Listopad zakończył się @. Ale nic dziwnego, za mało "staraliśmy sie" 
Może w grudniu ? Zobaczymy 18.12
Dziękuję za Wasze komentarze i wiadomości prywatne. Jesteście nieocenionym wsparciem 🥹
Wczoraj odbyła się punkcja. Udało się pobrać 22 komórki 🤍
Rano po przebudzeniu czułam ogromne rozpieranie w podbrzuszu, jakby zaraz miały pęknąć mi jajniki. Nie wspominając o piersiach, które urosły mi jak w poprzedniej ciąży. Nie mogłam się do nich dotknąć. Na wpół wyprostowana wyszłam z domu, a mąż zawiózł mnie do kliniki. Na miejscu było super. Poczułam się bardzo dobrze zaopiekowana, personel był miły i odpowiadał na wszystkie moje pytania.
Chwilę po tym, jak znalazłam się na sali zabiegowej, doktor Schneider przywitał mnie wielkim uśmiechem na ustach i łamanym "dzień dobry". Też się szeroko uśmiechnęłam. Lubię pana doktora. Anestezjolog podał mi dożylnie znieczulenie i życzył miłych snów. Zdążyłam jeszcze powiedzieć, że to moja ulubiona część zabiegu, poczułam smak leku w ustach i błogo sobie zasnęłam. Narkoza to coś cudownego 🙈
Nie pamiętam gdzie i kiedy pierwszy raz się obudziłam, bo chyba znowu urwał mi się film. Ale gdy już doszłam do siebie, szybko stwierdziłam, że chcę już wychodzić.
Mąż czekał na mnie w poczekalni, od razu złapał pod ramię i zapytał, czy nie chcę się czegoś napić. Właśnie, anestezjolog kazał mi dużo pić. Posiedzieliśmy chwilę i doktor zawołał nas do swojego gabinetu.
- Wszystko poszło gładko. Mamy 22 komórki. To bardzo dobry wynik.
Tu odetchnęłam. Zapytałam o statystyki.
- Część będzie niedojrzała, a część się nie zapłodni. Statystycznie zostanie nam połowa, może 10. 4 zostawimy do dalszego rozwoju, a resztę zamrozimy na drugi dzień. Teraz poczekamy na miesiączkę, żeby wszystko się ustabilizowało. Przyjdzie szybciej niż zwykle, za jakiś tydzień. Później poczekamy na kolejną i możemy transferować.
Tu posmutniałam. Wiedziałam, że tak będzie. Zaszkliły mi się oczy. Zapytałam, czy to znaczy, że transfer odbędzie się dopiero pod koniec stycznia lub na początku lutego. Doktor przytaknął. Nie zamierzałam się o nic kłócić, ale mimo wszystko popłynęła mi łza. Znowu to cholerne czekanie. Lekarz zaczął coś dalej mówić, ale w pewnym momencie spojrzał na mnie i zapytał:
- Czyli chce mieć pani transfer w najbliższym cyklu?
Zaświeciły mi się oczy. Mąż zaczął się śmiać.
- Oczywiście panie doktorze. Tu nie chodzi o miesiąc. Czekam już 2 i pół roku.
Zgodził się!! Zapytał tylko, czy będziemy w domu w przerwie świątecznej. Prawdopodobnie miał nie umawiać pacjentów na ten czas (jest znacznie mniej personelu), ale chyba zrobiło mu się mnie szkoda i postanowił zrobić wyjątek.
Mamy to. Moja płaczliwość wreszcie się na coś przydała 😎 27 lat na to czekałam. No, może działa jeszcze na męża.
Transfer odbędzie się na cyklu sztucznym. Nie wiem, czy to gorzej. W każdym razie sami możemy wyznaczyć jego datę. Dostałam receptę na estrofem, który mam zacząć brać od 2 dc. Mąż oczywiście się śmiał, że 02.01. będę już koczować przed drzwiami o ósmej rano. No i właśnie, że będę!
Ale luz. Nie ma co wybiegać myślami w przyszłość. Do tego czasu tak wiele się może wydarzyć. Cieszę się, że mąż już oddał nasienie, więc nawet jak dopadnie go jakieś choróbsko przez święta to nie pokrzyżuje nam to planów. On choruje znacznie częściej niż ja. Ale nadal nic nie możemy przewidzieć.
Właśnie, mąż. Poprosiłam o wyniki badania.
Są lekko słabsze niż ostatnio, ale nadal okej. Koncentracja 78 mln/ml, łączna ilość 218,4 mln, morfologia 3%. No i niestety WHO A znowu 0%. Ciekawe od czego to zależy. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na ICSI.
Po zabiegu trochę bolał mnie brzuch, ale na przeciwbólowych było naprawdę ok. Powiedziałabym, że lepiej, niż rano. Obejrzałam film, ogarnęłam dom. Starałam się zgodnie z radami dużo pić i jeść produkty białkowe. Wieczorem zadzwonił anestezjolog z pytaniem, jak się czuję. Miło - wcześniej tego nie doświadczyłam.
W nocy miałam sen. Śniło mi się, że dojrzałe były tylko 2 komórki. Chyba mój mózg musiał przerobić ten temat. Ale czy to nie tak, że sny powinno się interpretować na opak? Te pesymistyczne na pewno 😉
Krótko po przebudzeniu dostałam telefon.
Z 22 komórek 16 było dojrzałych. 14 się zapłodniło. 8 zostało zamrożonych po zapłodnieniu, a 6 pozostawiono do dalszego rozwoju. Doktor był bardzo zadowolony z wyniku. Powiedział, że statystycznie 1 na 3 zarodki dobrze się rozwijają. Mamy więc szanse na 2 rokujące blastki. Fajnie, że chcą rozwijać 6, a nie 4, jak to było mówione na początku.
Jeśli zarodki przetrwają do 5 doby, zostaną zamrożone w sobotę. O rozwoju spraw laboratorium będzie nas informować dopiero w następny poniedziałek.
Czy ktoś mnie może uszczypnąć? Mam wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś obok i wcale nas nie dotyczy. Medycyna jest niesamowita.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia 2023, 11:38
Generalnie jest lepiej. Niestabilnie, ale lepiej.
Gorycz porażki, przykryła informacja, że dalej w posiewie wychodzi mi bakteria. Ta sama!!! Badanie wykonane 9 dni po antybiotykoterapii, brak współżycia podczas antybiotykoterapii. Dziś napisałam do lekarki, zapisała tym razem metronidazol i maść z klindamycyną.
Czysto teoretycznie, gdyby Stary Pierdziel, był ok z tematem transferu, to dziś mam 22 dc. 7 dni antybiotykoterapii może skończyć się między 2 a 5 dc. W sumie byłaby szansa na transfer. Ale też nie wiem, czy nie warto (teoretycznie, bo wiadomo, Stary Pierdziel, to Stary Pierdziel) byłoby odczekać pełny cykl? Takie mam rozkminy.
Otoczyli mnie przyjaciele i rodzina, nie muszą znać szczegółów, ale z nimi mi lepiej. Do tego posłuchałam/poczytałam historie OvuPrzyjaciółek. Faceci są po prostu momentami jebnięci. Do tego, mam plan na weekend - spotkanie z rodzicami i marzę o tym, żeby się położyć między nimi i poprosić o przytulasy. Albo co najmniej o głaskanie po pleckach. (Tak, mam 36 lat. Owszem.). Kolejny plan to dzień jutrzejszy, idę po pracy, na jogę, a po jodze, na spotkanie wspólnoty trudnych małżeństw. Zobaczę, posłucham, co tam mają do powiedzenia. Umówiłam się także do psycholog w mojej klinice. Specjalizuje się w niepłodności. Godzinka rozmowy z psychologiem, zwykle mi pomagała. Jestem też po solidnym treningu. Stary Pierdziel wraca z pracy dopiero jutro.
Gdyby było bardzo źle, mam plan awaryjny na weekend - nocowanko u koleżanki z butelką winka/piwka. Ewentualnie wyjazd na ściankę do Wawy. Plan podstawowy - robimy sobie malinowe kartki świąteczne.
24dc
Przez kilka dni tutaj nie zaglądałam. Nie wiem w sumie sama dlaczego? Może chciałam oczyścić głowę od złych myśli ? Nie mam pojęcia.
Wczoraj i dziś temp utrzymuje się na 36.9°C... nie chcę za dużo o tym myśleć i sobie wkręcać, by potem się nie rozczarować. Ale też zaczęły puchnąć mi stopy w kostkach... Co jest tego powodem ? Nie wiem... Może gorąca temperatura za oknem ? A może coś innego ? Nie chcę gdybać, bo z doświadczenia wiem, że nie prowadzi to do niczego dobrego.
Przyszedł wynik histpat po histeroskopii. Badany był wycinek polipa. CD138- 5/10 (+) Rozpoznanie przewlekły stan zapalny endometrium.
Od kiedy dostałam wynik to pół internetu już przeczytałam. W pierwszej chwili się ucieszyłam, bo w końcu znalazłam coś, co mogło przeszkadzać w implantacji. Doktorek powiedział, że na 90% leki sobie z tym poradzą i nie powinno wrócić w najbliższym czasie. Z drugiej strony czuję złość, bo sama doprosiłam się o to badanie, na skierowaniu go nie miałam i lekarz w trakcie pobrania zapomniał o drugim wycinku. W histeroskopii nie było widać stanu zapalnego. Boję się też, że dwutygodniowa antybiotykoterapia rozwali mi znowu jelita 😞 Smutno mi, bo czeka mnie kolejny miesiąc bez starań. W skrócie, jestem przytłoczona, ale zmotywowana do konkretnych działań (w końcu). Mam wynik 5/10 czyli to jest dosyć łagodny stan zapalny. Zastanawiam się, czy był tam od dawna (chyba tak, bo piszą że jest "przewlekły"), czy powstał w wyniku polipa (w końcu badany materiał to polip).
Wiem, że te rozkminy są bez sensu, po prostu trzeba łyknąć antybiotyk. Ale taka już moja natura 😉
W tym tygodniu miałam też konsultacje z dietetyczka. Ona widzi praprzyczynę moich wszystkich problemów w pasożytach. Przygotowanie do leczenia i samo leczenie powinno zająć około 3 miesięcy. Teraz jeszcze ta antybiotykoterapia. W sumie to dobrze, że będę pod opieką dietetyka, bo b. wątpię, że obędzie się bez dysbiozy jelit. A może rzeczywiście wyleczenie glisty coś pomoże. Nie wiem.
Myślę, żeby w międzyczasie zbadać KIRy.
W grudniu zaplanowana jest też kontrola Męża u androloga z wynikami hormonów i badaniami nasienia (w tym fragmentacja DNA).
Ech, drożność zrobiona a nie możemy działać. To czekanie jest najgorsze. Nigdy nie miałam cierpliwości i dalej jej nie mam.
15cs 2dc
Doczekałam się zakończenia wydłużającej się 14-nastki.
Nie mogłam spodziewać się niczego innego jak tylko powtórki z listopada ubiegłego roku, czyli przeczekania bezowulacyjnego cyklu. Te dwa miesiące są niemalże bliźniacze w swoich wyglądach, gdy porównuję je na wykresach, długościach trwania i całej reszty objawów, które mogłam obserwować.
Jest zdecydowanie łatwiej, gdy już doświadczona większą obserwacją swojego organizmu po tych ponad dwóch latach widzę pewien schemat. Organizm potrzebuje się oczyścić i (tak myślę) przygotować do dalszej walki. Rozumiem go i szanuję. Wiedziałam jak będzie wyglądał, gdy usłyszałam na ostatniej wizycie, że nie ma śladu wskazującego na przygotowanie się do owulacji.
Czekałam więc grzecznie i chociaż robiłam swoje to nie nastawiałam się na cud w tym miesiącu.
_____
Plany na piętnastkę są już bardzo wyraźne.
Od jutra (3dc) zaczynam przyjmować letrozol. Branie tabletek zakończy się w 7dc.
Umówiłam już monit na 13.12. zgodnie z zaleceniami lekarza.
To są dwa kroki, na których teraz wyląduje całe moje skupienie.
Staram się twardo stąpać po ziemi i nie odlatywać zbyt daleko. Za bliskie wznoszenie się do słońca potrafi spalić skrzydła, a lądowanie jest okrutnie bolesne. Oczywiście łapie się na tym, że planuję piękne chwile, ale jednocześnie chcę przygotować się na kolejny policzek w twarz.
Czy jestem bliżej? Czy dalej?
Nie wiem.
Przestało mieć to dla mnie znaczenie.
Ufam Bożemu planowi i wiem, że wszystko się poukłada zgodnie z nim, więc i na dziecko przyjdzie odpowiednia pora.
Cieszę się szansą, którą dostaliśmy z mężem dzięki tej stymulacji.
Cieszę się towarzystwem osób, które doskonale rozumieją przez co przechodzę.
Dowiedziałam sie dzisiaj ze moja znajoma, ktora wziela 2 lata później ślub ode mnie właśnie jest w ciąży.
Facet duzo grubszy od mojego męża (który nie ma dużej nawagi), I co? Kilka miesięcy i cyk.
A u nas ponad dwa lata i nic...
Jutro rano do ginekologa, ocena moich pęcherzyków, rada kiedy najlepiej podać ovitrelle i 250 zl brak.
Wczoraj przyszły suplementy, naliczyłam ze dziennie mój musi brać 21 tabletek.
Może w tym tygodniu w końcu kupię diete płodności.
24.11.2023 o godz. 3:41 przez cesarskie cięcie urodziła się Rozalia Magdalena.
3485 g i 54 cm, 10/10 w skali Apgar.
Jest śliczną blondyneczką i momentami wygląda identycznie jak brat 🙂.
Mam Cię maluszku!
I już nie puszczę 💪
W macu właśnie wpycham chesa, no jak mus to mus.
Zrobiłam przy okazji badanie proga już dzisiaj bo jutro do roboty i ciężko będzie mi to zgrać.
Poczekam do wieczora ale mam w domu w zapasie prolutex i nie zawaham się go urzyc.
Już dziś zwiększyłam sobie prog besins i zobaczymy.
Co ma być to będzie... No ale musi być dobrze!
Zbliża się 15 miesiąc Ali.
Aktualnie Ala jest na antybiotyku. Niestety, złapała ode mnie dziadostwo, bo ja też tydzień wcześniej byłam na antybiotyku. Denerwuję mnie to, że każde świństwo przynoszę jej z pracy i nie jestem w stanie jej uchronić.
Pracuję od września i do tej pory nie przywykłam. Prawie codziennie wychodzę z płaczem do pracy. Bo wiem jak dużo mi umyka przez te kilka godzin. Zwłaszcza, że rozwój Ali nabiera tempa.
Zrobiła się bardzo komunikatywna, mówi po swojemu, ale wie czego chce, potrafi pokazać, że coś chce albo czego nie chce. Widać , że w dużej mierze rozumie co się do niej mówi.
Dlatego to moje 1,5 tygodniowe L4 jest cudownym czasem, bo nie tracę ani chwili z nią.
Uważam, że powrót do pracy był jedną z gorszych decyzji podjętych w ostatnim czasie. Marzę tylko o tym, aby umowa dobiegła końca , a ja mogłabym poszukać czegoś na pół etatu.
Dużo u nas zmian. Sprzedaliśmy mieszkanie i z racji na przedłużanie się decyzji kredytowej koczujemy u rodziców. Marzę o tym, aby święta, te bardziej świadome już dla Ali, spędzić w nowym mieszkaniu. U rodziców jest dosyć ciasno i chyba wszyscy już jesteśmy zmęczeni tą sytuacją.
Dużo stresu, nerwów ostatnio u mnie i to chyba nie jest właściwy czas, aby myśleć o rodzeństwie dla Alicji. Liczę, że jak się wprowadzimy do nowego mieszkania, to będę mogła odetchnąć, wziąć herbatę do ręki i pomyśleć o sobie i o swoich pragnieniach. I wtedy będzie dobry czas na podejmowanie decyzji.
Jedynie o czym marzę, to o to , aby jak najszybciej dostać klucze do mieszkania i żeby nadażyla się okazja do zmiany pracy. Abym mogła cieszyć się z bycia mamą i dobrej pracy, która nie zabiera mi w 85% życia z Alą.
Czy można być mamą i jednocześnie cieszyć się pracą? Chciałabym znaleźć w tym wszystkim równowagę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2023, 22:53
Nerwowa atmosfera trwa, ale jakoś zawsze końcówka roku jest taka zakręcona. Włącza mi się stres, bo za 30 minut przychodzi pielęgniarka na NIFTY. Musiałam przełożyć piątkowe badanie, bo przespałam czwartkową dawkę Clexane, a musi upłynąć 24 h od dawki do pobrania krwi .. Bez komentarza. Jestem chodzącym chaosem.
Kalendarz mam wypełniony po brzegi. Badania, praca, jakieś sprawy urzędowe. Mąż w delegacji do środy. Dzisiaj wieczorem muszę jechać do rodzinnego miasta, bo właśnie mam kilka rzeczy do załatwienia w Urzędach i jednak najłatwiej i najszybciej osobiście. To oznacza zapakowanie psów i targanie się tam z nimi do rodziców. Nie chce mi się, ale wolę mieć to z głowy. Tym bardziej, że w środę muszę być w pracy koniecznie (uczestniczę w nieprzyjemnym zdarzeniu - zwolnieniu), w czwartek mam wigilię firmową, piątek to już piątek. W międzyczasie NIFTY, USG piersi, czat Medicover w celu uzyskania skierowania na powtórkę wirusówek. Początek tygodnia prenatalne. Serce mi szybciej bije jak o tym myślę.
Prezenty, święta, sprzątanie, gotowanie. Całe szczęście, że mam jakby nieco więcej energii, niż przez ostatnie 5 tygodni. W końcu zaraz skonćzę 12 tydzień...
Temat zmiany nieruchomości z żalem muszę odpuścić, mimo że znaleźliśmy coś przyzwoitego i ja już w myślach urządzałam pokoje. Ale na obecny stan naszych finansów kwota kredytu by nas zabiła. Do tego przecież wydaję prawie 1500 zł miesięcznie na ciążę. Potem daj Boże dziecko, też kosztuje. Nic nie mamy, nie wiem czy cokolwiek od kogoś dostaniemy. Mi się włączył jakiś syndrom budowania gniazda, ale Mąż twardo stąpający po ziemi mówi, że się zarżniemy przy takiej kwocie kredytu. Dlatego trzeba zbierać kasę i odczekać jeszcze. Może akurat ten boom cenowy jakoś minie.
Dzisiaj 26 dzien cyklu kolejny bezowulacyjny standardowo..
Nie ważne że 20 dc miałam.pozytywny test nie ważne że miałam plodny sluz objawy itp to jest u mnie po prostu nie ważne bo nic to nie znaczy 😶🫣
Ciekawe tylko ile ten cykl będzie trwał bo może być standardowo a może być i 50 dni taka loteria jak w lotto 😤
Czy mi smutno? W jakimś stopniu tak moj mozg po 5 latach i tak jeszcze wierzy że będę normalna że będę miała normalne cykle .
Na forum praktycznie przestałam się udzielać czasem tylko czytam co u dziewczyn które są mi bliskie i trzymam.kciuki .
Czy odżyłam? Pewnie jest lepiej jak się nie nakręcam nie czytam za dużo nie mam nadziei.
Tak samo jak nie mam jej co do starań naturalnych nie ma co się łudzić do końca roku na pewno żadnych stymulacji żadnych badań 
W styczniu może w lutym odbebne te 2 stymulacje i tyle poproszę panią doktor o Laparoskopie i będę czekała na dofinansowanie do ivf ☺️ ewentualnie może imunologia ale nwm czy narazie jest sens .
Aktualnie chce się skupić na życiu normalnym życiu bez płaczu stresu co miesiąc szkoda życia.
Zmarnowałam 5 lat takiego życia wystarczy na teraz !
Wygrałaś Nieplodnosc..
No i jest stan zapalny. Jestem w trakcie leczenia…
Powinnam tu coś napisać, prawda?
Wypadałoby chyba.
30.11 w czwartek wizyta to była jedna wielka klapa. Nie wnikam czy Pani Doktor była zmęczona obsługiwaniem pacjentów innego lekarza (do którego miałam się udać zresztą) w ramach zastępstwa, czy też nie, ale nie podoba mi się to jak zostałam potraktowana. Nie dowiedziałam się kompletnie nic, zanegowano wiarygodność posiadanych przeze mnie wyników przez to, że były na dwóch kartkach i miały rozpisane wyniki od CIN I do CIN III. Dla mnie to logiczne, że w zależności od skrawka był inny wynik, ale dla lekarki najwidoczniej nie. Musiałam też jej wskazywać, że podczas biopsji jednak wyłyżeczkowano mi szyjkę macicy, bo uznała, że nie (ale nie chciała oglądać zdjęć z wyników kolposkopii, których fizycznie nie miałam przy sobie).
Za to zostałam zapisana na powtórną kolposkopię na 12.12, z uwagą, że zostałam dopchana kolanem na ten termin. Z gabinetu wyszłam totalnie rozbita, skołowana, zdezorientowana i przygnębiona, a także zestresowana. Wpadłam w dół pełen smutku i tak trwałam, trwam w sumie nadal.
Dzisiaj odwiedziłam swojego lekarza, bo na szczęście, nie odwołałam dzisiejszej wizyty. Tu nie było obiekcji co do wyników, wszystko było najwidoczniej klarownie rozpisane.
Zabieg jest wymagany.
Opcje do wyboru?
1. Wycinamy kawałeczek ze zmianą i niewielkim marginesem błędu, ryzykując, że nie wytniemy całej zmiany. Ale dzięki temu będę mogła donosić ciążę, choćby z pomocą chirurgiczną.
2. Wycinamy duży kawałek szyjki macicy i mamy pewność że na pewno nic nie zostało ze zmiany, ale nie będę w stanie utrzymać żadnej ciąży.
Mój wybór był oczywisty, prawda? Trzymam się tego cienia nadziei że opcja 1 wystarczy i że jednak dane mi będzie zostać jeszcze kiedyś biologiczną matką.
Czuję pustkę. Zapycham ją jedzeniem. Zajadam stres.
Do tej pory nic nie układało się po mojej myśli to dlaczego nagle by miał się sprawdzić pozytywny scenariusz?
W poniedziałek jadę do szpitala, gdzie będzie mój lekarz oraz ordynator. Będą mnie oglądać i konsultować w trakcie co ze mną dokładnie zrobić w ramach pierwszej opcji oraz w jakim terminie.
10 miesięcy
Dopadł nas regres snu, który dość mocno dał mi się we znaki. Uważam, że regres 4 miesiąca to pikuś przy tym teraz. Milion pobudek, kiepskie spanie, nieraz bujanie do 3 w nocy, bo inaczej ryk, nieraz udaje jej się zasnąć dopiero o 23:00.. Powoli zaczyna wszystko wracać do normy, chociaż jeszcze wczoraj od 2:00-3:00 bujałam ją w łóżeczku, bo inaczej budziła się i płakała, a dziś już trzeci raz jest przy cycku 🫣
Mamy już 7 ząbków i tu ogromny plus, bo ząbkowanie przechodzi naprawdę super, praktycznie bezobjawowo.
Umie już robić papa, brawo, śmiesznie macha głową na "nie", coraz więcej gada, ale wciąż są to nieraz jakieś dziwne piski, za to "mama" mówiła przez cały miesiąc, ku zadowoleniu mamy... 😂 Ostatnio wpadła do mnie koleżanka z dwójką dzieci, przy nich tak się rozgadała, że przez kilka dni buzia się jej nie zamykała, taki dobry wpływ mają starsze koleżanki 😎
Śnieg bardzo się jej podoba, o dziwo spacery w wózku polubiła mimo ubierania miliona warstw, chociaż teraz wózek odpada , bo chodniki zasypane totalnie, więc z racji tego zaliczyliśmy pierwsze sanki i czasem robimy sobie krótkie wypady właśnie na sankach, bardzo się jej to podoba ☺️ Mamy też piękną pamiątkę w postaci sesji świątecznej 🌲
Zaraz koniec roku. Co mogę powiedzieć ? Zdecydowanie to był najlepszy, najpiękniejszy a zarazem najtrudniejszy czas, który napewno zostanie w mojej pamięci już na zawsze. Nieraz wracam myślami wstecz i jedyne co pamiętam to ogromną dumę, radość i wdzięczność. Wszystkie inne, trudne wspomnienia schowałam gdzieś głęboko na dnie i nie mają dla mnie żadnego znaczenia w obliczu tego jak wiele mam i jak bardzo moje życie nabrało sensu dzięki temu małemu człowiekowi. I ktoś sobie może pomyśleć, jak tutaj jest słodkopierdząco na tym pamiętniku, ale kurcze... Tak właśnie jest ! ❤️
I jestem w szpitalu… nie oszacowałam dobrze i przyjechałam z rozwarciem tylko 3-4 cm.. jestem na patologii ciąży, sprobuje chwile złapać drzemki a potem rozruszać poród… masa Córeczki to około 3400 g. Każdy poród widać inny.. trzymajcie kciuki już ostatnia prosta do poznania Córeczki 😍
Jestem w ciąży!
31.10.2023 beta-HCG wynosiła 120 mlU/ml.
Dzisiaj - 349 mlU/ml - przyrost 190.8%. 🥹😭
Do dzisiaj nie mogłam w to uwierzyć.
Dzisiaj pozwalam już sobie wierzyć, że właśnie dzieje się mój osobisty cud.
Cud, na który czekałam ponad 2 lata. 28 miesięcy.
Kiedy otwierałam dzisiejszy wynik beta-HCG serce mi omal nie wyskoczyło.
Kiedy dotarł do mnie ten wynik - rozpłakałam się.
Ujście znalazły wszystkie emocje.
Płakałam i pierwszy raz w tych staraniach to były łzy ulgi i szczęścia.
Jestem w ciąży.
Chwilo, trwaj!
Maluszku, zostań z nami.
Wczoraj, czyli 7 dc, byłam na rundce po Warszawie.
Zaczęłam od kliniki, pogadałam z lekarką. Powiedziałam jej o braku zgody męża. Stwierdziła "widocznie tak miało być, nic nie dzieje się bez przyczyny". Z kwestii medycznych: ph pochwy nadal nie jest prawidłowe (wczoraj był 1.dzień bez antybiotyku, możliwe, że antybiotyk jeszcze działał), mam 3 dni stosować probiotyk dopochwowy, kolejne 3 ginekologiczny doustny ("jak najwięcej bakterii i jak najtańszy proszę kupić"). Za tydzień mam powtórzyć wymaz, czy dziadostwo ubiliśmy już.
Potem byłam na sesji akupunktury, która zawsze mnie relaksuje i wycisza. Zalecenia: przestać jeść nabiał, nie zabić Męża. Po sesji wyszłam taka mięciutka jak ugotowany makaron.
Na koniec został mi osteopata. Nie wiem, co porobił, ale zasnęłam na leżance. A w drodze powrotnej do domu musiałam się zatrzymać, gdyż zasypiałam za kierownicą 🤷♀️
Popołudnie z małą, poszliśmy na roraty. A tam Niepokalne Poczęcie. Cóż, nawet nie mam ochoty zbliżyć się do męża (ale też i chęć jego uduszenia minęła). Ksiądz na kazaniu mówił "nie zawsze nasze życie wygląda tak, jak tego oczekujemy; to nasz wybór czy zgorzkniale i po grudach realizować nasz plan, czy poddać się woli Bożej". Ehh. No trudne to jest. Trafiło, tam gdzie miało trafić, nie zmienia to tego, że było mi bardzo trudno. Za ścianą u sąsiadów popłakuje sobie 3-miesięczny Berbeć. Wczoraj w klinice po rodzeństwo wracała sobie rodzinka z niespełna rocznym Bobasem. Do tego tyle rozmów z Mężem. I jedno jego "nie".
Nie przypuszczałam, że chęć posiadania kolejnego dziecka będzie tak silna. Malinka osładza mi życie, oczywiście. Ale jak tylko pomyślę o tym, że z tych Zarodków mogą wyrosnąć tak fantastyczni ludzie jak ona, to mi jest smutno i źle.
Wieczór z przyjaciółką.
Dziś biorę się za walkę z molami, do tego mamy imprezę mikołajkową z pracy dla dzieci. I mocno ograniczam nabiał. Trzymam też kciuki za mózg mojego męża, żeby wrócił na właściwe tory.
Wy też macie takie sny okropne jak jesteście na końcówce ciąży? Pomimo że jeszcze 2 miesiące do porodu . To mam okropne sny .
Że poroniłam. Że krwawie , ze nie mam brzucha ciążowego ani dziecka .
Dzisiaj mi się śniło że ta linia która ciemnieje z czasem przy pępku w dół. Ona się nazywa jakoś ale nie pamiętam. To zrobiła się sina i pepek też zrobił się cały siny .
To jest okropne i za każdym takim snem , wstaje i sprawdzam na detektorze czy z małym jest wszystko wporzadku .
Maly dzisiaj jest ustawiony poprzecznie . Skąd to wiem ? A bo główkę ma na lewym boku a na prawym boku ma nóżki bo czuje je .
Ciekawe czy jeszcze się odwróci do porodu.. podobno się do 36 tygodnia może odwrócić. A jak mój synuś zaplanuje to już nie wiem .
Mi to obojętne czy będzie cesarka czy urodzę siłami natury . Aby tylko zdrowo się urodził i abym tylko usłyszała płacz jego o tyle .
Mam codziennie chociaż po raz lub 2 razy skurcze przepowiadające poród .. kilka minut trwają chyba z 2 minuty I puszczają.. pomimo brania magnezu to i tak je czuje .. do tego mimo że przyjmuje lek zawierający żelazo bo hemoglobiny miałam już poniżej normy i lekarz mi wdrożył lek . To nie mam zatwardzeń .. tak jakby organizm się oczyszczał? Codziennie rano czuje ból brzucha tak jakby na biegunkę. Jak już jest po wszystkim to to wszystko mija .. ciekawi mnie to ..
A wgl ostatnio jestem w szale zakupowym i gdy byłam w galerii to kupiłam mojemu synusiowi masę rzeczy z H&M ale jakie piekne i to za grosze..
Pajacyki za 17 zł.
Bodziaki 3 pak za 25 zł
3 pak taki zestaw czapka , spodnie i body za 30 zł.
Kurcze no sporo tego wzięłam.. I na drugi dzień pojechałam znów ale już były ciuszki te lepsze powybierane .. ale i tak kupiłam 3 rzeczy.
Nawet dla mamy się coś znalazło.. kupiłam sobie 2 staniki do karmienia za 60 zł.. chciałam zakupić także majtki ciążowe bo są mega wygodne ale były małe rozmiary .. tak więc lipa..
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2023, 09:35
Wynik NIFTY: wszystkie ryzyka niskie 🥹❤️
Czekamy na Dziewczynkę 🩷🎀🥹
Wiedziałam 😉 Już 2 razy mi się śniła, trochę odebrała mi urody no i jem tony słodkiego. I jak ta beta tak strzeliła na początku, to sobie pomyślałam, że musi być dziewczynką, bo dziewczyny takie waleczne 🥰
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.