Uf wczoraj bylismy na imprezie urodzinowej Mirka i Laury a dzisiaj jestem skacowana chociaz nic nie pilam poza pikolo dla dzieci. Za to najadlam sie tortow, ciast i innych slodkosci ze Julian szalal w brzuszku jak szalony. A to wszystko przed badaniem na krzywa
No nic dzisiaj dieta i zero slodkiego. Imprezka super udana 17 parek kazde z dwojka dzieci tak ze i Maximilianek sie super wybawil z dzieciakami. A jak fajnie tancowal...Puchlam z dumy jak mi go wszyscy chwalili ze taki grzeczny, madry i rezolutny. Nie ryczal, nie robil zadnych scen jak inne maluchy nawet poznym wieczorem gdy byl juz bardzo zmeczony. Zuch chlopak 
Przed impreza bylismy z rana na zakupach kupic prezenty. Przy okazji kupilam Maxiowi kurteczke i fajna bluze na misku. Synus oczywiscie dostal od nas kolejny traktor z przyczepa z siku. Tatus mu go juz w domu obiecal i mlody chyba zeby o tym nie zapomniec cala droge do galerii powtarzal -Tata kupi traktor, tata kupi traktor...no i jak takiemu nie kupic 
Biedny Julianek znowu nic nie dostal ale obiecalam malenstwu ze nastepne mega zakupy beda juz tylko dla niego. Zrobilam juz liste potrzebnych jeszcze rzeczy i za jednym wypadem wszystko kupimy. W sumie same drobiazgi jak:
- myjki,
- termometr ,
- sol fizjologiczna ( w sumie polozna daje ale i tak kupie)
- szczotka do wloskow,
- kolorowe pieluszki tetrowe ( mam same biale)
- smoczki do butelek 0+
- podgrzewacz
- koszyk na butelki,
- podklady,
- ochraniacz do lozeczka
- ceratka na przewijak,
- album
- gips do wylewu brzuszka i do odbicia raczki i nozki.
Ja to pokupujemy to bedzie juz wszystko czego potrzebujemy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2014, 10:49
Bylismy wczoraj na ognisku ze znajomymi. Poznalismy tam przesympatyczna pare. Kiedy powiedzieli, ze sa 12 lat po slubie nie moglismy im uwierzyc tak mlodo wygladali. Zapytalam czy maja dzieci... Powiedzieli, ze nie i tak zaczelismy rozmawiac o ich dlugiej , bo trwajacej 8 lat nieudanej do tej pory walce o dziecko. Probowali juz wszystkiego. Sa juz nawet po dwukrotnej probie in vitro, ale zarodek sie nie utrzymal. Jejku wspolczuje im. Powiedzieli, ze wlasnie in vitro jest ogromna proba dla zwiazku. Ogolnie zaoferowali, ze doradza nam najlepszego lekarza w naszym Lesznie, no i jesli chcemy to w Poznaniu, bo oni mnostwo pieniedzy i czasu stracili na niekompetentnych lekarzy. Obysmy nie musieli tez przez to przechodzic, ale zycie pokaze...
Dzień 15
W jajniku pusty już pęcherzyk przekształca się w ciałko żółte, które produkuje progesteron – hormon odpowiedzialny za przyjęcie jajeczka przez macicę. Jeżeli jajeczko zostaje zapłodnione to przemieszcza się jajowodem do macicy.
23+3
To juz tydzien jak mieszkam w szpitalu. A przede mna kolejne tygodnie...najwazniejsze, ze to lezenie przynosi efekty. Wczoraj np. caly dzien mialam sucho i to mnie cieszylo, ale w nocy znow zaczely sie saczyc. Widocznie tak bedzie ze jednego dnia jest mala poprawa a kolejnego znow nerwy bo cos sie dzieje. Ale grunt ze nie jest gorzej niz tydzien temu 
Jutro znow krew na CRP zeby wykluczyc infekcje, zapalenie w organizmie. A i musze sie jutro na obchodzie spytac kiedy sprawdza mi pecherz plodowy. Czy podniosl sie do gory czy nadal jest w kanale rodnym. Poki co korzystam z niedzieli i tego ze moge sobie bezkarnie polezec
Mlego dnia kochane...
I stało się, oficjalnie z Bąbelkiem zaczęliśmy czwarty miesiąc ciąży.
Powinnam skakać z radości, wybierać wózek i oglądać ubranka...
A cały czas myślę o tym, że wciąż jesteśmy w szpitalu i nie wiemy kiedy wyjdziemy.
W dodatku pogoda za oknem działa niesamowicie depresyjnie.
Tak bardzo chciałabym jutro usłyszeć dobre wieści, chociaż się na nie nie nastawiam żeby się nie rozczarować. Każdego lekarza i pielęgniarkę witam z uśmiechem, a w środku usycham...
Z drugiej strony wiem, że zostanę tut tyle ile będzie trzeba, za bardzo kocham swoje życie, a jeszcze bardziej swoje dziecko...
30 dc i mimo bóli @ narazie nie ma
Pokój jest duży, bo ma prawie 16 mkw. Taka powierzchnia dla człowieczka, który będzie miał z 55cm mniej więcej
zasłonki uszyje babcia czyli moja mama- długie, gładkie, błękitne. Będą zawieszone Cotton Balls i marzy nam się ten kontur mapy, może coś w tym stylu:

Zamienimy miejscami przewijak z komodą, obok przewijaka dojdzie jeszcze szafa z tej samej serii. A przy oknie fotel dla mnie do karmienia i lampa podłogowa plus półeczki na książeczki, zabawki itd. NA podłogę chyba kupimy dywanik w kolorze zasłon. No i może efekt jakiś będzie 
Na koniec września szykuje nam sie rajd- zakończenie sezonu. Super, doczekac się nie mogę. Dziś mój P. powiedział, że ma takie przebłyski co chwile z naszych podróży. Że jedziemy pociągiem gdzieś po wsiach w Anglii, albo że jedziemy klepiskiem zwanym drogą krajową do Tirany. Że przypominają mu się takie fajne momenty i że boi się czy to nie odejdzie na zawsze... Też się boję... Ale nie przyznałam się
Musimy wierzyć, że uda nam się to poukładać tak, by nie zatracić siebie, swoich pasji i nie przestać podróżować.
zyganko od 4 rano 
Bierze mnie chyba jakieś choróbsko. Siedzę w swetrze, pod kocem, z odkręconym grzejnikiem a i tak jest mi zimno. Mam ponad 37 temperatury i zimny nos.
Wstałam po 9, a już jestem zmęczona.
Do tego jutro powinnam dostać @.
Chce żeby już przyszła. Chce już wiedzieć że w tym cyklu się nie udało. Mimo ze liczę że jest inaczej.
Choć patrząc na mój obecny stan, to zmęczenie i gorączkę, jeśli to miałaby być jakaś grypa, to lepiej żeby w ciąży nie być.
Wariuje już. Sama już nie wiem jak by było lepiej.
Znów czuje że jestem z tym wszystkim sama, znów czuje ten smutek.
To pewnie wahania nastroju przed @.
Idę spać.
Prześpię całą niedziele.
Teściowa PO PROSTU MUSI ZOBACZYĆ DZIŚ KONIECZNIE POKÓJ! 10 głębokich wdechów, jestem mistrzem zen, spokój, tylko spokój może mnie uratować...
3 dzień cyklu
50,7 kg
Dziś byli u nas moi rodzice więc zdrowy podwieczorek zastąpiła tarta z jabłkami i lody. I przywieźli gruszki - opadówki, więc od razu zrobiłam dżem gruszkowo-imbirowy.
Uwielbiam mieć urlop! Mam tyle czasu dla siebie i M.! Taki leniwy czas bardzo dobrze nam robi. Poziom mojego dobrego humoru wzrasta z dnia na dzień, co bardzo mnie cieszy!
aaa no i jutro dzwonię do dentystki...zrobiło mi się jakieś świństwo na dziąśle 
______________________
1 śniadanie: sałatka z pomidorów i kanapki z serem, gotowanym indykiem i kiełkami brokuła + herbata z pokrzywy
2 śniadanie: jabłko
Obiad: kurczak z fasolką szparagową, szpinakiem i fetą + brązowy ryż z koperkiem
Podwieczorek: tarta z jabłkami i lody waniliowe
Kolacja: Omlet z białym serkiem, kiełkami brokuła i szpinakiem + sok z buraków i jabłek (wyciskany w sokowirówce)
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2014, 20:41
Weekend, weekend i po weekendzie... Czas wolny od pracy zawsze szybko mija tak jak urlop, ale zrobiliśmy parę zaplanowanych rzeczy, odwiedziliśmy znajomych, pobyczyliśmy się trochę, więc weekend był udany 
Dziś konsekwentnie odmówiłam nawet lampki wina, no bo w końcu jak staramy się o dziecko to oprócz lepszego odżywiania warto zwrócić uwagę i na tę sferę.
Kurczę, dziś rano odkryłam, że za wcześnie odkładałam termometr po zmierzeniu i odczytywałam wynik, bo wyczytałam na ulotce od termometru, że badając temp pod pachą, powinnam po pierwszym sygnale jeszcze przytrzymać trochę termometr a ja po 1 sygnale od razu odczytywałam temperaturę i tyle. Tak więc cały tydzień badania temp chyba był niechcąco trochę przekłamany, dopiero dziś wpisałam temp po odczekaniu do ostatniego sygnału - stwierdziłam, że jednak te stare termometry z rtęcią były lepsze, od razu podawały prawidłową temperaturę a tu jakieś czekanie, kombinacje... Rzadko choruję, więc rzadko też mierzę sobie temperaturę, więc się oszukałam. No cóż, resztę cyklu będę już lepiej obsługiwać ten elektroniczny sprzęt.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2014, 08:09
Cos mnie optynizm opuscil... dlaczego mialoby sie uda akurat teraz? Bo ja tak chce? Los zawsze daje mi kopa w sam srodek dupy zeby pokazac mi ze niezasluguje... wciaz ktos jest w ciazy.. wciaz i wkolo tylko nie ja...
Chyba znowu musze zrobic przerwe bo zaczynam znowu sie dolowac... myslec, obserwowwac a co? Dupa zadnych objawow. To samo co w zeszlym cyklu tylko bromek zlagodzil mi pewne objawy...
I szlag trafil wszystko...
Dziś leń niesamowity
szok cały dzień w łóżku z mężem oglądając tv i objadając się wiecznie
ciekawe co ja będę robiła w nocy bo Mąż już śpij bo przecież w nocy do pracy a ja???? Nawet Miki teraz śpij
pewnie się obudzi za 2 godzinki .... Psiakowi też się od Nas udzieliło dziś bo wiecznie podłaził do lodówki żeby mu coś dać hahaha
a potem komar ....
Miala to byc mila niedziela w gronie rodzinnym....ale okazala sie koszmarna a wszystko przez moja bratowa. Zaczelo sie od tego ze zaczela wrzeszczec na swoje trzy letnie dziecko ktore dobrze sie bawiac z moim dzieckiem poprostu sie zsikalo,doslownie zaczela sie drzec i szarpac tego malego, po czym moja mama delikatnie zwrocila jej uwage zeby tak na niego nie krzyczala a ona : mama nie wierd...a sie. Nie wytrzymalan i weszlam i pow M...wez moze jakies proszki ba uspokojenie bo strasznie nerwowa jestes a ona : pilnuj siebie nie wpierdalaj sie ty jestes najwieksza plotkara,wypierdalaj stad. Po czym ja to ty mozesz wypierdalac bo ja jestem u siebie w domu a ona wstala i poszla do naszego pokoju.....padlo innym bluznierstw jak ona mnie nazwala?sikutnico ooo dobre co. Wkurzylam sie na maxa brakowalo u niej jeszcze piany z geby i leciala za mna do bicia normalnie. A byl caly dom ludzi moj brat byl tak wsciekly ze ledwo co jej nie uderzyl co nie popieram. Ale noja noga u nich nie postanie a jej tym bardziej u mnie. Wspolczuje bratu bo ona zachowuje sie tak codziennie wyzywa,klnie nie panuje nad nerwami i biedne to dziecko ten 3 latek chodzi jak w zegarku bo jak nie to zaraz jest bo zaraz ci wpieprze. Tacy ludzie nie powinni miec dzieci.
Przeglądam pamiętniki na belly i patrze ile niektóre dziewczyny starały się o dziecko...18,19,24,28 miesięcy...
Może faktycznie i mi jest dane troszku dłużej poczekać?
Byleby kiedyś się udało!
Już mi się chyba nie chce...
Cały problem w tym, że po wywołaniu @ miałam OGROMNE nadzieje co do nowego cyklu. Ale niestety, 27dc i nic się nie dzieje. Temperatura na początku ładnie wyglądała, teraz z powrotem dzieją się wzloty i upadki
.
W tym cyklu zrobiłam już 15 testów owulacyjnych, wszystkie z lekką widoczną kreską, negatywne. Cholerne PCOS
. Nie wiem, chyba to olewam
. Będę robić, jeśli poczuję że coś się dzieje z jajnikami. Albo poczekam na lekarza i jakieś leki na ustabilizowanie organizmu.
Bo ziółka i dongi nie pomogły.
Ale teraz już chyba jestem pewna, że cykli bez leków to ja mieć nie będę
Jak bardzo staropolskie jest przysłowie “kto nie ma w głowie ten ma w nogach” nie będę się za dużo zagłębiać. Ale pierwsze co do głowy mi przychodzi to to, że jest chyba TAK STARE, że sięga czasów bezsamochodowych, bo teraz zdecydowanie powinno się mówić „kto nie ma w głowie, ten nie ma też w baku”!!!!
Zaczyna się u mnie kolejna ciążowa poprzeczka, poprzeczka ósmego miesiąca, BEZMÓZGOWIE, czyli jak urozmaicić sobie sobotni wieczór jeżdżąc po wszystkich możliwych sklepach po DWA RAZY, tracąc przy tym CZTERY GODZINY, nerwy, paliwo, mrożonki i resztki jakiegoś tam rozsądku.
A wszystko zaczęło się od tego głupiego wynalazku.

Równo o 17.00 gaszek do pracy, ja na zakupy. Zakupy zaplanowane – ser mascarpone, likier migdałowy Amarreto, likier kawowy Kahluha, gruszki, wino czerwone Port, ser pleśniowy Stilton, cydr jabłkowy. Zakupy nieplanowane – mrożone paluszki rybne, mrożona pizza, kostki lodu, mrożone sajgonki, kefiry. Plan na sklep – Lidl tylko. Plan na zakupy – urodzinowy obiad z gaszkiem jutro (czyli dzisiaj). Plan na wieczór – skończone tiramisu max 19.00 a po 19tej nogi do góry, w lewej ręce pilot od klimy, w prawej od TV. Reszta dań jutro.
W Lidlu nie mają nic poza zakupami nieplanowanymi więc z Lidla jadę do Carrefour’a. Kupuję Amaretto, cydr jabłkowy i gruszki, a przy kasie znajduję zamrażalkę z kostkiami lodu, bierę paczkę. Mam połowę rzeczy na ciasto i tylko gruszki na przystawkę. Nic bez reszty składników nie zrobię. Lipa. Trzeba szukać dalej. Nie wiem czy tutaj już powinnam nadmienić, iż z Lidla wiezę mrożonki, a u nas nadal jest 35 stopni na plusie. Z Carrefour’a udaję się do specjalnego sklepu tylko z alkoholami, ale pani nie ma pojęcia co to jest Kahluha albo wino Port. Ląduję w supermarkecie Metro. W Metrze udaje mi się kupić całą resztę, więc szczęśliwa wracam do domu. Jest godzina 19ta.
I tu byłoby jeszcze znośnie, gdybym do domu weszła normalnie, rozpakowała zakupy, sprawdziła fejsbuka, przepisy na wypieki, napiła się wody, zadzwoniła do gaszka. Ale nie. Dlaczego miałoby mi być tak łatwo??? I zachodzę w głowę co stało się w Lidlu... Wychodząc spotkałam młodgo faceta, który żebrał o drobne. Odprowadzając wózek zastanawiałam się czy dać mu jakąś kasę, czy udać że go nie widzę. I tak sobie myślę „Boże ty byś był dumny ze mnie, że pomagam innym, dam mu monetę, na pewno mu się przyda. Chyba że nie chcesz, żebym mu coś dała to może jakiś szybki znak? No bo po co ustawiłeś mi go przy wyjściu? Na pewno mnie sprawdzasz... Na pewno, dobra, dam mu.” I leze do niego i daje mu drobne. I patrzę mu w oczy i on na mnie patrzy. I pytam czy wszystko u niego w porządku. A on zdaje się nie mówić po angielsku i jeszcze na mnie patrzy tak raczej dziwnie jak odjeżdżam autem. A mnie w oczach łzy stają zrazu, że bidny on taki, a młody i gadam „Boże czy on udaje czy nie, nie wiem, ale proszę cię pomóż mu, bo na pewno się w życiu pogubił”. I odjeżdżam...Do Carrefoura, monopolowego, Metro i do domu. I myślę tak o tym kolesiu i rzucam ku*wami, i trzaskam drzwiami, i wertuję pod siedzeniami, i grzebie w koszyku i torbach i w drzwiach, i wierzyć mi się nie chce, że to ma być ten znak? I teraz? Przed domem? Po tylu godzinach i już pewnie z rozmrożonymi mrożonkami i kałużą z lodu w bagażniku??? No ku*wa dzięki Ci Boże za taki mi znak!!! Następnym razem, jak nie chcesz żebym komuś kasę dała niech się jebnę o słup zrazu, albo się pośliznę, albo niech mnie chociaż jakiś ptak osra! A nie teraz. Kiedy ja stoję przed własnym domem i wejść nie mam jak! NO WSZYSTKIE ZGINĘLY – do drzwi od kuchni, do drzwi od garażu,do drzwi frontowych, a nawet od mieszkania Gertrudy.
Spocona jak szczur, wku*wiona jak nigdy, bez planu na następne 10 minut, bez telefonu, bez kluczy, bez mózgu. Za nic na świecie nie wiem gdzie mogłam je zgubić. Jadę do Gerdy. Włażę przez balkon. Nie wiem czy znowu ważne tu nadmienić, że jestem w 8 miesiącu ciąży i z rozmrożonymi mrożonkami w bagażniku. Z Gertrudą nie chcę rozmawiać bo dymi mi się z nosa i uszu. Zapełniam jej lodówkę i zamrażalkę i jadę do Carrefoura. NIKT NIC NIE WIE. Szukam w zamrażalce z kostkami lodu, może tam wypadły, panie się dziwnie na mnie patrzą, ja zrzucam wszystko na ciążę. ZNIKAM. Po jedyny możliwy klucz jadę do gaszka do pracy 20km od domu. Butelki z alkoholem obijają się o siebie, ale mam już wszystko w nosie. Kiedy ja cokolwiek przygotuję z takim szczęśliwym szczęściem, jakie ja ostatnio mam? Opowiadam po krótce historyję gaszkowi, on modli się o szybsze rozwiązanie dzwoniąc do Metro. NIKT NIC NIE WIE. Biorę jego klucz i znikam. Jadę do Lidla obszukać parking, może mi gdzieś wypadły? Jest ciemno, ale warto się przejechać. Godzina 20:50 O dziwo jeszcze otwarci. Wchodzę i pytam. PANI NIC NIE WIE. Patrzę na nią błagająco w stylu „idź i sprawdź ty łajzo jedna” ale z oczami z filmu kot w butach, poszła.
I znalazła.
„Zostawiła je pani w wózku 5 GODZIN TEMU!”
Jakbym sama nie wiedziała o której ja w tym pieprzonym Lidlu byłam, jakie plany miałam i tylko przez to że żadnych z zaplanowanych zakupów w ich pieprzonym sklepie kupić nie mogłam, i przez tego oszusta, łajdaka, żebraka jednego, który mi głowie namącił od wyjścia, wyjąć ten pieprzony wynalazek z wózka zapomniałam. (Wynalazek zastępuje monety i jak się wklada do wózka to działa jak wszystkie monety. Tylko po jakiego leszcza zrobili z tego breloczek do kluczy bez ostrzeżenia, ze to nie dla kobiet w 8 miesiacu ciazy?)Bo do niego było przyczepione wszystko!

Ale się przecież znalazły.
Więc uśmiecham się ładnie, paluchem wskazuje na brzuch, potem na głowę i krecę kółka dając do zrozumienia ze jestem szajbnieta w ciazy, a nie że zdarza się to na co dzień. Tylko w ÓSMYM miesiącu .
Jadę do Gertrudy po moje zakupy i rozmrożonki. Jest 21.30 jak wchodzę na chatę. Gdyby nie gaszka urodziny jutro (czyli dziś) walnęłabym wszystko do lodówki i poszła spać. A tak... Dziękuję Bogu za pomoc z kluczami, w końcu mogły się nie znależć, a my musielibyśmy wymieniać wszystkie zamki. Otwieram laptoka, szukam przepisu, zagryzam wargi i sięgam po mikser.
EDIT: ponoć gaszek widział żebraka jak szedł normalnie, bez kuli i się nie trząsł jak pod sklepem i wyglądał schludnie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2014, 16:43
Nic z tego nie rozumiem
Miesiączki nie ma, a test niestety negatywny 
5cs
23dc
9dpo
Brzuch zaczął mnie boleć jak na @
Do tego pojedyncze ukłucia tak jakby 5cm poniżej pępka i 3cm w lewą stronę. Zaczęły się wczoraj rano, trwały cały dzień, noc i dziś nadal ukłucia odczuwam. Wstałam pół godziny temu i doszedł mi dość silny ból miesiączkowy. 
Temperatura nieco wyższa niż w poprzednich cyklach, ale i tak pnie się jakby chciała i nie mogła.
Bardzo bolą mnie też piersi (jak co miesiąc o tej porze cyklu). Wczoraj wieczorem nie dałam się do nich dotknąć memu M.
godz. 11:50
Brzuch mnie naprawdę mocno boli... od rana. W taki sposób boli mnie zawsze od 2-4 dnia cyklu podczas okresu. Przestało kłuć poniżej pępka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 sierpnia 2014, 11:52
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.