Mialam dzis wolne.. caly dzien sie byczyłam..glowa mnie bolala ale to przez ta pogode napewno. Juz niedlugo owulka z moim zelem wiem ze on cudow nie zdziala ale napewno nie zaszkodzi. Nie kupiłam jednak tego testu na sperme boz stwierdzilam ze to bez sensu on nie jest taki dokladny wprawdzie potrafi ocenic liczbe plemnikow ale juz ich prawidłowej budowy nie wiec uzbroje sie w cierpliwosc i w grudniu zrobimy to jak nalezy....Wogole to z grudniem wiaze duze nadzieje

jakby to bylo pieknie gdybym zaszla w ciaze w listopadzie ...na wigilie kropek byl by z nami..ale to tylko marzenia

śluuuuuzzzzz!!! wczoraj taki wodnisty jak pisałam a dzis bardzo rozciągliwy, lekko żółtawy - taki śluz 5 dni przed spodziewaną @????
dziwne...
tym bardziej, że takiego śluzu juz dawno nie widziałam. zazwyczaj przed @ uczucie suchości.
bóle jak na @.
dobranoc.
...

To zaczynamy! Puregon 50j. Od dzis próbujemy naturalnie z intralipidem. Moje odczucia - zwątpienie ... wiem, ze powinna być euforia, ze działamy, robimy, nowy lek... ale poki co nie ma... brakuje takiej wiary... tylko dlaczego to nie wiem... skoro teoretycznie nie wiem jak mój organizm zadziała na leki do stymulacji... jestem ostatnio generalnie rozdrażniona... znowu wychodzi ze mnie wredna małpa, która nie znosi sprzeciwu... wstyd mi za to... ale ciężko mi z tym walczyć, zwłaszcza w listopadzie, najgorszym jak dla mnie miesiącu... traktuje te cykle jak rozgrzewkę przed ivf, uda się to cudownie, jeżeli nie, to cóż... nie będę zaskoczona.. ale próbować zawsze warto. Czas pokaże... poki co w piątek odpoczywam podczas pierwszej kroploweczki. Jakieś turbo doładowanie by się przydało 💪 ktoś coś poleca?

13 dpo. Na teście ciążowym cień drugiej kreski ale po dłuższym czasie (kilkanaście minut). Temperatura wysoka, brzuch boli jak na miesiączkę. Bardzo ciekawe co z tego wyniknie - dowiem się jutro - albo test będzie dodatni albo przyjdzie @...

Karo_27 Moja walka - wygrana? 22 sierpnia 2025, 12:21

Końcówka sierpnia - dzień po 4 rocznicy ślubu. Za 2 tygodnie skończę 30 lat.

Dużo się działo, dużo też niefajnych rzeczy - ze mną i między nami. Chciałabym o tym zapomnieć.

Śmiało mogę powiedzieć, że jeśli do tej pory uważałam że ten proces „starań z pomocą medyczną” jest trudny, to ostatnie 2 miesiące przekonały mnie, że to w sumie było niewiele.

Nie będę się tu zanadto rozwijać o różnych trudnościach poza staraniami: pogrzeb babci i jego sądowe konsekwencje, odwołana operacja siostry, zagonienie i trudna współpraca w pracy, ale chcę mówić o tym, czego ostatnio doświadczyłam duchowo i cieleśnie.

Nie wiem, czy to jest szukanie wymówek i usprawiedliwień, ale zacznę od początku. Najpierw były antybiotyki przez 20 dni. Na początku czułam jakby coś mnie paliło żywym ogniem np. w przełyku. W międzyczasie miałam na przemian bóle brzucha, silne bóle głowy, ogólne osłabienie organizmu i nasilenie problemów z koncentracją. W międzyczasie wzięłam pierwszy zastrzyk ze sztucznej menopauzy. Efekty łączone - czułam się słabo, miałam problemy z błędnikiem, mdłości.

Szczęśliwie, w końcu skończyłam antybiotykoterapię. Na początku sierpnia kolejny zastrzyk - diphereline. I tu już był hardkor. Nagle znikąd pojawiają się poty, czuję uderzenia gorąca, włosy mi lecą z głowy i czuję że ledwo się tam trzymają, ale najgorsze to całkowite rozchwianie emocjonalne. Od depresji do euforii. Bardzo często chce mi się płakać, wkurzam się z byle powodu, mam stany depresyjne. Czasem wydaje mi się, że tracę nad sobą kontrolę. Chyba to przelało czarę goryczy i zdecydowałam, że więcej sobie nie będę robić takich rzeczy. Że już mam tego wszystkiego dość.

Ostatni zastrzyk - 4 września. Wcześniej- 2 września mam mieć kwalifikację do transferu. A w poniedziałek teleporada z dr J. -mam nadzieję na rozpisanie leków do transferu.

W każdym razie wciąż mam nadzieję na 6 transfer pod koniec września/na początku października.

Jedna koleżanka za chwilę rodzi, ostatnio wyświetliła mi się na fb sesja brzuszkowa dawnej znajomej. A ja jestem w innym miejscu i nie wiem, czy kiedykolwiek w takiej sesji wezmę udział.

Czuję lęk, ale też cieszę się, że ten transfer już niedługo. Coraz częściej mam myśli, że już chcę mieć spokój. Tak, boli cholernie, ale nie można wciąż żyć w zawieszeniu- szczególnie gdy wszystko się sypie (tak jak ostatnio u mnie).

Ten rok 2025 to będzie rok domknięcia, rok, który mi da odpowiedź na pytanie, czy biologiczne macierzyństwo jest moją drogą.

Dziękuję Wam, które to czytacie i dopingujecie. Z całego serca. I choć czuję ukłucie, gdy kolejne dziewczyny z forum ogłaszają swoje dwie kreseczki, to także czuję radość z Waszego szczęśliwego zakończenia i wiem, że Wasze dzieciaczki będą miały najwspanialszych rodziców i będą ogromnie kochane.

W końcu o to chyba wszystko chodzi- o to szczęście, miłość, pełnię. Może też tego zakosztuję, a może coś innego jest mi pisane. Trzymajcie się ciepło, do usłyszenia niedługo ;)








Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2025, 12:26

<3 14 tydz 6 d według belly <3 15 tydzień 3 d według usg <3
38% na wykresie...

Dopadło nas choróbsko :( wczoraj byliśmy i u lekarza rodzinnego i u gina bo się martwiłam żeby przez ten kaszel się coś maleństwu nie stało <3 na szczęście wszystko jest ok :) kruszynka rośnie ma 8,90cm,serduszko bije :) a wierciło się maleństwo na Usg że aż miło było patrzeć :) <3 na kaszel mamy syrop stodal i psikanie do gardła,oprócz tego tabletki bo niestety przyplątała nam się infekcja pęcherza :(jednak gin powiedział że to częste w ciąży i żeby się tym nie martwić :) byłam u innego gina i chyba się do niego przepiszę,tak porządnie nie byłam przebadana od początku ciąży,poza tym wszystko sam mi mówił a nie musiałam z niego wyciągać :) <3 <3 duże buziaki dziewczyny <3 pozdrawiamy wszystkie ciocie i przepraszamy za ostatnią nieobecność ;)
a tu nasze maleństwo kochane <3
8b4a72ab0e3e1c9dm.jpg

08c43ffaa37c0648m.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2015, 12:00

Mamax Walka o Bobo. 11 listopada 2014, 10:55

Jestem zmeczona i nie mam juz sily. Prawie cala noc nie spalam. Dokuczala mi mega zgaga przez ktora zwymiotowalam. Do tego nadal mam zapchany nos i brzydki kaszel. Za cholere nie przechodzi i jak tak dalej pojdzie to bede z nim rodzic...Julianek tez jakby mniej mi sie ruszal. Chyba obydwoje mamy juz tej sytuacji dosc i chcielibysmy sie spotkac po tej stronie brzuszka. Obiecalam sobie ze wezme sie za solidne porzadki a tymczasem nie mam sily ruszyc reka czy noga. Tymczasem skurcze jakby zamilkly a ja ich nie pobudzam wiec jak nic przeniose ciaze...Kurcze i gdzie podzialo sie to przyslowiowe wicie gniazda bo u mnie go nie ma...Ech nic nie robie tylko narzekam. Nie lubie takiej siebie, ide spac...

Jakaś płaczliwa się zrobiłam... patrzę na mojego Dieselka i włączają mi się łzy... dlaczego? hmmm chyba za bardzo zaczynam porównywać jakby to było gdyby ten grubasek był naszym straconym dzieciątkiem... Patrzę jak mąż bawi się i opiekuje tym psiakiem i tak cholernie mi źle że nie mogłam dać Mu dziecka :(
Wiem że bitwę przegraliśmy ale wojna nie skończona bo zakończenie wojny może być tylko pozytywny dla nas!!!

Mąż wczoraj powiedział coś co może być dziwne ale ja nawet chciałabym by było to prawdą... "a może dusza naszego aniołka jest w Dieselku" Kiedy kładzie się spać z nami to tak się przytula że ciężko nie pomyśleć w ten sposób...

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 11 listopada 2014, 11:01

Dziś 26 dzień cyklu test negatywny ale niczego innego się ni
e spodziewalam. Przed nami jeszcze 2 cykle starań w tym roku. :)

26 tydzień
Robimy z M coś szalonego :-) W sobotę bierzemy ślub cywilny ale historia jest mocno zakręcona. Przyleciałam do Polski już prawie miesiąc temu i totalnie się leniłam (najpierw w Warszawie u przyjaciółki). M doleciał na 2 dni aby zamówić obrączki na ślub, który planowaliśmy w grudniu w Ambasadzie Polskiej w Londynie (tylko dlatego, że od dawna wiedzieliśmy że na obrączki z Apartu czeka się ok 20 dni roboczych). M zamówił i wrócił do UK a ja pojechałam na południe Polski do rodziców. Szok przeżyłam jak już po 3 dniach dostałam sms z Apartu że obrączki są gotowe, do odbioru. No więc wszystko stanęło na głowie bo stwierdziliśmy że to szansa, trzeba ją brać za ogon. Teraz możemy wszystko zrobić żeby rodzina w grudniu (minimum 7 osób) nie musiała do Londynu przylatywać (większe to koszty i problem z zakwaterowaniem tylu osób). No więc praktycznie od zeszłego tygodnia wszystko załatwiamy - kierownik usc zgodził się na termin 15 listopada (podanie złożymy dopiero jak M przyleci w czwartek). Głowa pęka od stresu - restauracja, kwiaty, fotograf, fryzjer, hotel dla gości bla bla... a do tego najważniejszego jeszcze brak. Sukienki (4 sztuki w dwóch różnych rozmiarach) zamówiłam przez internet z dostawą do UK więc w czwartek dopiero M mi je przywiezie. Zacznie się mierzenie i płacz, jeśli okaże się że wszystkie za małe albo beznadziejne :-))) ehhh... już chciałabym aby było po wszystkim, Helence jakoś nie pasuje dawkowanie jej mojej adrenaliny - kopie i szaleje jak opętana aż matka w podskokach cały czas :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2014, 11:05

pleasure ... 11 listopada 2014, 11:12

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2017, 11:00

Postanowiłam coś napisać, mimo że na ovu jestem regularnie to jakoś zaniedbałam pamiętnik i forum. Bo cóż mogę pisać, skoro postępów brak?
Pięć dni temu byłam u lekarza, jak zwykle, WSZYSTKO W NORMIE, kolejna wizyta dopiero w marcu, bo lekarz na razie nie wie co ma więcej badać, kazała przebadać się w końcu facetowi, no ale mój D. jest strasznie oporny, po pierwsze ma już swoje dziecko, więc i presja mniejsza, po drugie boi się, zwyczajnie boi się usłyszeć gdyby coś było nie tak.
W lutym chce wysłać go na badanie nasienia, i nie ma że boli.
Jeśli chodzi o moje samopoczucie to raczej nic się nie zmieniło,jestem zmęczona, zakompleksiona i nie czuję się dobrze psychicznie, jestem przed okresem (już nawet nie łudzę się że go nie dostanę) co pogłębia mój zły humor, bolą mnie piersi, jajniki i jestem napuchnięta.
Wieczorami łzy popijam winem, bo mam problemy z zaśnięciem, zbliża się czwarty rok bezowocnych starań, straszne uczucie...
Muszę poczytać trochę o inseminacji, jestem zdeterminowana, jeśli po dwóch próbach sie nie uda to będę chciała iść na in vitro, do 35 roku życia można starać sie o dofinansowanie na zabieg.
Problemem jest znowu mój D., on jakby w ogóle nie przyjmował tego do wiadomości, ostatnio nawet powiedział że według niego "jeśli kobieta nie może zajść w ciąże, to nie powinno się jej pomagać, bo to selekcja naturalna", dostał ode mnie w twarz i miałam poważny kryzys, myślałam nad sobą, i doszłam do wniosku, że zawsze bałam się tego, że zostaną taką kobietą jaką jestem teraz, inaczej sobie to wyobrażałam, tą dorosłość, i nawet w najgorszych myślach, nie sądziłam że moje życie będzie takie do dupy.

Alicja83 Strach 11 listopada 2014, 14:56

witam

siedze sobie i znowu zaczynam myslec dlaczego nie moge zajsc w ciaze przecierz ponoc wszystko jest ok - tak mowia lekarze

z jednej strony chcialabym byc w ciazy z drugie strony ogarnia mnie rezygnacja do walki o ta ciaze, niewiem co jeszcze moge zrobic zeby sie udalo

rady typu wyluzuj - nie bardzo pomagaja gdy czlowiek probuje i probuje i zero efektu, kazdy zacznie myslec i drazyc co jest nie tak

gdziesz przeczytalam:

" Nie planuj nic. Nie przewiduj tysiaca mozliwych opcji. Daruj sobie myslenie o tym co bedzie. Od zycia dostaniesz i tak to, czego kompletnie sie nie spodziewasz "

Dziwne tylko jest to ze inne planowaly i sie udalo a ja od maja 2012 planuje i co nic

ooooo

Dzisiaj przymusowy dzien wolny, moj mezu spuchl na buzi od zeba :( z pracy dzisiaj nici choc nie narzekam :D w domu syf, obiad zrobilam wczoraj..nic mi sie nie chce :D male wariuje w brzuchu od 7 rano...wczoraj jak moj mi macal brzusio ( chcial wyczuc gdzie male lezy) to dostalam 3 kopy pod rzad :D hahah ale sie zdziwilam :D
plan na dzisiaj : kuzwa posprzataj dom leniu!
juz czuje sie lepiej, choc nadal kicham..zrobie dzisiaj soki : pomaranczowy, jablkowo-marchewkowy i mam kilo kiwi zeby dodac zasztrzyk wit c :D synka wczoraj tez rozlozylo: mdlosci i goraczka..jestesmy wszyscy w domu bo w szkole go nie chce jesli ma wymiotowac...jakas grypa zoladkowa jak nic..wszyscy dookola na nia narzekaja...az mi sie przykro robi jak patrze na mojego mezusia...3 dni choroby i tearaz ten zab..az oka mu nie widac...wzial antybiotyk, paracetamol i spi biedaczysko...slodki chomiczek :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2014, 12:01

dziewczyny na forum poruszyly temat porodu a ja sram w gacie :( boje sie jak cholera bow wiem czego moge sie spodziewac.

Martwi mnie tylko malenkie plamienie w 10dc, nie mam pojecia od czego one moglo sie wziasc. byla to koloru brazowego i nie bylo tego duzo, na czytalam sie roznych rzeczy i martwie sie. Cytologie mialam robiona w maju i byla ona idealna,ale mamy listopad, nadzerki tez nigdy nie mialam, moze to plamienie okoloowulacyjne??? sama juz nic nie rozumiem????


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2014, 16:46

olala35 Bezradna... 11 listopada 2014, 13:55

Boję się...
boję się, że niedługo minie nam dwa lata starań i nic to nie zmieni. Magiczne dwa lata... Większość znajomych bez problemu zaszła w ciążę i urodziła zdrowe dzieci. Znam tylko dwie pary, które starały się dłużej - właśnie dwa lata - i w końcu im się udało. Magiczne dwa lata... Tylko, że oni mieli jakieś konkretne problemy, z którymi walczyli. My walczymy z wiatrakami, z losem, przeznaczeniem? nie wiem z kim, z czym. Nie ma przecież konkretnego powodu, dla którego się nie udaje.

Początkowo myślałam, że może trzeba cierpliwie poczekać, właśnie te dwa lata i wtedy się uda, skoro innym się udaje. Ale teraz coraz bardziej się boję, że te dwa lata miną, a u nas nic się nie zmieni... Bo gdyby miało się udać, to już by się udało.
Bałam się kiedyś, że jak już zdecydujemy się na dziecko, to nie będziemy mogli. Jak po roku się nie uda, to pójdziemy do kliniki. Ale bałam się tego. Później wiedziałam, że jak nie będzie wychodzić to podejdziemy do inseminacji. Bałam się, że one się nie udadzą, choć zawsze miałam nadzieję.
Pół roku temu mówiłam koleżance, że zamiast zbierać kasę na wymarzony urlop, powinnam zbierać raczej na in vitro, bo do niego dojdzie. Ona z kolei mówiła, spokojnie, jedźcie na urlop, wyluzujcie, uda się. Nie udało się.
Boję się tego, ale wiem, że tak będzie. A najbardziej się boję, że jak już dojdzie do tego in vitro to i tak się nie uda...

Straszne jest to samospełniające się proroctwo. Choć robię wszystko, by się nie spełniło, mam nadzieję, że jednak będzie inaczej, ale i tak moje obawy zawsze się potwierdzają.

Boję się... I co z tego?

witam wszystkich ciąża pozamaciczna zakończyła się 27.09.14. zaczęłam stosować wiesiołek i mniszek do owulacji od 20.10 zaczełam stosować luteinę przez 9dni. 38dc 2 testy ciążowe pokazały dwie kreski zaskoczenie ;) w 41dc beta HCG 832.8 super radość jutro robię kolejną bete i zobaczymy czy moja radość będzie trwała oczywiście jak w każdej ciąży dzisiejszej nocy obudził mnie potworny ból brzucha nie wiem czy się martwić czy zlekceważyć ;/ ? na razie moja radość trwa i to jest dla mnie ważne ;)

zniecierpliwiona czekam na wynik bety HCG

18dc. Jestem już po owulacji. Teraz pozostaje mi czekać...

Dzisiaj dzień wolny od pracy. Wreszcie mam czas żeby poczytać Wasze pamiętniki i pooglądać wykresy...
Tak jakoś mi smutno. Tak bardzo bym chciała żeby tym razem się udało :( Nię chcę robić sobie nadziei bo rozczarowanie później jest bolesne, jak widzę plamienie zwiastujące nadejście @@@.

Mój M na poddaszu pracuje. Dzisiaj skończył pokój dla przyszłego potomka... już obmyśla gdzie co postawi itd a ja poprostu boję się sięgać tak daleko. Najpierw muszą być dwie kreski na teście a z tym też bywa później różnie... Wydaje mi się to takie odległe... boję się że za jakiś czas dowiem się że coś jest ze mną nie tak... że nasze marzenie nigdy się nie spełni :( wiem straszną pesymistką jestem. Ale naprawdę potrzebuję wyrzucić to wszystko z siebie.


Na początku liczyłam kiedy ewentualnie urodzę oglądałam wózki, doszukiwałam się objawów itd teraz tak nie chcę, nie chcę się nakręcać. Będę się cieszyć jak na teście będzie II kreski i tyle :(

Boże kochany wysłuchaj moich próśb, pozwól cieszyć mi się macierzyństwem, nie każ nam tak długo czekać :( braciszku [*] wstaw się za nami u Niego!

Ostatnio robiłam LH i estradiol w 13dc a progesteron mam powtórzyć w 19dc. Teraz staram się być bardziej skupiona na badaniach.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 listopada 2014, 15:06

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)