Okres... pojawił sie w pracy. Może akurat to dobrze. Przyszlam z wc z trzęsącą brodą a tu nagle zagaduje mnie koleżanka, szef coś żartuje, mail, telefon. Jakby nigdy nic! Nawet sobie poplakac nie miałam kiedy...

Axon Cierpliwość 14 stycznia 2021, 22:42

I przyszła ona. Chociaż zapowiadała i przypominała to i tak miałam nadzieje do końca..
Nowy cykl, nowa szansa. Chyba czas zainwestować w testy owulacyjne.

33+0

Wczoraj mieliśmy wizyte:) Na szczęście wszystko ok . Maluch wazy już 2200g <3 Wymiary prawidłowe, szyjka trzyma i bez zmian z długoscia wiec dobrze;) Nie ma rozwarcia.
Gin pobrał wymaz na paciorkowca. No i miałam ktg które też wyszło dobrze:) Położenie ma miednocowe to jest aby niepokojące, wiem że ma jeszcze czas ale coraz mniej:)

Morfologia w normie tylko w moczu śladowe ilości białka.

A i zauwazyłam że jak długo posiedze to mi brzuch chwilowo twardnieje i kłuje ;/ wiec zmiennośc pozycji wskazana;)

Weraikon w końcu się uda 7 maja 2014, 12:04

mój kochany maluszek ruszał się przez trzy dni, a teraz cisza... nie wiem czy mam się tym martwić czy nie... a wizyta u gin dopiero 16.05

nie mogę się doczekać kiedy maluszek będzie już z nami :)
Już nie długo nasz ślub. Zaczynam się stresować. Tyle jeszcze trzeba przygotować.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2014, 23:46

kolejny dzień a ja tak strasznie mam ochote zrobić test .. tak mnie korci ale NIE!!! dam rade . wytrzymam!od 2 dni ale tylko weczormi mam straszne zachciani na ogórka kiszonego ale takiego mega kwaśnego mmmmm pycha! wogule niewiem skąd mi sie to wzieło przeciez ja nie lubie zbytnio ogórków ....hmmm czy to ten znak? ale czy to aby nie jest za wczesnie ...
hmmm chyba juz do głowy dostaje .....jeszcze 8 dni ! 8 cholernych dni ..
dlaczego ten czas sie tak strasznie dłuzy ...chyba ten test zrobie w tą sobote w dniu kiedy powinam dostać okrs wedlug moich oliczeń i pożniej kolejny jak wyjdzie cos nie tak 15stego w dniu wyliczeń ovufriend ....chyba ze zaskoczy mnie @ :/

aaa i jescze jednoo!!
stwierdzam że jestem uzależniona od ovufriend :):)

Koniec kwietnia i weekend majowy miałam bardzo ciekawy, najpierw wyjazd na dwa dni do Łodzi, powrót do Wrocławia i znów wyjazd w Świętokrzyskie. Bałam się jak zniosę takie podróże ale jako uprzywilejowana zajęłam miejsce z przodu i bez żadnych dolegliwości przejechałam nawet te 400km w jedną stronę. Liczne spacery też jakoś mi nie zaszkodziły wiec chyba zdrowie mi dopisuje. Czekam mnie pod koniec maja jeszcze jeden wyjazd do Łodzi na wesele ale teraz już się nie obawiam i mam nadzieję, że będę się dobrze bawiła. A na koniec fotka z majowego naświetlania :)
5882dae6cd350931med.jpg

Bergo Bergo - nowa ja 7 maja 2014, 12:08

Pakowanie w toku, w domu rozpiździel totalny, pies ostrzyżony wygląda jak mały kretyn, lekarka postraszyła, żeby wykupić dodatkowe ubezpieczenie na ciążę i kraje poza unią. No istny przedwyjazdowy szał. Ok, ok - ubezpieczenie. Dzwonię do Hestii. Odbiera jakiś typ, po głosie około 60tki. Sączy słowa przeciągając każdą sylabę, z lubością podkreśla każde ą i ę, chyba stara się wypaść nad wyraz elokwentnie. "Szanowna pani, w ciąąążżżyyy, tak? yyymmmmm taaaak, mamy, owszem. Pozwoli szanowna Pani, że ja wyślę na adres poczty elektronicznej. Albo oddzwonię do Pani?"
No cóż, gość został zbity z tropu. Ciężarna jedzie na wyjazd niezorganizowany i to poza UE, do kraju gdzie się jeździ 30letnim mercedesem albo osłem? Hmmm, zaskoczyłam go, chociaż nie uważam się za jakiś ewenement. Oddzwonił. "tak, mamy w OWU zapis o ciąży. Jeśli będzie usunięta, żeby ratować życie matki to ubezpieczenie działa."
Ja: "Usunięta? Proszę pana jak pytam o ewentualne komplikacje, wizytę u lekarza, pobyt w szpitalu, jakieś USG, leki itp.".
Szanowny Pan z ubezpieczalni na to dalej swoim tonem ąę: "Tak jak powiedziałem- oczywiście ubezpieczenie obejmuje ciążę. Jeśli będzie zagrażała pani życiu to usunięcie jest objęte."
Czułam jak ciśnienie mi rośnie, głaszcząc brzuch najspokojniej jak umiałam odpowiedziałam: "Proszę pana, ja nie chcę usuwać ciąży tylko ją ratować w razie komplikacji."
Niestety, nie dotarło. Szanowny Pan przesłał mi OWU i na tym skończyliśmy naszą krótką, bardzo pobudzającą ciśnienie znajomość telefoniczną...
Popłakałam się po tej rozmowie. No bo jak ktoś mógł sugerować, że mój synek... że ja bym mogła... Matko! Co za typ!
Synku kochany- mama nigdy nie pozwoli Cię skrzywdzić!

Zuzana W głębi serca 30 maja 2014, 10:59

Wczoraj przeżyłam nowe doświadczenie ciążowe, o którym muszę koniecznie napisać tzn. "atak głodu".

Od rana nie mogłam jeść w pracy, musiałam w siebie coś wcisnąć na siłę aby mnie głowa nie bolała ale o 18 przeżyłam horror żywieniowy :P
Od 18 do 21 wcisnęłam w siebie:
- 1 małego banana;
- serek wiejski ze szczypiorkiem;
- obiad - małego kotleta mielonego z łyżką ziemniaków i sałatką;
- na deser - czereśnie;
- a w łóżku poczułam chęć na coś pikantnego i zagryzłam kilka chipsów serowo -cebulowych...
Jak sobie pomyślałam ile wcisnęłam w siebie w ciągu tych 3 godzin to aż mnie brzuch zaczął boleć z wyrzutów sumienia.. Ale za to nie obudziłam się wcześniej z uczuciem głodu..

Jestem przerażona - jeśli takie sytuacje się powtórzą to chyba zostanę wielorybem...

9 dni po spodziewanej @. Fasolko mam nadzieję,że 2 czerwca zobaczę Cię na uSG.

12 dc

Skok temperatury a testy LH wychodzą negatywnie.
Nie mam pojęcia czemu.
Jutro wizyta u gina to przekonamy się czy jest ta owulacja czy jej nie ma....

Dnia 23.04.2014 roku swym pierwszym krzykiem powitał świat nasz syn Jakub Karol (2600 g, 53 cm, 10pkt). Niestety przeżyłam poród 2w1, czyli sn i cc. A wszystko zaczęło się 9 kwietnia... Już kilka dni bolał mnie mocno brzuch, ale tego dnia obudziłam się z krwawieniem. Pierwsza myśl: poród albo odklejanie łożyska. Pojechałam na oddział do mojego lekarza. Zbadał mnie, zrobił USG i stwierdził, że jest bez zmian, czyli rozwarcie na palec i szyjka skrócona, ale skoro jestem dla pewności warto zrobić Ktg. Zapis wykazał niestety regularne skurcze na 100 % co 4 min. Położono mnie na oddziale, ale ja tych skurczy nie czułam. Wieczorem było gorzej, lekarze i położne biegali w panice. Podjęto decyzję o hamowaniu akcji porodowej Fenoterolem. Strasznie ciężka była ta noc. Od kolejnego dnia ciągłe Ktg i kroplówki, a skurcze nadal regularne. Próba przejścia na tabletki nie powiodła się. Po dwóch tygodniach spędzonych w szpitalu (w święta sama na oddziale), i skończonym 37 tc zadecydowano o całkowitym odstawieniu tabletek. W zasadzie każdy był zdziwiony, że z tak regularnymi i odczuwalnymi skurczami trzymam się w dwupaku. Lekarze wróżyli bardzo wczesny poród, mówiąc, że mały będzie spod znaku barana. On jednak pokazał, że musi być byczkiem jak mamusia. We wtorek 22.04 zaczęłam mocniej krwawić. Zgłosiłam, ale nie przejęto się tym zbytnio. Wieczorem na obchodzie zgłosiłam to i bóle po raz kolejny. Młody lekarz mnie zbadał i okazało się, że rozwarcie jest na 2 palce, więc dostałam zakaz jedzenia w razie cc. O 3 w nocy ból był bardzo silny, krwawienie mocne. Ktg wykazało skurcze co 2-3 min, ale położna kazała wrócić na salę i czekać na decyzję lekarza. Nie doczekałam się - zgaszono światła i wszyscy poszli spać. O 5 nad ranem odeszły wody, skurcze trwały minutę. Zrobiono Ktg - skurcze na ponad 120 %. W badaniu rozwarcie na 2 palce. Poszłam przygotować się do cc, przy czym położna na mnie wrzeszczała, że rodzę, a ona musi zmierzyć temperaturę na sali i iść do domu. Podłączono mi kroplówki - ból był nie do wytrzymania. Błagałam o przyspieszenie cc skoro i tak ułożenie było pośladkowe. W końcu przy zmianie położnych krzyknęłam, że muszę już przeć. Zrobiło się zamieszanie, zbadała mnie najgrubsza położna na oddziale i okazało się, że rozwarcie jest na 4,5 palca, pośladki w kanale. Inna położna uciekła, krzycząc, że pośladków odbierać nie będzie. Wszyscy zaczęli na siebie krzyczeć, rozdzielali na mnie koszulę, założyli na siłę cewnik i biegli z moim łóżkiem na salę operacyjną.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 maja 2014, 15:46

Dzieczyny powiedzcie mi czy to normalne, ze w 5tym tygodniu nie widac jeszcze zarodka? bo troche panikuje patrzac na niektorych zdjecia z usg. Wedlug lekarza to normalne, owulacje mialam w 18dc moze dlatego nie widac jeszcze?

usg dopochwowe - dzisiaj moje pierwsze w życiu, jakoś przeżyłam, nawet wcale nie było źle:)lekarz powiedział, że nie widzi nic niepokojącego :)

Zuzana W głębi serca 7 maja 2014, 15:24

Nic mi się nie chce - mam kompletną niechęć do robienia czegokolwiek. W domu kurz zaczyna się pojawiać na podłodze czyli czas mężusia poprosić o sprzątanie bo mi się kompletnie nie chce.. W pracy to samo - dochodzę do wniosku, że już nie warto rozpoczynać żadnych nowych rzeczy robić a tu nawet rozpoczęte ciężko skończyć... Poza tym staram się w pracy oszczędzać bo czuję, że nie jestem tą dawną Zuzaną, której wszystko się chciało. Zauważyłam, że od kiedy jestem w ciąży moje nastawienie do upierdliwego szefa się zmieniło - już mnie tak nie denerwuje swoim zachowaniem. Czuję, że i tak niedługo już będę go znosić;-)

W ogóle nie czuję ciąży.. Może będę wyrodną matką? Nie chce mi się czytać tych poradników ani informacji o ciąży. A moja mama już mi gromadzi listę literatury o dzieciach do przeczytania.. Jakoś nie ciągnie mnie do tego...

Na majówce byliśmy u mojej rodzinki - oczywiście 3 osoby spytały o powiększenie naszej rodziny. Na razie nic nie mówimy - nie chcemy zapeszać.
Ale jakbym nie była w ciąży to byłoby mi masakrycznie przykro.. Czy niektórzy nie mają ogłady osobistej? Czy nie zdają sobie sprawy, że niepłodność dotyka wiele małżeństw? Ja nigdy w życiu nie będę się nikogo o to pytać, tak samo jak o zawieranie związku małżeńskiego.. nie chcę nikogo zranić!

Nasz dzidz jeszcze jest taki malutki, a my z mężem już mieliśmy pierwszą kłótnie w tej sprawie. Oglądałam wózki na necie i podobał mi się taki czarny ze śliwkową budką. Mój mąż oczywiście zaczął się awanturować, że mu syna będę na córkę przerabiać bo śliwkowy to prawie różowy i że on się będzie na spacer wstydził wyjść z tym wózkiem. I weź tu chłopu dogódź;-) już widzę jak kupujemy wyprawkę.. z drugiej strony wcale bym się nie zdziwiła jakby jego syn zrobiłby psikusa i urodziłaby się nam dziewczynka..

zara Oczekiwanie 7 maja 2014, 15:33

Oczywiście zamiast się uczyć, to myślę, non stop. Ale jest w tym jeden pozytyw - przeczytałam na forum wypowiedź Emily83, która przekonała mnie do tego, żeby nie robić testu. Boje się negatywnego. Oczywiście jak będzie 1 kreska to płacz ale i nadzieja, że za 2-3 dni będą 2, więc jeszcze większy stres. Przyjdzie @ to przyjdzie, trudno. Im dłużej czekam, tym mam coraz większe wątpliwości w moje przeczucia, a to wszystko przez dzisiejszy spadek. Myślę, że wszystko okaże się jutro, z porannym pomiarem temperatury - jak skoczy to będzie znaczyło że się udało, spadnie no to @.
Nie mogę już tyle myśleć, bo zwariuje, niestety chyba jedynym sposobem na zaniechanie myślenia jest pozbycie się mózgu, co nie jest za fajną opcją. Wymyśliłam więc, że zamienię się na głowy z mężem (oni się tak bardzo chyba nie przejmują tym wszystkim jak my)... Niestety mój wie, że mam tam niezły bałagan i nie za bardzo chce się zamienić, pomimo tego, że zamienianie się jest fajne :)

http://www.kuchniabezglutenowa.pl/
http://www.celiakia.pl/kategoria/nowosci-na-rynku/produkty-ze-znakiem-klosa/
http://www.balviten.com/32-kontakt.html

Żeby nie zgubić :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2014, 12:10

Jutro wizyta u Gienka... trochu się boję, ale biorę ze sobą mojego Mężulka więc jak mi się będzie chciało płakać to mężulek ma mówić za mnie. A ja mogę się rozpłakać, bo ja ogólnie taka płaksa jestem ;p Ale czekam już niecierpliwie :)

Ok - mały śpi, więc mogę dokończyć.
Cewnik zakładały dwie położne. Pamiętam jak na siłę rozdzierały to opakowanie, a później ciągnęli mnie wszyscy na łóżko i krzyczeli bym tylko nie parła, a ja nie mogłam już wytrzymać. Anestezjolodzy krzyczeli na ginekologów, że nikt nie uprzedził o cc na cito, a ci krzyczeli, że na znieczulenie nie ma już czasu. Byłam przerażona, że będą mnie ciąć na żywca i przyznam, że czułam skalpel na brzuchu, chociaż krzyczałam, że znieczulenie jeszcze nie działa. I wtedy po otworzeniu powłok usłyszałam najpiękniejszy krzyk w moim życiu - płacz mojego syna. Lekarze przecięli pępowinę, pokazali mi siusiaka i krzyknęli, że to jajcarz ;) A ja tak bardzo płakałam ze szczęścia. Później przytulili go do mojej twarzy, a on popatrzył na mnie tymi swymi wielkimi czarnymi oczkami. Okazało się, że Kubuś, który dzień wcześniej na USG ważył zaledwie 2300 g, w dniu narodzin miał 2600 g i dostał 10 pkt. Małego zabrali, a mnie zaczęli szyć. Pamiętam jak szef położnictwa chodził po sali ze złożonymi rękoma. Wiedział, że obiecali mi bezpieczeństwo pod warunkiem, że nie wyjdę do domu, a tu sami narazili mnie na poród pośladków. Chyba obawiał się powikłań i ewentualnych konsekwencji. Po szyciu zawołali męża na salę i wraz z położnymi przeniósł mnie na łóżko. Wcześniej na salę wszedł mój ginekolog i z ironią zapytał dlaczego nie poczekałam na niego 15 minut, twierdząc, że nie mam wcale brzucha, więc mogę wskakiwać w jeansy. Miałam już mu odpowiedzieć, że gdyby zatrzymali mi bóle parte, to może poczekałabym na niego przy kawce… Nie mogę im wybaczyć tego, że wszyscy zakazywali wychodzić do domu, bo szpitalu jestem pod opieką, zatem gdyby zaczęło się coś dziać natychmiast jadę na salę naprzeciwko. A tu pogaszono światła i wszyscy mieli mnie gdzieś – położne musiałam budzić, bo żadna nie dyżurowała. Ponadto ginekolodzy przechylili mnie na łóżku głową do góry, by skrzepy zleciały, co sprawiło, że po operacji miałam popunkcyjny ból głowy i nie mogłam jej podnieść z łóżka nawet na 5 cm, nie mówiąc o zajmowaniu się małym, bo nie widziałam na oczy.
Wracając do przebiegu cc… Po zabiegu zawieziono mnie na łóżku na salę pooperacyjną. Towarzyszył mi mąż, ale tylko na chwilę. Zdążył mi pokazać zdjęcie Kubusia i powiedział, że jest taki ładny, różowiutki. Później niestety musiał wyjść. Zaczęło odchodzić znieczulenie. Krzyczałam z bólu – paracetamol, ketonal, morfina – nic nie przynosiło ulgi. Przyszedł wówczas ksiądz i dał mi obrazek z Ojcem Świętym. Powiedziałam mu, że to nie przypadek, bo na Jego część mój syn będzie na drugie imię miał Karol. Po 12 godzinach wstałam i wydawało się, że będzie ok, ale kolejnego dnia ból głowy sprawił, że z płaczem musiałam pójść na boso do sali noworodków i prosić, by zabrali małego na chwilę, bo bałam się, że zemdleję i zrobię mu krzywdę. Mieliśmy problemy z karmieniem piersią, bo jak się okazało w jednej miałam zatkane kanaliki, a mały nie chciał i nie chce do tej pory uchwycić brodawki. Po jednej z wielu prób przystawiania go do piersi dostałam w nocy ponad 38 stopni gorączki, więc plany wyjścia kolejnego dnia się nie powiodły. Zrobiono badania na ryzyko zakażenia sepsą i wyszły ujemne. Kolejnego dnia znów nie wyszliśmy, bo mały miał podwyższoną bilirubinę, jakąś bakterię we krwi i zapalenie spojówek. Cały dzień wtedy przepłakałam. Nie mogłam wstać z łóżka, nawet się podnieść, by go przewinąć. Bolał brzuch i głowa – leki przeciwbólowe nic nie dawały. Mąż siedział z nami 10 godzin dziennie – gdyby nie on, pewnie nie dałabym rady sama. W niedzielę – 27.04 – w dzień kanonizacji Ojca Świętego – dostąpiliśmy małego cudu – wyniki małego się unormowały i mogliśmy wyjść do domu. Ja wprawdzie z antybiotykiem, ale wierzyłam wtedy, że będzie lepiej. Tylko do poniedziałku, bo wtedy wróciła gorączka. Gdy 3 maja osiągnęła 38,8 zadzwoniłam do swojego lekarza. Akurat był na oddziale i kazał przyjechać, ale z rzeczami, bo powiedział, że z gorączką po cc mnie nie wypuści – chyba że na własne żądanie. Nie muszę pisać co przeszłam – wizja zostawienia kilkudniowego dziecka totalnie mnie przeraziła. Temperatura po paracetamolu spadła. W badaniu wszystko wyszło w porządku, więc ryzyko zakażenia wewnątrzmacicznego było niewielkie, ale ciągle pozostawał ból w cewce, który sprawiał, że krzyczałam przy oddawaniu moczu. To pewnie jeden z wielu efektów przyspieszonego cc. Podpisałam dokument, że nie wyrażam zgody na hospitalizację. Wróciłam do domu ze zmienionym antybiotykiem, ale już w drodze czułam, że jest źle. W domu temperatura ponad 39. Mąż w rozpaczy, ja nieprzytomna. Nie pamiętam co wtedy się wokół mnie działo. Teraz wszystko wraca do normy, ale nie wiem co będzie jutro bądź dziś wieczorem. Trochę się boję tego, co będzie po skończeniu antybiotyku. Prawdopodobnie to wszystko od pokarmu – nie mogę mieć prawie nic w piersi, bo zaraz temperatura rośnie. Odciągam więc pokarm co godzinę i podaję małemu z butelki, bo niestety nie mogę czekać aż się obudzi. Ciągle wisi nade mną wizja przepalenia pokarmu - jeśli gorączka będzie wracać. Już boję się sięgać po termometr. Kubuś jednak wynagradza mi wszystko. Wystarczy, że się uśmiechnie, czy mnie posika, a ja cieszę się jak głupia. Śpimy przytuleniu buziami do siebie, głaszczę go po pleckach. Nie lubi czekać na butelkę, bo się denerwuje, ale prawdę mówiąc, prawie wcale nie płacze czym zadziwia wszystkich. Uwielbia się kąpać. Nawet w szpitalu, gdy byłam przerażona płaczem kąpanych dzieci i ciągle słyszałam wśród nich Kubusia, on wracał zadowolony z otwartymi oczkami, a położne mówiły, że jest bardzo spokojny. Tylko raz bardzo płakał na sali noworodków, gdy pobierano mu krew, a kiedy weszłam i przy nim stanęłam – nagle zamilkł i był już spokojny. Budzi się co 3 godziny na jedzonko i przewijanie. A… nie lubi, gdy ma chociaż malutką mokrą plamkę na ciuszkach, bo się wierci i na szybko trzeba go przewijać. Uwielbia za to „jeść” swoje piąstki, gdy czekamy na podgrzane mleko. Kocham go, tak bardzo go kocham i nie wyobrażam już sobie świętowania moich jutrzejszych 26 urodzin tylko we dwójkę…

Joana91 Czekając na "Nasz" cud... 24 maja 2014, 12:53

Wczoraj odebrałam moje wyniki i wszystko w normie także chyba wyszły dobrze, zobaczymy co lekarz mi powie a i mąż wczoraj robił badania i wszystko jest dobrze z Nim;) Cieszę sie bardzo!! Ale skoro jest dobrze to czemu nic nie wychodzi? :/ Zobaczymy co teraz Nam poradzi gin na kolejnej wizycie jak zobaczy badania.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)