówiłam się więc do psychiatry, chociaż nie sądziłam, że faktycznie jest to potrzebne. Jak widać myliłam się, bo psychiatra zdiagnozował zespół stresu pourazowego. Dostałam leki, dzisiaj po raz pierwszy od diagnozy zatrzymania ciąży przespałam całą noc. Na skutki długofalowe, czyli ustąpienie objawów somatycznych i ciągłego niepokoju będę musiała poczekać do 4 tygodni. Mam nadzieję, że zniknie to poczucie beznadziejności, bo w tym momencie czuję, jakbym nie nadawała się do niczego.
Zostało nam niewiele badań do wykonania. Dzisiaj przyszedł wynik badania przeciwciał przeciwplemnikowych, są ujemne. Stary ma dziś badanie fragmentacji DNA plemników. 11.10 badamy mój kariotyp, 3.11 mamy badanie allo mlr oraz kariotypu M., 5.11 histeroskopia i w drugiej połowie listopada zbadam jeszcze dla pewności subpopulację limfocytów. Myślałam też o wykonaniu badań na celiakię, na pewno nie zaszkodzi. Dopóki nie znajdziemy przyczyny starania są zawieszone. Modlę się tylko, żeby nie były to kariotypy 😞

23 dc
Uwaga! Święto lasu moje jajniki (a właściwie jeden) postanowiły jednak trochę popracować w tym cyklu. Pęcherzyk, który we wtorek miał 14 mm dzis po 6! dniach ma całe 20 mm. Czyli pęcherzyk rósł 1 mm dziennie wolno bardzo wolno zwykle rósł 1,5 -2 mm no ale cóż biorę co dają. Wg doktorka to nie ma znaczenia że owulacja jest późno bo nie wpływa to na jakość pęcherzyka 🤷‍♀️ zobaczymy w piątek ostatni podgląd okaże się czy mój leniwy pęcherzyk pękł.

Dziś 4dc. Dolegliwości na szczęście nie są duże. Oprócz tych opisanych wcześniej doszło jedno uderzenie gorąca, dwa razy większy ból głowy (na 5 i 2 h) i wysyp na twarzy, konkretnie na brodzie. Okres jest słabszy wiec chyba faktycznie cienkie endo było… już za 15 dni kontrola - mam nadzieje ze pojawi się zarys planu, choć szczerze powiedziawszy ostatnio jakoś emocje ze mnie zeszły, wszystko mi oklapło… nie wiem czy to kwestia działania implantu, czy po prostu mi już wszystko jedno, ale jakoś przestałam się cieszyc. Dalej czekam na wizytę, chce iść do przodu ale myśle, ze właśnie najmocniej przewodzi mi myśl, zeby zamknąć ta historie.. a jednocześnie gdzieś bardzo głęboko, gdy mam chwile zeby się nas tym zastanowić, czuje, ze tym razem się uda. Od początku, gdy przygotowywaliśmy się do pierwszego transferu po powrocie i obejrzałam ponownie filmik z hodowli zarodków wiedziałam, ze to dopiero blastka 2 się przyjmie. Widzę w niej wiele podobieństwa do Igi na tym etapie. Jedynie myślałam, ze ona zostanie podana na końcu a nie ta z 6 doby… wiec jeśli przeczucia się spełnia to dalej zostanie 1 zarodek… ale to najwyżej pomyślimy za kilka lat co z nim zrobić. Nie chce już narzekać, inni nie maja takich „zmartwień” i to jest prawdziwy problem. Także będzie co ma być.

13 dc
Endometrium 9 mm
Jajnik prawy pecherzyki: 20 mm i 19 mm
Kolejna dawka ovitrelle podana o 12:00
Lekarka powiedziała, że pecherzyki z prawego jajnika mogą mieć zbyt mała ilość receptorów, żeby pękły. Dlatego z prawego jajnika mam powtarzające się LUFy.

W ogóle śmiech na sali. Rozmawiałam z lekarką na temat przeciwwskazań u mnie związanych z zabiegiem drożności jajowodów przeprowadzonym przez szyjkę macicy. To wyśmiała mnie i powiedziała, że nie ma innej metody na udrożnienie jajowodów 🤦🏼‍♀️ Szkoda, że mój lekarz prowadzący oferował mi drożność laparoskopową, no ale według niej nie ma innej metody 🤦🏼‍♀️🤦🏼‍♀️🤦🏼‍♀️ Wszystko tylko po to, żeby naciągnąć mnie na zabieg przeprowadzany w klinice, a nie w szpitalu 🤯 ale już mi się nie chciało wchodzić z nią w dyskusje. Jestem bardzo zawiedziona, ponieważ kolejny raz ta polecana lekarka pokazała swoją niekompetencje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2021, 13:14

Dzis pierwszy dzień brania duphastonu żeby wywołać @. Niestety nie udało mi się dostać nigdzie Clostilbegytu, zostało mi kilka tabletek więc poprostu będę brać mniejszą dawkę, mam nadzieję że wystarczy. Także teraz byle do miesiączki i co ma być to będzie 😕

Mersalla W poszukiwaniu tęczy 🌈 8 października 2021, 10:02

Nie jest to wpis, który planowałam zrobić. Jeszcze miesiąc temu myślałam, że pod koniec października pochwalę się zdjęciem z usg prenatalnego, może już ogłoszę płeć? W sierpniu udało nam się zajść w ciążę. Tym razem wszystko wyglądało inaczej, lepiej. Pierwszy pozytywny test wieczorem 8dpo. 10 dpo kreska była tak wyraźna, jak w poprzednich ciążach co najmniej w dniu okresu. 13dpo beta 140, o wiele wyższa niż poprzednio na tym etapie. 11.09 miałam pierwsze usg. Był pęcherzyk ciążowy odpowiedni do wieku ciąży, a moja zmora, pęcherzyk żółtkowy miał w końcu dobre wymiary, 3,3mm. 16.09 zmarł nagle jeden z moich króliczków. Nie będę ukrywać, że nie spodziewałam się tego. Od początku był chory, kiedy 3 lata temu go adoptowałam weterynarz ostrzegał mnie, że nie pożyje dłużej niż rok. „Ukradłam” dla niego nie rok ale 3 lata i wiem, że miał u mnie dobre życie. Jednak taki cios, na dzień przed wizytą „serduszkową” był straszny, miałam same najczarniejsze myśli, bo zaczęłam sądzić, że nic dobrego nie może mnie w życiu spotkać. 17.09 po raz pierwszy mogłam zobaczyć serce swojego dziecka, biło 120 razy na minutę. W tamtym momencie nie wierzyłam, że coś może pójść nie tak. Kilka dni po wizycie przestały mnie boleć piersi. Po kilkunastu godzinach tkliwość wróciła ale pozostały miękkie. Miałam same najgorsze przeczucia, chociaż powtarzałam sobie, że serce bije, po raz pierwszy i święcie wierzyłam, że to właśnie moment pojawienia się serduszka jest tą granicą, po przekroczeniu której wszystko będzie okej. 25.09 pojechaliśmy z mężem na kolejną wizytę. Miał po raz pierwszy zobaczyć nasze dziecko. Mnie nie opuszczał ten niepokój, ale sądziłam że to przez poprzednie straty. Niestety lekarz nie miał dla nas dobrych wieści. Ledwo zaczął robić usg a ja już widziałam, że dziecko jest mniejsze niż powinno a serduszko się zatrzymało…
28.09 pojechałam do szpitala na wywołanie poronienia. Udało się bez zabiegu, pobraliśmy też kosmówkę do badań genetycznych. Niestety materiał był niewystarczający, aby poznać przyczynę poronienia, znamy tylko płeć. Mieliśmy córeczkę, naszą wymarzoną dziewczynkę…
Po tym poronieniu mój stan psychiczny co dnia był gorszy. Nie spałam, bo budziły mnie koszmary. O ile w ogóle udało mi się zasnąć, bo bywały noce, kiedy sen nie przychodził w ogóle. Zaczęłam bać się o wszystko, kiedy mój mąż nie odpisywał przez kilka godzin panikowałam, że na pewno miał jakiś wypadek albo coś mu się stało. Wróciły ataki paniki, stałam się też nadpobudliwa. Do tego wszystkiego doszły migreny. Nie jestem w stanie patrzeć na dzieci i ciężarne, sam ich widok powoduje u mnie ucisk w piersiach i zaczyna brakować mi powietrza. Wiedziałam, że sama sobie z tym nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Poszłam do psychologa, który stwierdził, że w moim przypadku obok terapii psychologicznej musi włączyć się psychiatra. Umówiłam się więc do psychiatry, chociaż nie sądziłam, że faktycznie jest to potrzebne. Jak widać myliłam się, bo psychiatra zdiagnozował zespół stresu pourazowego. Dostałam leki, dzisiaj po raz pierwszy od diagnozy zatrzymania ciąży przespałam całą noc. Na skutki długofalowe, czyli ustąpienie objawów somatycznych i ciągłego niepokoju będę musiała poczekać do 4 tygodni. Mam nadzieję, że zniknie to poczucie beznadziejności, bo w tym momencie czuję, jakbym nie nadawała się do niczego.
Zostało nam niewiele badań do wykonania. Dzisiaj przyszedł wynik badania przeciwciał przeciwplemnikowych, są ujemne. Stary ma dziś badanie fragmentacji DNA plemników. 11.10 badamy mój kariotyp, 3.11 mamy badanie allo mlr oraz kariotypu M., 5.11 histeroskopia i w drugiej połowie listopada zbadam jeszcze dla pewności subpopulację limfocytów. Myślałam też o wykonaniu badań na celiakię, na pewno nie zaszkodzi. Dopóki nie znajdziemy przyczyny starania są zawieszone. Modlę się tylko, żeby nie były to kariotypy 😞

Axon Cierpliwość 28 sierpnia 2021, 22:12

Za duże palce na mały wyświetlacz telefonu kliknely zakończenie ciąży. Oby to nie było prorocze. 31.08 badania prenatalne. Odliczam godziny żeby Cię zobaczyć maluszku!


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2021, 08:30

Vaiana Czy się doczekam..? IVF 29 sierpnia 2021, 15:07

Mamy wyniki męża! Jest dobrze! 😊
W ciągu roku morfologia poprawiła się z 1.36 na 4%! Tak się cieszę! 😁
Stres oksydacyjny 0,08 ( </= 1.38 wynik prawidłowy) więc też jest super!
Od dawna nie miałam tak dobrego przeczucia jakie mam teraz ❤

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)