26 dc (po laparo). Ciekawe kiedy przyjdzie okres.
Kompletujemy wyniki badań. Nie mam HIV, żadnych chorób wenerycznych, stopień czystości pochwy: I, cytologia: ok, USG piersi: ok. Niby człowiek wie, ale jednak się lekko stresuje. Nie wspomnę o tym, że dalej w labie lub u lekarza jestem 2-3 x w tygodniu i żyły mam jak heroinista.
Inne badania:
B12: 563,00 pg/ml [norma: 197 - 771] OK
Kwas foliowy: 31,50 ng/ml [norma: 3,89 - 26,8] - znowu lekko za wysoko. Biorę same metyle, zmniejsze dawkę.
Wit
47,70 ng/ml SUPER
Homocysteina: 4,90 µmol/l (ciut za nisko. Lepiej niż za wysoko, ale najlepsza jest ok 6)
Akupunktura - byłam w Mikołajki, w innym miejscu niż moje poprzednie (moje poprzednie też sobie chwaliłam, ale chciałam spróbować gdzie indziej i nieco bliżej). No co tu dużo pisać, ja jestem i będę wielką fanką aku. Nie wiem czy i w jakim stopniu mi to pomoże, ale sam zabieg jest dla mnie jak podłączenie ciała do jakiegoś źródełka. Relaks totalny. Ciekawe odczucia. Z badania pulsu wyszedł jej duuuuży niepokój, trauma po poronieniu, blokada. Pochodzę.
To, że z głową jest źle to wiem. Jestem świetna w zadaniach, zarządzaniu, planowaniu...Najtrudniej mi ogarnąć własne emocje. Nie potrafię o nich mówić ani ich przepracowywać. Nie dotyczy to tylko kwestii starań, chociaż niewątpliwie to moje największe dotychczasowe wyzwanie w życiu. Pamiętam jak po poronieniu poszłam do psychologa. Zapytała mnie czy jestem już gotowa o tym porozmawiać. "No pewnie, mogę opowiedzieć, przecież to fizjologia. Zaczęło się od pobudki o 3 w nocy i plamienia...". Podałam jej same suche fakty, jak to przebiegało. Nie potrafiłam powiedzieć na głos co czułam. Temat zakopałam na długo.
Co czuję teraz? Niepokój i kompletną utratę poczucia kontroli. Pojawiają mi się złe myśli: "Nie mogę mieć dzieci". "A może się uda? A co jeśli się nie uda?". "Już po ptakach". "Jest za późno". Opracowuję w głowie dialogi na wypadek, gdy ktoś mnie zapyta o plany ciążowe, że z odwagą mówię głośno "Nie mogę mieć dzieci". Tylko czy nie mogę czy się asekuruję?
Bardzo, bardzo trudno myśleć pozytywnie.
Analizuję też ivf, a konkretnie kiedy dokładnie podejść. Męża wyniki z początku listopada – złe. Mój dołek po nieudanych staraniach do listopada – prawie miesiąc złego odżywania. Mój stan psychiczny teraz – rozedrganie. Lekarze przedstawiają 2 opcje: 1) najszybciej bez kuracji hormonalnej lub 2) kuracja hormonalna - sztuczna menopauza na 3 miesiące i zaraz ivf. O 3 opcji, czyli spróbować jednak zajść w ciążę przez 3 cykle bez hormonów, bez invitro, po laparoskopii, jednocześnie mega dbając o siebie i Męża pórbując poprawić nasze szanse – nie wspominają. A ja o niej myślę. I totalnie nie wiem co robić, bo racjonalne myślenie miesza się z despreacją, strachem i zniecierpliwieniem.
25 dc, 8 dpo
Wstałam dzisiaj rano, zmierzyłam temperaturę i poszłam siku. 🤣 Bez testu. Chociaż, gdybym pomyślała jeszcze z 30 sek. dłużej to pewnie zahaczyłabym o "magiczną" szufladę (hmm... dobrze, że nie trzymam tych testów w łazience jednak). 🤣 Co by mi dało testowanie dzisiaj? Ot, siknęłabym sobie na patyk. 8 dpo to bardzo wcześnie, bez sensu oglądać bezsensowną biel, przecież nie to chcę zobaczyć.
Objawów potencjalnej ciąży brak. Chociaż... Śluz mam jakiś taki dziwny, pomieszany - kremowo-wodnisty lub (jak dzisiaj) kremowo-rozciągliwy. Jajnik prawy pobolewa/uciąga mnie od samej owulacji praktycznie codziennie, momentami bardzo kłująco. Bardzo chciałabym, aby to cokolwiek znaczyło. Bardzo chciałabym, aby los dał nam tego upragnionego dzidzionka... Bardzo...
A jednak dzisiaj zaczęłam też czuć w jajnikach to "okresowe" uczucie. Nie potrafię go opisać ani oznaczyć na wykresie. To po prostu TO uczucie przed okresem. Pojawiło się dzisiaj (dosyć wcześnie), jak tylko zaczęłam myśleć, że te objawy wyżej to może jednak znak, że mały ktoś próbuje się zadomowić...
Czas od owulacji do 🐒 jest jednak straszny... Nie. Nie potrafię nie myśleć. Nie potrafię odpuścić. Nie potrafię. I niech mi nikt nie mówi, że za bardzo chcę, bo zagryzę. Nie można chcieć za bardzo. Można chcieć lub nie. Ja chcę. Nic nie poradzę. Bardzo chcę zostać mamą. Obiecuję, że będą najlepszą mamą na świecie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2022, 18:04
Owulacja była.. czekam na wynik ANA, żeby już mieć komplet i zalecenia dostać od Docenta. Niby ten cykl raczej nie ma szans, ale wiadomo jak to w zyciu, a nóż 😁
AMH
3,36 ng/ml
Ktoś musiał wcześniej popierdolic wyniki…
No i chyba jestem skazana na porażkę. Całe popołudnie wymioty żółcią, skurcze brzucha takie, że ledwo się na nogach trzymałam. Zatrucie? Jelitowka? Pewnie tak bo panuje wszędzie, a dziecko też miało biegunkę dzień wcześniej. 7h wysiałam nad kiblem, żółcią rzygałam jak kot...
I jeszcze leki wzięłam przeciwwymiotne które miała kiedyś przepisane córka, pomyślałam, że może pomogą. W końcu pomogły ale są zakazane w ciąży... Znowu strach i stres. Ale wierzę, że na tym etapie maleństwo jest w jakiś sposób chronione.
Nadzieja jest ale to chyba nie ma szans się udać 😥😥
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2022, 20:00
38+6
To się dzieje! Zaraz, jeszcze chwilka...
Plan jest taki, że jutro - za dosłownie kilka godzin - zgłaszam się do UCK w celu indukcji porodu!!!
Poród - chyba dziś już staje się bardziej realny
Emocje - chyba wszystkie możliwe - staram się skupić na sobie i na tym, co dziś dla mnie jest najważniejsze, ale wiadomo jak to jest... Wyjątkowe "okoliczności" nie pozwoliły mi dziś na przeżycie tego ostatniego dnia w domu w taki sposób jaki sobie zaplanowałam.
Teraz, wieczorem - przed najważniejszym dniu w moim życiu - siedzę sama w ciszy i daję sobie właśnie ten czas na emocje te pozytywne. Na te, które będę wspominać tuląc do piersi swoje dziecko...
Denerwuję się bardzo, czuję się kompletnie nieprzygotowana - torba stoi spakowana na 60%, szkoła rodzenia obejrzana po łebkach, wciąż mam wrażenie, że nie mam pojęcia jak zająć się dzieckiem...
Ale z drugiej strony - może to już jutro będzie ten dzień kiedy spełni się nasze największe marzenie?
Synku już nie mogę się doczekać, aż Cię zobaczę, aż Twój tata weźmie Cię na ręce, aż to wszystko nierealne, wymarzone i wyśnione przez ostatnie 4,5 roku zmieści się w naszych ramionach.
Jeszcze chwila, dużo sił, modlitw, powodzenia i będziemy razem 💙💙💙
No i przyszedł okres. Zawsze po odstawieniu luteiny był po 3 dniach, teraz minęło 7. Wizyty i badania już umówione, więc w tym tygodniu okaże się czy jest sens w tym cyklu jeszcze działać.
Ostatnio mam za dużo myśli związanych z całą tą niepłodnością, nie pomaga do tego sytuacja rodzinna. Chyba przytłaczają mnie posty i relacje na Instagramie i Facebooku dotyczące poronień, zachowania podczas świąt, starań itd sporo tego w ostatnim czasie. Do tego na około co raz więcej zdjęć z sesji świątecznych z małymi dziećmi.
Za dużo tego wszystkiego 😒
Wszystko zaczęło się latem, ustaliliśmy z mężem że od września naprawdę dajemy z siebie wszystko i walczymy o bobaska. Wcześniej wiadomo stres związany ze ślubem więc odpuściliśmy. Przyszedł taki czas gdzie zaczęły się pytania od znajomych i rodziny "No to kiedy dzidzia ?" Z racji tego że jesteśmy oboje rolnikami z powołania odpowiadaliśmy żartobliwie "po żniwach" (🙈)
Przyszedł ten upragniony wrzesień połowa pierwszego cyklu, owulacja cieszyliśmy się jak dzieci. I potem przyszedł pierwszy cios. Okazało się że teść (74) ma złośliwego raka płuca z przerzutami do kości. Ta wiadomość nas kompletnie załamała, mnie tym bardziej bo teść jest dla mnie jak ojciec którego nigdy nie miałam (oprócz męża mojej mamy) . Po pierwszym szoku, po tysiącach litrów wylanych łez siedliśmy z mężem i rozmawialismy co robić i postanowiliśmy że nie odpuścimy ani chorobie teścia ani w staraniach o nowego członka rodziny. Kilka dni później kolejny strzał w kolano, dowiedzialam się że u mojego ojczyma (52) też wykryto raka. Widać było wcześniej że coś się z nim dzieje złego. Chłop jak dąb,130 kg wagi nagle schudł w ciągu miesiąca 45 kg to już był znak że jest źle. Najgorsze jest to że u teścia wiadomo gdzie jest guz, walczymy teść przyjmuje chemię, u ojczyma po wielokrotnych badaniach, jeździe do Warszawy (mieszkany wszyscy w Świętokrzyskim niedaleko Kielc) nie wiadomo gdzie jest to cholerstwo, ale wiadomo że wątroba jest bardzo zniszczona. A lekarz ostatnio powiedział że daje mu 4 miesiące życia 😢
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia 2022, 15:51
Nie, nie, nie... Znowu się leje, jak z kranu. Jeszcze skrzepy lecą.
Wczoraj było spokojniej, dziś od rana nawet nieźle. Widać było, że to się uspokaja, jakieś plamienia, brudzenia, kolor już inny.
Siedzę sobie spokojnie, a tu ból brzucha, okresowy jakby dupe miało rozerwać przy zatwardzeniu.
No i leje się... Wzięłam luteinę pod język bo miałam w torebce. Ale godzinę temu brałam też porcję proga.
W domu czeka prolutex...
Boję się, że to koniec ☹️
Wieczorem udało się dostać na usg.
Błagam o kolejny cud 🙏
Ostatni maluszek trafił dziś do mojego brzuszka 🍀 Emocje są skrajne. Niby się cieszę, bo zmieniłam lekarza, który zdecydował o zupełnie innym przygotowaniu do transferu. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Maluch ma warunki jakich nie miał żaden inny. Teraz muszę włączyć tryb wyczekiwania. Wiadomo, jest jakaś nadzieja ale jestem realistką.
Dziś zamiast euforii jest przygnębienie. Skończyliśmy procedurę, która miała być pewniakiem. Zamknął się mega trudny i ważny etap. Cztery dobrej klasy zarodki miały dać conajmniej jedną zdrową ciążę. Po cichu liczyłam nawet na dwie. Tymczasem nadal jestem bez dziecka, z pustym kontem i pocharataną psychiką. Czuję ogromny zawód. 5 długich lat starań i 2 lata z kliniką doprowadziły mnie do nikąd.
Chcemy jeszcze spróbować z nową kliniką ale przyszłość rysuje się dość czarno. Niespodziewanie jestem na wypowiedzeniu. Za chwilę zostanę bez pracy i wynagrodzenia. Jak zaczynać ivf 400 km od domu nie mając stałego dochodu, ubezpieczenia? Z drugiej strony jak podjąć pracę w nowym miejscu jeśli, ze względu na wiek, muszę szybko rozpocząć nową procedurę? Stanęłam nad przepaścią. Nie spodziewałam się znaleźć w takim miejscu. Za kilka dni kończę 37 lat i jestem w najczarniejszej d... na każdej płaszczyźnie życia. Mam tylko nadzieję, że to już jest dno i gorzej być nie może.
Beta 2,3 .. także hmmm czy coś było i spadło.. czy test mnie oszukał.. jutro mam termin spodziewanej miesiączki, w sobotę mam odstawić Duphaston.. nie wiem czy sens jest robić betę w sobotę.. czy można się coś łudzić… widać jednak to nie jest wszystko takie „różowe” jak się wydawało…czyżby jednak trzeba było znowu wejść w immuno.. za duzo pytan, za mało odpowiedzi.. i jeszcze ten cholerny żłobek 🤷♀️🤦♀️
Z jednej strony jest mi przykro, bo wiadomo chcemy bardzo, ale z drugiej jest nasz Synuś, mamy plan na kolejny cykl, wiec może trzeba uzbroić się w cierpliwość..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2022, 15:08
Kilka dni temu zauwazylamnze mam mniej mleka w prawej piersi.
Doszlam do wniosku, ze bez sensu rozkrecac bo z lewej piersi mleka sporo a w prawej prawie nic...
Na dodatek w czwartek po 21.30 jak umylam sie i rane psikalam octaniseptem zauwazylam dziurke z ropa...
Zestresowalam sie i fo poloznej napisalam wraz ze zdj. Rozchodzila się rana choc nawet szwów nie zdjelam.
Pojechalam na sor - taksowka zamowiona... w jednym szpitalu odeslali , bo nie mieli dyzhru ale polozne zobaczyly i powiedzialy , ze na tą chwile tylko czekac i przyjsc w czasie dyzuru.
Poszlam obok do drugiego mieli dyzur. No to rozeszla sie troche skóra z zew... ale dopoki szwy są trudno powiedziec czy rozejdzie się.
Wczoraj polozna mi zdjela szwy. Kazala obserwowac, pylek z widlaka sypac tak zeby tez do rany otworzonej weszlo - aby wysuszylo...
Dzisiaj patrze ze strachem w oczach , rozchodzi sie... jutro maja dyzur w tym szpitalu co mialam cc...
Jutro tesciowie przyjada rano 9-10 to z mezem pojade . Niech zobaczy dr moze szew zaloza... czy cokolwiek. Spokojniejszy czlowiek bedzie.
Już po wszystkim 🙈 mam wyniki ale narazie tylko TSH 2,6 niby pokazuje że mieści się w normach zobaczymy jak będzie reszta. Jutro i tak muszę jechac po wyniki na papierze i od razu skocze do gina bo jest obok 😁
Wyniki nie są takie złe ☺️ Nawet lepsze niż przy udanej inseminacji w maju. Poza upłynnieniem. Jutro musimy się poradzić, skąd to wynika.
Mąż podbudowany ☺️ w listopadzie był trochę załamany wynikami, przy kolejnej inseminacji. Wydaje mi się, że wyniki źle wyszły przez ostatnie stresy w pracy 🤔
8.12.2022r.
3 ml
64,61 mln/ml
193,83 mln ogółem
13% o szybkim ruchu
8% o wolnym ruchu
59% żywych
19.11.2022r. inseminacja
2,5 ml
54,02 mln/ml
135,05 mln ogółem
0% o szybkim ruchu
3% o wolnym ruchu
20.05.2022 inseminacja
6 ml
20,87 mln/ml
125,22 mln ogółem
9% o szybkim ruchu
13% o wolnym ruchu
X.2021 - start IVF
30.11.2021 - punkcja
06.12.2021 - 3 blastki ❄️4AA ❄️4AB ❄️3AA
23.12.2021 - transfer blastki ❄️4AA
29.12.2021 - 6dpt - beta hcg - 39.40 mlU/ml
31.12.2021 - 8dpt - beta hcg - 115.00 mlU/ml
03.01.2022 - 11dpt - beta hcg - 550.00 mlU/ml
05.01.2022 - 13dpt - beta hcg - 1223.00 mlU/ml
12.01.2022 - 20dpt - beta hcg - 21306 mlU/ml
18.01.2022 - 26dpt - 6tc+1 pierwsza wizyta - CRL 0.55cm i bijące serduszko 😍
26.01.2022 - 7tc+2 - CRL 1.5cm i miarowo bijące serduszko 😍
01.02.2022 - 8tc+1 - CRL 2.1cm.😍
01.03.2022 - 12tc+1 niskie ryzyka, 7.5cm chłopca 💙💙💙
25.03.2022 - 15tc+4 10.5cm, 149g, przepływy ok 💙 rośnij dalej synku 💙
15.04.2022 - sprawdzenie przepływów 🙏🙏🙏
15.04 - 18+4 - 270g 💙
21.04.2022 - polowkowe
06.05- 21+4 - 500g 😍
23.05 - 24+0 - 740g Antka
13.06 - 27+0 - IP, 1135g
15.06 - 27+2 - 1203g
22.06 - 28+2 - 1473g
_ _ _ _
zostały 2 blaski ❄️4AB ❄️3AA
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2024, 19:11
12 cs.
A więc doszliśmy do tej umownej granicy dwusnastu cykli, w których miało się udać. Wbrew pozorom nie dołuje mnie to, jest to jeden z najbardziej odpuszczonych cykli moich starań. Owszem mierzę temperaturę i nadal łykam ovarin i jod ale nic więcej nie mam zamiaru w tym cyklu robić - jedynie sikać na owulaki ale tylko jako kontrolny aspekt funkcjonowania organizmu. 📝
Dzisiaj 9 dc ale nie czuję nic - wizja ciąży wydaje mi się odległa jak nigdy wcześniej, mimo to nie przysłania mi to całego świata.
Widzę zmiany w swoim zachowaniu w kwestii starań i podzieliłam je na aspekty serca i rozumu.
Aspekt ROZUMU. 🧠
Po wizycie w klinice i kolejnym nieudanym cyklu uświadomiłam sobie, że problem leży gdzieś głębiej. Że zrobiliśmy wszystko co na tym etapie mogliśmy zrobić. Że teraz będzie potrzebna Nam pomoc, bo sami nie poradzimy sobie z tym, a jedynie będziemy kręcić się kółko. Przyznałam się do tego i pogodziłam się z tym. Minął mi etap wewnętrznego wkurwu i poczucia niesprawiedliwości. Podzieliłam się odpowiedzialnością za moje przyszłe dziecko z lekarzem prowadzącym. Mogłam w końcu odpuścić, bo znalazłam specjalistę, kogoś "kto wie lepiej" i komu spróbuję zaufać.
Aspekt SERCA. ❤️
Mój Mąż. Znamy się od 7 lat, od ponad roku jesteśmy małżeństwem. Wspaniały człowiek, nie wyobrażam sobie iść przez życie z kimś innym u boku. Mąż zawsze był silnym człowiekiem. I w aspekcie wizualnym i w obyciu. Zawsze pocieszał mnie po każdym nieudanym cyklu, wycierał łzy, "kłócił się" z moim brzuchem, że nic tam nie rośnie i pocieszał, że kolejny miesiąc będzie Nasz. Dawał mi ten komfort, że mogłam być słaba, mogłam czerpać z jego siły by ponownie stawać na nogi i próbować dalej.
Teraz wiem, że nadszedł ten etap, gdy to ja muszę być Jego SIŁĄ. Zadbam o niego tak jak on zawsze dbał o mnie. Starania nie są łatwe, a te długoterminowe potrafią być prawdziwą próbą.
Widziałam ból w Jego oczach, gdy dowiedział się, że z znów się nie udało. Po raz pierwszy tak mocny i tak dosadny. Poczułam, że oboje zatracamy się w tych staraniach. Dlatego w tym cyklu odpuściliśmy. Nie rozmawiamy o dziecku, w tym miesiącu ten temat nie istnieje. Skupiamy się na sobie - chodzimy na spacery, randki, przeglądamy projekty domów, pijemy wino i kochamy się kiedy chcemy. Chcę zdjąć z Niego presję, ból, zwątpienie. Nie chcę by pierwsze lata małżeństwa wspomniał jako pasmo niepowodzeń, zawodów i ciągłego wyczekiwania. Chcę pozwolić Mu teraz być słabym, niech czerpie z mojej siły.
***
Ostatnio byliśmy na jarmarku świątecznym i poczuliśmy magię nadchodzących Świąt 🌲.
Mąż ustrzelił mi nawet pluszaka - małego pieska, który teraz grzecznie siedzi na komodzie w sypialni i czeka na nowego Lokatora. Oczywiście nie mówimy o tym głośno żeby nie zapeszyć ale pierwsza maskotka do łóżeczka już jest - i to jaka! Ze świątecznego polowania Starego 😁
1 dzień cyklu.. ten poprzedni hmmm nie powiem wzbudził nadzieje.. ale trzeba iść dalej.. dobrze, ze mamy Synka ❤️ On rozjaśnia i daje tyle szczęścia 😍 kiedyś może będzie miał Siostrę albo Brata 😉
Jutro rezygnuje ze żłobka którego nie czuje, nie mam zaufania… będziemy probowac z innymi miejscami…
Z plusów udało mi się zapisac do Mojej Pani Doktor z kliniki! Oooo dzwoniłam trzeci raz i była inna Pani w recepcji i nagle nie musiałam być na wizycie rok wcześniej (Pani Doktor nie prowadzi ciąży). Brawo ja! Wizyta u Dr Anioła w lutym ❤️
Czasem mnie korci żeby rzucić starania o drugiego bobasa, zmienić prace, zostać w składzie takimi jaki jesteśmy, ale czy nie obudzę się za kilka lat, ze chce rodzeństwo dla Syna.. w styczniu kończę 35 lat.. duzo i niedużo…
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2022, 21:03
40+5
Dziś zapadła decyzja lekarzy po zbadaniu.
Szyjka nie drgnęła. Więc lewatywa, przebicie wód, oksy. Jak nie pójdzie wieczorem CC.
Lewatywa udana
Przebicie wód, darłam się jak położna próbowała się dostać. Nie dała rady, za długa szyjka.
Teraz podłączyli mnie pod oksy z myślą że może ruszy.
Nastawiona na CC już jestem koniec tego. Naturalnie nie ruszy. Próbowałam jednak jestem ciężkim przypadkiem.
BADANIA PIERWSZEGO ETAPU
⏺️badania hormonalne w pierwszej fazie cyklu:
- LH, FSH (stosunek jednego do drugiego najlepiej jak jest w okolicach 1)
- estradiol, prolaktyna (delikatnie podwyższona to często wynik stresu lub złej godziny pobrania krwi), testosteron, DHEAS, SHBG, 17-OH-progesteron (to nie to samo, co zwykły progesteron), kortyzol, aldosteron
- TSH (do starań najlepsze poniżej 2❗), ft3, ft4, anty TPO i anty TG
⏺️ badania hormonalne w drugiej fazie cyklu (po owulacji)
- progesteron
⏺️badania metabolizmu, często niezwykle ważne❗
- cukier i insulina na czczo (robić razem, z tego wylicza się indeks HOMA - powyżej 2 może świadczyć o insulinoopornosci, jeśli nigdy się nie robiło, warto sprawdzić krzywą cukrową i insulinową)
- lipidogram (u mnie LDL podwyższony ALE ➡️ trójglicerydy są w porządku, więc lekarze mówią okej"
- próby wątrobowe
- sód, potas (nieprawidłowe wyniki mogą świadczyć o problemach z nadnerczami)
- podstawowy profil krzepnięcia: APTT (za długie źle, za krótkie źle❗), czas protrombinowy i fibrybogen
- żelazo i ferrytyna (żelazo pływa we krwi, może być go dużo, ferrytyna to żelazo już przyswojone do komórek, jej niski poziom oznacza złe wchłanianie żelaza)
⏺️ dla pełnego obrazu warto zrobić, choć można w późniejszym etapie:
- kwas foliowy (za mało lub za dużo może świadczyć o złym wchłanianiu - trzeba będzie brać metylowany kwas foliowy)
- witamina B12 (powinna być w górnej granicy normy)
- homocysteina (do starań najlepiej 6-8, najlepiej badać w punkcie, które ma laboratorium a nie odsyła probówki)
- witamina D (również bardzo ważna dla płodności)
❗ UWAGA
kwas, homocysteine i B12 dla najlepszego obrazu najlepiej zrobić jednocześnie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października 2021, 08:57
Nie rozumiem siebie. Wczoraj pomyślałam, że mam juz dosyć staran. Zajmowania się tym tematem czyli czytania forum, czytania info w necie, rozmyślania, calego tego świata staraczki skupiającego się na czekaniu na dziecko. Pomyslalam, ze chciałbym się zająć życiem, bardziej docenić, że mam świetnego Meza, więcej sie uśmiechać, gdy on zartuje (on sie chyba szczerze cieszy, gdy uda mu się mnie naprawdę rozbawić i widzi moją radosc), zajac głowę innymi rzeczami, zapomnieć o sobie, a raczej o pragnieniu zeby to dziecko sie wkoncu pojawilo, zauważyć ludzi wokół siebie. Zeby to nie był już temat nr 1 na codziennej tablicy mysli i trosk. Zeby wizyty u lekarza i badania były czyms normalnym,a nie ekscytującą wycieczką, na którą sie czeka 3 miesiące z nadzieją, że lekarz cos znajdzie. Dobrze mi było z tymi myślami 🏖
A dzis wchodzę sobie na forum i czytam, ze komus sie udało po dłuższym czasie i znowu te mysli, "a kiedy my?" Męczące, niechciane.
Czuje się jakbym JA i moje emocje to były dwie inne osoby. Albo inaczej, że moje emocje to nie jestem JA, bo JA wiem, ze dziecko nie spowoduje, że moje życie zacznie byc idealne, ze przestane byc takim melancholikiem, problemy znikną, nie bedzie trudów. Moje życie juz teraz moze byc piękne. A emocje jakby nie dają mi tej stabilności, tylko wciąż wpędzają w jakiś brak, niecierpliwość, smutek.
Jakie jesteśmy podobne, które staramy się o dziecko i czekamy. Jak mamy podobne emocje..
Jestem bezradna. Moge jeździć po lekarzach, poddawać się badaniom ale nie mam wpływu na to kiedy dziecko sie pojawi i czy się pojawi. Po co ta spina zatem?
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.