No i znów rozważam. Tak bardzo jestem zmęczona, że może to to. A może efekt uboczny tym razem cyclogestu. Ehh... Może jutro test... Wczoraj czułam się zupełnie jak na okres, a dziś nic. No to może ta forma proga daje radę... Może coś się dzieje... I piersi wrażliwe się zrobiły. Dopiero teraz, po kilku dniach. Ale to pewnie o niczym nie świadczy. Z jednej strony fajnie test zrobić, z drugiej... Nie chcę znów się dowiedzieć że moja nadzieja była głupia. Że znowu dałam się nabrać.
A jeśli będą dwie kreski... To w zasadzie też kłopoty :p. Tak gdybając... W styczniu podpisałabym umowę na czas nieokreślony, byłby jakiś macierzyński. A jak to będzie wiadome dyrekcji, to przecież nie podpiszą. Niby 2 mies tylko, można się nie zdradzać... Tyle że moja praca polega na dźwiganiu w znacznej mierze. Więc w zasadzie L4 na już. A umowa kończy się w styczniu, to będzie bez przedłużenia...
No ale takie problemy to jak te dwie kreski wyjdą. Na razie nie ma co.
Ale zaraz zwariuję chyba.czas się za coś zabrać i mniej myśleć
23tc
Po badaniach połówkowych, które na szczęście nie wykazały żadnych nieprawidłowości, zaczęłam kompletować wyprawkę. To tak niesamowicie cieszy, te małe ciuszki, akcesoria, rzeczy do pielęgnacji.. I w sumie tak się w to wkręciłam, że już mam większość rzeczy dla małej, od koleżanki dostałam 4 worki ciuszków, więc to też mam z głowy ☺️ Na badaniach potwierdziła się płeć, nasza dziewczynka jest bardzo wstydliwa, lekarz długo musiał się starać żeby uwiecznić jej twarzyczkę na pamiątkę, bo cały czas zasłaniała się rączkami 🥰 oprócz tego cały czas rozrabia w brzuchu, kopniaczki są coraz mocniejsze, a ja dzięki temu jestem spokojniejsza, bo wiem że tam jest i daje o sobie znać ☺️
3dpt
Głowa mnie dzisiaj boli ale to zapewne po wczorajszej dawce accofilu- dzięki Bogu nie mam zawrotów głowy jak ostatnim razem. 
Ogólnie czuje się w miarę ok. Co jakiś czas boli mnie żołądek - ale co sie dziwić przy takich ilościach lekow i witamin.
Czuje się taka napełniona i spuchnięta na brzuchu - kucnąć mam problem, a przeciez nie mam nadwagi, a mimo tak się czuje.
Ogólnie nie chcę myśleć o tym transferze i się nakręcać.
Zastanawiam się kiedy zrobić pierwszego sikacza. 😅 Niestety przez okres świąteczny betę zrobię 6dpt w piątek a kolejną dopiero 10dpt we wtorek. A pomiędzy oczywiście sikacze. 😅😅😅
Trzymajcie kciuki i módlcie się za naszą ❄️♥️
1_4_1
Jutro mój mały synek kończy 2 miesiące... Kiedy to minęło? 😱 niech ktoś zatrzyma czas...
Jestem zmęczona, ale szczęśliwa ze go mam... nie myślałam, że jeszcze będę w życiu szczęśliwa... nie, to nie znaczy ze zapomniałam, dalej potrafię się poryczec np w kościele ma niektórych pieśniach, albo niektórych fragmentach kazania... w tv od kilku tygodni reklamują koncerty kolędowe i w tle leci "kolęda dla nieobecnych" i ten fragment o pustych miejscach przy stole, o tym ze oni da wśród nas, ale w innej postaci... za chwile listopad, to już 2 lata... czasami myślę jakby to było gdybym miała w domu dwuletnia dziewczynkę, jakby zareagowała ba brata i wszystkie inne "zwykle " sytuacje w życiu...
Mimo moich rozrywek "kościelnych " ktoś mi kiedyś powiedział, że jeżeli Bóg nie chciałby dac mi dziecka, to nawet IVF by nie pomogło...
Tyle jest nieudanych transferów, procedur... A ja mam dziecko z pierwszego transferu... myślę ze była w tym Boska ręka... I Twoja córeczko.. 😢
21t, tydzień po połówkowych
Wszystko jest dobrze, badania prenatalne w porządku. Niestety lekarz miał problem żeby dojrzeć płeć, nie chciał na 100% powiedzieć kogo mamy się spodziewać. Było też ciężko zobaczyć twarz, więc zrobił mi też badanie przez pochwę. Na szczescie udało się zobaczyć nosek, ale co do płci to musimy dalej czekać aż się nie będzie zwijać w kłębek.
Waga ok 330g, lekarz mówił że wysoka, szczupła osóbka z małą główką- chyba po tatusiu 😀
Miesiąc temu byliśmy na zwykłej wizycie i tam lekarz obstawiał dziewczynkę. Więc oby tak było, bo oboje się bardzo nastawiamy i chcemy dziewczynkę. Ale wiadomo, najważniejsze żeby było zdrowe i chłopiec też będzie rozpieszczany przez mamusie
Pracuje jeszcze normalnie, planuje jeszcze miesiąc i później trzeci trymestr odpocząć w domu i się przygotować do wszystkiego, szykować wyprawkę.
Czuje się normalnie, gdybym nie chodziła na USG to nie przypuszczałabym że jestem w ciąży 😀
Brzuch urósł, ale nie widać go jeszcze aż tak bardzo, waga +5 kg.
Czuje chyba ruchy maleństwa od jakiegoś czasu, myślę że to to, chociaż takie bulgotanie i muśnięcia to pewnie mogą być też jelita bo od dawna tak wyczuwalam.
Dodatkowo jak nie było dzieci w mojej rodzinie, tak teraz okazuje się że moja siostra też jest w ciąży, to dopiero początek. Ale szukają się dwa dzieciaczki w przyszłym roku, szkoda że mamy tak daleko do siebie, do Anglii nie będę tak często jezdzic..
Nie mogę się doczekać aż będziemy urządzać pokoik.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2022, 18:08
Mam pierwsze wyniki mojego Męża. We wtorek doślą fragmentacje DNA. No więc tak to wygląda:
Koncentracja 82,43 Miliony / ml - PRAWIDŁOWY - >16 mln/1 ml
Całkowita liczba plemników 280,26 M/ - PRAWIDŁOWY - >39 M/Próba
Ruch postępowy (PR) 39% - PRAWIDŁOWY >30 %
Ruchome - 52,34% - PRAWIDŁOWY - >42%
Morfologia 2,00 % NIEPRAWIDŁOWY >4 %
Nie jest tragicznie, nie jest super. Te ilości ile wogóle ma plemników chyba są imponujące. Poczytam, czy morfologie da się jakoś poprawić dietą i suplami. Mój M nie bierze aktualnie NIC. Dieta nie najgorsza, raczej wysportowany, duuużo piwka. Więc mam nadzieję, że się to da poprawić. Jak nie to in vitro. Potrzebujemy tylko 1 komandosa.
11dpt
Weryfikacja III, ostatnia w klinice:
beta 571
prog 37,9
Lekarz bardzo zadowolony przyrostem, powiedział, że z takimi wynikami 90% ciąż kończy się ciążą kliniczną (potwierdzoną USG), także mam być dobrej myśli. USG za 10 dni
i jeśli wszystko będzie git, odstawienie luteiny.
Całą moją radość zagłuszyły problemy w pracy. Ja pierdole.
Smucę się do teraz i zła jestem, że tak się przejmuję sprawami, na które nie mam wpływu albo takimi, w których nie mam sobie nic do zarzucenia. Niesłuszne oskarżenia jakiejś przeklętej baby od klienta, jak tak można.
M. oczywiście przerażony, że będę się tak stresować całą ciążę. Pewnie będę bo moja praca jest odpowiedzialna i niełatwa.
Wiem, że muszę jakoś to ułożyć i nauczyć się MNIEJ przejmować pewnymi sytuacjami.
Noszę w sobie malutkie życie, muszę o nie przede wszystkim się teraz zatroszczyć.
4dpo
Dziś znów czuje lewy jajnik ogolnie dziwne bóle w pochwie , mam wrażliwe sutki na zimo i ogolenie są bolesne . Dziś zauważyłam biały lepki gęsty śluz na bieliźnie mało ale w pochwie sporo . Nakręcam się że może jednak się udało . Czy to są tylko takie objawy bo miałam te hsg sama już nie wiem . Mąż prosi żebym się nie nakręcała łatwo mu powiedzieć . Zaraz święta a ja nawet nie mam najmniejszej ochoty na nic
12 dc
Dzisiaj skończyłam antybiotyk. Probiotyk pociągnę sobie jeszcze kilka dni.
Udało mi się umówić na czwartek na monitoring do gina, oczywiście prywatnie. Zabiorę ze sobą dotychczasowe badania hormonów (te z krwi) to może coś mi podpowie, a nie jak ten mój dotychczasowy. Zobaczymy. Na za wiele nie liczę. 12 dc, a mnie nawet ciutkę nie kuje żaden jajnik, a szyjka jak na Saharze...
Nawet przez myśl przeszło mi, żeby to odwołać, no ale może spróbujmy...
Dzisiaj zrobiłam sobie koktajl na nadnercza od "Kasia Więcej Niż Hormony". No prawie. Bo nie mam jeszcze kamienia winnego, muszę zamówić. Trochę się bałam smaku soku pomarańczowego z solą, ale ostatecznie nawet to dobre.
Spróbuję wdrożyć.
A no i jestem "as polsatu". Byłam dzisiaj w sklepie ze zdrową żywnością i tak się zakręciłam, że kupiłam sobie herbatę "dzień dobry", bo w składzie miała nagietek... Tylko mi chodziło o niepokalanek. 🤣 Dopiero w biurze się kapnęłam, że chyba coś pomieszałam. No nic... Yerba się przyda na rześkie poranki. 
Na budowie nic nowego - podwyżki cen nas wykańczają. Wczoraj ścięliśmy się o kozę do salonu. W drugim sklepie na siebie już syczeliśmy, w trzecim regularnie kłóciliśmy o wybór. Miała byś koza, chamska, żeliwna, na środku salonu z rurami na wierzchu, taka industrialna. Tylko że ceny poszły tak do góry, że teraz w cenie 2 tys. zł to możemy dostać byle blaszak - ładny, ale z jakością niewiele ma wspólnego, na co nie chce się zgodzić Mąż. Na porządną kozę musielibyśmy lekko wyłożyć ponad 6 tys. zł! 😮 Także chyba kupimy jednak zwykły wkład kominkowy (z którym zmieścimy się w 1,5 tys. zł) i będziemy kombinować z wykończeniem. Będzie kompromis. Na szczęście wieczorem wjechały seksy 💗 na zgodę. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2022, 10:15
7 dpo - 10cs.
Według moich obliczeń, testów owulacyjnych i wykresu temperatur dzisiaj jest idealnie 7 dni po owulacji.
Z racji tej okoliczności z sama rana pobiegłam spuścić krew na proga i teraz będę siedziała do 16tej jak na szpilkach w oczekiwaniu na wynik. Mam nadzieję, że będzie zadowalający, bo miałam dość specyficzne objawy i moje myśli biegną po dwóch torach - albo owulacja odbyła się i stąd ten pulsujący ból przez 3-4 dni od owulacji albo to kwestia tego wodniaka..
Niby nie nakręcam się ale mimo wszystko znowu zaczynam negocjować z losem.
Coraz częściej wyciszam się, wizualizuje sobie tą małą kruszynkę z czarnymi włoskami i proszę chociaż o jedno dziecko.
Później już nie poproszę o nic więcej. Nie będę oczekiwała niczego, a jego potencjalne rodzeństwo zostanie najwyżej w sferze marzeń.
Brzmi trochę jak modlitwa, a ja od tak dawna nie rozmawiałam już z Bogiem. Na razie nie potrafię.
Niecały miesiąc do wizyty w klinice - trochę się jej boję.
Ale nie ma tego złego.
Dobrze, że trafiłam tutaj. W realu nigdy nie znalazłabym tylu wspierających osób - szczególnie w tak delikatnej materii.
Dawno się nie odzywałam wiec postanowiłam zaktualizować.
10 dc
Ten cykl zaczal sie 16 dni po poprzednim znowu się wszystko popsuło w tym moim organizmie przestałam brac leki itp. Zrezygnowałam bo xzuje ze nie ma to sensu znowu przez ponad 4 lata nic się nie zmieniło to teraz tez sie nie zmieni....
Ani razu test nie byl pozytywny a mi juz brak pomysłu gdzie szukać pomocy. Naprawdę nwm jakue badania powinnam jeszcze zrobić jedynie immunologa a chyba mnie na to nie stać... 😔
Dzisiaj byłam u ginekologa. Blizna ładnie wygląda, ale na prawym jajniku torbiel 3,5 cm... No i znalazl się powód mojego wydłużającego się cyklu...
Także, początek starań i od razu pod górkę 🤡.
Magda 25. Tak I tak. Ale prawy jajnik mi nie działa jest bardzo słaby i chciałabym mu pomóc
Dziękuję Magdo
Jestem totalnie skołowana i pogubiona. Czuję się podobnie jak po poronieniu, jak zaczynałam błądzić w gąszczu informacji. Godziny spędzone w telefonie. Tylko, że może nie do końca bo ja endometrioze podejrzewałam u siebie już od dawna. Nawet mam książkę w tym temacie w mojej magicznej biblioteczcze. Ale po kolei.
Szpital: to był koszmar. Przykłady: operowali mnie dopiero o 14:00, od poprzedniego dnia od 17:00 nie jadłam ani nie piłam. Nie dali mi też nic na uspokojenie... żadnego głupiego jasia, NIC. Jak mnie wieźli na salę to mnie telepało ze strachu. Dlaczego nie dali głupiego jasia? Bo pielęgniarka zapomniała. Druga sprawa - USG tam i debata nad tym czy to wodniak czy guz. "Ile Pani ma lat? Ma Pani dzieci?", "Taka macica? Ona jest usiana mięśniakami, to do ciąży?", "Pani się martwi, zebyśmy nie usunęli Pani jajnika". Zaczęłam tam płakać na tym USG a dwie siksy, które je robiły kamienne twarze. Dopiero inny, starszy lekarz na powtórnym mnie trochę uspokoil "ee tu nie będzie tak źle, tu jest zdrowy jajnik, jajowód do wywalenia". Źle wypełnili moją dokumentację medyczną, poprawiali na szybko przy wypisie, 3 razy zmieniali zdanie czy wypisują mnie wczoraj czy dziś. W ostatniej chwili, że wczoraj i "proszę sobie zorganizować transport". Mąż musiał odwołać 2 ważne spotkania w pracy żeby na gwałt tam po mnie przyjechać. Przykład inny: zaczęli mnie wybudzać nie wyjmując rury do intubacji, więc czułam jak ją wyciągają. Okropne.
Okazało się, że został i jajowód (raczej niesprawny) i jajnik, za to usunięto konglomerat torbieli, zrosty i nacieki endometrialne. Gdybym wiedziała, że to endometrioza to poszłabym to robić prywatnie do Medicover i oszczędziłabym sobie traumy. Z drugiej strony w końcu, po tylu latach ktoś tą laparo zrobił i wiem co jest grane. Wszystko mi się łączy w całość teraz.
Moja Dr powiedziała, ze ciąża "leczy" endometrioze i dlatego powinnam szukać IVF żeby nie tracić czasu. Endometrioze wyciczają też leki progesteronowe (taki mi zaleciła teraz przyjmować a potem od razu IVF).
Od zawsze miałam bardzo bolesne miesiączki. Ale tak bolesne, że czasem wymiotowałam z bólu. Biegunka bólowa to był standard.
W 2018 r. wykryto mi małe mięśniaczki. Wyczytałam że to może być od przewagi estronegów, wybrałam sie do lekarza, który specjalizował się w endo i mięśniakach. Potwierdził, że to hormony tym sterują i przepisał mi Orgametril.
"Orgametril zawiera linestrenol, czyli syntetyczny progesteron, który działa podobnie do naturalnego. Silnie oddziałuje on na błonę śluzową macicy, a stosowany przez długi czas może zahamować owulację i krwawienie miesiączkowe". Brałam Orgametril od października 2018 do stycznia 2019 ale odstawiłam bo koszmarnie się czułam. I w marcu bach - ciąża. Nie wiem do tej pory czy była normalna czy pozamaciczna (co by pasowało do endometriozy) bo zarodka nikt nie znalazł a beta była wysoka długo. Fakt faktem, że w nią zaszłam. Po ciąży okres spokoju i znowu cuda - torbiele, podejrzenie wodniaka, bóle w brzuszku - endomenda powróciła.
Jestem przerażona, zdenerwowana i zagubiona do tego stopnia że byłam gotowa jechac jutro do kliniki w Czechach bo nagle zwolnił się termin. Na szczęście mój Mąż jest racjonalny i mówi ze na spokojnie. Najpierw dojde do siebie i spróbujemy ivf w Warszawie, w kameralnej klinice która dobrze mi się kojarzy, być może z dofinansowaniem z miasta. Czego się boję, to badanie AMH. 1,5 roku temu miałam 1,6.
Plan jest więc teraz taki:
1. Przeczytać książkę i ebook o endomendzie (tak ją nazywam teraz) i wdrożyć w życie zalecenia
2. Fizjoterapia uroginekologiczna (gdzies mi się obiło o uszy, że na to pomaga + na blizny - dzięki Aurore)
3. Refleksologia (tu ukłony w strony mojej Pani bo ona na stopach nie czuła pogrubionych jajowodów, czuła natomiast napiecia w miednicy... i bingo)
4. Akupunktura
5. Zioła
6. 29/11 - test IMK (druga połowa cyklu) i ANA3
7. 30/11 wizyta u Dziadeckiego - pierwotnie w sprawie męża ale przy okazji poruszymy ivf
8. 13/12 badania alloMLR, test limfocytotoksyczny, homocysteina, B12, kwas foliowy
9. Wyslać wyniki do APC do Paśnika
10. Visanne od 13/12 (nie mogę brać teraz bo mogą sfałszować wyniki badań immuno) - chyba, że Dziadecki zaleci inaczej
11. Odebrać wynik histopatologii po laparo
12. 19/12 kontrola po laparo - ide prywatnie do mojej Dr, nie dam rady z tym szpitalem więcej
13. 10/01 konsultacja tele z Paśnikiem.
Największe wyzwanie dla mnie teraz to wyciczyć moją głowę, bo jestem roztrzęsiona, miotam się. Medytacja. Modlitwa. I może refleksologia i akupunktura pomogą. I myślę, że najbardziej zaawansowana technologicznie klinika nie pomoże jak ja będę źle fizycznie i mentalnie przygotowana.
Pieniędzy już nie liczę, wyzeruję się, ale to nie jest ważne teraz.
Jak możecie mi coś doradzić albo jakoś mnie pocieszyć to bardzo tego teraz potrzebuję. Miałam już tyle chwil załamań, że mnie to przygniata do ziemi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2022, 11:26
Jestem po histeroskopii. W szpitalu spędziłam dwa dni. Było dużo stresu, płaczu, strachu z powodu wenflonu, bo bardzo się ich boję. Musiałam wykłócić się o swoje prawa z pielęgniarkami - później miałam wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony bez tego traktowałyby mnie jak rzecz.
W każdym razie dałam radę i na szczęście już jest po. Kilka dni temu udało mi się dostać termin, pan doktor wcisnął mnie w pierwszy dzień swojego urlopu i nie musiałam czekać z zabiegiem do przyszłego cyklu. Zapłaciłam sporo, ale to podobno jeden z najlepszych specjalistów. Na szczęście kasa chorych zgodziła się przejąć całość lub większą część kosztów.
Ostatnio mam wrażenie, że mimo tego wszystkiego co nas spotyka, los zaczął się do nas uśmiechać.
Obudziłam się z bólem brzucha. Długo mnie operowano.
Lekarz powiedział, że wykryto w macicy liczne zrosty pozapalne, które sklejały ją w środku. Wszystkie zostały usunięte, macica oczyszczona, a próbki oddano do badania histopatologicznego. Doktor stwierdził, że musiało mieć to wpływ na nasze niepowodzenia.
Moja doktor znowu miała rację. Kolejne badanie, które mi zleciła i kolejnym razem strzał w 10. W 20 dni (od pierwszej wizyty u niej) dostałam więcej odpowiedzi niż przez ostatnie półtora roku. Zarodek nie zagnieździ się w tkance włóknistej, potrzebuje do tego mięciutkiego endometrium. Równocześnie trombofilia i niedobór progesteronu zapewniają mi skuteczną antykoncepcję.
Badanie DNA męża pokazało prawie wszystkie prawidłowe plemniki. Wyniki mojej biopsji przyjdą za 3 tygodnie, jesteśmy też wtedy zapisani na konsultację. Modlę się o to, aby badanie nie wykazało żadnych poważnych zmian. To byłby najlepszy prezent na gwiazdkę. A od przyszłego roku może na nowo zaczniemy starania, tym razem bardziej "fair" i po mniej wyboistej drodze..
Hej Dziewczyny!
Nie wierzę w to co widzę! Miałam się nie testować, ale coś mnie podpusciolo! Czy wy to widzicie?!
Oszaleje! 😂❤️❤️❤️
Musze czekać do poniedziałku z newsem dla męża! Kupię coś symbolicznego 🤍
Nie umiem pozbierać myśli!
https://files.fm/u/xq2xnj3aa
Dawno nie pisałam. Minęło pięć miesięcy - i w tym czasie sporo się wydarzyło.
Za nami trzecia procedura IVF. Tym razem udało się uzyskać aż osiem komórek, co jest rewelacyjnym wynikiem - w moim przypadku oczywiście. Siedem z nich się zapłodniło, ostatecznie udało się uzyskać dwie blastocysty 4.1.1. 
Dzisiaj jestem już siedem dni po transferze i Maluszek jest ze mną 
Wczorajszy dzień był niesamowicie emocjonujący. Co prawda już w niedzielę rano, czyli 5 dpt, zrobiłam test i pokazał cień cienia cienia, ale wiadomo - człowiek przez tyle lat naoglądał się fałszywych cieni, że nie robi to wrażenia. A więc czekamy do 6 dpt.
Rano 6 dpt zrobiłam dwa testy - Super czuły PINK i żółty BOBO test. Na BOBO ładna kreska niemal od razu, na pinku - biel. Ok, ucieszyłam się, bo pinki jakie są, każdy wie. Pierwsza radość! Kreska na bobo teście! Po godzinie jednak stało się coś niesamowitego - cały test jakby zrobił się ciemny, a kreski się przesunęły. Ewidentnie coś było z nim nie tak. Pomyślałam więc, że pewnie uszkodzony test i pink jednak miał rację. No ale po krótkiej batalii z M., który kazał czekać z testami do 10 dpt, pojechałam na betę. W drodze powrotnej zaopatrzyłam się w inne testy i zrobiłam jeszcze Facelle paskowy. Pokazał ładną drugą kreseczkę, więc na betę czekałam spokojna.
Do czasu... Wyniki miały być koło 15,a koło 13 zaczęłam mieć bóle w klatce piersiowej z nerwów, że testy kłamią, że beta będzie negatywna itp.
Okazało się, że wynosi 12!!! Jestem w ciąży!
Nie wiem, czy beta 12 w 6 dpt jest ok. Chyba tak - dzisiaj test był już dużo ciemniejszy, niż wczoraj. No, może nie jakoś mega dużo, ale dla mnie różnica jest ogromna. Piękna, dobrze widoczna druga kreska, na którą czekałam tyle lat.
Trudno w to uwierzyć - niby człowiek wie, że transfer może się udać, ale po tyle latach starań, porażek itp. trudno w to uwierzyć.
Za nami cztery lata walki - równo cztery lata temu odstawiłam antykoncepcję. Na początku 2020 roku zaszłam w ciążę naturalnie, ale niestety straciliśmy ją w 10 tc. Później kolejne próby, inseminacje, trzy procedury... Człowiek po tylu przejściach nie cieszy się na wieść o ciąży, tylko robi się blady, zestresowany, przerażony - tak było u nas. Chyba jest to pewien rodzaj traumy, która zostanie na zawsze.
Dzisiaj Maluszek jest ze mną, pierwszy szok już minął. Według BellyBestFriend do końca ciąży zostały zaledwie 254 dni. Plan jest taki, aby powoli pokonywać każdy kolejny dzień - najpierw do etapu 10 tc. Myślę pozytywnie - wierzę, że na przełomie lipca i sierpnia będę już tulić Maluszka. Dzisiaj jestem szczęśliwa, a w moim brzuchu rozwija się tak bardzo wyczekiwane Dziecko 
Dziś kolejny rekordowy pomiar wagi 65,5
To daje poprawny wynik BMI. Chętnie bym poszła na Tanitę, sprawdzić procent tłuszczu. Może wkrótce będzie jakaś darmowa okazja, muszę spytać w Calypso.
Wrzesień - doszczepienie
Październik - 6 transfer, blastocysta 4.1.2
Beta - negatywna, całe równe 0. Nawet nie drgnęła.
Moja nadzieja z doc Paśnikiem prysła.
Starania o dziecko od 2017 roku...pamiętnik na ovu od 2019 roku, to co na początku dawało mi wsparcie, ukojenie, obecnie przybija mi tylko kolejny gwóźdź do trumny. Wszystkie dziewczyny rozpoczęły swoją kolejną podróż - stały się matkami, niektóre po raz drugi. Zostałam SAMA. Już się w tym nie odnajduje, ponieważ mamy różne problemy... Pamiętniki dotyczące niepłodności, starań, ovufriend, stał się parentingowym takim właśnie bellyfriend. Cudownie, że niektórzy wygrywają ta nierówna i brutalna walkę, ale ja nie jestem w stanie ze spokojem czytać tego, komentować, zachwycać się.
Przede mną kolejny czarny czas, mam wrażenie że generalnie moje ostatnie 5,5 roku to tylko taki czas przerywany chwilami radości aby zachować jako taką równowagę. W 2023 roku kończę 37 lat. Mąż 41. Mam cały czas to z tyłu głowy. Młodsza nie będę.
Myślę, że tu zakończę. Z dniem dzisiejszym. Dziewczyny, wszystkiego dobrego. Spelniajcie się jako matki i nie zapominajcie że jesteście też kobietami.
"To co innego nie mieć dziecka z wyboru, a nie móc ich mieć "....
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2022, 10:43
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.