16 dc, 1 dpo (?)
U mnie owu prawdopodobnie wczoraj. W sumie to wczoraj byłam o tym bardziej przekonana. Bo może jednak dzisiaj? Dzisiaj ta moja temperatura jakaś ciągle niska, śluz wodnisty... No nie wiem. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. W tym miesiącu monitoringu brak, więc mogę domyślać się tylko po objawach i temperaturze.
Wczoraj Mąż wrócił z pracy... Chory! 🤦Niby dobrze się czuje, gorączki nie ma, ale... Kaszle jak gruźlik. To już mu wczoraj odpuściłam. Było dzień przed i 2 dni przed, więc oby plemniory dały radę. 🤞 Jak dzisiaj będzie się lepiej czuł to może się powdzięczę na poprawę. Zobaczymy, nie nastawiam się.
Cześć.
Czy miał ktoś w ciąży tak że w 23 tygodniu ciąży czuł mocno ruchy dziecka a tydzień później były słabe ? Martwi mnie to .. tzn nie to że się nie rusza wcale .
Odczuwam kopniaki od niechcenia, a dzisiaj poczułam w nocy jak kopie i tyle.
Cały czas detektorem sprawdzam czy serduszko bije i czasami są ruchy ale takie ospałe.. czy to możliwe że moje dziecko więcej śpi niż jest aktywne ? Albo duphaston robi swoje bo czytałam że leki też mogą dużo zdziałać jeśli chodzi o zachowanie dziecka ..
Zaczynam 9cs.
Małe podsumowanie poprzedniego, 8cs:
9dc - początek testowania
19dc - pierwszy wysoki odczyt
20dc - wizyta u gin, pęcherzyk mały, owulacji nie było.
25dc i 26dc - szczyt
28dc - ostatni dzień testowania.
33dc - skąpe plamienie kawa z mlekiem, bez skrzepów.
Wykorzystałam wszystkie 20 testów.
2x szczyt, 7x wysoki, 11x niski.
_____
9cs, 2dc
Nie wiem w sumie jak to skomentować, ani jak się czuję. Trochę mam wrażenie, że to wszystko zadziało się obok, że cała ta historia nie dotyczyła mnie, albo wydarzyła się już lata temu, a dzisiaj jestem w innej rzeczywistości.
Myślałam, że będzie ze mną gorzej, gdy rano obudził mnie przeszywający ból brzucha i to uczucie rozpierania w pochwie. Ja już wtedy wiedziałam że będzie czerwono. Nie zabierałam więc ze sobą do łazienki testów, bo moje przeczucie mnie nie myliło.
Nie było rozpaczy.
Raczej znowu byłam wściekła, że dałam się zrobić w jajo i jeszcze wpadłam w tą pułapkę pt. cień cienia na teście ciążowym. 🙄
Bardziej przytłoczyło mnie poczucie, że Was zawiodłam, bo okazałyście mi tyle wsparcia w tej nerowej końcówce, a ja się wyłożyłam jak długa na ostatniej prostej.
Zdążyła się wydarzyć w ciągu tych dwóch okresowych dni sytuacja, w której nie mogłam się odnaleźć.
Musiałam iść do pracy. Nie mam dla siebie wymówek. Tam jestem dla innych, słucham dużo o ludzkim cierpieniu w każdej postaci i staram się pomóc jak tylko potrafię najlepiej.
Słyszę podczas trwania zabiegu "jak ludzie sobie poradzą, jak Pani będzie na macierzyńskim?! Przecież to będzie koniec świata!". Odpowiadam grzecznie i trochę żartem, że najwyżej po roku nieobecności będzie z czym pracować. I wtem słyszę bombę... "ale to MUSI nadejść. Ma już Pani swoje lata, a czas ucieka. Czas najwyższy, niech Pani nie zwleka, bo później będzie tylko gorzej. Kariera w życiu to nie wszystko." i cała ta znana śpiewka.
Zazwyczaj naprawdę mnie to nie rusza, bo przestałam uzależniać posiadanie dziecka jako klucz do wiecznego stanu szczęśliwości. Doskonale też wiem ile mam lat i jakie kroki podejmuję żeby dzieci mieć, więc nie przejmuję się docinkami innych szczególnie obcych osób.
Tylko że akurat to nie był dobry moment na te słowa. Bolało przez chwilę, bo przecież mam uczucia, marzenia i pragnienia, które staram się realizować.
Zdecydowałam się na zrobienie badań hormonalnych, żeby być gotowa na wizytę u nowej ginekolog, a nie wyjść tylko ze skierowaniem na najpotrzebniejsze rzeczy. Jeszcze czekam na wyznaczenie u niej terminu i same wyniki.
Teraz znowu wracam do trybu bycia obok, obserwacji i spokojnej walki, bo co mi innego pozostaje?
Przecież nie odpuszczę.
A Wam dziękuję, bo nie czuję się sama 🤍
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2023, 17:36
7 dc
Ruszyłam dupsko i biegam. W sensie zaczęłam. Mam za sobą dwa dni biegania.
W piątek - 1,40 km, wczoraj - 1,70 km. Myślałam, że będzie gorzej.
Może też i nie jest najlepiej, może nie ma się z czego cieszyć, może nie są to dystanse do dumy, ale...
Ja jestem z siebie dumna. Ruszyłam się.
Jakoś nigdy nie było mi po drodze ze sportem. Natura się ze mną łagodnie obchodziła zawsze i szczupła byłam i bez katowania się na siłowni. Teraz też mam ok. 54 kg przy 164 cm, więc BMI jest spoko. Bieganie jest bardziej dla lepszego samopoczucia.
W ogóle to ułożyłam sobie taki harmonogram, że biegać będę w poniedziałek, środę i piątek, we wtorek i czwartek po pracy lecimy coś podłubać na budowie/działce, weekendy - wiadomo - budowa.
I jeszcze dorzuciłam sobie takie postanowienie, że codziennie będę robić nie mniej niż 5 000 kroków. I weszło mi to tak mocno, że gdy w niedzielę brakowało mi ok. 400 kroków (wg wskazań na zegarku - Mąż mi kupił na Gwiazdkę takiego wypasionego smartwacha to teraz ma szansę się ten sprzęt wykazywać) to... Łaziłam jak poplątana po mieszkaniu. 🤣
Zobaczymy, jak długo będzie się we mnie ten wirus aktywności utrzymywał. 🤣
***
Mąż mi ostatnio marudzi, że nie chce pić Nucleoxu. Zamówiłam mu więc dzisiaj kapsułki Babystart FertilMan. Dorzucę mu do tego Macę i Omega 3-6-9 i będzie miał taki miks ode mnie do suplementacji. Zobaczymy. W sumie rozumiem, bo ja też po czasie miałam już dość Mioveli i przerzuciłam się na kapsułki. O wiele łatwiej mi się je łyka. Sobie dorzuciłam jakieś ziółka Pregnabonisan - podobno na bazie mieszkanki o. Sroki. Zobaczymy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2023, 16:48
Ciąża zakończona 21 października 2023
Jestem 3 dni po okresie, czuje się fatalnie, ranki i wieczory strasznie mnie mdli, zgaga taka mocna jakiej nigdy nie miałam.. gdzie siądę to śpię..
Kiepski czas, może to przesilenie wiosenne?- jakoś staram sobie to tłumaczyć
Wczoraj byłam u koleżanki z pracy która niedawno urodziła, malutki ma miesiac wiec wynosiłam , naprzyrulałam tego kruszka.. niby było super ale w serduszku ściskało, ściskało bo ja też bym własnie urodziła gdyby wszystko sie potoczyło dobrym torem..
Po drodze mijałam chyba z 5 bocianów! i tak sobie myśle, może zatestuje dla ciekawości, moze akurat ten skompy okres nie był typową miesiączką, wkrętka ruszył...
Test oczywiscie jak na złosc pokazał plada drugą różową kreskę.. serdec zabiło mi tak mocno , oblało mnie ciepło ale zaraz po tym , mówię sobie! Heloł! laska ląduj! Nie ma co sie cieszyć.. test pozytywny 3 dni po okresie? To byłby cud! ... może wczoraj bujałam w obłokach i nawet było mi z tym dobrze, może tego potrzebowałam?
Dzisiaj bynajmniej wylądowałam! i nie było to miękkie lądowanie! Test bił bielą po oczach! trafiłam na kolejnego oszukańca!
Tak więc zaczęłam kiepsko dzień, popołudniu jeszcze spotkanie w przedszkolu a po nim obiecałam Heli że pojedziemy na kulki! ta więc dzień zapowiada się bardzo aktywnie!
27 maja - Wizyta u ginekologa.. w końcu się przełamała , wziełam w garśc i umówiłam!
5 maja idę powtórzyć badania i na sama myśl mam juz brzuch ściśnięty ale trzeba sie w końcu pozbierać, odciąc od siebie pewnie rozdział i żyć dalej...
Wszyscy postrzegają mnie jako twarda babkę w wieku 14 lat straciłam tate ,jak miałam 24 lata mame i musiałam sie usamodzielnić... nigdy nie okazywałam słabości, zawsze miałam skorupę a tak naprawdę to jestem jak gąbka.. wyszłam z domu z jedną torba , taki był mój dobytek..
Niby jestem spełniona, robię to co lubię, skończyłam wymarzone studia, Jestem architektem wnętrz.. zawsze o tym marzyłam, mam wspaniałego męża, wspaniałą córeczkę , budujemy dom, mamy dobre prace i tak patrząc z boku mogłoby sie wydawać ,ze czego oni chcą od życia? a jednak zawsze jest cos co staje się nieosiągalne mimo ogromnych wyrzeczeń i wysiłku..
Sen.
W śnie widziałam dwie kreski, ta ważna kreska obok kontrolnej była wielka wyrazista.
Widziałam jak piszę tutaj na forum coś w stylu " wraz z mężem odpuściliśmy i wtedy zdarzył się cud !".
I nagle zerwał się mocny wiatr, który wyrwał mnie ze snu.
7+2
Na co mam ochotę:
*Nabiał (zwłaszcza twarożek i kefir), czyli kwaśne (lipa, bo się staram ostatnio żyć wegańsko)
*Frytki 😆
*Kwaśne zupy
Na co nie mam ochoty:
*Słodycze
*Kawa (piję jedną ale mnie coraz bardziej odrzuca)
*Przetworzone żarcie (typu wege kiełbaski z Lidla etc)
Postanowiłam dać znać, co u mnie, choć w wielkim skrócie to dobrze i spokojnie 😊 Oby jak najdłużej!
Owulacja za 5 dni, a ja od wczoraj mam jakąś tonę śluzu płodnego. Nie da się go przeoczyć nawet przy zwykłej wizycie w toalecie. Po poronieniu mój organizm totalnie się zmienił i bardzo mnie to fascynuje. Nie staramy się oczywiście, ale takie płodne znaki bardzo mnie cieszą ❤️
Odhaczam powolutku wszystkie punkty na mojej liście „to do”. Ale bez stresu. Choć próbuję coraz mniej przywiązywać się do dat, zawsze chciałam urodzić dziecko w grudniu i dlatego w zeszłym cyklu czułam wielką potrzebę wykorzystania szansy. Ale skoro się nie udało, czas przygotować się jak najlepiej do tego, co przed nami.
Plan na ten cykl:
🗓 Oddać krew na badania – ✅
🗓 Wdrożyć antybiotykoterapię na bakterię ecoli - ✅
🗓 Po antybiotyku dużo probiotyków, kefirku i globulek z kwasem mlekowym
🗓 8 maja – operacja usunięcia wierzchołka korzenia zęba + możliwy antybiotyk
🗓 14 maja – termin miesiączki, pobranie kotrolnego wymazu
🗓 Około 22 maja – odebranie wyników i umówienie konsultacji u p. doktor
Wczoraj przyszły moje wyniki krwi. Udało mi się zrobić je na fundusz, w dodatku dołączono mi morfologię, więc mam świeże badania 😊 Pani z przychodni zadzwoniła wieczorem i powiedziała, że gratuluje mi takiego zdrowia! Żelazo się wyrównało, cukier, kwas foliowy, witamina B12, TSH – wszystko w normach. Co do wyników interesujących panią doktor – mam podwyższone przeciwciała IgG EBV (mononukleoza) oraz podwyższone IgM przy rubryczce „bolerioza”. Niestety nie wiem jak to interpretować, wczoraj próbowałam coś wyczytać w internecie, ale się poddałam.
Z racji przerwy postanowiłam troszkę o siebie zadbać. Zamówiłam koenzym q10 i prenacaps ovi z mio-inozytolem i NAC. Koenzym już łykam, ale do tego drugiego nie za bardzo umiem się zabrać i nie wiem, czy warto już teraz go suplementować, czy dopiero w cyklu staraniowym. Podczytałam, że NAC jest też dobry dla mężczyzn i rozmyślam nad kupnem. Ale troszkę się boję dawać coś mężowi bez konsultacji z lekarzem, bo wiecie, ja to ja, ale mojemu najukochańszemu człowiekowi nie chcę zrobić krzywdy jakimiś wymysłami.
Z moją cerą już jest lepiej - nie wiem, czy to zasługa owulacji, czy po prostu znowu przywróciłam jej balans i dobre nawilżenie. Z polecenia pani kosmetolog przed każdym nakremowaniem buzi używam serum hyalu b5 z La Roche Posay. Od dwóch tygodni mam spokój z nowymi krostkami co jest dla mnie czymś WOW! No i ta buziunia taka miękka jak policzek u noworodka - dosłownie ❤️
Z rzeczy „dla mnie” chodzę jeszcze na fizjoterapię, na którą skierowanie dał mi mój dentysta. Chodziło o przeskakiwanie żuchwy, więc zaczęło się od masaży głowy, szyi, karku, po czym fizjoterapeuta zapytał mnie, czy coś mnie jeszcze boli. To powiedziałam, że czasem plecy. W rezultacie co tydzień chodzę na wspaniałe masaże całego ciała i póki co jestem jeszcze zapisana na miesiąc do przodu z możliwością przedłużenia 😅 Fajnie nam się rozmawia przez te pół godzinki i wychodzę stamtąd baardzo zrelaksowana.
Ostatnio doświadczyłam też bardzo miłej sytuacji. Może głupio się tak chwalić, ale.. to było takie urocze i podbudowujące! Weszłam do biura, na co mój kolega powiedział do drugiego kolegi "Ona jest jak promyczek. Jak wchodzi to taką pozytywną aurę roztacza wokół siebie. Widziałeś ją kiedyś smutną?"
Bardzo miło mi się zrobiło i myślałam o tym cały dzień. I prawdą jest, że nawet jak mam gorszy nastrój, a wyjdę do ludzi, których lubię, nie potrafię być smutna czy zła. Choć lubię czasem być sama, to głównie w staraniach czuję się samotna. A to dużo głębsze określenie.
Chciałam Was zapytać o pewną kwestię, która ostatnio chodzi mi po głowie. Zrodziła się już dawno temu, ale od czasu do czasu do mnie wraca. Czasem uważam ją za absurdalną, a innym razem zastanawiam się nad jej sensem.
To pytanie jest też dla tych, którym się udało.
Czy można za bardzo chcieć?
Gdyby zachodzenie w ciążę było tak trudne, większości z nas nie byłoby na świecie.
13 skończonych miesięcy i 2 tygodnie, 81 cm wzrostu oraz 9160 g wagi.
Postanowiliśmy z Mężusiem, że idę na wychowawczy. On dalej jest w domu weekendami. Jeśli poszłabym do pracy, to Berbeciątko nie widziałoby Taty przez 4 dni w tygodniu i dodatkowo Mamy kilka godzin dziennie. Do tego dochodzi kwestia przygotowania nas rano do pracy i żłobka, odstawienia, przyjechania, ogarnięcia obiadu, kolacji, wieczornego ogarnięcia dziecka, jej zasypianie między 21:30 a 22:00, jej od dwóch do nieskończonej wręcz ilości pobudek w nocy... Nie mam siły na pracę, nasza sytuacja, to, że realnie nie ma mnie kto odciążyć, nie sprzyja podjęciu pracy. Nie potrafię sobie wyobrazić takiego funkcjonowania. Już teraz czasem brak mi sił w południe, a jakoś się doczołguję do wieczora. Postanowiliśmy również, że na wiosnę 2023 roku podchodzę do egzaminu zawodowego. W związku z tym powinnam się uczyć, no ale jak tu się uczyć, jak trzeba dziecko ogarnąć i w miarę chatę. Chciałabym mieć też trochę czasu dla siebie, dlatego w dalszym ciągu wspinam się 2 razy w tygodniu i chodzę na jogę raz w tygodniu. Czasem w domu też uda mi się coś poćwiczyć. Żyję kradzionym czasem. Tu ukradnę, tam coś skubnę. 😵
Poprzednio napisałam, że nie myślimy o powrocie po rodzeństwo. No. A jak przyszła @ to pojawiły się myśli "cholera, mogłaś nie przychodzić, przecież ładnie poserduszkowaliśmy w czasie okołoowulacyjnym i innym". Sama nie wiem teraz, czy to rzeczywiste pragnienie kolejnego dziecka, czy już mój umysł Staraczki jest tak nastawiony do @? 🤷
Moje doświadczenie macierzyństwa to niekończące się wyrzuty sumienia. Niekończące się. Jestem z dzieckiem - powinnam się może więcej uśmiechać, być bardziej kreatywna w wymyślaniu zabaw, być na 100% a nie przeglądać internet, czytać więcej książeczek, więcej przytulać i całować, mieć więcej cierpliwości, jestem z dzieckiem - kurde, powinnam potrenować, żeby utrzymać formę i mieć czym ją dźwigać, zadbać o swój kręgosłup. Jestem z dzieckiem - przecież ten egzamin coraz bliżej, od tygodnia nic się nie uczyłam, powinnam się pouczyć. Jestem z dzieckiem, wyjęłam zamrożone pulpety na obiad - cholera jasna, coś pisali, że mrożonki to nie tak, że lepiej świeżo przygotowane. Nie ma mnie z dzieckiem, bo gotuję, robię pranie, korzystam z toalety - powinnam przecież być teraz z dzieckiem. Nie ma mnie z dzieckiem, bo trenuję - powinnam teraz ugotować obiad, poskładać pranie, nastawić kolejną pralkę i powinnam być z dzieckiem. Nie ma mnie z dzieckiem, bo się uczę - powinnam przecież pomyśleć o kolacji, przygotować składniki na jutrzejszy obiad i powinnam być z dzieckiem. Nie ma mnie z dzieckiem i z mężem - wyszłam z koleżankami - tak mało czasu razem spędzamy, jako rodzina, powinnam z nimi zostać, może urządzić Małej kąpiel, może iść na basen? Nie ma mnie z dzieckiem i z mężem, bo wyszłam na rower - dobra, zaraz będę wracać, kondycja może poczekać, ważniejsza jest rodzina.
Generalnie czacha dymi. Bardzo mocno. Wiem, że szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. Wiem, że najpierw muszę zadbać o siebie, dopiero potem o dziecko. Wiem. Nie zmienia to nic w zakresie moich wyrzutów sumienia. W głowie mam całą lożę wewnętrznych krytyków, obsadzonych przeze mnie, obsadzeni są mną. Pracuję z tym, uczę się odpuszczania, ale to naprawdę nie jest łatwe. Co jakiś czas (ten trudniejszy czas) dzwonię do terapeuty, żeby pogadać. I pracuję, wykonuję zadania. Dobrze mi to robi, mam nadzieję, że przyniesie efekty w mojej głowie.
Póki co, udało nam się z Mężem wyjść na randkę. Niania zgodziła się przyjść w sobotni wieczór. Wyszliśmy do knajpki i teatru. W knajpce szybka herbata, ale za to gorąca, wypita razem, bez konieczności czuwania nad Małą. W teatrze bawiliśmy się świetnie, wyszliśmy rozbawieni i stwierdziliśmy, że kiedyś powinniśmy to powtórzyć. Choć jak pożegnałam się z córeczką i zamykałam drzwi domu, to chciało mi się wymiotować ze stresu, byłam bliska zapakowania Berbeciątka z nami do samochodu, to jednak to wyjście rodzicielskie było fantastyczne. Było też nam potrzebne. 💕
Są wyniki drugiej bety!
Nawet w najśmielszych marzeniach nie myślałam, że będzie tak dobrze!
BHCG 595
Progesteron 38,5
Zaraz bazgrzę maila do doc. Paśnika 

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2021, 13:33
11w1d
Byłam dzisiaj w pracy. Powiedziałam szefowi o ciąży i planowanym l4. Tak samo w kadrach żeby się nie zdziwiły że mi się podstawa zwolnienia zmieni.
Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować, bo i szefowi i kadrowej powiedziałam że to wszystko jeszcze świeże i może być różnie....
Teraz się stresuję że to będzie taka samospełniająca się przepowiednia 😔 Tak bardzo bym chciała żeby Mały Ludek urodził się cały u zdrowy.
Potrzebuję USG na cito, a to dopiero 4 maja, za 2 tygodnie. Nawet nie mam jak sprawdzić czy On/Ona (jakoś podświadomie czuję że chłopak) tam jest...
Jak żyć???😱 JAK przetrwać te dwa tygodnie🫤
Za godzinę mam neurologa. Jestem w szoku, bo umówiłam wizytę z dnia na dzień. Jak byłam w ciąży z M. To nikt się nie przejmował ustawą, że ciężarne mają wizyty bez kolejek.... Może przez te 3 lata coś się zmieniło na plus🤔
7 dc
W całych tych staraniach w naszym związku to ja jestem tą panikującą, a mój Mąż jest tym opanowanym. Chwilami kocham Go za to jeszcze bardziej. Chwilami Go za to nie znoszę. Nie znoszę, kiedy nie pokazuje po sobie, że Mu zależy, że przeżywa. Kocham, kiedy ja jestem w rozsypce, a On okazuje niesamowity spokój. Ten Jego spokój uspakaja też mnie.
Z: Boję się przyszłego tygodnia.
M: Czemu?
Z: A jak coś wyjdzie nie tak w tych badaniach?
M: I po co Ty o tym myślisz? Będziemy się martwić, jak wyjdzie nie tak. Póki co wszystko jest OK.
(...) albo
Z: Wiesz, że inseminacja będzie trochę kosztować?
M: Aha. Ale to jeszcze nie teraz?
Z: No nie. Myślę, że może we wrześniu?
M: To do września jeszcze dużo czasu. Może nie będą potrzebne pieniądze.
Z: Nie zrobimy tego na NFZ...
M: Może nie będziemy musieli? Przestań wybiegać tak w przyszłość.
Odebrałam wyniki histpatu z kolonoskopii i jest przewlekły stan zapalny. No to teraz trzeba się jeszcze pobujać po lekarzach i to sprawdzić. Najpierw ogólny, a później gastrolog?
Ciężko znaleźć już czas na te wszystkie wizyty i bujanie się od lekarza do lekarza reż męczy...
18 maj- badania w szpitalu na reumatologi. Nie wiem co mi zrobią ale mam nadzieję, że nic nie wyjdzie i odetchne z ulgą. Jednak liczę na komplet badań.
21 czerwca - histeroskopia. Zdecydowałam się na szpital w innym mieście, nie tu gdzie mi to łyżeczkowanie spaprali.
Do histero muszę ogarnąć anestezjologa, badania i cytologię. Też latanie niestety.
A tymczasem praca, dom choć myślami jestem już na majówce nad morzem. Chcę wziąć głęboki oddech i ruszyć do przodu.
No i to mój limit palenia fajek. Wracam z urlopu i basta.
Rok temu o tej porze sprawdzałam poraz ostatni czy napewno mam wszystko w torbie do szpitala. Wyjmowalam, przekladalam, dokladalam, wykladalam i nie moglam sie zdecydowac. Nie balam sie jechac. Nie balam sie pobytu na patologii, nie balam sie cesarki ani bolu po. Balam sie o zycie swoje i malego. Mogę śmiało napisać że rok temu zaczęłam najpiękniejszą przygodę swojego życia.
Kocham tego łobuza najbardziej na świecie. Mały jest bardziej podobny do mnie,ma mój charakterek...ojjjj będzie między nami iskrzyło :p już potrafi pokazać że coś mu się nie podoba a jak zacznie mówić to nie wiem co będzie 
Jego uśmiech, śmiech i pełne radości oczy wynagradzają mi każdy ból który musiałam przejść aby go mieć ❤
8 miesięcy 6 dni
Sytuacja jest nadal dramatyczna, a ja jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Codziennie sobie mówię, że nie będę się przejmować tym, że nie chce jeść, a potem nadchodzi pora posiłków, ja mam ściśnięty żołądek, zaczynamy spokojnie na luzie, on otwiera buzię do pierwszej łyżeczki, a potem następuje koniec, zajmuje się wszystkim tylko nie jedzeniem, wogle się nie skupia na jedzeniu. Był moment kiedy jadł pięknie, zjadał 60g kaszki rano i 90g obiadku, a teraz wszystko trafia do śmietnika 😭 Jestem załamana, nie wiem jak mam mu pomóc. O BLW wogle mogę zapomnieć, bo wszystko co bierze do rączki od razu ląduje na ziemi, nic nawet nie jest kierowane w stronę ust. Muszę znowu udać się do neurologopedy, bo na pewno potrzebujemy pomocy.
Tak poza tym jest przkochany, wiecznie uśmiechnięty, wczoraj zaliczył pierwszy samodzielny siad, zaczyna się wspinać i wstawać, ogólnie daje nam mnóstwo radości. Spacery trochę się popsuły, ale to pewnie wina skoku rozwojowego i liczę, że wszystko wróci do normy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2023, 08:57
Jesteśmy po 2 dniach adaptacji w żłobku nr2 - wozi Tata. Pierwszy dzień było sprawnie i szybko.. płakał w czasie godziny raz jak po Niego przyjechałam to mina niewyraźna ale z Ciocia piątki przybijał i przytuli się nawet. W domu normalnie wszystko. Dzis mamy dzień 2 - na początki płacz.. jak po Niego przyjechałam tez płakał.. dalej jednak mówi „tak” ze jutro jedzie do dzieci… ciężkie to wszystko… bije się z myślami, bo jak uda się utrzymać ciaze to będę chciała Go wypisać.. myślałam żeby pochodził do 1szych prenatalnych - a ja do pracy ile dam rady w granicach pierwszego trymestru… oczywiście się łamie.. ale musze dalej iść w to żeby mieć zabezpieczenie w razie w.. jest jeszcze tak wcześnie i tyle może się wydarzyć..
za tydzień już w pracy będę ciekawe jak będzie… jak będzie złe to ide szybko na l4 a gdyby coś to wracam.. nie ma się co przejmować a jak ok to
Może coś pochodzę.. czas pokaże..
ta druga ciąża to jakaś abstrakcja.. czuje się dobrze, śpiąca jestem wieczorem, czasem coś mi mini niedobrze, dzis skończone 6 tc.. mysle czy fala mdłości przede mną czy może tym razem mnie ominie.. biorę wszystko jak jest, wiadomo. ❤️ chciałoby się już mówić głośno o ciąży, zwłaszcza, ze moim zdaniem zwłaszcza popołudniu widać już coś, ale wiadomo poki co za wcześnie duzo za wcześnie.. czekam cierpliwie na 8go maja i wizytę.
Śledzie znowu wjechały jako główny przysmak 🤣 słodycze o dziwo by mogły nie istnieć.. ciekawe czy drugi Chłopak się trafi - jest mi to zupełnie obojętnie ważne żeby był/a ❤️😍
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2023, 10:43
9 dc
Dziwna sytuacja dzisiaj mnie spotkała. Rozmawiałam z naszą przyszłą sąsiadką. Starsza Pani, Babcinka wręcz bym powiedziała. Zresztą bardzo sympatyczna Babcinka, dużo nam organizacyjnie pomogła, jak zaczynaliśmy się budować na tej naszej wsi i jeszcze nikogo tam nie znaliśmy. Wpadam czasem do niej na herbatę, na "ploteczki" i spytać o zdrowie. Jak trzeba to i mój Mąż coś jej pomaga, bo niby ma wnuki na miejscu, ale wszystko robi wokół tego swojego domu sama... Dzisiaj zadzwoniłam, bo miałam sprawę, bo pomagam jej z jednym tematem z racji zawodu. Obgadałyśmy, co trzeba. Później taka rozmowa typu "gadka szmatka". I w pewnym momencie ta Sąsiadka mówi do mnie: "wie Pani, ta nasza wieś to bardzo płodna jest, tu po Waszej stronie to ta ma dwoje, ta ma troje, ta nie mogła długo zajść, a teraz ma dwoje, dużo bocianów przylatuje, doczekacie się tutaj dzieciaczków z Mężem... wie Pani... ta moja nowa sąsiadka jest teraz w piątym tygodniu... też długo się starali... trzy straty miała, więc teraz od razu na zwolnienie poszła, bo bardzo się boją... ale tutaj się sprowadzą za chwilę to wiadomo, że teraz już wszystko będzie dobrze... u Was na działce, jak ostatnio spacerowałam też bociana widziałam... doczekacie się z Mężem dzieciaków tutaj... zobaczy Pani..." I jak Kobietę uwielbiam, tak nie wiedziałam, co mam powiedzieć, bo nie rozmawiałam z nią nigdy o naszych problemach, więc palnęłam tylko "jak Bóg da" i szybko się pożegnałam. WTF?! Chyba jeszcze jestem w szoku po tej rozmowie...
Po wizycie u Pani dr entuzjazm opadł... Pomyślałam, że mimo wszystko, mimo starań, leków, leczenia 'nieprawidlowosci' ja w dalszym ciągu nie mam kontroli nad tym czy zajdę w ciążę czy nie. Może być przecież tak, że to nic nie da.. ale wczoraj poczytałam pamiętnik jednej ze staraczek i pojawiła się nowa nadzieja
bo przecież od zmiany lekarza, leczyliśmy u Męża bakterie, a u mnie drożdże (mam nadzieję, że skutecznie), poza tym jestem już około 50dnia kuracji przeciwwirusowej i po 1 kroplówce z intralipidu i zaczęłam jeść więcej i staram się jesc więcej tłuszczu. Znalazłam Pana który sprzedaje swoje jajka przepiórcze więc zgodnie z zaleceniami będę się starała zjadać je codziennie. Przecież to nie są zmiany kosmetyczne. W ręce Boże..
Chciałabym jeszcze wcześniej kłaść się spać i pić więcej wody ale mi się w ogóle nie udaje
już nie mam pomysłu jak to zmienić..
Wypatruje owulacji. Dziś temperatura jeszcze nisko, ale od wczoraj czuje 'jak ze mnie Leci' i obserwuje trochę rozciągliwego śluzu. Aplikacja wycofała swój prognozowany termin owu, więc polegam na objawach organizmu.
Poza tym mam pewien problem, który psychicznie kosztuje mnie więcej niż nieudane starania o dzieci. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że będę miała taki problem. Życie jest nieprzewidywalne..
5dc
Wczoraj mąż był na badaniach nasienia. Raczej nie spodziewałam się rewelacji po jego cyklach na testosteronie, który zakończył dopiero pod koniec lutego, ale wyniki nie są takie złe.
Na 0,5 miał 121 mln plemników, w tym 30% z ruchem postępowym, a w tym 10% o prawidłowej budowie. 10% wydaje się wcale dużo, ale czytam, że norma to 2%-4% więc jest chyba jest całkiem spoko.
Czego się nauczyłam z poprzednich cyklów - nie ufać apce, tylko testom. Kierowałam się głównie apką i przegapiłam peak. W tym sensie, że jak pojawił się na testach, to mężowi już się nie chciało i nie miał czym.
Bardzo dziękuję Madeline i Aurore. Jesteście cudne. Tylko dzięki Wam nie dostaję do głowy i nie mam takiej gorączki na to dziecko. Łatwiej znaleźć mi wewnętrzny spokój, a jednocześnie nadzieję, że jak będzie to będzie i już. : ) Zawód okresem trwa max dzień, a potem znowu nabieram energii.
Wiadomo, wszystkie bardzo pragniemy dziecka, ale nie doceniamy tego, co mamy jeszcze (bo to się zmieni przecież) zanim go nie ma.Nie musimy do nikogo wstawać w nocy, nie musimy znosić kolek, możemy jechać gdzie chcemy, nic nas nie ogranicza. Warto cieszyć się tymi chwilami i tym stanem, podczas przygotowań do rodzicielstwa.
Dużo kobiet zapomina, że etap ciąży nie kończy się tylko na ciąży. Jestem mamą i wiem, że po ciąży następują jej konsekwencje. Jasne - te malutkie rączki, ten słodki uśmiech, ta bezwarunkowa miłość, ale oprócz tego mega trudne momenty, naprawdę. Wcześniej wspomniane nieprzespane noce, jego płacz bo nie potrafi inaczej wyrazić potrzeb, mój płacz bo nie rozumiem dlaczego płacze. Sprawy urzędowe, które potrafią wyprowadzić z równowagi, ból po porodzie, wieczne zmęczenie. Często „uwięzienie” w domu z maleństwem. Potem zamartwianie się o stan zdrowia, o różne inne rzeczy wszelakie.
Nie chcę demonizować teraz pierwszych miesięcy macierzyństwa, bo jest mimo tych trudności piękne, ale raczej chodzi mi o to, że czasem trzeba spojrzeć na to oczekiwanie na ciążę jako czas, gdzie można odetchnąć pełną piersią. Korzystać. Poczuć spokój. I jak będzie ten spokój, to i brzuch urośnie
Tak myślę.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.