Sheelie Moje życie 22 listopada 2022, 18:28

Hejcia
Dostałam miesiączkę, dzwoniłam i w czwartek ide do szpitala! No nareszcie cieszę się a
jednocześnie boję.

Odpowiadam na pytania w komentarzu:
Nie sprawdzam jak jest owulacja, wcześniej ja czułam kuły mnie jajniki i to był znak dla mnie że jest owulacja, teraz po poronieniu , mój organizm się dziwny zrobił, wgl go nie rozumie juz .
Ale xhxe zacząć właśnie robić testy na owulacje... tylko najpierw muszę wiedzieć co mi jest , bo podobno gdy sie ma PCOS , to mało wiarygodne są testy .


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 09:12

Wróciłam do pracy. Częściowo żeby trochę zająć głowę, częściowo żeby sobie nie nagrabić na samym początku współpracy z nowym szefem. Nie wiem jak będzie w przyszłym roku, a praca i pieniądze są mi teraz bardzo potrzebne. Fizycznie bardzo szybko dochodzę do siebie po laparo. Szwy zdjęłam w Medicoverze w ramach pakietu. Szybko, miło, sterylnie czysto. Cóż za miła odmiana po przygodach szpitalnych :-)
Obok był cały "oddział" pediatryczny i zakłuła mnie myśl - czy ja kiedyś przyjdę z dzieckiem do pediatry? Na plac zabaw? Na łyżwy zimą? Brak dziecka gdy ma się ten instynkt rodzicielski jest jak czarna dziura w życiu, pustka w teraźniejszości i przyszłości. Nawet jeśli jestem w miarę wyciszona (czyli bez histerycznych zachowań) to smuteczek jest zawsze, codziennie. Kolega (nieświadomy problemów) narzekał wczoraj, że jest niewyspany przez swoje 6 miesięczne dziecko i że "najgorsze co może być to jak wstajesz, masz kaca i musisz się zajmować dzieciakiem". Nie, nie... To nie jest najgorsze co może być. Nic nie odpowiedziałam. Uśmiech i ZEN.
Robię właśnie przegląd supli w moim excelu, liczę dawki. Mam już wyniki testu IMK - nie znam się na tym, ale skonsultowałam się z koleżanką i mówi że są świetne: "bardzo ładny immunofenotyp, CD4/cd8 poniżej 2 czyli układ nieaktywny do niszczenia, komórki NK petarda - 7,40%". To chyba podkręcę sobie koenzym Q10. Biorę póki co w dawce 100 mg dziennie .
I idę dzisiaj do fryzjera. WOW. Od kiedy starania się mocno pokomplikowały to całkowicie o sobie zapomniałam. Nie maluję paznokci (to może i dobrze akurat), chodzę non stop w tych sztrukso - dresach, make-up nie istnieje, siwe nitki gdzieniegdzie we włosach. Jedyne co to używam retinolu na noc więc cere mam bajka.
Dieta przeciwzapalna wjechała na 100%. Wcinam hummus, chleb gryczany, kiełki, migdały, warzywa, smoothies z owocami jagodowymi, łososia, oleje. Ten akspekt starań akurat mi się podoba :-)

Nie jestem dobra w czekaniu 🙈 To niby tylko jeden cykl, ale przez ostatnie 1,5 roku moje życie podyktowane było pod kalendarzyk miesiączkowy.
Jak to tak nic nie sprawdzać, nie czekać na test? Gdzie te emocje, adrenalina, pot i łzy? 😄

Jestem teraz w trakcie owulacji, coś mnie podkusiło, że "może jednak spróbujmy", ale mąż stanowczo odmówił - skoro pani doktor kazała przeczekać to przeczekamy. No dobrze, proszę Pana. Dobrze mieć jednak taki głos rozsądku obok siebie 🙈 Także będziemy uważać jak za starych dobrych czasów i, jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, starać zaczniemy się od kolejnego cyklu. Następna owulacja wypada mi dokładnie w sylwestra 😊

Stałam się jakaś sentymentalna ostatnio. Lubię zimę, śnieg, ten świąteczny klimat i herbatkę z goździkami w ciepłym mieszkaniu ❄️ Pięknie pachnące świeczki, światełka, długie rozmowy telefoniczne z mamą, z przyjaciółką..
Z zimą wiążę zawsze najpiękniejsze wspomnienia, pierwsze randki oraz najfajniejsze wypady. Singielką byłam tylko kilka miesięcy w moim życiu, a ten czas przypadł właśnie na zimę - wybawiłam się za wszystkie czasy 🤭 Cieszę się, że miałam możliwość tego doświadczyć.

Zaraz koniec roku, więc i czas na podsumowanie myśli. Ten rok kończy się dla nas - wbrew pozorom - dobrze. Właśnie dostałam wyczekaną podwyżkę. Mimo to w powietrzu wisi lepsza oferta i możliwe, że w nowym roku zmienię pracę na jeszcze lepiej płatną. I nie boję się takiej zmiany planując ciążę.
Intensywnie myślimy nad przeprowadzką i kupieniem działki. Może w przyszłym roku zaczniemy budować dom. Pielęgnujemy relacje z najbliższymi. Mąż ma dobre plany na rozwinięcie biznesu.

I to, co najważniejsze dla mnie, zrobiliśmy krok milowy w stronę spełnienia naszego największego marzenia. Wierzę, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze. Przestałam z tego robić taki temat tabu, staram się rozmawiać o tej sytuacji z najbliższymi, od których dostaję ogromne wsparcie. To ważne, aby nie być w tym samemu, bo myśli o niepowodzeniach bywają destrukcyjne. Czuję się spokojniejsza gdy mam świadomość, że moi bliscy wiedzą, co przechodzę i w razie np. głupich pytań ze strony innych staną za mną murem.

A to, przez co zrzuciłam z siebie chyba ze 100 ton złych emocji, była zmiana lekarza i przekazanie mu części moich problemów. Stałam się znowu dawną mną, taką leciutką i patrzącą w przyszłość z optymizmem 😊 do szczęścia brakuje mi jeszcze jednego małego elementu, ale czuję, że jestem coraz bliżej niego.

Pewnie życzenia świąteczne przyjmę mimo wszystko ze łzami w oczach, ale przynajmniej jest coraz mniej osób, które mogą sprawić mi przykrość swoimi słowami. Rodzice już wiedzą. A resztę jakoś przetrwam lub powiem wprost coś w stylu "no bardzo byśmy chcieli mieć to dziecko". Niech się domyślą 😉 Bo raczej nie jestem z osób, które potrafią powiedzieć coś dobitniejszego. Zawsze sobie w takich momentach myślę, że ta osoba nie chciała mi sprawić przykrości, jest po prostu głupiutka i nie pomyślała 🤷🏽‍♀️

Walczę aktualnie z wypadaniem włosów. Tak źle jeszcze nie było 🙈 staram się je mniej czesać i dotykać, ale mimo to po każdym myciu wypada mi cała garść. Dziwne, biorę witaminę C i D, omega 3 i odżywiam się zdrowiej niż kiedykolwiek. Mam też coraz gorszy trądzik, metformina mi nie pomaga. Pojawia się on szczególnie na policzkach, brodzie i szyi i bardzo boli. Czyli taki typowo hormonalny. W ostatnich badaniach miałam podwyższone DHEAS i androstendion oraz lekko za wysoki stosunek lh do fsh. Nie za bardzo wiem, czym to obniżyć jak nie dietą. Nie jem słodyczy, nie piję mleka. Chyba to wskazuje na PCO. Ale pęcherzyki pękają mi normalnie co miesiąc.
No i nadal plamię po histeroskopii. Jeśli plamienie nie ustąpi do poniedziałku, skonsultuję się z lekarzem - to będzie dwunasty dzień.

Aagonia Poronilam 2 grudnia 2022, 18:20

I transfer się nie udał

Aagonia Poronilam 2 grudnia 2022, 18:41

Jeden

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 07:51

Jakie badania?

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 08:09

Jakie badania?

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 14:59

No tak Magdo dzięki wiem, że komórki. Ale zakup komorki od mlodszej dawczyni , to za duży wydatek jak dla mnie

Aagonia Poronilam 3 grudnia 2022, 19:29

Mam pytanie dwa testy ujemne i beta ujemną a bola mnie piersi nie mogę jeść i przy wieszaniu firanek boli bok brzucha I kręgosłup. Co mi jest?

Aurore Wyboje mojego życia. 3 grudnia 2022, 14:01

Moja droga do zdrowia zaczęła się, gdy miałam 17 lat. Byłam nastolatką dość odstającą od rówieśników - domatorka z czarnym poczuciem humoru, czytająca dużo książek, słuchająca cięższej muzyki i lubiąca dyskutować o poważno-filozoficznych tematach. Nie lubiłam ludzi, bo w życiu przekonałam się, że potrafią skrzywdzić i zostawić po sobie złe rzeczy, z którymi dziecku czy nastolatce ciężko się uporać.

Nie czułam się chora, nie uskarżałam się na żadne dziwne czy niepokojące objawy prócz bolesnych miesiączek i może tego, że pierwszy okres dostałam mając 13 lat, a na kolejny musiałam czekać rok. Mimo tego mama postanowiła mnie przebadać.
Doszukano się najpierw w mojej krwi nieprawidłowości poziomów hormonów tarczycy. Były to wartości śmiesznego rzędu w granicach błędów pomiarowych i same badania nie były robione w odpowiednich dniach, aby dobrze wyznaczyć poziom hormonów. Mimo to oczywiście dostałam tabletki, które sprawiły, że z jednej skrajnej pozycji wyleciałam na drugi koniec zakresów i znowu byłam na granicy. Ta huśtawka trwała około 3 lat, kiedy stanowczo odmówiłam brania raz jednych, raz drugich leków. Był to dla mnie obłęd.

Wyszła mi podwyższona prolaktyna. W badaniu z metaklopramidem poziom wynosił jakieś 10-11x więcej od podstawowego. Sprawdzenie innych hormonów z zachowaniem odpowiedniej higieny badania (dni poboru krwi) nie wykazały żadnych anomalii. Sprawdzanie czy mam guza przysadki - nie. Zastosowano więc leczenie dostinexem i to był najgorszy czas w moim życiu.
Po miesiącu stosowania kuracji zaczęły się u mnie "jazdy". Najpierw byłam tylko przygnębiona, rozbita, zmęczona i bez apetytu. Później dochodziły problemy z pamięcią i epizody lękowe. Wpadałam w histerię, że stracę wzrok i pamięć. Nie potrafiłam zracjonalizować swoich lęków. Musiałam kontynuować terapię jeszcze 3 miesiące. W tym okresie miałam bardzo mocny epizod depresyjny. Nie wychodziłam z łóżka w ogóle, zawaliłam studia, nie obchodziło mnie nawet czy zasnę lub wstanę. Mój pokój przypominał kryptę, nie wiedziałam czy jest dzień czy noc. Ucierpiały na tym moje zęby, co wstyd się przyznać ale higienę też odpuściłam, a skutki tego muszę znosić do dzisiaj. Zaczęłam tracić włosy, ogólnie koszmar.
Wizyta kontrolna po skończeniu leczenia rozłożyła mnie na łopatki. Efekt był praktycznie nieznaczny. Z poziomu 10x było w okolicach 9x. Nie dostałam więcej dostinexu, dostałam antykoncepcyję (której nie wzięłam).
Po przygodach z prolaktyną chodziłam po ginekologach, bo sama upierałam się, że akurat tam musi być coś nie tak, chociaż żadnych dodatkowych symptomów prócz zwiększonego bólu miesiączkowego nie miałam. Dopiero mając 22 lata trafiłam do super specjalisty, który wykrył u mnie dużego potworniaka na prawym jajniku i z miejsca dostałam skierowanie na operację. Był na tyle duży, że nie mogłam mieć laparoskopii, tylko cięcie. Po operacji i dojściu do siebie prolaktyna się unormowała.

I to był koniec. Nie wzięłam żadnej tabletki więcej, która miałaby mieć na mnie jakikolwiek wpływ.
Zanim się otrząsnęłam po tych nieprzyjemnych przeżyciach minęło prawie pół roku. W tym czasie zakończyłam 4 letni związek z toksykiem, który za wszelkie niepowodzenia w życiu obwiniał mnie, a ja nigdy nie mogłam sprostać jego wymaganiom. Byłam w sumie tylko po to, żeby zaspokoić jego fetyszystyczne fantazje, a przy wizji mojego odejścia zdawał sobie sprawę z tego jakie problemy ma że sobą i prawdopodobnie bał się, że nie znajdzie nikogo, kto zgodzi się na tyle co ja. Nazywał to miłością. Ja też. Zakończyłam to, pomimo odgrażania mi, że on się zabije i różnych dziwnych akcji. Wyobrażam sobie tylko poziomy mojej prolaktyny, które szybowały pod niebiosa.

Rozpoczęłam nowe życie. Nowe studia. Rzuciłam papierosy z dnia na dzień. Wdrożyłam treningi i trochę lepiej zaczęłam się odżywiać.
Mój mąż znał mnie od kiedy miałam 13 czy 14 lat, nieistotne. Wspierał mnie w moich zdrowych wyborach i to on dał mi siłę, żeby zakończyć toksyczny związek. Chociaż musiało jeszcze minąć kilka lat zanim mocną przyjaźń zmieniliśmy w miłość i partnerstwo.

Od około 3 lat, do naszego stylu życia wdrożyliśmy 36 godzinne posty. Nie jemy nic, tylko pijemy wodę, kawę lub herbatę. Zaczął mąż sam, ja dołączyłam po trzech miesiącach z ciekawości i tak już zostało. Dwa razy w roku robimy post 3 dniowy. Dla nas to wystarczy.
Nie mam skoków glukozy, nie mam zaników mięśni, nie mam otępienia. Wręcz przeciwnie.
Wokół głodówek krąży dużo mitów i można dużo informacji znaleźć w internecie na ten temat. Jest kilka osób, które powielają stare schematy, nie bazują na aktualnych badaniach naukowych i mówią o swoich przekonaniach. Mamy z mężem zacięcie naukowe i zbieramy materiały zawsze za i przeciw, konfrontujemy je ze sobą i patrzymy, które rzeczy zostają obalone (do szukania informacji i publikacji naukowych polecam stronę PubMed, są tam publikowane co chwilę poważne badania o różnej tematyce medycznej). Badamy swoje poziomy cukrów, ciśnień i innych mierzalnych parametrów.
Mój stan zdrowia bardzo się poprawił.
Waga się unormowała, bo mimo głodówek nie chudnę już, ani nie tyję, bo nie mam napadów głodu i niezdrowej relacji z jedzeniem. Może nie byłam jakaś otyła, bo w najgorszym momencie życia ważyłam 68kg, teraz ważę 61kg, ale potrafiłam podjeżdżać pod bulimię.
Stan mojej tkanki tłuszczowej trzewnej oznaczany jest jako 1. Wiek biologiczny określany na 26lat (mam obecnie jeszcze 31, badania robiłam w kwietniu br).
Hormony są idealnie blisko środka.
Wcześniej cholesterol miałam większy niż mój dziadek po dwóch zawałach.
Prolaktyny nie badałam od czasu dostinexu i zebraniu się po jego leczeniu i tej operacji, ale zrobię to z ciekawości.
Noszę zegarek mierzący tętno, poziomy stresu itd. Mój poziom stresu w soboty (dni postu) jest na najniższym poziomie i wcale się nie oszczędzam - ogarniam dom, robię normalny trening aerobowy pedałując godzinę na orbitreku, lub robiąc godzinny trening na stepie, a liczbę kroków mam zawsze oscylującą tego dnia w granicach 18-20 tyś kroków. (oczywiście zaczynając głodówki nie robiłam treningów i zawsze bacznie siebie obserwuję).
IMG-20221203-135523.jpg
IMG-20221203-135546.jpg


To co mam teraz to moja ciężka praca nad sobą przez te co najmniej 6-7 lat. Musiałam zadbać o podstawowe 4 filary zdrowia:
- odżywianie - odrzucenie śmieci czyli wszystkiego co wysokoprzetworzone. Największy problem miałam ze słonymi przekąskami czipsy i inne takie i jasne, zdarza mi się zjeść, ale jest to dosłownie może 4 razy w roku i nie katuję się wyrzutami sumienia, bo to tworzy chore relacje z jedzeniem. Budowanie dobrych relacji z jedzeniem - nie nagradzanie siebie, nie pocieszanie - jem bo chcę coś zjeść czy jestem głodna i mam nie odczuwać przy tym emocji dziwnych. Rzucenie papierochów, okropnych śmierdzieli, pożeraczy zdrowia i pieniędzy. Regularne posty. Rezygnacja z alkoholu (ale to już może bardziej nasze przekonania i wybór).

- sen - regularność w porach zasypiania i wstawania. Odstawiam telefon wieczorem i skupiam się na mężu, bo w ciągu tygodnia pracy mamy dla siebie bardzo mało czasu (rozmowach, przytulakach itp.).

- aktywność fizyczna - regularne ćwiczenia, w moim przypadku 5-7 razy w tygodniu. Nie robię, gdy jestem skrajnie zmęczona i nie zawsze mi się chce, ale też nie mam w sobie parcia, że jest to coś co muszę zrobić. Tak już po prostu jest, że przychodzę z pracy i robię trening. Lepszy, gorszy nieważne, jest po prostu zrobiony.

- panowanie nad stresem - tu jest mój najsłabszy punkt. Mam za sobą przepracowane rzeczy z psychotraumatologiem (jeszcze przed braniem destinexu i on nigdy nie widział konieczności odsyłania mnie do psychiatry, jak i już w nowym życiu), wiem jak sobie radzić z własnymi demonami i co o nich myśleć. Ale ciągle mam problem z asertywnością i poczuciem własnej wartości.

Brzmi trochę jak wysiłek, bo takie jest. Niestety, ale przekonałam się dobitnie, że życie to nie są same przyjemności i dogadzanie sobie.
Wyszło długo, ale jestem tu anonimowa, więc mogę czasem powiedzieć coś więcej niż przyjaciółkom (mąż to wie o wszystkim).


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2022, 14:12

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 1 września 2023, 20:38

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:53

Sheelie Moje życie 4 grudnia 2022, 00:47

Opis usg jajników zrobione w szpitalu przez lekarza który zajmuje się nie płodnością:

5 dzis cyklu

Endometrium o przekroju 4mm
Jajnik prawy z 20 drobnymi pęcherzykami
Do śr 6 mm.
Jajnik lewy z 26 drobnymi pecherzykami
Do sr 7 mm.
W Zatoce Douglasa wolnego płynu nie stwierdzono

siesiepy Niepłodna niemama 🥀 2 grudnia 2022, 23:55

Dwa dni byłam poza domem - szkolenie z pracy.
Nic ciekawego się nie nauczyłam, jedynie pojadłam smacznego jedzenia, wymoczyłam zadek w wannie (mogłam iść do sauny i na basen, ale nie chciałam), wypiłam wino i drinki, pograłam w cymbergaja, pospałam sobie sporo a i tak się nie wyspałam. :p

Dzisiaj chłop, jako że ostatnio bardzo mało śpi, nie odebrał mnie z przystanku (zaspał, nie reagował na moje wydzwanianie) i musiałam iść z buta 2km.
W sumie spoko, nie mam mu tego za złe. Przespacerowanie się dobrze zrobiło na mój wzdęty bebech po dwóch dniach jedzonka.

W domu był bardzo smutny z tego powodu jak go obudziłam, uraczył mnie schowanym gdzieś bukietem kwiatów i dużą dozą czułości oraz słodkich słówek. :)

Rzuciłam wiesiołka, od wczoraj mam dużo śluzu. Dzisiaj śluz wodnisty z cząstkami lepkiego - typowe u mnie i nie jest związane z żadną infekcją (ot, u mnie ten lepki śluz rozbija się na mniejsze grudki). Zastanawiam się czy to traktować już jako wodnisty, czy właśnie lepki.

I teraz takie pytanie ode mnie do osób badających estradiol w 3-5dc.
Jak szybko z 48pg/ml może estradiol wystrzelić w górę i spowodować owu? Czy skazana jestem na te 14 dni? Czy może jednak są przypadki, które w 5dc miały podobny wynik, a owu była w 12-15dc?

Zosis Pamiętnik starań Zosi 3 grudnia 2022, 07:27

Wczoraj spotkałam się z K.. O dziwo (a może wcale nie?), nie czułam zazdrości, kiedy Ją zobaczyłam. Czułam... Realne szczęście. Przegadałyśmy cztery godziny. Cztery godziny czystej przyjaźni. O Niej, o mnie, o naszych rozterkach, problemach, radościach... Cieszę się, że się spotkałyśmy. Potrzebowałam tego. Nie było się czego bać. Postanowiłyśmy, że zdecydowanie częściej musimy się spotykać. To, że jesteśmy w innych sytuacjach aktualnie niczego nie zmienia.

Ooo jak dawno mnie tu nie było 😱 trochę przez ten czas się wydarzyło, natomiast nie jest to ciąża 😢 wyniki nasienia po 2 i 4 miesiącach po zabiegu nie zachwycają 😥 ilość nie ruszyła, morfologia z 0 na 2%. I to by było niestety na tyle. Z dobrych rzeczy to oczywiście mąż ma wyniki hormonów książkowe, wprost idealne. Zresztą jak i wszystko inne, a wyniki do kitu. Chodzimy na akupunkturę, na pewno pomaga na głowę ☺️ u mnie zabiegi zmniejszyły ból okresowy, praktycznie nie czuję że mam okres więc jest super ☺️ czekałam na wynik Ana1 - słabo dodatni dwa typy świecenia. Zrobiłam też badanie KIR:
Genotyp KIR : Bx
Obecne: 2DL1, 2DL3, 2DL4norm, 2DL5[gr.1], 2DS1, 2DS2, 2DS4del-22pz, 2DS5, 3DL1, 3DL2, 3DL3, 3DS1, 2DP1, 3DP1norm, 3DP1var
Nieobecne: 2DL2, 2DL4del, 2DL5 [gr.2], 2DS3, 2DS4norm

Homocysteina 5.36 umol/l (4.44-13.56)
Wit. B12 683 pg/mL (187-883)
Ferrytyna wreszcie poszybowała w górę po suplementacji floradixu i laktoferyny (38.1). Reszta wyników w normie ☺️

Byliśmy u androloga z wynikami męża i powiedział, że nie wygląda to dobrze. Mamy iść do dietetyka i spróbować diety. Więc zapisaliśmy się do Pani doktor androloga/dietetyka. Suplementujemy się wg schematu od jednej dziewczyny ☺️ sok pomidorowy z łyżką oleju lnianego i czarnuszką to codzienność. Natomiast to może poprawić parametry ale nie wierzymy w spektakularne efekty. Byłam też u polecanej ginekolog, która okazała się również andrologiem. Powiedziała, że mąż idealnie nadaje się do leczenia gonadotropinami. Chcemy spróbować zanim pójdziemy w in vitro. Z dobrych wiadomości - z tych parametrów nasienia jesteśmy w stanie zrobić in vitro. Wcześniej proponowali nam ivf z nasieniem dawcy 🥴.

12.12 miałam histeroskopię. 3 lekarzy widziało u mnie coś w endometrium, do tego w ostatnim cyklu było ono niejednorodne. Finalnie okazało się, że nie mam polipa ale endometrium pozostawia wiele do życzenia 🤷🏼‍♀️ w opisie po zabiegu było napisane "endometrium o strukturze nieregularnej" cokolwiek to znaczy. Muszę czekać na szczegóły. Ale oczywiście zawsze muszą być jakieś jaja jak korzysta się z usług naszego szanownego NFZu 😅 szpital ok, pielęgniarki super, zabieg sam w sobie chyba sprawnie (spałam jak zabita 😅) ale nie mam zastrzeżeń.. gdyby nie to, że na NFZ nie można przebadać wycinka endometrium na cd138 i cd56. No dobra nie można, ale nie można też zrobić tak, że oni pobierają i badają a ja za to płacę. Więc finalnie po tym jak poprosiłam o pobranie wycinka na to badanie po zabiegu jak się wybudziłam przyszła pielęgniarka z pojemniczkiem wypełnionym płynem, w którym był kawałek mojego endometrium. No idealnie ! 👏 Tylko co ja mam sobie z tym zrobić. Zaczęły się telefony i słyszałam "prywatnie nie robimy". Wróciłam do domu ze szpitala, schowałam "glutka" do lodówki (tak nazwałam mój kawałeczek endometrium 😅) i poszłam spać. Ale jego obecność w lodówce spędzała mi sen z powiek. Nie dlatego, że się brzydzę (umówmy się w pracy widziałam gorsze rzeczy niż ten kawałek tkanki 😅) tylko dlatego, że bałam się że się biedaczek zmarnuje bo nikt mi go nie przebada. Ale telefony przyniosły skutek ☺️ przyjęli mi go w Gliwicach do badań w Hiastamedzie. Tak więc teraz grzecznie oczekuję na wyniki. Czekamy też na wyniki cross match i 03.01 mamy wycieczkę do Łodzi do dr P. Po histero przymusowy miesiąc przerwy w staraniach więc wietrzymy głowy, przyjmujemy pod nasz dach psiątko i cieszymy się czasem świątecznym z rodziną. Jeszcze będzie pięknie ❤️

Wesołych Świąt Kochane, wiecie czego Wam wszystkim życzę ❤️🍀

7 lat z górką z Ovufriend. Były wzloty i upadki - czyli częste wpisy i przerwy 😏 ale nie potrafię się rozstać z tą aplikacją i nadal tu regularnie zaglądam, nadal kibicuje tym nowym i tym z dłuższym stażem.
Z perspektywy tych 7 lat odnoszę wrażenie, że fakt - medycyna czyni cuda, ale najważniejsza w staraniach jest motywacja i ta niezłomna wiara, że jeżeli jest teoretycznie choćby nikły cień nadziei, to warto się go trzymać, nie poddawać się, nie liczyć minionych miesięcy ( lat) walki, ani nie patrzeć na PESEL.
O tylu tu cudach przeczytałam, że myślę, iż kiedyś ktoś powinien to zebrać w książkę dającą nadzieję dla kolejnych par❤️. O tylu dzielnych, walecznych kobietach, które mimo wielkich dramatów, dają swoją postawą nadzieję i wzór tak wielki, że czasami mój mózg ich niezłomnej siły nie ogarnia ❤️

Zaglądam...ale rzadko piszę, bo w sumie nie mam o czym - nasze starania szlag trafił 😔
W styczniu '22 zaczęłam randki na oddziale chemioterapii. Cykl leczenia mał się zakończyć w kwietniu/maju, w wakacje badanie kontrolne, a przy dobrych wiatrach mieliśmy zacząć na jesieni starania....
Tiaaa..plany sobie, życie sobie.
Albo wyniki morfologii miałam takie, że kolejne dawki mabthery groziły że zejdę, albo NFZ nie miał dla mnie miejsca. Ten drugi przypadek właśnie trwa bo czekam na wyznaczenie terminu TC a później albo zielone światło, albo radioterapia, albo hu. wie co jeszcze wymyślą w COI.

A ja znów po grudniu jestem o rok mniej młodsza i zaraz dobiję czterdziestki😑 Gdzie tu miejsce na rodzeństwo dla naszej księżniczki? Ja wiem....mam zdrowe dziecko, co przy moim stanie zdrowia i parametrach męża jest cudem nad cudami ❤️ ale to nie tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia...po prostu bardzo, bardzo bym nie chciała by nasza córeczka była jedynaczką - w tym sensie że nie chcey by była sama, by nie miała tego drugiego ogniwa, które będzie ją wspierać w przyszłości nawet w starciu z rodzicami. Ja mam prawie 8 lat młodszego brata i dziś bardzo doceniam że on po prostu jest. No ale moja mama go urodziła jak miała 34 lata, a nie +40.

Mamy małą rodzinę, która też nie należy do tych wylewnych i rodzinnych, więc Mała nie zastąpi rodzeństwa rzeszą kuzynów i kuzynek, czy nawet dzieci naszych znajomych bo tu nasze relacje też kuleją🤷

Ot, właśnie jedziemy pendolino do domu. Mieliśmy do 6 stycznia zostać u moich rodziców, ale tu pasuje jeden z demotywatorów, który mi ostatnio mignął na FB - wigilia przypomina dlaczego z rodziną widujesz się tak rzadko 😑
Odwołałam nawet urlop w pracy, przenieśliśmy bilety na pociąg i już się cieszę że za godzinkę będziemy na swoim 💪😁

Plan na Nowy Rok - skoro plany rodzinne są ode mnie niezależne, to postanowiłam zainwestować w siebie. Biorę dwa miesiące urlopu wychowawczego i planuję przygotować się do egzaminu, który pozwoli mi ruszyć moja karierę zawodową, bo utopiła się gdzieś pomiędzy latami starań, pandemią i wychowywaniem dziecka. Widzę że inni, dużo młodsi, idą dalej a ja już zapuszczam korzenie i... usycham w obecnej pracy🤨

Plan idealny na 2023:
- zdać egzamin
- wygrać z chłoniakiem
- wrócić do starań o dziecko ( idealny czas na ciążę to tak za rok z kawałkiem jeśli zdam egzamin 😁).

Powodzenia dziewczyny, nie poddawajcie się w swojej walce o marzenia😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2023, 16:00

Sylwia777 Wzloty, upadki.. 7 lutego 2023, 09:36

Mam ochotę dzisiaj zapaść się pod ziemię po prostu. Przyszłam do pracy, dziwne miny, moja koleżanka - przyjaciółka okazało się że jest w ciąży. Właśnie moja świadkowa na ślub. A termin ma praktycznie na nasz ślub..
Chciałam powiedzieć szefowej, że źle się czuję dzisiaj jakoś, ale jednak stawiam temu czoła. Jest ciężko

Sheelie Moje życie 18 lutego 2023, 10:19

Oszalałam , kupiłam kubeczek menstruacyjny . Czytałam że niektórym pomaga zajść w ciążę.
Czytałam na stronie kubeczka takiego specjalnego ferti lily że zwiększa szanse na płodność o 48 % . A kubek menstruacyjny jest podobny do niego tylko że tańszy 😀 bo 43 zł w Rossmanie ... a ten z firmy ferti lily 99 zł.. poczuli biznes na tym...

Miłego dnia życzę 😄

Dlugo mnie tutaj nie bylo. Tyle sie pozmienialo. Osoby, ktore tu byly kiedy dolaczylam juz dawno sa mamami, lub staraja sie o kolejne dziecko.
22 listopada mialam kolejny transfer zarodka 5.1.1 i niestety juz wiem, ze bedzie to ciaza biochemiczna.
6dpt - 9.75
8dpt - 22.35
10dpt - 31.70 :(

Ja juz naprawde nie wiem co jeszcze moge zrobic? Jestem po szczepieniach limfocytami i fakt cos ruszylo poraz pierwszy, ale nie wystarczylo.
Stanelam w martwym punkcie. Chce mi sie krzyczec z beznadziejnosci i frustracji. Mysle, ze nawet moj lekarz nie ma juz na mnie sposobu.

Wszyscy cos robia ze swoim zyciem, osiagaja kolejne cele, realizuja sie a ja mam wrazenie, ze stoimy z mezem w tym samym punkcie nie tylko pod wzgledem staran o dziecko, ale wiele innych spraw.

Nawet nie placze,ale mysle ze jak maz zadzwoni to bedzie inna historia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 grudnia 2022, 16:26

Ciąża zakończona 23 listopada 2022 Jest i ona OLIVKA ;) WYMARZONA, WYCZEKANA, WYMODLONA, UPRAGNIONA CÓRECZKA <3




Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2022, 14:11

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)