Kolejne dni mijaja a mnie wszytsko tak się dłuży...
Jeszcze ponad tydzień do wizyty..
Dzis zaczynamy 10 tydz mam nadzieję ,że wszystko jest dobrze bo objawy zaczynaja maleć nie kiedy nawet wogóle ich niema.. Wiem świruje ale po porzednich przejściach nie dziwcie mi się..
Mam takie przeczucie że jest to "ONA" niewiem czemu,ale słodkie zaczynam jeść w wiekszych ilosciach , szynki są odżucone a przyswajam białe i żółte sery ,pomidory .. A najbardziej codziennie kilka kawałków Arbuza muszę zjeść 
Noo i krosty na mojej buzi nigdy wcześniej ich nie miałam..
A najważniejsza rzecz Bierzemy cywilny Ślub 6 września.. :*
w piatek mialam robione usg i widzialam bicie serduszka, zachwytom i wzruszeniom nie bylo konca. A ja tak sie denerwowalam przed badaniem ze upocilam sie jak w saunie... Maluszek ma 1,12 cm dlugosi i jest podobny do taty
)) he he. Widzielismy juz zawiazki raczek i nozek i ogolnie przepiekne dziecko nam sie udalo
)) Wszystko w normie ale dla swietego spokoju zrobilam badanie betaHCG oraz progesteron bo nie wiem czy brac luteine czy nie... wyniki dopiero w poniedzialek. Oczywiscie scialam sie troche z moim M bo bylismy juz bodajze u 3 roznych lekarzy przy roznych okazjach i kazdy mowil co innego a moj M oczywiscie wylapuje wybiorczo te informaje ktore mu pasuja... o podrozowaniu, jezdzeniu autem czy lataniu samolotem, czy bolach brzucha itp.
Moja gin z Warszawy stwierdzila ze bole brzucha ktore miewalam od czasu do czasu (takie jak na miesiaczke troche) sa jak najbardziej normalne i miewa je duzy odsetek kobiet (faktycznie rozmawialam o tym z dwiema ciezarowkami i tez miewaja takie) natomiast gin z londynu u ktorej bylismy w piatek stwierdzila ze to nie jest normale i zeby dla spokoju zrobic ten progesteron i w razie zlych wynikow brac luteine 2 razy dziennie po jednej tabletce ....
druga rozbieznosc: moja gin z wawy kazazla mi brac Aspargin (czyli magnez z potasem) na co gin z Londynu "oj uwazalabym z tym Asparginem" (i kogo tu sluchac??)
Moja gin z wawy uwaza ze ciaza to nie choroba i jesli przebiega prawidlowo - mozna podrozowac do woli dowolnym srodkiem transportu (no wiadomo ze moze nie 10 godz lotu ale takie krotkodystansowe loty jak najbardziej), natomiast moja gin z londynu - jakos bardziej scetycznie do tego podchodzi i odradza dlugie podroze typu objazdowki bo to meczace i stresujace (???? what? od kiedy wozenie tylka na siedzeniu pasazera jest meczace i stresujace?? ja to uwielbiam i podroze to zawsze relaks dla mnie)... generalnie duzo rozbieznosci w tych ich diagnozach i opiniach. Stwierdzilam ze do tego wszystkiego dodam jeszcze swoj zdrowy rozsadek i intuicje. Bo inaczej czlowiek zglupialby do reszty...
PS, czy ktos pomoze?? jak sie wstawia tu zdjecia??
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 11:26
w piątek miałam wizytę u ginekologa dzidzia ma już 3,5 cm rośnie jak na drożdżach jest zdrowa i śliczna widziałam malusie dłonie i stópki i tak się wierciło maleństwo hihi jestem prze szczęśliwa za 2 tygodnie kolejna wizyta przy której dostanę skierowanie na badania prenatalne już się ich nie umiem doczekać
No i zablokowałam pamiętnik. Teraz nikt mnie nie będzie oceniał 
Leniwy weekend, w sumie udany. Podwójna impreza u brata, łączone urodziny jego dzieciakow... zauważyłam, że najbardziej meczy mnie widok niemowląt i ciężarnych, a takie podrostki sa juz bardziej "obojetne". Czytałam Wasze pamiętniki i wiem, że nie tylko mnie "zazdrość " męczy. Na imprezie była koleżanka bratowej z ślicznym 6 miesięcznym brzuchem...a ja? Z moją ptaszynka...od wtorku jestem znowu ptasią mamą, wychowuje tygodniowo wróbla. Rośnie jak na drożdżach, nic tylko robak-kupka, robak-kupka...Luby się śmieje, że mam instynkt macierzyński lvl 100/100. Może będzie jak u par, które nie mogły mieć potomstwa, a po adopcji boom! Ciąża!?
jeśli tak to będę Wam podrzucać Frania-wróbelka 


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 13:28
Męczy mnie dzisiaj strasznie wilczy apetyt, moze ovu przyjdzie wczesniej? Temp stoi prawie w miejscu, test ovu hmm cień cienia jest...No cóż to zwyczajne łakomstwo babo!!! 
40+1
My już po terminie i nic nie zapowiada zbliżającego się porodu.
Wczoraj co prawda w końcu wypadł mi czop, ale był biało-żółty - ładny 
Ponoć czop zabarwiony krwią zwiastuje poród tuż, tuż... 
Miałam stawić się jutro do szpitala na obserwację, ale czym dłużej o tym myślę tym mam ochotę zostać i poczekać chociaż jeszcze jeden dzień w domu...
Ale pewnie pojadę, na pewno będę spokojniejsza jak będziemy pod opieką 24h.
Co Wy byście zrobiły?
Wczoraj wyliczyłam sobie termin z owulacji i ten wypada właśnie na 14.07.
Przestałam już wierzyć, że w ogóle kiedyś urodzę.
Dziś N zażartował, że pewnie nigdy, po prostu mamy sobie dziecko 
Zastanawiam się też, że może coś jest nie tak, że może mała chce wyjść a nie może...
Skurcze mam praktycznie codziennie po kilka godzin i nic...
Mam dziś naprawdę podły humor!
Mój pamiętnik powinien być zatytułowany "1000 sposobów jak nie zajść w ciążę przez 1.5 roku". A w nim min. takie porady jak:
- kochajcie się namiętnie w dni płodne
- odżywiaj się zdrowo, w szczególności spożywaj dużo owoców i warzyw
- zero używek
- regularnie ćwicz
- wysypiaj się
- nigdy nie stosuj żadnej formy antykoncepcji hormonalnej
- w tym wszystkim bądź pozytywna i radosna, życie to nie tylko ciąża/starania....
Gwarancja sukcesu! Jestem najlepszym przykładem, stosuję te metody od zawsze, a część z nich od 1.5 roku i mogę się pochwalić NICZYM! Absolutne ZERO dzieci, ciąży, porannych mdłości, zmieniania pieluch, zarwanych nocy itp....
17. urlopowy, luzacki i teoretycznie bardzo udany cykl powoli i cichutko, wraz z obniżającą się temperaturą odchodzi do lamusa...Niestety wiązałam z nim pewne nadzieje, bo kiedy jak nie na super-udanym urlopie? Okazuje się, że jeszcze nie teraz. Jak zawsze. Do wczoraj tliła się jakaś tam bardzo mizerna mini nadziejka, że może, ach, może mój kochany mężu na swoje 29 urodziny otrzyma wspaniały prezent - obsikany test z 2 kreskami! I w końcu będą żyli długo i szczęśliwie! Taaak, dzisiejszy spadek,który był całkowicie do przewidzenia pozbawił nas tymczasowo happy-endu. Trochę mi źle, do bani to wszystko! Ile jeszcze? Czy ktoś mi odpowie? Czy w ogóle kiedykolwiek będę w ciąży???? Nie wierzę...
Kochana Malgoo juz jesteśmy w domku, na szczęście tego lekarza więcej nie widziałam.. Ale uważam, że nie powinien takich rzeczy mówić pacjentkom. Tam nie tylko ja wyszłam od niego z płaczem. Po prostu kretyn i tyle. Teraz juz odpoczywamy. 2 tygodnie l4 i wizyta u mojego lekarza.
Zamiast na urlopie się odprężać i relaksować, to ja jestem cała jakaś podenerwowana. Chciałabym w końcu mieć ten własny dom, nawet urlop mnie nie cieszy, bo muszę siedzieć w domu, niby już 5 lat tu mieszkam z teściami, ale nadal nie czuję się całkiem "u siebie". A jeszcze jak męża nie ma, to już w ogóle, dlatego nie lubię mieć urlopu jak siedzę w domu, zwolnień... No ale jeszcze minimum 4 lata, żeby zacząć. No i przekonać męża, żeby mieć coś własnego. Poza tym stresuję się, że jutro muszę iść na badanie MTHFR i V leiden. Muszę w końcu zadzwonić dowiedzieć się o histeroskopię. No i muszę podzwonić, poszukać miejsca noclegowego na urlop, bo za tydzień jedziemy, a nic nie mamy...
Dawno mnie tu taj nie było, ale to chyba dobry znak, że wróciłam do rzeczywistego świata i co więcej odnalazłam się w nim.
Ponad tydzień temu wróciliśmy z urlopu, było cudownie, szkoda tylko, że tak krótko. Był to czas na odpoczynek, oderwanie się od problemów, zdystansowania się i czas przemyśleń.
W trakcie przemyśleń doszłam do niepokojących wniosków, że mamy już 7 miesiąc tego roku, a ja tylko przez 2,5 miesiąca nie brałam tabletek anty (toż to jakiś paradoks, przecież jestem w trakcie starań!) Było to 1,5 miesiąca na początku roku, a drugi miesiąc podczas stymulacji ivf, w pozostałych miesiącach albo się wyciszam, albo pozbywam torbieli... wrrrrr....
Czytałam kiedyś o cudach, które się zdarzają tuż przed przystąpieniem par do ivf, że kobiety zachodzą w ciążę naturalnie, a ja... nawet nie daje szansy cudom, bo ciągle jestem na antykach!
Więc jeśli za drugim razem się nie uda to doszliśmy do wniosku, że robimy dłuższą przerwę, abym mogła odpocząć od hormonów, wrócić w końcu do swojej poprzedniej wagi, bo ta wpędza mnie w depresję no i dać w końcu choć niewielką szansę naturze.
A jeśli chodzi o drugą procedurę to jeszcze nie wiem kiedy podchodzimy. Niebawem mam wizytę u lekarza i może czegoś więcej się dowiem
Mam dosyc:-( Gdzie nie spojrzę i ucha nie przyłożę- tam ciężarówki (znajome, nieznajome). I dobrze! Tylko dlaczego ja zawsze mam pod górkę? Staram się usmiechac, udawac, że wszystko jest ok. Czasami jednak wymiękam, nie mam już siły...wierzyc, czekac:-( Jestem zmęczona po tych 2 latach bezowocnych starań
Chcę przestac ciagle myslec tylko o tym. Tylko jak to zrobic??? Dziewczyny HELP!!!
no tak... od czego zacząć hmm.... nowy cykl.... jakoś poszło, zrozumiałam jeszcze popłakałam i jest ok! weekend spoko ostatni dzień pracy w sobotę i kochane 16 dni wolnego, hm.... może zabiorę gdzieś T
owulacja akurat ma być w przyszły weekend więc jakiś hotel jakieś spa
coś pomyślimy noc na plaży hehe ale mam bujną wyobraźnię ale... ale.... może coś się wymyśli taki mały relaks dla zwiększenia produkcji....
DOBRANOC KOCHANE DUŻO MIŁOŚCI I DWÓCH KRESECZEK
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 22:19
Wrrr właśnie się dowiedziałam o jutrzejszej wizycie "teściów" grrr... nie przepadam za nimi, po kwadransie z nimi czuje się jak po 3godzinnym treningu... No i testy ovu w łazience trzeba schować, nie chce żeby wiedzieli, że się staram... że mi nie wychodzi... 
@ nadchodzi jest coraz bliżej miałam nadzieję że może teraz... no ale cóż po dzisiejszym dniu to może i lepiej że się nie udało gdyż wylądowałam w szpitalu ze skręconą nóżką, więc trzeba było zrobić rtg no i przy okazji beta z krwi mi zrobiono...oczywiście wynik negatywny. No więc skręcenie nie takie straszne jak się okazało to natępny cykl przed nami;-)
Po za tym mam dziś wrażenie że moje jajniki to sobie impreze urządzają kuje tak bardzo kurcze z jednej i drugiej strony no i jeszcze ta noga...ale tabletek nie bedę brać przecierpie to i tyle
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2014, 23:10
Hej dziewczyny:-) juz dosc pozno a ja nawet nie mysle o spaniu:/fakt ze tu w uk jest godzina roznicy w czasie.ale moje mysli są zajete czyms innym a raczej kims innym a dokladniej nasza Angelqą i Sarą ktora postanowila sie wkoncu urodzic:-) takie emocje mnie dopadaja coraz bardziej z kazda z Was ktora ma termin na juz lub za chwile.nastepna w kolejce jest maxi...a tak z innej beczki...kupilismy dzis na targu 5kg ogorkow i 6glowek mlodej kapusty i zgadnijcie co zrobilismy:-) ogorki juz sa zasolone na malosolne a pozniej wsadze je w sloiki a kapusta poszatkowana i utluczona w w wiaderku hmmm....pycha uwielbiam takie swojskie przetwory:-) na zime jak znalazl.
11 dpo pojawił sie cień cienia na teście, ale na razie nie zaznaczam ciąży, chcę być pewna wyniku, jutro, najpóźniej we wtorek powtórzę wynik, zobaczymy co wyjdzie
tymczasem dziś przypada mi dzień @ ani mi sie waż małpo! 
od wczoraj mam w domu suczke mojej porzyjaciółki, bede sie nią zajmować przez 2 tygodnie, więc mam się czym zająąć! 
Dziś już jest lepiej
znacznie lepiej. Małpa sobie poszła, choć po przytulanku w niedziele z rana miałam znowu plamienie ale takie delikatne, będąc u swojej ginekolog w sobotę po południu zapytałam czy to normalne. Powiedziała, że będę mieć inne @, bo biorę acard, tak samo z plamieniami w okolicach owu. Ogólnie wizyta super, pogadałyśmy znacznie dłużej niż mnie badała. Widziała, że nie za dobrze się czuję psychicznie, poradziła mi picie melisy albo tabletki uspakajające. Tabsów i tak biorę dużo więc zakupiłam meliskę. A przy badaniu gin miała dobrą i złą wiadomość. Zła to taka, że lewy jajnik jest w uśpieniu
biedactwo moje....a dobra to taka, że w prawym mamy dwa dominujące 12 i 10 mm czyli owu będzie znacznie wcześniej niż wychodzi z wyliczeń...alesz się popieprzyło. Pytałam czy będziemy coś robić z tym uśpionym, powiedziała, że na razie nic. I oczywiście wskazówki w razie jak bym zaszła. Nie polecała stosowanie luteiny od połowy cyklu, a dopiero o testu, bo jak przyzwyczaję organizm do większej dawki progesteronu a potem w ciąży to końską dawkę będę musiała przyjmować. Także dopiero o pozytywnego testu lutka 2x100, tak samo acard zamiast 75 to 150 i oczywiście leki na tarczycę większą dawkę.
Niby wieści dobre, bo jest szansa na dwójkę urwisów, ale ja tak bardzo tęsknie za bliskością z mężem, mogłabym się do niego mocno przytulać codziennie. Chciałabym aby moje marzenie się spełniło, modlę się o to codziennie...abym mogła dostać nowe życia....
Mój mąż bardzo się starał abym sie rozweseliła, widział moja rozpacz, udało mu się
wystarczyło, że był przy mnie, tulił mnie i całował. Od razu mi się polepszyło
i idę za radami mojej gin, ogłaszam wszem i wobec, że zaczynam jeść na nowo SŁODYCZE!!!!!! 
Bez nich jestem taka spięta i smutna
i obowiązkowo codziennie kakao
po tym jak przytyłam te 6 kg, waga stoi w miejscu czy się odchudzam czy nie. Także zero stresu! 
Dostałam kopa emocjonalnego od wszystkich, oni tak we mnie wierzą i w to, że będzie dobrze
to ja też w to uwierzę, bo przecież moje motto życiowe brzmi:
WIARA CZYNI CUDA

Powoli znów wspinam się do góry.
Znów cieszy mnie śpiew ptaków.
W tym cyklu odpuszczamy. Za 26 dni pielgrzymka, a miałabym chyba małe wyrzuty jeśli miałabym iść w ciąży. Niby starań nie zaprzestaliśmy ale nie patrzę na to kiedy jest ovu, czy
jest co 2 dni i takie tam. Myślę że jak się uda to fajnie, a jeśli nie to może i lepiej z powodu pielgrzymki.
W każdym razie mniej myślę o dziecku, więcej o tym co jest teraz. Dołuje mnie tylko forum. Dziewczyny na nim są cudowne, uzależniłam się od nich. Gdy parę dni nie podczytuje forum to myślę co u nich słychać. Ale fakt, że przybywa nas coraz więcej jest bardzo dołujący. Może dlatego podświadomie troszkę unikam forum. I co tu robić? Bez dziewczyn źle, ze świadomością że jest nas coraz więcej jest jeszcze gorzej.
Ale staram się myśleć pozytywnie.
Dziś już jest dobrze.
Jutro wizyta u lekarza... Mam zamiar z nim szczerze pogadać... To już 4 miesiące odkąd wiadomo co mi jest i? I dalej gówno robi. Owszem antybiotyki na bakterie zapisał + dał to na zapalenie, ale... tarczycy nie ruszył. To już 4 miesiące odkąd starania są wstrzymane... Nie wiem na jak długo jeszcze mają być zawieszone... Najbardziej boję się, że jak już wytępimy bakterię, ustabilizujemy tarczycę i starania wznowimy to wyjdzie kolejna rzecz i... znowu będę kilka miesięcy w dupę...
Ufam temu lekarzowi, ale... moje rozgoryczenie sięga zenitu... Kolejne dziewczyny w ciąże zachodzą... Normalnie jakiś wysyp się zaczął... Wrzucają kolejne zdjęcia testów... Kolejne wyniki Bet... A mnie łzy napływają do oczu... I mam takie dziwne przeczucie, że moich problemów jest więcej niż tylko Hasi, ANA, zapalenie i te bakterie... Że okaże się, że mam coś jeszcze gorszego...
Nie umiem wyjść z dołka w który popadłam... Po prostu nie umiem... Nie czuje się już kobietą, a podróbką kobiety... Mało co mi sprawia radość... I nic mi nie wychodzi... Chleb piekę już od kilku miesięcy - co dwa dni jeden bochenek. Upiekłam ich już ze 60 i... przedwczoraj pierwszy raz wyszedł mi pusty w środku, a kolejny wyszedł zakalcowaty... Sezamki też mi nie wyszły... I wszystko mi z rąk leci i się trzaska... Nawet auto zarysowałam o wyższy krawężnik (przedni zderzak od spodu).
Chce mi się płakać... chce mi się wyć... z bezsilności i z własnej naiwności...
Jestem po porostu beznadziejna...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.