mysiulek Małymi kroczkami:) 30 marca 2014, 21:04

Jestem okropną zołzą.....masakra aż mi wstyd....ale po kolei:)

M przyjechał w piątek wieczorem, niespodzianka w formie ciasta trafiona w "10", fajne spędziliśmy wieczór....stęsknieni padliśmy wcześnie spać....wczorajszy dzień pracowicie i załatwianie zaległości....a dzisiaj świetny poranek, pojechaliśmy do Kościoła na mszę dla dzieci:)i jak ostatnio twierdziłam, że "dzieciaczki mnie nie ruszają" tak dzisiaj "trafiło" mnie cholera tak, że w drodze powrotnej M w samochodzie zapytał dlaczego się nie uśmiecham to tak zaczęłam płakać, że M zgłupiał....W domu dalej nie wiedział dlaczego płaczę, a w zasadzie łkam, chlipie.....zapytał, czy nie chciałabym się wybrać do psychologa.....w końcu wydusiłam, że dzieci,tyle usmiechniętych dzieci....z mamami........ że skoro nie mogę być matką to mogę przynajmniej dobrze wyglądać ( przed wyjściem do Kościoła, M stwierdził, że do spódniczki czarnej bardziej by czarna kurtka pasowała)to wywrzeszczałam,że na modzie tez sie zna......Po histerii "utopiłam" się w ramionach M, aż przestałam łkać.....zrobiłam obiad i posiedzieliśmy na ogrodzie....juz w spokoju.....zrehabilitowałam się i przeprosiłam M za swoje zachowanie, ale dzisiaj to było jakieś apogeum.......M pojechał na delegację, a mi o mało serce nie pękło....nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak się zachowałam, ale chyba hormony mi wariują przed @.....Więc czekam na wtorek, M powiedział, że sama sie nakręcam na @......We wtorek do kolejnego gina,raczej mnie nie zbada.... zobaczę co mi powie na wyniki wszystkich badań....Ogolnie byle przetrwać do czwartku wraca M:) Zabieram się za pracę, bo muszę czymś mysli zajać:)

Miłego wieczoru
P.S Dużo bym dzisiaj dała, żeby M był ze mną

Witajcie kochane.. dziś jest 18 dc castagnus biorę dalej..do tego pije plusz z różnymi witaminami typu A,C..E itp otóż serduszkujemy regularnie i dziś brzuch bolal mnie jakbym miała @ takie.. Hmm ciągnięcia jajników..ból na dole brzucha i jakby mi się,, tam,,coś rozciagalo..nie wmawiam sobie nic bo staram się żyć normalnie nie myślą. O ciąży staraniach itp.. Z kolei z piątku na sobotę w nocy obidzily mnie nudności i 3 razy wymiotowalam..a czemu?? nie wiem.. I wczoraj skakalam na trampolinie ( często jak jestem u teściów idę się tam wydurniac. Z młodsza siostra męza) i nie wiem czemu ( to dość wstydliwe) nie utrzymalam moczu.. Pierwszy raz co. Takiego mam.. Na 9. 04 umowiana jestem z ginem i oczywiście mu to powiem..ale moż. Ktoś z was miał coś podobnego??

madzik55 Moje nowe dziecko 31 marca 2014, 10:55

No i gest Kozakiewicza przygotowany i wypracowany na perfect :)

Krzywa cukrowa idealna więc nie ma się do czego przyczepic nasz lekarz położnik.
Waga stoi w miejscu delikatnie..
Jem normalnie - deserki też i krówki i lody i ciasto nawet wczoraj zrobiłam.
Znowu się zrobiłam łagodna jak owieczka co korzystnie odbija się na Robku - bez mrugnięcia okiem kupił mi 50l ziemi do kwiatków :)

Oycho Ufaj dalej, nie poddaj się :) 10 lipca 2022, 16:49

Stosunek LH do FSH: 3,97/5,93, czyli ~0,67

Kajula Przyjdzie ten czas 30 marca 2014, 22:46

W domu jakoś tak cicho i pusto. Postanowiliśmy zaadoptować kota :D Kocurek nazywa się Kedi,nazywany przez Nas i poprzednią właścicielke Edi :D Pojechaliśmy po niego dziś i biedny dzikusek się stresuje i obwachuje te nasze kąty miejmy nadzieje ze jutro juz bedzie spokojny o swoj los :D A Mój M siedzi z nim w pokoju i gada,zeby sie nie bał (taki troskliwy).


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2014, 22:45

Mega Moje marzenie 30 marca 2014, 23:19

Kąpiel z pianką, pełen relaks. Jeszcze przytulanki z mężusiem i spanko. Czekają mnie dwa ciężkie dni w pracy... Byle do wtorku wieczorem, a potem dwa dni wolnego :)
Udanych starań wszystkim :)

Dziś zmiana dnia owulki z 9 na 12 :( ZNOWU ZMIANA!!!???????????
Zobaczymy co czas pokaże. Dziwny ten cykl. Nie wiem czy w tym miesiącu coś z tego będzie :( :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2014, 18:26

26.03
Rano kroplóweczka...w sumie nawet spałam ok....
Po kroplówce siostrzyczki kazały mi wstać...o masakra..ale ciężko było...nie wiedziałam czy będę wymiotować czy co...oblał mnie zimny pot...zrobiłam sie blada...siostry kazały mi się płożyć...ale MASAKRA....za drugim razem bylo lepiej...umyłam sobie żeby...i poszłam sie położyć...wyciągnięto mi cewnik (najbardziej nieprzyjemna rzecz pod słońcem!!!!) wiec musiałam isc do wc....z bólem wstałam...gdyż dyndadełko mnie bolało (dren + pojemnik) sikam sobie sikam a tu bach...pojemniczek odpadł...później znowu odpadł..na szczęście przy obchodzie ordynator kazał mi go wyciągnąć :D od tej pory było juz lepiej:)w południe pierwszy posiłek kleik- smakował super i woda....kocham wode..na kolacje kleik i zmiana pokoju na zwykły. Musze przyznać ze siostry naprawdę zaglądają i się opiekują pacjentkami na intensywnej opiece..natomiast na zwykłej sali.....no cóż,..pozostawia to dużo do życzenia..( nie zlinczujcie mnie..ja wiem ze maja dużo pracy...i trudno ogarnąć tyle osób)
27.03
obchód - werdykt IDE DO DOMKU
to teraz bedzie juz tylko lepiej:)

dzisiaj dzień przyjęcia do szpitala - 24.03 przyjechałam po 8...oczywiście dostałam ochrzan DLACZEGO TAK PÓŹNO...o to ta DRUGA PACJENTKA- NARESZCIE. Zostałam przyjęta na sale "Intensywnej opieki"..leżę z taka starsza babeczka jajcara niezła...jutro zabieg..wiec po 50 razy odpowiadam na rożne te same pytania. Szybko pobrali mi krew..oczywiście z problemami..bo moje żyły "lubią się chować"..szybko na usg..przemiły Pan dr zrobił mi usg i powiedział ze jest sporo pęcherzyków na prawym jajniku ( ucieszyłam się bo prawy miałam niedrożny- a tu piękna owulka:) poza tym stwierdził ze jest wszystko pięknie ładnie...pomierzył jajniki...i cała resztę. Oczywiście przez cały czas był ze mną D. przyszłam się położyć do łóżeczka...to jeszcze mocz musiałam zbadać...i jeszcze obierali mi krew bo było za mało...później spotkanie z ordynatorem..byłam kiedyś i niego prywatnie to był nieco milszy..teraz zachowywał się jak gbur;/ Później rozmowa z przemiłą Panią anestezjolog...zbadała..wytłumaczyła co i jak...oczywiście znieczulenie ogólne (właśnie sie tego bałam najbardziej)D. pojechał do domu...ma coś zjeść i przyjechać znowu. No i tak mi zleciał cały dzień..jeszcze wieczorem dostałam wenflon..bo się siostry przestraszyły moich żył...na sam koniec D sie troszkę rozkleił,....przyznaje było ciężko...ale daliśmy rade:)
JUTRO ZABIEG - ide jako pierwsza..


no i oczywiście zapomniałam dodac..trzeba sie było ogolić bardzo dokładnie bo siostry sprawdzały...buu


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2014, 09:05

Wydaje mi się że ten cykl będzie pusty i owu nie będzie :(
Nie wiem czemu, wydawalo mi się że super, śluz piękny, wszystko w normie
a tu taka przykra niespodzianka :(

macadamia Czekając na cud 31 marca 2014, 11:10

Wszystko zaczęło się od nowa. Znowu zaczęłam oddychać pełną piersią, odzyskałam radość, wiarę, nadzieję w końcu poczułam przypływ sił utraconych po stracie... Poczułam, że znowu życie ma sens, że jednak nie wszystko stracone. Bóg oddał nam nasze maleństwo. Dlaczego tak dużo piszę o Bogu? Jestem wychowana w rodzinie katolickiej, tradycją i obowiązkiem była u nas codzienna modlitwa, tak od najmłodszych lat zostałam wychowana. Później w moim dorosłym życiu zatraciłam te wartości. Odsunęłam się od Boga. Dzisiaj wiem jedno i zrozumiałam to bardzo szybko, że to właśnie on pomaga przetrwać te najcięższe chwile. Kiedy zostajesz sama bez innych ludzi wkoło siebie, tylko i Ty i Twoje myśli to z kim zaczynasz rozmawiać? Z Bogiem! I chociaż jest to monolog teoretycznie to czujesz nagły przypływ sił? Ja poczułam i czuję nadal i wiem , że codziennie będę starać się być bliżej niego i dołożę wszelkich starań, aby nasze dziecko czuło wdzięczność do Boga za to, że jest na tym świecie. Odwróciłam się od Boga bo przecież zabrał moje dziecko miałam tyle żalu i pretensji, że mnie świadomie planującej poczęcie, proszącej o dziecko zabiera je i daje alkoholiczkom, narkomankom lub kobietom dokonującym aborcji. Ale któregoś dnia poszłam do kościoła i usłyszałam tam, że człowiek musi umieć powiedzieć "wykonało się" i poddać się woli Bożej. Usłyszałam, że gdyby w chwili, gdy idziemy do ołtarza składać przysięgę małżeńską, ksiądz puścił nam film jak będzie wyglądać nasze życie, jakie spotkają nas przeciwności, problemy z czym będziemy musieli się zmierzyć ogarnęło by nas przerażenie? Ile z nas zostałoby przy ołtarzu i złożyło przysięgę? No właśnie... Bóg daje nam tyle ile możemy udźwignąć i znieść. To tyle o Bogu- dziękuję mu za to co mi daje.
Dlaczego o tym piszę? Może też macie chwile zwątpienia, kiedy brakuje Wam sił i wiary w to, że będzie lepiej?

25.03.2014 - sądny dzień...ZABIEG
niby to zabieg ale ogólne znieczulenie..boje się ze się nie obudzę....wczoraj dostałam czopka...dzisiaj o 5 rano lewatywka..szpitalna koszula...kroplówka....dowiedziałam się ze jednak nie ide jako pierwsza tylko jako druga...dziwnie ale sie nie denerwuje,..jakiś dziwny spokój mnie ogarnął...oczywiście D. jest ze mną..moj najukochańszy mąż przyjechał zaraz z rana. No to sobie czekaliśmy...dostałam jeszcze tabletkę...tzw głupi jasiek :D byłam szczęśliwa po nim:D:D...zabierają mnie...musiałam sie przenieść na inne łóżko..takie do zwożenia na sale operacyjna...poleżałam tam jeszcze z 10 minut...i zabrali mnie jakoś po 9. Zwieźli mnie na dół...przeszłam na łóżko operacyjne..koszulkę podciągnęli do góry...zabrali jedna rękę...założyli ciśnieniomierz i podłączyli do monitorka...zabrali druga rękę do znieczulenia...troszkę sie porozglądałam po sali...prawie jak w "Leśnej Górze" hahahh...przyłożyli maskę..i więcej juz nic nie pamiętam.
Pamiętam tylko ze wjeżdżamy na górę...patrze przez drzwi widzę D...pomachałam mu..czyli jest dobrze:)..a potem meczenie żebym nie zasnęła. Po 5 godzinach jestem już kontaktowa..nawet nie zasypiam..D cały czas ze mną...robi mi sie ciepło.....wymiotuje po znieczuleniu..raz drugi....dzięki Bogu na tym sie skończyło. Che sie obrócić..patrze sie coś mi z brzucha wystaje...to dren...czyli śpimy na pleckach...dostałam ponad 6 kroplówek...przywróciły mnie do życia:)


Mężuś poszedł zapytac sie mojego lekarza jak przebiegł zabieg i czy jest wszystko ok..na to dr O. "no tak zona miala krwotok...wielki..było cieżko....."za chwile mówi ŻARTOWAŁEM :D i banan na twarzy...było wszytsko ok...nic nie robili..tylko nakłuli mi jajniki:)reszta w najlepszym porządku:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2014, 09:12

Moni& Zaczelismy starania 31 marca 2014, 08:51

Dawno nic tu nie pisałam, bardziej wciąga mnie na belly forum:P
W srode miałam badania połowkowe, wszystko super, pani doktor nazwała naszego synka słodkim diabełkiem bo tak sie urwis ruszał:) Tak, bedzie synuś! <3 Kacperek <3
Mój M był przeszcześliwy, był ze mną na usg i widziałam, że było to dla niego niesamowite przeżycie :) Dzisiaj juz 21t + 2, ale ten czas leci a dopiero co pamietam jak test robiłam:)
Zamieszczam zdjecie główki mojego najwiekszego Szcześcia <3

http://zapodaj.net/9576f8f0d5c22.jpg.html



Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2014, 08:50

Dziś o 17 idę na ogłoszenie wyroku...
Bardzo niespokojnie w nowy spałam... Tak patrze na mój wykres i patrze... I gdyby nie to, że nie było serduszkowania pewnie już bym była na maxa nakręcona i testowałabym. Poza tym biorę prolaktynkę a ona taki wzrost powoduje...

Wczoraj widziałam się ze znajomą i jej chłopakiem. Powiedziała mi, że jestem silna, twarda i że mnie podziwia, bo nic mnie nie rusza. Bo pomimo tego, że wszystko się wali ja dalej się uśmiecham, żartuje i zachowuje pogodę ducha... Silna, to słowo mnie prześladuje. Wszyscy uważają że jestem silna, ale ja... tak na prawdę jestem bardzo słaba... Tylko, życie zmusiło mnie bym udawała silną... I... coraz bardziej jestem tym zmęczona...


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia 2014, 10:10

No to pierwszy zjazd za mną.Jestem zmęczona jak "pies", a to dopiero poniedziałek, świetnie. Nauki co nie miara, pracy jeszcze raz tyle, ale przynajmniej nie myślę o jednym, CZEMU NIE MOGĘ MIEĆ DZIECI!!!! nie mam na to czasu.

Dziś jest po prostu super dzień... Widmo naszych problemów zdaje się oddalać...
Otóż odkąd nie marudze, nie wspominam o staraniach, nie nalegam na seks- mało tego powiedziałam że już po owulacji ! Problem zniknął, wczoraj kochaliśmy się bez żadnych przeszkód, stresu i do końca!!! Odetchnęłam z ulgą, bo to znaczy że z moim S. jest wszystko ok
a cały stres i blokada że "musi" jest w jego głowie...

Martwi mnie natomiast jedno: 17 dc a ja nadal nie miałam owulacji, ani temp tego nie potwierdza, ani testy owu...co prawda przedwczoraj i wczoraj wyszła mi blada 2 kreska ale mówią by nie zaznaczać, jedynie widoczna druga kreska to wynik pozytywny.
Kurczę to dziwne trochę... Martwi mnie to :( Mam nadzieję że dziś lub najpóźniej tempka albo test potwierdzą owu...

31.03
ide na kontrole do mojego gina...nie chce mis e..masakra..ciekawe co mi powie..

Będąc na wizycie..tak optymistycznie mnie natchnał gin ze jest pieknie...po prostu mu we wszystko uwierzyłam..uwierzyłam ze sie uda...i dalej w to wierze...bedzie dobrze:):):):)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 kwietnia 2014, 11:09

Wielka, jedna lipa ta cala "piekna" temperatura. Widac to zasluga tylko luteiny. Progesteron 24 , a b-hcg 0,1 w 12dpt. Takze nie mam juz zludzen i ide sie zastrzelic. Kurcze no nie sadzilam, ze tak to sie skonczy. Teraz za bardzo nie wiem co robic. Oczywiscie pojade po kolejne blastusie, ale nie w tym rzecz. Musze sie dowiedziec dlaczego moj organizm "zrzera" moje wlasne, z krwi i kosci zarodki. Czyzby przeklete haszi i a-TPO na poziomie 1200 byly glowna i jednya przeszkoda? Ale przeciez biore letrox, reszte wynikow mam ok i tarczyce "jeszcze" w normalnych rozmiarach i gestosciach. Kurcze naprawde idzie sobie w leb palnac, jak czlowiek nie wie w czym problem. Moze ktos mi cos podpowie, bede wdzieczna. A tym czasem odstawiam lutke, czekam na @ i znowu bede odliczala, zawracala glowe ginowi monitoringiem, ech - te ostatnie dwa tygodnie to byla bajka - spokoj i cisza. A teraz znowu sie zacznie.

Dziś wizyta u ginekologa. Na 10.45.
Muszę wstać, ogarnąć się nieco. Włosy umyć.. tak, miałam to zrobić wieczorem :P
Śluz wodnisty i jest go baaardzo dużo!
Zobaczymy co powie lekarz :)

ja chyba zaczynam wariowac... mam 2 koty felek jest z nami od pol roku wiec jest do nas przyzwyczajony (ja z reszta do niego tez-moze nawet za bardzo??) trafil do nas jako 3 miesieczny kociak byl zbyt wczesnie oddalony od mamy i uznal mnie za swoja "mame" i do tej pory ssie moje ubrania przy tym mnie "lapkujac" :) powinnam go tego oduczyc ale jakos nie moge... za bardzo sie do tego przywiazalam no i niestety czasem sobie mysle ze jest dzieckiem :( ale w sumie nie o tym :P od 2-3 tygodni mamy tez kocice lusie :) do tej pory nie chciala do nas podchodzic byla wystraszona :( ale ostatnio zaczela sie do mnie lasic klasc obok mnie, a do narzeczonego nie ujawnioa takich uczuc a przynajmniej nie az tak. nie wiem czy to przez to ze zaczyna sie klimatyzowac czy tez przez to co czytalam ze koty wyczuwaja ciaze... nie wiem co o tym wszystkim myslec :( moze tylko to sobie wmawiam? moze jednak za bardzo pragne bobasa? eh i znow mam mentlik w glowie:( tak bardzo pragne zostac mama i dac temu malenstwu cala siebie :) :(

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)