19+1
Byliśmy w czwartek na USG - na którym to bobas przez cały czas próbował zakładać sobie nogi za głowę - dzięki czemu pokazał nam... mosznę i penisa 😂
Także po kilku tygodniach przyzwyczajania się do dziewczynki - chyba przechodzimy do team boy 🩵🩵🩵.
15 listopada mamy połówkowe - także mam nadzieję, że już nam potwierdzą na 100000%. Choć już teraz dr wydawał się być pewny.
Bobas ważył 259g i wychodził na dwa dni do przodu 
Od 17+3 czuję też smyrania od środka - są totalnie nieregularne i jednego dnia czuje to częściej, innego rzadziej. No ale jestem pewna, że to nasze pierwsze ruchy.
Ze mną jest już lepiej, staram się powoli cieszyć tą ciążą, chociaż okrutnie się boję że za chwilę coś się stanie.
Zostań z Nami 🙏🙏🙏
18.11.24r.- 6+1. Byłam na czwartkowej wizycie 5+4 i był tylko pęcherzyk ciążowy 10mm. Nie powiem, myślałam, że zobaczę coś więcej i od razu nasunęły mi się pytania czy jest wszystko okey... W sobotę miałam taki humor, że przepłakałam pół soboty żegnając się z okruszkiem, bo zaczęłam zakładać już najgorsze
W piątek mam wizytę u Pani doktor na nfz, mam nadzieję że zobaczy coś więcej 🙏. Z mężem mamy ochłodzone emocje, jeżeli wszystko dobrze się poukłada to wtedy myślę, że nam puszczą emocje. Jak na razie co drugi dzień czuje się ciulowo, dokucza mi ścisk żołądka i brak apetytu, schudłam już prawie kilo 🙄 Mdłości są delikatne, jeszcze mnie nie brało na poważnie 🙈
Ps. Z moich obserwacji zdjęcia usg, gdy przy świeciłam latarką to widać malutką plamkę w środku. Wygląda mi to na pęcherzyk żółtkowy. Zobaczymy czy moje przypuszczenia się sprawdzą.
W czerwcu 2024 zachęceni uruchomieniem rządowego programu zgłosiliśmy się do kliniki. Ginekolog zaproponował jedna próbę inseminacje i w tym czasie wykonanie badania Amh, za które jeszcze musiałam zapłacić. Byłam zdania że ineminacja to strata pieniędzy ale ustaliliśmy wspólnie ze jedna zrobimy. Na więcej się nie zgodziliśmy. Tak jak przypuszczaliśmy nic nie wyszło , a my na początku lipca mieliśmy wizytę kwalifikacyjną. Emocje były duże. Kiedyś byłam wielką przeciwniczką in vitro i nie boje się do tego przyznać. Całkowicie się myliłam w swoich pogladach- dostałam nauczkę i teraz już nie wypowiadam się na temat spraw które mnie nie dotyczą.
Od wizyty kwalifikacyjnej już praktycznie za nic nie płaciliśmy- mieliśmy wykonane wymazy oraz krew na wirusy. Potem trochę paoierologii i plan stymulacji: bardzo spokojny ze względu na wysokie AMH.
7 sierpnia punkcja - 29 pęcherzyków pobranych, z tego 9 zapłodnionych komórek jajowych a ostatecznie do 5 doby dotrwały 3 zarodki.
W związku z ryzykiem hiper stymulacji transfer odroczony - włączyłam dostinex, izotonik, dużo wody i dietę wysokobiałkowa. Po kilku dniach czułam się już super
7 września mieliśmy transfer najlepszej blastki i od tego dnia zaczęła się nerwowa atmosfera.
Na czym stoimy: jestem w ciąży bo beta w 6 dpt wyniosła 6,5 a w 8 dpt 12,1
To duży sukces bo to moje pierwsze II kreski od 4 lat.
Zdaje sobie natomiast sprawę że beta jest ekstremalnie niska jak na ten dzień po transferze i przyrost też jest kiepski. Jakiś cud może tylko uchronić tą ciążę przed porażka.
Jutro powtórka bety a rano test- zobaczę czy w ogóle coś będzie widać.
11.09.2024
12dpt beta 13mIU/ml 💔
Nie rośniesz Okruszku, nie rozwijasz się 😔
Musimy się pożegnać.
Będziemy o Tobie pamiętać, zawsze!
Teraz mam Cię w sercu, niedługo w moich ramionach ✨️❤️
Oficjalnie transfer numer cztery zakończony ciążą biochemiczną 💔 Odstawiam leki.
Muszę zebrać myśli, siły i stanąć do bitwy o dwie ostatnie śnieżynki.
24.09 wizyta u innego immunologa.
26.09 wizyta w klinice i ustalenie nowego planu.
Zalecenia P. co do mnie wydają mi się być bardzo zachowawcze, kir aa bez żadnych implantacyjnych i brak zalecenia accofilu, sugerowałam po ostatniej ciąży biochemicznej zwiększenie dawki tej którą dostałam od ginekologa ale P. nie chciał zwiększyć, sugerowałam immunosupresje ale tego też nie zalecił... czuje się pozostawiona sama sobie a teraz naprawdę zrobiło się poważnie, zostały dwa ostatnie zarodki, w tym jeden leniuszek zamrożony w szóstej dobie, chciałabym żeby zrobić transfer ostatniej szansy i podać dwa za jednym razem. Tu musi być solidna obstawa lekami, a nie pitu pitu.
Czekam na to co odpisze docent i jaki wymyśli plan oraz konsultuje się z dr J.
Czas pokaże co będzie dalej ⏳️
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2024, 13:18
11dpt...
4dpt 59.8
6dpt 80.3
7dpt 79.9
9dpt 98.3
11dpt 98.4
Żegnaj, ostatni okruszku 😭😭😭
34+0
Byłam dzisiaj na wizycie. Maksiu waży 2400, główka jest już na tyle nisko, że nie można było zrobić żadnego zdjęcia, szyjka zaczyna się skracać. Jestem wręcz pewna, że nie dotrwam do terminu, zwłaszcza, że z pierwszym synem tak było.
Czas na pakowanie walizki, prasowanie ubranek i szykowanie się na powitanie księcia. Dzisiaj mam ostatnie spotkanie w szkole rodzenia, muszę porozmawiać z położną i ustalić w którym szpitalu ostatecznie chcę rodzić. Ciut się to ciągle zmienia, bo moje oczekiwania i możliwości placówek trochę się różnią niestety...
Ciężkie decyzje przede mną, ale muszę je podjąć. Następna wizyta 7 października, czyli dokładnie 37+0, przy donoszonej ciąży.
2 lata 9 miesięcy
Myszor chodzi już 3 tydzień do przedszkola. Od jutra będzie od 7:30 do 15, tak żeby zjadł wszystkie posiłki. Jestem z niego ogromnie dumna, super się odnajduje pomimo porannych smutków, panie mówią, że codziennie jest coraz lepiej i bardzo mnie to cieszy. Pomimo, że nie chodził do żłobka to mam wrażenie, że radzi sobie jak zawodowiec 
Trochę obawiam się jak to będzie z dwójką dzieci, ale z drugiej strony nie mogę się doczekać. To odliczanie kiedy nie zna się terminu jest dziwne, ale też ekscytujące 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2024, 16:02
Dziś się trzymam. Dziś wszystko JEST okej, nie muszę udawać.
Ale to jest dziwny cykl.
24 dzień, 3 dzień cyclogestu, poza tym nie wiem nic. Nie wiem kiedy była owulacja, czy w ogóle była, czy ta cysta to rzeczywiście cysta, ale wiem jedno - nie chce mi się o tym myśleć. I nie zrozumcie mnie źle, to nie takie negatywne “nie chce mi się” tylko takie “aaa tam dobrze jest, po co zawracać głowę”. Wiem, że powinnam powtarzać jakieś badania, działać, przynajmniej czuję taką presję. Ale stwierdziłam, że ten jeden miesiąc i tak mnie nie zbawi i że każdemu należy się chwilka przerwy
Asekuracyjnie zarezerwowałam termin u ginekolog, ale nie wiem nawet czy z niego skorzystam (boję się jej trochę przyznać do tego cyclogestu hahaha)
Ogólnie można powiedzieć, że zluzowałam majty. Chyba tak. Grudniowy wątek staraczek bardzo mi pomaga, można tam się pośmiać, popłakać, dowiedzieć czegoś nowego, a nawet czasem komuś pomóc. Najwidoczniej tego było mi trzeba.
Z nowości staraniowych:
1. Zdecydowałam się na samowolkę i stosuję od 22 dnia cyclogest. Jak na razie jest spoko, poza tym, że trochę „mokro”, jak to po globulkach 😂 Na razie jestem zadowolona, normalnie na tym etapie cyklu z duphastonem miałam mega załamkę, senność itd. Przy cyclogescie na razie nic takiego się nie dzieje, ale to może tylko w mojej głowie.
2. Na razie musimy niestety się zabezpieczać mechanicznie - M. ma już potwierdzonego paciorkowca z gr. B, więc przez 2 tygodnie antybiotyku lekarz zalecił prezerwatywy. W sumie nieźle to wychodzi, do czasu rozpoczęcia starań w nowym cyklu powinien się już uporać z tym paskudztwem.
3. Po antybiotyku M. ma odczekać 2 tygodnie i powtórzyć posiew. Trzymajcie kciuki, żeby wyszło czyściutko!
4. Będziemy chwilę potrzebować na odbudowanie armii, więc powtórkę badań nasienia i fragmentacji planujemy bliżej lutego. Do tego czasu mamy oczywiście zamiar starać się cały czas naturalnie. A co dalej, zależy od wyników 
5. Kupiłam zestaw witamin FertilMe Complex na Health Labs na black friday, niby była dobra promocja, ale i tak jest to drogie, więc na dłuższą metę to się chyba nie uda 😂 Wrzucam poniżej skład, zestaw składa się z tabletki rano i saszetki wieczorem:
Tabletka rano:
kwas foliowy 600 µg
witamina B12 25 µg
witamina B6 5 mg
selen 50 µg
koenzym Q10 50 mg
ekstrakt z Shatavari 250 mg (w tym saponiny 50 mg)
ekstrakt z winogron 150 mg.
Saszetka na noc:
jod 50 µg
cholina 500 mg
mio-inozytol 1500 mg
D-chiro-inozytol 15 mg
cynk 15 mg
N-acetylo L-cysteina 200 mg
melatonina 0,5 mg
Według mnie wygląda to nieźle, ale ta cena powala
Oprócz tego z tej samej firmy kupiłam też probiotyk IntiMe (jego cena też niezła), ale w promocji przy komplecie z FertilMe wyszedł mi za 1 zł. Mam nadzieję, że to trochę też pomoże.
Pogodzona z 2024, który przyniósł dużo radości, ale też smutku, czekam z ekscytacją na 2025 
I trzymam kciuki, żeby dla kogoś ten grudzień okazał się tym szczęśliwym miesiącem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia 2024, 18:30
17+5
Dalej bez pewności i dalej chyba chłopak 🩵
Teść nadal nie wie, bo i tak się upiera, że musi być chłopak więc to żadna radość z przekazywania takich informacji. On i tak to tylko skomentuje bez emocji, że on przecież od początku mówił.
Od jakiegoś czasu czuję już delikatne ruchy 😍. Brzusio nadal mały ale coś tam już odstaje delikatnie. Cuję się też już lepiej, doszły tylko bóle pleców, najprawdopodobniej rwa kulszowa.
Poza tym kupiliśmy dom!
Liczyliśmy na klucze już w piątek, żeby przez weekend zacząć tam sprzątać i wozić rzeczy, ale niestety najszybciej poniedziałek.
Teść przyjeżdża pomóc w remontach i jestem mu za to mega wdzieczna ale też już się boję... Będę z nim sama całą środę i czwartek bo mąż w pracy. Teść też uważa się za nieomylnego więc już usłyszeliśmy, że kupiliśmy złe farby, że źle że kupiliśmy pistolet do malowania- on nam wałek przywiezie, że bez sensu, że chcemy autem przewozić kartony, przecież lepiej wypożyczyć przyczepkę. Główny remont w tej chwili będzie dotyczył piętra na które przeniosę swój gabinet kosmetyczny, więc tutaj ma być 100% po mojemu, a już mi zaczyna komentować, że ściany mają być białe bo to najlepszy kolor 🤦🏼♀️ nie wiem jak to przetrwam... Tyle dobrze, że moi rodzice przyjadą na weekend pomoc z przeprowadzką to z nimi moja psychika się trochę odbuduje 😅
Dochodzę do wniosku, że mój teść jest w tej chwili moim największym problemem i on najbardziej wyprowadza mnie z równowagi 😅
Lekarz stwierdził, że mam wysokie ciśnienie i trzeba kontrolować - przecież to normalne, że w ciąży jest wysokie.
Bolą mnie plecy - ale przecież nie ma ci co jeszcze ciążyć.
Nie mam apetytu i odrzuciło mnie od mięsa - ciąża to nie choroba.
Nie mam jeszcze brzucha - na co liczysz, przecież to najszybciej za 2 miesiące.
Ten człowiek skomentuje wszystko i wie wszystko najlepiej, więc jak tylko pyta jak się czuje to już sama nie wiem czy odpowiadać czy mówić tylko, że dobrze...
Moje kochane, tak bardzo dziękuję Wam za ostatnie komentarze. W każdym momencie zwątpienia wchodziłam tu i czytałam je ponownie. Tak samo przed snem - czytałam wszystkie i zasypiałam mając w głowie te dobre słowa. Bardzo pomogło mi się to uspokoić 🤍 I miło było rozpoznać znajome nicki, to kochane, że jeszcze tu zaglądacie 🤍
Wczoraj dla uspokojenia się zrobiłam test sikany. Kreska była wyraźnie jaśniejsza niż z dnia poprzedniego, a dodatek tego dnia wyjątkowo mało bolały mnie piersi - pomyślałam, że jest już po wszystkim. Nie umiem tego opisać słowami, ale po poprzednich stratach najmniejsze nieprawidłowości przeobrażam w coś wielkiego. Po prostu się boję. A później zaczął się głupi kołowrotek - przez to, że się martwię, na pewno zaszkodzę dziecku. Dokładnie to, o czym pisała pod moim poprzednim postem Inulek. Ciężko to nawet racjonalnie wytłumaczyć. Ale jak być spokojnym, gdy zależy Ci na czymś tak bardzo?
Wczoraj wieczorem czekałam tylko na dzisiejszą betę. Dziś rano natomiast wstałam ze spokojem. Piersi znów zaczęły boleć, a test pokazał dużo ciemniejszą kreseczkę. To wystarczy mi na ten moment - powtórzę betę w poniedziałek dla ostatecznej weryfikacji kliniki.

Chcę jeszcze opisać tu przebieg ostatnich dni, tak na pamiątkę 🤍
Udało się nam spędzić na Śląsku przemiły, spokojny weekend. W niedzielę odwiedziła nas nawet moja kochana przyjaciółka, którą poznałam właśnie tu (chyba tylko za takie relacje doceniam te całe starania). Nasi mężowie się poznali, zjedliśmy we czwórkę kolację, pośmialiśmy się - nie dali mi przestrzeni na nadmierne rozmyślania. Dostałam od Ewy mnóstwo symboli na szczęście, które przywiozła mi z dalekich wakacji i do kliniki wzięłam wszystkie z nich. Z racji, że w mojej sukience nie było kieszeni, do jednej miseczki stanika włożyłam naszywkę w kształcie ananasa, a do drugiej magnes przedstawiający trzy żyrafy - mamę, tatę i maleństwo. Pod spodem był też podpis "hakuna matata" ❤️ Później oczywiście frytki z maka i długa droga do domu. Po transferze nie czułam nic - żadnych skurczy, kłucia jajników. Mimo to miałam w sobie dziwny spokój. Chciałam jak najdłużej żyć w błogiej nieświadomości i na myśl o testowaniu robiło mi się słabo. I tak sobie żyłam.. Czułam się lekko podziębiona, kichałam, ale nic więcej mi nie było. 5 dni po transferze rano zrobiłam zastrzyk z accofilu, a wieczorem dostałam prawie 38 stopniowej gorączki. Mierzyłam temperaturę co chwilę i rosła tak szybko, że zaczęłam ochładzać głowę zimnym ręcznikiem. To było o tyle dziwne, że ja niemal nigdy nie choruję i nic też nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Accofil brałam już wiele razy i co prawda pierwsze podanie nie było kolorowe, ale od tamtego czasu nie miałam już żadnych skutków ubocznych.
6 dpt obejrzeliśmy z mężem dwa filmy - swoją drogą bardzo polecam "Holiday" z 2006 r. i "Był sobie pies". Oba dosłownie przewyłam i to nie na najbardziej smutnych momentach. 7 dpt rano obudziłam się bardzo wcześnie cała mokra (ten objaw wydawał mi się znajomy), a gdy wstałam to moje piersi nie poddały się zasadom grawitacji. Wtedy poczułam, że muszę zatestować. Test po zrobieniu włożyłam z powrotem do opakowania - bałam się na niego spojrzeć. Po paru minutach wzięłam go do ręki i widok tak mocnej kreski spowodował u mnie niemałe zaskoczenie. Powiedziałam do męża "Chyba jestem w ciąży", a on spojrzał na test i uznał, że tak mocnej kreski to jeszcze nie miałam. Mój mąż jest trochę ślepy jeśli chodzi o doszukiwanie się cieni, więc takie słowa znaczyły naprawdę dużo 😅 Przytuliliśmy się, ale on kazał mi nie cieszyć się za wcześnie. Do tej pory pozostaje bardzo opanowany - studzi moje emocje, pierwszy nie zaczyna tematu ciąży. Ogólnie nie rozmawiamy o tym, nie snujemy żadnych planów, nie myślimy, co będzie jutro. Ja w ogóle nie potrafię uwierzyć w to, co się dzieje - za dużo razy już dostałam po dupie.
Po poniedziałkowej becie, wsiadając do samochodu zalała mnie fala brązowego, wodnistego śluzu. Pomyślałam sobie tylko "Serio? To się pocieszyłam..". W domu na papierze ukazała mi się brunatna, wodnista krew. Razem z nią wypadł 0,5 cm krwiak. Od tego momentu żadne plamienie się nie powtórzyło (tak jakby to ten krwiak się oczyścił), choć przez pierwsze dni każda wizyta w toalecie równała się z mini zawałem.
Dalej już wiecie. Nie dowierzam jeszcze w to, co się dzieje i boję się, że ten piękny sen w każdym momencie może się skończyć. Objawów nie mam dużo, najmocniej odczuwam ból piersi po bokach, ciągłe pragnienie, częste siku i dużo wodnistego śluzu. Szyjka jest tak wysoko, że przy wkładaniu estrofemu nie jestem w stanie dosięgnąć jej palcem. No i wzruszam się bardzo często. Podbrzusze w ogóle nie boli, nic nie ciągnie. Od wczoraj mam jeszcze takie delikatne, kilkusekundowe, a'la okresowe smyrania.
Odbyłam też e-konsultację u dr J., mam dorzucić:
- Duphaston 2x dziennie
- NAC 600-800 mg
- Cyclo3fort
- Odstawić acti folicum
- Mierzyć codziennie glukozę i pilnować, by nie wzrosła ponad 93 naczczo
Teraz czekamy na to, co przyniosą kolejne dni. Tak bardzo bym chciała, żeby już wszystko było dobrze. Porozmawiałam z przyjaciółką i ona powiedziała mi coś bardzo ważnego: "Jakiś problem jest na pewno. Gdyby nie było, to już dawno byś była w ciąży. Ale jest, jest ten jeden zarodek, któremu się udało. Nie oczekuj od niego nie wiadomo czego. Nie oczekuj, że będziesz w górnych granicach bety czy przyrostów. Zobacz ile zrobił, by być tu z Tobą, po prostu w Niego uwierz." 🤍
4w3d - 10 dpt
Beta 902.3. Progesteron rośnie powoli 15.2, ale zawsze coś
Maluszku mój Kochany, rozwijaj się pięknie i do zobaczenia 🥹🥰
Cofnijmy się w czasie: wrzesień 2022 roku. Malinka ma niecałe 2 lata. Trwają moje przygotowania do egzaminu zawodowego wiosną 2023 roku. Zaczynam gadkę z Mężem, że chciałabym wrócić do kliniki. Że jestem coraz starsza, że już odpoczęłam po pierwszym porodzie, nawet naprawiłam swoje zdrowie, że nie ma co czekać. "Czyś Ty oszalała? Egzamin masz, mnie tu na miejscu nie ma, dziecko do ogarnięcia i jeszcze ciąża? Nie wiadomo, czy byś przechodziła, tak jak pierwszą, czy byś musiała leżeć. Jak to sobie wyobrażasz?" - no, ok, w sumie racja, do tematu mamy wrócić po zdanym egzaminie i moim powrocie do pracy. W kwietniu zdaję egzamin, potem odzyskuję stracony czas z dzieckiem, od lipca wracam do pracy. Myślę sobie - będzie z górki, przecież popracuję tu max.6 miesięcy, żeby trochę składki powiększyć, a potem śmigam na ciążowe L4. Lipiec, sierpień minął na ustawianiu grafika rodzinnego. We wrześniu mała poszła do przedszkola i chyba zaczął się mój proces awansowy, który przegrałam, gdyż "ma dziecko". Jak się tak na kobiety będziemy obrażać, to niedługo w znacznej części branż nie będzie miał kto pracować. To tak btw. No to mamy wrzesień 2023. "Wiesz Mężuś, ja bym chciała do kliniki, żebyśmy wrócili po ten Zarodek i albo transferowali, albo żebyśmy zamknęli temat i żebyśmy je oddali do adopcji" - "To umawiaj wizytę". Umówiłam nas na grudzień. Resztę historii znacie - porobiłam badania, coś tam powychodziło, trzeba było się przeleczyć. Kilka dni przed wizytą, już przeleczona, przypominam Mężowi, że mamy wizytę przed transferem. "Przed jakim KUR.A transferem???" - Tłumaczę, przypominam i słyszę "Chyba żeś oszalała, nigdy i nigdzie nie zgadzałem się na żaden transfer!!! Ja tu zaraz kończę działalność, będę bez pracy, będzie tylko Twoja pensja (całkiem sowita, przy tym mamy spłacony kredyt hipoteczny), padam na ryj ze zmęczenia" itp., itd., łącznie z tym, że mnie "popierdoliło". Przeryczałam niejedną noc. Rozmawiałam z psychologiem z naszej kliniki (specjalizuje się w pacjentach z niepłodnością), to mi pomogło. Od stycznia jak Mąż wrócił do domu i nie miał wyjazdowej pracy, pod przykrywką suplementów na odchudzanie, podawałam mu suple na poprawę jakości nasienia. Wmawiałam sobie, że teraz to się uda naturalnie. Że tyle i tyle procent moich znajomych po in vitro w kolejną, zdrową ciążę zaszło naturalnie, że mi to też się uda. A on chudł, jasne, ale suple to sobie łykał randomowo. Popijał piwko, a przy walce o lepsze nasienie, alkohol jest zabroniony, tak samo jak cukier. Ale tego mu już nie powiedziałam. W międzyczasie próbowałam podchodzić do tematu. Zawsze z bólem brzucha ze stresu. Zawsze słyszałam jakieś argumenty, że on się boi, że to ja mam zabezpieczenie socjalne i finansowe, nie on, że on jest spełniony jako rodzic. No, ale umawialiśmy się na 2-3 dzieci. I te dzieci są. Na razie w formie Zarodków, nie wiadomo, czy dadzą ciążę, bardzo mocno nie wiadomo. Ale są. Rozumiem, że w międzyczasie mógł zmienić zdanie, niemniej wtedy jest to tak poważne, że zahacza o wyłączną winę rozpadu związku małżeńskiego. I w przypadku rozwodu byłby zmuszony łożyć nie tylko na dziecko, ale też na mnie. Że on teraz boi się tego, że kolejne dziecko to będzie niewerbalny syn, a "jak wiadomo, chłopcy mają głębsze spektrum". Nie wspominam o emocjach, bo jak mówię o emocjach, to słyszę "na płacz i pragnienie to Ty mnie nie weźmiesz".
I tak trwam w zawieszeniu. Wróciłam na terapię. Mam pomysł na wyrwanie się z zawieszenia i powoli go realizuję. Tylko jest to trudne. A pisanie, jak zwykle pomaga.
10 grudnia. Najprawdopodobniej już po owulacji i dniach płodnych w tym cyklu. Dobre samopoczucie i hormony, które to najprawdopodobniej trzymały mnie w ryzach przez kilka dni, wyparowały. Znowu przyszła pustka, wyciszenie, dotknięcie stopami gruntu.
10 grudnia. Gdyby moje dziecko urodziło się jako wcześniak, co przecież zdarza się często, już mogłabym mieć je w ramionach. Rozpierdala mnie ta świadomość od środka.
Początki
39 urodziny
W prezencie dostałam negatywny wynik transferu jedynego zarodka jaki mieliśmy 😔 Był przebadany, zdrowy, najwyższej klasy. Endometrium piękne jak nigdy dotąd. Miałam obstawę lekową lepszą niż kiedykolwiek. Czego jeszcze nie dopilnowałam? 😔
7 lat ciężkiej walki, 2 procedury, 5 transferów, 3 ciąże. Kończymy przegrani 😢
Kochane dziewczyny dziekuje bardzo za wspaniale komentarze. Chcialam juz wczesniej napisac, ale nie wiedzialam jak to ubrac w slowa, te ostatnie dwa lata.
Mam rowniez w sobie poczucie, ze mimo iz moja walke wygralam to nadal wszystkie staraczki sa bliskie mojemu sercu. Kazda wzmianka o nieplodnosci powoduje ze nastawiam uszy I slucham co sie dzieje. A jezeli moja historia doda komus wiatr w zagle badz ktos zapyta mnie o co, bo przez to przeszlam to bede szczesliwa, ze byc moze pomoge komus badz wespre ta osobe dobrym slowem.
Ginekolożka nie zjawiła się dziś w pracy, więc na szybko musiałam skombinować termin w invi, niestety mojej pani doktor już nie było i musiałam iść do innej, ale dobre i to. Zmonitorowalysmy jajnik i… wszystkie trzy pęcherzyki wciąż na pokładzie. Gigant nieco się zmniejszył, inny nieco urósł, trzeci pozostał bez zmian. W tym cyklu więc nie stymulujemy. Nie wiem jednak jak z tym progesteronem. Ginekolożka miała instrukcje od Doktórki, że w takiej sytuacji będę musiała brać progesteron od 10d.c., a teraz to nie wiem, co i jak, bo pani z invimedu zupełnie nic nie zaświtało, gdy o tym wspomniałam. Zobaczę, pewnie się spróbuję skontaktować z którąś z tych dwóch pań. Głupio mi strasznie wypisywać do tych asystentek w invi, ale z drugiej strony, co mi szkodzi. Chyba nikt się na mnie nie obrazi, że dociekam swoich spraw.
No cóż. Przed nami przerwa w stymulacji, oczywiście możemy się starać i oczywiście może się udać. To byłby piękny paradoks. Liczę na niego!
No i niestety, kreską cieszyłam się kilka dni tylko. Beta trochę rosła, coraz wolniej, potem trochę spadła i zaczął mi się okres. Jedynie trochę dłuższy niż zwykle.
Za tydzień kontrola. Niepokoję się.
Bo dlaczego okres mimo progesteronu 20? Czy jestem zdolna być w ciąży?
I obawiam się że znów menopauza będzie wskazana, a źle to znoszę fizycznie i psychicznie. No, może fajnie schudłam :p
Zaskoczyło mnie, że jak beta zaczęła spadać, tak źle się czułam. Bałam się wyjść z domu, żeby się gdzieś nie przewrócić po drodze.
A teraz...
Z jednej strony, wydaje mi się że skoro biochem był, to może rzeczywiście następny raz się uda!
A z drugiej.. skoro był super zarodek, świetnie rokujący a i tak nic z tego... To mogła być jego wina? Czy mój organizm jakiś felerny?
Może po prostu nie mam być w ciąży.
12+4
Byliśmy na wizycie 11+0 - maluch miał 4,2 cm i wyszedł na 11+1. Pan dr stawiał na... dziewczynkę. Widzieliśmy kopiące, dłuuugie nóżki i fikanie koziołków. To było niesamowite. Po wizycie znaleźliśmy też serduszko detektorem.
W niedzielę wróciliśmy z mini wakacji, byliśmy w Szczawnicy i w Krakowie - bardzo odpoczęłam i było cudownie.
Po powrocie nie włączaliśmy detektora - mąż nie chciał.
W piątek mamy... prenatalne. Nie myślałam, że zajdę aż tak daleko. Obaw jest mnóstwo. Od tych, czy serduszko nadal bije, do tych, czy maluch jest zdrowy.
Jestem naprawdę mocno przerażona.
Proszę o kciuki i dobre myśli.
Zostań z Nami 🙏🙏🙏
Wcziraj był 3 dpo owulacji temperatura 36.54 nie skoczyła.. tak myślałam miałam akurat wolne wiec poleciałam na progesteron ale już w sumie skreśliłam ten cykl.. ovitrelle nawet przestało działać?
Wynik progesteronu wyniósł 6 co za ulga 🥹🙈
Wiec pękło jajo!
Dzisiaj temperatura już skoczyła do 36.77 tak sobie pomyślałam że musiałam wylapac lekki spadek 🫠
1 i 2 dpo nie sprawdzałam tempki wiec to jest możliwe akurat 😊
Ale mega mi ulzylo! Od wczoraj już biorę duphaston I Luteine 😊
Kreska po ovi powoli znika dzisisj zamówiłam testy na dozie 🤭
Czy znajdę siłę do dalszej walki?
Albo może Czy mam siłę nie walczyć? Może to ta walka wbrew logice stała się celem w samym sobie?
Cokolwiek nie wybiorę, mogę za chwilę żałować... co robić, jak żyć? 😔
Mam nadzieję że odnaleźliście siebie i starsza siostra i chociaż Wy jesteście tam razem...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.