co zaczyna mi sie kichac, trzeba herbatke z miodem i cytrynka
dziewczyny po czym najczesciej was muli/mulilo w ciazy? ja juz 3 raz mam zyganko przez sen, ale znalazlam jedna wspolna ceche, takie naprawde bardzo nieprzyjemne zyganko mam po bardzo czerwonych owocach/bordowych wrecz...czyli zareagowala tam zle na bardzo dojrzale az czarne czeresnie, bardzo dojrzale figi i wczoraj jezyny...w sumie to prawie kolor podchodzil pod czarny przy tych owocach...cos w nich nie pasuje babelkowi. Trzeba sprobowac zjesc w dzien i zobaczyc co sie bedzie dzialo, moze za pozno je zjadlam...chociaz to bylo o 20.00, spac o 23.00 a zyganko o 3-4 rano...sorki ze taki nieprzyjemny temat poruszam, ale jak na razie u mnie bardzo aktualny 
usg prenatalne 29 wrzesnia o 9.30 rano w PINDERFIELDS HOSPITAL i chyba w nim tez bede rodzic...tylko slyszalam strasznie duzo zlych rzeczy o tym, to nowy oddzial, piekny ale braki w personelu...17 kobiet na 20 ma slabe zdanie o tym szpitalu...kuzwa boje sie, tez szpital jest najblizej, tylko 1km od domu naszego...wiec nawet nie musialabym wsiadac do samochodu...inny szpital to barnsley...ale to 30-40min jazdy....jest jeszcze midwifery unit w pontefract ale tam sa tylko polozne, w razie komplikacji i tak wioza do pinderfield, ale najpierw gin musi sie zgodzic na rodzenie w takim miejscu, bo nie ma znieczulen ani nic...no i dupa, ciezko zdecydowac... 
zapomnialam dodac ze juz zaczelam wczoraj 10ty tydzien ciazy 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2014, 08:56
P. był dziś ze mną w Kościele, po raz pierwszy od 2 lat! 
jajniki bolą, piersi trochę a,rano tak mnie zakłuło w macicy, że aż się obudziłam o_O no i co najdziwniejsze nie mam PMS o_O ovu wyznacza mi @ na wtorek a zawsze już tydzień przed @ gryzłam i mordowałam a tu... nic ;P trzymajcie kciuki 
Dzień 28.
Uff, coś dzisiaj się pokręciło
w kościele tak mi słabo było,że musiałam wyjść a po- wymiotowałam!
czyżby wczorajsza zapiekanka zaszkodziła? Albo przez zaparcie...
Dzisiaj śliczna pogoda, oby burzy nie było później bo chcemy na desery lodowe jechać
czyli niedziela leniwa 
miłego dnia 
Obecnie stram się od pół roku zajść w ciążę, bezskutecznie 
Kiedyś też się starałam przez ponad rok i też bez efektów co wpłynęło na zakończenie mojego związku.
Mam najlepszego faceta na świecie, kocham go ponad wszystko, jest mi z nim najlepiej pod słońcem - brakuje nam tylko dziecka.
Mamy yle planów na czas gdy po ziemi będzie biegała nasza mała wersja. Uwielbiam o tym myśleć, wyobrażać sobie jak to będzie trzymać moje małe cudo w ramionach.
Staram się zajść biorę i kwas foliwy i femibion i używam żelu poprawiający żywotność i ruchliwość plemników i nic... nawet nie mogę dotrwać do dnie gdy mogłabym mieć wątpliwości czy jestem w ciąży bo od razu odwiedza mnie @
Czuje się bezsilna i zaczynam być zrezygnowana. Nie potrafię przestać o tym myśleć, podchodzić do tego na zasadzie będzie co ma być - boję się że i on odejdzie bo nie mogę zajść w ciążę.. Nie chcę być bez niego, zaczynać wszystkiego od nowa, nie ma poprostu już na to sił.
Całe życie marzyłam o tym by mieć rodzinę a tymczasem życie mi nie chce jej dać... dlaczego....
dnia 4września 2014 miałam dość silne kłucie w podbrzuszu teraz z temp. wyszło że mogła być w tym dniu owulacja wczoraj rano tj .6.09 zgobilam beta hcg wynik ujemny a dziś rano po zmierzeniu temp wyskoczyła owulacja na 4,09 a więc za wcześnie na bete więc nadzieja jest w piatek 5,09 czułam się tak jakbym miała być chora dnia 6,09 też tak się czułam lecz do dziś nic i teraz jest ok. jest nowa nadzieja więc oby @ nie nadeszła
to jest kolejna lekcja. To całe zamieszanie z rodzajem porodu ma mnie czegoś nauczyć. I nauczyło! Znowu przekonałam się jak moje bezkompromisowe podejście do sprawy może być złe, jak różne są punkty widzenia, jakim błędem jest zamykanie się na racje innych, nie przyjmowanie do wiadomości, że moja racja nie jest jedyną słuszną... Taka strasznie zadeklarowana zwolenniczka sn nagle dostała cios w postaci skierowania na cesarkę. Operację, której w ogóle nie brałam pod uwagę. Uważałam, że każdy ma prawo wyboru i taką samą matką staje się i po CC i po SN, ale jednak nie rozumiałam CC z wyboru. Tzn. to nigdy nie miał być mój wybór. No bo dlaczego? Przecież sn to wspaniała sprawa i szybko dojdę do siebie! Dopiero te ostatnie kilka dni otworzyło mi tak naprawdę oczy na inne punkty widzenia. Z fazy całkowitej akceptacji dla kobiet które wybierają CC przeszłam do całkowitego zrozumienia! Nie negując nadal swoich dotychczasowych racji i argumentów za SN zrozumiałam, że CC może być równie dobrym wyborem. I jest mi tym trudniej podjąć decyzję. Porozmawiałam z wieloma dziewczynami. I po CC i po SN albo po jednym i drugim. Jestem zaskoczona ilością opinii za CC. Najbardziej cenne są dla mnie wskazówki koleżanki, która przeszła jedno i drugie. Ona o dziwo jest za CC! To nie determinuje mojego zdania, bo trzeba do sprawy podejść indywidualnie. Ona przyznała, że jest typem panikary i użala się nad sobą. Pierwszy poród to było CC po kilkunastu godzinach próby SN. Dochodziła do siebie kilka dni, trzy pierwsze wspomina fatalnie. Po wszystkim czuła się niepełnowartościową kobietą i gorszą matką. Dziś oczywiście wie, że to irracjonalne i bez sensu. Drugi poród chciała przezyć naturalnie. i przeżyła. Wspomina jako największą traumę w życiu, nigdy nie zdecydowałaby się na to znowu. Gdyby miała trzecie dziecko to już bez wahania zdecyduje się na cesarkę. Oczywiście to jedna z wielu opinii. To kwestia tego jak i gdzie przebiegał jej naturalny poród. To kwestia nastawienia i oczekiwań. A sama przyznaje, że w głębi ducha liczyła na to, że skończy się to jednak CC. Wzięła ZZO i nie pozwolili jej sie ruszać, wstawać itd. No ale to już podejście naszego cudnego szpitala CZMP, którego tak bardzo chcę uniknąć... Myślę, że gdzie indziej mogłaby mieć poród aktywny i wyglądałoby to inaczej.
Rozmawiałam też ze znajomą, która CC przeszła w pełnej narkozie. To jest aspekt CC, który mnie najbardziej przeraża- wyjmują dziecko, a ja śpię... I jej opinia jest niesamowicie ważna i cenna... Napisała mi w mailu: "To prawda, ze nie widzialam dzieci od razu, ale z perspektywy czasu chodzi o wspomnienia, ja po prostu wspominam inny moment, jak zobaczylam je po wybudzeniu. Tak czy tak widzisz dziecko pierwszy raz i emocje sa jednakowe mysle... Poza tym, zanim ja sie wybudzilam dziecmi zajmowal sie Cezary, mial swoj bardzo wazny czas z nimi, bardzo to przezywa do tej pory, ze pierwsze 3h byly wylacznie jego. " To jest dla mnie gigantyczny argument za CC i to w narkozie... Dać ten czas P.... To mógłby być najcenniejszy prezent dla niego i jego przyszłej relacji z dzieckiem... Instynkt cały czas mówi mi, że wybiorę SN. Staram się jednak poznawiać wszelkie punkty widzenia i układać sobie w głowie pozytywne scenariusze obydwu rozwiązań. Nie wiem jak to będzie ostatecznie. We wtorek mam wizytę u mojej ulubionej pani doktor. Porozmawiam z nią... I tak już mam to skierowanie, więc może mi szczerze powiedzieć, nie narażając się na jakieś wymuszanie z mojej strony skierowania itp. Oczywiście zapytam też o kwestię kondycji narządów płciowych w dłuższej perspektywie po porodzie, bo to jednak dla mnie cholernie ważne. A o problemach nie piszą tylko kliniki plastyczne...
Tydzień i 6 dni z naszą córeczką. Jutro skończymy 2 tygodnie.
Chciałabym w tym miejscu opisac swój poród, pobyt w szpitalu i to co się dzieje teraz. Uchwycić emocje i te dobre i te złe.
Cz. 1. Poród.
Do szpitala zostałam przyjęta 8.12. Wyniknely problemy zwiazane z moją zakrzepica. W porozumieniu z moim lekarzem odstawiłam heparyne dzień przed przyjeciem do szpitala. Wg niektórych lekarzy to było za wczesnie, wg niektórych za późno. Byly dyskusje. W końcu jednak klamka zapadla. Cc na następny dzień, ja pierwsza w kolejce. Nie bałam sie zabiegu. Jeszcze nie wiedziałam jakie komplikacje mnie spotkaja. Bardziej balam sie tej ogromnej zmiany w naszym życiu. Nie spałam cała noc. Zalecenie pobudka o 5.00, prysznic, ubranie wdzianka operacyjnego. Przyjechala po mnie pielęgniarka i pojechalysmy na blok operacyjny. Tam zobaczyłam na rozpisce swoje nazwisko i nazwisko mojego gina prowadzącego. Uff, a więc wszystko idzie zgodnie z planem. Potem mila młoda pielęgniarka przewiozla mnie do jakiegoś pokoju i zapytała czy chce jej dać komórkę żeby zrobiła zdj. Jasne że chce! Nastepnie pojechałam już na blok. Tam przedstawiła mi sie anestezjolog z asystentka. Zaczęły zagadywac i stres sie rozładował. Zmierzyły ciśnienie. Pierwszy raz w życiu miałam 120, bo jestem niskocisnieniowcem. Pokazaly jak mam siedzieć do znieczulenia i żebym pod zadnym pozorem sie nie ruszala. Wklucie w kręgosłup było bezbolesne, tylko potem wiercenie w nim już nieprzyjemne.
- Będziemy pania musieli znów nakłuć, bo trafiłam na skrzep.
Ok, czekam. Znów skrzep. Trzecie naklucie, trzecie wiercenie w kregoslupie. Asystentka pyta czy wszystko ok. Mówię, że tak ale robi mi się słabo. Doktorka zerka na saturacje:
- Spada ciśnienie. Podać leki kondycyjne! Za chwilę będzie lepiej.
Już leżę, faktycznie jest lepiej. Nie czuję już nog, zakładają cewnik. Laski w szpitalu straszyły, że cewnik zakłada sie przed znieczuleniem. Nie ma to jak głupia plota.
Leżę już, sprawdzaja próbą zimna gdzie kończy mi sie czucie. W sali jest teraz dużo osób. Nade mna stoi instrumentariuszka i zagaduje pytaniami o dziecko. Podchodzi mój doktor:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry Panie doktorze!
Instrumentariuszka:
- No proszę, wwystarczy mężczyzne zobaczyć i od razu uśmiech.
- A bo to znajoma twarz.
- Za chwile nas wszystkich będzie pani znała. Ok, my już tutaj pracujemy na pani.
- Jak to?
- No już operacja w toku.
O matko, ale szybko. Nie poczułam rozciecia. Ponoć czuć to jakby ktoś paznokciem jechał po ciele. Ja nie czułam nic. Instrumentariuszka:
- No, włosów to nie ma dzidzia za dużo.
Anestezjolog:
- Jak nie ma, ma i to czarne.
I nagle okrzyki wszystkich włącznie z moim doktorem:
- O rany jaka duża! Jak ona się tam zmiescila?! Czuje mocne szarpniecie na wysokości mostka, tak jakbym byla rozcieta w pionie a nie w poziomie. Instrumentariuszka:
- 8:27! Mamy ją!
I usłyszałam płacz naszej córeczki. To była najpiękniejsza chwila mojego życia. Popłynely łzy. Instrumentariuszka:
- No, już myślałam że sie pani nie złamie.
Słyszałam placz malej z pokoju obok i pomiary:
-4290 g! 59 cm!
Ile??? - mówi mój lekarz z niedowierzaniem.
Tak że Klara przyszła na świat z przytupem. I to jakim, ale o tym co się wydarzyło podczas tej cesarki później. Na razie lekarz mnie zszywal, tłumacząc swoje kroki studentowi. To trwało dluzej niz sama operacja i przygotowanie do niej. Ale ja byłam w euforii. Pielęgniarka przyniosla mi Klare na calusy i przylozyla do buzi. Dostała pierwsze buzi zza maseczki. Korona- dziecko😄 Potem lekarz mi pogratulował, kazal upomnieć sie o Clexane po wypisie i sie pożegnał. Ech, o Clexane wcale upominac sie nie musiałam, bo uważali na te moją zakrzepice jak na jajko. Potem pojechałam do sali pooperacyjnej. Pielęgniarka przyniosla mi komórkę ze zdjeciami, pogratulowala i powiedziala ze mała jest piekna. To było bardzo miłe. Tam leżałam ok 7 godzin. Czułam że mam skrzydła, emocje we mnie kotlowaly. Wyslalam wiadomości ze zdjeciem bliskim. Zaczęłam ćwiczyć rekami, tak jak nas uczyli na szkole rodzenia. Po jakimś czasie przywiezli nam maluchy i dostawili piersi. Pierwszy raz poczulam jaki to mocny chwyt i całkiem bolesny. Mleka jeszcze nie mialam, ale mała sobie possala. Jest wymarzoną królewną, słodką kluseczką. Pokochałam ja od razu. Strasznie chcialo mi sie spać jak tak lezalam z mała, ale nie chcialam przy niej zasnąć. Potem ja wzieli, ale wyspałam sie jakas godzinke i przyjechaly po mnie pielegniarki i zabraly na sale poporodowa. Przyszła babka żeby mnie spionizowac. Musialam wstać, nie było zmiluj się. Ból brzucha jest spory, tak jakby wszystko tam było w środku rozerwane. No bo przecież było. Jakos wstalam, przeszłam sie kawałek. Cewnik zostawiono mi na noc. Alez to super sprawa. W ogóle nie czuć, że chce się lać, bomba. Przeniesiono mi jeszcze mała, ale potem poprosilam żeby ja wzieto na noc. To była ostatnia noc porządnego snu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 15:50
Bolą mnie zaawansowane ciąże i noworodki ... Zwłaszcza w telewizji bo przypomina mi to że ja tego nie będę miała w najbliższym czasie ... Ta druga strata trochę na nowo każe mi przeżywać i pierwszą... Powinnam dziś zacząć 8 miesiąc ciąży... Ciekawe że od kilku dni jest gorzej... Eh ... byle do października... będzie choć nadzieja ... byle do reszty wyników, może czegoś się dowiem.
Kolejny dzień pełen nadzieji oby do jutra by temp była na tym samym poziomie oj tak bardzo bym chciała
17 dzień cyklu
49,9 kg
wg mnie 2 dpo
dzis od rana bolał mnie lewy jajnik...no i prawie podpalilam nam mieszkanie! Wychodząc do kościoła nie wyłączyłam mięsa na piecu! No i domu bylo aż siwo od dymu nie wspominając o zapachu
do tej pory sie wietrzy...
ale za to poszlismy na mega długi spacer i obiad zjedliśmy w knajpie żeby nie siedziec w tym smrodzie!
oboje nakręcamy sie ze tym razem sie uda! M. znów ma taka radość w oczach! Oby nie zgasła!
______________
1 śniadanie: owsianka z goja, amarantusem i pomarancza
2 śniadanie: chleb słonecznikowy z bialym serem
obiad: pierogi ruskie, surówką z marchewki i bialej kapusty, świeży sok z pomaranczy
podwieczorek: lody wanioliowe z borówka amerykanska i amarantusem
kolacja: frytki z selera
Założyłam pamiętnik, żeby wszystkie badania poukładać w jedną logiczną całość tak więc:
w maju 2010 roku poszłam do gina, bo okresu nie miałam już 8 miesięcy, dostałam luteinę na wywołanie, zrobili mi cytologie i zlecenie USG
-19,05,2010 dostałam wyniki usg, poszłam do gina z opisem
'' Macica prawidłowej wielkości o echu jednolitym. Endometrium 7,5 mm linijne. Jajniki o strukturze policystycznej. Zatoka Douglasa wolna''
Gin powiedział że wszystko jest ok a ja mu uwierzyłam i nie szukałam odpowiedzi u wujka google
i zaczęło się faszerowanie mnie luteiną, w styczniu 2012 poszłam już mocno zaniepokojona że nadal się nie udało i co zrobił mój gin, zerknął w opis usg robionego półtorej roku wcześniej i oznajmił że jejniki policystyczne i to dlatego, to była moja ostatnia wizyta u niego.
Zaczęłam chodzić prywatnie i do dziś chodzę do tego samego gina a leczenie było takie:
-14,02,2012 badanie FSH, TSH, Prolaktyna wszystko w normie
cykle na clo
-12,03,2012 badanie nasienia, wszystko w normie
-24,01,2013 hsg, niestety leukocyty w wymazie
pozbywanie się świństwa
znów cykle na clo
-19,06,2013 badanie AMH wynik 6,42
-07,08,2013 laparoskopia podczas której wykonano nakłuwanie jajników, jajowody drożne i ogólnie wszystko ok
wrzesień/październik 2013 cykle z owulacją
grudzień cykl na clo, bezowulacyjny
styczeń 2014 gonal 75j. 4 ampułki i brak reakcji ze strony moich jajników
-07,02,2014 badanie TSH, FSH, LH, Prolaktyna i Insulina, podwyższone TSH i Prolaktyna, zalecenie euthyrox 50 1x1 i bromergon 1/2x1 po miesiącu powtórzyć
-10,03,2014 TSH w normie Prolaktyna poniżej więc zmiana dawki na 1/2 co drugi dzień a euthyrox zmniejszony do 25 1x1
zepsuło się nam auto i nie mieliśmy chwilowo kasy żeby wydawać ponad 600zł na gonal więc postanowiłam poprosić o tabl anty żeby jajniki się ładnie wyciszyły
kwiecień i maj na tabl anty
i tutaj przełom 28 maja dostałam @ i nie poszłam już po recepte na 3 opakowanie antyków i oto
14 lipca dostałam @ bez luteiny, bez anty pierwszy raz od ponad 4 lat
poszłam za ciosem i od 3 dc clo
16dc był pęcherzyk 16 mm
kolejna wizyta jest ciałko żółte
jakby tego było mało po owu temp poszła ładnie w górę więc wszystko zaczęło się ładnie regulować, niestety nie udało się stworzyć Groszka
20 sierpnia @ od 3 dc znów clo, monitoring 15 dc i kolejna niespodzianka jest pęcherzyk ale nawet go nie mierzymy bo już był taki pofalowany więc owu dosłownie w ciągu godzin miało wystapić
od 3 dni temp poszła w góre i utrzymuje się na 36,5 i czekamy na te upragnione II kreski 
Mamusia i Tatuś czekają Groszku 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2014, 21:09
Cześć 
Założyłam pamiętnik, żeby mieć miejsce, gdzie mogę napisać co mi leży na sercu, i żeby mieć dokąd wracać, przypominać sobie te przeżycia, kiedy już nam się uda i zobaczymy upragnione 2 kreski na teście 
Od kilku dni (w zasadzie od dnia, w którym teoretycznie mogło dojść do zapłodnienia) mam dziwne objawy - ciągnie mnie lekko macica, mam wzdęcia i lekkie bóle podbrzusza, wczoraj nawet było mi niedobrze w samochodzie, co nie zdarzało mi się od lat. Tłumaczę samej sobie, że to niemożliwe, żeby objawy wystąpiły tak szybko, no i bardzo mało prawdopodobne, żeby udało się nam za pierwszym razem - przy moim PCOS, brzydkich wykresach, wzrostach i spadkach temperatury, przy stymulacji owulacji pewnie będzie nam dane poczekać na ciążę dłużej, niż muszą czekać zdrowe pary. Te objawy mnie dziwią, bo zwykle należę do osób mocno stąpających po ziemi i nie wkręcających sobie nie wiadomo czego - ale rzeczywiście, od kiedy podjęliśmy decyzję o staraniu się o dziecko, cały mój świat zaczął się kręcić wokół tego tematu. Słyszałam już wprawdzie o "odpieluszkowym zapaleniu mózgu", ale żeby dostać odstaraniowe zapalenie?
Widać ktoś musi być pierwszy 
Test ciazowy ponownie negatywny. Niech ta glupia @ juz przychodzi 
Do tego jak malpa sie pofatyguje to dni plodne beda zaraz po wakacjach... jak Maz bedzie na delegacji. ech.
przez to mi jeszcze bardziej smutno
((
Zaczynam się bawić w czyszczenie szafy 
Jeśli jakaś dziewczyna chciałaby nabyć jakiś ciuszek to zapraszam:
http://www.vinted.pl/members/357074-mrth666
Rzeczy są nowe, nieużywane lub sporadycznie i w idealnym bądź bardzo dobrym stanie. Niestety dość często zdarza mi się kupić coś pod wpływem chwili...ale walczę z tym 
Na razie tylko spódnica bo przed chwilą się za to wzięłam ale myślę że z czasem się rozkręci...
Co do starań to boję się że cykl będzie bezowulacyjny. Niby się teraz nie staramy ale na dłuższą metę byłoby to dużym problemem. Odkąd się obserwuje to od dwóch lat co miesiąc miałam owulację potwierdzaną monitoringami, testami owu a potem tylko testami (wcześniej idealnie pokrywało się z monitoringami) Podejrzewam że jeden cykl, dwa miesiące temu mógł być bezowulacyjny ale podobno jeden lub dwa w roku to nawet norma więc nie panikowałam (w ciągu dwóch lat jeden bezowulacyjny? Idealnie!). Ale w tym miesiącu znowu? Drugi raz w ciągu takiego krótkiego czasu?
Mam 11 dc a test dalej baaardzo negatywny
Te dziewczyny co mnie znają wiedzą że mam szybkie owulki, 9-10 dc. A teraz prawie nic. W tym tygodniu mam ginka to zobaczymy co mi powie. Mam nadzieje że nie będzie jeszcze problemów z owulacją, bo mimo że od takiego długiego czasu miałam co miesiąc to i tak się nie udawało ;( Jeszcze by mi tego brakowało...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2014, 22:33
Mam dylemat - miałam od połowy września zacząć chodzić na pilates..
Ale teraz się boję
Po inseminacji najchętniej bym się położyła do łóżka na 2 tyg żeby nie zaszkodzić. A ćwiczenia??
Powinnam uważać na siebie aż tak bardzo??
Pilates nie jest dla mnie aż tak ważny jak dziecko, mogę z niego zrezygnować. Co robić?
Wczoraj symbolicznie pożegnaliśmy się z naszym synkiem. Postawiliśmy znicza na grobie małego dziecka. Mam nadzieję, że teraz będzie nam lżej ☺️
Kurczę, właśnie doczytałam, że ból krzyża to też ciążowy objaw - słowo daję, nie wiedziałam, a plecy mnie w krzyżu napieprzają jak cholera od 3 dni... Byłam pewna, że to od podróży - w ciągu ostatnich 3 dni zrobiliśmy 800 km autem. Cholera, muszę skończyć czytać te ciążowe tematy 
Z każdej strony atakują nas szkodliwe substancje.
Parabeny znajdujące się min. w kosmetykach są szkodliwe, każdy może o tym poczytać w Internecie. A ja kupiłam płyn micelarny do zmywania makijażu firmy T. który kosztuje 40 zł.!! na opakowaniu którego piszą: ZERO alergenów, sztucznych barwników PEG-ów (co to jest???)itd. (no wspaniale, ach jaka będę piękna i zdrowa - pomyślałam)
ALE dzisiaj czytam skład, a tam: PethylPARABEN, PropylPARABEN.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2014, 23:15
Dziś niedziela, weekend spedziłam nad jeziorkiem. W piątek byłam u gina z wynikami hsg i badania plemników. Ta wizyta to było totalne zaskoczenie, i dla mnie i dla gina.
Dla mojego gina bo spodziewał się zupełnie innych wyników badań i miał inne plany "leczenia" wobec mnie - podejrzewał że po zapaleniu otrzewnej i operacji mam niedrożne jajowody. A tu się okazało że problem to plemniki. Zapytał gdzie mąż pracuje bo tak słabej jakości nasienie to mają górnicy. A mój facet pracuje w banku 
Dla mnie ta wizyta była zaskoczeniem bo wobec takich a nie innych wyników badań mój gin, bez dłuższych wstępów, zalecił mi w następnym cyklu inseminację! 
Muszę przyznać, że trochę zachłysnęłam się tą wiadomością, z radości
Jakoś tak mam przeczucie że to droga bardzo na skróty ale skuteczna! Wolę radykalniejsze rozwiązanie byle szybciej i skuteczniej mieć efekt.
A tak w ogóle to ucieszyło mnie też to, że ta inseminacja jest taka "prosta", myślałam żę to bardziej skomplikowany i żmudny proces. I przede wszystkim ucieszyło mnie to że nie muszę jeździć po innych miastach, tylko tą inseminację może przeprowadzić mój gin w swoim gabinecie. To dla mnie duża ulga.
Po wizycie ujrzałam mnóstwo plusów
Wiem że inseminacja to tylko 20% szansy powodzenia ale strasznie się ucieszyłam, tak jakby już mi się udało. Wierzę, że teraz na pewno się uda
Może naiwnie ale wiem żę na Boże Narodzenie będę już w podwójnej wersji
Nie wiem dlaczego ale poprostu to wiem.
Nie wiem czy dobrze robię, że to piszę, bo może zapeszę. Ale nieważne 
Pierwszy raz czuję taki optymizm. Nawet ten mój obecny cykl średnio mnie już kręci bo pewnie będzie tak samo "ułomny" jak poprzednie cykle. Te same objawy, ta sama płaska tempka bez "achów" i "ochów"
Mój facet natomiast nie jest tym faktem zachwycony, inseminację uważa za swoją porażkę. Wolałby naturalnie, bez lekarzy, bez wspomagaczy. No ale przecież nie wychodzi więc...
Myślę, że jak usłyszy bicie serca swojego dziecka to zapomni o dylematach 
W nowym cyklu od 3 do 7 dc mam brać clostilbegyt, potem koło 11-12 dc zgłosić się na obserwację owulacji, jeśli będzie odpowiednie jajeczko to dostanę zastrzyk który w ciągu 24h spowoduje owulację. W między czasie mój facet ma dostarczyć nasienie, które zostanie jakoś tam obrobione, plemniki odżywione i przygotowane. A potem to spreparowane nasienie gin zapoda mi do macicy. W przypadku niepowodzenia druga, ewentualnie trzecia próba.

Weekend w Poznaniu zakończony - na panieńskim było super, wytańczyłam się na maxa
Oczywiście pilnowałam się z alkoholem, prawie nic nie piłam a trzeźwa bawiłam się w klubie fantastycznie, bo miałam bardzo dobry nastrój.
Dziś 26 dzień cyklu czyli teoretycznie powinnam dziś dostać @ chociaż czasem mam odchylenie 1-2 dni. Robiłam w sobotę rano test i niestety negatywny. Kalendarz pokazuje , że za wcześnie na test, powinnam go zrobić dopiero na dniach, ale wolałam przed imprezą w razie co wiedzieć, że jestem w ciąży. No cóż, jest jeszcze malutka szansa na ten cykl, chociaż nastawiam się już na obserwację i działanie w kolejnym, po pierwszym świadomym cyklu jestem już bogatsza w wiedzę na temat swojego cyklu i objawów owulacji, bo nigdy wcześniej się tym tak mocno nie interesowałam.
No dobra, czas przygotowywać się do pracy, w tym tygodniu lepsza zmiana- 10-18 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.