Jestem po stymulacji. Jutro pobranie komórek jajowych.
To nasze 3-e podejście i ewentualnie przedostatnie. Nie wiem co myśleć. Wygląda na to, że Bóg nie obdarował mnie dobrą genetyką. Bo mutacje są. Może ma jakiś inny plan dla mnie a ja sobie tu rodzinę wymyśliłam (?)
Znajoma powiedziała mi, że zapewne w poprzednim życiu miałam bardzo dużo dzieci i w tym życiu powinnam odpocząć. Ciekawe i luzackie tłumaczenie sytuacji, które powoduje, że bywa mi łatwiej.
Idę zatem do przodu. Jeszcze popróbujemy ale nie chcemy marnować życia na nieskończoną walkę. Może walkę z wiatrakami.
Czy zabrakło mi wiary? Wręcz przeciwnie. Nie chcę jednak na siłę stawiać się naturze, Bogu czy temu co może bardziej mi pisane. Może jeszcze nie wiem co to takiego a może dane nam jest być we dwójkę i kochać się pomimo wszystko do końca życia i dłużej.... A może nie teraz, może za jakiś czas? Chciałabym wrócić do normalnego życia.
Może jest mi czasami smutno ale nie tracę też radości życia.
Może jest trudniej bo hormony robią mi rozpierduchę w głowie.
Oby Luby wszystko zniósł i kochał mnie nadal.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2014, 11:40
Podsumowanie pierwszego miesiąca badań i mierzenia temp (cykl 5.07-2.08)
Prolaktyna: 7DC 47,96(badanie robione po 
21DC 24,42 (badanie robione tak ja należy, bez seksiku i macanek dzien wczesniej
Progesteron: 21DC 4PO 13,71ng/ml
Do zrobienia w 3DC FSH
FSH 4,46 /norma 4-13 faza folikularna/
LH 5,32 /norma 2,4-12,6/
Stosunek LH:FSH 1,1928
TSH 1,8152
T4 8,27
TOXOPLAZMOZA IgM 0,06
TOXOPLAZMOZA IgG 31,7 czyli OK
RÓŻYCZKA Nabyta odporność, wynik OK
Cytomegalia Być może nabyta odporność, wynik OK
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 sierpnia 2014, 12:36
Myślałam że będzie lepiej a wcale tak nie jest już powoloi mam dosyć i trace nadzieje czasem wydaje mi sie że to wszystko nie mam sensu 2 cykl z CLO i duphastonem nie wiem może jestem zbyt niecierpliwa ale nie ma sie co dziwić jak wokół mnie masa koniet w ciąży i masa małych aniołków a ja nadal czekam ech juz mi wszystko jedno 
1DC
...
I do czego tu zacząć? Jak zaczynać? Jeszcze raz, kolejny raz, znowu i wciąż to samo. Od początku - 1DC! Skąd brać na to siły? Ile można liczyć miesiąc nie wg dni kalendarza a dni cyklu. Jestem wyprana emocjonalnie.
Jestem zła, zrozpaczona, znerwicowana, zawistna, zagniewana...Jeśli ktoś kiedyś lubił chociaż odrobinę moje krakanie to teraz straci resztki sympatii do mnie.
W piątek po pierwszym spadku temp. rozryczałam się od rana i tak już zostało. Luby oczywiście wściekł się na mnie /on tak reaguje na moje smutki dla mnie to wciąż "trochę" dziwne/. Wolałabym zwykłe przytulenie, a nie rzucenie rękawicy do walki. Ale proszę bardzo, ja nigdy nie odpuszczę okazji do starcia. Kłótnia...On nie rozumie dlaczego tak rozpaczam, jak wytłumaczyć facetowi, że dla kobiety która chce mieć dziecko, okres to po prostu KONIEC! Brutalne morderstwo jej marzeń i nadziei!
"Przecież staramy się, robimy wszystko..."
Wszystko?! MY robiMY WSZYSTKO?!!! Ty ROBISZ WSZYSTKO??!! TOBIE NAWET JEST CIĘŻKO BRAĆ KWAS FOLIOWY I CYNK, a tłumaczyłam jakie to ważne w procesie spermatogenezy...
"Więc to może moja wina, może to ze mną jest coś nie tak, skoro twoje wyniki są dobre, miałaś owulację itd..."
I padło w końcu to czego się obawiałam, jedno kluczowe słowo...WINA!
Bo czy to czyjaś WINA? kogo winić? mnie, jego, matkę naturę? cały świat?
Burza oczyściła przynajmniej chwilowo ciężkie powietrze. Podsumowanie padło z jego ust "Póki lekarz nie powie nam, ze nie mozemy miec dzieci to znaczy że mozemy mieć dzieci i je bedziemy mieć. W poniedzialek zadzwon, umów, zrobie badania"
.......
Z pamiętników Lukrecji Borgii...
Drogie Panie jeśli wasz mężczyzna odmawia przyjmowania suplementów musimy działać podstępem! Nasze trucicielstwo, a jakże nie bójmy się tego stwierdzenia, możemy ukryć w ten o to prosty sposób: W malutkim naczyniu umieść śmiercionośny kwas foliowy i powodujący agonię w strasznych konwulsjach cynk organiczny! Następnie dodaj 6 kropli H2O w temp ok 60st C. Rozetrzyj to łyżeczką /najlepiej brudną, żeby na bank doszło do gangreny/ dodaj jedną kropelkę soku z cytryny by obniżyć pH i ułatwić rozpuszczanie. Następnie śmiercionośną miksturę podawaj z...Kochanie a może wypijesz Pluszzza? robię dla siebie to może chcesz? magnez? proszę bardzo...PROSZĘ BARDZO! PIJ I ZDYCHAJ BŁUAHAHAHA....
.................
....
Drugi dzień, jeszcze niższa temp...
Znowu beksa od rana, ale już bez kłótni...Jeszcze większy płacz, wymioty...A później imieninowa kawka u "teściowej"...KURWA!
Na imprezie oprócz mojego psa jeszcze jeden, więc sprawiedliwy podział musi być, raz jeden zamknięty, raz drugi...Oczywiście mój pierwszy zamknięty w domy...My na ogródku..."Teściu" jak zwykle podchmielony, pijany kretyn, nie cierpię tego człowieka! wręcz nie znoszę i życzę mu chorej wątroby! Mój synuś słysząc mnie wyszedł na taras piszcząc, że chce "do mamy"...kazałam iść lubemu zdjąć go z balkonu bo zrobi coś głupiego - "NIE PRZESADZAJ!" a po chwili mój maluszek /40kg/ przeskoczył przez balustradę i zatrzymał się na małym daszku, 3 metry w dół do mnie i szykuje się do skoku. Oczywiście ja w krzyk i panikę, że ma stać, nie złazić, nie skakać...Luby szybko pobiegł na piętro...ja w tym czasie miałam już serce w przełyku...a "teściu" - JAK GŁUPI TO NIECH SKACZE! myślałam, że rozpierdolę tego idiotę na drobne kawałki, podre jak kawałek papieru, wbiję rękę w klatkę piersiową, wyrwę jeszcze bijące serce, napluje na nie i wyrzuce na kompost!
Luby na szczęście zdążył, jakimś cudem zdjął go z dachu samemu przy tym nie spadając...nawet nie wiem kiedy znalazłam się na samej górze, a biegłam w wysokich szpilkach jak w butach do joggingu...
Zeszłam na dół po jakichś 15 minutach, musiałam ochłonąć. Przeprosiłam zebraną świeżo poznaną rodzinę Lubego za swoje zachowanie...
A reszta rodziny, poza "tesciem", bardzo sympatyczna, jakoś wczesniej nie mielismy się okazji poznać. Luby zna jeszcze mniej mojej rodziny...tak jakoś wyszło...
Atmosfera się rozluźniła, zauważyłam, że nie tylko ja ignoruję "tescia"...było już nawet sympatycznie. Ciotka z wujkiem Lubego, zachwyceni mną, że koniecznie musimy przyjechac do nich, ich dzieciaki robią grilla. mamy przyjechac i koniec! Kuzynostwo Lubego to przeszlo 40letnia kuzynka i kuzyn w wieku Lubego, swoją drogą tak podobni do siebie, że mogliby uchodzić za braci,może nawet bliźniaczych. Kuzynka ma przesympatycznego męża i z tego co się wcześniej dowiedziałam od teściówy, to po kilku poronieniach, nie mogą mieć dzieci. Mają psa, który jest ich synusiem. A kuzyn jest "singlem". Więc bezdzietne towarzystwo na wieczór w drugim dniu spadku temp. IDEALNIE!
Kuzynka dała mi pyszne martini chociaż prosiłam o wodę, ale w sumie...przecież nie ma sensu się oszczędzać! Było na prawdę fantastycznie, miło i smacznie
drinki wchodziły, a piłam pierwszy raz od hmmm tak długo jak SIĘ STARAMY. Najważniejsze jest to, że zobaczyłam kochające się bezdzietne małżeństwo, w niczym nie wybrakowane, kompletne i spełnione. Choć wiem, że przeżyli olbrzymią tragedię to są silniejsi od tego bo mają siebie.
koniec i kropka
miłej niedzieli 
KRA KRA
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2016, 12:30
W piatek dostalam krwawienia mowi ze sie czlowiek madry po szkodzoe w moim przypadku tak wlasnie bylo z tego strachu ze to juz koniec gdy prztjechal P.na przerwe kazalam mu zeby zawiozl mnie do lekarza po co ja tam pojecgalam skoro moj gin nie ma usg w gabinecie i w calej przychodni nie ma, nie mam pojecia tam dostalam skierowanie do szpitala ja jednak pojechalam do drugiego gina ktory ma usg ale niestety zaden juz nie przyjmowal
kolega siostry zawiozl mnie do szpitala calyy czas plakalam bo juz wiedzialam ze to koniec
w szpitalu zrobili mi usg dzidzius zyje
bicie serduszla 183 na minute slyszalam jak bije
wszystko w porzadku dostalam recepte na dupahston (pewnie nazwe przekrecilam) mam lykac i sie oszczedzac. W sovote znowu krwawienie nigdzie nie jechalismy uznalismy ze tabletki nie zaczely dzialac wczoraj spokoj dzisiaj jedna plamka. Oszczedzam sie jak moge. Boje sie ale staram sie nie nyslec o tym. Staram sie myslec ze bedzie ok musi. P.powiedzial ze dzidzius jest silny i bedzie walczyl
Jak byłam mała to z braku laku albo może z powodu brzydkiej pogody, może w pociągu nad morze z mamą, a może za karę bo na dwór nie mogłam wyjść za coś tam co zbroiłam w domu lubiłam rozwiązywać różne łamigłówki. A najbardziej przypadały mi zawsze do głowy 'znajdź ukryta słowa' lub 'znajdź różnicę'. Ostatnio łatwo mi idzie zaszczepić bakcyla u obydwu córek gaszka. Dla nich to jest zupełna nowość, nikt im tego w życiu nie pokazał wcześniej. No bo w sumie co mają innego do roboty poza graniem na komputerach i oglądaniem disnejowskich kanałów? Ileż można chodzić na basen? Lasów tu nie ma żeby na drzewa włazić. Świnie i krowy się je a nie dogląda w stodole, a z kurczaków najlepsze są cziken naggets w KFC. Zamiast kolekcjonować historyjki z gum do żucia lepiej jest spędzić czas wysyłając koleżankom smsy a miast gonić sąsiadów żeby dali się karnąć na nowym BMXie raźniej pograć na Ipadzie. I takie to czasy nastały w mym domu, że dzieciom przedstawiam skakanie w gumę, zbijanie statków, grę w państwa-miasta, w klasy, pstrykanie kapsli kto dalej czy coś w pobliżu na literę... Na chwilę mają odskocznie i się cieszą jak głupie.
I tak pomyślałam sobie, że w sumie mój obecny stan jak najbardziej nadaje się aby wam przedstawić co JA robię w ramach odskoczni, braku laku, nudy czy kolejnych godzin spędzonych przed komputerem...
O... proszę... Znajdźcie różnice!!!




a to wszystko dzięki temu, o...

KONIEC marzeń i nadziei. Zaczęłam dzisiaj nowy cykl.
Wczoraj była rozpacz.. Dzisiaj już nawet się cieszę.. Nowe szanse! 
Widziałam te moje ledwie wyższe temperatury.. przecież nie było szans.. Ech...
Cytując Kasię Nosowską: "Kobieta jest organizmem ultradoskonałym. Potrafi się regenerować po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach. Przetrwa wszystko."
Zaczynamy na nowo. Tabula rasa.
Co mogę sobie obiecać na nowy cykl?
Postaram się nie notować objawów, chyba, że będą naprawdę bardzo, bardzo dokuczliwe.
Koniec starań, nie będzie już nowych miesięcy robienia sobie nadziei. Nie mamy ani sił, ani środków finansowych na kolejne próby. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze się nam uda.
9 dzień cyklu, 6 tabletka - do końca 15 dni!
51,8 kg, BMI - 18,2 obwód uda = 52 cm - ani drgnie!
Dziś pozwoliliśmy sobie na błogie lenistwo. Ani ja ani M. nie mieliśmy ochoty na robienie czegokolwiek. Nawet obiad był wielką improwizacją, żeby tylko coś zjeść. Czasem i taki dzień jest potrzebny. Tym bardziej, że jutro już poniedziałek i czeka nas kolejne 5 dni wstawania o 5:15, no i ruszamy ze zdrowym jedzeniem.
Mimo to zmobilizowałam się do ćwiczeń na piłce gimnastycznej. Uważam, że o ile dla mnie zrzucanie wagi to totalna głupota i ćwiczenia są po to żeby się wzmocnić i uniknąć totalnego zasiedzenia, o tyle mojemu M. się przydają. I tak już sporo zrzucił z myślą o naszych staraniach, ale nic nie mobilizuje go lepiej niż widok jak ja się pocę na piłce. Wtedy mu głupio i też rusza. Grunt to motywacja!
Widok malejącej liczby tabletek na blistrze napawa mnie optymizmem, a jednocześnie obawą. Cierpliwość to nie jest moja najmocniejsza strona niestety, ale chciałabym żeby ta ostatnia była JUŻ DZIŚ!
No i pierwsze moje przyjaciółki porodziły 
U mnie tymczasem @ i brak ciąży...jakiejkolwiek...
Jak długo jeszcze?
i po wakacjach
zresetowana :)zrelaksowana.. i z m-c działamy!!!
Przeczuwałam,że jest coś nie tak....
i już wszystko jasne Podejrzenie PCOS:-(
Lekarka powiedziała "podejrzenie", ale tylko po to żebym się nie zdołowała, ale ja już wiem,ze to już nie są starania o dziecko tylko właśnie razem z tymi słowami rozpoczęła się wielka walka o nie...
Mąż jest za granicą nic Mu jeszcze nie powiedziałam,nic nie wie, nie chce dołować jeszcze jego.
Porozmawiam z nim jak wróci.
Ciąg dalszy badań w drugiej połowie cyklu. Na razie TSH i FSH w normie. Cytologi w normie. Lekki stan zapalny w trakcie leczenia Fluomizinem.
Boże jaki Ty masz wobec Nas plan??? Miało byś lepiej a jest bez zmian,żeby nie powiedzieć, że GORZEJ.
Nasze małżeństwo dla patrzących z boku wygląda jak fikcja:-( Dobrze,że w całej tej fikcji przy najmniej Mocno Się Kochamy:-)
No i nie jedziemy do Londynu...juz mozna cholery dostac
i bardzo dobrze ze nie jedziemy teraz bo wcale mi sie nie chce...w pazdzierniku moze...chyba ze do Francji wtedy pojedziemy...zobaczymy...co do prochow Olowiana to na wykresie wszystko jest...cos tam biore ale to moje wspomagacze bo tutaj mi nikt niczego nie przepisze 
Według kalendarza belly od jutra zaczynam drugi trymestr:)
Bardzo się cieszę
Na początku nerwowo patrzyłam na kalendarz belly, gdzie np. pojawiało się hasło "mija termin największego zagrożenia utraty ciąży", a teraz już jestem bardziej spokojna.
Jestem po USG genetycznym, wynik jest bardzo dobry. Nie ma konieczności wykonywania dodatkowych badań. Dzidziuś rośnie zdrowy:)
Nie udało się określić płci, następna wizyta 08.09 być może wtedy się dowiemy czy w naszej rodzinie będą rządzić kobiety czy mężczyźni:)
Na ostatniej wizycie okazało się również, że po moim krwiaku nie ma śladu, kamień spadł mi z serca. Ostatnio to było moją największą zmorą.
Nadal jestem na zwolnieniu lekarskim i nie mam zamiaru wracać już do pracy.
Jest mi dobrze i maleństwu również
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia 2014, 21:35
I jak tu nie wierzyć, że sierpień będzie lepszy?
Będzie miał 5 piątków, 5 sobót i 5 niedziel
= wyjątkowy miesiąc!
Niech to będzie dla nas miesiąc cudów 
Za chwile Ovu zaznaczy mi ,że na 100 % wyjdzie test pozytywny :)Na dzień dzisiejszy 54 % ,eh bez sensu .W ciąży pewnie nie jestem a takie nadzieje...Ok nie dostanę @ do niedzieli to w ten dzień lub w poniedziałek testuję.Ale zero nadziei.
Z każdym dniem jestem coraz bardziej spokojna. Czuję w głębi, że będzie dobrze 
Ostatnie dni spędzamy u Rodziców na wsi. Jest piękna pogoda, jest basen, więc korzystamy.
Co do mnie to zauważyłam, że raz jest lepiej, raz jest gorzej. Mam napady mdłości, choć na razie jeszcze nadal przypisuję to nerwom i emocjom. Ale za to piersi bolą mnie niesamowicie. Sikam co pół godziny. Nadal nie jem niczego słodkiego, choć dziś skusiłam się na ciasto drożdżowe (może dlatego że nie jest takie słodkie). Dużo piję. Nadal ciągnie mnie i kłuje w macicy.
Ale nie jestem zmęczona bardziej niż zazwyczaj. Apetytu nadal nie mam. Schudłam już 2 kilogramy (przez tydzień). Co jeszcze? Chyba wyleciało mi z głowy 
Jutro idę na badanie tsh, we wtorek mam wizytę. Ciekawa jestem czy muszę mieć zwiększoną dawkę.
A w środę wizyta. Nie mogę się doczekać!!! 
Dużo z Mamą i Tatą rozmawiamy o ciąży i o dziecku. Bardzo się cieszą. Cenię sobie takie rozmowy, często włącza się i Babcia i opowiada jak to było z nią. Ciekawe doświadczenie 
A mąż mi dogadza i dba o mnie, choć i bez ciąży nie mogłam narzekać
5cs
1dc
Następny cykl uważam za otwarty.
Waga rano 92,9 kg
Miesiąc temu ważyłam 95,5 kg, więc coś tam jednak się dzieje.
Ale się działo! W sobotę Ł zamówił stolik i poszliśmy na kolację z okazji naszej 6 rocznicy 

kolacja oczywiście przepyszna! była lampka wina, a później spacer starówką i na deser lody... już dawno się tak nie odstresowaliśmy i po prostu cieszyliśmy się sobą i życie tak jak kiedyś
wróciliśmy do domu, wyszliśmy sobie na wieczorny spacer z naszą Psiulą - niby normalny dzień, normalny wieczór...ale jak wróciliśmy to Ł zaczął się nerwowo kręcić i wyskoczył do mnie z tekstem, że to jeszcze nie koniec niespodzianek i co?! I padł przede mną na kolana i poprosił mnie o RĘKĘ!!!!!
ale mnie trafiło
:D chyba przez minutę nie mogłam nic powiedzieć, aż biednemu zaczęły się ręce trząść
oczywiście moja odpowiedź brzmiała: "TAK!!!" Cudowny moment... Przez cały weekend siedzieliśmy jak pączki w maśle wyjadając sobie prawie, że z dziubków
UWIELBIAM taki stan
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.