Rok temu trafiliście do mojego brzuszka jako blastocysta 4.2.1. To już rok a pamiętam to jak wczoraj. Ciąża z Wami nie była łatwa i przez stres nie raz mówiłam, że nigdy więcej nie chcę być w ciąży.
Teraz te emocje już nie mają znaczenia, pamiętam tylko te dobre momenty. Ciąża z Wami była czymś cudownym.
Kocham Was moje kurczaczki. 🐥🐥
26cs
Właśnie jestem w drodze na inseminację. Jedyne czym się stresuję to tym, że doktorek stwierdzi, że dzisiaj to jednak za szybko, a nie jesteśmy sobie w stanie zarezerwować też wolnego jutro. Jednak test owulacyjny jest ciemniejszy niż wczoraj więc mam nadzieję, że wyniki będą wystarczające.
I oczywiście wyniki też nie były wystarczające... Inseminacja przełożona na za 2 dni. Dwa pęcherzyki po 19mm z prawej strony.
Ten cykl jest oczywiście cyklem pełnym pezeszkód, D chory na antybiotyku, lekarka niby sprawdziła, że nie powinno to mieć wpływu, no ale i tak, mnie też trochę rozłożyło, ale na szczęście delikatnie, choć wczoraj tak zatkało mi się ucho, że aż pół twarzy mnie boli przy kaszleniu czy kichaniu.
Na pewno będę miała nadzieję jak co cykl, ale nie nastawiam się, ale się nie nakręcam, że teraz się musi udać.
I jestem po inseminacji, pęcherzyki urosły do 23 i 22 cm, jeszcze nie pękły, więc teraz zostało tylko czekać.
10dpo temperatura bardzo w górze, tak wysokiej jeszcze nie miałam, nawet w czasie przeziębienia ale jednocześnie przestają boleć piersi a zaczynają plecy więc raczej nie robię sobie nadziei. Po prostu co cykl musi być jakaś anomalia dająca nadzieję i tym razem jest to wysoka temperatura.
12pdo temperatura nie zostawiła złudzeń. Cały wczorajszy dzień błagałam wszechświat żeby mi tego nie robił i żeby została w górze, zazwyczaj maksymalnie miałam 36,6 i to przez 1 max 2 dni, tym razem rosła aż do 37, spadek do 36,3 wygląda drastyczniej niż zazwyczaj. W następnym cyklu chyba musimy odpuścić bo D znowu ma 2 dniowy wyjazd w owulację i kolejnego wolnego raczej nie dostanie...
Zaczynam wątpić, że kiedykolwiek się uda.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2024, 15:39
31+4 i sporo do nadrobienia 
Zacznę od tego na czym ostatnio skończyłam a później napisze o zmianach i obecnej sytuacji po 3 prenatalnych.
W odniesieniu do tego co napisałam powyżej o wyprawce to dalej idę do przodu małymi krokami. Wózek ogarnięty - kupiłam nowy/używany newborn set bo na ten co mieliśmy patrzeć już nie mogłam. Tak że Lea będzie jeździła na początku w naszym starym yoyo a Maya dostała w Polsce nowy wózek Joolz aer (który jest fenomenalny!)
Co do mojego samopoczucia, to z radością mogę napisać że jest duuuzo lepiej! Od jakiś 2-3 tyg regularnie chodzę na basen (ok4-5 razy w tyg) i pływam codziennie rano po 30 min, do tego 2 razy w tygodniu chodzę na aqua aerobic. Śpię ostatnio bardzo dobrze (pomijając pobudki na siusiu), stopy już tak nie puchną, nic mnie nie boli i brzuszek przystopował z rośnieciem tak że jest na prawdę ok. No i przede wszystkim nie czuje już problemów ze strony układu trawiennego ale to pewnie ma związek z tym że Lea już wyjechała główka spod moich żeber i leży obecnie bokiem więc dała mi trochę luzu tam na górze.
No ok a teraz najważniejsze czyli update po
Trzecich Prenatalnych
Zdrowa i bezproblemowa ciąża jednak nie będzie mi nigdy pisana. Mimo że Lea do tej pory nie szła w ślady starszej siostry i przybierała bez zarzutu tak nagle jak grom z jasnego nieba okazało się że obwodem brzuszka spadła na siatce z 78 centyla na 3...
Żeby tego było mało wykryto wadę w Serduszku - dominacja prawej komory plus zwężenie w jednym miejscu aorty.
Co do przyrostu to na razie mam zwiększone kontrole co 2 tyg (tak jak było z Mayą) a w kwestii serduszka to mimo tych nieprawidłowości na obrazie, wszyatko poza tym wygląda dobrze - prawidłowe przepływy, prawidłowy rozwój mózgu, łożysko w dobrym stanie itd - tak że jak na razie kontrolujemy przyrost i też serduszko i już zapadła decyzja że przy porodzie będzie gotowy kardiolog pediatryczny żeby od razu mógł zbadać Leę.
Co do mojego samopoczucia po tych wieściach... Jak na razie martwi mnie bardziej ten zatrzymany przyrost niż serduszko, bo przynajmniej z opisu 2 lekarek serduszko u nich też nie wywołuje wielkiego alarmu. Poza tym czuje ogólnie duży spokój. W przeciwieństwie do ciąży z Mayą teraz czuję się na prawdę dobrze zaopiekowana i wiem że obydwie moje lekarki (prowadząca i ta od prenatalnych) trzymają mocno rękę na pulsie.
Kolejna wizyta 10/06. Myślę że to dopiero więcej nam powie w którym kierunku idą obydwie nieprawidłowości i wtedy lekarki będą mogły bardziej nas poinformować jaki jest dalej na nas plan.
Jedno myślę że już jest prawie pewne - do terminu porodu w ciąży nie dotrwam. Coś czuję że nawet urodzę wcześniej niż urodziłam z Mayą (38+1) ale zobaczymy.
Ah no i nadal czekamy aż Lea odwróci się glowkowo. Powoli tam idzie bo była długo usadowiona miednicowo a tetaz leży bokiem, ale no główką w dół jeszcze nie jest. Łożysko poszło już ładnie do góry tak że mam nadzieję że już jej nie będzie przeszkadzało we włożeniu główki tam gdzie powinna
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2025, 04:59
To chyba moje 3 podejście by tu coś napisać. Czuję się jak na jakiejś kolejce górskiej. Jak przychodzi @to mega zjazd a jak po ovu to nabieram energi i nadzieji. Wiem że wiele dziewczyn tutaj też tak ma. Hormony dają mi w kość...
Teraz czuje ogromny stres związany z powrotem do pracy, nie byłam tam 5 miesięcy i nie tyle stresuje się pracą czy ludzmi a tym że wogóle muszę tam wrócić. Plan był inny, miałam szukać innej pracy już na macierzyńskim, a teraz wracam do starej... Sama nie wiem czego chcę i to jest najgorsze
Chciałabym mieć plan, ale go nie mam i nie widzę nawet żadnych perspektyw by jakiś miał powstać
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2024, 21:37
Strach, gdy się zacznie nigdy się nie kończy.
Wszystko potrafię przeżyć, każde uczucie zwalczyć, od złamanego serca po rozczarowanie.
Strachu nie potrafię pojąć, nie wiem jak go wyjaśnić i przestać o nim myśleć, czuć go.
Miłość jest piękna choć czasem bolesna, pustka po niej jest nie do wypełnienia, ale daje tyle szczęścia że mimo wszystko łatwiej jest ją rozumieć.
Strach oprócz negatywnych odczuć nie daje nic pozytywnego.
Nie chce się bać, odejdź, zostaw nas.
Dziś 18dc.
Pierwszy mój wpis... Co napisać? Nie wiem. Czuję okropne zmęczenie tym wszystkim. Na szczęście zmieniłam lekarza, który okazał się kompetentny w swoim fachu i wierzę, że odpowiednio mnie poprowadzi przez dalsze starania.
Wczoraj 17dc miałam lekkie pobolewania prawego jajnika, więc stawiam na owulację , zwłaszcza że śluz był jak kurze jajko. Więc były przytulanki😊. 22 kwietnia mam dostać okres, choć mam nadzieję, że się nie pojawi. Oby.
Nigdy nie podejrzewałam, że kiedykolwiek będę miała problem z zajściem w ciążę, strasznie mnie to frustruje. A koleżanki ciężarne pytające : "a ty w końcu kiedy", "czas już na ciebie", wcale nie pomagają. Nie wiem czy tylko ja załapuję zawsze takiego doła? Czy ktoś poza mną ma tak samo ? Czy może tylko ja tak świruję? Mam nadzieję, że kwiecień okaże się tym owocnym...
Po pracy wróciłam do domu, jajnika póki co już nie czuję jajnika , ale mój śluz jakby jest inny. Rozciągliwy i zabarwiony lekko na żółto. Nie wiem co myśleć. Moja głowa mnie dobija.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2024, 20:47
28-29dc, jutro lub pojutrze termin @.
Jejku jak ten czas wolno leci żyjąc w niewiedzy a przeciez ta wiedza nic nie zmieni bo albo po prostu zaczynamy kolejny cykl i znowu czekamy najpierw na owu a potem na termin @ albo zacznie się odliczanie do wizyty serduszkowej - tak czy inaczej, czekania końca nie widać 🙈
Co do moich przeczuć to powiem tak - nie wiem! Już milion razy sobie mówiłam żeby się nie nakręcać bo potem boli podwójnie. Czy czuje ze mogło się udać? No niby tak, czy mam racjonalne "objawy" no mam, ale wiem że w przeszłości też nie raz miałam i też nie raz myślałam że się udało a jednak nic z tego nie było tak że wiem że organizm staraczki umie płatać okrutne figle 
Na pamiątke "objawy" ktore na dzisiaj myślę że wróżą dobrze a jutro będę się z nich śmiała jak przyjdzie @ 
- bolące/ciężkie piersi - od kiedy skończyłam karmić Maye ani razu nie bolały mnie piersi przed okresem. ANI RAZU ani trochę. Teraz bolą. Nie jakoś strasznie ale wystarczająco żeby czuć się z tym dziwnie
- wstret do shishy - mieszkając w ZEA shisha jest wszechobecna w restauracjach i sama lubię sobie na lunchu z szefem kilka razy w tygodniu kilka buszkow wziąć. W tym tygodniu 2 razy próbowałam i dwa razy mnie zemdliło.
- wzdęcia w podbrzuszu - nie wiem co to, nigdy wcześniej nie miałam 🤷♀️
- straszny pms... No oszaleć można. Mam taki rollercoaster emocjonalny jakiego chyba nigdy przed miesiączka nie miałam. Okropne uczucie.
To tyle.
Albo jutro lub pojutrze przyjdzie @, albo w poniedziałek sikam na test. 2 testy już mam i czekają.
Ps. Patrząc na moją historie to jest takie naiwne z mojej strony, że pozwalam sobie w ogóle marzyć że mogłoby się udać w 1cs.
Ale gdyby się udało to było by to o tyle piękne że 1 dzień mojej ciąży (1dc) to były urodziny mojego męża 🫶
Update: pojawił się już delikatnie zabarwiony na różowo śluz tak że @ przyjdzie jednak jutro
no nic, nie tym razem to może następnym
🤞
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2024, 04:25
12 dc, endometrium 13 mm.
Wlew z acofilu za 2 dni, transfer 8 kwietnia.
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony mam dość, z drugiej wiem, że się nie mogę poddać.
W wielką sobotę zamiast z córką malować pisanki to zasuwam 50 km do innego miasta żeby zrobić progesteron na dzisiejszą wizytę. Myślałam, że się porycze, mówiłam sobie że dłużej tak nie dam rady.
Dziś na słowo transfer znowu znajoma ekscytacja i wymalowany uśmiech na twarzy. To może być ten szczęśliwy dzień 🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 kwietnia 2024, 14:11
Szósta refleksologia - standard, czyli macica. Jak to kurde odpręża. Wpadam tam zaraz po pracy. I godzinka takiego masażu - równa całemu weekendowi.
Z innych kwestii: noszę się z zamiarem obklejenia auta folią z jakimś fajnym kolorem.
No i będę mieć ku temu sposobność, gdyż rano zaryłam bok auta. Wyjeżdżając z parkingu kamienicy. Dość mocno. Dobrze, że auto używane, dobrze, że nie ma wgniotki. Słabo, że to pierwsze moje rysy na moim pierwszym autku. Autku, które uwielbiam, bo wozi moją dupkę wszędzie. Jest zrywne, wysokie, fajnie przyspiesza. Ostatecznie wyjechać z tego zakichanego małego parkingu, nieprzystosowanego do czegoś większego niż tico pomogli mi Panowie Śmieciarze. Wielkie Dzięki i Brawa dla Nich, mam nadzieję, że mieli dobry dzień. Mężuś stwierdził, że nie widać bardzo (zapewne w domyśle było - "bo to oczojeb..e") i da się to spolerować. Hm. Poddaję to w wątpliwość, bo mam lewe tylne drzwi zryte, 6 krech szerokości 2-3 cm, 2 kreseczki szerokości 2 mm, długość po 5 cm. Tynk z kamienicy został mi w drzwiach auta. Ehhh. Teraz, prawdopodobnie nie będę miała wyjścia, albo jeżdżę i wszyscy będą parkować daleko ode mnie (też ma swoje plusy) albo obklejam auto w czaderski kolor i każdy w mieście (nie tak znowu małym) mnie kojarzy, jako Pocinaczkę Przestworzy Asflatowych 
Inna wiadomość. Koleżanka po półtora roku zmienia toksyczną pracę! I super, zaczyna od 13 listopada. Bardzo fajnie, bananki na ustach same się robią.
Morał z tych bajek jest taki: marzenia się spełniają. Obkleję auto, koleżanka zmienia pracę, zostaniemy Rodzicami (prędzej czy później). Tadam. Kurtyna.
03.04.2024r.
Następny miesiąc minął. Trzeci. Miałam nadzieję, że do 3 razy sztuka, ale nie. Myślałam, że może będę mieć niespodziankę na święta, a potem prezent na 6 grudnia - bo tak by wypadł termin porodu. Ale nie. Przyszedł okres. Nawet już nie chciało mi się płakać. Zaczynam następny cykl. Jeszcze głębiej schowałam malutkie buciki, które miałam podarować mężowi w prezencie...
Nie mam pomysłu, czy mam zrobić jakieś badania, iść do lekarza czy coś innego. Nie wiem w, którym kierunku mam iść. Na razie czekam, aż mojemu poprawią się wyniki. Może w międzyczasie powinnam pójść do ginekologa, ale co on mi pomoże? Na razie czekam, żeby przetrwać okres. A potem czekanie na dni płodne i robienie testów - przy tym mam przynajmniej frajdę. Bo za każdym razem widzę 2 kreski 🤭
Jutro mamy kwalifikacje do procedury In-vitro. Ten rollercoaster po dwóch latach wchodzi na nowy poziom. Jak nas zakwalifikują to zacznie się prawdziwa jazda bez trzymanki, jak nie to na kwiecień mam zaplanowaną laparo z drożnością, może jakieś IUI?
Dziś wracając z kliniki chciałam pojechać na cmentarz, w mapie kliknęłam złe miejsce i pobłądziliśmy, jechaliśmy po typowo wiejskich drogach, dziurach, wybojach i chyba najbardziej okrężną drogą jaką się dało. Ale dojechaliśmy. Czy cel początkowy był zły? Droga nie ta, którą mieliśmy jechać? Musieliśmy zawracać? Oczywiście że tak, ale po drodze poprawiliśmy nasze błędy i dojechaliśmy już bez przeszkód. Czy to znak, że w nawigacji wpisujemy dobry adres i jedziemy prosto tam gdzie chcemy? Z całego serca tego chcę i nawet jeśli jutro powie nam „nie” to będzie inne „tak” 🍀
170 dni Maluszka🥰
Pierwsze badanie w Centrum Słuchu wykazało, że z prawym uszkiem jest cyt. "w połowie dobrze, więc się nie martwimy"
"W POŁOWIE DOBRZE"... jak ja się mam do cholery nie martwić😭😭😭
Z lewym NIE JEST DOBRZE, trzeba sprawdzić ponownie i jak znowu wyjdzie źle to zrobić dokładniejsze badanie ABR😭😭😭😭😭😭😭😭
Ponowne badania 17 kwietnia.
Czuję, że coś jest nie tak, ale liczę że w najgorszym wypadku skończy się na aparacie. Mój mózg nie przetrwi implantów. Maluszek na to nie zasługuje.
Jest kochany, wszystkich zachwyca tym jaki jest radosny, pogodny i wiecznie uśmiechnięty. Chce dla niego dzieciństwa pełnego dźwięków i barw natury, dzieciństwa bez lekarzy, bez sprzętu medycznego, bez leków, bez problemów....
Odrzucenie.
Wpis życiowy, niekoniecznie malinowo-rodzinny. Pamiętnik wielokrotnie mi pomógł, jako jedna z form terapii. Muszę z niego skorzystać teraz.
Odkąd zaszłam w ciążę, wspinam się mniej. Wspinam się mniej, z mniejszą intensywnością, z większą rezerwą, odpowiedzialniej dobieram drogi, żeby sobie nic nie uszkodzić. Wszak jestem mamą. Nie jestem w stanie trenować 3x w tygodniu, a jednego z tych treningów rozłożyć na cały dzień. W związku z tym zaczęłam fizycznie odstawać od grupy moich koleżanek, z którymi się wspinałam. Nie jestem w stanie być co tydzień w skałach. Moje życie rodzinne jest ważne i taki wyjazd jest ok, ale raz na miesiąc, może raz na 2 miesiące. Po prostu teraz wybieram córkę. Jeśli ją wybieram - nie wspinam się, więc jeszcze bardziej moja forma odstaje od koleżanek.
Po tym wstępie czas na sedno - koleżanki nie proponują mi już wspólnego wspinania, wspólnych wypraw (czy to krótkich czy długich). Muszę pogodzić się z tym, że po prostu nasze drogi się rozchodzą lub też nawet rozeszły. Szkoda mi bardzo. Tym bardziej, że to ja je uczyłam podstaw. Muszę się wypłakać. Pytałam na kilku grupach "mamusiowo-rodzicielskich": nikt nie spotkał się z tego rodzaju odrzuceniem.
Głowa mi pęka. Wiem, że to czas na nowe znajomości, nowe ścieżki. Że ja kiedyś wrócę do intensywnego wspinania, tylko byłoby mi fajniej mieć wokół ludzi wspierających i rozumiejących, że teraz mam gorszy etap i każdemu, z różnych powodów taki etap może się zdarzyć.
Jednocześnie jetem przedumna z tego, że trenuję 2x w tygodniu po 2 godziny, że codziennie mam 15 minut na jogę i nawet ze 2-3 razy w tygodniu zdarzy mi się pobiegać po 205 minut (to w towarzystwie ochroniarza na różowym rowerku).
19dc
Dzisiaj rano nie czułam się najlepiej, nie wiem w sumie dlaczego, wiosenne przesilenie ? Nie mam pojęcia. Przeleżałam w łóżku do re 3 godziny, nie mając nawet energii żeby głowa ruszać 😂 ale musiałam się zwlec, bo trzeba było wziąć prysznic, coś ugotować, no i naszykować się do pracy na nocną zmianę.
Obecnie piszę z pracy, mam wolną chwilę. Dzisiaj już tego jajnika nie czuję. Rano jeszcze lekko ciągnął, ale teraz już nie. Tak bardzo bym chciała w końcu zobaczyć te dwie kreski... 😌
Jedna ze znajomych w ciąży... Jak sama stwierdziła wpadka. Nie planowała. Ona narzeka, a ja tak bardzo pragnę swojego okruszka😔👶🏻. Gdzie się nie obejrzę tam ktoś w ciąży i wieczne pytania : KIEDY TWOJA KOLEJ?... Sama bym chciała wiedzieć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2024, 23:17
Starania o dziecko trwają od ok 5 lat.
Na początku bez stresu, po roku pierwsze badanie nasienia. Morfologia 0%. Start walki o zdrowych żołnierzy. Ale ja po co, są owulacje, są duże szanse, tylko to nasienie.
Kolejne badanie daje nadzieję, już 2%, lecimy dalej, przecież jest już ok.
Po trzech latach dopiero wizyta w klinice, dlaczego tak późno? Banalnie prosty argument - pieniądze.
Na początku tylko lekko podwyższone tsh, drożność ok, parę cykli z letrozolem. W końcu podchodzimy do inseminacji, pierwsza bez efektu a przy drugiej dwie kreski!! Emocje przy becie.. to się dzieje… i nagle beta spada. Dlaczego? Tak się zdarza…
Kolejne badania… 3 z 5 kirów, ale przecież większość jest więc po co coś z tym robić.
Kolejna i ostatnia inseminacja nieudana.
Dochodzimy do laparohisteroskopii - no masz endometrioza 1 stopnia, lekarz dumny bo w końcu coś znalazł, mimo że to przecież podobno nie powód że tak długo nie wychodzi.
Lekarz pyta czego oczekujemy bo on już nie ma pomysłu? Może zaproponować in vitro.
Jak to czego oczekujemy? No ciąży…
Stwierdziliśmy że wrócimy jak rzeczywiście skończy się cierpliwość i podejdziemy do in vitro.
Dwa miesiące po ostatniej wizycie znowu dwie kreski! Znowu Biochem… przypadek?
W tym roku wracamy do boju, już nie chcemy czekać na cud.
Nowa lekarka - nowe rozdanie.
Zrobiłam badania na własną ręką, żeby przyjść z czymś.
No i wyszło:
MTHFR (a1298) układ homozygotyczny
Pai 1 układ heterozygotyczny
Czy bardzo źle?
Na pewno wiele wyjaśnia…
Przede wszystkim niedobory Wit b…
Wyszła lekko podwyższona homa, ale czy to już moment na leki? Może wystarczy sama dieta?
Tyle lat i coraz więcej pytań…
Jadę na wlew z acofilu. Dziś wizyta o takiej porze, że mam słabo skoordynowane pociągi. Podróż w dwie strony zajmie mi około 8h.
Lek wiozę w termicznej torbie. No musi wytrzymać.
Dziś popłynie do kliniki jakieś 5 stówek, dojazdy jakiś obiad i bankrut na nowo.
Ogólnie ciężko mi finansowo to wszystko zgrać ostatnimi czasy. Pieniądze rozpływają się w powietrzu, a gdy dochodzi leczenie to naprawdę jest ciężko.
Ciągle się zastanawiałam czy ruszy ten program z państwa i czy dam radę podkręć do kolejnej procedury. Tak naprawdę byłoby ile taniej... Ale z drugiej strony moje zarodki są z czasów gdy mieliśmy z mężem 32 i 31 lat, a jak widać i tak szału nie ma ani w ilości ani w jakości. A co dopiero teraz gdy już 35 wiosen mi się się zbliża...
Boje się o genetykę. Także z jednej st Iny mogłabym skorzystać z dofinansowania a z drugiej chyba musiałabym wydać na badanie zarodków.
Koszmar niepłodności.
Sama nie wiem ile dam radę znieść.
Większość staraczek przechodzi ciężka drogę p 1 dziecko, a to drugie trafia sie dużo łatwiej, bezproblemowo luz w ogóle bez wspomagania, a u nas już 2 lata starań, kliniki, operację, poronienie i wciąż walczę...
Ale walczę... Dopóki starczy sił ❤️
Jutro wizyta. Za 12 godzin.
Im bliżej tej wizyty, tym bradziej się stresuje. Czy horomony trzymają się w ryzach? Czy tym razem endometrium nie zrobiło sobie wolnego?Mam w sobie bardzo skrajne emocje. Podekscytowanie,że już niedługo poznam datę transferu, miesza się z lękiem, z tym co będzie po nim. Po prostu się boje.
Boje się tego czekania, rozczarowania, pustki, bezsilności, tych znajomych mi już uczuć. Boje się, że zawiode, siebie, męża, lekarza i wszystkich dookoła, którzy tak wierzą, wspierają. Boje się, że zmarnuje zarodek, o który tak walczyłam.
I niby wiem,że nie mam wpływu na nic, że zrobiłam co mogłam i jestem z siebie dumna,ze doszłam do tego momentu,a jednak czuje presję, którą sobie narzuciłam.
Boje się, że znowu wszystko na nic, że leki krążące w krwioobiegu bez sensu, że niepłodność znowu się ze mnie zaśmieje, z mojej naiwości, pokaże środkowy palec...
Podczas wielkanocnego spaceru, kiedy szliśmy z koszyczkiem, mąż powiedział, że brakuje nam jednej rzeczy. Spytałam jakiej, ale sama znałam już odpowiedź. Wózka, a nim naszego dziecka.
Widzę jak bardzo mu zależy, jak bardzo by chciał,żeby się udało. Czy potrafię go uszczęśliwić?
Przeczytałam dziś takie słowa:
Jestem mamą,która dziecko ma w głowie, sercu, myślach, ale nigdy go nie przytulała.
Tak jest,myślę o Tobie non stop, codziennie, w każdej minucie, martwię się, wyobrażam sobie siebie z brzuszkiem, wózkiem, jak karmie piersią, przytulam,tule do snu,zaplatam warokocze, kopie piłke.
W pamięci i sercu mam nasz zarodek, który z nami nie został.
Moje dziecko nie ma jeszcze ciała, jest małym zarodkiem i mocno wierzę,mimo tych smętów,które tu napisałam,że wśród tych pięciu śnieżynek jest moja córka lub syn, że przytule i już nie puszcze. Pytanie kiedy na siebie trafimy 🍀
Wdech, wydech, mózgu nie myśl za dużo.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2024, 23:30
15.04.2024 godzina 14:00 transfer 🍀
Hormony w porządku, endometrium ładne, jednorodne 12mm, wszystko jak należy.
Dostałam accofil, mam włączyć po transferze i rozpiske planu działania. Jestem obstawiona lekami z każdej strony.
Pozostało mieć nadzieję i czekać 😊
Jeszcze chwilka ❄️❤️
Test oksytocynowy obył się bez oksytocyny, na własnych skurczach. Mały tydzień temu ważył ok. 2700g. Darowano nam tydzień.
Z powodu cholestazy, jutro planowe CC. Stres mam większy niż przy córce, ale nie mogę się doczekać spotkania z synkiem🤩
Witam się w 13dc.
Dzisiaj podałam sobie pierwsze w życiu ovitrelle. Nie było tak źle. Straszna była tylko igła i świadomość tego, że trzeba sobie ją wbić w brzuch.
Ten cykl był stymulowany lamettą 2x1 3-7dc. Na lewym jajniku urosły mi łącznie 3 pęcherzyki: pierwszy najładniejszy, okrąglutki 24mm wczoraj wieczorem, drugi spłaszczony pod nim (może ten pierwszy się rozpychał
) 22mm, trzeci schowany za nimi 15mm. Endometrium 7mm.
Kolejny monitoring odbędzie się w Poradni w poniedziałek, nie u mojego ginekologa, bo mam jeszcze kilka ważnych pytań i kilka badań do zrobienia (glukoza, TSH, anty-tpo, anty-tg). Do mojego ginekologa mogę się wybrać w dowolnym momencie.
Być może zrobię to faktycznie w środę. Wcześniej niestety się nie dało umówić monitoringu - jutro może być za szybko i jeszcze nic nie pęknie, idealnie byłoby podejrzeć sobota-niedziela, ale no... Nie ma jak. Cykl idealnie wstrzelił się zarówno w święta, jak i weekend.
Dodatkowo zrobiłam sobie w testdna pakiet na trombofilie.
Czynniki V Leiden, V R2, II Protrombina, MTHFRA1298 prawidłowe.
MTHFR C677 nieprawidłowy - MTHFR c.655C>T Układ heterozygotyczny.
PAI-1/SERPINE 1 nieprawidłowy - SERPINE1 c.820_-817G(4_5) Układ heterozygotyczny
Miałam nosa, że coś może być nie tak.
Acard 75 już zakupiony, reszta do decyzji lekarza.
Zapewne wrócę do Fertistimu, bo zarówno Ogestan jak i Miositogyn mają zwykły kwas foliowy, a ja muszę brać metylowaną formę. Dodatkowo glicynian magnezu z B6 jaki biorę też musi zniknąć, bo ma zwykłą formę witaminy B6. No trudno.
Co teraz? Oczekiwanie. 10dpo (na oko 16.04) pierwszy test na obecność ovitrelle we krwi. Potem 12dpo test weryfikacyjny - czy i jak ciemnieje, czy coś jest. Plus pewnie zatestuję sobie jakoś 7dpo aby podziwiać jak wybarwia mi się test ciążowy.
Co poza staraniami?
Od kilku dni mam jakieś kołatania serca. Czuję, że chodzi nierówno. Być może to efekt lametty, ale czy po takim czasie to jest możliwe? Będę kombinować wizytę u kardiologa. U męża wyszła jakaś alergia skórna, myślał, że na orzechy i morele, ale jadł je wczoraj a czerwone plamy pojawiły się dzisiaj.
Święta spędziliśmy w gronie rodzinnym, leniuchując całkowicie. Pogoda była przepiękna, bardzo dopisała. Pograliśmy sporo w planszówki, pośpiewaliśmy na singstarze. Jedyny zarzut jaki mam do tych świąt to to, że były za krótkie.
Marzę o wyjeździe w góry z moim chłopem, ale jedyny wyjazd jaki się teraz szykuje to na ślub mojej przyjaciółki z dzieciństwa. Oczywiście, że pojedziemy. I pojemy, wybawimy się, w końcu się z nią zobaczę, chociaż czasu pewnie będzie miała dla nas malutko.
W pracy powiększam swoje kompetencje zawodowe, czekam na awans - nie ukrywam. Chociaż dalej w tej pracy po prostu trwam, zamiast się realizować zawodowo. To jeszcze nie czas na zmianę. Nie ukrywam, że pod kątem zaplanowania ciąży umowa na czas nieokreślony jest wygodna, ale bardziej tu chodzi o fakt spłaty ZFŚŚ. Za dwa lata ten problem zniknie i niezależnie od etapu w życiu, jeśli praca dalej nie będzie mnie satysfakcjonować, będę szukać innej. Jestem za młoda, żeby obrać tryb "byle ciągnąć do emerytury".
Mąż w lany poniedziałek dobił 33 lat. Starość nie radość. Dom zbudowany, drzewo zasadzone (i to nie jedno a teraz wejdą kolejne), wciąż nie ma spłodzonego dziedzica, już nawet nie syna. Ale pracujemy nad tym.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2024, 16:14
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.