20+0 tc
Jesteśmy równo w połowie 🥳🥳🥳 nie wiem kiedy to zleciało... I trymestr ciągnął się niesamowicie a od 12 tygodnia czas jakby przyspieszył 🙈 czuje już od jakiegoś czasu ruchy Malutkiej, brzuszek ładnie się zaokrąglił i nie da się już ukryć mojego odmiennego stanu. Mimo że to wszystko jest już takie namacalne to nadal nie mogę w to uwierzyć, że naprawdę niedługo poznam moją córeczkę wezmę ja w ramiona, utulę, nakarmię 🥰🥰 Oczywiście z wyprawka jestestesmy totalnie w lesie i zaczyna mnie to już stresować że nie zdąrzymy chociaz mój mąż jak zawsze twierdzi że na wszystko jest czas oby miał rację, bo póki co to nie mamy nawet imienia 😂😂 Jutro mamy usg połówkowe mam nadzieję, że Malutka zdrowo rośnie i wszystko jest w porządku 🍀
1 cykl nie-starań, 14 dc
Wczoraj byłam u dr K. na kontrolnej wizycie. Jechaliśmy tam zestresowani i pełni obaw, jak się później okazało - niepotrzebnie. Pan doktor jest nie tylko dobrym ginekologiem ale i psychologiem 😉. Zanim przeszliśmy do właściwych badań odbyliśmy dluuuuugą rozmowę, gdzie było miejsce na mnóstwo pytań i jeszcze więcej odpowiedzi.
W obrazie USG widać, że wszystko ładnie się wygoiło - brak skrzepów, macica czysta, owulacja potwierdzona z lewego jajnika w 12 dc 🙂 widoczny kandydat na owulację z prawego. Jeśli jesteśmy z mężem gotowi, to możemy skrócić przerwę i zacząć starania już od przyszłego cyklu, on nie widzi żadnych przeciwwskazań. Nawet więcej - stwierdził, że nie ma na co czekać 😅. Jak podejmiemy decyzję, to mam się zgłosić na monitoring owulacji. Doktor jest pełen optymizmu. Pierwsza ciąża zakończona poronieniem nie wyklucza zdrowej. Wiadomo, że ciąża po poronieniu to jeden, wielki stres, lekarz wcale temu nie przeczył ale w pewien sposób dał mi poczucie bezpieczeństwa... Koniec końców, wizyta trwała prawie 1,5h (już wiem, dlaczego nalegał abym była ostatnią pacjentką 😅). Kazał (całkiem zapobiegawczo) przyjmować Folik, mogę kontynuować z Pragną Start (nie powinno zaszkodzić), zdrowo się odżywiać.
Z B. trawimy temat. Tak jak pisałam wcześniej - byliśmy nastawieni na całkiem inne informacje a te, co usłyszeliśmy pozytywnie nas zaskoczyły. Mąż jest gotowy a mnie też kusi, by spróbować 😵. Totalny mętlik w głowie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2022, 10:09
4dc
@ powoli dobiega końca, chociaż lepiej by było, gdyby w ogóle go nie było. Ale skoro był, to trzeba się cieszyć, że już go nie ma.
Wczoraj miałam rozmowę z moim Starym. To naprawdę mądry gość. Poszło o to, że dowiedziałam się, że moja dobra znajoma jest w ciąży no i nie wytrzymałam- poryczałam się. A on znowu wytłumaczył mi, jak krowie na rowie 🐮, że nasz czas jeszcze nadejdzie. I wiecie co jeszcze mi powiedział , co siedzi mi w głowie? Że nie powinniśmy traktować dziecka jako etap do zaliczenia w życiu.
I tego się będę trzymać i Wy wszystkie kochane staraczki też miejcie to z tyłu głowy.
14+6
Wyniki z krwi poprawiły statystykę i na razie jest dobrze, nic nie muszę dodatkowo brać. Po ostatnich badaniach lekarka obstawiała dziewczynkę, ale wczoraj na kontroli córka zmieniła się w syna 🙈 Ciekawe czy jeszcze się zmieni czy już tak zostanie. Dla chłopca nie mamy imienia, będzie trzeba kombinować. Dzidziuś rozwija się prawidłowo, zgodnie z terminem. Niestety ja mam jakiś krwiak czy coś takiego, więc mam się oszczędzać, nie dźwigać i nie przemęczać się. Do pracy na szczęście wolno mi chodzić 😉 Może w końcu uwierzę, że to się dzieje na prawdę 😊
17dc
Już po owulacji. Tym razem obserwowałam tylko śluz, ale miałam mocne bóle owulacyjne i trądzik, który zawsze ją zapowiada, więc liczę na to że była i że to w końcu ten cykl. Proszę, proszę, proszę! Nie wiem jak dużo siły jeszcze jestem w stanie w sobie znaleźć.
Ostatnio zastanawiam się nad tym, jak wyplewić z siebie zazdrość z powodu ciąż innych osób. I wpadło mi do głowy jedno porównanie: Czy gdybym zachorowała np. na nowotwór to czy zazdrościłabym innym, że też nie zachorowali?
Plan byl cudny
Corka wchodzi ze mna do lekarza na usg, lekarz mowi tylko nam czy jest Chlopczyk czy Dziewczynka. My do piatku ( dzien pozniej) Trzymamy tajemnice i w piatek w obecnosci wszystkich przyjaciol zdradzamy tajemnice Tatusiowi 🫶
Wiec poszlysmy na usg, mocz ok, zelazo super, ja przybieram na wadze. Mloda siedzi zaciekawiona, lekarz zaczyna badanie.
I wtedy swiat sie wali, serducho nie wytrzymuje.
„ Nie moge znalezc rytmu bicia serca dziecka „- slowa lekarza
Ale jak to??? Przeciez tydzien wczesniej u innego lekarza bilo💔
„ Musi Pani jechac do szpitala „
Kończę 35 tc
Niewiele czasu już zostało. Końcówka już trochę ciężka, ale znoszę lepiej niż koniec ciąży latem z Młodą.
Generalnie widzę, że ta ciąża jest trochę inna, tzn nie biorę sterydów i sprawdziły się słowa jednego z profesorów - że może działać wręcz leczniczo. Nie wypadają mi w ogóle włosy i a nogi mogę golić raz w tygodniu i jest spoko. Przy moich hormonach zazwyczaj musiałam codziennie. I w pierwszej ciąży też!
I co ciekawe, w ogóle nie podchodziłam do kroplówek z intralipidu na początku ciąży (nie mówiąc już o przygotowaniach,). Tak troszkę na żywioł to poszło. Może i dobrze?
Ciekawe, jak to będzie, ile dotrzymam - czy urodzę wcześniej czy dotrzymam do planowego terminu CC?
Jeszcze miesiąc temu miałam silny stres i napady paniki, ale chyba już poukładałam to sobie nieco. Zawsze jakiś tam lęk będzie mi towarzyszył, grunt żeby nie był obezwładniający.
Pierworodna już odchowana w pewnym stopniu, pomaga mi w gotowaniu, obiera marchewki, ogórki. Pyskuje również, potrafi być słodka i upierdliwa naprzemiennie.
Ciekawe, jak zareaguje na młodszą siostrę.
Tym razem jestem inaczej nastawiona do połogu i początków macierzyństwa. Obiecałam sobie, że nie pozwolę wejść sobie na głowę przez osoby trzecie. Ostatnie 3 lata sporo mnie nauczyły.
Nie wiem, czy pisałam, ale w międzyczasie miałam leczona depresję (ciągnęła się od porodu! Szkoda, że wg położnej byłam "przewrażliwiona" bo mogłam krócej się męczyć gdyby ktoś mnie naprowadził). Miałam też kilka konsultacji z psychologiem, które wyszły mi na plus.
Tak dla zapamiętania:
22+2tc... Bartuś waży 484g.. waga prawidłowa co do wieku
przepływy tętnic macicznych bez zmian (najważniejsze,że nie pogarszają się drastycznie), przepływy u małego prawidłowe (oby jak najdłużej). Lekarz, który robił usg powiedział,że do 30tc powinniśmy dotrwać jak będzie tak dalej,bo że nie będzie to ciąża donoszona to jest wiadomo.. po usg wizyta u B. spojrzała na wynik, na wagę i się uśmiechnęła,a u niej to naprawdę wiele,bo jest bardzo ostrożna..zapytałam czy jej zdaniem dotrwamy do 30tc,odpowiedziała,że ma nadzieję,że będzie to 36tc,ale na ten moment jest jeszcze wcześnie i musimy czekać choć rokowania są dobre. Zapytałam o możliwość porodu sn powiedziała, że w moim wypadku będzie CC z racji poprzedniej cc w 26tc.. poród sn mógłby się zakończyć pęknięciem miednicy i śmiercią,a tego chcemy uniknąć, więc nie będzie mnie nikt narażał... w przypadku cc też jest zagrożenie krwotokiem, który miałam przy pierwszym cc,ale jestem spokojna. Wiem,że jestem w dobrych rękach i nikt nie pozwoli,aby cokolwiek mi się stało. Czy po tym co dzisiaj usłyszałam jestem spokojna? Nie,ale jestem spokojniejsza..nabieram nadziei na to,że być może będzie mi dane przytulić zdrowe, żywe dziecko... można powiedzieć, że pierwszy próg 500g został przekroczony..teraz tylko czas...czas, którego nie przyśpieszę i na który nie mam wpływu..czas, który jest bezlitosny.
Kolejny przystanek 10.02 będzie to 24+2... w 24tc urodziłam moje dwie cudowne córeczki..
Z dobrych wieści to od dzisiaj schodzę z metforminy i luteiny
w końcu trochę mniej tych tabletek,bo ile można..może w końcu odczepią się ode mnie bakterie w moczu... i wyniki będą prawidłowe.
10dpt
Z nerkami wszystko ok. Atak kolki nerkowej był spowodowany stresem związanym z uśpieniem psa i prawdopodobnie zalegającym piaskiem. Zbiegło się w czasie poprostu. Teraz mam się pilnować, powtórzyć badanie moczu i tyle.
#kwarantanna #covid #urodziny
W sobotę kolejne urodziny, których od momentu straty nie lubię.🎁 Czuję, że nie spełniam marzeń, nie osiągam tego czego pragnę, jestem bezsilna. Nie potrafię ustalić sobie innych celów i odpuścić, ciągle walczę i odliczam, moje życie to ciągle wizyty lekarskie i wmawianie sobie że to ostatnie urodziny we dwoje, ostatnie swieta, ostatni dzień matki itp. Niestety ciągle w tym temacie stoję w miejscu i żyję w pewnym zawieszeniu.
ALE , inne sprawy ruszają, być może w końcu i ta ruszy💪 15 marca mam kontrolę w Instytucie Onkologii, tam się okaże co dalej, kolejne badania czy zielone światło i rozpoczęcie starań???🧐 Znowu odliczam #40dni
Linka2019 ból nie mógł już wytrzymać. Był u rodzinego on zobaczył i dał leki i tak maść jak ręką odjął.
Udało mi się złapać gina zrobiłam mi USG komórka ma 20 mm Endo 7.. dała mi ręcepte na zastrzyki ale ja nie kupuje bo bez sensu. I tyle czekam na nowy cykl może ten nowy będzie lepszy mąż nie będzie miał infekcji itp
Dziewczyny, dziękuję Wam za ciepłe słowa i rady. Rady są bardzo cenne, niestety w przypadku mojego męża nieskuteczne. To jest bardzo ciężki przypadek. Próbowałam już tysiące razy. Mówiłam o swoich potrzebach jak mam gorsze dni, jasno jak krowie na rowie, dosadnie, co ma zrobić, co powiedzieć, co mi pomoże. Niestety, jak grochem o ścianę, bo on "nienawidzi łez i nic na to nie poradzi". Rozumiem, że jemu też jest ciężko, że chyba najchętniej wypadłby te wszystkie złe chwile z pamięci. Ale czemu do jasnej ciasnej, ja mam ciągle tłumić swoje emocje? Potrzebuję jego wsparcia. W końcu jest moim mężem, myślałam że najbliższą mi osobą, ale teraz już sama nie wiem. Po nietlumionym płaczu w aucie, pojechałam do przyjaciółki, trochę jej się wyzalilam, trochę popłakałam i resztę wieczoru spędziłyśmy już bardziej na luzie. Nawet się śmiałam. Powiedziałam o tym mężowi, że właśnie tego potrzebuję, że te łzy są tylko przez chwilę, jak już uwolnie emocje to jestem spokojniejsza, jeszcze trochę się pozale i możemy pomału kierować rozmowę na inne tory, a on dalej swoje, że nie znosi łez, taki jest, był i będzie. I weź tu z takim gadaj.
Psychologa też już przerabialiśmy. Nie byliśmy, ale wielokrotnie próbowałam namówić męża na terapię. Niestety bez skutku, on uważa że tylko ja potrzebuję pomocy. On nie, bo on nie płacze. Takie to myślenie...
A że ja potrzebuję psychologa to wiem. Wiem, że już coraz gorzej sobie radzę, w tych momentach zwątpienia czy bezsilności zaczynam tracić kontrolę nad emocjami. Od poniedziałku zaczynam intensywne poszukiwania fachowej pomocy. Trzymajcie kciuki 🤞
24 dc
Wczoraj myślałam że zwariuje. 😢 W poczekalni pod laboratorium spędziłam półtorej godziny. Było chyba z 30 osób przede mną! Podobno w tej diagnostyce to norma a tak szeroki wachlarz badań mogę wykonać u siebie tylko w dwóch miejscach. To był koszmar. Za 12 pozycji zapłaciłam 903 zł 😭 Pani w laboratorium pytała nawet czy z czegoś rezygnuje by było mniej 😅 miło z jej strony ale z bólem serca zbliżyłam kartę do terminala płatniczego. Wyniki powoli spływają, na razie wszystko w normie chociaż niektóre zakresy są dość duże. Jak spłynie wszystko to podzielę się nimi tutaj. Jedyne co mogę napisać to AMH mam na poziomie 2,89 zakres dla mojego wieku (30-34 lat) to 0,576-8,13 a mediana to 2,81 więc raczej spoko. Najdłużej będę czekać na Inhibina B bo czas realizacji to od 1 do 11 dni 😲 mam nadzieję że do następnego poniedziałku już będą. Nie wiem które wyniki powinny być dla mnie szczególnie ważne. Pytanie czy branie przeze mnie antybiotyku przez dwa tygodnie miało na coś wpływ? Tego się raczej nie dowiem bo nie planuje powtarzać tych wyników. Są ważne rok czasu.
Zmykam do pracy chociaż bardzo mi się nie chce i chętnie to poszłabym spać 😴
PS. Sprawdziłam wyniki męża. Morfologia 4% 👏🏻
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 stycznia 2022, 13:19
38 tc.
Nie wiem co mam napisać... Nie mam słów 🤷🏻♀️
Czuję się jakbym cały marzec przespała? Gdzieś mi umknął?
Siedze i obserwuję ruchy Kuby, widzę jak się rozciąga... Serio, on tam jest. I to całkiem duży, ponoć jest już gotowy by wyjść. Może poznamy się jutro, za tydzień... Może za dwa? Jestem gotowa. Chyba.
Patrzę w okno jak wiatr miota drzewami i myślę o tych wszystkich dziewczynach... Chciałabym żeby każda z nich mogła wkrótce czuć maleństwo pod sercem. Żeby łzy bezsilności zamieniły na łzy radości bo beta jest wspaniała, bo usłyszały serduszko pierwszy raz.. Bo właśnie poczuły pierwszego kopniaka.
Rzadko bywam na staraniowym wątku bo serce rozrywa mi gdy widzę ból u 'znajomych' mi osób. Czuję że nie powinnam się tam udzielać - boję się że głupi komentarz z rozsiewaniem wirusków może kogoś zaboleć, wywołać jakiś żal... Nie wiem... Ostatnio też dociera do mnie dużo wiadomości typu ' kojarzysz xvdjz? Właśnie wróciła do pracy. Poroniła 3 raz. ' i to nadal we mnie buduję taki 'szok' jak wiele kobiet wkoło mnie poznało stratę. Ile dziewczyn też które znam od lat walczy o te dwie kreski.... A kiedyś widziałam tylko ze 'wkoło wszyscy zachodzą w ciążę... Tylko nie ja'
Wierzę że dla każdego wyjdzie słońce. Tylko dlaczego niektórzy tak długo muszą na nie czekać.
Ciężko jest być empatą w niepłodnym świecie.
7tc+2
Mamy już 15mm i miarowo bijące serduszko... wg USG 8+0... chwila oddechu, jest dobrze... tak bardzo chciałabym w końcu poczuć, że bardziej się cieszę niz się boję... wiesz, że to nie Twoja wina, mamusia kocha Cie tak samo jak Twoja siostre, po prostu bardziej się boi... córeczko, wiem, że jesteś w tym z nami i czuwasz nad tym malenstwem, bądź tutaj cały czas, pamiętaj o mamusi kiedy jej zle... ja Cię nigdy nie zapomnę...
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏
12+4
Jestem po badaniach prenatalnych, z usg nie wyszły nieprawidłowości jeśli chodzi o dziecko, czekam jeszcze na wyniki z krwi, ale wiadomo i tak nie ma 100% pewności. Niestety z moimi przepływami nie jest najlepiej i grozi mi stan przedrzucawkowy 😨😭 co jest groźna zarówno dla mnie jak i dla dziecka. Badanie z krwi ma to potwierdzić lub wykluczyć, mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze. Podobno pomóc może acard, więc jeśli coś wyjdzie nie tak to będę go oczywiście brała. Dzidziuś na badaniach był strasznie ruchliwy, robił cały czas fikołki i przez to pani doktor długo mnie męczyła, żeby porobić wszystkie pomiary dokładnie. To był wspaniały widok, serduszko biło 166. Zakochałam się po raz kolejny 😍
1dc
Wizyta w klinice przebiegla pomyslnie (?)
Wizyta odbyla sie tym razem u profesora - mojej dr nie bylo. Bede miala stymulowany cykl letrozolem 2x1 od 3dc.
Troche mnie to wystraszylo bo jednak cykl naturalny ... 😱 nie chcialabym przegapic owulacji.
Choc powiedzialam, ze przed inseminacja trafilo sie ze na letrozolu mialam owu 10/11dc i nie byla inseminacja robiona.
Takze 9 lutego - w 10dc mam wizyte , ale juz u mojej dr A.
Oczywiscie mam gubic wage dalej. Choc ciezko to choc po trochu gubie.
Nie jestem jakas duza - brzuszek mam , lecz ciezko zgubic gdy chodzi sie tylko na spacery z coreczka.
Ale wole powoli gubic niz zeby rosła waga.
Letrozol mam brac od 3dc przez 5 dni.
1 dc
Oficjalnie wracamy do starań 🥳 dziś jak nigdy wyjątkowo wyczekiwałam miesiączki zeby w końcu zacząć "na poważnie" bałam się że pani małpa się spóźni przez 3 dawkę szczepienia, ale na szczęście jest bardzo punktualna. Staram się zmienić podejście ostatnio usłyszałam, że ciągłe myślenie, że jesteśmy gorsi, wybrakowani czegoś nie możemy to myślenie ofiary i przez takie myślenie przyciągamy złe rzeczy. Mimo że jestem raczej pragmatykiem to w tych słowach coś jest dlatego staram się teraz myśleć o sobie lepiej. Prawda jest taka, że chyba wszystkie myślimy o sobie dużo gorzej niż na to zasługujemy, a jesteśmy fajne babki 🧁🤩
U mnie nie może być "normalnie"
Plan był prosty, to miał być transferowy cykl... mial... ale 🫣 po pierwsze jeszcze się nie zaczal, a powinien już kilka dni temu (nie, nie jestem w ciąży...).
Ale transferu na razie i tak nie będzie...
Po pierwsze - ginekolog widział coś na jajniku, coś co może być torbielą, albo... 😔 spanikowałam widząc wyniki krwi, ale w klinice mówią, że nie jest źle, że po prostu trzeba będzie to obserwować, bo na razie jest to absolutnie nieoperacyjne...
Po drugie- ostatnio immunolog mówiła że heparyne powinnam brać przed transferem, z głupoty sie so niej umówiłam... stwierdziła że y sprawdzić % NK... I co? Jest za dużo, więc mam siw umówić na kolejną wizytę, w tym cyklu nie zdążę, więc siw przesuwa o kolejny...
Czy ja kiedyś będę mogła "odpuścić"? Gdzie się wyłącza mozg? 🤯
Przeczytałam swój poprzedni post, w pośpiechu wkradly się byki, ale wybaczcie nie poprawię, nie znoszę pisanie na telefonie. No dobrze, co się działo u mnie po 11/11/2021. Dałam sobie chwilę na pozbieranie się do kupy. Mieliśmy zrobić przerwę od zabiegu 3 miesiące. Cieszyłam się wręcz, bo miałam dosyć starań. Chciałam po prostu cieszyć się swoim życiem. Myślałam co mogę zrobić dla siebie. Nigdy nie uprawiałam sport, od czasów szkolnych go nienawidzę. A tu stwierdziłam, że dam nam szansę się polubić i od grudnia do świąt ruszało wezwanie na jednym z blogów fit. Myślę, dobra, przyda mi się ruch, jestem szczupła, ale ciało zdradza że raczej nie ćwiczę. Stwierdzilam, zaczynam po mału, kondycja poniżej zera, więc ćwiczenia tylko dla początkujących. Robilam beż ciśnienia, wagi i jakichś konkretnych założeń, 3-4 razy w tygodniu po 30 min. Zaczęłam czuć, że mi się podoba. Pewne ćwiczenia, które nie mogłam wykonać na początku grudnia, przed świętami już potrafiłam zrobić. To było super. Bylam z siebie mega dumna. Przed świętami mielismy tydzień urlopu. Było super, wyluzowalismy, nie było ani razu tematu starań, spaliśmy ile chcieliśmy, chodziliśmy na spacery, uprawialiśmy seks kiedy nam się chciało, a nie kiedy trzeba, raz się nawet upiłam, co mi się nie zdarza. Ostatnie 2 lata nie piłam alkoholu prawie w ogóle. 16/12 w końcu rozpoczęła się miesiączka. Była trochę bardziej obfita, ale ok. Święta spędziliśmy w naszym domku. Mojej mamy nie było w kraju, był z nami mój brat, a na następny dzień pojechaliśmy do matki mojego męża. Nie widziałyśmy się z 8 lat, kiedyś zdarzyła się sytuacja , która przekreśliła nasze relacje. W wielkim skrócie dałyśmy sobie szansę odbudowania relacji i było nawet miło.
Jakieś dziwne rzeczy mi się dzieją z pamiętnikiem, nie mogę dodać posta. Nie wiem o co chodzi. Dziś jest 16.02.2022. Kontynuując historię, którą skończyłam na świętach. Sylwestra spędziliśmy we dwójkę w domy i było super. Po sylwestrze umówiłam się do dentysty na 26.01.2022, aby wszystko zrobić przed transferem. Termin miesiączki na 16.01.2022. Parę dni przed 16.01 czułam już zwiastuny nadchodzącego okresu w postaci bólu głowy. No ale nie ma małpy w terminie -dla mnie to norma bez Duphastonu, więc spoko. Czekam, czekam, jestem już wściekła, bo myślałam, że na początku lutego już zrobię badania do transferu, a tu okresu brak. Miałam jakieś przeterminowany test ciążowy, pomyślałam, że 26/01 rano zrobię przed wizytą u dentysty. W nocy z 25 na 26 strasznie bolała mi głową i zaczął pobolewać brzuch, więc wstałam i wzięłam przeciwbólowe zapobiegawczo. Rano wstaję i nie ma okresu. Idę po ten nieszczęsny test, robię i wychodzą dwie grube kreski. W tym momencie pomyślałam "kurde, właśnie dlatego nie uzywa się testów przeterminowanych". Idę po drugi. Robie...i co...dwie tłuste kreski. Myślałam, że oszaleje, że to są jakieś jaja, to niemożliwe i milion innych myśli. Szybkie zdjęcie testów. Poszlam do pracy. Poczekałam do 8:30 i wysłałam mojej pani dr. Szok. Koniecznie beta i Duphastonu nie bierzemy. Wysłałam mężowi zdjęcie testów, dzwoni i mówi po co mu wysyłam czyjeś testy😁 myślał, że wysłałam mu mema, ale nic z tego nie rozumiem. Mowie, ze to moje, a on, że aha, jasne...No i trochę czasu minęło, póki dotarlo😁 w tym dniu beta wyniosła ponad 20 tyś., a liczą od okresu był to już 6 tydzień. Po wynikach p. dr napisała, aby szybko umówiła się na usg do kliniki tylko do innej p. dr. Przylazłam na usg. p. dr stwierdziła, że beta bardzo wysoka i patrzymy co tam się dzieję. JESTEM W CIĄŻY!!!! Wiek ciąży wyliczono na 5t5d. Różnica z datą od okresu 4 dni, co by się zgadzało, gdyż będąc na wizycie 3/01/2022 byłam w 19 dc tuż po owulacji...uwaga...z prawej strony, tej beż jajowodu z endo 7 mm. Wszyscy lekarze w szoku, w karierze mojej p. dr jestem 3 przypadkiem zajścia w ciążę z owulacja po stronie bez jajowodu. Mało tego na pierwszym usg były widoczne dwa pecherzyki" jeden z tętnem, a drugi pusty. Ten drugi się wchłanął. Od 6 tc zaczęłam miewać poranne nudności. Ciężko było otwierać rano lodowke, zresztą mam tak do dnia dzisiejszego, a jest dziś 18/02. Swoją drogą nie wiem co się dzieje, że nie mogę dodawać posty🤔 U mojej p. dr byliśmy na wizycie wg usg w 7t. 2d. Wszystko dobrze, słyszeliśmy bicie serca naszego dziecka. Maż stwierdził, że wygląda jak larwa, z czym ochoczo się zgodziła p. dr😁 p. dr stwierdziła, że ten cud się zdarzył w rekompensacie za ten koszmar w szpitalu. Teraz jestem w 8t5d wg usg i dzisiaj wzięłam sobie wolne, od wczoraj mam okropny bol głowy, a dziś doszły wymioty rano i dopiero teraz, a jest godz. 13:00 jakoś dochodzę do siebie. Oswajam się z sytuacja, jest dziwnie, martwię się czy wszystko będzie dobrze. Kolejna wizyta u mojej p. dr jest 21.03, a 14.03 mam prenatalne. Powiem wam, że jakby ktoś mi powiedział, że w 2022 roku będę w ciąży, to bym tylko powiedziała "aha...jasne". Odpuściłam, nie spodziewałam się, nie nastawiałam się, zrezygnowałam...chciałam się przygotować do transferu, ale bez johuuu, napewno się uda...Nie. Ostatnio siedzieliśmy z mężem i się zastanawialiśmy, kiedy to się stalo. Zapewne w sylwestra mieliśmy szybki numerek, ale ręki nie damy uciąć. I tak się zastanawiamy do dziś. Siedzi mi w głowie "nigdy nie trać nadziei". Gdzieś ją na moment straciłam i wtedy nasz dzieć stwierdził, że nadszedł czas i jakoś sobie poradzi bez tego jajowodu😁😁😁 często chce mi się płakać ze szczęścia i strachu jednocześnie...ale mam wspaniałego męża, który o mnie bardzo dba. Czasem sama siebie bym udusiła, a on nic, robi wszystko o co poproszę, cały czas jest przy mnie, nawet jak jestem niemila🤣 że względu na wcześniejsze niepowodzenia nasze rodziny nie wiedzą i się nie dowiedzą aż do prenatalnych. Wiedza tylko nasi pracodawcy. Ciekawe, że do dnia testu nie miałam żadnych objawów. Po zrobieniu, zaczęły się lekkie objawy w postaci niechęci do śniadań i bezsennosc, co dla mnie jest czymś nowym. Nigdy nie wyjdę z domu rano bez śniadania i śpię jak suseł. Okromnie mnie wysypało na twarzy. Zaliczyłam już żarcie o 3 w nocy. Wstaje dwa trzy razy w nocy na siku. I co chwila zmienia mi się smak, przed południem w życiu bym czegoś nie zjadla, a wieczorem o tym marzę. Mysli po południu tylko o jedzeniu. Od dwóch tygodni rano jem tylko chleb z serkiem typu Twój smak z pomidorem i herbata z cytryna. Rano jednocześnie jestem głodna i mnie mdli. Więc zajadam to moim zestawem poranym i dochodzę do siebie. Później jestem tylko głodna, do tego stopnia, że muszę jesc co godzinę. Wszystko jak leci, masakra. Moje postanowienie : jeść zdrowo w ciąży...ta...jasne...w ciągu dnia zjem wszystko, co napotkam na swojej drodze. Ale nie mam chęci na słodkie, co mnie ogromnie cieszy, ale nadrabiam innymi rzeczami. Nie poznaję siebie. Wxzoraj wychodząc z pracy zjadłam kiwi, do domu mam jakieś 30 min samochodem, myślę wezmę jabłko i zjem po drodze. Zapomnialam i to był wielki błąd. Tak mnie ssało w żołądku, że myślałam, że zemdleje. Wpadłam do domu, myślałam zagrzeje zupe, bo mąż na zakupach, nic innego w domu nie ma. Patrze, prądu nie ma. Dzwonilam do męża z histeria, że prądu nie ma, a ja jestem głodna😁😁😁 nie będę mówiła co jadłam, póki mąż nie przyjechał. Wieczorem bol głowy tak mi się rozkręcił, że wiedziałam, że rano będzie źle. W nocy myślałam, że umrę. Doszly6dk tego mdłości i o pierwszej w nocy wstalam i musiałam wziąć tabletkę apapu i zajesc mdłości. Meczylam się okrutnie do samego rano. Rano mąż poszedł do pracy, a ja wzięłam wolne (kiepski okres na wolne w księgowości, ale trudno). Wstalam rano jakoś aby pójść siku i ledwo zdążyłam dobiec do łazienki. Zwymiotowałam i ledwo doczołgałam się do łóżka i tak gnije już pół dnia.
Dziś jest 16.03.2022. Przedwczoraj byłam na prenatalnych i wszystko jest dobrze. Dziecko moje rośnie, a ja jestem szczęśliwa jak nigdy. Pozdrawiam was serdecznie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 marca 2022, 15:47
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.