Nic mnie chyba tak nie denerwuje ostatnio, jak pytania o to, kiedy pojawi się Maleństwo. No działa to na mnie ostatnio, jak czerwona płachta na byka. W sobotę mieliśmy rodzinną imprezę. Założyłam luźniejszą sukienkę, bo taki miałam kaprys. Od razu pojawiły się pytania pt. Ooo luźniejsza sukienka, czyżby ciążowy brzuszek.... Jeszcze do niedawna odpowiadałam po prostu, że jeszcze nie... Ale od jakiegoś czasu no jakbym dostawała z każdym takim pytaniem prosto w twarz....
Jak sobie radzicie z takimi pytaniami? Wiadomo, że są ludzie, którzy wiedzą o naszych problemach... Ale nie z każdym chcę się dzielić całą historią...
17+1 waga 58,5 kg
Piotruś 1 rok 8 m 21 dni waga 12,8 kg
Jak ten czas leci. Dzień za dniem mega szybko. Samopoczucie ok. Prócz wagi która coraz bardziej idzie w górę. Rozumiem gdybym się obrzerala. Moja waga jest teraz taka jak rodziłam Piotrusia a gdzie tu do porodu. Brzuch zrobił się spory jakbym była w 7-8 miesiącu. Chodzę w luźnych ubraniach aby w pracy nie widzieli choć i tak wkrótce zauważą. Tamtym razem było inaczej.
Maluch z USG zgadza sie z terminem porodu. Zapewne będzie mnjejszy niż Piotrek. Ale najważniejsze że jest ok. Choć nie ukrywam że mam momenty że boję się że zaraz będą mi się sączyć wody jak wtedy. Jednak ten uraz został w głowie.
Co u Piotrusia, ma katar kaszel , na szczęście nie wielki. Mimo upałów gdzieś się zaziębił. Jego bunty są straszne, czasem jest aniołkiem a czasem diabełkiem. Coś czuję że od jakiegoś czasu wychodzą mu 5 więc pewnie to potrwa jakiś czas zanim wyjdą. Z bólu jest okropny. Jak przyjdzie kot to go bije nie pomaga tłumaczenie. Nie dość że w nocy ciągnie mnie za włosy to czasem gryzie, po twarzy bije czy szczypie. Stary już nie wytrzymuje, babcia ma dość. Na szczęście od poniedziałku będę na 2 tyg urlopie to babcia troszkę odpocznie. Za to ja się wykoncze, może L4 opoznie przez to 🤣 bo w pracy przynajmniej mam spokój..
Jedynie co jestem ciągle śpiąca. Śpię 5-6 -7 godzin . Młody zasypia koło 22. Zanim się położę jest 23 a ty po 5 pobudka. Choć w nocy śpi u siebie a jak się obudzi stary go do nas przenosi. Choć są dni kiedy śpi jak zabity a przeniesienie do jego łuzka jest niemożliwe bo od razu płacz.
Myślimy nad zakupem dużego luzka bo potem się nie pomieścimy.
W tym miesiącu nasz Synuś kończy rok.. w szoku jestem ze to już… ja się pytam kiedy z bobasa zrobił się chłopczyk… dzis był termin zapisów do mojej Pani Doktor.. myślałam, ze będę się zapisywać żeby walczyć o rodzeństwo, ale ostatnio uznałam, ze może nie tak szybko to wszystko, ze nie chce wracać do kliniki… tez chodzi o finanse.. wole na ten moment wydać na Synusia. Nawet nie odstawiłam Go jeszcze od piersi… mysle, ze sobie damy trochę czasu. Może samo wyjdzie.. poki co tez Synuś ma dopiero rok,wiec i czas mamy. W końcu od stycznia wracam do pracy, wzięłam 3 miesiące wychowawczego, potem żłobek, mam nadzieje, ze jakoś się przyzwyczai, chociaż nie ukrywam, ze się boje, bo jednak On zostaje ze mną albo czasem z moim Mężem, a tak to może na 1 godzinę z Babcia… ale tez nie mam z kim Go zostawić innym… druga Babcia ma Wnuka centralnie w dupie, widza się raz na 1,5-2 miesięcy i to na okazje typu urodziny… dla mnie to jest dziwne, bo mam tylko jednego wnuka, ale każdy ma prawo do swojego życia.. niestety przez Nią nie przedłużam wychowawczego, bo tak mieszała, ze strach, ze pozaciąga jakiś kredytów żeby niby nam pomoc, to już wole ja iść do tej pracy i mieć od Niej święty spokój… tak to czasem bywa… wielce chce iść na emeryturę żeby jak Jej Wnuczek nie szedł do żłobka a niby chce się Nim zajmować, ja się pytam jak? Skoro Dziecko Ja widziało kilkanaście razy w życiu a ma roczek .. rece opadaj.. a przydałaby się czasem taka Babcia co by na 2 godzinki została..
byliśmy nad Morzem - jak ja wypoczelam.. byłam w szoku, bo normalnie to od poniedziałku do soboty jestem sama z Synem od rana do wieczora a tutaj była pomoc szok noo!
Czasem mam wrażenie, ze my z Mężem to każdy żyje w swoim świecie… mysle, ze dziecko to jeszcze bardziej uwydatnilo.. czesto czuje się jak samotna matka .. jeszcze nie trafił mi się najłatwiejszy Bobas, wiec czasem to się sama sobie dziwie, ze daje rade.. teraz tez drugi dzień z gorączka, ale co ogarniać trzeba..
w tym miesiącu planuje tez odstawić Syna od piersi… boje się, bo On jest do mnie bardzo przyklejony, ale raz, ze mam wrażenie, ze im później tym będzie gorzej a dwa ze ja tez już bym się chciała zacząć regenerować po ciąży a zwłaszcza końcówce.. żal mi Go trochę bo widzę ze lubi, ale tez mysle, ze już Mu dałam bardzo duzo, a tez taka silniejsza Mama będzie z korzyścią dla Niego…
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2022, 13:27
29tc+3
W tym tygodniu po wizycie, z małym w porządku, próbuje uwierzyć, ze juz tak zostanie... potrzebujemy tak niewiele czasu... te prawie 1.5kg to juz całkiem sporo 😍
Wczoraj był 30.06... to już 4 lata... lata na początku cudowne, beztroskie, pelne marzeń i wiary ze moze byc dobrze... po dwóch latach 30.06 spędzaliśmy we trójkę, tymbardziej uwierzyłam w ta bajkę w której żyłam... kolejny 30.06 to była tylko ta cholerna pustka i poczucie bezsensu... w tym roku zostaje mi wierzyć ze tymrazem będzie inaczej... tak bardzo chciałabym kolejny 30.06 spędzić z żywym dzieckiem... 🙏🙏🙏
Wiem jedno, ta trudna historia pokazała mi, ze mąż jest w tym wszystkim ze mna, wiem, ze jemu tez było ciężko, a do tego miał na głowie pracę, dom ktorego ja nie umiałam ogarnąć i moje skrajne emocje, z którymi sama momentami nie dawałam sobie rady... a mimo wszystko wytrzymał ze mna te 4 lata... może one wcale nie były tak zle jak myślę?
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
Życie nie jest sprawiedliwe!
Ostatnio tu na OVF zamiast dobrych wiadomości za dużo jest tych odbierających nadzieję...
I to właśnie los zabiera na końcu nadzieję - ostatnią rzecz która nam zostaje w długoletniej walce - już nie wspominamy pieniędzy, zrobionych nieprzyjemnych badań czy zastrzyków, czasu, łez, depresji, naszych związków...
Walka, którą toczymy jest nierówna i co najgorsze nie obiecuje wygranej...
Więc dziś się zastanawiam ile bólu można jeszcze przetrwać? Gdzie jest ta granica?
Kiedy powiedzieć dość?
W którym momencie dopuścić do siebie myśl, że to się nie uda?
Dziewczyny, o których dziś myślę, których emocje znam aż za dobrze...
Jestem tu z Wami - w tym samym "bagnie" starań - i dziś już nie napiszę "na pewno się uda", "bądź dzielna", "dasz radę"
Zostaje mi tylko - bądź dla siebie dobra
Bartuś właśnie smacznie koło mnie śpi:) w końcu...bo od wczoraj nadziębiony
zresztą ja też...zaprawiliśmynsię od klimy w aucie,bo musiałam jechać na kontrolę do Warszawy a przy upale 36 stopni nie szło jej nie włączyć..
Co u nas? Nadal walczymy z sapką, mały się przez zapchany nosek dusi i łapie bezdechy a ja mam za każdym razem zawał..do tego z wyników wyszła nam anemia i suplementacja żelazem (od dzisiaj) skończyła się zaparciem także jutro będę myślała jak mu pomóc się wypróżnić jeśli sam nie da rady
przypałętała nam się także neutropenia (mocne obniżenie odporności) także wesoło nie jest mimo tego,że Bartuś to wesoły chłopczyk...lubi obidzić się o 3 w nocy i przez godzinę uśmiechać się do matki która ledwo patrzy na oczy :p ważymy już pewnie z 5kg, wyrośliśmy z 50, dzisiaj jedne body 56 też małe także rośnie chłopak wyśmienicie
za 3 dni będą już 2 miesiące jak Bartula jest z nami a ja czasami nadal się zastanawiam czy on napewno jest mój...tym bardziej że wszyscy mówią że mały jest mamusiowy
podobny bardziej do mnie i oczywiscie uspokoi go tylko mamusia...a niech tak będzie:) choc wiekszosc gada ze nie powinnam go az tak do siebie przywiazywac, ale w sumie dlaczego nie ? Chce sie przytulac to sie przytulamy, chce ze mna spac to niech spi..jak przyjdzie odpowiednia pora to go odzwyczaję a poki co dobrze mi z tym:)
Przez to półtora miesiąca dużo się działo.
Zaczynając od tego, że lekarz od 33 tygodnia zaczął stanowczo mówić, że mała bardzo chce już wyjść i mam zarzucić tryb oszczędzania. Kilka dni po wizycie, czyli już po ukończeniu 34 tygodnia zaczął odchodzić czop. I dochodziły okropne skurcze. I znów kolejna szybka wizyta u lekarza. I znów trzask. Dostałam krwawienia na fotelu, tak dużego, że lekarz przestraszył się, że to krwawienie z macicy. Na szczęście nie, ale miałam nakaz, że jak krwawienie nie ustanie albo mała nie będzie się ruszać, to na wieczór szpital albo z samego rana. Trochę było lepiej, ale bez szału. Natomiast mała była bardzo aktywna, dlatego nie panikowałam. Po dwóch dniach kazał mi zgłosić się na ktg i jednocześnie na szybki podgląd. Ktg ok i podczas badania też ok, bo już wtedy kończyło się plamienie. Potwierdził, że czop odchodzi.
Na ostatniej wizycie, czyli 37+3 mała ważyła 2800 i co najważniejsze, ciąża jest donoszona ✊.Jestem o nią spokojniejsza w jakimś stopniu. Szyjka nie była mierzona, bo jak lekarz stwierdził: ,, Tutaj już nie ma czego mierzyć ". Już było rozwarcie na 1 cm.
Dziś 38+3 , a ja od 4 tygodni chodzę z odchodzącym czopem. Skurcze i bóle krzyżowe się nasilają i wyciszają. Zaczyna mnie przerażać poród SN. Czy sobie poradzę - poradzimy. Czy moja nerwica nie zdominuje mojego myślenia i jednocześnie mojego ciała?
Ostatnio dużo pytań i rozmyśleń w mojej głowie się tworzy...i strachu.
Chciałabym być najlepszą mamą dla małej, ale...jak się nie uda? I będę sfrustrowana matka wariatka?
Tak bardzo bym chciała, aby już była z nami po tej drugiej stronie brzucha, ale ten lęk i strach czy ogarniemy życie z taką kruszynką też jest duży.
Momentami czuję się tak potwornie winna, że mam takie strachliwe myśli. Prawie 6 lat walki, a ja narzekam i tchórzę? To czego Ty chcesz, dziewczyno?
Chcę uwierzyć, że ta walka zakończy się happy endem i staniemy się jeszcze silniejszy i że damy radę. Chcę tej pewności i poczucia bezpieczeństwa.
Zaczynamy nowy cykl starań za niedługo dni płodne 🫶🏻 Słońce wyszło i jest więcej checi do wszystkiego ☀️ dużo wsparcia ślę dla każdej z was ❤️
Beta 148 czyli przyrost w normie, ale zamiast się cieszyć martwię się wynikiem estradiolu. Norma w pierwszy trymestrze jest od 215 a mój wynik to 132 😔 W dniu transferu wynosił ponad 200 więc nie rozumiem skąd taki wynik. Jestem 10dpt i codziennie biorę estrofem 3x1. Progesteron 19 więc nie jakiś mega ale chyba w normie. Czekam na telefon z kliniki. Mam nadzieję, że doktor powie, że jest okej i jedynie zwiększy dawkowanie. 😔 Zwariuje, do 14stej powinien zadzwonić.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2024, 10:24
Profil limfocytarny podstawowy:
Limfocyty 24,30% (28,90-46,50) ZA NISKO
Monocyty 7,90% (5,10-11,70) w normie
Granulocyty 64,40% (45,70-62,80) ZA WYSOKO
Limfocyty T CD3+ 1290 (900-2100) w normie
Limfocyty T CD3+ 74,60% (59,70-82) w normie
Limfocyty T pomocnicze CD3+CD4+ 758 (500-1300) w normie
Limfocyty T pomocnicze CD3+CD4+ 43,80% (30,40-55) w normie
Limfocyty cytotoksyczne CD3+CD8+ 477 (280-900) w normie
Limfocyty cytotoksyczne CD3+CD8+ 27,60% (18-40) w normie
Komórki NK CD 3-16+ 270 (90-630) w normie
Komórki NK CD 3-16+ 15,60% (7,30-24) w normie
Limfocyty B CD19+ 167 (120-400) w normie
Limfocyty B CD19+ 9,70% (5-22,50) w normie
Komórki NKT CD3+CD16+ 1,80% (1,80-10,50) NA GRANICY NORMY
Limfocyty T podwójnie dodatnie CD3+CD4+CD8+ 0,40% (0,40-1,80) NA GRANICY NORMY
stosunek limfocytów CD4+/CD8+ 1,60 (1,10-2,80) w normie
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2022, 11:26
Mój okres spóźnia się aktualnie dwa dni. Zgodnie z informacjami, jakie znalazłam w sieci, cykle bezowulacyjne charakteryzują się tym, że objawy PMS mogą nie występować. W moim przypadku faktycznie okres nie zapowiadał się w żaden sposób. Dopiero dwa dni temu zaczęły mnie boleć piersi, ale krwawienia nadal brak. Moje cykle zwykle trwają 29 dni. Tutaj mamy już 31. dzień. Z ciekawości (czy moze owulacja sie po prostu nie przesunęła i dlatego nie było jej widac na USG) wykonałam test ciążowy, ale wyszedł negatywny, wiec pozostaje czekać na okres, a potem na badania. Mam do zbadania FSH, LH, prolaktynę, androstendion, testosteron, testosteron wolny, SHBG, 17-hydroksyprogesteron, DHT, estradiol, TSH i AMH.
Poza tym poprawiamy dietę i zaczęliśmy suplementować witaminy. Czekam co dalej
30tc+6d wtorek
Waga:56.5kg
Co za okropny bol mnie dzisiaj przywitał. Jest to kolejny atak, tempy bol nogi od lezdzwi az po same koniuszki palcow u stopy. Wyczytalam ze to rwa kulszowa, podobno ma przejsc po porodzie. Jest to taki bol, ze chcialabym aby ktos mi obcial ta noge. Dretwienie, paraliz, brak mozliwosci ruchu. Kropka musi na cos naciskac, co powoduje ten okropny ból.
Od ok 28tc zmienilam miejsce wkuć z heparyny z brzucha na uda. Bałam sie, że przebije dzidzie. Za kazdym razem gdy przystawialam igle do brzucha to ona akurat w tym miejscu kopala. Bardzo mnie to stresowalo, przerzucilam sie na uda, mam je teraz mocno posiniaczone.
Kropka mocno sie wierci, udrzenia sa naprawde bolesne i nieprzyjemne. Nie sadzilam ze mala ma tyle sil. Chyba cwiczy miesnie na moich wnetrznosciach 😅.
Wczoraj wieczorem chwycilo mnie rozżalenie (moze to hormony), ile to jeszcze potrwa? Te wszystkie niedogodnosći, te bole, poczulam sie biedna i poszkodowana ze musze przez to przechodzic. Dlaczego nie jest to latwiejsze i lzejsze dla kobiet? Od roku czasu szprycuje sie lekami, zmierzam sie ze zmianami nastroju, niedogodnosciami, bolami, niby brak okresu ale ciagle cos "leci"-nikt o tym nigdy nic nie mowil. Licze, ze ten stan trwa od roku bo od poczatku procedury ivf. Od roku czasu nie jestem w pelni sil.
Troche sie pożalilam, moze na pocieszenie w nocy snila mi sie mala dziewczynka z mala glowka ktora tule do piersi. To bylo piekne 😊😊.
badania i normy funkcjonalne
morfologia hemoglobina 13,5-14,5
bazofile 0-0,1 eozynofile 0-0,3- mega ważne!!! podwyższone mogą świadczyć o pasożytach w przewodzie pokarmowym, a te mega utrudniają zajście w ciążę
wątroba, nerki - tego nie spisałam
ferrytyna 30-50
żelazo 80-120 (podwyższone + obniżona ferrytyna= pasozyty)
glukoza <95
insulina <7-8
Homa IR < 1,8
tarczyca TSH max 2,5-3,0 (podwyższony wzrost ryzyka poronien)
ft 3 i ft4 min 50% normy laboratoryjnej
b12 500-800
kwas foliowy 15-25
homocysteina <8
d3 25-50
cynk >80
antytpo, anty tg
lh/fsh- 0,5-1,5
progesteron 7dpo - powyzej 3ng - owulacja; dobra owulacja 11-12 ng i wyzej
estradiol 7dpo 150-220
prolaktyna <25
amh- to nie wyrok- to hormon wytwarzany przez pęcherzyki , jeśli są niedobory np witaminy b12, kwasu foliowego, d3 itd. to ten hormon nie jest wytwarzany w takiej ilości- coś tam to amh sugeruje, ale nie kierować się tym mega
olimpiamed.com- można wykupić badania na te pasożyty
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lipca 2022, 15:36
Od piątku ledwo żyje byłam w sobotę wieczorem na pogotowiu po antybiotyk bo już stracilam głos o spaniu można również zapomnieć ciagle kaszle i mocny ból gardła.
Najpierw walczymy z nieplodnością a potem walczymy żeby tylko nie zachorować, żeby nas nie zwolnili z pracy ciężkie kobieta ma życie. Dzisiaj usłyszałam od pracodawcy a co ja sobie wyobrażam nie mają ludzi do pracy i spadłam dosłownie na ziemie ja moge przyjść do pracy nawet chora ale vzy to jest odpowiedzialne zarażać innych ludzi czy ja bym chciała żeby ktos vhory przyszedł do pracy i mnie zaraził ? Zawsze byłam wrogiem ale pracodawcy na nas to wymuszają że tak sie dzieję i błedne koło. Wiec dzisiaj jestem na l4 a jutro wróce jiż do pracy
WYGRANA WALKA O POPRAWĘ NASIENIA
Od początku naszych starań było wiadomo, że jest problem z nasieniem męża. Duży problem. Słabiutka koncentracja, morfologia 1%, na dodatek fragmentacja aż 33%.
Jesteśmy po 3 procedurach in vitro, plemników z każdą procedurą było coraz mniej, przy ostatniej to zaledwie 1,2mln w koncentracji, z czego większość bez ruchu. Byliśmy załamani.
Mąż był u dwóch urologów. Jeden wysłał go na operację żylaków, na którą ostatecznie się nie zdecydowaliśmy, drugi wyszukał bakterie i próbował leczyć antybiotykami. Bez skutku.
Czekając na wyniki badań zarodków z ostatniej procedury, nie mając za bardzo nadziei, że jakikolwiek będzie zdrowy patrząc na parametry nasienia, umówiłam męża do trzeciego lekarza. Ten oczywiście był zły na mnie, że znów usłyszy trzeci raz to samo - że nic się nie da zrobić.
Na wizytę weszłam z mężem. Powiedzieliśmy o wszystkim, nawet o tym że moja dr, która wtedy mnie prowadziła namawiała nas na dawcę nasienia. Lekarz postanowił zawalczyć razem z nami. Powiedział, że to za wcześnie by decydować się na dawcę ,skoro nie wykorzystaliśmy jeszcze wszystkich możliwości. Przepisał mężowi leki, które miały stymulować jądra do produkcji nasienia oraz wskazał na jakie suplementy zwrócić uwagę. Kazał ponowić badania nie wcześniej niż za 3 miesiące.
W między czasie otrzymaliśmy wyniki badań zarodków - jedna zdrowa blastka 1AB. Zaczęłam przygotowania do transferu, byłam na wizycie u inmunologa, wykupiłam leki. Wtedy zadziało się to, o czym pisałam wcześniej. Test po raz pierwszy od dwóch lat starań, po milionach wylanych łez, pokazał dwie kreski. Po miesiącu przyjmowania leków przez męża. Nie za bardzo wierzyłam, że w tak krótkim czasie parametry zdążyły się poprawić. Dla pewności wysłałam męża po dwóch miesiącach od przyjmowania leków na badania:
Koncentracja 35mln
Liczba całkowita 112mln
Morfologia bez zmian 1%
Ale fragmentacja się znacznie poprawiła, wynik 18%
Leki zadziałały. Jestem wdzięczna losowi, że zaprowadził nas do tego lekarza, wydarzył się cud, na który nawet nie liczyliśmy po tych wszystkich rozczarowaniach ❤️
Ten lekarz to Dr Tomasz Wiatr ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2022, 15:08
6 LIPIEC ŚRODA 27 dc
Miesiączka tuż za rogiem - będzie - plamienie. To nie tylko 27 dc i środa... To również 6 lipiec i dzień moich urodzin. Dziś kończę 36 lat. Dla odmiany chcę podziękować. Za wspaniałych rodziców, najbliższą rodzinę, za męża, który mnie kocha, wspiera, szanuje i który daje mi codzienne szczęście. Jesteśmy we dwoje i też tworzymy RODZINĘ. Dziękuję za to że dopisuje mi i mojej rodzinie zdrowie. Życzę sobie tego wszystkiego dalej - miłości, codziennych małych radosnych chwil, oby nieszczęścia mnie i moją rodzinę omijały. Nieśmiało i z pokorą także proszę o spełnienie jednego z moich marzeń - abym doznała uczucia bycia nie tylko psią mamą, ale także rasy ludzkiej.
Happy birthday Day to me.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2022, 12:27
Beta hCG- 146
Przyrost 147%
Jest dobrze i nie wierzę w to co się dzieje. Marzyłam o tym od 3 lat.
Nie mam za bardzo żadnych objawów, czasami boli mnie brzuch,jestem zmęczona, boli mnie głowa i tyle. Testów już nie robiłam bo cały czwartek i piątek wychodziły słabe, nawet rano a jestem tydzień po planowanym okresie. Moze jeszcze jeden zrobię w poniedziałek żeby zobaczyć dwie tłuste krechy..
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2022, 16:45
30tc+2
Zaczynamy nasz wspólny 8 miesiąc... dalej to do mnie nie dociera... dzisiaj ostatnie prenatalne... wygląda ze jest z małym 😍 Boze, błagam, daj nam jeszcze te kilka tygodni 🙏
Ja dostałam jakia antybiotyk na infekcje która wyszła w moczu, ale mam nie analizować i nie myśleć za duzo... jest dobrze... trochę mi zeszło po tym 27tc... 😢 nadal cholernie żałuję, ze nigdy tak naprawdę nie poczułam ruchow małej, mimo ze czasami boli jak młody szuka szczęścia w zebrach czy pachwinach to jednak cudowne uczucie... 😍
1810g, to juz 3x razy tyle co mala miala... pocieszam siw tym, ze przy wizytach co 2 tygodnie trudno coś przegapić, a gdyby cos, to takie prawie 2kg dziecko to juz jest do uratowania 😱
Boże, czy naprawdę mam szansę urodzić zdrowe i żywe dziecko? Błagam, daj mi w to uwierzyć... 🙏
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
15 d.c.
Transfer ustawiony na najblizszy poniedziałek. Już siedzę jak na szpilkach 😅. Byliśmy na kontroli, endometrium na lekach bardzo ładnie urosło. Do transferu mam estrofem 3x1 i luteina 200 3x1. Niestety byliśmy w zastępstwie u innego doktora bo nasz był na szkoleniu. Pytałam o te kiry bo trochę poczytałam i rzeczywiście przy wynikach takich jak moje często podaje się accofil. Ale doktor twierdzi, że na razie nie ma potrzeby, dopiero po iluś nieudanych transferach wprowadza sie ten lek bo nie jest on obojętny dla zdrowia... Nie wykłócałam się bo nie mam wiedzy na ten temat. No ale z drugiej strony to jest ostatni zarodek, więc jak znowu będzie klapa to będę miała żal, że może nie zrobiliśmy wszystkiego... 😔
Jestem po wizycie okazało sie że ja sobie moge planować wrocic a zdrowie na to nie pozwala zostajemy wiec jeszcze w domu ja mam zapalenie oskrzeli zmiany na plucach i angine ropną w ogole coraz gorzej znosze choroby mozliwe, że te leczenie tak obniżyło moja odporność , ktora wczesniej mialam bardxo dużą
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.