Przerwa w Staraniach.
4 lata, 5,5 miesiąca razem
W ostatni weekend syn był u drugiego rodzica, kiedy wrócił w niedzielę trzymał w ręce bukiet kwiatów.
Odbył się dialog:
Ja: oooooo jaki masz śliczny bukiet kwiatów
Imperator: to dla ciebie mamusiu, ale nie są prawdziwe
(w istocie były to sztuczne kwiaty)
Ja: ależ to nie ma absoutnie żadnego znaczenia! To są najpiekniejsze kwiaty jakie kiedykolwiek dostałam! i do tego jeszcze zostaną ze mną na zawsze, bo nie zwiędną!
Imperator: mam coś jeszcze dla Ciebie, coś takiego najważniejszego
..młody podszedł, przytulił i dodał buziaka
Ponoć już w piątek się uparł, że musi kupić kwiaty 
Ostatnio mam jakiś gorszy okres (nic się złego nie dzieje, ale chyba brakuje mi słońca), za to młody ma lepszy czas. Mam wrażenie, że wraca do mnie cała cierpliwość i praca, świadoma i trudna (bo łamiąca wszystkie schematy jakie mi wtłoczono), związana z wychowaniem dziecka.
Przykład z kilku dni wstecz: jest rano, pośpiech, muszę ogarnąć siebie, dziecko, zawieżć go do przedszkola i jechać do pracy. Śpieszę się, bo im później wyjadę tym dłużej będę jechać, a co za tym idzie później wyjdę z pracy i później odbiorę. Więc nerwowo myśli biegają wokół zegarka, pośpieszam młodego, ale on jak to dziecko, nie rozumiejące do końca czasu i przestrzeni, snuje się pod nogami zainteresowany wszystkim tylko nie wyjściem z domu. Mam wrażenie, że na schodach najchętniej by się położył, ciągnę go za ta rękę jak mnie kiedyś ciągnęła mama (nienawidziłam tego). No ale czas, czas, czas przeciez to dla Niego, aby nie był pierwszy przywożony do pkola i ostatni odbierany. Wsiadamy do auta, zapinam pasy i słyszę z tylnego siedzenia:
-przepraszam mamo, nie umiałem szybciej
Czuję jak rozpadam się na milion kawałków i jak samą siebie w imię dobra dziecka wpędzam w absurd.. Przeprosiłam za pospiech, za ciągnięcie za ręke, powiedziałam, że postaram się już tak nie robić. Pogadaliśmy trochę o emocjach, o tym dlaczego rano się tak śpiesze, o tym, że nie chcę go odbierać ostatniego itd.
Czasem nie wiem kto się od kogo wiecej uczy, On ode mnie, czy ja od Niego...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2025, 13:50
13+1 tc
Jesteśmy po pierwszych prenatalnych, nasz mały Skarb ma się dobrze 🤍
Przezierność karkowa w porządku, kość nosowa widoczna, obwód brzuszka i główki prawidłowe, wszystkie narządy rozwinięte. Przepływy zarówno u Dzidziusia jak i u mnie bardzo dobre, serduszko bije 155 uderzeń na minutę. Lepiej sobie tego nie mogłam wymarzyć 🤍 Najbardziej rozczulający był widok tej maleńkiej pupci oraz ruchy - Maleństwo podskakiwało, podnosiło rączki do buzi, prostowało nóżki.. Spojrzenie męża wyrażało więcej niż tysiąc słów - oglądał ekran jak zaczarowany i ciągle się uśmiechał. Myślę, że wreszcie dochodzi do niego, że to wszystko naprawdę się dzieje, że wywalczyliśmy nasz Cud i on po prostu trwa. Dzidziuś jest już taki duży - 7,3 cm, więc dokładając do tego nóżki ma ponad 10 cm 🥹 Już się nie mogę doczekać, aż zacznę czuć pierwsze ruchy 🤍 Póki co zamówiłam detektor tętna, bo mam łożysko położone z przodu, więc i ruchy mogą przyjść później.
Oddałam krew na NIPT, wynik powinien być do 10 dni. Po dzisiejszym badaniu jestem jednak dużo spokojniejsza 🥰 Zapytałam doktora o płeć, ale powiedział, że to jeszcze za wcześnie. Czytałam, że w Niemczech lekarze nie mogą podawać swoich przypuszczeń do 14 tygodnia, więc i pewnie go obowiązywały takie procedury. W każdym razie nie mam żadnych życzeń co do płci - choć zawsze chciałam mieć córeczkę, to już ją przecież mam 🩷. Jeśli trafi się druga, to będzie najcudowniej na świecie, ale równocześnie myśl o synku przyprawia mnie o szybsze bicie serca i motylki w brzuchu. Na widok małych chłopców na ulicy rozczulam się na maksa. No i mamy z mężem takie przeczucie, że będzie jednak synek 🩵.
Jeszcze niedawno przez myśl mi nie przeszło, że będzie mi dane być w takim miejscu.. Po tylu latach spędzonych w klinice leczenia niepłodności wreszcie mogliśmy pójść dalej, mogłam siedzieć między kobietami w ciąży i wiedzieć, że też do nich należę. A to Maleństwo kocham już najmocniej na świecie 🤍
Byłam na USG. Jest pęcherzyk w macicy. Mały, o tydzień za mały i pusty.
No ale wiem, że jest wcześnie, że jeszcze wszystko może się udać. Wierzę w to. Cieszę się że wykluczyłam ciążę pozamaciczną. Strasznie się jej bałam.
Przestałam krwawić. Nie widać też źródła krwawienia na USG.
Biorę teraz z proga:
2x2 utrogestan łącznie 800 mg
1 x Cyclogest 400 mg
Besins 3x200 mg łącznie 600 mg
Duphaston x3
Czasem to besinsa seteczke jeszcze gdzieś dorzucę. Dziś rano np wzięłam 300 mg.
No i mam nadzieję że będzie dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 kwietnia 2025, 13:44
Koniec.
Jedyna decyzja, którą możemy podjąć zgodnie z naszym sumieniem.
Trzecie podejście do procedury inVitro zakończyło się uzyskaniem 12 komórek, z czego do zapłodnienia wybraliśmy 6.
Otrzymaliśmy 2 zarodki.
Wynik , o którym marzyliśmy - wynik, który dawał nam nadzieję na spełnienie najskrytszych marzeń o trójce dzieci… wynik, który dawał nam spokój przez 3 tygodnie zanim nie otrzymaliśmy wyników badań genetycznych zarodków.
Oba nie nadające się do transferu. Oba dołączają do poprzedniego mrozaczka.
Pozostałe 6 komórek boimy się nawet zapładniać, boimy się narazić na kolejne „niepoprawne(?)” zarodki, z którymi nic nie możemy zrobić.
Na zakończenie naszej historii walki - cios, którego się nie spodziewaliśmy. Naiwnie podeszliśmy do procedury, dopasowanej do nas - wykorzystującej na maxa wszystkie możliwości. Naiwnie uwierzyliśmy, bo już na nic innego nie mieliśmy wpływu.
Dlatego z ogromnym bólem serca, niedosytem, pokładami „niewykorzystanej” miłości mówimy DOŚĆ.
Dlatego drżącym głosem, z łzami szczęścia w oczach mówimy DZIĘKUJEMY za nasz piękny jedyny CUD - który okazał się dla nas jak wygrana w lotto - jeden na milion!
I czas powiedzieć „cześć” i dalej mocno zaciskać kciuki za każdy pozytywny koniec historii tu zapisanych.
Okazuje się, że załapaliśmy się na darmową konsultację w klinice Invicta. Całkiem fajnie się to złożyło, bo mamy świeżutkie wyniki seminogramu, który wyszedł słabiej niż pół roku temu. Jestem kinda podekscytowana.
Ja nie jestem normalna... zdecydowaliśmy się na 3 procedurę...
Ale na razie czekam na okres, który jak na złość nie przychodzi 🫣
33+1
Bubus waży już 2117g! To już ponad 2 kg 💙
I wpisuje się w 40 percentyl.
Cieszę się ogromnie, że podrósł.
W 29 TC był w 20 percentylu.
Dzięki temu, że na poprzedniej wizycie wyżulilam wręcz USG, to teraz będę mieć co dwa tygodnie 😁
Myślę, że będę bardziej spokojna z taką kontrolą.
Oprócz tego z resztą wszystko w porządku. Rośniemy dalej.
A co tam jeszcze u nas?
W zasadzie wszystko gotowe na przyjście na świat Synka. Koty tylko chyba nie gotowe 😁
Śpią w najlepsze na przewijaku, ale będą miały zdziwko jak się pojawi! Kompletnie nie reagują jak inne koty na brzuch. Pełna ignoracja phi
Więc nadszedł dzień zero i chyba to jest dobra nazwa bo chyba w końcu tak na prawdę ruszamy.
Ale od początku. Odebrałam cytologię i pierwszy kamień z serca - NILM. Potem poszłam na wizytę do nowego lekarza. I tu w końcu pozytywne zaskoczenie. Pan doktor po nakreśleniu problemu od razu powiedział że widzi nas u siebie ale w poradni przy szpitalu - i tu pierwszy pozytyw. Potem zrobił mi długie badania i USG, na fotelu spędziłam jakieś 20 minut. Był zdziwiony ze wcześniej wszyscy tak łatwo chcieli nas pakować w procedury, nie robiąc żadnej diagnostyki. A to co usłyszeliśmy od innych lekarzy stwierdził że nie skomentuje. Jedynie co to miał mieszane uczucia co do jednego z moich mięśniaków - jego lokalizacja jest w miejscu typowym dla endometriozy, ale ogólny obraz USG i brak zrostów na to nie wskazuje. Tą sprawę na razie zostawiamy, według niego nie mamy też wskazań do Ivf. Wstępnie mamy nakreslony też plan. Histeroskopia w szpitalu w okolicy czerwca/ lipca - woli to zrobić tam stąd taki termin niż mamy płacić u niego w gabinecie. W tym czasie mamy dwa cykle stymulowane Aromkiem z monitem i zalecenia działać i bawić się. Do powtórzenia są też wyniki męża ale to co inny lekarz stwierdził że są średnie on wykluczył, powiedział na co trzeba patrzeć i jak co interpretować.
W końcu czuje że ktoś wziął nas na poważnie a nie na skróty. Ale też jesteś zła bo tą drogą powinniśmy pójść już rok temu.
Edit. Histero umówiona na 10 lipca 😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2025, 21:05
13.03.2025 - 37 + 5 na świat przyszedł nasz synek.
Ciężko mi uwierzyć, że tu jest i że jest cały nasz.
Co mnie nauczyły te lata starań? Na pewno to, że warto walczyć, szukać alternatyw, no i przede wszystkim się nie poddawać.
Trzymam kciuki za każdą z Was, która nadal czeka na swój cud.
Cześć Pamiętniczku.
Byłam wczoraj na USG. Komórki słabo się rozwijają. Mam ich ok. 10 w lewym jajniku, ale malutkie są. Dostałam jeszcze dodatkowy lek (Cetroreliks). Kolejne USG w środę i zobaczymy co dalej. Lekarka była "dyżurująca", więc za wiele się nie dowiedziałam. Na pytanie kiedy mogę się spodziewać punkcji, to powiedziała, że dowiem się w środę, ale raczej piątek lub sobota. Mam nadzieję że sobota, bo uniknęłabym L4.
Nie ukrywam, że zdołowało mnie, że mój organizm leniwy jest na stymulację..
No nic, do środy!
18 dpt
Znowu krwawię. Nie wiem co robić. Biorę tyle proga... Dołożyć jeszcze czy po prostu czekać. Strach i przerażenie. To wlasnie czuję. A jednocześnie nadzieję i pragnienie, że wszystko jest dobrze.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2025, 05:31
W czwartek miałam konsultację online z czeską kliniką. Połączyłam się z Panią doktor i jej asystentką. Rozmowa odbyła się w języku polskim, więc czułam się swobodnie. Pani doktor przeprowadziła szczegółowy wywiad o
dotychczasowym leczeniu, naszych badaniach, chorobach w rodzinie. Po wysłuchaniu naszej historii zaleciła zbadanie genu, który może odpowiadać za zespół pustego pęcherzyka. Podobno mutacja w tym genie wpływa też na jakość komórek, stąd pomysł Pani doktor, by to sprawdzić. Popiera moją decyzję o USG pod kątem endometriozy (choć nie uważa, żeby to mogło mieć aż taki wpływ na przebieg procedur) oraz konsultację z immunologiem. Chciała zobaczyć raporty z punkcji, ale odebrałam je dopiero na wizycie w klinice, którą miałam kilka godzin później. Przed kolejną procedurą mamy odczekać dwa miesiące, żeby dać odpocząć mojemu organizmowi po tych stymulacjach i punkcjach. Pani doktor ma pomysły, ale chce się najpierw przyjrzeć kartom stymulacji i raportom po punkcji, by jak najlepiej rozpisać leczenie. Dosłałam już wszystkie brakujące dokumenty i czekam na dalsze informacje.
Wizyta w klinice odbyła się w tym samym dniu, choć pierwotnie miała być w piątek. Dopiero na wizycie dowiedziałam się ile faktycznie udało się uzyskać komórek podczas drugiej procedury - według raportu: 1 x MII, 3 x GV. Pani doktor powiedziała, że nie wyglądały tak jak ostatnio, co mnie bardzo ucieszyło, bo jadąc na wizytę obawiałam się, że znowu usłyszę o komórkach wirusa. Wiadomo już, że coś z nimi nie gra, bo przy tej ilości pęcherzyków jest ich za mało i są niedojrzałe. Jest jakiś problem na etapie dojrzewania komórek i nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Mogłabym zrobić badanie WES, które bada mutacje w genach, ale to bardzo drogie badanie, a poza tym nie da nam żadnego rozwiązania problemu. Ostatnim pomysłem Pani doktor jest hormon wzrostu, który miałabym brać w małej dawce przez trzy miesiące. Mówiła, że może on naprawić coś w receptorach komórek, ale muszę go brać minimum trzy miesiące, bo tyle dojrzewają komórki. Jak zapytałam o skuteczność to usłyszałam, że są pacjentki, którym to pomogło, a są też takie, u których sytuacja się nie zmieniła. Nie ma to skutków ubocznych, więc stwierdziłam, że może warto spróbować. Po trzech miesiącach przyjmowania hormonu wzrostu mamy spróbować ministymulacji. Jeśli chodzi o ministymulacje to byłam nastawiona na Czechy, ale skoro mam już ten lek, a zaproponowała go dr MP, to chyba damy sobie ostatnią szansę w obecnej klinice. Oczywiście komercyjnie, bo z programu na własnych komórkach nie możemy już przystąpić. Czuję żal, bo wystarczyła jedna dojrzała komórka więcej w tej procedurze i nie musielibyśmy ponosić tak gigantycznych kosztów. Wiem, że pieniądze to kwestia drugorzędna, ale kiedy buduje się dom, to ta kwestia staje się bardzo istotna. Pani doktor, podobnie jak dr z czeskiej kliniki, uważa, że endometrioza nie wpłynęłaby w takim stopniu na komórki, tym bardziej przy długim protokole, który jest stosowany właśnie u pacjentek z endometriozą. Wizytę u immunologa popiera - uważa, że zaburzenia immunologiczne raczej nie są przyczyną moich problemów, ale konsultacja z lekarzem immunologiem może nam się przydać w przyszłości. Na wizycie poprosiłam też o raport z poprzedniej procedury, ponieważ miałam tylko skan na mailu. Po przyjeździe do domu odkryłam, że raport, który otrzymałam mailowo kilka dni po punkcji jest inny, niż ten, który dała mi Pani doktor na wizycie. Na tym poprzednim nie były wymienione komórki, które udało się pobrać (możecie zobaczyć go kilka wpisów wyżej). Dzwoniłam wtedy do laboratorium, by dowiedzieć się czegoś więcej, ale usłyszałam, że komórki były nieprawidłowe, więc nie mieli czego opisywać. Na raporcie otrzymanym od Pani doktor jest informacja: 5 x MI, 2 x zdegenerowane (i tu znowu lekki żal do losu, bo może tym pięciu komórkom nie zabrakło wiele, żeby zostać MII?). Nie wiem jakim cudem mam dwa różne raporty, ale taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.
Rozmawiałyśmy też z Panią doktor o KD. Pytała, czy nie jestem na to gotowa. Moglibyśmy podejść do procedury z KD i skorzystać z refundacji. Wiem, że to ogromna szansa na rodzicielstwo i tak naprawdę widząc kobietę w ciąży nikt się nie zastanawia czy dziecko, które nosi jest genetycznie w 100% jej, ale ja na razie psychicznie nie jestem w stanie tego unieść. Zajrzałam nawet na watęk dotyczący KD. Dziewczyny pięknie piszą o swoich dzieciach i są wdzięczne za ten dar medycyny, jednak trzeba być z tą decyzją całkowicie pogodzonym. U mnie to jeszcze nie ten etap. Choć mam czasem takie momenty, kiedy myślę, że chcę po prostu zostać mamą, chcę by ten koszmar w końcu się skończył, a decyzja o KD pewnie przyspieszyłaby ten proces, to jednak nie jestem gotowa na ten krok. W mojej klinice komórki biorą z Czech, ale od dawczyń, a nie od pacjentek, co jest istotne, bo jak Pani doktor słusznie zauważyła - bez przyczyny do kliniki nikt nie trafia i wiele z tych dziewczyn, które oddają nadliczbowe komórki, jest obciążonych różnymi chorobami. Na dobór odpowiedniej dawczyni czeka się około trzech miesięcy. W większości przypadków taka procedura kończy się sukcesem. To pocieszające, ale ja chcę jeszcze zawalczyć.
Mimo sugestii lekarzy, że endometrioza aż tak nie mogła wpłynąć na komórki, jestem zapisana na USG wykrywające tę chorobę. Terminy mam dwa, bo nie wiem kiedy przyjdzie okres. W maju mam telekonsultację z immunolog - dr MJ. W międzyczasie zbadam jeszcze ANA i AOA. Szukam, choć jestem świadoma, że to prawdopodobnie geny i nic z tym nie jestem w stanie zrobić. Żyję jednak nadzieją, że skoro moje AMH jest ładne to może w końcu uda się pobrać komórkę, która da nam dziecko. Czuję, że to jest możliwe, ale to kwestia czasu, pieniędzy i wytrzymałości naszej psychiki. Czasem już nie daję rady. Jadę autem i widzę spacerujące mamy z dziećmi, place zabaw obok domów. To taka prosta, a tak wymarzona rzeczywistość. Chciałabym w końcu zacząć żyć, wrócić do czasów kiedy cieszyły mnie święta, urodziny i zwykła codzienność. Tęsknię za życiem przed staraniami i tęsknię za życiem, o którym marzę.
Pęcherzyk na granicy.
Zastrzyk Ovitrelle.
Spokój.
Mamy już prawie połowę 16tego tygodnia ciąży 🥹! Kiedy to tak zleciało, skoro jeszcze przed chwilką sprawdzałam czy na teście ciążowym pokażą się dwie kreski?
Jesteśmy po wizycie u lekarza prowadzącego. Bobas rośnie jak na drożdżach, wyniki są prawidłowe, nic tylko się cieszyć 😊! Oby tak było dalej do samego porodu!
Na USG Bobas pokazywał jak pięknie potrafi zgiąć nogę i leżał sobie z nogą zgiętą w kolanie jak do klęczenia 🫣 lekarz stwierdził, że widocznie tak jest mu wygodnie, więc matka nie narzeka 🤷🏻♀️.
A co do płci...
Nie wspominałam mu nic wcześniej o tym, że lekarz na prenatalnych obstawiał chłopca, nie chciałam mu zaburzać osądu, że może widzi coś czego nie widać 😂.
Tak więc, lekarz prowadzący stwierdził sam z siebie, że najprawdopodobniej czekamy na synka 🩵. Według niego na USG ładnie było widać mosznę i fiutka, jak to powiedział 🤭 jestem więc bardzo zadowolona, że dwóch niezależnych lekarzy stwierdza tą samą płeć 🙃.
Kalendarz następnych wizyt:
3 marca - wizyta kontrolna u lekarza prowadzącego - tak, dopiero za miesiąc 😱!
10 marca - połówkowe 🥹🩵.
18 dc
Dzisiaj dzień transferu.
Niestety ale udało się uzyskać tylko jeden zarodek. Jeden jedyny. Smutno mi. Bo wydaje mi się że albo moje komórki są kiepskie, albo plemniki, albo jedno i drugie. Z 5 zapłodnionych, udało się uzyskać tylko jednego wybrańca.
Oby to był strzał w dziesiątkę. Jak nie to na nowo cała procedura, zastrzyki, badania.
Mąż widział jak posmutniałam w piątek o informacji o dwóch zarodkach, więc UWAGA kupił nam szczeniaka 🐶
Małego maltańczyka. Nazwaliśmy go Teddy ♥️
Pozytyw: nie myślę za dużo o ciąży. Nie przeglądam telefonu. Nie czytam forum. Nie mam na to czasu 🙈
Minus: opieka nad szczeniakiem jest trochę wymagająca. Wiadomo. Sikanie wszędzie, kupy wszędzie. Dużo atencji. Zabawy. Nie przyzwyczajeni jesteśmy, bo ciągle tylko we dwójkę, spokój cisza 😂
Wszyscy zauroczeni są Teddym jak gdyby to było dziecko. Oczywiście było podsmiechiwanie że to wnuczek. Mi oczywiście robiło się smutno, bo wiadomo to nie zastąpi dziecka, ale jakąś cząstkę mnie wypełni i na razie trzymam się tego
33+1
Bubus waży już 2117g! To już ponad 2 kg 💙
I wpisuje się w 40 percentyl.
Cieszę się ogromnie, że podrósł.
W 29 TC był w 20 percentylu.
Dzięki temu, że na poprzedniej wizycie wyżulilam wręcz USG, to teraz będę mieć co dwa tygodnie 😁
Myślę, że będę bardziej spokojna z taką kontrolą.
Oprócz tego z resztą wszystko w porządku. Rośniemy dalej.
A co tam jeszcze u nas?
W zasadzie wszystko gotowe na przyjście na świat Synka. Koty tylko chyba nie gotowe 😁
Śpią w najlepsze na przewijaku, ale będą miały zdziwko jak się pojawi! Kompletnie nie reagują jak inne koty na brzuch. Pełna ignoracja phi
12w5d
Wizyta prenatalna za Nami ❣️
Z Maluszkiem wszystko super. Mierzy tyle samo co starszy brat na tym etapie - 6.8cm. Kość nosowa obecna, przezierność karkowa 1.4. Wszystkie narządy, nóżki, łapki obecne 🥹Zastawka w serduszku działa prawidłowo. Serducho puka 164. Łożysko na przedniej ścianie. Kosmówka bez żadnych zmian. Mam dziś 12w5d, skorygowane na 13w1d. Lekarz ok, ale badanie trwało ze wszystkim 8 minut... Z Młodym miałam pół godziny. Nie podoba mi się takie podejście... Nie zdążyłam się Tobą nacieszyć. Wszystko działo się tak szybko. Kuba zły i zdegustowany faktem, jak można tak taśmowo traktować kobiety w ciąży. Dobrze, że jutro jedziemy do naszego gina. Wszystko obejrzymy w spokoju i bez pośpiechu. Żebym tylko o niczym nie zapomniała - zwolnienie, 3 recepty, badania, pytanie o współżycie, no i płeć. Poproszę żeby napisał i schował tą wiadomość do koperty, ale tylko wtedy kiedy będzie na 100% pewien. Chcemy zrobić sobie mały, rodzinny gender reveal ☺️
Najlepiej będzie jak spiszę sobie wszystko na kartkę żeby nie zapomnieć 😎🙃
Już ponad miesiąc diety mi minął 😀. Udało się 7kg zgubić. Pewnie w lutym jeszcze ładnie zlecę z wagą, a od marca trzeba będzie bardziej się przyłożyć 🤪. Już jestem chyba jeden cykl po poronieniu, ale chyba bo 28 dni po zabiegu dostałam słabego krawienia który się ciągnął 13 dni 😑. Naprawdę było tego mało, ale strasznie irytujące 😑. Tydzień przerwy, a później znowu lekkie krwawienie przez 6 dni. Na razie mam spokój, ale czuję takie pobolewanie w brzuchu jak na okres, nigdy wcześniej bez krwawienia tak nie miałam 😕. Mam nadzieję, że nie zrobili mi blizny po łyżeczkowaniu. Albo endo menda się przyczepiła 🤔. Lekarz dopiero 21 lutego, poszłabym wcześniej prywatnie, ale ostatnio mamy krucho z kasą 😕. Do tego nadal nie zaczęłam robić badań immunologicznych, oprócz kasy muszę czekać jeszcze z 2 tyg, żeby minęło 6 tyg od szczepienia na krztuśca. Także zobaczę co powie gin, w marcu mam nadzieję, że zrobię badania immonofenotypu, cytokin, crossa i mlr i z tym pójdę do immunologa. A dopiero od kwietnia powrócę do starań 🙃
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2025, 01:40
3 lata temu ostatni raz przez cały dzień głaskałam i dotykałam mój ciążowy brzuch. Był wielki
ostatni raz podziwiałam fale na brzuchu i cud życia który był wówczas we mnie. Przypominam to sobie że wzruszeniem. Wiedziałam, że nigdy więcej mi się to nie przydarzy, że ta historia zamyka swój rozdział na zawsze. Chłonęłam ten dzień bardzo intensywnie, przerażenie mieszało mi się z ekscytacja. Po południu byłam już na lekach uspokajających, wyciszających bo paniczny strach brał górę lecz cały ranek i do południa to był taki nasz ostatni czas brzuszkowy. Nie ukrywam że łzy wzruszenia także po policzkach mi poleciały kilkukrotnie. Wiedziałam że tym razem się uda. Modliłam się o to. Wiedziałam że wszyscy lekarze są w gotowości. Wiedziałam że im też bardzo zależy na tym abym przeżyła i ja i moje dziecko. Byłam bardzo dobrze zaopiekowania. Ja i mój ostatni dzień z brzuszkiem
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.