Trzecia histeroskopia za nami. Wszystko poszło dobrze 🍀
Warto było ją powtórzyć - tak jak myślałam, wejście do szyjki było kompletnie zamknięte. Udało się je jednak udrożnić i wygładzić, dostałam też żel przeciwzrostowy. Dalsza część szyjki i macica oraz ujścia jajowodów wyglądały prawidłowo, nie znaleziono żadnych zrostów czy polipów. Za około dwa tygodnie przyjdzie miesiączka - zobaczymy, czy krew wypływa swobodnie. W ostatnim czasie moje okresy były bardzo skąpe i potrafiły trwać 2 dni. Czasem trwały dłużej, ale 3 dnia krwawienie ustępowało i wracało np. po 24 godzinach. Ewidentnie coś było nie tak.
W drodze powrotnej zobaczyliśmy ogromną tęczę w całej okazałości - pokazały się jej oba końce. Jadąc autostradą mieliśmy wrażenie, że wyjeżdżamy w jej środek. A za chwilę obok niej pojawiła się druga 🤍🌈

Po zabiegu zmieniłam już z 5 podpasek pełnych krwi, ale nic mnie nie boli i czuję się zupełnie normalnie. Wykorzystam jednak ten przywilej i poleniuchuję dziś i jutro.
Ogólnie zarówno poczekalnia jak i sala pooperacyjna pełna była młodych kobiet, pewnie w podobnej sytuacji co my. Ostatnio otwierać zaczął się też mój mąż i takim sposobem dowiedzieliśmy się, że dzieci wielu z jego najbliższych znajomych również urodziły się dzięki in vitro, po wielu stratach i dziesiątkach latach starań. Zdumiewa mnie fakt, ile człowiek jest w stanie znieść, a mimo to nadal się uśmiechać. Ale.. Te słowa opisują chyba każdą z nas.
Coraz częściej rozmyślam do czego dąży ten świat. Przeraża mnie fakt, że za kilkadziesiąt lat naturalna ciąża może być prawdziwym cudem, a kliniki leczenia niepłodności mogą być tak popularne jak przychodnie internistyczne. Pocieszająca jest jednak świadomość, że prawie każdemu prędzej czy później się udaje. Niemniej jednak to, czego doświadczymy podczas tej niełatwej drogi, zmieni wiele z nas już na zawsze. Bo cierpienie nie ma sensu.
Wczoraj otrzymałam również wyniki krzywej cukrowej:
Glukoza naczczo/po godzinie/po dwóch: 96->72->68 mg/dl
Insulina naczczo/po godzinie/po dwóch: 8.1->19.4->20 mU/l
Homa-IR: 1,9
Homa-IR sprzed 1,5 roku bez metforminy: 1,8
Od ponad roku przyjmuję glucophage 500 XR i nie odstawiłam go na czas badania. Niby wyniki mieszczą się w widełkach, ale glukoza po obciążeniu spada, natomiast insulina cały czas rośnie. Nie umiem tego interpretować, ale wydaje mi się, że doktor Jerzak tego nie zignoruje. Może to jest w jakimś stopniu część naszego problemu?
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia 2024, 10:25
Ovu od jakiegoś czasu służy mi głównie do liczenia ile dni życia ma Synek i do kibicowania staraczkom. Nie mam weny by opisywać codzienność. Codzienność o której jeszcze parę lat temu nawet nie śmiałam marzyć.
Synek ogólnie zdrowy. Okularki chyba nam zostaną, bo jak na razie wada wzroku tylko minimalnie się poprawiła. Za to badanie ABR wykazało, że słyszy dobrze i my też nie mamy co do tego wątpliwości. Gdyby nie to, że badała go nasza pediatra, rehabilitantka i neurologopeda, plus doktor z fundacji Otwartych Ramion, to bym pomyślałam, że miałam schiza z tym słuchem, ale nawet mąż przyznaje, że coś było nie tak, że nie reagował.....na szczęście jest teraz ok i to najważniejsze. Rączka też jedna i druga sprawne. Zdrowy facet.
Piękny blondyn z błękitnymi oczami, wiecznie uśmiechnięty.
Moje dzieciaczki się kochają i uśmiechają na swój widok wzajemnie. Pewnie będą wzloty i upadki, ale cieszę się że mają wobec siebie tylko pozytywne emocje.
Zaliczyliśmy tydzień w szpitalu z maluchem bo złapał jakaś infekcję i wysoko gorączkował. Miałam taki mały odpoczynek od rzeczywistości, zamknięta w szpitalu kilkaset km od domu, ale daliśmy radę.
Nie wiem czy będę tu jeszcze pisać, planuję ściągnąć treści z pamiętnika do jakiegoś pliku, ale zobaczymy kiedy się za to zabiorę.
Temat dalszego rodzeństwa definitywnie zamknięty. Nie, że nie chcę, bo zawsze chciałam 3, ale psychicznie bym nie ujechala w obawie o swoje zdrowie i dziecka. Cała ciąża pod kontrolą, wieczne wizyty w szpitalu i onkologia wisząca nade mną jak katowski miecz. Chyba powoli przepracowałam to, że moje dzieci potrzebują zdrowej mamy i cudem jest to, że mają siebie na wzajem, że są zdrowe i postanowiliśmy z mężem że nie będziemy grać z Panem Bogiem w ruletkę czy trzecie będzie zdrowe ...
I tu zonk, bo mąż nie jest hipokrytą i twierdzi że skoro jest wierzącym katolikiem to nic poza npr nie możemy stosować ....nasze młodsze npr właśnie sobie drzemkije, więc ja dziękuję za takie zabezpieczenie....no więc my od ciąży jeszcze nie ten tego .....on wazektomii nie chce, a ja nawet hormonalnych tabsow nie mogę z uwagi na choleostaze w ciąży. Patowa sytuacja. Zobaczymy jak to uciągniemy.
Dziewczyny, wspieram Was wirtualnie, walczcie o sobie i swoje szczęście i nie poddawajcie się.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2024, 14:25
20dc
Wstałam dzisiaj dosyć późno po nocnej zmianie, bo jakoś po 15:00. Czuję się strasznie zmęczona ostatnio i kompletnie nic mi się nie chce. Muszę ponownie zrobić badania, bo jestem senna, zmęczona i brak mi energii na cokolwiek. Nie wiem czy przyczyną jest to, że już mnie męczą te starania , czy po prostu coś się dzieje w moim organizmie. Co by to jednak nie było, badania zrobię. Jest 19:00 a ja mam jak zwykle samopoczucie takie, że bez kija nie podchodź. Ciągle mam myśli w głowie, dlaczego jest tak trudno, a innym wychodzi od razu ? Co ze mną jest nie tak ??🤦🏻♀️
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2024, 23:37
Dzis na wizycie - szyjka już miękka i krotka, rozwarcie na 2 cm… 😁 Mój Lekarz mówi, ze do tygodnia urodzę. Czułam już przed wizyta, ze przyszły weekend to może być ten termin.. jestem 37+5, także bezpiecznie. Waga Malutkiej szacowana 3300-3600 g wiec tym razem szykuje mi się duży bobasek 😍 coś mnie tknęło i dzis zaczęłam prac ubranka 62, bo do tej pory same 50-56 w komodzie 😍
Teraz czas żeby jeszcze łapać jakoś oddech i na spokojnie (obym zachowała ten spokój) czekać. Ostatnie dni z brzuszkiem ❤️😍Trzymajcie kciuki żeby poród (ponoć ma znowu być szybki) byl bezpieczny a Malutka zdrowa 😍❤️
2 dc
Wczoraj dostałam miesiaczke po 4 dniach od odstawienia luteiny...
Cykl zrobil mi duża nadzieje przez luteine serio wierzyłam że się udało nordy kolejny raz mnie zawiodły wyrzucam je i nie polecam!
Czy jestem rozczarowana? Jednym słowem w chuj!
I ten progesteron tak wiem ze był spowodowany braniem.luteiny ale ku**** miałam ja jebana nadzieje a dawno już znikła....
Mam dość życia staraniami człowiek się stara robi co może a i tak chuj z tego jest człowiek ma wtjebane i dostaje z dupy po kilku miesiącach owulacje? O chuj tu chodzi.... zaczynam uważać ze u mnie największy problem tkwi z głowie ze jestem zablokowana po prostu... możecie mowic ze to tak nie jest ale ja tak czuje żeby po 5 latach nawet nie doświadczyć cb? Kabaret.... przepraszam że to napisze ze połowa z was mnie nie zrozumie ale ja bym chciała chociaz zaliczyć taka cb chociaz bym.miala nadzieje ze moge zajsc a tak ? Nic nue mogę.
Ten cykl jednym słowem pierdole mam.inne sprawy do załatwienia nie bede żyła tylko staraniami zostały mi jeszcze 2 cykle stymulowane dla mnie teraz nie mają sensu bo pomimo owulacji ja i tak nie zachodzę to po chuj brac te leki i jezdzic do Poznania i marnować dzień mam tego wszystkiego dość sory na dzień dzisiejszy się poddaje!
Niepłodność PIERDOL SIE !!!!!!
O tej która wygrała.
Chwalisz się dwa miesiace po ślubie,bo zobaczyłaś dwie kreski, na jarmarku światecznym nie pijesz wina.
Miesiac później, juz nie odmówisz alkoholu. Nie wiedziałaś,że życie może być takie kruche.
Pół roku później piszesz do mnie w nocy, zaczęło się.
Obudziłaś się w szpitalu cała zakrwawiona.
Zwijasz się z bólu w ręku masz telefon, obok leży kobieta w ciaży. Ty wlaśnie straciłaś drugie dziecko.
O trzeciej ciąży nie powiesz nikomu, tym razem imię wybierzesz w ostatnich tygodniach.
O stratach nie mówisz, za każdym razem kiedy wracałaś do pracy, milczałaś. My też milczeliśmy.
Na instagramie rozgrywał się teatr.
Teatr pod tytułem moje piękne życie.
Ale walczyłaś, nie poddałaś się chociaż ból w środku rozrywał Ciebie. Byłaś już mamą w momencie, kiedy postanowiłaś mieć dziecko.
To jest wielka moc, moc kobiet które mają różną historię i różną przyszłość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2023, 09:46
26+2 tc
Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z Położną. Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Przede wszystkim nie widzi problemu z naszymi zmianami adresów, ale też z wprowadzeniem się z Maluszkiem do jeszcze niezakończonego domu. Taka, wydaje się, bardzo życiowa babeczka. Dostałam wczoraj całą masę różnych giftów - próbek pampersów, witaminy D3, Sudocremu i innych. No i umówiłyśmy się na rozpoczęcie edukacji przedporodowej po majówce. Taka szkoła rodzenia, tylko indywidualna i na NFZ.
Mamy zacząć od zaplanowania torby do szpitala i wyprawki aptecznej, więc póki co wstrzymałam się z zakupami tego typu.
W ogóle kwiecień pozostawiam bez planu większych zakupów. Poszaleję może jedynie z ubrankami trochę. Z całą resztą czekam na maj. Z rzeczami aptecznymi, jak wyżej, bo Położna pewnie podpowie, co potrzebne, a co jest zupełnie zbędne. Gabaryty to wiadomo, póki co nie mamy gdzie trzymać, ale w maju już chciał, nie chciał będziemy musieli zorganizować jakieś miejsce.
Stary wziął urlop na majówkę, będzie miał łącznie 9 dni wolnego, które planuje spędzić na budowie, więc pewnie podgoni trochę z tą naszą rezydencją. Na to liczę bardzo, bo ten nieco ponad tydzień pokaże, na ile jesteśmy w stanie przyspieszyć i faktycznie wprowadzić się przed porodem.
Czeka nas intensywny wykończeniowo czas. Trzeba wybrać płytki i gresy - do łazienki i na cały dół. Trzeba zamówić kuchnię, bo tu też się czeka trochę na realizację, a później jeszcze trzeba to zamontować. Oby wszystko szło z górki, wtedy będę spokojniejsza. Chociaż, wracając jeszcze do początku wpisu, już i tak Położna mnie uspokoiła, mówiąc, że Maleństwo nie będzie na początek potrzebowało wiele jeśli chodzi o mieszkanie, natomiast przeogromnie będzie potrzebowało kochających Rodziców i bliskości. To jesteśmy w stanie Mu dać.
Czekamy na Ciebie, Grzdylku. I zrobimy z Tatą wszystko, żeby Ci było z nami jak najlepiej.
2 lata i miesiąc 👦🏻
Prawie 3 miesiące 👶🏻
14 sierpnia przyszedł na świat mój drugi syn. Przyszedł na świat każąc na siebie długo czekać w 40+5 tc. Przyszedł na świat jako największe zaskoczenie i cud mojego życia. Przyszedł na świat o 5:44 upalnego sierpniowego poniedziałku. Przyszedł na świat (nie)zaskakująco szybko w ciszy i spokoju jaki ogarniał blok porodowy.
Zaraz minie nam 3 miesiące razem. Długo zbierałam się, żeby coś tu wyskrobać, ale gdy myślałam, że z dzieckiem jest „zawsze coś” to z dwójką jest „zawsze coś” razy dwa.
Bardzo chciałabym mieć tu opis tych naszych ostatnich dni w dwupaku, porodu. Więc niebawem tu wrócę.
A teraz w obliczu wszystkiego co dzieje się wokół chciałam sobie tylko przypomnieć jak bardzo ich kocham, jak ogromne mam szczęście, że są ze mną: cali, zdrowi, radośni, piękni.
Moje dwa chłopaki. Spełnienie moich marzeń i snów. Moje serca poza ciałem. Moje wszystko.
🩵🩵
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2023, 01:22
Dramat z każdej strony. Po zakończeniu antybiotyku przez 12 dni od razu na nast dzień zaczęłam się gorzej czuć. Na początku osłabienie, ból mięśni, drapanko w gardle jakby mnie przewiało.
Po 2 dniach od nowa czopy ropne w gardle. Dziś umieram. Dostałam kolejny antybiotyk z infolinii od lekarza ale to wystarczy? Ani wymazu teraz ani nic. A wszystko boli, mięśnie, zimno mi, gardło strasznie... Boję się o Izę, ona też na antybiotyku bo ma ropne zapalenie ucha ale ma też mokry kaszel i furczy jej w klatce.
Nie wiem co mam robić.
W pon muszę iść do pracy, a ona do żłobka.
Po prostu jestem załamana.
Wizja transferu mocno się oddala. Dopóki tego nie wyleczę nie podchodzę bo na immunisupresji znowu mogę coś złapać.
Musze pilnie ogarnąć wizytę u laryngologa i niech wdraża konkretne działania.
No i bebech boli. Dalej boli mnie ten pępek i doszedł żołądek. Tamten antybiotyk ledwo zniosłam a teraz zaraz kolejny.
Tylko patrzeć aż dojdzie mi zapalenie grzybicze pochwy po takim kombo.
Rozkładam ręce i nie wiem co robić.
Pierwszy ciążowy stres mamy za sobą. Wczoraj zaczęłam plamić.
Jasnoróżowe plamienie przy podcieraniu sprawiło, że zaczęłam panikować.
Dzisiaj pobiegłam do labu spuścić krew na betę i progesteron, bo jakoś tak przyszło mi do głowy, że może to plamienie, bo ten drugi niski.
Progesteron - 34,90 ng/mL.
Beta - 49 731,11 mIU/mL.
Biłam się z myślami, czy biec dzisiaj do jakiegoś randamowego ginekologa sprawdzić, co się dzieje, ale... Ostatecznie stwierdziłam, że "pierwszy lepszy" lekarz może zrobić mojej głowie więcej szkody niż pożytku.
Zaraz kończę pracę i idę leżeć. Wyleżę się, odpocznę, będzie dobrze.
Do wizyty już tylko 5 dni. Do środy już niedaleko.
Może jak zobaczę moje Maleństwo to będę spokojniejsza...
29+1
Jesteśmy po wizytach u profesor i prowadzącego, prawie już po remoncie, po świętach przed którymi się ostro pokłóciliśmy (przez remont i zmęczenie praca), ja już na L4 od dwóch dni 🙏 Z jednej strony cieszę się, że tak długo pracowałam, z drugiej - marzec mogłam sobie już darować. Wraz z końcem drugiego trymestru opuściła mnie energia. Były wielkie plany, na szybkie ogarnięcie sprzątania, spacery, baseny, kawiarnie.. tymczasem drugi dzień leżę i gapię się w telefon. Ale nie narzekam, po prostu ogarnę wszystko małymi kroczkami a nie na hurra.
W zeszłym tygodniu byłam na wizycie u profesor - bardzo zadowolona, wszystko dobrze. Leki jeszcze utrzymujemy. Po świętach wizyta u prowadzącego „głównego” - wraz ze skończonym 29tc mamy 1600 gram Dziewczynki 🩷😜 Szok. Głowa dokładnie na dzień ciąży, brzuszek troszkę większy, nogi długie i pewnie one tak tą wagę podnoszą. Cieszę się, że rośnie nam Malutka, ale zaczynam myśleć co jeśli dobije Nam do 4,5 kg 🙈 No nic, czekamy, jeszcze sporo czasu do porodu i finalnych szacunków.
Gorzej, ze teraz leży poprzecznie. Widziałam to po brzuchu już w święta i nawet mówiłam do mamy, że po brzuchu to tu widzę głowę a tu tyłek. No i bingo.
Mówię jej teraz, żeby nie świrowała tylko się ładnie ustawiła głową do dołu i z tą wagą to tak 3700 i stop 
A tak serio, to robię ćwiczenia od Zaufaj Położnej żeby jej pomóc, pogadam wkrótce o tym z moją fizjo, pogadam z moją położną i cierpliwie czekam. 16.04 mamy USG 3 trymestru a 7 maja wizytę u prowadzącego. Czekam do 36 tc z tym jej ułożeniem i potem będę się martwić jak w takim razie ogarnąć CC skoro się nie zapisałam na planowaną teraz (większość szpitali robi zapisy na planowane cc do 32 tc co w moim przypadku jest bez sensu, bo nie mam innych wskazań do cc poza jej aktualnym ułożeniem). Wiem, że wybiegam za bardzo myślami w przód i analizuje, ale z drugiej strony o czym mam myśleć jak nie o tym ?
Pokój już pomalowany, łóżko złożone, szafa skręcona. Czekam jeszcze na listwy, teść zamontuje. Potem jakieś szafki nocne, łóżeczko dla małej, jakaś półeczka na ścianę na jej akcesoria i zrobione. Ale bajzlu i nerwów sporo przy tym było, głównie przez to że oboje pracowaliśmy i marzec był za intensywny. Nie chciałam czekać do teraz jednak, bo teraz jestem dętka i jedyne co dam radę już ogarnąć to drobiazgi. Układam w szafach, robię segregację i zajmuje mi to już tydzień.. przed ciążą max 2 dni. I nie chodzi o to że nie mogę się schylić, sapie, czy brak kondycji. Senność i niskie ciśnienie mnie tak wykańczają obecnie.
Ale mam fajne plany na weekend. Moja fizjo organizuje jutro trening w plenerze dla mam i przyszłych mam, więc się wybieram. Potem spacer z psami dłuższy. A niedziela książka, bo mąż idzie na rower. Też bym poszła, ale to może za kilka miesięcy 
26+6 Mój Cud waży 1100gram♥️ Jest małą rozrabiaką co mnie bardzo cieszy.🥺 Zalecony oszczędny tryb ze względu na centymetrowe skrócenie się szyjki (dziś 2,57cm), kontrolna wizyta za 2 tygodnie. Nie śpiesz się maluszku, jeszcze się sobą nacieszymy.👣👣🤱♥️♥️
Trzy cykle stymulowane nie zmieniły nic. Nie wierzyłam w powodzenie stymulacji, ale jednak gdzieś w głębi duszy liczyłam na cud. Dwa cykle były z Accofilem i Encortonem, trzeci był bez leków, bo muszę zrobić przymusową przerwę. Co dalej? Jesteśmy nastawieni na IUI. Mam nadzieję, że HBA utrzymuje się na odpowiednim poziomie i inseminacja ma sens. Nie wiem czy sprawdzać HBA przed podejściem do IUI, czy sobie darować. Z jednej strony - wolę żyć w przekonaniu, że wszystko jest dobrze, a z drugiej - przy słabym HBA inseminacja nie ma sensu. Może więc warto to sprawdzić, żeby się niepotrzebnie nie łudzić? Nie wiem. Wiele osób w ogóle tego nie bada i zachodzą w ciążę.
Jestem w trakcie drugiego cyklu "odpoczynku" od leków. Mam w sobie sporo luzu, wyparłam z głowy temat starań, nie chce mi się o tym rozmawiać. Dziś jednak czuję okropną pustkę, której nie czułam już dawno. Koleżanki planują kolejne dzieci, a my ciągle walczymy o pierwsze. Nie wiem jak długa droga nas jeszcze czeka i czy w ogóle kiedykolwiek się uda. To przecież żaden pewnik.
W tym miesiącu mijają nam dwa lata starań. Dwa cykle były w tym czasie odpuszczone, ale to nic nie zmienia. To i tak za długo. Żadna zdrowa para się tyle nie stara. A skoro my podobno jesteśmy zdrowi, to czemu się nie udaje? Gdzie tkwi przyczyna? Jak uświadamiam sobie staż naszych starań to ogarnia mnie przerażenie. Z każdym kolejnym miesiącem coraz mocniej uświadamiam sobie, że naprawdę mamy problem. Od zawsze, myśląc o macierzyństwie, czułam, że nie przyjdzie mi to łatwo. I czasem czuję jakbym to sobie wykrakała..
39 tydzień + 4 dni
Dawno nic nie pisałam, jakoś nie było weny, były momenty, że po prostu bałam się "chwalić "...
Nadal się boję, chociaż jestem na finiszu...
Pobudka była 2:40/50 obudził mnie ból brzucha jak na miesiączkę...I tak się do powtarzało co jakiś czas...ale nieregularnie.
Bardziej zaniepokoiło mnie to, że słabo czułam ruchy dzidziusia...ale próbowałam spać, tłumaczyłam sobie, że to nie ta porą...
Mąż pojechał do pracy ok 6, ale powiedziałam mu, aby miał przy sobie telefon...
Pokrzątałam się po domu, zjadłam śniadanie, coś tam uprałam...
Ok 7-8 bóle pojawiały się co 10 minut...
Potem wymioty...
Ok 9 zadzwoniłam do męża aby przyjechał...
W międzyczasie poczułam się lepiej...ale i tak martwiąc się o te słabe ruchy zdecydowałam, że jedziemy...
I tak jakoś po 10 trafiliśmy na izbę przyjęć...stamtąd na Oddział...czynność serca Ok, ale ruchy jakieś leniwe...skurcze nieregularne...
Najpierw powiedzieli, że będziemy czekać aż samo się zacznie, ale potem po badaniu lekarz zdecydował, że zakładamy cewnik foleya i w zależności od czynności skurczowej dziś lub jutro podamy oksytocyne. Zgodziłam się.
I tak teraz sobie "wypoczywam"...jeżeli w nic w nocy się nie rozkręci to jutro ok 7 będzie indukcja...
Mam nadzieję, że ze znieczuleniem, ale ledwo dawałam radę ze skurczami, zakładaniem cewnika czy też badaniem szyjki...
Nie mam siły, aby opisywać wszystkie szczegóły...
Nadal jestem pełna obaw, ale cieszę się, że to już jutro...
Nadal się boję...I pewnie Nadal będę, ale inaczej...
Tak to już jest niestety...
Nie wiem, czy jutro dam radę dodać wpis, ale pomyślałam, że taki update może kogoś zainteresuje 
Dobrej nocy
19cs 15dc
Nie ma drugiego podejścia do inseminacji.
Nie wszystko w życiu zgrywa się tak jak powinno.
Kolejna próba wg obliczeń dni cyklu powinna być wczoraj. Niestety kilka rzeczy złożyło się na siebie i nie mogliśmy fizycznie wszystkiego domknąć.
Mój lekarz prowadzący w tym dniu znowu nie pracował.
Lekarz "zastępczy", u którego byłam już dwa razy i wykonywał nam poprzednią IUI również wczoraj nie był obecny w klinice.
Zaproponowano nam nowego doktora. Dostępnego na dyżurze i ja wiem, że dla nich to tylko procedura, którą muszą wykonać i tyle. Ale nie chciałam w ten sposób. Ile obcych zupełnie ludzi można jeszcze angażować w cud poczęcia? Wystarczy mi już fakt, że wszystko zostało odarte ze swojej magii. Nie chcę w ten sposób.
Myślałam, że będąc pod opieką kliniki poczuję się bezpieczniej, że doktor który mnie prowadzi będzie rozpatrywał z nami każdy krok.
Tak nie wyszło.
Procedury.
Ta próba wiązała się z problemami logistycznymi, bo o ile ja byłabym w stanie zorganizować sobie piątek wolny na monit i ewentualny dzień inseminacji to mąż już niestety nie.
______
Usłyszałam ostatnio mądre słowa.
Małżeństwo to decyzja podyktowana silnym uczuciem. To również decyzja, że będę nosić krzyż, zwłaszcza wtedy kiedy powinno się go nieść. Zwłaszcza w sprawach, których nie da się sprawdzić przed ślubem, a potem przychodzi rozczarowanie.
Na dobre i na złe. Przysięgam, że Cię nie opuszczę obojętnie co się wydarzy. Muszę być pewna, że dam radę cierpieć w małżeństwie, że zniosę to dla dobra mojego małżeństwa. Muszę być pewna, że to nie zniszczy mnie ani naszej relacji.
______
W zeszłym roku myślałam, że się pogodziłam z tym, że jest trudno.
Wtedy jeszcze walczyłam.
Teraz już odpuszczam.
Myśl o macierzyństwie staje się dla mnie taką abstrakcją, że jest mi już obojętna.
Przyjmę wszystko, co Bóg chce mi dać.
Mieliśmy sprobowac jeszcze przez pół roku.. daliśmy sobie deadline. Gdy dostaliśmy zielone światło po stracie, znow rozpaliła sie w Nas nadzieja.. tyle, ze nie na długo. Z planowanych 6 miesięcy prob, dane były nam tylko dwa cykle. Potem wszystko zaczęło sie spać. Najpierw dwa cykle bezowulacyjne (no coz, zdarza sie), potem fatalne endometrium, i znów, i znów, i znów.. zlecenie badan hormonalnych jednych, drugich - wszystko dobrze, a endometrium tragedia. W końcu lekarz rozłożył ręce i skierował mnie do kliniki leczenia nieplodnosci lub innego lekarza, bo przyznał, ze nieplodnosc nie jest jego specjalizacja.
Chwilę trwało zanim zdecydowałam sie odwiedzić swojego poprzedniego lekarza. Tego, dzięki któremu mam pierwsza córcię i który prowadził mi ciążę z druga.
Zaniosłam mu wszystkie wyniki badań, kilka USG. Pooglądał, zrobił badanie i.. zasugerował na 80% zespol Ashermana. Poinformowal, ze jesli zrosty beda male to sprobuje je usunac, ale jesli bedzie ich duzo lub beda duze to musze szukac lekarza w Warszawie lub we Wrocławiu, specjalisty. Mowil, ze wtedy leczenie to co najmniej dwa zabiegi, potem kilka miesięcy antykoncepcji, a potem kolejne kilka miesiecy terapii. Wszystko skladalo sie na ponad rok.. Wystawil skierowanie na histeroskopie, ustalenie terminu i czekamy. Przyznaje.. te 2 tygodnie czekania bylo dla mnie katorga. Przeczytałam niemal wszystko o ww. zespole, sposobie leczenia i nic nie przyniosło mi ulgi, wręcz przeciwnie.
Gdy w końcu przyszedł czas na histeroskopie to dostałam obuchem w łeb. Sądząc po reakcji to lekarz byl równie zdziwiony jak ja - to nie byl zespol Ashermana. To była masa tkanki bliznowatej i DOSLOWNIE strzepki endometrium, które przy pomiarach faktycznych wynosi jakis 1mm.
Cóż z tego, ze mam swoje owulacje? Coz z tego, ze druga faza cyklu bez zarzutu, skoro ten zarodek nie ma gdzie sie zagniezdzic..
Brak powszechnego leczenia takiej przypadłości, bo jest to rzadki przypadek. Wszak tyle kobiet przeżywa abrazje, a jednak ich endometrium wyglada normalnie. Prawdopodobnie przyczyna bylo to, ze miałam dwa zabiegi w bardzo krótkim odstępie czasu.
Lekarz zaproponował terapie estrogenami, rozważamy wlewy z osocza bogatoplytkowego.. ale czy to zadziała? Tego nie wie nikt. Sam lekarz przyznał, ze jeśli terapia nie pomoze to pozostaje mi zakończyć marzenia o dziecku i założyć wkładkę (tu nie tyle dla antykoncepcji, co dla zdrowia - zeby jama macicy mi sie nie zarosla).
Póki co, nie czuje jeszcze, zeby to był czas na odpuszczenie. Jeszcze mamy trochę sil, by walczyć. Spróbujemy.. a jeśli nie przyniesie to efektów, odejdziemy, ale z myślą, ze zrobiliśmy co mogliśmy.
Żyjemy. Antybiotyk zaczął działać i wczoraj już nie miałam gorączki. Także dziś poszłam do roboty choć opierdalam się jak mogę. Właśnie wcinam ciepłą zupkę ogórkową.
Jutro idę do laryngologa. Zobaczymy czy coś wdrożyć dodatkowo czy uzna, że antybiotyk który biorę będzie ok. Muszę z nią porozmawiać o tym ropniu i zaznaczyć, że do transferu wchodzę na immunisupresje i wolę uniknąć nawrotu. Czytałam trochę na necie, że nacinają takie gulki i uwalniają ropę żeby się wygoiło jak należy. Ale czy to przejdzie czy uzna że wymyślam to się okaże. Wolę poczekać miesiąc czy 2 na transfer ale być przygotowana jak należy.
Młodej załatwiłam opiekę jeszcze na 2 dni bo chyba przedłużę jej antybiotyk chociaż o dobę. Na szczęście intensywne inhalacje u niej też pomogły przez weekend i jest o niebo lepiej. Coś tam jej się odrywa ale to już zwykły mokry kaszel, nie męczy jej.
Naprawdę potrzebuje odpocząć. Mąż 2 zmiany i cały tydzień będę sama z córcia w domu. Ona się nudzi strasznie. Musimy zacząć odrobinę spacerować bo ostatnie tygodnie w domu załatwiły nasza odporność totalnie. Myślę, że wyjdę z nią dziś chociaż na 20-30 minut. Bo pójdzie do żłobka wyjdą na spacer i będzie od nowa chora. Już to znam.
Jeszcze tej nocy miałam taki refluks, że gorycz i żółć podchodziła mi do gardła chyba 20 razy. Próbowałam spać na siedząco, wzięłam leki IPP i wciąż przy każdym minimalnym ruchu wlewało mi się do buzi.
Gardło dziś boli jak cholera, w mostku piecze, typowa zgaga refluksowa ale chyba nigdy nie miałam tak źle.
Ponoć to jedno z powikłań usunięcia pęcherzyka. Wczoraj nic strasznego nie jadłam żeby było po złej diecie. No chyba, że ten antybiotyk mnie tak wykańcza. W sumie mam nadzieję, że skończę go brać i unormuje żołądek.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 listopada 2023, 13:17
17 I 2024r
27t+0d
A więc zaczynam ostatni tydzień 6 miesiąca ciąży. Cieszę się, każdy tydzień jest na wagę złota i wraz z upływającym czasem zmniejsza się też lęk. Nie znika całkiem ale już nie dominuje. Pozostaje z tyłu głowy jako migająca przestroga, jednak nie utrudnia funkcjonowania.
Ostatnie dni były ciężkie psychicznie.
Pojawiły się złe myśli podkręcane dodatkowo przeczytanymi artykułami o wcześniakach i przedwczesnych porodach. Pochłonęła mnie ciemność. Siedziałam na tykającej bombie, a płynące łzy nie pozwalały ujrzeć mi pozytywnych scenariuszy. Czego się bałam?
Bałam się, że dostanę krwotoku i będę musiała rodzić w najbliższym szpitalu, który ma I stopień referencyjnosci, zamiast w zaplanowanym, który posiada III. Nie jest tajemnicą, że przekłada się to na dostęp do najlepszych specjalistów i porządnej aparatury. Widziałam już Małą w setkach rurek i inkubatorze. A to generwowało potężne poczucie winy. Czarne, niesprawiedliwe myśli, które szeptały mi, że to moja wina, bo najpierw nie umiałam w tą ciążę zajść, a teraz nie potrafię jej bezpiecznie donosić. Strach ściskał mnie za gardło i nie pozwalał oddychać. Bałam się, że stracę Lili, że w skutek komplikacji usuną mi macicę i już nigdy nie zostanę mamą. I im bardziej nie chciałam o tym myśleć tym częściej żądliły boleśnie jak osy.
Ale słońce w końcu wyszło.
Łzy wyschły, a kopniaki mojej Córeczki stały się mocniejsze. Codziennie rano budziła mnie nimi i żegnała na dobranoc jakby chciała powiedzieć "Mamusiu jestem tutaj, poradzimy sobie ze wszystkim, nie skreślaj tego."
Mąż wyczuwając mój nastrój stał się jeszcze bardziej opiekuńczy i czuły - przed snem tulił mocno i długo nie mówiąc nic - w sumie nie musiał, rozumieliśmy się bez słów, mieliśmy te same obawy.
Wyznaczyłam sobie 2 małe punty czasowe, do których dotrwam w dwupaku i nie ma innej opcji.
Pierwszy to 21.02 - czas kiedy zacznę 32tc i Mała zakwalifikuje się do najstarszej grupy wcześniaków zwiększając swoje szanse na lepszy start.
Drugi to 13.03 - ten dzień rozpocznie 35tc czyli czas na który bardzo liczy mój prowadzący.
A do tego czasu przygotowujemy wyprawkę, oszczędzam się ile mogę i zaczynam na nowo cieszyć się tymi ostatnimi miesiącami ciąży.
Liliannko, nie śpiesz się na drugą stronę brzuszka - jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć 😘
A póki co Mama nie podda się nawet na chwilę.
W tym całe piękno rodziny - dba się o siebie nawzajem ❤️
Rok temu zaczęłam cykl, w którym zaszłam w ciążę z Igorkiem. Są dni kiedy czuje tą ciążę i jej stratę każdą komórką swojego ciała.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.