4 dc

Myślałam, że utonę w tej rozpaczy. Po prostu utonę. Od zawsze marzyłam o trójce dzieci, z pierwszym od myśli o niej do momentu porodu minęło 7 lat. Za długo. Fajnie, że jest, ale zdarza mi się myśleć, że lepiej mieć dzieci, jak jest się młodszym i że niepotrzebnie traciłam czas na "wiecznego kawalera". Teraz za to wiem, na co zwracać uwagę Córce, gdy będzie zainteresowana wyborem partnera życiowego i moimi radami. Bo może je mieć w nosie.
Istnieją 2 przyczyny, dla których przetrwałam: jedna to niesamowite wsparcie osób, które w sposób mniej lub bardziej bezpośredni poznałam przez to forum, a którego nie odczuwałam aż tak bardzo (wtedy bałam się wymieniać numerami telefonów) przy pierwszej procedurze i transferze pierwszego Zarodka we wrześniu 2019 roku. Telefony, wiadomości, które w momentach zwątpienia odczytywałam raz po raz. Druga przyczyna to oberwałam w pracy tak bardzo niesprawiedliwie, że aż nie mogę w to uwierzyć, że żyję w Europie w 2025 roku. Przyszła wiadomość, że nie dostanę awansu, bo "nie pracowała 1,5 roku, przerwa ta była spowodowana macierzyństwem". Czy ja muszę tu pisać, jakie to podłe wobec "zwykłej osoby", a jak bardzo skurwysyńskie wobec osoby niepłodnej?

Cały czwartek i część piątku przeryczałam, przechlipałam z tego dodatkowego powodu. Nie dość, że niespełniona matka, to jeszcze niespełniona zawodowo.

Byłam także na rozmowie z psycholog zajmującej się osobami niepłodnymi. Tym razem mi nie pomogła. Bardzo na nią liczyłam i się zawiodłam.

Nie mogę się zajmować wszystkim, a wszystko płonie, więc powoli, dzięki forum i dobrym ludziom wokół robię plan na powrót. Najpierw histeroskopia w Barskiej. Nie zrobię jej w tym cyklu, muszę mieć aktualne badania w kierunku ureaplasmy i mycoplasmy, dlatego dopiero po okresie je zrobię, potem czas oczekiwania na wyniki, może w kolejnym cyklu będzie histeroskopia. Do tego relanium, atosiban, embrioglue, gonapeptyl w cyklu przed oraz estrofem w razie czego. O gonapeptylu muszę poczytać, bo na razie to są migawki. Muszę także wrócić do regularnego automasażu punktu akupunkturowego zalecanego przez prof. Jerzak. Suple pozbierałam częściowo od Staraczek, częściowo dokupiłam.

W piątek idę na refelskologię, zakupiłam też matę do akupresury i będę codziennie w ramach relaksu i zmniejszania stresu leżeć na niej wieczorami. Za tydzień osteopata i fizjo.

Za to w weekend byłam w Gdańsku. U przyjaciółki. Szczęka mi zwolniła zacisk, nagadałyśmy się na tyle, na ile można przy Aspie oraz drugim gagatku, żeby łatwo nie było, ze zdiagnozowanym ADHD. Szum morza zawsze mnie uspokaja. I tylko musiałam puszczać mimo uszu mężowskie "jak mnie ten szum irytuje!!!". Odpoczęłam, pospacerowałam, popatrzyłam na morze, zagapiłam się na nie po prostu. Nieustannie zakochana jestem w tym tworze natury.

Niw byłabym sobą nie porównując liczb...
Wtedy pobrano ponad 20komorek, dojrzałych było 13, poprawnie zapłodnikowi się 11 i zostały 3 zarodki... dzisiaj pobrali 14, z czego 12 dojrzalych... 🙏 dziękuję i błagam, pomóż....🙏

Ciąża zakończona 25 lutego 2025

Meggy88 Moja codzienność 🌿 24 lutego 2025, 10:45

27+4

Witam się w III trymestrze!
Pokoj dla naszego synka już prawie gotowy, przeważa kolor pastelowej mięty 💙
Chodzimy na szkołę rodzenia w szpitalu w którym będę rodzic.
Na pierwszych zajęciach miałam mały kryzys, ciągle chciało mi się płakać, przerażał mnie temat porodu, masowania krocza i całej tej otoczki.
Oprócz szkoły rodzenia chodzę na edukację przedporodowa z położna środowiskowa w przychodni do której jestem zapisana (jest 10 spotkań z różnymi tematami np. pierwsza pomoc, laktacja, szczepienia, poród, rozszerzenie diety). Mega jestem zadowolona, dużo tematów o których nie miałam pojęcia. Pewnie część na szkole rodzenia będziemy powtarzać, ale to dobrze, przynajmniej sobie utrwalę.
Za kilka dni wizyta u gina i pewnie dostanę skierowanie na III prenatalne. Już się nie doczekamy aż zobaczymy naszego skarba! 💙💙💙

13 dc
od 2 dc jestem na estrofemie przez 21 dni a od 20 dc będe brała duphaston nawet jesli owulacji nie bedzie nie chce wydluzac cyklu bo to bez sensu
mam torbirl na prawym jajniku bo w poprzednim cyklu testy owu pozytywne a pecherzyk po prostu nie pekl..
prawdopodobnie mam za krotk faze lutealna i zanim cokolwiek ma szanse sie zagniezdzić to ja już mam okres.. faza u mnie trwa (10-11 dni) oczywiście jesli owulacja potwierdzona bo od ponad pół roku jej nie mam.
narazie brak śluzy plodnego testy owu wrecz białe. bedac na estrofemie licze sie z tym że owulacji wogole może nie być.
narazie najwazniejsze zeby cykle wrocvily na wlasciwe tory bo raz sa co 50 dni potem co 15 i tak w kółko.. to wszystko tak mnie dobija że to porażka jakaś..

W czwartek oddaję krew do badań Nifty to czekanie to będzie wieczność.😣
Do zobaczenia w piątek Maluchu.♥️

31 dzień mojego cudu ❤️‍🔥

Masz już miesiąc moja kruszynko ! Mamy kilogram wagi, 29 tydzień i jeden dzień ciąży, 31 dzień mojej miłości 😍

Wciąż tu jestem z Tobą, walczę i będę walczyła z Tobą o Ciebie mimo przeszkód i upadków, szybko się podniesiemy.

Miałyśmy słaby czas, Nelka była zaintubowana przez trzy dni, miała transfuzję krwi, odstawiono moje mleko, było pełno antybiotyków, a przyczyny złego samopoczucia nie znamy do dziś.
Od dziś nie mamy tubki tylko maseczka do oddychania wciąż bez sterydów lecz cały czas na antybiotykach choć infekcji we krwi nie ma, lekarze się boją że może wyjść troszkę później dlatego kontynuują antybiotyk, dziś z powrotem jest na mleczku ❤️ po transfuzji krwi jest różowiutka i pełna sił 😍 walcz mój maluchu jestem tu z Tobą.

4 dni do spotkania z Bratem 😃🥰

Jutro będę Cię przytulać ! Będziemy leżeć pół dnia razem ! 😀❤️‍🔥

Jeśli chodzi o mnie, infekcja piersi, okropny ból sutków i całej piersi, zablokowane kanały, mam antybiotyk, całe szczęście mogę karmić 👩‍🍼 dam radę wydusić z siebie całe mleko choćbym miała się zesrac z bólu ! To dla Ciebie moja Nelko, zrobię wszystko dla Ciebie i Twojego brata.

Kocham Was moje dzieci, zawsze oddana wasza mama ❤️‍🔥

Nelka Dziś https://zapodaj.net/plik-58afncufBE
Nelka wczoraj https://zapodaj.net/plik-aqXPoXWYo1
Kocham 🫶

Czekam... Znowu to cholerne czekanie.

Mam plan żeby po ostatni zarodek iść na cyklu naturalnym. Spróbuję, ale wizytę mam tak, że na podkręcenie owulacji będzie już za późno więc trzeba liczyć, że naturalnie mój organizm zadziała jak trzeba.

Póki co próbuje chłonąć życie takim jakie jest.
Córka rośnie jak na drożdżach. Mówi tyle pięknych słów, że codziennie zakochuje się w niej od nowa.
Często nie mam czasu na nic ale i tak wieczorem znajduje czas na to żeby po prostu sienna nią pogapić jak śpi.

Wczoraj przy zasypianiu kiedy z moich ust padło pięćdziesiąte "no śpij kochanie, zamykaj oczka" i wydech bezsilności bo jest 21, a kolacja, a kąpiel, a burdel, a śniadanie do pracy, a budzik na 5 i czasu coraz mniej.
Nagle usłyszałam:
-mamo wiesz co? Jesteś taka mięciutka ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2024, 14:55

Emka06 Nasza historia 28 lipca 2024, 19:54

Znowu się nie udało. Cytując klasyka: "niby człowiek wiedział, a jednak się łudził".

W tym cyklu stymulowana byłam Menopurem w mini dawce - 37,5j. Dawka była tak malutka, że w trakcie stymulacji zabrakło mi strzykawek, choć leku zostało sporo. Cykl był spokojniejszy niż poprzednim razem. Inseminacja odbyła się w 14dc, a nie jak ostatnio - w 10dc. W dniu IUI jeden pęcherzyk miał ponad 20mm, a drugi mniejszy chyba 16mm, więc nie wiązałam z nim nadziei. Liczyłam na więcej, ale Pani doktor uświadomiła mi, że lepiej w tę stronę, aniżeli znowu odwoływać IUI ze względu na przestymulowanie. Wyniki nasienia były prawie dwukrotnie lepsze niż ostatnio, więc nadzieja poszybowała w górę. Dzień IUI był nieco szalony, ale udało się wszystko ogarnąć, a tego samego dnia wieczorem bawiliśmy się na imprezie rodzinnej. Swoją drogą, dawno tak dobrze się razem nie bawiliśmy.

Od poniedziałku miałam włączyć Encorton, Accofil i Luteinę. Luteina była dla mnie nowością, a resztę zestawu już dobrze znam i na szczęście nie robi on na mnie wrażenia - czuję się bardzo dobrze i nie mam żadnych skutków ubocznych. Kontrolę morfologii po Accofilu trochę olałam. Badałam krew raz w tygodniu, a nie jak zawsze - dwukrotnie. To dlatego, że po kilku cyklach z tym lekiem już wiem jak na niego reaguję i jakich wartości w morfologii mogę się spodziewać.

Dni uciekały szybko, głowa była zajęta czym innym. Im było bliżej do dnia, w którym miałam zrobić betę, tym bardziej kusiło mnie siknąć na test. Jak nigdy. Jestem zupełnie nietestowa. Skusiłam się w piątek, 13dpi. Widok znajomy, znowu nic się nie zadziało. Test był wprawdzie po terminie, bo tylko taki wygrzebałam na dnie szuflady, ale i tak obdarł mnie z nadziei. Sobotnia beta była dla mnie formalnością, ale zrobiłam ją. Znajomy wynik: < 2,30 mIU/ml.

Idziemy za ciosem, albo raczej - odhaczymy ten trzeci raz. Zupełnie bez nadziei podejdziemy do trzeciej inseminacji. Taki plan od początku miałam w głowie, więc dla własnego spokoju chcę go zrealizować, by przejść na kolejny "level". Nie podoba mi się ta gra. Człowiek daje z siebie wszystko, a końca nie widać. I najgorsze jest to, że nie wiadomo czy w końcu wygramy. Mój mąż mi powtarza, że dla niego kwestia naszego rodzicielstwa to nie pytanie "czy?", tylko "kiedy?". Chciałabym mieć tyle wiary co On.

Piątek - 19.07.2024

Tego dnia wybrałam się na wizytę do ginekologa, by z czystym sumieniem i spokojną głowa jechać na wakacje. Chciałam wiedzieć, ze szyjka się jeszcze nie skróciła, a lozysko sie poprawiło lub nie i muszę na siebie uważać. Szłam tam z mysla, ze wrócę i muszę sie pakować. Pakowałam sie, tylko zamiast na wakacje to do szpitala..

Badanie przebiegło standardowo, szyjka bez szału, lozysko lepiej, ale maluch "nie chce współpracować". To zdanie wywołało u mnie skrajne emocje, bo w jednej chwili mialam ochotę zażartować i powiedzieć "moze trzeba go obudzić", ale tez powiedzieć "synku, rusz sie troche". Chwilę czekalam, docisk aparatu USG bolal coraz bardziej az zobaczyłam jak lekarz sie odsuwa i mowi "bardzo mi przykro, ale serduszko nie bije". 💔
Usiadlam, niewiele myśląc i zaczęłam wyc, a hiperwentylacja sprzed przeszło 15 lat powrocila.. Do czasu, gdy uslyszalam "przepraszam, muszę dokończyć badanie" - wtedy usłyszałam ten martwy szum, a na ekranie zobaczyłam mojego maleńkiego synka z czarna kropka, która nie bila.. Lekarz zapytał czy dam radę wrócić do domu - co za głupie pytanie.. Do domu wracałam sama, rycząc jak bóbr i próbując sie dodzwonić do meza.

Wróciłam do domu, mala do mnie podbiegla, a ja umialam sie tylko jeszcze bardziej rozpłakać. Powiedzialam mamie, co się stalo i jedyne co umiałam zrobić to rzucić sie jej w ramiona. A maz.. Jak na złość pracował w miejscu, gdzie nie ma zasięgu. Dopiero po godzinie udalo mi sie dodzwonić, więc zwolnil sie z pracy i wrócił.

Krzyk, lzy, setki pytan, pakowanie i kierunek szpital..

W szpitalu juz na mnie czekali (prowadzący dal znac, ze przyjadę). Znane mi już polozne zrobiły, co trzeba. Czekanie na lekarza.. by znow musieć patrzeć na ten sam obraz.. Oczywiście, nie mam zalu, wiem że takie sa procedury i muszą - tylko czy ja wśród lez zobaczyłam to, co powinnam? Skierowanie na oddzial, kolejny lekarz - decyzja o tabletkach i zabiegu z samego rana. Dostałam izolatke, w której moglam byc jakis czas z mezem i informację, ze bedzie mógł przyjść z powrotem jak tylko dostanę tabletki (dostałam je w okolicach 5/6 rano).
Rano, a właściwie niemal w południe, bo to przecież weekend spotykam w swojej sali bylego prowadzącego. Zdziwionego na mój widok.. Odnioslam wrażenie, ze chyba sam nie wierzył w to, co słyszał ode mnie. Dwóch lekarzy, tłumaczenie o możliwościach, trudności zabiegu w takiej sytuacji, kościach dziecka i nie wiem już czym jeszcze. Ostateczna decyzja - abrazja.

Do tego momentu wszystko wydawało sie byc okej. Zabieg, kilka godzin, wrócę do domu.. Ale juz na sali przedoperacyjnej spotkałam sie z lekarzem, który pieknie ujal, ze "upartość kobiet nie zna granic". Naprawdę.. Na tamten moment, z dwoma wenflonami, po kwalifikacji anestezjologa, odnosilam wrażenie, ze on się na to nie zgodzi.. Na dodatek zepsuł sie aparat do narkozy, a ten właśnie lekarz powiedział, ze takiego zabiegu nie zrobi mi tylko w narkozie dozylnej.. Ryczałam lezac na stole z mysla, ze zabieg sie nie odbędzie. Poszli sprawdzić drugi.. Cale szczęście - dzialal, więc mogli mnie uśpić poprzez tchawice i dozylnie. Ostatecznie wszystko sie wydarzyło. A ten właśnie lekarz na sali operacyjnej byl już bardzo mily, grzeczny i uprzejmy. Sam zabieg robił (mimo wszystko, co za szczęście) moj poprzedni prowadzący. Nie wiem na ile jego wiedza o mnie i moich problemach zdrowotnych, a na ile fachowosc, ale pozwoliło na uchronienie mnie od najgorszego. Straciłam co prawda niemal polowe posiadanej krwi, ale wszystko ostatecznie przebiegło.. tak jak mialo. Zyje, mam macice. Obudzili mnie i uslyszalam tylko "wszystko przebiegło dobrze".

Po zabiegu mialam wyjść kilka godzin później - to sie nie udalo.
Ilość straconej krwi powodowala, ze moj były prowadzący chyba po ludzku.. sie o mnie martwił. Na tyle, ze mimo mojej opinii, iż czuje sie dobrze jak na te sytuację, zwolal kilku lekarzy do mnie. I tak przybyło ich troje.. Jeden podal reke, przedstawił sie, usiadl i zaczął tłumaczyć jaka stratę krwi ponioslam, z czym sie to wiąże, czego się boja i co moze sie stac. I ja to wszystko rozumiałam juz przed samym zabiegiem, po nim, a nawet wtedy, gdy tlumaczono mi to kolejny raz, ale w tamtym momencie nie chciałam byc sama.. Wtedy uslyszalam od jednego z lekarzy, a zaraz potem od byłego prowadzącego też, ze "nie praktykujemy takich rozwiązań, ale jeśli to pozwoli, zeby Pani tu została jeden dzien, załatwimy lozko dla meza, zeby mogl z Pania zostać". I tak też sie stalo..

Z jednej strony ogromnie cieszyłam się, ze nie bede sama. Z drugiej.. cholernie bylo mi go zal. Sam ledwo patrzył na oczy, a siedział i pilnował, zebym spala, nie wstawała.. Az w końcu na moja prośbę przesiadł sie z krzesla na lozko i tak.. zasnęliśmy oboje patrząc na siebie nawzajem, chyba ze zmęczenia.

Kolejnego dnia USG, obchod, decyzja o wypisie. Kontrola za tydzień.

Spodziewałam sie wielu rzeczy - skracającej sie szyjki, wielowodzia, nadciśnienia, cukrzycy, lozyska przodującego, wczesniactwa.. Ale nie tego, ze zostanę mama aniolka.

*nie wiem czy to wszystko, nie wiem czy cala ta wypowiedź ma sens. Na te chwile pamiętam tylko to, ale chce, zeby tu bylo. Byc moze edytuje kiedyś ten post, a moze napisze nowy.. Nie wiem.

20.07.2024 o 13:45 zostaliśmy rodzicami aniołka. (18+1)

26.07.2024 poczulam go. Jest przy nas - a ja czulam jak sciska swoja mala raczka moja dlon. 🩵


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2024, 00:05

13cs 26dc
Stwierdziłam, że bardzo lubię pisać. Pomaga mi to trochę uzewnętrznić emocje, które mam w sobie, i po wyrzuceniu ich staję się o kilka kilogramów lżejsza. Parę minut pisania, a mojego męża omija widok moich zaszklonych oczu i smutnej miny :) Tak bardzo bym chciała, aby chociaż jego ominęło to, co ja przeżywam, bo zamartwianie się nie zmieni przecież nic w tej sytuacji.
Aktualnie od kilku dni rozkłada nas choroba. Oboje mieliśmy gorączkę, także nie mam raczej co liczyć na powodzenie w najbliższych 2-3 cyklach. We wtorek idziemy na omówienie naszych wstępnych badań do kliniki - jesteśmy bardzo ciekawi, jaki plan działania przygotuje dla nas pani doktor. Boję się tylko, aby nie odesłała nas z kwitkiem do domu, bo przy pierwszej wizycie próbowała nam dać mocno do zrozumienia, że w naszym wieku starania mogą zająć spokojnie około 2 lat.
Za 4 dni powinnam dostać okresu, tak bardzo czuję objawy PMS, bolesne piersi, jestem mega płaczliwa i łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Czy tylko u mnie te kilka dni przed miesiączką są najgorsze? Wraz z pojawieniem się bólu piersi i słabym samopoczuciem nabieram pewności, że się nie udało, bo "przecież w zeszłym miesiącu było tak samo". Ale nie odpuszczam kompletnie i łudzę się jeszcze kilka dni, aby mocno spaść na ziemię. Z jednej strony teraz, po mojej gorączce (prawie 38,5 stopnia), raczej nie mam czego się spodziewać, z drugiej jednak te całe starania pokazały mi, ile człowiek może sobie wmówić, jeśli bardzo mu na czymś zależy.

26.07.2024 💉
20240726-100006.jpg
Dzisiaj wlew z ivig 😵‍💫 przez kilka godzin będą mi podawać płyn z buteleczek. Zabieram serial, książkę i jedzonko.
Właśnie wróciłam z akupunktury. Pierwszy raz w życiu tego doświadczyłam, ciekawe, nawet przyjemne. Poleżałam, posłuchałam śpiewu ptaków z głośnika. Działam na wszystkie możliwe sposoby. Zastanawiałam się czy nakłuwanie i ivig jakoś na siebie nie wpływają,czy można to łączyć, zostałam zapewniona, że można. Akupuntura ma pozytywnie wpłynąć na ukrwienie macicy, co pomaga zarodkowi w zagnieżdżeniu. Po transferze będzie jeszcze jedno spotkanie.

Najważniejsze, transfer zbliża się wielkimi krokami, 29.07 🍀 godzina 15.
Na poniedziałkowej wizycie endo miało 10.6 mm, progestron mniej niż 1.

Podejście z obstawą:
🍀wlew ivig
🍀acard
🍀glucophage
🍀euthyrox, bo estrofem namieszał i moje tsh wynosi ponad 4 😱
🍀accofil
🍀estrofem
🍀cyclogest
🍀neoparin
🍀prolutex jeśli będzie taka potrzeba
I standardowo troszkę suplementów💊
W sobotę zbadam poziom progesteronu, włączony od środy,żeby w poniedziałek przed transferem znowu nie było zdziwienia, że jest niski. Jeśli jego poziom nie będzie zadowalający to do poniedziałku podbije go prolutexem.

Staram się nastawiać pozytywnie, próbuje nowych rzeczy, które mogą pomóc i w to wierzę.
Są we mnie dwie migotki.
Ta pierwsza się cieszy i odlicza dni do poniedziałku, powtarza sobie,że będzie dobrze i oczami wyobraźni widzi jak płacze ze szczęścia, biegnie do męża, radośnie krzyczy, że jest w ciąży, pokazując test ciążowy.
Ta druga się boi, boi się porażki, że wszystko na nic. Jest obojętna bo wie, że wszystko może się zdarzyć, a oczami wyobraźni widzi jak wyje w poduszkę, bo znów się nie udało.

Jak będzie tym razem?
Tak bardzo chciałabym, żeby się udało ✊️💫


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 10:26

Korfu, Grecja - 20 maja 2023, godzina 12:09.

Dwie kreski na teście ciążowym.
Nadzieja wymieszana ze strachem o to, czy tym razem wszystko będzie dobrze.


Idę po Ciebie mój tęczowy Maluszku ♥️🌈. Mama będzie o Ciebie walczyć 🤰!


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2024, 22:57

Karolaa Odkopuję wspomnienia. 👼🏻 28 listopada 2024, 17:32

Wracamy do starań. Od tego cyklu wracamy i cholernie się boję. Boję się rozczarowania każdym negatywnym testem ale boję się też, zobaczyć ten pozytywny. Jak to będzie znowu być w ciąży? Chciałabym znowu mieć to beztroskie szczęście, jak w ciąży z Majką. Kiedy ani przez chwilę nie pomyślałam, że coś złego może się wydarzyć.
Powoli zaczynają się przygotowania do świąt. Mieszkanie już udekorowane, wysprzątane a jednak jest coś czego w nim brakuje. Brakuje tu śmiechu biegającej 3-latki. Wspólnego pieczenia ciastek, strojenia choinki i wspólnego śpiewania piosenek. Tak bardzo chciałabym, żeby była tu z nami. Żeby ściągała mi z półek wszystkie dekoracje i robiła bałagan w tym doskonale czystym domu. Niewiarygodne jest to, że minęły już te 3 lata. 3 lata odkąd jej nie ma, odkąd mój świat się zawalił a serce pękło. Zamiast szukać jej prezentu na święta, w przyszłym tygodniu pojadę udekorować jej grób i postawię pięknego świątecznego jelonka. To będą kolejne święta bez niej, ale z nadzieją w sercu, że następne będą już z dzieckiem przy boku.
Trzymajcie kciuki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2024, 17:34

Mój organizm jednak nie zawiódł mnie po całości!

Dziękuję za Wasze pocieszające słowa, wystarczyło trochę odczekać. Oczywiście dla własnego spokoju włączyłam orzechy brazylijskie, migdały, lampkę czerwonego wina, l-argininę, wit. E (już rozumiem, dlaczego dr Jerzak przepisuje je od 1 do 15 dc) i dużo chodziłam, zrobiłam też jogę na otwarcie bioder. Choć pewnie to wszystko nie miało prawa zadziałać tak szybko, to endo w niecałe dwa dni powiększyło się z 4 do 7,4 mm, pęcherzyk wczoraj miał 17,1 mm. Wieczorem podałam ostatnią dawkę menopuru, żeby wszystko sobie jeszcze ładnie podrosło, a dziś z rana było ❤️ i ovitrelle. Od jutra mam podawać codziennie prolutex, clexane i cyclogest.

Za tydzień kontrola, czy wszystko dobrze wygląda. Owulację mam z prawej strony już chyba trzeci miesiąc pod rząd, a lewy jajnik, z którego były dwie ciąże, coś ostatnio śpi.

Z ciekawostek - zapytałam doktora co taka stymulacja przyniesie, skoro mamy i tak jeden pęcherzyk jak w normalnym cyklu. Powiedział, że tymi lekami działamy głównie na pogrubienie endometrium i możemy wyznaczyć dokładny czas współżycia, ale stymulacja nie poprawi np. jakości komórki jajowej. Czyli w sumie niczym szczególnym się ten cykl nie różni od takich naturalnych. Ale cóż, spróbować nie zaszkodzi 😉

Za mną już druga wizyta, gumiś mierzy 23,3 mm, a serducho bije dziś 180/min❤️ Wszystko wygląda na ten moment dobrze, idealnie 9+0. Prenatalne mam umówione na 28.08. Wtedy MOŻE powiem najbliższym. Czeka mnie jeszcze standardowa wizyta 23 sierpnia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 sierpnia 2024, 09:48

Domi94 Teraz będzie lepiej 🤞 1 sierpnia 2024, 10:31

1 dc
Pierwszy raz od trzech lat ucieszyłam się na okres. Zaczynamy procedurę już na pełnych obrotach. Od jutra rozkręcamy stymulację. Cieszę się, że na weekend przypadnie rozpoczęcie stymulacji.

"...Czy blisko stąd
Marzenia są?
Wiem że łódź moją pchał będzie wiatr i mnie wesprze
Pół kroku stąd
Marzenia są"

Wszystko dobrze u Nas. Nawet lepiej niż dobrze :-)
Kiciuś (tak nazywam Lenkę, ewentualnie Kiciulek lub Kiciul) skończyła 7 tygodni, waży 4,7 kg (trochę mało jak na jej wzrost), ma 60 cm i robi się coraz bardziej “dorosła”. Nogi takie długie, ze z pajacyków na 62 mi częściowo wyrasta. W nocy śpi ładnie, są dwie pobudki na jedzenie i transfer do łóżka Mamy o 4:00 nad ranem. Tata z psami śpią w salonie na sofie. W dzień za to bardzo różnie… w wózku śpi chętnie, ale drzemki w domu to ciężko bywa. Wczoraj dała nam tak popalić że “dyżurny” od opieki po swojej zmianie zasypiał w ubraniu. Plan był wspólnie wysprzątać mieszkanie, wyszło tak, że ja na raty, pomiędzy karmieniami lub odciąganiem, zdołałam posprzątać jedynie łazienkę, mąż się nią zajmował, żarcie z pyszne.pl i jakoś dopiero o 20:00 po kąpieli udało nam się ją uśpić. Dziś może uda się ogarnąć sypialnię 😅

Z łażenia po specjalistach w sprawie niepłodności płynnie przeszłam teraz do spraw dzieciowych. Oczywiście na wyrost wszystko, bo Mała jest zdrowa, ale nie chcę niczego zaniedbać. Mamy za sobą szczepienia (płacz straszny, marudzenie, ale bez dramy typu gorączka). Mamy za sobą kontrolę u fizjoterapeutki dziecięcej (profilaktyczna) - oceniła ją na 5+, pokazała ćwiczenia wspomagające rozwój, opowiedziała o rozwoju malucha. Jedyne co mnie martwi to przepuklina pępkowa, która nie znika i trzeba będzie to zatejpowac.
Mamy też za sobą kontrolę po podcięciu wędzidełka i konsultacje neurologopedy. Wędzidełko wymagało ponownego podcięcia, tym razem ja musiałam trzymać jej główkę jak pani doktor to robiła… Hardcore. Mało nie zemdlałam. Najważniejsze że ma już to za sobą i język rzeczywiście stał się bardziej ruchomy. Nic dziwnego teraz, skąd moje problemy z karmieniem, dopiero teraz tak naprawdę potrafi przyssać się tak, że opróżnia pierś. Bardziej niż o karmienie boję się, o mówienie i jedzenie w przyszłości, skoro ten języczek taki nieruchomy był. Zapisałam ją już na kontrolę w grudniu, w okolicach rozszerzania diety.
Przed nami jeszcze, USG brzuszka, USG bioderek (udało się na NFZ złapać termin w szpitalu) i kontrola naczyniaczka na główce (ma małego wypukłego na główce i płaskie na oczkach i czółku). Pediatra mówił że do obserwacji, ale my przewrażliwieni, więc idziemy do pani, która się w tym specjalizuje, pracuje w IMID, terminy pozajmowane na 2 mce w przód. niech zerknie i niech Mała będzie pod najlepszą opieką.
Od września idziemy też na basen na zajęcia dla niemowlaków. Kąpiel bardzo lubi, więc liczę że w wodzie basenowej też będzie jej fajnie.

Ja natomiast skończyłam połóg. Fizycznie luzik ale emocjonalnie to był bardzo trudny dla mnie czas. Hormony szalały. Mało się o tym mówi, ale to jeden z trudniejszych okresów w życiu kobiety.
Jak przewidywałam - wszystko zagoiło się jak na psie. U ginekologa wszystko git, mam tylko zrobić cytologię jak wróci okres i dr zaprasza po roku na kolejny transfer. Fizjo w szoku na kontroli - mięśnie dna miednicy mam w takim stanie jakbym nie była w ciąży, rozejścia kresy brak, blizna dobrze się goi. Dostałam i od gina i od fizjo zielone światło nawet na bieganie 💪 Bez maratonów, po mału wracać do formy, co i tak jest oczywiście przy aktualnej nadwadze, ale jak widać CC to nie taki diabeł straszny. Mężowi na urodziny kupiłam trenażer rowerowy, ale póki co sama będę na nim cisnąć bo więcej czasu spędzam z Małą niż on i trening w plenerze nie wchodzi w grę.
Mam 10 kg do zrzucenia po ciąży. Idealnie byłoby zrzucić 15. Finalnie dowaliłam w ciąży 17 kg. Sporo, ale w ostatnim trymestrze odpięłam wrotki po latach ograniczeń. Lody, piekarnia, brak moich aktywności i leciało. Szczypiorkiem nie byłam, nadwagi nie miałam, za to teraz już w nią wpadłam. Ale wszystko z głową i po mału. Daje sobie czas do wiosny 2025.

A z życiowych spraw to trochę zawirowań u nas. Jedne niepewne (zawodowe), inne bardzo pozytywne. Może uda nam się zmienić nieruchomość 🙏 Przy obecnych szalonych cenach mieszkań postanowiliśmy nasze sprzedać i kupić dom poza miastem. Życie bardzo szybko zweryfikowało plan “z dzieckiem do 3 r.z. da się mieszkań w dwóch pokojach”. Da się, ale jest sajgon. Sypialnia jest tak mała, że łóżeczko weszło na milimetry. Jak mała podrośnie to musiałaby wychodzić z niego po naszym łóżku. Reszta mieszkania to otwarta przestrzeń fajna dla zapracowanego singla. Kuchnio - salono- przedpokój jest totalnie zawalony rzeczami. Nie ma się gdzie ruszyć. Stwierdziliśmy że nie ma się co pi*****c i teraz albo później będzie tylko gorzej.
Są więc szanse, że Kiciulek będzie miała swój pokoik, ogród, miejsce do zabawy. Ze będzie łatwiej mi przekazać jej moją miłość do natury i sportu niż w blokowisku. No i że będziemy mieli przestrzeń na rodzeństwo 🙃

No właśnie. Tak nam dobrze w tym rodzicielstwie, że poruszyliśmy temat. Najpierw nieśmiało, ale wczoraj już otwarcie że będziemy próbować. Mamy jeszcze 2 mrozaczki. Ja wkrótce kończę 39 lat, więc czasu na decyzje oraz działanie jest bardzo mało. Dobrze rozegrałam terminowo z L4 w ciąży, w podstawę zasiłku macierzyńskiego wpadł mi bonus, przez co zasiłek dostałam sporo wyższy niż pensja. Finansowo nie opłaca mi się wracać do pracy, żeby w razie kolejnej ciąży dostać zasiłek bez bonusu (bonusu jak za 2023 na pewno już nie dostanę, bo zmieniły się zasady). Poza tym moje zniknięcie wywołało sporo zamieszania przy szukaniu zastępstwa. Teraz jak mnie nie ma to im wszystko jedno czy to rok, czy 3 lata, a wrócić i ponownie namieszać w razie sukcesu to znowu stres. Głośno myślę na razie. Mam wątpliwości czy logistycznie damy radę, czy fizycznie dam radę. I oczywiście nie mam żadnej gwarancji że ponownie się uda. Jest pomysł aby do profesor i do kliniki udać się wiosną, ale to na razie tylko pomysł. Decyzję będziemy podejmować na początku przyszłego roku, jak obecne zawirowania się wyklarują.

A jak się czuję jako Mama? Jestem szczęśliwa, zmęczona, spełniona. Dopełniona jako kobieta. Zmotywowana jak nigdy aby zapewnić jej dobre życie. Pełna życia, hiperaktywna. Byliśmy u moich rodziców, wróciłam ze sklepu i powiedziałam “Lenko mama już jest”. Na co moja Mama do niej (trzymała ją) “zobacz jest Mama, Mama to najważniejsza osoba na świecie, bo bez Mamy nie byłoby świata”. 🥹🥹🥹🩷🩷🩷

Każda łza i każda wydana złotówka były tego wszystkiego warte. Traumy odeszły w zapomnienie. Ściska mnie czasem w w sercu, że Kiciuś mogła mieć starszego Braciszka, mam przed sobą misje cmentarz, ale nie jestem jeszcze na to gotowa.

Jest Ona, na niej się skupiam, kocham Ją nad życie. A dwie Śnieżynki siedzą w zamrażarce i może Ktoś tam jeszcze czeka, aby dołączyć do naszej szalonej rodzinki.

Trzymam kciuki za wszystkie Staraczki, za kilka osób, na których szczególnie mi zależy, dalej podczytuje forum, czasem więcej czasem mniej, ale udzielam się. Nigdy od tego tematu się chyba kompletnie nie odkleję, za bardzo mnie to zmieniło.

Jeszcze w ciąży znalazłam taki cytat, którego słowa mnie ujęły:

“Człowiek się zmienia, wyrasta ze starych sytuacji jak dziecko z ubrań. Czas płynie i zmienia wszystko. Są duże i małe wojny. Te duże zmieniają świat, te małe człowieka”. (O.Tokarczuk).

Ja swoją wojnę wygrałam.

03.08.2024
5dpt ⏸️
Jesteś tam! A ja na dzień dzisiejszy jestem w ciąży! 🥹
Beta 18.80mIU/ml, progesteron 16,20ng/ml 🍀

Nie planowałam dzisiaj sikać na test, bałam się, że znów się rozczaruje, że znów będzie jedna kreska, znowu będzie płacz. I był płacz, łzy szczęścia i wzruszenia 🥹
Wykorzystałam okazję kiedy mąż wyszedł z domu, wróci dopiero w nocy, więc póki co jest niczego nieświadomy 😈 Mam dla niego małą niespodziankę jak wróci 🥰 myślę,że mu się spodoba.

Wiem, że to zdecydowanie za szybko, żeby się cieszyć, boję się cieszyć , ale wiem też jaką drogę przeszłam, chcę być w tym od początku, nawet jeśli to tylko na chwilkę, chcę być w tym całą sobą, bo to ogromny krok 🍀 jeszcze nigdy nie byłam tak daleko.
W sierpniu tamtego roku zaczynałam pierwszą procedurę in vitro, w sierpniu tego roku, jestem w ciąży! I jestem z siebie cholernie dumna!

Te dni po transferze były inne niż w tych, gdzie beta wynosiła okrągłe 0. Tak jak wtedy czułam, że nic z tego nie będzie, tak teraz czułam, że już nie jestem sama. Byłam spokojna, opanowana, byłam tu i teraz.
I oczywiście, że wczoraj się bałam bo wiedziałam,że będzie trzeba poznać efekty, rano biłam się z myślami i zrobiłam test dopiero z czwartego sika😅 najpierw czekałam aż mąż wyjdzie z domu, a potem musiałam nazbierać.

1dpt wyskoczyła opryszczka,wieczorem podczas wstawania z kanapy, poczułam mocny ból z prawej strony, musiałam chwilę posiedzieć, wstałam po chwili.
Od 2dpt pojawiły się dwójki podobne do tych podczas klątwy faraona, codziennie, rano😅
2dpt i 3dpt delikatnie pobolewał brzuch, a 3dpt późnym wieczorem, gdy drzemałam na kanapie poczułam kilka ukłuć, takich od środka, to było coś innego niż do tej pory, bo brzuch po wcześniejszych transferach też mnie pobolewał.
4dpt nie czułam nic, oprócz porannej dwójki, przeszło mi przez myśl, że nic z tego.
5dpt zobaczyłam dwie kreski, a w południe na bieliźnie pojawił się brązowy śluz i troszkę jasnej krwi. To było plamienie implantacyjne bo progesteron jest całkiem niezły ale mógłby być większy, dlatego dokładam prolutex 2x1.
W ogóle nie bolą i nie bolały mnie piersi. Tylko delikatnie czuje brzuch.

Teraz sprawdzam przyrosty.
Beta w poniedziałek 7dpt.
Proszę, rośnij 🍀🧚‍♀️🥹
Rozgość się i nie wychodź przed kwietniem ❤️



Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2024, 12:03

Aurore Wyboje mojego życia. 3 sierpnia 2024, 08:51

23cs 3dc

Nie mam pojęcia czy postępuje dobrze czy źle odstawiając starania z większą pomocą z zewnątrz. Jestem gdzieś pomiędzy, ale przede wszystkim czuję że dziecko nie jest dla mnie.
Przestało mi zależeć.

Wszystko płynie swoim natulanym tempem.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)