Witam serdecznie wszystkie starające się kobietki. Kochane wspieram was bardzo mocno. Jestem tu bo może coś mi to pomoże uspokoi moje emocje i rozjaśni wątpliwości:) Pozdrawiam
<3
Dzisiaj dzień mija mi bardzo leniwie, najchętniej bym go przespała
Z resztą prawie cały przespałam. Wczoraj mama dowiedziała się o mojej ciąży
Ucieszyła się. Mam nadzieję że teraz wszystko będzie dobrze. Teraz nie ma bata muszę wytrzymać. Zaczynam dzisiaj 6 tydzień 
Natomiast jutro moje słoneczko kończy 5 lat. Jak ten czas strasznie szybko leci
dziś minął ostatni dzień egzaminów-jak dziwne że kobieta w pewnym wieku znów wraca na studia i podejmuje się nowych wyzwań-te studia sprawiją mi większą radość...moze dlatego, ze nie mam takiego ciśnienia, robię to dla własnej samorealizacji...
dziś znów analizowałam wykres...i znów się samopoliczkowałam bo przecież oglądanie czerwonej krechy na wykresie nie oznacza, ze się udało...ale mimo to ta czerwona krecha napawa mnie jakąś nadzieją...że tym razem się udało, ze niedługo wyjdzie pozytywny test.
Byłam dziś bardzo zmęczona-kapiel mnie zrelaskowała i zaprowadziła do łóżka...jednak chyba nie potrafię się wylegiwać-stwierdziwszy, ze i tak nie zasnę wstałam i znów tkwię przed laptopem obserwując kreskę...
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2014, 17:34
dzięki za te słowa K4linka masz rację, jak lekarz potwierdzi ciąże i da papierek to od razu zaniosę do pracy. masz rację złe myśli trzeba odpędzać bo tak jak się myśli tak też w życiu się układa. Musimy wszystkie wierzyć że wszystko będzie ok i urodzimy piękne zdrowe dzieciątka nasze upragnione.
W sumie to po miesiącu
no zapytam na pewno myślałam ze clo pomaga bardziej niż szkodzi
no nic jutro o 15 wizyta dam znać na pewno kamilka
Ach ależ ten czas leci...Własnie zobaczyłam, że "ostatni aktualizacja" mojego pamiętnika była 3 stycznia. Uff..w tej chwili powiem, ze fajnie że szybko leci bo kurcze...chciałabym już trochę spokoju w domu. Przykro tak mówić, ale już na prawdę mam dosyć tego ciągłego gwaru i huku, salw śmiechu, przekrzykiwania się. Może jakbym pracowała jak normalny człowiek w biurze to byloby inaczej a nie ..wstaję ledwo otworzę oczy już trzeba skakać na paluszkać z uprzejmym uśmieszkiem, podczas pracy gdy potrzebuję ciszy i sumienia odbywa się wielkie, stadne gotowanie przez pół dnia a mój biurowy pokój mam tuż obok kuchni
. Do tego wypadł pilny wyjazd do Polski w zeszłym tygodniu i co? Wszystcy mają wolny czas więc HURRA - MY TEŻ JEDZIEMY i tak przez super intensywne kilka dni, wliczajac w to 2 dni jazdy samochodem ciągle wianuszek ludzi i ciągle konieczność wymuszonego uśmiechu i dobrej miny do złej gry.
Przecież jak słynne przysłowie mówi - co za dużo to nie zrowo nie? Ileż można.. 
Jestem kilka dni przed @ , nabuzowana, przemęczona ciągłym pędem, wkur.. wewnętrznie wtorkową super rodzinną wycieczką na tydzień do Włoch (tak-wszyscy jadą), pms wali po emocjach no i boom nie wytrzymałam. No i mały dymek szeptem, bo przecież w mieszkaniu 50m nie będziemy wtajemniczac WSZYSTKICH w mój problematyczny dzień nie?
Na pardę super rzadko się kłócimy, to nawet nie była kłótnia tylko kilka wzajemnych szpil i prosze uprzejmie. Mężuś cięzko obrażony. Ok, luzik. Mam akurat taki młyn w projektach, młyn z rozmyślaniem o pakowaniu, młyn z myślą o tym że jeszcze zaraz odrosty musze robić że spokojnie. Niech się obraża. Potem się będzie słodko kleił i przepraszał.
Nic takiego nie zrobilam
Mogłabym rzec o wiele więcej, tyle we mnie siedzi w kwestii roku mieszkania z nami rodzeństwa męża i teraz 3 miesięcy rodzeństwa+rodziców ale nie. Nie mówię nic. Nie mam prawa. Sama wychodzę z założenia, ze nie mam prawa, bo przeciez mąz nie wybierał sobie tego, że będzie z nami moja mama nie? Ale mama jest jedną osobą!!!! Cichą i nie wchodzącą ciągle w drogę. A my tu mówimy o dodatkowych 4 osobach!!!
no ale nic nie powiedzialam/ Tylko rzekłam, ze z przykrością ale nie sądzę, zeby dobrym pomysłem było moje biesiadowanie przy niedzielnym obiadku. Wczoraj pół dnia woziłam braciszka bo załatwiał super wazne sprawy, a mąż miał oczywiscie dyzur ..no a braciszek biedny sam nie może bo jest biedniutki i bezradny nie? Więc dziś, pzred jutrzejszym wyjazdem musze ponadrabiać wszytko w pracy, pozakańczac strony, wyssać z palca jakies informacje klientom, że znikam na tydzień a do tego pakowanie, odrosty i jutro hurra holidays nie?
No i piska, ze jaka to ja jestem, ze on już nie wie co ma zrobić, że dlaczego ja ich tak nie lubię [nikt nie mówi ze nie llubię!!!
], że co by było jakbym tak swoją mamę wywiozła na 3 lata samą do polski a potem by przyjechała, że może zamiast chodzić codziennie po 3h na siłownię mogłabym wykorzystac ten czas na pracę skoro mi go brakuje. Heh
Mój kochany jak wpadnie w histerię, to jest tak nieznośny że masakra. Czy ja chodze na siłownię i się katuję bo tak mi się podoba czy moze dlatego, ze przez ostatnie 3 lata ciągle pracując i żrąc na szybko co popadnie tak obrosłam w tłuszcz , że nawet nie mogę zajść w ciążę?! Nie omieszkam jeszcze Go o to zapytac.
Boooże...tyle zła i wścieklości we mnie siedzi. Straszne to. Mąż się od kilku dni na żarty podśmiewa, ze znowyu w watykanie wciśnie mnie do konfesjonału...ale tym razem to ja już obmyślam dobrowolnie i bez żartów swoje grzechy. 
Wścieklość, zazdrość, nieczyste myśli.
A propos zazdrości, to dziś śniła mi się moja kuzynka. Bardzo złosliwa i bardzi wiecznie o wszystko zazdrosna. No i powteirdzila się zasada. jak ona mi się sni zawsze pomiędzy mną a mężem jest jakiś zgrzyt. Zwykle to są właśnie drobne zgrzyty, dziś też zgrzycik ale z całodniową obrazą. Haaaaaa, byle tylko nie przecholował. Bo jeszcze nie widział mnie obrażonej. Przez całe 7 lat ani razu ja się nuie obraziłam.
Ale by się wystraszył. hihi
No ale ja to taka nie jestem. Uważam, że szkoda życia na kłótnie i obrazy ale....fakt faktem, że już od rana miałam zły dzień i kropelka do kropelki przelała się w końcu ta cała wściekłość i już nie mogłam jej trzymać w zamknięciu.
Hmm...kiedy to było?? Aaaa w Polsce. Wszystkich zostawiłam w centrum handlowym i sama pojechałam załatwiać sprawy. Jedengo dnia jak się wkurzyłam to tak się wydarłam sama do siebie, że myslałam, że szyby nie wytrzymają. Ale tuż po tym bylo fajnie i błogo.
A drugi dzień jak też pojechałam załatwiac sprawy sama to zrobiłam rundę po mieście...po drodze na cmentarz do taty i...to już nie było fajne. Wyłam chyba z godzine a potem cały dzien był do d..Takie dziwne uczucie. Wrocław..niby moje miasto ale już nie moje. Nie ma taty, nie ma naszego domu, mama w Hiszpanii, miasto pełne moich miejsc ale przeciez już nie moich. Bllee, bardzo to był depresyjny dzień. Ale poranne popłakanie też nieco oczyściło atmosferę w mojej głowie.
Dziś natomiast, jak to czasem bywa, od rana wszystko układało się źle. No i...dzień już się kończy więc jutro pewnie będzie lepiej.
Kolejna ciekawa rzecz, to że moi teściowie postanowili wziąć ślub kościelny. Tutaj i teraz.
21 jest ustalona data i nie wiem co to będzie. Wole nie pytać czy przyjeżdża rodzina z Anglii, rodzina z południa Hiszpanii...Wolę poczekac na rozwoj wydarzen, dlaczego mam już się denerowoać. jeszcze musze powiedziec mamie.
Traktuhję mamę jak moje dziecko. chciałabym ją przed wszystkim chronić, ale przed tym mi się nie uda... Strasznie tęskni za tatą, też nie mieli ślubu kościelnego tylko cywilny (tak jak teściowie) no a przymusowo będzie musiała uczestniczyć w uroczystości. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie to moze być dla niej bolesne. Ona juz tego ze swoim mężem nie zrobi. 
No ale cóż..kolejna rzecz jaką trzeba przetrwać.
A w między czasie...aktualnie 22 dc. Ostatnio ciotka przyjechała w 26 dniu. Nie mam nawet czasu mierzyć nadziei, rozmyślać czy się udało. Były próby, ale zakłócone wyjazdem do Polski bo przypadkowo tak się zlożyło, że wszyscy spaliśmy w jednym apartamencie i nie było opcji ostrzelenia na wszelki wypadek dnia 15 i 17. W 19dniu, już po powrocie do domu czułam coś na kształt bólu owulacyjnego i zobaczyłam coś na kształt płodnego śluzu więc były strzały. Ale wiecie...ze mną to nigdy nic nie wiadomo. Może bolał mnie kamyk w nerce a śluz był bo miałam jakieś świntuchowate myśli. 
Ok..czas iść dalej przez ten uroczy dzień. Skłaniam sie teraz ku pakowaniu a potem odrostom...albo odwrotnie. Ważne, że jutro będzie lepsze niż dziś. 
... może jakbym miała trochę czasu oraz zapędu na ich analizę to ppjawiłyby się jakieś wnioski.
[no comment] No i obudziłam się po tej wiadomosci.
A uczycie radości, spokoju i spełnienia zamieniło się w niesmaczne, gorzkie, ociężające uczucie przytłoczenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2014, 21:43
Wczoraj juz test wyszedl wieczorem negatywny....moze to przez to piwo
... Dzisiaj znowu pozytywny rano..brzuch nadal czuje...jak juz glupieje naprawde...temperatura rosnie jakby juz po owu bylo...tak jakby 12 dc byla jedna owu a teraz druga i progesterson dowala juz ...ale niemozliwe bo testy byly jak cholera negatywne, ale jakby popatrzec na temp to tak wlasnie wyglada...od 12 dc elegancko idzie do gory...juz nic nie czaje w tym miesiacu...zobaczymy co dalej bo jutro moze spasc i wiadomo co to oznacza 
Ale gdyby teoretycznie nie spadla to naprawde pomyslu nie mam dlaczego lh jest wysokie i prgesteron rosnie w tym samym czasie....rece mi opadaja...to te prochy cholerne mieszaja...wywali mi temp na 38 jak juz teraz mam 37.0 a to niby owu jest dopiero....masakra
Postanowiłam, ze ten cykl będzie mój, że zajdę w ciążę. No i zachodzę 
Staram się nie nakręcać,ale
dzisij cycki mnie bolą jak cholera, stanik napięty na maxa, okropny ból głowy (taki sam jak w poprzedniej ciąży) ale tez taki miałam już w innych cyklach przed @ ale do @ jeszcze 8 dni....
no i rozwaliło mnie dzisiaj to, że oglądam sobie film o konikach, wyścigach itp, niedzielny familijny relaksik, a ja becze jak na melodramacie!! I nie mogę przestać, rycze......... Przez chwilę pobolewa mnie jak na @ ale 10 razy delikatniej, czuję jajniki.
Wczoraj wstałam ciężka jak z ołowiu, miałam okropne mdłości (co prawda w aucie jako pasażer, a mam chorobe lokomocyjną) ale utrzymywały sie większą część dnia, wieczorem przeszly dopiero.. Nie ma co, dopasować objawy to ja sobie umiem 
Mam temperaturę 37, 8 !!!!!!! Teraz zmierzyłam bo czuję , że płonę !!!
BĘDĘ W TEJ CIĄŻY CZY SIĘ KOMUŚ PODOBA CZY NIE !!!!!!!!!!!
)))))))))))))))
Ciąża rozpoczęta 3 stycznia 2014
dziękuje Wam kochane za obecność i za wsparcie - za wszystko - jesteście mi bardzo bliskie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2014, 21:55
i jeszcze raz posłuchajcie http://www.youtube.com/watch?v=gudBgor1mfI
A więc jesteśmy w fazie starań , mocno ćwiczymy i jest bardzo miło
Mąż zachwycony , a ja tak bardzo pragnę aby to było już ,abym znowu mogła dać dar życia .
Tak na dobry początek......
posłuchajmy http://www.youtube.com/watch?v=gudBgor1mfI

według owu 12 dpo
nic mnie nie boli ( cudowny stan) chcę łykać duphaston do końca życia
, zero syfków
głowa też mnie nie boli a zawsze przed @ miałam napady ostrego bólu
trafiłam do kolejnego już neurologa bo zawroty głowy, utrata równowagi i ból z mdłościami nie były nie do zniesienia i okazało się, że hrabina ma migrenę!.
myślałam, że z fotla spadnę jak to usłyszałam. Migrena zawsze kojarzyła mi się z tym, że laski przestają funkcjonować, że leżą i kwiczą z bólu. Pani neurolog powiedziała, że w moim przypadku tak to się objawia dodatkowo problemy z kręgosłupem i mega stres to potęgują. No to ładnie

odkąd się przeprowadziliśmy skończyło się. Mamy nowe większe wyrko z nowy materacem więc kręgosłup mega odpoczywa
piękne widoki za oknem, cisza, spokój natura więc i psycha też
ogólnie wszystko się normuje więc może i prolaktyna spadnie
ciekawe jak ta podstępna suka żyje!? przestałam łykać bromka
tak z ciekawości pójdę na wiosnę badania powtórzę
ciekawa jestem prl na jakim będzie poziomie

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2014, 11:37
Miałam nie pisać dziś bo za dużo emocji, ale może własnie dobrze by było te emocje opisać i potem to wszystko kiedyś sobie przeczytać....
Albo może kiedyś wydrukuje sobie ten pamiętnik ....
Od czego tu zacząć, na pewno od początku czyli może od tego jak obudziłam się dziś czyli w 32 dc, po wieczorze z Mogenem Davidem..... co my wczoraj zrobiłyśmy żeby go zdobyć...pół miasta przejechałyśmy,7 sklepów...wszędzie brak - to chyba był cel miało go nie być nawet padły słowa " to może sobie odpuścimy? i obejrzymy tylko film" ale gdzie tam, ja pazernie tak bardzo chciałam wczoraj napić się wina chociaż alkoholik ze mnie żaden 
no i jest - jest Mogen David - o smaku owocu granatu, no to jak jest to trzeba kupić 2 butelki, sa 2 butelki jest horror, są chipsy jest super wieczór z przyjaciółką, 2 buteleczki pękają, troszkę nas muli ale winko słabe 10 %, wiec stwierdzamy muli nas no bo te 0,7 na głowe wina to pewnie za duuużo....
no tak za dużo.. to na pewno " w moim stanie" jak już to mogę tak nazwać to za dużo...ale tak miało być
widocznie - tak sobie to tłumaczę...
pobudka 6:30 - całe 5 godzin spania- co jest okresie - czemu Cię nie ma?
przecież za tydzień wielka impreza, urodziny , disco bandżo, jak tu jechać z okresem?
mam 2 testy - robić nie robić?- a po co? - przecież w ciąży to ja na pewno nie jestem, na pewno bo...
-bo nie chcę
- bo już nie chcę
- bo nie staraliśmy się
-bo to były tylko 2 serduszka
- bo jak to plemniki żyją? przecież nie żyły 2 lata - znikały w przestworzach, i nie pomagały im ani modlitwy, ani zioła ojca sroki ani też klimuszki,ani ovufriend ani termometr ani nie picie alkoholu ani wypoczynek i urlop nad morzem
ale to one jednak żyją?
- a no żyją... i mają się dobrze...
zerkam nie pewnie na ten test, bardziej jak by mi ten test miał coś zrobić -zerkam i uciekam wzrokiem - przecież to nie możliwe - jestem w szoku... możliwe...
Nadszedł moment którego nie myślałam że kiedyś doczekam....
nadszedł moment który myślałam że inaczej przeżyję....
tego wszystkiego nie można ułożyć, przewidzieć...
za dużo emocji na dziś, był śmiech,łzy smutku i łzy szczęścia, nie pytajcie jak się czuję bo ja się nie czuję ja już mam żal do siebie że taka jest moja reakcja, płaczę boję się i mimo że to taki mały począteczek już mam żal do siebie że nie cieszę się tak jak powinnam
a może nie wiem że się cieszę? może po prostu się boję?
może od dziś właśnie zmieniło się moje życie i tak po prostu objawia się strach?
Od dziś jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie 
http://www.youtube.com/watch?v=wO_lA6hV1Ag
Wspólny spacer, zero pretensji... A na spacerku pełni brzdąców
mój mąż wierzy że się uda, ja nie wiem.?

Uczepiłam się tych trzech pełnych cykli, a wczoraj jak poszliśmy z mężem na spacer, to zagadałam go o to... No i powiedział, żebyśmy faktycznie poczekali do końca lutego i dopiero od kolejnego cyklu zaczęli się starać. Jednak jak wieczorem przyszło co do czego, to powiedział, że nie chce już czekać no i jakoś tak wyszło, że polecieliśmy na spontanie... Co prawda to za wcześnie, bo 8 dzień cyklu, ale sam fakt przełamania się jest też istotny. A dziś znów pojechał w delegacje, w domy tak naprawdę był pół niedzieli... Mam nadzieję, że w kolejny weekend spędzi ze mną dwa dni, może w niedzielę uda się pojechać na jakąś wycieczkę...
A po mężu trochę widać, że schudł, brzuszek mniejszy, spodnie, które były za ciasne, są teraz luźne, mówi też, że lepiej się czuje jak je lżejsze, zdrowsze potrawy.
Od wczoraj jestem taka jakaś przybita i zawieszona w próżni... Nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty. I wszystko jest mi obojętne, znaczy - nie ważne co się dzieje nic mojego nastroju nie zmienia. Nawet nie cieszy mnie to, że debil od dziś bierze miesięczny urlop...
Tylko ta dziwna wewnętrzna obawa... Czuję że coś się stanie - coś złego... Chyba popadam już w zaawansowaną paranoję...
Idę sobie zaparzyć melisę...
Już wczoraj myślałam że wszystko się kończy. Dostałam bólu brzucha i bolały mnie plecy i myślałam że idzie najgorsze, ale odpukać jest spokój. To pewnie jakieś jedzenie mi zaszkodziło 
Dzisiaj też nie czuję się najlepiej. Normalnie naciąga mnie podczas jedzenia. Już myślałam że zwymiotuję jedząc śniadanie.
Mój mały mężczyzna poszedł dzisiaj do przedszkola z dużą paczką cukierków. W końcu raz w życiu kończy się 5 lat
Jestem z niego strasznie dumna
Aż nie chce się wierzyć że już tyle czasu minęło od dnia porodu. Nadal nie wspominam tego dnia miło, ale cieszę się że ten młody mężczyzna jest już z nami i rośnie na inteligentnego młodego człowieka. Zaskakuje mnie każdego dnia 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.