Moja częstotliwość pisania tego pamiętnika nie jest wzorowa
Chyba sobie o nim przypominam, gdy znowu przychodzi okres. Te ostatnie dni są skupione tematycznie wokół ciąż. Najpierw rozmowa ze starą znajomą o tym, że ona też już zaczyna, potem się dowiaduję, że koleżanka z pracy jest w ciąży i jakoś to się tak kręci ciągle wokół mnie. Plus mam PMS i znowu cycki są ciężkie. Pamiętam, że pierwsze blistry Dupka to było niesamowite - żadnego PMSa. Nie wiedziałam, że tak można żyć, bez ciężkich nóg i obolałych piersi przed okresem. Zawsze przed okresem zastanawiam się, czy czułabym się tak samo będąc w ciąży. Czy też bym miała te 2 objawy? Na początku mojego zainteresowania tematem nawet próbowałam to zbadać wertując wykresy dziewczyn na ovu. Nie nalazłam korelacji haha.
Koleżanka, która jest w ciąży trochę mnie zasmuciła, bo okazało się, że nie mogła zajść w ciążę, ponieważ miałą wodniaka, ale nikt do tej pory jej go nie wykrył na USG. Człowiek chodzi na USG i wydaje mu się, że jest ok, a potem się okazuje, że takie 3 minutowe USG w pakiecie medycznym to można sobie wsadzić między pośladki. Jak poszła do prywatnego gabinetu to jej bardzo długo to USG robił i napisał małe wypracowanie, a nie 2 zdania jak dotychczas dostawała. Czyli mogę sobie chodzić z myślą, że jest okej, a okaże się przypadkiem, że nie było od dawna. To jest przerażające. Mam przynajmniej namiar na jej lekarza i czytam właśnie opinię o nim - fenomenalne. Jestem ogólnie zadowolona ze swojej Beaty, ale parę razy złapałam ją na niewiedzy czy przeoczeniu i mam przez to mniejsze zaufanie. Myślę, że za 3 miesiące wybiorę się znowu do niej z zapytaniem co dalej z tym zachodzeniem w ciążę. W sumie to śmiać mi się chcę, ale przez łzy, bo to, żebym się starałą pół roku słyszę od 2 lat. Ale rzecz w tym, że zanim zaczęliśmy seks bez zabezpieczeń to minęło sporo czasu, potem stwierdziłam, że nie wliczam do miesięcy starań tych miesięcy, gdy seksu było mało i np. nawet nie nachodził na dni płodne. I tak ciągle jestem w trybie ,,zapół roku". Dobrze, że jest ta apka to przynajmniej mogę sobie zobaczyć od kiedy liczyć te mityczne 6 miesięcy. Oficjalnie zapisuję, że liczę od listopada. Wtedy seksy były w dobrej częstotliwości, w grudniu nawet miałam pozytywny test OWU i seks po tym wyniku (ale jak widać nici z ciąży), w styczniu seksy na złym poziomie (wtedy były te psychiczne wyzwania po męskiej stronie itp.) i teraz lutowy cykl. Mogę uznać, że 3 cykle minęły, czyli dobrze mówię, że za 3 miesiące kończy się deadline 
Od kiedy rozmawiałam z koleżanką zastanawiam się, czy gdybym brała antykoncepcję to nie byłoby tak, że zaszłabym szybko w ciążę po odstawieniu. Nawet bym nie wiedziała, że mam PCO i może to by się nie rozwijało skoro byłabym na tych lekach? W sumie nawet nie wiem, czy za wysoki androstendion się zbija czymś - Beatka nic nie powiedziała.
Z rzeczy pozytywnych, po rozmowach z Lubym, gdy wyjaśniliśmy sobie różne tematy związane z życiem, staraniami itp., uspokoiłam się, ale też postanowiłam, że nie będę się za bardzo skupiać na temacie ciąży. Zapisałam się na tańce i to był strzął w 10! Sprawia mi to tyle radości i daje ogromną satysfakcję oraz samozadowolenie. Taki wyrzut endorfin już dawno mi nie towarzyszył jak w trakcie i po zajęciach. Nie wiem ile czasu będę chodzić na nie, bo zaczyna się powoli sezon ogrodniczy i będą potrzebne częstsze wizyty w ogrodzie. Niemniej, postanowiłam że nie będę wszystkiego dostosowywać, bo może zajdę w ciążę. Jak widać to się nie udało, a czas leci i można tyle zrobić w tzw. międzyczasie. Wprawdzie dziś mam lekki spadek nastroju, ale podejrzewam, że to przez brak słońca oraz te ciążowe klimaty w weekend.
Poza tym, kolejnym pozytywem jest fakt, że zaczęłam gotować i czerpać z tego przyjemność. Nigdy za tym nie przepadałam i traktowałam jak karę, a ostatnio (od kiedy wymyśliłam, że powinnam przytyć) przygotowuję jadłospisy, robię zakupy i mam dużo jedzenia! Świetne uczucie, bo nie trzeba się zastanawiać co zjem.
39w1d
❤️11.02.2023❤️
Nasza Lilianka przyszła na świat. Po ciężkim i długim 13h porodzie SN pojawiła się przy nas i sprawiła, że nasze serca zapełniły się miłością. To niewyobrażalne jak bardzo taka mała istotka potrafi wszystko odmienić na lepsze ❤️
9.02 zgłosiłam się do szpitala ze skurczami. Byłam pewna, że coś się zaczyna dziać, bo brzuch dość mocno bolał i na ktg pisały się skurcze co 5min. Niestety na drugi dzień wszystko się wyciszyło. Nie chciałam już wracać do domu, zaczęłam chodzić po schodach, po korytarzu, ale nic się nie zaczynało rozkręcać na nowo. W końcu 10.02 przed snem zrobiłam kilka przysiadów i chyba to pomogło, bo jak tylko położyłam się do łóżka, odeszły mi wody. Na skurcze czekałam godzinę. Poród do połowy był super, gaz rozweselający i ciepły prysznic działały cuda, ale niestety jak się później okazało mała źle wstawiła się w kanał rodny i przy rozwarciu na 8cm musieli mi podać oksytocynę, bo skurcze ustąpiły. Wtedy zaczął się ten dużo gorszy etap porodu, mała przy parciu się cofała zamiast schodzić niżej, musieli mnie naciąć, byśmy w końcu mogli ją zobaczyć. Na szczęście miałam super opiekę i mocne wsparcie położnych, na sam koniec wszyscy byli tak mocno zaangażowani, że miałam wrażenie, że rodzą razem ze mną. Gdyby nie oni i mój mąż, naprawdę nie dałabym rady. Po tym proodzie jestem po stokroć silniejsza, bo czuję, że jak to przeżyłam to przeżyję już wszystko 😄
Na koniec jeszcze refleksja:
Niżej mój wpis z pamiętnika z 11 października 2021r. Wtedy kiedy wszystko było tak niepewne i kruche, każda wiadomość z kliniki była na zmianę dobra i zła. Czekałam na cud i coraz mniej wierzyłam, że on się zdarzy.
"Mam nadzieję, że kiedyś usiądę, przeczytam ten mój trudny pamiętnik, pełen żalu, łez, smutku i niepewności.
I powiem do siebie, że było warto."
Teraz mogę do tego wrócić i głośno powiedzieć: BYŁO WARTO! Wygraliśmy tą trudną walkę z niepłodnością, po 3 procedurach IVF, po dwóch latach nierównej walki. Nasz naturalny cud właśnie jest obok nas.
Staraczko, jeśli przeczytałaś ten wpis, pamiętaj:
"Być może będziesz musiała stoczyć bitwę więcej niż raz, aby ją wygrać."
Najważniejsze to nigdy się nie poddawać, nawet gdy już nie ma się nadziei ❤️
Dzisiaj troszkę lepiej. W głowie przede wszystkim.
Wczorajszy dzień przeleżałam i starałam się uspokoić. Nie dość, że plamienie, to jeszcze bardzo bolał mnie brzuch. Jakby macica u góry i jajniki, kłucie, napięcia. Wieczorem to tak bolało, że płakałam, a Mąż spanikowany chciał dzwonić po swoją matkę, która co prawda nic nie wie o ciąży jeszcze, ale w kwestiach zdrowotnych i "warszawskich" jest największym ogarniaczem w rodzinie. Z tymi bólami, to też niby wiem, że macica się rozciąga, że mam przecież mięśniaki, że to normalne, ale niestety, w głowie z automatu włącza się porówanie do poronienia pierwszej ciąży
Ja nie miałam wtedy zabiegu, więc nawet nie chcę pisać ani myśleć o tym jak to było.
Dzisiaj rano jak wstałam znowu plamienie: kawa z mlekiem, więc myślę o nie, koniec histeryzowania, jadę na Izbę Przyjęć. Prysznic, kanapka, leki, torebka, dokumenty i mówię do Męża, że jadę na Karową. Liczyłam, że spędze tam ze 4 h i mnie zignorują (bo tak miałam na Inflanckiej jak już krwawiłam porządnie w pierwszej ciąży) ale nie.. od razu, bez kolejki lekarz mnie obejrzał. Pęcherzyk jest w macicy - 9,3 mm. Pęcherzyka żółciowego i Zarodka nie widać ale to wcześnie. Mięśniaki - ja wiem że je mam, żyję z tym, jestem świadoma ryzyka, ale długo się nimi zajmowała. Powiedziała, że przez nie bardziej mnie boli niż normalnie, bo tam się wszystko rozciąga i jest mało miejsca. Jajniki po punkcji nieładne. Brak świeżego plamienia czy krwawienia z ujścia zewnętrznego, zalegająca brązowa wydzielina. Krwiaka nie widać. Jest opcja, że poszło jakieś naczynko albo że mówiąc wprost "za głęboko pcham sobie luteinę aplikatorem" i podrażniłam szyjkę. Albo Acard i Clexane. Ciśnienie dobre, tętno w porząku. Ogólnie jestem w pozytywnym szoku, szczególnie po moich przygodach z laparoskopią i tamtejszym szpitalem. Pani Doktor młoda, ale dokładna, nie jakaś super miła, nie strasząca, nie przesadnie uspokająca. Mam brac leki jak brałam, no-spa doraźnie max 6 x dziennie, kontrola u lekarza prowadzącego za tydzień (przełożyłam więc wizytę na 22/02) i czekamy. W razie obfitego krwawienia IP lub no wiem co to zo oznacza i jak będzie. Brutalne ale prawdziwe. Strzelałam jej betami z pamięci, cyframi, datami i przyrostami ale mówiła, żeby już nie robić
Że czekać na USG.
To czekam. Drzemałam, wrócił mi apetyt bo od niedzieli prawie nic nie jadłam, brzuch mnie aktualnie nie boli.
Cieszę się, że pojechałam i nie histeryzowałam tam.
Muszę trochę wierzyć w tą małą Kropeczke, że ona rośnie i sobie poradzi. Ciąża to nie jest taki stan nad którym mam kontrolę 100% i wszystko zależe ode mnie. I uczy cierpliwości.
Zauważyłam, że dwa lata temu też cykl zaczął mi się 10.02 😃.
29 dc, wg apki 5 dpo
Dziś wyraźnie odczuwam, że owulacja się skończyła, że skończyły się dni płodne. Moje ciało odczuwa teraz spokój, a ja czuję się bardziej zrelaksowana. Zauważyłam, że mój nastrój jest bardziej uspokojony, nie tak trudno wyprowadzić mnie z równowagi, nie jestem taka drażliwa jak w trakcie owulacji. Jestem spokojna. Jestem też wdzięczna za wszystko, czego doświadczyłam w trakcie tego cyklu. Odkryłam wiele nowych rzeczy o swoim ciele i uczuciach. Chociażby to, jak wielki wpływ na moje ciało mają relacje z moim Mężem. Chyba do tej pory nie sądziłam, że ten wpływ jest tak duży. W tym cyklu, wyjątkowo, nie doszukuję się objawów ciążowych. Jestem spokojna. Co ma być, to będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2023, 13:27
Sama nie wiem jest sens iść zrobić jutro badania bety ? Czy poczekać jeszcze te 2 dni i dopiero test ciążowy zrobić? W sumie beta powinna wyjść i wszystko wyjaśnić 🙈🙉 doradzicie mi proszę!🙏🙏🍀
9:45 zrobione badanie bety , czekam na wyniki mają być w popołudniu.
Ale jaja trochę.. chyba dzisiaj miesiączka mi przyjdzie bo widziałam u siebie zabarwiony śluz na lekko czerwono ..tak więc lipa... nie potrzebnie na bete poszłam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2023, 13:29
Plan na luty już się realizuje.
- sprawa z guzkiem piersi już załatwionaz z hispat wyszło, że był to nowotwór łagodny, więc nie muszę się dalej tym martwić. Jedynie drugą zmianę obserwować.
- ze względu na przebyty covid, hsg zostało przełożone na następny cykl. Plan jest taki:
9.02 wizyta u mojej ginekolog, monitoring + spróbuję uzyskać skierowanie na dodatkowe badania pod HSG (żeby troszkę przyoszczedzic)
18.02 badanie nasienia
25.02 konsultacja z dr z kliniki
26.02 konsultacja z anestezjologiem i ustalenie terminu HSG
Prawie od początku cyklu robię testy owulacyjne, te horieny mi się nie sprawdzają, a więc od dzisiaj (10dc) dodatkowo planuje robić testy z facelle.
Wygląda to następująco:
Horieny:

Facelle:

Cześć
Witam się z wami w 2 cyklu starań 😅
Betę zrobiłam zapłaciłam 42 zł , a dostałam miesiączkę wcześniej niż były wyniki haha 😅😅 😅 tak więc skończyły mi się tabsy Pregna Start .. zamówiłam Frestim . Zobaczymy czy coś pomoże.
Jeszcze nie rozmawiam z moim Mężem, a już planuje drugi cykl starań.. eh..
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lutego 2023, 20:56
31 dc, wg apki 7 dpo
Gdyby nie ta przesunięta owulacja, byłabym właśnie w drugim dniu 🐒. A tak... Czekam.
Tempka niby wyżej, ale dzisiaj już spadek. Wiem, wiem... Ten spadek to może być wszystko i nic.
Ale nie czuję się jakoś inaczej... Chociaż już któryś dzień z rzędu z nadzieją na implantację wcinam ananasa.
Tak bardzo chciałabym być już w ciąży...🤰
Ostatnio rozmawialiśmy z Mężem, co jeżeli nie uda się naturalnie...
Inseminacja? Invitro? Adopcja?
Żadnej z tych opcji nie odrzucamy...
Jak to mój Mąż powiedział: "jak będzie trzeba to zrobimy".
Póki co ufam mojej Pani Dr. i grzecznie robię, co każe.
Jak przyjdzie 🐒 ja zapisuję się na HSG, a Mąż idzie na badania hormonów z krwi.
Nie wiem, czy stresuję się bardziej ja czy On. Ostatnio spytał, czy pójdę z Nim na to pobranie krwi. 🤣
Facet... Dom zbuduje, samochód naprawi, a pobrania krwi się boi. 🤣
Jeśli apka się nie myli to jeszcze tydzień czekania i okaże się, co dalej... Czekam.
***
Cały wszechświat działa na moją korzyść.
***
Tak, ostatnio próbuję się ratować mantrami. Czy pomaga? Może...
*** Aktualizacja, 12:54
Jestem taka wściekła, że aż muszę TO z siebie wyrzucić.
Dostałam od mojej Pani Dr. skierowanie na HSG...
I wyobraźcie sobie, że jest problem w MIEŚCIE WOJEWÓDZKIM na zapisanie się na to badanie.
Szpital Miejski - mają zepsuty aparat, Szpital Wojewódzki - i to mnie chyba najbardziej wkurzyło - przyjmują tylko na skierowanie od SWOICH lekarzy, czyli niech się Pani zapisze do naszej poradni i wtedy lekarz O ILE BĘDZIE WIDZIAŁ TAKĄ KONIECZNOŚĆ to da Pani NOWE skierowanie na badanie.
Zadzwoniłam, oczywiście, do tej przyszpitalnej poradni. Pani zaproponowała mi termin wizyty... We wrześniu! W dodatku z tekstem, że w mieście jest dużo poradni ginekologicznych, więc jeśli potrzebuję szybciej to powinnam podzwonić.
Tylko że ja potrzebuję się dostać do ICH PORADNI, jeżeli chcę zrobić to cholerne HSG!
No masakra! 🤬
Ale jestem wściekła...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2023, 12:56
Zaraz dni płodne. Ostatnio zaczęłam się po prostu bać. Czy ja dam radę być mamą, czy mnie to nie przerośnie...Nie wiem czemu naszły mnie takie myśli...😪
Mąż był tydzień temu na badaniach nasienia. Ogólnie wszystko w normie oprócz morfologii - 3%. Staram się dużo o tym nie myśleć, wdrozylismy suplementację i zobaczymy. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na efekty.
14 dpt
Stan zombie się pogłębia. Dzisiaj pobudka o 3:50 i dosypianie od 7:00 do 7:30, bo na 8:20 miałam badania. Wczoraj jeszcze lepiej bo spać poszłam o 21:00, pobudka o 00:00 i kręcenie się po mieszkaniu do 4:00. Za dnia nie mogę tego nadrobić, bo nie mogę zasnąć (ze zmęczenia?) tylko się snuję z bólem głowy. Nie biorę L4 mimo tego, bo nie chce. Pracuję z domu, zadaniowo, nikt mnie nie kontroluje. Jak mam tzw. dobry dzień to pracuję bardzo szybko, więc wtedy nadrabiam (jak przykładowo w poniedziałkowe przedpołudnie). Mam swoje cele w pracy tak do wiosny, chcę je zrealizować no i mam taką funckję, że ciężko mnie zastąpić. Przynajmniej na ten moment, póki nie poukładam kilku rzeczy.
Wczoraj byłam na chwilę w biurze i przy okazji poszłam coś zjeść - zawsze pad thai to taki mój pewniak. Ale okazuje się, że Kropek nie lubi kuchni tajskiej
Ani żadnej innej udziwnionej. Obrzydlistwo. Zjadłam z rozsądku. Kropek lubi kuchnię polską tradycyjną
Buraczki, barszczyk, żurek, jajka, jabłka. Wczoraj wieczorem więc nasmażyłam "schabowych" z indyka, ugotowałam ziemniaczki i będzie na 2 dni. Na kolację dzisiaj ogórkowa. Przynajmniej Mąż zadowolony, bo to bardziej jego gusta niż kasza z warzywami czy zupka azjatycka. Mam ochotę też ciągle na pierogi. Unikam glutenu, ale znalazłam na bazarku koło domu Panie Ukrainki, które sprzedają bezglutenowe z soczewicą (mrożone). Pyszne. Jadłam już ze 3 razy.
Chciałam dzisiaj poszukać czegoś na forum na temat bezsenności w ciąży i przekierowało mnie na fioletową stronę. Dziwnie się poczułam. Jakby nie moje miejsce. Jest taka grupa na OF "udane ivf, bo staraczką z OF będę już zawsze". Chyba coś w tym jest.
Czekam na wyniki dzisiejszych nadań krwi i idę dalej zalegać na kanapie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2023, 13:40
Cześć !
Rozejm mam z mężem 😅🙈 , pogadaliśmy i poszedł dzisiaj na badania nasienia i oto po 3 h były wyniki okazało się że wszystko ma prawidłowe , tak wiec nie wiem dlaczego nam nie zaskoczyło 🥲🥲 ja owulke miałam na 100 procent..
Wiem że nie powinnam ale teraz w tym miesiącu pomimo brania tabletek Clostilbegyt, nie będę monitorowała cyklu .
Ponieważ mój lekarz nie ma już wolnych terminów tak jest rozchwytywany i nawet nie da się wejść do niego na 5 minut pomiędzy pacjentkami i w sumie pomyślałam że jako iż będę brała taka sama ilość tabletek jak w poprzednim cyklu to musi być owulka i musi mi pęknąć 🤭😊🙏 proszę niech zaskoczyć 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2023, 23:34
36 lat temu o 12:40 na świat przyszło rozkrzyczane dziecko, które krzyczy do dzisiaj...raz głośno, raz w ciszy, ale kryczy...taka właśnie jestem
czego sobie życzę na dzień dzisiejszy? Przede wszystkim zdrowia i stabilizacji..więcej nie potrzebuję, bo całą resztę już mam. Nie jestem wymagająca, już nie. Mam gdzie mieszkać, prawdziwych przyjaciół posiadam (życie zweryfikowało mi prawdziwe grono przyjaciół i mogę ich policzyć na palcach u 1 ręki, ale wolę mniej,a wartościowych), mąż też się znalazł i jest ON..mój cały świat Bartulek ❤ problem będzie z pracą, ale i ta się znajdzie może lepsza, może gorsza, ale w końcu się znajdzie. Nie mogę uwierzyć, że to już 36..jeszcze niedawno zastanawiałam się czy rubinkowo (dzielnica Torunia) to Polska mając lat 5, nie mogłam się doczekać 18, bo przecież będę taaaaaaka dorosła, a teraz? O loooooosie jaki wiek. Moja ukochana babunia zawsze powtarzała "Misia do 30 czas leci wolno, po 30 przyśpiesza, a po 50 zapierdziela" coś w tym jest.
I dzisiaj jest ten piękny dzień, kiedy mimo pobudki o 2:00 dalej pospałam tak do 6:00. Od razu inny człowiek bez tego bólu głowy 
Mam też wyniki z wczoraj:
glukoza 76,8 mg/dl
TSH 1,970 mU/l (skoczyło)
ft4 19,10 pmol/l
progesteron 302,000 nmol/l / 94,828 ng/ml
witaminaD 55,4 ng/ml
morfologia - wszystko idealnie
mocz - wszystko idealnie
Czyli jest ok. Koleżanka mnie straszyła (wtajemniczona i w temacie starań), że morfologie będę mieć rozjechaną a taka niska glukoza to na konsultacje z diabetologiem. Poirytowałam się. Glukoza jest dobra i ja zawsze taką miałam. IO nie mam. Nadwagi nie mam. Może ja jestem jakaś dziwna, że po moich przejściach nadal mam dość racjonalne podejście, no ale nie, nie będę siedzieć i świrować z lataniem po diabetologach. Nie będę też latać co chwila na USG (o tym też była rozmowa) i czekam do 24 lutego na pierwsze USG. To czy tam będziemy często "zaglądać" niczego nie zmieni. Z tym poirytowaniem to ogólnie mam nastrój taki powiedzmy mocny PMS. Także czekam na weekend, Mąż wyjeżdza piątek - niedziela, Pies idzie na "ferie" do mojej siostry, a ja zamierzam spać, spacerować, czytać książke i mieć święty spokój. Ciszę i porządek w mieszkaniu
.
9 II 2023
14 cs. 7 dc.
1 dzień do zaplanowanego zabiegu.
A więc nie nastąpił cud, nie zaszłam magicznie w ciążę, jestem na oddziale.
Dzisiaj jestem lajtową, wolną duszą w sali, bo nawet wenflonu mi nie zaaplikowali.
Zrobili EKG, podpisałam mnóstwo zgód i dostałam czopek na wieczorną rozrywkę. W sumie lepsze to niż lewatywa 😉
Na oddziale jest pełno studentów. Akurat to lubię - świeża krew, angażują się i dbają, a zawsze jest z kim pożartować 😉 więc póki co pierwszy dzień pobytu na plus. Za mną też rozmowa z profesorem, który będzie jutro mnie operował - przedstawił plan jutrzejszego zabiegu (jednak laparoskopia z histeroskopią) i w sumie na razie tyle - dalsze działania będą uzależnione od wyniku zabiegu.
***
Nie boję się jutra. Mam duszę wojownika, więc ból fizyczny nie jest mi straszny. To chwilowe. Jedynie stresuję się wynikami, boję się, że zadadzą ból psychiczny. Ale jestem dobrej myśli. Dzisiaj piękny, słoneczny dzień (traktuje go jak dobrą wróżbę ☺️), idzie wiosna, niedługo przyroda będzie budziła się do życia i wierzę, że niedługo i we mnie będzie rosło nowe życie 🍀.
***
Ostatnie dni dominowała obawa o wyniki zabiegu. Chwilami paraliżowała. Nie pozwalała zasnąć. Próbowała wycisnąć łzy z oczu. Mąż odegnał ją prostymi słowami - "Jeśli wyniki wyjdą złe to szybciej podejdziemy do in vitro.". Nawet nie byłam świadoma, że to właśnie tego bałam się najbardziej. Jego reakcji w sytuacji, gdy nie będę w stanie dać mu naturalnie dziecka. Chociaż jesteśmy zgranym zespołem to jednak gdzieś podświadomie te obawy były. Ale będzie dobrze 🌺. Musi być 🌺.
Po wizycie:
Na razie widać tylko pęcherzyk ciążowy ale na bardzo wczesnym etapie. Ciąża jest zagrożona przez plamienia i bóle. Prawdopodobnie niewydolność ciałka żółtego. Mam luteinę dopochwowo 2x1 i duphaston 3 x 1.
Za 3 tygodnie wizyta i musi być akcja serca. Dostałam skierowanie na badania do karty ciąży. Od jutra L4 i leżeć ewentualnie moge rozwiązywać krzyżówki, czytać książki i oglądać netfilxa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2025, 09:23
Boziu uruchomiła mi się laktacja...
Już tydzień temu czułam smyranie sutków ale było i przeszło a wczoraj podczas kąpieli białe krople na sutkach, myślałam, że mam zwidy, a dziś to samo...
Piersi nabrzmiałe i obolałe...
Dzisiaj 38 dc.. Ani widu ani słychu, żeby miesiączka miała nadejść.. Podejrzewam, że w tym miesiącu nie było owulacji, chociaż cały czas do tej pory występowała co miesiąc.. Dosłownie od początku cyklu jak tylko się zaczął miałam same stresy.. I trochę zaniedbałam branie fertistimu.. I widać efekty tego wszystkiego 😅 obiecuję poprawę od nowego cyklu 🥰
Noc przespałam i nawet miałam dobre sny. Rano znowu plamienie - kawa z mlekiem. Dziewczyny mi piszą, że to po Clexane i Acard się zdarza. Lekarz mi odpisał, że to bardzo częste i na razie spokojnie. Ale ja popłakuję i jestem zrezygnowana. Dodatkowo boli mnie brzuch, jak na okres. Akurat często mnie pobolewał ale teraz jestem tak zdenerwowana, że już sama nie wiem co czuję.
Oddałam krew na bete, w środę powtórzę. Jak dzisiaj będzie skrajnie niska lub w środe spadnie to wiadomo. Na USG ciut za wcześnie. Boże oby dotrwać do tego USG serduszkowego.
10 II 2023.
14 cs 8 dc.
Ok. 1,5 godziny do zabiegu.
"Czemu Ty się zła godzino z niepotrzebnym mieszasz lękiem? Jesteś, a więc musisz minąć, miniesz, a więc to jest piękne".
Obudziłam się chwilę po 5 rano. Próbowałam zasnąć ale przewracałam się z boku na bok. Po paru minutach usłyszałam płacz Maluszka z piętra wyżej (chyba ogłaszał światu swoje przyjście 🥺). Potraktowałam to jako dobry znak. Zaczęłam wizualizować sobie swoją Lili, Nele albo Kubusia. Musi być dobrze 🍀.
Czekam na swoją sexi piżamkę zabiegową, odezwę się później ☺️
Aktualizacja - 10 godzin PO zabiegu.
Ogólnie czuję się dobrze chociaż dopiero teraz mogę w miare normalnie funkcjonować. Wcześniej wymioty po narkozie zmiotły mnie z planszy 🥺. Ale po kolei..
Rano po przebraniu się w sexi koszulkę, dostałam głupiego jasia i mialam grzecznie czekać w łóżku na swoją kolej. Po ok. 20 min podjechała położna taxi (wózek) i zawiozła mnie do miejsca przeznaczenia. Szczerze to byłam tak otumaniona tym lekiem, że było mi wszystko jedno. Na sali operacyjnej pomogli mi usiąść na specjalny fotel (trochę jak łóżko ginekologiczne), poprzypinali i dostałam maskę na twarz. Kilka głębokich wdechów i.. obudziłam się już na swojej wcześniejszej sali. Skalę bólu mogłam ocenić 5/10. Więc bez tragedii. A później przyszły wymioty i zmiotło mnie z planszy aż do teraz. Ale ból jest 3/10 także coś za coś 😉 i plamię. Ale coraz mniej ☺️ mojego profesora nie udało mi się złapać, nie widziałam się z nim ale od jutrzejszego ranka zaginam parol na niego i niech szybko mówi mi co tam odkrył 🧐☺️
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lutego 2023, 19:09
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.