Jakiś dół mnie dzisiaj dopadł. W sumie bez powodu... ale najchętniej wtuliłabym głowę w poduszkę i sobie popłakała. Niestety jest to niemożliwe, bo przyjechaliśmy dzisiaj do Teściów na Śląsk i jest tu pełno ludzi: i Teściowie, i Szwagier, i Szwagierka. Niby mamy tu swój pokój, ale tak co chwila ktoś przychodzi i coś chce, a to pogadać, a to coś pokazać itd. Nawet spokojnie nie można sobie popłakać, bo na pewno wszyscy od razu by zauważyli, że płakałam i byłoby mnóstwo pytań co się stało. A tu chodzi o to, że własnie nic się nie stało. Po prostu dopadł mnie dół... I jeszcze się wkurzyłam, bo okazało się, że Teściowa zamówiła na jutro rano mszę za swojego ojca, a dziadka mojego Męża. Msza jest o 6:30. Pomijając fakt, że trzeba wcześnie wstać, to najgorsze jest to, że będę musiała zmierzyć temperaturę godzinę wcześniej niż zawsze mierzę 
Co do objawów, to dzisiaj bolały mnie piersi i prawy jajnik. Pewnie @ się zbliża 
Ale długo mnie tu nie było 
Pisałam jakiś czas temu o potrzebie wyluzowania się w drugiej połowie cyklu. Ale nie miałam pojęcia, że w tym cyklu moja pamięć potraktuje te sugestię tak dosłownie!
Mianowicie wyjechaliśmy na Święta (aż do 2.01.) do teściów i... zapomniałam wziąć termometru! Nowego sobie na miejscu nie kupię, bo żeby pomiary były wiarygodne, trzeba mierzyć przez cały cykl tym samym.
24.12 spodziewałam się w końcu skoku temperatury (i tak już był opóźniony z 3 dni względem większości moich przeszłych cykli), ale nie dowiedziałam się, czy on nastąpił. Mogę się tylko domyślać... Czuję się z tą niepewnością dość niekomfortowo
. I do tego dziś jeszcze zauważyłam ślady śluzu rozciągliwego... W takim razie muszę założyć, że mogę jeszcze mieć dni płodne i jutro jeszcze przyserduchujemy. A do końca roku będę pogrążona w błogiej niewiedzy...
Mam nadzieję, że za dzień, dwa przestanę się czuć jak bez ręki i zacznę w pełni korzystać z tej temperaturowej ignorancji 
Z dzieciaczkiem to jednak jest fajnie... Usypiać synka nucąc "Lulajże Jezuniu" - bezcenne... Wam wszystkim życzę, żebyście jak najszybciej zaznały tego uczucia.
Walczymy dzielnie i ciekawa jestem co z tej walki wyniknie nadzieja jest, tylko jak długo jeszcze?
Święta minęły bardzo sympatycznie, pomimo wspomnianego buntu podskórnego. Dzieciaczki jakie przyszły na wigilię też były fajniusie, zwłaszcza synek znajomych którego jeszcze nie widzieliśmy. Taaaaki niesamowity , że hej. Do nikogo zwykle się nie uśmiecha zbytnio ani nie wyciąga rączek a ja go tak zainteresowałam,że nie chciał ze mnie zejść. Może nie trzymałam dotychczas zbyt wielu dzieci, ale to co mnie zaskoczyło to jaki on jest fajnie ciężki!!! Szokująco ciężki! On ma 6 miesięcy a jest większy i ze dwa razy cięższy od 11-miesięcznej córeczki tych znajomych z 2ką dzieci.
Śmiać mi się z siebie chciało, że jak mama tego chłopczyka zapytała gdzie może dac my cycusia to oczywiście wpakowałam ją do naszej sypialni, żeby może wytworzyli jakieś pozytywne wibracje.
Potem nie chciał zasnąć, bo wszyscy się radośnie przy jedzeniu przekrzykiwali to zaproponowałam, że może chce z wózkiem wjechać do nas do sypialni i tam w ciszy sobie pośpi
więc w ten sposób zaliczyłam 2 tury wibracji w naszej sypialni! hihi
A kuzynka...cóż powiem bo to śmieszne, a może i smutne. Jeszcze dobrze wszyscy nie wyszli a ona już pomachała ręką i życzyła dobrej nocy. Cwana sztuka. Dobrze, że z mężem i szwagrem raz dwa wszystko posprzątaliśmy i pomyliśmy i było po wszystkim.
Kurcze..strasznie dziwnie jest tak kochać się z określonym harmonogramem dni. Ale myślę, że plus minus to właśnie tak powinny wyglądać Starania przez duże S. Bo bez harmonogramu, wtedy kiedy akurat wypadała nam ochota na przytulanko...słabo nam wyszło zrobienie dzidzi przez ostatnie 2 lata wypełnione ogólną chęcią. A teraz to nas chwilami strasznie bawi, że: "Ooo! dziś jest dziś, więc szykuj się
"
No i zobaczymy jak takie podejście nam wyjdzie. A jak do tego sprawie sobie dobry termometr i uzbroję się w systematyczność i cierpliwość może sprawniej dojdziemy do celu.
Dziś zaznaczyło ovu... Nie mogłam uwierzyć. I temperatura już trzeci dzień wyższa... Może clomid wreszcie zadziałał i ovu naprawdę wystąpiło? Może wreszcie pojawiło się światełko, że się uda...
No i proszę "czerwona panna" bawi się ze mną w kotka i myszkę...przychodź,czekam.
Wiem,że przegrałam, ale znów stanę do walki. obiecuję.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2012, 22:39
Prawie mogę powiedzieć, że moje przewidywania się sprawdziły. Już wczoraj wieczorem mój umysł zalała nowa siła i energia. Przyjemne, ale i przerażające zjawisko. Jak szybko od stanu rozpaczy dochodzę do nowych planów.
I dziś mi przez większość dnia towarzyszył pozytywny nastrój.
Doszłam do wniosku, że mąż ma racje - trzeba się skupić na tym co tu i teraz, bo przypadkiem może się sytuacja skomplikować. Ok, przyznaję, mam talent w lądowaniu na czterech łapach, wychodzeniu fartem z największych opresji. Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą i aż się boje chwili, gdy mój fart się ode mnie odwróci, bo uzna się za nadmiernie wykorzystywanego. Ale to już inna historia...
Mój cel na 2013 rok? Kupić własne mieszkanie. Mam dość wynajmowania mieszkania. Chcę wreszcie uwić własne gniazdo, bez refleksji, gdzie się będziemy musieli przenieść za rok czy za dwa i czy będziemy mogli mieć tam psa. Chcemy mieć własne gniazdo i basta.
Do tego czasu z potomkiem się wstrzymam. I tą wizją się karmię.
Mam nawet dwie oferty upatrzone, no w sumie trzy, jeśli doliczyć skrajnie szaloną opcje z domkiem jednorodzinnym w niedalekiej miejscowości. Szkoda tylko, że z powodu złej lokalizacji nigdy się na niego nie zdecydujemy - ale pomarzyć warto.
Teraz tylko wygrać w lotto i można działać.
Dlaczego piszę, że prawie? Mój humor był idealny, zgodny z planem i przewidywaniami do czasu, gdy zajrzałam do skrzynki. Wiadomość jaką tam znalazłam skutecznie przywołała mnie do porządku, a mój dobry nastrój na dłuższą chwilę oklapł. Ale w sumie nie zakończyło się cichym chlipaniem w poduszkę i powtarzaniem "jestem do niczego, jestem bezwartościowa", więc chyba mogę uznać to za potwierdzenie mojej teorii.
Nastrój na dziś: Skoro tak, to ok. Ja i tak zrobię po swojemu i zrealizuję to, co zamierzam. Jak nie drzwiami to oknem, ale się dostanę.
Dzięki mam taką nadzieje i wierzę że się uda....
Widzę już po swoim organizmie że @ lada moment się skończy.I teraz nie wiem czy przytulać się codziennie czy co dwa dni?Boję się,że ten cykl będzie stracony,bo 7 stycznia mój M wyjeżdża daleko w delegację na 2 tygodnie,a potem prawdopodobnie będzie tylko na weekendy w domu... ;( i jak tu ma się udać? ;(
Dziś wizyta u lekarza...ciekawe co powie??? Czy test się nie mylił??? a może mam raka??? tysiące głupich myśli przychodzi mi do głowy.... co będzie jak on powie że to pomyłka, że w ciąży nie jestem.... ale test mógłby się pomylić aż trzy razy???
Jestem strasznie zdenerwowana tą całą sytuacją..... i boję się tego co powie lekarz....
Jeszcze dwie godziny i kary zostaną odsłonięte..... 
Dziś kupię inny test. Jeśli druga kreska się nie pojawi i @ też nie,to i tak badania zrobię, bo zawsze miałam regularnie, a muszę wiedzieć jeśli coś jest nie tak..
Temperatura dalej spada i dzisiaj jeszcze pojawiło się plamienie. Niechybnie to znak, że @ jest już tuż tuż... Czyli znowu się nie udało 


Długo nie pisałam. Brak czasu.
Święta, rodzina itp. Ale dałam rade
Jestem z siebie dumna. Ale już wiem jak moja mama się starała w święta z potrawami. I dziękuje jej za to że mnie wszystkiego nauczyła. 
Dzisiaj powinnam dostać @. Ale mam nadzieje że się nie pojawi. Bolą mnie piersi i plecy. Zgaga, mdłości i ogóle osłabienie dobijają mnie. Ale nie jest tak źle
. Zrobiłabym test ale boje się że sie rozczaruje tak jak 2 miesiące temu. Okres spóźniał mi się 3 tygodnie. Zrobiłam test i nic
. Narazie poczekamy jeszcze 2 dni i wtedy.
Stan psychiczny: 4
Ogólny Stan samopoczucia: 4+
No nic...Póki mężulek w domu będziemy się starać codziennie,chociaż wątpię aby coś z tego wyszło...Za dużo w życiu przeszłam ze zdrowiem.Najbardziej we znaki dało się serce,po kilkunastu latach dopiero wykryli co dokładnie mam z sercem.Gdy miałam nagłe utraty przytomności moje serce przestawało bić,przez to mogłam zapaść w śpiączkę i się już nie obudzić.Gdy dochodziłam do siebie,byłam bardzo senna.Lekarze mówili,abym po ataku spała.A teraz co?!Okazało się,że to spanie grozi mi śpiączką. Dzieciństwo stracone,nie mogłam chodzić nad rzekę,nie mogłam być w jednym miejscu dłużej jak 10 minut,nie mogłam chodzić nigdzie sama,bo moje ataki były nagle,nic a nic wcześniej nie zapowiada ataku.Do tego przeszłam ciężką astmę oskrzelową.Miałam też w dzieciństwie jakiegoś wirusa w krwi-jedną nogą byłam na tamtym świecie.Teraz męczę się ze stawami i mam początki zwyrodnieniowe kręgosłupa.Więc czemu by teraz miało być dobrze?Dziecko pewnie nie jest mi również pisane,lecz pewnie jakieś inne choróbsko!
od wczoraj zapodalam mezusiowi witaminki, kwas foliowy, cynk i olej rybi z omega 3 i DHA,witamine D i A, maja poprawic kondycje zolnierzykow, sama biore kawas foliowy, kwasy omega, castagnusa i inne witaminki w tym witaminy D, C, A- tu sie troche zastanawiam z ta witamina ale wyczytalam ze jest w warzywach i owocach pomaranczowych i czerwonych a ostatnio malo ich spozywam wiec nie powinnam przedawkowac, mam nadzieje ze nam pomoga w tym cyklu.
Dziwi mnie troche moj okres, jest slabszy i boli mnie lewy jajnik co dziwne bo nie zdarzalo sie to wczesniej.
No i po wczorajszej wizycie....
Lekarz potwierdził że to CIĄŻA.... :] jestem szczęśliwa a jednocześnie pełna obaw co będzie dalej bo ciąża w mukowiscydozie jest ciążą wysokiego ryzyka - tak mówią lekarze... 
Co dalej???
drugiego stycznia dzwonie do swojego lekarza prowadzącego, żeby mu to oznajmić i umówić się na wizytę, a 8 stycznia mam wizytę u ginekologa, mam nadzieję że ten zleci mi podstawowe badania ... bo ten wczorajszy mógł to zrobić ale..... musiałabym za wszystko słono płacić bo o dziwo nie przyjmuje na NFZ
masakra, nie dość że 150zł wizyta plus 100zł usg to jeszcze za wszystkie badania mam płacić...chyba ich wygło....no cóż znowu czekam.... boję się !!!!
dzisiejsza tempka spadła na łeb na szyję. Fakt faktem mierzyłam o 5tej i może być niewiarygodna. Brzuch mnie boli, ale tylko z prawej strony więc nie ma się co łudzić, choć śluz jest biały i rozciągają się nitki. jeszcze tak przed okresem nie miałam. No cóż teraz tylko czekać aż @ zawita. Pocieszam się tylko tym, że wykres wygląda w miarę normalnie
może następnym razem się uda.
P.S. gdzieś w środku mam jeszcze cichą nadzieję...
Plamienie zamieniło się w porządną @, tak więc zaznaczyłam na wykresie, że od dzisiaj zaczął się nowy cykl. A z nowym cyklem są i nowe nadzieje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2012, 20:33
Czwarty dzień podwyższonej tempki
dziś rano nawet mój maz czekał na poranne mierzenie
proszę niech się uda...
Czwarty dzień podwyższonej tempki
dziś rano nawet mój maz czekał na poranne mierzenie
proszę niech się uda...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.