22 cs, 16 dc, 2 dpo
I po wizycie...jednak nfz to nfz...
Wizyta trwała z 10 minut...
Dowiedziałam się, że jestem po owulacji z prawego jajnika i jest piękne ciałko żółte.
Generalnie dr powiedział, że na tę chwilę nic więcej mi nie zaproponuje, bo nadal mam duże szanse na ciążę...
I zgłosić się jakoś styczeń-luty jeżeli się nie uda nadal.
Udało mi się jeszcze zapytać o duphaston...powiedział, że mogę brać ale wyłącznie po potwierdzeniu owulacji albo na usg albo na teście. Mam więc zielone światło, aby brać po tabletce dziennie albo po dwie...swoją drogą bardzo konkretne zalecenie...
No cóż...
Mam się z czego cieszyć, owulacje występują, endometrium prawidłowe.
Piłka w grze.
W tym cyklu naprawdę udało mi się z mężem podziałać.
Teraz pozostaje oczekiwanie.
Ten najtrudniejszy czas w cyklu.
Jest 8 minut po północy. Czyli licząc na doby właśnie mija 14 dni od transferu. Dokładnie ok 12 wybije równo 14 dni.
Był to bardzo intensywny czas. Mnóstwo zmiennych emocji. Ale po kolei…
Kierując się przykładem poprzedniego transferu na cyklu naturalnym lekko po północy na przełomie 1 i 2 dpt zrobiłam test żeby sprawdzić czy Ovitrelle się wypłukał. Był praktycznie biały. Następnego dnia postanowiłam powtórzyć z pierwszego moczu żeby się utwierdzić że Ovitrelle już nie ma w organizmie, biorąc poprawkę na to że w nocy mocz mógł być rozrzedzony. Ku mojemu zaskoczeniu wyszła całkiem niezła kreska i tu zaczęła się jazda z testami. Powtórzyłam wieczorem i dalej cień, 3 dpt tez dwa razy cień, w południe inny test (jakiś z rossmanna) i wyszedł ciemniejszy więc zaczęły się myśli że może to już to, że beta rosnie. 4 dpt zrobiło się bardzo blado więc poszłam na krew do alabu i wynik <2,3.. byłam pewna że wcześniejsze testy wyłapały początek implantacji ale to już koniec… ale czekałam na mój ostateczny 6 dpt..
w 5 dpt nic nie wyszło na testach, 6 dpt rano może jakiś cień cienia… ale powtórka bety i znowu <2,3. I znowu płacz. Od tego momentu byłam pewna że biorę leki na marne. Że czekam do 8 dpt tylko dlatego że wiem że Pani dr i tak będzie kazała zweryfikować wynik z 6 dpt. Zniknął niepokój, płakałam przy mężu, powiedziałam mu że nic z tego. Że czuję że się nie udało… zaczęłam się z tym godzić choć było to trudne bo wcześniejsze testy między 2 a 4 dpt najpierw mnie przeraziły a potem napełniły nadzieją i zaczęłam się przyzwyczajać do myśli że jestem w ciąży. Więc wynik z 6 dpt zabolał. Bardzo. To był już etap kiedy rozmawiałam z kropkiem i mówiłam że jeśli zdecyduje się z nami zostać to będziemy bardzo szczęśliwi, że będziemy go kochać z całego serca.
I tak po tym ciężkim wieczorze 7 dpt mijał w miarę spokojnie. odnajdywałam w sobie jednak ostatnie iskierki nadziei na późną implantację. Przeanalizowam testy i uznałam że do 4 dpt wypłukiwał się Ovitrelle. Starałam się zachować obiektywizm ale jednak znane mi historie „cudów” dawały odrobinę otuchy.
Wieczorem dałam się namówić na test. Od razu wydawało mi się że nic tam nie ma, może jakiś cień cienia majaczył, po 40 min bez zmian. Rano wstałam z duszą na ramieniu idąc na powtórkę badania, ale jeszcze chciałam spojrzeć na wieczorny test żeby sobie przypomnieć na jaki wynik czekam. I ku mojemu zdziwieniu rysowała się tam naprawdę porządna kreska. Wiem że wszyscy producenci testów piszą żeby nie odczytywać wyników później niż po 10-15 minutach, ale testów bobo zrobiłam już chyba na setki i nigdy mi się na nich nie wybarwiała kreska po czasie jeśli nie miała z czego. Byłam w szoku, myśli zaczęły się plątać. Wstąpiła nowa nadzieja. Z lżejszym sercem poszłam do laboratorium, potem do sklepu. Miałam nadzieję że zobaczę wynik choćby 6-7… a jednak zamiast tego dostałam w łeb.. beta 8 dpt 0,21… wiedziałam już co to oznacza. Ciąża biochemiczna. Wiedziałam po latach na forum że to już jest koniec, pokłóciłam się z mężem gdy powiedział że trzeba powtórzyć za 2 dni, a ja tłumaczyłam że taki wynik nic dobrego nie wróży. Ale ostatecznie uznałam że moje sumienie będzie spokojne na 100% jak zobaczę wynik 0. Więc postanowiłam poczekać kolejne 2 dni. Poszukałam oczywiście historii cudów z niską beta w 10 dpt. I dokopałam się że przy wartościach 12-40 dziewczyny wciąż donosiły zdrową ciążę. Uznałam że na taką wartość 12 to realny jest skok w 2 dni. Ale jednocześnie wiedziałam co zobaczę… zaczęłam się bać też scenariusza beta w okolicach 3..
jednak 10 dpt nie wydarzył się cud. Beta <0,1.. odstawione leki.
To był poniedziałek 15.01. Mimo że wiedziałam że tak będzie to pisząc smsa do pani dr z wynikami i podziękowaniem za pomoc, rozkleiłam się. Totalnie. Wróciły emocje ostatnich dni, zeszły emocje lat starań. Na koniec aż głowa mnie rozbolała.
I szczerze powiedziawszy od poniedziałku (a już się zaczął piątek) co chwilę myślę czy jednak nie chciałabym tego 3 dziecka. Myślę o opcjach jakie mamy. Można czekać na naturalsa ale ten scenariusz raczej ma marne szanse. W kolei ivf to chyba za dużo dla mnie. Za dużo zmiennych - ile będzie komórek, ile się zaplodni, żeby nie było za dużo ani za mało. Więc żeby wybrać tą opcję musiałabym być maksymalnie i totalnie pewna i zdeterminowana. A na ten moment najbardziej czuję że tęsknię za byciem w ciąży.
Daje sobie jednak czas. Teraz chce się skupić najbardziej na sobie. Schudnąć. Pomyśleć co robić z pracą. I jeśli w połowie roku uznam że chce jednak kolejne dziecko to wtedy trzeba będzie ustalić jakiś plan bo mój wiek i nasze ogólne okoliczności nie sprzyjają 
Więc póki co mówię że to KONIEC naszej drogi z ivf.
Ale kto wie co przyniesie przyszłość
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 stycznia 2024, 00:48
Dzisiaj są moje urodziny, kończę 35lat. Od 30roku życia nie cieszą mnie. Staje się starsza, mam wrażenie ,że nie osiągnęłam wszystkiego o czym marzę. Mam kochającego męża, dom ale brak dzieciątka. Staramy się i nic z Tego...
Dzisiaj po pracy męża wychodzimy na kolację i drinka, prezent. Miłe i to ,że w końcu zapomnę na s o codzienności .
22 dc, 7/8 dpo, 9 dni po IUI
5:00. Obudziłam się na pomiar temperatury. Za oknem słyszę deszcz. Chciałam dzisiaj siknąć na test, ale ostatecznie stwierdzam, że nie ma to sensu. Idę siku i idę spać dalej. Zasypiam z jakimiś smutnymi myślami, które docierają do mnie bardzo mgliście.
6:10. Mąż daje mi buziaka i wychodzi do pracy. Taki nasz mały-wielki rytuał. Rozbudzam się. Wiem, że już nie zasnę. Podciągam roletę. Wieje wiatr. Pada deszcz. Jest szaro. Smutno. Mi jest smutno. Biorę test i jednak idę siknąć. Jest biało.
Wiem, że jest wcześnie. Wiem, że to drugi sik (a może nawet i trzeci, bo w nocy też wstawałam do łazienki). Wiem, że to nic nie znaczy.
Czyżby? Kładę się z powrotem do łóżka. Leżę. Zaczynam się zastanawiać, co dalej. Czy udźwignę to, że IUI nie pomogła? Czy dam sobie radę z kolejnym niepowodzeniem? Czy mam jeszcze siłę walczyć? Czy podejdziemy do procedury jeszcze raz? Wiem, że Męża to wszystko bardzo dużo kosztuje. Z oczu płyną łzy.
Na tym teście powinien wyjść chociażby cień Ovitrelle, a jest zupełnie biało. No cóż...
W całym tym smutku czuję też wdzięczność. Wdzięczność za to, że nie trafił mi się nigdy felerny test, robiący złudną nadzieję. Wdzięczność za to, że nie musiałam nigdy przeżywać biochemu. Wdzięczność za to, że nie musiałam się mierzyć z poronieniem. Wdzięczność za to, że po prostu nie wychodzi, a nie że "Bóg dał, Bóg zabrał".
Wiem, że jest jeszcze wcześnie. Wiem, że ten dzisiejszy test jest zrobiony zbyt wcześnie. Wiem, że może się wydarzyć jeszcze wszystko. Wiem to. I wciąż po cichu na to liczę. Nadzieja umiera ostatnia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 08:50
9cs 11dc
Ciężki był początek tego cyklu.. do @ trzymałam się super, choć spodziewałam się że może nic z tego nie być to nadzieja dalej była, bo przecież tyle mniej stresu, wyjazd, relaks...
A jak przyszła to tak mnie zdołowała że nie mam słów, przez większość czasu (w sumie prawie do teraz) miałam okropny humor, trochę się polepszyło w weekend bo była rodzinka i trochę się rezewalismy i pobawilismy ale jednak.. napilam się trochę wina ~ co jak to zrujnowało nasze szanse w tym cyklu, mąż się napił ~ co jak to będzie miało wpływ 🙃
Muszę nauczyć się odpuszczać .. chwilami miałam ochotę rzucić w kat temperature i książkowe starania, ale jednak lubię wiedzieć co się dzieje
Jednak nie naciskam na aż tak wyliczone seksy, niech się dzieje magia wtedy kiedy przyjdzie ochota❤️
Jeszcze uczę się odcinac od rodziców, bo mama się na nas obraziła, w sumie ciężko wiedzieć o co a ja już nie mam na to sił, podjęłam też ważną decyzję po rewolucjach zdrowotnych moich i męża - czas na terapię .. trzymajcie kciuki za moją pierwszą wizytę, M. ma za sobą i widać że mu lepiej, bardzo mnie to cieszy bo tragicznie fizycznie się czuł a to w większości zaczyna się od głowy, teraz czas na mnie, może to też pomoże, a może to moje wyobrażenie, próbuje się nie nastawiać, chyba z każdą kolejną porażka jest łatwiej, oby ..
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2023, 09:45
Po wczorajszej wizycie we Wrocławiu mam trochę newsów. Aby było bez zbędnego lania wody to sobie to wypunktuję.
1. USG jąder na plus - wszystko drożne, zero problemów.
2. Nasienie oddane na badania, poza podstawą mamy tam HBA, przeciwciała i chyba coś jeszcze? Czekamy na wyniki 3 tygodnie, podeślą je wszystkie naraz.
3. Z pracy dostałam voucher na Pakiet Onkologiczny Damski do realizacji w Diagnostyce. Znajdują się w nim badania CEA, CA 125, CA 15-3, CA 19-9, OB i morfo. W morfo dość mało krwinek czerwonych, eozynofili i bazofili ale wciąż w normie, MCV i MCH lekko za wysokie, RDW-CV za niskie i PDW niskie. Marker CA 15-3 podchodzi pod górną granicę normy. Może to powodować sytuacja z szyjką macicy.
4. Przyszły wyniki moich wymazów. Wyszła mi Ureaplasma. Lubi się z HPV. W czwartek dostanę receptę.
5. Estradiol 54 pg/ml w 16dc. Owulacja się nie zbliża ani trochę, więc biorę od dzisiaj podjęzykowo luteinę. Najwidoczniej poprzedni cykl to była sprawa całkowicie jednorazowa.
6. Stary odkrył, że jego nasienie powoduje plamkową wysypkę na jego członku. Po przeleczeniu ureaplasmy, jak będziemy robić oboje kontrolne wymazy, zrobimy też posiewy nasienia.
W efekcie co się teraz dzieje?
- czekamy miesiąc na wyniki biopsji szyjki macicy,
-czekamy 3 tygodnie na wyniki nasienia,
-będziemy się leczyć na ureaplasmę ~3 tygodnie zgodnie z tym co mówiła koordynatorka programu,
-wciąż nie wróciły owulacje mimo 2g metforminy, 4g mioinozytolu + 0,1g d-chiroinozytolu i 1,8g NAC 3-7dc.
EDIT:
Dostaliśmy doxycyclinum 100mg na 10 dni, ja jeszcze gynalgin 250mg+100mg dopochwowo. Do tego dokupię nam Sanprobi SF oraz ja będę brała sobie Lacibios Femina. Potem po 2-3 tygodniach od kuracji kontrolne wymazy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2023, 15:21
Podczas naszej pierwszej i póki co jedynej wizyty na akupunkturze, nasza wspaniała Pani dr powiedziała nam żeby traktować okres starań jako proces, w którym coś się zmienia, my się zmieniamy, rezygnujemy że złych nawyków na poczet tych dobrych, pracujemy nad sobą, że to taka trochę jakby podróż. Myślę, że coś w tym jest. Jak przypomnę sobie jaki styl życia prowadziliśmy na początku naszych starań to łapię się za głowę. Raz w tygodniu ociekająca tłuszczem pizza znanej sieci fast food, codziennie kanapka z szynką albo z żółtym serem. Na obiad, jak nie chciało nam się gotować to jedliśmy albo jakiś kupny badziew typu rzekomo ręcznie lepione pierogi, albo jedliśmy coś z chińskiej knajpki. Wyjazd w góry, nad morze czy nad jezioro równał się zawsze torbą wypchaną kolorowymi słodyczami. A dłuższe wakacyjne pobyty, czy w ogóle wakacyjne weekendy nie mogły obyć się bez piwkowania. Przecież to był nasz czas wolny, nasz relaks więc jak zrelaksować się bez piwa? Te nawyki baaardzo szybko zaowocowały przybraniem na wadze, ale my wtedy tego nie dostrzegaliśmy. Do tego nieustanne zmęczenie i co chwilę ból głowy, żołądka, brzucha... Masakra... Ale my nie dostrzegaliśmy tego, że organizm wysyła nam sygnały, że coś jest nie halo... patrzyliśmy na siebie przez różowe okulary i odbieraliśmy siebie jako ludzi w pełni zdrowych i pelnych energii...Z perspektywy czasu zastanawiam się jak ja chciałam zaprosić Dzidziusia do takiego śmietnika? Opamiętanie przyszło wraz z chorobą bliskiej osoby. Zaczęłam szukać przyczyn i pomocy w leczeniu. Odkryłam dietę, odkryłam ile tak naprawdę znaczy w naszym życiu jedzenie. Dzięki niemu żyjemy, a często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie tylko ilość ma znaczenie ale przede wszystkim jakość. Im bardziej szłam w stronę diety tym bardziej uświadamiałam sobie, że jesteśmy jedną wielką chodząca bakterią. Tak właśnie tak! Nawet nie myślimy o tym ile mieszka w nas bakterii i innych stworzeń określanych mianem mikrobiomu. To nie tylko jelita, bakterie mamy na skórze, w jamie ustnej. Mam wrażenie że wszedzie. I to od nas zależy czy w nas będą mieszkały te dobre bakterie, które będą nam pomagać, czy damy jeść tym złym, które są przeżarte do swojej ściany komórkowej;) i które w podzięce za warunki wyślą nam mnóstwo LPS, które nas zatrują. Są badania które mocno łączą mikrobiom z wieloma chorobami, w tym z tymi najgorszymi na R., a także z niepowodzeniem zajścia w ciążę... Tak zatem trzeba karmić dobre bakterie, usunąć wszelkie nieszczelności w obrębie jelit (nie mam na myśli perforacji) i nie tworzyć warunków do tego, żeby te zle bakterie zrobiły sobie imprezkę w naszym ciele. Kiedyś ludzie odżywiali się w prosty sposób. Zjadali dużo błonnika, owoców i warzyw. Mięso było raz na jakiś czas, od święta. Nie było kupnych kolorowych słodyczy i nie było całej tej trucizny. Nie było plastikowych butelek które zawierają ksenoestrogeny... Dieta pomagała ludziom żyć w zdrowiu. My jako społeczeństwo wybraliśmy wygodę.
Pod koniec 2022r. zaczęliśmy zmieniać dietę. Po otrzymaniu wyników nasienia mojego męża ruszyliśmy z dietą na maxa. Nie było że boli (głównie nogi od stania w kuchni). Wiecie co... Ja w ciągu roku schudłam 16 kilo. Mąż 10. Lepiej się czujemy, nie jesteśmy ospali, nie towarzyszą nam problemy żołądkowe, nie wiemy co to ból (poza oczywiście bólem głowy przed @). Jeśli pilnuję żeby po owulce jeść codziennie marchewkę to nawet nie mam PMS. Na serio! Nawet tego mojego osławionego bólu głowy.
Zmiany nawyków kosztowały nas sporo czasu i wyrzeczeń. Ale teraz wiem że jemy zdrowo, wiemy że nie mamy śmietników w swoim wnętrzu. Wysprzatalam dom dla naszego Dzidziusia i czekam na Niego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2024, 09:51
Właśnie dostałam info z kliniki!
ZARODEK JEST ZDROWY!!
Nasz jedyny zarodek jest zdrowy! Ale się cieszę...
Wiem, że to nie oznacza, że transfer zakończy się sukcesem, ale i tak jest to dla nas już sukces i ogromną szansa ❤️
W sobotę lub w poniedziałek idę na kontrolę i w tym cyklu najprawdopodobniej odbędzie się transfer.
❤️❤️❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2024, 13:00
Jadę na pogrzeb babci. Jakkolwiek serce boli, to...wyczekiwany. Dopiero w ostatnich tygodniach zdałam sobie sprawę jak bardzo ta starość zPanu Bogu nie wyszła.....a może właśnie wyszła i jest po to, byśmy my młodzi doceniali i cieszyli się życiem puki czas, puki można.
Nie spałam całą noc, bo kończyłam pisać teksty do pracy, a byłam tak zmęczona że bałam się że jak zasnę to żadne budziki mnie nie obudzą. I pewnie tak by było, a pobudka ok 4, pociąg o 5.40. Jadę na kawie i adrenalinie. Jeszcze dziś wracam do domu, a pojutrze znów wracam w rodzinnie strony, ok 300 km, tylko z moją rodzinką. Zapowiadają się smutne święta, dobrze że dziesi wniosą trochę spontanicznej radości. Chyba.
Ach, jakoś nie odnotowałam, że ostatni tydzień spędziłam z młodszym dzieckiem w szpitalu. Metapneumowirus. Człowiek uczy się całe życie 🫣😑
Jestem po histero. Dziś wyjście do domu. Przyjęcie miałam w czwartek, w piątek zabieg o 13 i dziś w 3 dobie wychodzę.
Na szczęście tym razem dobrze trafiłam. Szpital ma wypożyczony sprzęt jakiś z górnej półki, był tu profesor i ich szkolił.
No i załapałam się na ten super sprzęt. Trzeba przyznać, że robił wrażenie. Sala operacyjna wielka i nowa, taka amerykańska 🙂
Po zabiegu lekarz sam przyznał, że miałam szczęście że mają teraz ten sprzet bo bez tego musiałby mnie odesłać do innego szpitala. Polip był tak umiejscowiony ze normalnie by go nie Usunęli.
Udało się. Wycięty. Do tego było masę zrostów, mówił, że cała siatka i też udało się to uwolnić. Podali mi mój żel, dobrze że go kupiłam.
Mówił też, że widać gdzie miałam usuwaną tą przegrodę macicy bo ślad został. No i jedynie tych wycinków nie mam ale trudno.
Jeszcze się zastanowię czy to robić czy nie wybrać antybiotyku w ciemno.
No to chyba tyle. Reszty dowiem się z wypisu i mam nadzieję, że na wizycie kontrolnej będzie już pięknie w środku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2023, 12:02
12dc...
Znowu zaczekam liczyć... a im dalej w las tymbardziej wątpię w sukces...
Zastanawiam się, czy przy poprzednich ciążach byłam zdrowa, czy nie zdiagnozowana... 🫣
Teraz gdzie się nie rusze to coś... niby nic wielkiego, ale obawiam się że tych drobnych rzeczy robi sir za dużo...
Chociaż powoli łącze kropki... niby wysokie NK może być przy stanach zapalnych... a coś wyszło w cytologii...
Zastanawiam się, czy to nie znak, że powinnam przestać chcieć za dużo i cieszyć się, że po tym wszystkim mam Chociaż jego... 🫣
Z drugiej strony, obiecałam sobie i Tobie że nie zostawię ich tam gdzie są... zrobię co mogę, reszta w Twoich rękach 🙏 jakby co, ja chce ... Jak będzie, nie wiem, ale jakoś się dostosuje...
Moja perełka, mój pocałunek lata, moja wiosna. Moja kwietna łąka.
Jesteś.
🤍
Alicja z Krainy Marzeń.
2900 g, 54 cm.
Niebawem kolejne czeskie podejscie
Czy mam dobre przeczucia? Pewnie gdybym ich nie miala, nie probowalabym. Czy towarzyszy mi strach? Na razie nie. Wszystkie wyniki badan sa ok. Mam nie brac nawet Encortonu zgodnie ze stanowiskiem czeskiej kliniki:
"Potrzebne jest by Pani organizm/środowisko było w równowadze, więc jeżeli wyniki są w normie a Pani pomimo tego będzie przyjmować leki immunologiczne, to leki mogą zaniżyć dobre poziomy, które dotychczas były w normie"
Dzis rano pomyslalam, ze bede miec 3 dzieci i nawet zmartwilam sie, ze zabraknie mi dla nich pokoi, ale cos na to poradzimy
Teraz jest dobrze, a wkrotce bedzie pieknie
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:48
Adopcja przebadanego zarodka najwyzszej klasy wydawala sie byc ostatnia deska ratunku, planem B, planem C, a moze juz i Y. Nie mialam watpliwosci, ze pokocham to dziecko, a moment transferu byl wyjatkowy, magiczny, niezwykle wzruszajacy. To wspaniale, ze maz mogl mi towarzyszyc, trzymac za reke i obserwowac na monitorze, jak powstaje we mnie nowe zycie, maly, wielki cud. Od samego poczatku prosilismy malutkiego Lentilka, by zostal z nami, zapewnialismy, ze bedzie miec piekne dziecinstwo, ale niestety nie bylo mu to dane
Odszedl szybko, ciaza biochemiczna. Do nastepnego transferu podeszlismy w kolejnym cyklu. Nie mielismy zadnych przeczuc, ale ogromne nadzieje. Beta <0.2 i caly wor pytan dlaczego. Przeciez wiekszosc transferow sie nie udaje ze wzgledu na wady genetyczne maluchow. Nasze byly przebadane, dodatkowo najlepszej klasy. Nie mam juz kolejnych planow "B". AZ to staraczkowa ostatecznosc (pomijajac oczywiscie klasyczna adopcje), choc dla mnie po prostu przepiekna, olbrzymia szansa. Co dalej? Nie poddam sie, bede probowac, ale czy to ma sens? Maluszku nr 3, kimkolwiek jestes, pamietaj, ze choc serce mi peka, w sekunde odbuduje sie ono dla Ciebie
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października 2023, 17:49
Punkt 6. Inseminacja trzy razy. Artemida.
W październiku udało się zrobić drożność, jajowody drożne, wszystko w porządku.
Zrobiliśmy tylko jedno podejście do inseminacji w grudniu - nieudane. Nasienie słabe, bez zmian a nawet gorzej. Podano zaledwie 10 mln plemników. Runęły nasze marzenia, mimo pędzącego nieublaganie mojego czasu biologicznego zwyczajnie się poddalismy. Zostawiliśmy cale starania w tyle mieliśmy dość. Skupiliśmy się na realizacji naszych planów "przyszlomałzenskich". Ruszylismy z budową domu wiosną 2024, zamieszkaliśmy ze sobą w końcu, przygotowywalismy się do ślubu... od 5.10.2024 jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.
Podejmujemy ostateczny krok - in vitro. 18 grudnia mieliśmy wizyte kwalifikacyjną, oczywiście jestem na tyle już stara że ostatni dzwonek...
Powtórka badań jak do inseminacji plus nigdy nie badane Amh - 1,51 - chyba to juz marny wynik, nie wiem.
Wczoraj dostałam miesiączkę, od 16 do 25 dc mam przyjmowac Primolut, od następnego cyklu stymulacja. Wizyta w Artemidzie 30 stycznia.
Czy mam jeszcze jakaś nadzieję? Nadzieja nigdy nie umiera.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2025, 22:56
6dpt...
Zrobiłam zrobiłam drugi test... kreska nadal tam jest....🥹 zaraz idę na betę 🙏
Byłam o 7... czekam na wyniki 🙏🙏🙏
Błagam, niech to będzie prawda... 🙏🙏🙏
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2024, 08:32
Czas start!
Wróciłam do kliniki - jak do dobrych znajomych.
Dzisiejsza wizyta była taka spokojna, normalna.
Powstał na szybko plan, wizyty są umówione, badania zlecone.
Robimy kolejny krok, ale już nie idziemy na wojnę, ale wybieramy się w podróż.
Znamy już tą drogę, niebezpieczeństwa i ograniczenia z nią związane. Ale znamy też smak przekroczenia mety - co jest bardzo fascynujące i uzależniające.
Chcemy spróbować jeszcze raz, jednak dziś mamy głowy wolne od presji czasu, budżetu, powodzenia. Dzis idziemy dalej i sami jesteśmy bardzo ciekawi dokąd poprowadzi nas ta droga.
Zmieniłam tytuł dziennika. Nie chcę już szukać szczęścia jak igły w stogu siana, tylko chce z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Ostatnie dwa tygodnie były lekko mówiąc ciężkie. Sen z moim dzieckiem wybił mnie kompletnie z rytmu, płakałam na samą myśl o nim i o tym, że nie poczuje tego ciepełka na jawie. Potem miałam teleporadę immunologiczną. Pani doktor spoko, wypisała mi listę badań do zrobienia. Gdy podliczyłam koszt wszystkich badań, zadzwoniłam do męża i powiedziałam że nigdy nie będziemy mieli dzieci, bo skoro nas na badania nie stać to co dopiero je utrzymać. I to był mój gwóźdź do trumny... Miotałam się w sobie przez cały weekend jaką podjąć decyzję, ale po kilku rozmowach doszło do mnie, że mną to tak wstrząsnęło, bo to zaburza mój założony spokój, którego potrzebuje. Że ja miotam się jak ranne zwierzę już tyle czasu i tylko tracę siłę i nadzieję, że uda się z tego wyjść. I nie zrobię tych badań, bo wiem, że i bez nich można podejść do IV, że leczenie w razie powodzenia aż tak się nie zmieni i przede wszystkim dlatego, że nie mam w sobie przestrzeni na oczekiwanie na wyniki.
Będzie dobrze, już było źle 🤞
27 dc, 13 dpo, 14 dni po IUI
Dzisiaj zobaczyłam swoje pierwsze w życiu dwie kreski na teście ciążowym. 😭 Nie mogę w to uwierzyć. 🥺

Ale dwa testy, dwóch różnych firm, z dwóch sików nie mogą się przecież mylić. Prawda?
Były już momenty, że nie byłam sobie w stanie wyobrazić, że stanie się to kiedykolwiek... 🥺
A to się dzieje... Dzieje się?
Maleństwo, kochane, trzymaj się i zostań ze mną. 🥺
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 października 2023, 07:57
W 12 sobie życia wróciliśmy w komplecie do domu☺️ Tym razem nie musiałam zostawiać dziecka samego w szpitalu, a ostatnie doby spędziliśmy nawet razem na sali na położniczym. Mam wrażenie, że przez te wspólne godziny tylko we dwoje, mam z synkiem większą więź niż z córeczką na tym etapie jej życia. A może tylko tak mi się wydaje...
Pamiętam, jak podczas cesarki pomyślałam - nigdy więcej🙈 Pamiętam jak dzień później pomyślałam - chciałabym to jeszcze raz przeżyć🙈 Jakoś smutno mi się zrobiło, że ten czas się nie wróci. Nawet ten na patologii ciąży, bo kurczę, ja zwierzę szpitalne, dobrze się tam czułam i nawet odpoczywałam psychicznie🫢🫣 Brakuje mi tego doznania pierwszych chwili z maluszkiem, kangurowania przez tatę, pierwszych wspólnych godzin...Rozsądek, mąż, lekarze i położna środowiskowa mówią - finito z uwagi na moje zdrowie. Ja sobie myślę....będzie co ma być. Synek sam się zaplanował w najmnie, zdawałoby się, odpowiednim momencie, a jednak jest perfekcyjnie, on jest perfekcyjny☺️
Wiem, że dostałam więcej od życia niż się spodziewałam. Dziś proszę tylko Boga i wszelkie siły wyższe, by moje dzieci były zdrowe i szczęśliwe. To tyle i aż tyle.
Dzisiaj jedziemy na sesję noworodkową. Mąż kręci nosem, że niepotrzebna, pewnie nie, ale ja chcę🙃
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.