Napisałam znowu jakiś długi wpis, uznałam, że nie oddaje perfekcyjnie moich uczuć, które mną targały i... go usunęłam całego.
Przepraszam za sytuację, nie obiecuję poprawy.
Tak to jest, przespałam się kilka dni z tymi myślami, to zupełnie inaczej je postrzegam. Musicie wybaczyć. Dalej jest to dla mnie ciężkie, dalej bardzo w głowie biją się ze sobą dwa wilki:"-idź na in vitro -nie! -czemu? -bo wtedy będzie oznaczało, że na tym poletku się poddałam a ja tak lubię walczyć!". Wynik drożności pt. "niedrożne oba" zdjąłby mi z barków duży ciężar i rzucił w wir, o którym aktualnie trochę marzę - przyznam się.
Ale co ma być, to będzie.
14.05 wizyta z moją prowadzącą lekarz w poradni.
Wróciłam do biegania. Nie lubię biegać jak jest widno... Stałam się sensacją wiejską, ludzie wychodzili specjalnie po to, żeby popatrzeć jak biegam. Jeszcze żeby było na co... Balansuję na granicy z nadwagą, do tego mam wielki brzuch, który mimo braku nawet nadwagi już kwalifikuje się jako otyłość brzuszna, ja zasapana i zasmarkana, zipiąca jak parowóz, czerwona, bo kondycja nie taka, a oni perfidnie WYCHODZĄ do płota, żeby się jopić jak walczę o życie. Szkoda, że pół roku temu jak trzaskałam półmaraton bez zadyszki to nikt nie widział... I wiecie, żeby to jeszcze tylko stare dziadki, znudzone życiem obserwowały tą jakże niesamowitą atrakcję... No nie, jakieś młode łebki też wychodziły. Gdyby nie to, że byłam walcząca o życie, pewnie zapadłabym się pod ziemię. 🥴
Nie ciągnie mnie do testowania w ogóle. Oby jak najdłużej. Teraz chcę udowodnić przed samą sobą, że absolutnie NIE PĘKNĘ. 🍀 Póki nie mam testów to nie sikam, bo nie ma na co. Najprostsze rozwiązanie.
Dzisiaj planuję zrobić porządek w dokumentacji medycznej. Mam segregator, więc wrzucę tam wszystkie dotychczasowe dokumenty medyczne i opatrzę je stosownymi przegródkami.
Do tego zamówiłam lampkę nocną - dinozaura. Marzyłam o niej kilka miesięcy. Niech będzie na szczęście. 🥺

Założyłam też w akcie desperacji Instagrama, żeby wrzucać tam płodnościowe marudzenia podczas załamania nerwowego. Nie zawsze widzę zasadności opisywania tych smętów tutaj - uważam, że mój pamiętnik jest stworzony do poważniejszych celów, a nie po to, żeby wrzucać zdjęcie nr 10 białego testu i marudzić, jak to mi w życiu źle zwłaszcza, że często szybko po tych depresyjnych stanach się najzwyczajniej w świecie podnoszę. 
To miejsce również będzie kontynuowane - tak jak dotychczas. IG ma być dodatkiem uzupełniającym. 
Jakby ktoś reflektował to zapraszam na bezciazowa.kluska. Nie ma tam za wiele ale pewnie się to zmieni.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2024, 14:19
30+0 tc.. jak pomyśle, ze z Synem w ciąży miałam zaledwie 5 tygodni do porodu, to lekki stres mnie dopada, chociaż w komodzie ubranka dla Córeczki wyprane, generalnie wyprawka wydaje mi się, ze skompletowana, poprana. Za drugim razem tez jakoś łatwiej, bo rzeczy po pierwszym bobasie są. Zostaje złożyć łóżeczko, wózek, ale to mysle będzie czas nawet Mąż może ogarnąć jak już w szpitalu będziemy, albo jak będzie bliżej planowanego terminu porodu. Szpital wybrany, torba do porodu mysle na dniach będzie gotowa, bo rzeczy już w miarę mam tez zgromadzone. Malutka wazy 1,5 kg 🥰😍❤️ mój Lekarz nie ma zastrzeżeń, ja jestem poki co spokojna.
Szkoda, ze łapie mnie jakieś choróbsko… 🤦♀️🤷♀️ oby to nic poważnego nie było..
Edit: Mam covida.. oby tylko nie wpłynął na Malutka…
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 października 2023, 16:55
Hejka 🥰
Dzisiaj biegnę z aktualizacją co u mnie podziało się przez te 3 tygodnie.
Po wizycie z powyższego postu dotyczącej diagnostyki, dostałam skierowanie na monitoring z zastrzykiem i tym monitoringu okazało się, że pęcherzyk jeszcze nie urósł dostatecznie by podać zastrzyk więc lekarz obliczył kiedy urośnie do prawidłowego rozmiaru i kazał podać ovitrelle za 3 dni po wizycie i pokazać się już na kolejny monitoring by sprawdzić czy pęcherzy pękł. Ogólnie już wtedy wywnioskował, że rośnie wolniej niż standardowo. Więc dwa dni po podaniu zastrzyku przyjechałam na monitoring, z podekscytowaniem udałam się do gabinetu lekarza i ..... usłyszałam słowa, które jak dzwon wybrzmiewały przez dłuższą chwilę w mojej głowie-"No niestety pęcherzyk nie pękł, zapadł się...". Wiedząc, że już ten cykl jest stracony i tak zapytałam o to lekarza by ostatecznie potwierdzić moją myśl. Mój entuzjazm i zwykle pozytywne nastawienie upadło na podłogę. Doznałam wielkiego zawodu bo w głębi duszy miałam nadzieję, że jednak się uda, choć to było mało prawdopodobne przy pierwszy stymulowanym cyklu i jeszcze z problemami zdrowotnymi. Żeby nie utworzyła się torbiel dostałam duphaston na wywołanie @ i leki do stymulacji w kolejnym cyklu oraz polecenie by pojawić się kolejnym razem w 10-12 dc. Po tygodniu od przyjęcia ostatniej tabletki pojawiła się @ i rozpoczęłam nowy cykl, także nadal jesteśmy w grze
Nie tracimy nadziei i walczymy jak lwy o upragnione dziecko. Wierzę, że i na Nas przyjdzie czas....
Ten miesiąc jest mój, ponieważ to w październiku mamy rocznicę ślubu i są moje urodziny! Tyle szczęśliwych chwil do celebrowania. Może spełni się moje marzenie o zastaniu rodzicem💚🍀
Do następnego, ściskam mocno 
Moje życie to ostatnio rollercoaster. Dawno nie pisałam, bo nie miałam kiedy.
Byłam u 'normalnej' ginekolożki, która pracuje na Polnej. Owszem mój polip był pięknie widoczny na USG, więc wręczyła mi skierowanie na histeroskopie. Jajników policystycznych nie stwierdziła. Nie miała czasu, żeby ze mną dłużej porozmawiać, bo spieszyła się do przedszkola. Czaicie? Chciałam zapytać jeszcze o droznosc, ale nie zdążyłam. 'Widzimy się na oddziale, a po zabiegu na pewno uda się zajść w ciążę ". No jasne. Takich rzeczy nie mówi się 🦕... Za dużo rzeczy już widziałyśmy. Termin zabiegu na NFZ wyznaczyli mi na 21.11. Przed mam zrobić tylko morfologię.
W pracy okropnie stresująca atmosfera. Zachowanie mojej kierowniczki zaszło za daleko.. Poczułam, że to najwyższa pora, żeby oczyścić atmosferę. Myślę, że czeka ją wypowiedzenie i tylko to trzyma mnie przy tym, żeby sama go nie złożyć 😜 Cała ta sytuacja to półtora tygodnia bardzo kiepsko przespanych nocy. Mnóstwo nerwów i negatywnych myśli. Skończyło się tym, że się przeziębiłam. I ogólnie to już mi się tak po prostu nie chce.
W przyszłą środę miałam iść do dietetyk z cała lista wyników. Nie mam jak ich zrobić, bo jestem chora, a jej zależało na higienie badań. No nic nie idzie zgodnie z planem. Nic. Muszę to wszystko przemyśleć.
Umówiłam się też do nowej lekarki od niepłodności, która przyjmuje też na Polnej. Zapytam o drozność i plan, a właściwie harmonogram działania. Bo może bez sensu robić teraz drożność, jak nie wiemy co u Starego? On kontrolne badania robi w grudniu. Wtedy będzie też decyzja o ewentualnym zabiegu na żylaki. Trudne to wszystko.
8 miesięcy
Bardzo lubię te podsumowania. Ostatnio pisałam o zdjęciach na macie, wtedy jeszcze cierpliwie pozowała, w tym wypadku zrobienie jej zdjęcia graniczyło z cudem, leżenie na plecach jest przecież takie nuuuudne 😅
Raczkuje już na całego, jest dosłownie wszędzie, a matka ma oczy dookoła głowy, a jak nie ma to są szkody 😂 najbardziej mnie śmieszy jak popyla za robotem odkurzającym, on jest głównym motywatorem do przemieszczania się 😂 Drzemki dzienne już mamy dwie, z RD bywa różnie, są lepsze i gorsze podejścia. Mamy chyba jakieś początkowe objawy lęku separacyjnego, nieraz nie mogę zniknąć jej z oczu, bo od razu jest płacz 🫣
No i zaczęła w końcu gadać! 1 października po długich cichych dniach, pierwsze jej słowo, które wybrzmiało to... "tata!" 😂 Nie ukrywam, liczyłam na "mamę" ale niech mówi cokolwiek, byleby mówiła, bo już się zaczynałam martwić 😂 No i tak gada w kółko to jedno słowo, a tatusiowi klata rośnie z dumy 🤭❤️ Chociaż od wczoraj umie już "papa", no i dziś wyszło niewyraźne "mama", więc jest postęp 😂
Krótka refleksja:
Zawsze słyszałam, że najbardziej widać upływający czas po dzieciach. I to faktycznie prawda. Jak widzę noworodki na spacerach to sobie myślę, że jeszcze niedawno sama miałam takiego bobasa w gondoli, a teraz już duża panna siedzi w spacerówce i obserwuje świat ❤️ Muszę też wspomnieć, że często myślę o naszej przygodzie w klinice, o podróżach tam, badaniach. I mimo, że wiem że to już niby za nami to nie tak do końca, bo mamy przecież zarodek, który na nas czeka. Na samo wspomnienie powrotu tam mam ciarki.
KPI - (karmienie piersią inaczej)
czyli historia mlekiem i łzami płynąca
Jeszcze będąc w ciąży obiecałam sobie, że nie będę się dręczyć katować jeżeli karmienie piersią nie wyjdzie to z czystym sumieniem będę dokarmiać maluszka mlekiem kozim (nie modyfikowanym tylko czystym kozim mlekiem)
Dziś jest 2 dzień jak przytulam moją malutką kruszynkę ze łzami i walczę o każdą kropelkę mleka... W szpitalu idąc po porcję mleka modyfikowanego ryczałam z bezsilności, wiedziałam że ta przygoda łatwa nie będzie ale zrobię wszystko żeby wykarmić córeczkę... W 1 dniu w domu zaczęła się walka, bardzo nierówna walka... płaczący noworodek, brak mleka, h%%€@jowy laktator ręczny i zegarek w 4 literach... co 3h jak w zegarku malutka płakała o jedzonko a ja razem z nią z dojarką na piersi...
UDAŁO SIĘ!!! Mam mleko! Udało się ściągnąć tyle żeby kluseczka się najadła... teraz było już tylko lepiej. Jakieś wspomagacze herbatki ziołowe, femaltiker, masaż piersi i dojarka i tak jakoś kulaliśmy... Z czasem odkryłam że kruszynka opróżniała całą pierś a dalej się nie najadła i szuka butelki, wtedy nieświadomie stałam się mamą KPI ściągałam mleko, widziałam ile go jest, widziałam ile malutka wypiła i było mi jakoś łatwiej na duszy wiedząc że kruszyna się najada no ale... ALE słowo psujące całą dobrą historię... dojarka ręczna używana w systemie 7..5..3 min... 30 min wyjęte z życia, boląca ręka i ten skrzypiący dźwięk zaczęły doprowadzać mnie do szału i zaczęły się poszukiwania lepszej, elektrycznej, podwójnej dojarki... ceny z kosmosu... wygoda = 💰, więc zaczęłam szukać używanych i w końcu trafiłam i kupiłam sprzęt dający mi świadomość że daję dziecku to co najlepsze choćby na około i tak kulało się do dziś... zaczyna się kolejny dzień a ja znowu tule moje małe szczęście i ryczę bo mleka jest coraz mniej... zaczyna brakować na 1 porcję a mi serce ściska że nie dam mojej kluseczce tego co najlepsze dla niej...
Trudne to, nie spodziewałam się że taka naturalna rzecz dla ssaka jak wykarmienie swojego potomstwa stanie się dla mnie walką i zadręczaniem się żeby wycisnąć choć najmniejszą kroplę mleka... choćby jedną żeby dać małej choć troszkę białego płynnego dobra...
11 dc
Dzisiaj miałam pierwszy (i okazuje się, że ostatni) monit przed IUI. Na USG pokazały się dwa pęcherzyki po 18mm każdy. Jeden na lewym, drugi na prawym jajniku. Estradiol wyszedł zacny, bo 156,3 pg/ml. Przy poprzedniej stymulacji w tym samym dniu cyklu wynosił ledwo 70!😯 Jak do tego doszło nie wiem, chciałoby się zanucić. 😅 Nic nie zmieniałam w stosunku do poprzedniego cyklu, nic nie dodawałam, nic nie odejmowałam. No, może jest mniej stresu tą procedurą całą. Faktycznie bywały dni, kiedy myślałam sobie "na UJ mi to". Nawet dzisiaj, czekając na monit.
Także IUI w poniedziałek. Na 9.00 Mąż ma dowieźć nasienie. Dostałam od Pani Doktor receptę na dopalacze dla Niego, żeby tym razem nie było niespodzianek. Jeszcze Mu nie powiedziałam. Poczekam na odpowiedni moment. Póki co przyjechaliśmy na budowę, trochę działamy, trochę się spinamy. Na szczęście te spiny to bardziej efekt stresu, więc trochę się poobrażam, a wieczorem i tak zaciągnę chłopa do łóżka. Co prawda mamy od dzisiaj zakaz ⛔️ zbliżeń, ale i tak musimy "spuścić" stare plemniki.
Na marginesie - czy tylko ja jestem bardziej drażliwa w dni płodne?
Sama IUI w poniedziałek na 11.00. Mogę przyjechać sama, mogę z Mężem, co by trzymał mnie za rękę. Jutro muszę jeszcze zapodać sobie Ovitrelle. Ostatnio było łatwiej, bo podała mi je Pielęgniarka w klinice. Teraz muszę zrobić to sama. No cóż... Jakoś dam radę. Nie mam wyjścia innego.😉 Mąż jak tylko widzi igłę to blednie, więc nie pomoże.
Przy okazji zbadałam witaminę D3. Wynik wyszedł 36,14 ng/ml. Jak na suplementację 50 µg (2000 IU) to chyba szału nie ma, chociaż w normie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2023, 13:42
Duźo czasu minęło, ale może zacznę od konkretów - czyli aktualizacji…
Szwy dawno ściągnięte - rany elegancko zagojone 👍🏻
Wizyta u gin potwierdziła, że w środku wszystko wporządku. Po torbieli ani śladu 👍🏻 W 14dc piękny pęcherzyk dominujący, endometrium 9mm, z objawów mogę powiedzieć, że w 17dc była owulka, a dziś w dalszym ciągu brak ciąży.
Wizyta w klinice,
Wszystko JAKBY elegancko, aczkolwiek.. wyniki z biopsji, dokładnie pobranych komórek nk i plazmatycznych nieco mnie zaniepokoiły.. Lekarz z kliniki zaproponowała IVF metodą ICSI, ze względu, że
1. Słaba morfologia (1.5%)
2. Moje jajowody były przytkane co skutkuje tym, że rzęski które są w jajowodach - mogą nie funkcjonować poprawnie i nie popychają jajeczko w dobra stronę.
Spojrzała jeszcze na wyniki nk i plazmatyczne jednak nie odniosła się do nich… Dzięki jednej dobrej duszyczce stąd, mogłam się dowiedzieć co nieco z opisu (jest w j.niemieckim) za co bardzo dziękuję ❤️
Nie spodziewałam się żadnej innej reakcji i odpowiedzi ze strony kliniki, w Niemczech patrzą na immunologię bardzo pobieżnie jak i wcale.. uważają, że to nie jest przyczyną. A ja czuję inaczej, wiem, że jeszcze nie wszystkie opcje zostały wykorzystane. Chce zrobić jeszcze badania, w sumie cały szereg badań. W tedy mogę decydować się co dalej. Póki co odpuszczam.
Jak umówię wizytę u jednego lekarza z polecenia w Poznaniu, odbędzie się wizyta - w tedy będziemy wiedzieć co dalej. Jakie badania, jaka decyzja.
Na razie cisza, spokój, bez parcia.. odpuścić się do końca nie da, ale bardziej wyluzować może się uda…
Z innych spraw ? Moje dwie ósemki już wyrwane 💪🏻 niestety chirurgicznie. bałam się okropnie, najwięcej miałam bólu psychicznego niż fizycznego… Lekarz zadbał abym nie czuła nic - czułam że coś się tam dzieje i jak ciągnie ząb - ale bólu zero 👌🏻 Dopiero dzisiaj, po 2 dniach, w nocy już i nad ranem spuchłam z jednej strony i bolało.. bez ibuprofenu sie nie obeszło 🥲 jeszcze dwie zostaną, akurat przed roczkiem chrześnicy, no super.. próbowałam przełożyć ale brak wolnych miejsc a już i tak wiele razy odwlekałam. Więc no cóż 🤷🏼♀️ przeżyję 🥲👍🏻
Okres miał się niby dzisiaj pojawić - wszystkie znaki na niego wskazują, czekam cierpliwie. Mam nadzieję, że mnie oszczędzi już ból 🥲
EDIT : wieczorem zaczęłam plamić, rano (19.10) pojawiła się w pełnej okazałości jej wysokość małpiszon 👑
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2023, 18:06
Będzie dość krótko i konkretnie.
W poniedziałek miałam monitoring. Pęcherzyki do 7mm (dużo różnych jak to u mnie), endometrium 4mm. Udało się wyłapać infekcje więc dostałam Pimafucin na nią. Pobrano również wymazy. Nadżerka zaczęła krwawić.
W czwartek na monitoringu nic nie urosło (11 dzień cyklu), dalej pełno takich samych małych pęcherzyków. Z każdym USG mam wrażenie że jest ich więcej. Endometrium 2mm.
Czyli owulacji jednak nie będzie? Ja na pewno nie będę czekać.
Wyszła mi zła cytologia. L-SIL (HPV) i CIN1. Lekka dysplazja szyjki macicy, w kodzie stał nowotwór 1 stopnia. Straszne to nazewnictwo ktore nowotworu nie oznacza. 😪 Dostałam wczoraj na wizycie skierowanie na kolposkopie do szpitala, udało się ją wykonać dzisiaj.
Okropnie nieprzyjemne badanie. Najpierw oglądają szyjkę macicy pod wielkim powiększeniem na sucho (wycierają wszystko), potem przecierają ja roztworem 5% kwasu octowego, a na końcu jodyną.
Oczywiście na kolposkopii moja szyjka macicy po kwasie zabarwiła się na biało (nie powinna), a po jodynie się nie zabarwiła (a powinna).
Zrobiono mi od razu biopsję i pobrano 5 wycinków (nie bolało za specjalnie, porównywalne z uszczypnieciem, ale czuć było każde naciągnięcie szyjki i każde ucięcie tkanki, okropnie nieprzyjemne badanie...) oraz wyłyżeczkowano kanał szyjki macicy, co było najmniej przyjemną częścią badania i zrobiło mi się wtedy niedobrze i słabo.
Miesiąc czekamy na wyniki. Tydzień mam wstrzemięźliwości. Dalej mogę brać Pimafucin który dostałam na infekcje (udało się ją wyłapać).
Czekam aż się wygoję, zrobię monit/estradiol i zacznę brać luteinę. Chyba że lekarz z programu zaleci inaczej, koordynatorka ma się go podpytać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2023, 17:45
Wróciłam z wojaży. Sama się sobie dziwię jak ja to przeżyłam 🙈 Nocne loty, godziny wykładów, wieczorne zasiadane, wielogodzinne i oczywiście zakrapiane alkoholem kolacje, na których piłam hektolitry wody i herbaty i odliczałam godziny do powrotu do hotelu.
Czuję się natomiast wyjątkowo dobrze. Nadal. Czasem mnie coś przymdli, czasem mam ochotę na drzemkę, ale suma Summarum - wszystko inaczej niż w tej poprzedniej ciąży. Bardzo bałam się wczorajszego dnia (5+0), bo wtedy zaczęły się bóle jak na okres, na które nospa mi nie pomagała, plamienia i krwawienia. Teraz jest spokojnie. Wiem, że to nic może nie oznacza, ale staram się cieszyć każdym spokojnym i dobrym dniem. Jak mam dostać strzała, to i tak dostanę. Wcześniejszą paranoją tego nie zastopuję, jeżeli z ciążą coś jest nie tak.
Mam natomiast jakąś infekcję. Jutro idę z tym do gina z Medicover i zobaczymy. Poproszę o wymazy.
Czy kusi mnie dalsze robienie bety i analizowanie przyrostów? Oczywiście, chociaż mniej niż przed wyjazdem. Pożyłam chwilę normalnym, pracowym życiem, wyszłam z dresów i czeluści swojego mieszkania i tym samym jakoś się zdystansowałam.
Plan jest taki, że jutro gin, ogarnięcie sprawy infekcji / podrażnienia od luteiny, wizyta u profesor: 26.10 (może tuż przed zrobię betę i proga bo chciała; mam z zeszłego tygodnia i nie wiem czy to ma być bardzo aktualne czy po prostu beta u prog w ciąży).
Na USG w klinice jestem umówiona dopiero na 7.11, po powrocie mojego lekarza. Chciałabym w spokoju do tego czasu wyczekać.
No i oczywiście jestem już tym dniem przerażona.
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 października 2023, 19:20
To już połowa 11 tygodnia, bo z USG wychodzi, że dzidziuś jest większy o 2 dni 🥹 bardzo bałam się wczorajszego badania, ten pierwszy trymestr przeczołgał mnie prawie od samego początku. Zaraz po tym jak dowiedzieliśmy się o ciąży, dowiedzieliśmy się też, że nasz piesek ma 2 duże guzy na jelicie i wymaga pilnej operacji. Wcześniej nie było żadnych objawów, na początku lipca zabraliśmy ją jeszcze na tydzień w góry... walczyliśmy ponad 3 tygodnie o jej zdrowie, ciągłe podróże Polska-Niemcy, czasami w środku nocy. Mnóstwo leków, badań, płaczu i stresu co przyniesie jutro. Niestety gasła, z dnia na dzień po prostu gasła. Zrobiliśmy wszystko, żeby ją uratować, ale nasz najlepszy przyjaciel odszedł. Strasznie to przeżyłam, miała tylko 6 lat. Nie dane było jej poznać Maję, bo mała przecież nigdy nie wyszła ze szpitala i nie dane jej również było poznanie dzidziusia. Ten pies był mi bliższy niż większość ludzi na tym świecie... 💔 bałam się, że ten stres źle wpłynie na dziecko, ale wszystko jest dobrze. Wczoraj na USG widzieliśmy jak macha rączkami i nóżkami. Wzrusz totalny. 15 września mamy pierwsze prenetalne, mam nadzieję, że wtedy też poznamy już płeć. 👶🏽 złe samopoczucie powoli ustępuje, ale łatwo nie było. Nudności, wymioty, zmęczenie, jakieś ciągłe przybicie. Teraz dokucza mi tylko bezsenność i od dłuższego czasu wstaję o 4 rano a potem cały dzień jestem zmęczona i męczy mnie zgaga. Na szczęście od początku ciąży jestem na zakazie pracy, więc mogę skupić się na sobie. Ostatnie dwa tygodnie 1 trymestru i mam nadzieję, że zaczniemy trochę lepszy czas...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2025, 14:16
3 miesiące, huh... Zleciało.
Boję się zamknąć oczy... ba strach mrugnąć.
Moje małe bubu już nie jest takie małe.
Leżymy właśnie razem podczas karmienia.
Po policzkach płyną mi łzy szczęścia. A ona patrzy mi prosto w oczy jakby chciała powiedzieć 'mamo, jestem, już dobrze.' Uśmiecha się. Zasypia.
Jesteś. Niesamowite. Moje wielkie szczęście. Plaster na stłuczone i obolałe serce. Wiosna dla doświadczonej huraganem głowy.
Wkoncu możemy się tak w pełni cieszyć sobą. Za nami trudne masaże po podcieciu wiedzidelek i języka, za nami problem z kp, wątpliwości co do ciemiazka, co tygodniowe wizyty u specjalistów...
Było cholernie ciężko ale cała moja wdzięczność za każdy dzień z tych 3 miesięcy przysłania każdy gorszy moment.
Wdziecznosc i miłość wypełnia mnie od czubka głowy po koniuszki palców.
Czasami wkrada się moment gdzie ten plasterek na sercu się odkleja i uderza mnie to ile nas ominęło...
Mama dwójki. Jedno tulone w ramionach drugie tylko w snach.
To co jest normalne dla jednych, dla mnie w teorii też, a w praktyce sprawia, że kolejny raz ukrywam łzy przed ludźmi...
Przyjechali bliscy znajomi, maja córkę lat 8, że to bliscy znajomo to młoda się uparła ze chce zostać na noc... Jak zobaczyłam jak siw bawią, jak ona tuli jego, on ja... wpakował siw jej do łóżka i wtulił tak jak powinien we własną siostrę... kolejny raz dotarło, że życie zabrało ją nie tylko nam, ale też jemu... widzę, że podświadomie brakuje mu siostry...
Błagam, skoro nie mógł być młodszym bratem dla niej, pozwól to jemu być tym starszym bratem... 😔 zrobię wszystko, będę walczyć dopóki dasz mi siłę... błagam, jeśli ja nie zasłużyłam, to błagam w jego imieniu... 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2024, 22:47
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 czerwca 2025, 20:54
Trochę mi dziś smutno, trochę mi dziś źle.
Idą z chin hafciki i tym pocieszam się.
Kolejny czas bez powodzenia,
Nie będzie teraz marzeń spełnienia.
Patrzę w przód, gdyż na razie czeka mnie walka,
Niepłodność to już nie jedyna rywalka.
Boję się tego, co wkrótce nadejdzie,
Że słońce jeszcze długo dla nas nie wzejdzie,
Bo walkę przerwać będziemy zmuszeni,
Przez inne problemy okropnie zwodzeni.
Nie będzie w kolejnych miesiącach choć cienia nadziei,
I moje serce na pewno się rozklei.
Kominek już stoi i skwierczy w nim drewno,
Fotela mi przed nim brakuje na pewno.
Usiadłabym w nim z gorącą herbatą,
Owinęła kocykiem i tak czekała na lato.
A tak to cicho siedzę i w ogień sobie patrzę 🔥
Drewno strzela cicho aż sen mi oczy zatrze...

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2024, 16:21
Zbliża się ten cykl!
Co czuje? Strach i ekscytację. Człowiek czeka,czekasz miesiące lecą, w gdy zaczyna być gorąco to nagle panika. To już? Jak to wypadnie w kalendarzu? Czy coś mi pokrzyżuje plany?
Emocjonalny kołowrotek - czas start!
Czy coś mi pokrzyżuje plany? Na bank... Chyba nigdy nie było bezproblemowo.
Teraz np nie podoba mi się rozpiska od lekarza, że od razu mam brać esteofem 3 tabletki.
Ostatnio brałam 2 i miałam strasznie grube endo, kiedyś brałam tak dużo i w 8 DC był już mega polip w Endo.
Za to dwa razy zwiększałem dawkę i dwa razy była implantacja.
Także jak przyjdzie TEN cykl to jakiś to sobie rozpisze po swojemu. Na decyzję wpłynie fakt kiedy będę mogła pojechać na wizytę. Jeśli w 8 dniu to spoko ale jeśli wypada mi weekend i stawie się w 11 to gorzej i zacznie od 2 tabl chociaż 3 dni na starcie.
Ale mnie tu nie było!
Tak więc od czego tu zacząć.. ciąży nadal brak.. trzeci miesiąc stymulacji, co miesiąc cos dokładane a ja od tych hormonów czuje się jak beczka!
wierze, że kiedyś jeszcze w ta ciąże zjadę naturalnie, może bez tych wszystkich leków, zastrzyków, monitoringów! może czas wrzucić na luz!
obecnie moja głowa jest zajęta innymi tematami!
Po pierwsze kupno domu i długa droga, cięzki deweloper .. dużo zamieszania, mega niesłowny gość! i serdecznie mam go dość! ale powstrzymuje sie z całych sił żeby nie powiedzieć mu parę słów za dużo! mam nadzieje, że do końca roku uda się wszystko ogarnąć i początek roku będzie znacznie lepszy!
Po drugie, juz mnie przyjemne;( u brata mojegpo męza wykryli guza na płucach.Chłopak 39lat, dwójka malych dzieci.. czekamy na wyniki czy nie ma nigdzie przerzutów.. w tym tygodniu maja byc i wszyscy siedzimy jka na szpilkach.
Wyszło to wszystko przypadkowo, oboje z mom mężem sa strażakami w Państwówce i maja co rok rutynowe badania łacznie z prześwietleniem klatki piersiowej( aczkolwiek on akurat dwa lata tego prześwietlenia nie robił bo akurat był chory)...
Pierwszy raz w życiu widziałam jak mój mąż tak płacze.. pierwszy raz bałam się wejść do nich do domu.. jak się zachować, co powiedzieć..
wszyscy płaczą a dzieci pytają się o co chodzi...ciężki czas przed nami;(
18+1
Czas leci, ja rosnę
Byłam na wizycie u prowadzącego w Klinice, wszystko ok, tyję prawidłowo, obrzęków nie mam, ciśnieie super, ilość wód płodowych się zgadza, serduszko Małej super bije. Dr popiera CC z uwagi na te mięśniaki. Tylko nie zna nikogo w IMID obecnie, sugerował inny szpital w którym pracuje inna lekarz z kliniki, ale mam mieszane odczucia. Opinie ma średnie. Mąż, który coś tam wie o szpitalach zaprotestował. Muszę to wszystko dobrze przemyśleć, ale chyba pozostanę przy IMID i pójdę po prostu "z ulicy" (najpierw na kwalifikację oczywiście). Poza tym do IMID mamy naprawdę blisko, jakieś 4 km.
Zapisałam się na połówkowe na 5 lutego, właśnie na NFZ i do IMID. Zobaczymy jakie będę miała odczucia.
No i sytuacja z pracą. Miałam już to olać, ale jednak cały tydzień zżera mi to nerwy i chyba muszę się wypisać. Szef zareagował super, natomiast dziewczyna z którą pracuję już nie. Udawane gratulacje, pretensja dlaczego mówię tak późno (?!?!?!?), "jesteś w ciąży prawie od pół roku i nic nie powiedziałaś!!!". Powiedziałam, kiedy było bezpiecznie i kiedy uznałam za stosowne. Po czym szybko się rozłączyła zasłaniając się wyjściem z psem (rozmowa była poprzez Teams) i więcej nie było tematu. Miało to miejsce tydzień temu w piątek i cały ten czas do teraz poświęciła na jedną rzecz - działania związane z przejęciem MOJEGO stanowiska (nie na zastępstwo, na stałe). Więcej zarabiam, ale mam dużo wyższe kwalifikacje, przeszłam trudną rekrutację aby być tu gdzie jestem. Zamiast zatrudnić na zastępstwo kogoś adekwatnego, możliwe, że wezmą ślizgacza. Ale nie w tym główny problem. Jej plan jest taki aby ona skonsolidowała te dwa etaty, które mamy i za to dostała więcej kasy. Wiem to zarówno od niej (bo się z nią już ścięłam w tym temacie mówiąc jakie będą tego konsewkencje dla mnie) jak i od szefa, bo już chodzą ploty. A szefowi to wszystko jedno byle miał święty spokój. Nasza firma działa tak, że wolą zapłacić za jeden etat 3x niż utrzymywać 3 oddzielne stanowiska. Więc jej wspaniały plan, o ile wypali, zaowocuje tym, że jeden z naszych etatów zostanie zlikwidowany. Czytaj - zapewne mój skoro mnie nie będzie tyle czasu. Oczywiście wiem, że chroni mnie prawo pracy, są różne myki które mogę wykorzystać, ale pracuję m.in. przy zwolnieniach i wiem, że jak kogoś chcą zwolnić to zwolnią choćby płacąc niezłą odprawę. A zmartwienie, czy po macierzyńskim będę miała gdzie wracać, miało być ostatnim na mojej liście. Po to w tej firmie męczyłam się bite 3 lata.
No i aspekt osobowy. Jaką trzeba być hieną, aby nie umieć sobie ogarnąć roboty w inny sposób niż poprzez takie cyrki ?!
Oczywiście żadnych gratulacji, jak się czuję bla bla bla nie usłyszałam. W biurze mnie unikała, wczoraj tylko poinformowała że ona rozważa urlop więc muszę sobie sama zorganizować to i tamto (zwykle to należało do jej osobowiązków).
Mój mąż, który na codzień ma podejście "olej" (tylko wulgarniej), śledząc tą całą akcję darł się, że jak ją spotka, to ją tak dojedzie, że się popłacze. Ja niepotrzebne nerwy i żałuję, że powiedziałam. Trzeba było nie mówić, tylko w momencie jak już chcę zniknąć (to mam wyliczone pod zasiłek) walnąć L4.
Tydzień cały o tym myślę i psuję sobie humor. Niepotrzebnie, wiem. Mam nadzieję, że jak hiena zejdzie mi z radaru to i emocje opadną.
Mam plan B oczywiście już w głowie - wogóle tam nie wracać, tylko jeśli wszystko pójdzie dobrze, Mała się urodzi i nie da nam jakoś nad wyrost popalić, to odczekać ten rok i 4-5 miesięcy i podejść do kolejnego transferu. I zobaczymy, ale miałabym wtedy już 40 lat, w pracy bagno, 2 Zarodeczki jeszcze na Nas czekają. Może to jest jakieś wyjście.
Na razie muszę wyluzować, przestać stresować się tą chorą akcją, gdzie Moja Mała jeszcze się nie urodziła, ba, nawet połówkowych nie miałam jeszcze, a tam już takie cyrki w tle.
2 lata i 4 miesiące starań
Wizyta nr 2 w klinice za nami. Mamy plan działania 🤍
Podchodzimy do ICSI z badaniem zarodków. Doktor najpierw myślał o badaniu jako opcji awaryjnej w przypadku niepowodzenia. Przeanalizował jednak dokładniej naszą sytuację i zdecydował, że trzy poronienia to wystarczający powód, by zabezpieczyć nas z każdej możliwej strony.
W następną środę wysyłamy plan leczenia do kasy chorych i czekamy na zgodę. Jeśli uzyskamy ją w niedługim czasie, to mamy szanse na rozpoczęcie stymulacji już około 21 listopada. Następnie wszystkie dojrzałe komórki zostaną zapłodnione, a płyn, który je otacza, powędruje do laboratorium w Walencji. Same zarodki będą bezpiecznie przechowywane w klinice. Badanie to pozwoli na wykluczenie najczęstszych chorób genetycznych i zminimalizuje ryzyko kolejnego poronienia. Skoro nie da się znaleźć żadnej konkretnej przyczyny naszej niepłodności, problem może leżeć gdzieś tutaj. Transfer przewidujemy na początek stycznia - to ta lepsza opcja. Gdyby jednak kasa chorych ociągała się z odpowiedzią, stymulację rozpocząć będziemy mogli dopiero w przyszłym roku ze względu na przerwę świąteczną. Ale gdyby było trzeba, poczekamy.
Czuję, że wszystko się ułoży. Wyznałam to lekarzowi na koniec wizyty, a on zamiast wymyślać jakieś kiepskie słowa pocieszenia, pokazywał nam statystyki i liczby, mówił o konkretach. Tego potrzebowałam. Mąż jest zachwycony.
Moje AMH w przeciągu roku urosło z 3,2 na 5,7 ng/ml. Najpierw się przeraziłam, ale później przeszła mi przez myśl ogromna ilość supli, które brałam w ciągu ostatnich miesięcy. Nie mam PCOS, moje cykle są regularne, a pęcherzyki pękają co miesiąc. Doktor powiedział, że to bardzo dobra rezerwa, która w połączeniu z moim wiekiem daje duże szanse na sukces. Pod koniec wizyty doszłam do wniosku, że w sumie to już mam gdzieś te moje wyniki. Robiłam co mogłam, by były najlepsze. Teraz ktoś inny i bardziej doświadczony zdejmuje ze mnie odpowiedzialność, a ja muszę tylko na to pozwolić i słuchać się zaleceń.
Mąż był u androloga. Miał usg, wszystko jest dobrze. Dostał zgodę na ICSI ze względu na lekko obniżoną morfologię i ruchliwość. Lekarka stwierdziła, że to norma wśród jej pacjentów i te wyniki będą się tylko pogarszać wśród populacji. Powiedziała, że to głównie wina plastiku i chemii, którą spożywamy i nie da się ich całkowicie uniknąć. Niepłodność to postępująca choroba cywilizacyjna niezależna od nas.
W międzyczasie spędziłam też parę dni w rodzinnym domu, gdzie odbyłam kilka szczerych rozmów z mamą i przyjaciółkami. Wyznałam im wszystko, co leży mi na sercu. Że się boję i nie wiem czy dobrze robię. Ale słowa mojej mamy „Dziecko, nie kochałabym Cię mniej, gdybyś była z ivf. Cieszyłabym się, że jesteś. Idź po swoje marzenia (tu płacz i przytulasek)” dały mi niewyobrażalną siłę do działania. I wiem, że co by się nie stało, jest takie miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i uzyskać wsparcie. Przyjaciółka powiedziała mi, że gdybym to wszystko przechodziła bliżej od domu, byłoby mi łatwiej. Ma rację. Telefony to nie to samo co wspólny spacer po wizycie w klinice i przegadanie wszystkich problemów. Przykładowo: Żalę się mamie, że mam trochę opory przed ICSI, bo to jednak mniej naturalna metoda. A ona na to podekscytowana: „Czyli wybiorą tego najładniejszego plemnika? Ale super!”. No i jak tu się smucić? 🤍
Odpuściłam też temat homocysteiny, bo wiem, że zarodki zostaną przebadane, a ja będę miała jeszcze trochę dodatkowego czasu na jej zbicie. Eksperymentuję trochę na własną rekę, czytam, co pomogło innym dziewczynom. Dziękuję też za Wasze wsparcie, głównie Aurore, która pomogła przeanalizować mi skład supli i wykryła, że brałam niemetylowaną formę B12 (hydroksokobalaminę). Aktualnie zmieniłam suplementację (wybrałam Swansona i Naturell) i biorę aż 3g TMG. Badanie kontrolne zrobię pewnie za jakieś dwa tygodnie.
Nie wiem co będzie jutro. Ale dziś czuję, że znowu zaczyna się nam układać. Według lekarza mamy duże szanse na zajście w ciążę, a dalej pomoże nam doktor Sydor. Nie miałam możliwości podtrzymać żadnej z ciąż accofilem, a może być on kluczem do sukcesu przy moim kirze.
Jesteśmy w najlepszych rękach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 10:50
Zapisałam się jutro na wizytę do mojego ginekologa. Boję się okropnie ... cały czas mierze detektorem tętno dziecka i jest biję serduszko i jako tako się rusza . Ale to nie jest tak samo jak było tydzień temu .
Tydzien temu to nawet mój pępek podskakiwał a teraz nawet on nie podskakuje . Boję się.. bardzo się boje... chociaż mojq intuicyja podpowiada mi ze wszystko jest dobrze , w poprzedniej ciązy czułam od początku strach i niepokój , tutaj tak nie ma ..dziecko kochane zostań z mama i tata już do lutego mało zostało. 🙏🙏🙏❤❤❤ tam cie pragniemy, pomalowaliśmy Ci już pokój na piekny kolor , mebelki też masz wybrane jedynie trzeba kupić.. bardzo cie potrzebuje i pragnę. Zostań z nami proszę 🙏
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.