23 dzień cyklu

Święta, święta i po...Udało przeżyć się je bez większych smutków - no może poza wigilią. Owulacja potwierdzona - teraz tylko musimy czekać na efekty naszych "prób". Mam nadzieję, że Nowy Rok przyniesie nam dobrą nowinę.

elcia_aa endomendo 27 grudnia 2014, 17:17

Dzisiaj zauważyłam na bieliźnie kremowy śluz pomieszany jakby z krwią? Jestem w 7 dni po owulacji, takiej przypuszczalnej, bo sama ją zaznaczyłam po konsultacji z ginką. Może plamienie implantacyjne? Zaraz muszę poszperać jak ono wygląda :)

Marlena Szukając motyla. 27 grudnia 2014, 17:17

Święta minęły a ja w końcu mam czas coś napisać.
Nie były to najszczęśliwsze święta w moim życiu, zresztą po 2007 roku już nigdy nie były one do końca szczęśliwe. W 2007 roku w wigilię zmarł mój dziadek, który był dla mnie jak ojciec. Od tego roku wigilia jest też rocznicą jego śmierci, nigdy już nie była taka sama. Teraz jeszcze doszła świadomość że podczas tych świąt zabrakło jeszcze jednej osoby, że jeszcze ktoś powinien z nami być. Ogólnie było do dupy.
Na dodatek przed świętami Łukaszowi wypadł dysk, masakra. Taki połamany chodził, strasznie było mi żal biedaka.
Czarę goryczy przelał fakt że zostałam chrzestną bratanka. Mały jest 6 tyg młodszy niż Arek by był. Wiem, zaraz napiszecie mi że za bardzo żyję przeszłością i powinnam patrzeć w przyszłość ale nie moja wina że patrząc na Lulusia widzę co ja straciłam.
Po 15 stycznia idę do gina, starania zaczęliśmy ponad rok temu. To długo, czasem gdy mam gorszy dzień jestem na skraju wytrzymałości.
Może sprawdzenie drożności jajowodów, może obserwacja cykli?
Łukasz pewnie też pójdzie się przebadać.

czekamy i nie tracimy nadziei. W tym cyklu nie mam zadnych odczuc, ani jajniki mnie nie bola ani nic... jak bym chciala, zeby w koncu sie udalo...

MoNa_2603 Walka o Cud 27 grudnia 2014, 17:58

W poniedziałek rozpoczął się mój pierwszy cykl po ciąży pozamacicznej w którym być może będziemy mogli się starać o dziecko. Wszystko się okaże w poniedziałek, wtedy mam wizytę u ginekologa na monitoring - oby była owulacja z lewego jajnika, tak bym się cieszyła.

Za nami Święta, był to cudowny czas spędzony z rodziną i nieplanowane spotkanie w drugi dzień Świąt u mnie w domku, przyszła babcia z partnerem, rodzice, ciocia z córką, wujek z żoną i dziewczynkami (Otylką - moją chrześnicą i Helenkom) oraz mój chrzestny z żoną. Było bardzo rodzinnie do tego jeszcze spadł śnieg, czego chcieć więcej na Święta Bożego Narodzenia? Postanowiłam się już nie dołować i patrzeć optymistycznie w przyszłość, ciekawe jak długo tak dam radę. Nie ważne, puki co jest dobrze i nie będę tego psuć :)

Dobry Ojcze, Stworzycielu wszechświata, uznaję, że wszystko, co uczyniłeś, było dobre i pobłogosławiłeś mężczyznę i kobietę, aby byli płodni i zaludnili ziemię. Dziękujemy Ci za pragnienie posiadania potomstwa, które włożyłeś w nasze serce. Oddal od nas niepłodność i wszelką chorobę, która nie pozwala nam cieszyć się swoimi dziećmi. Daj nam, tak jak rodzicom św. Rity, radośc z narodzin dziecka. Panie, Boże życia, udziel swojego światła naukowcom, by wynaleźli sposób leczenia bezpłodności i pomóż im traktować z wdzięcznością i szacunkiem tajemnicę ludzkiego życia. Panie, Boże Abrahama, który tak wiele razy dałeś rodzić niepłodnym, pobłogosław nasze małżeństwo i daj nam radość, tak jak św. Ricie, widzieć nasz dom przepełniony szczęściem z obecności dziecka. Ojcze, przyjmujmy chętnie Twoją wolę. Bądź błogosławiony teraz i na wieki. Amen.


Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu...


W: Św. Rita, patronka spraw trudnych i beznadziejnych. Modlitewnik, wyd. IV, Augustianie - Kraków.

Dziś zaczynam pisać. Zbierałam się za to dłuższy czas.
Od czego by tu zacząć. Staramy się z mężem od roku i 9 miesięcy o nasze pierwsze dziecko. Na ten moment moje myśli kierują się w stronę in vitro a to za sprawą bardzo złych wyników nasienia męża. Na 7 stycznia mamy umówioną druga wizytę w Ovum w Lublinie u doktora Mrockowskiego w celu omówienia kierunku działania. Zawiodłam się na moim dotychczasowym ginekologiem Mirosławem Kleinem. Na początku wydawał się całkiem w porządku tłumaczył wszystko zalecił badania i gdy okazało się że wyniki męża są słabe pokierował nas do Profesora Mariana Semczuka. Gdy ostatnio pojawiłam się u gina skrytykował działania podjęte przez profesora(o tym napiszę kiedy indziej), że są bez sensu i stwierdził że on nic nie może zrobić ze swojej strony i zaprasza jak już będę w ciąży. Poczułam się tak jakby miał nas gdzieś i zależało mu tylko na prostych przypadkach. Teraz czekamy na kolejną wizytę u profesora i wizytę w Ovum.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 00:23

Mamax Walka o Bobo. 27 grudnia 2014, 21:19

Korzystajac z okazji ze dziecie spi ( mi na cycach) biore sie za uzupelnienie pamietnika. Jestem dzis bardzo zmeczona po calodziennej krzataninie i powinnam teraz sie zdrzemnac zwlaszcza ze Julianek o 12- tej sie zbudzi i do 3- ciej nie bedzie chcial spac ale tylko o tej porze mam czas na korzystanie z neta. Przez caly dzien moge o tym tylko pomarzyc. Ech zazdroszcze dziewczyna ktore maja do pomocy mamy, tesciowe i innych czlonkow rodziny. Jakze latwiej takim przetrwac pierwsze najtrudniejsze tygodnie. Ja mam wielka pomoc ze strony meza, ale przy dwojce dzieci ( starszak siedzi teraz w domu bo ma teraz ferie w przedszkolu) i tak lekko nie jest. A od stycznia Arek wraca do pracy a ja juz sie martwie jak sobie poradze sama z dwojka dzieci.. Byw ze teraz tez jestem juz z nimi sama gdy Arek jedzie na zakupy ale co innego siedziec z nimi godzinke czy dwie a co innego wyszykowac dwojke i wyjsc z nimi na dwor. A bede tak musiala robic prowadzac Maxika do przedszkola. Ech totalnie tego nie widze. Zwlaszcza ze Julian nic tylko by jadl i to pomimo ze jest juz na mm. Mlody tak jak wczesniej wisial mi na cycach tak teraz wisi mi na butelce. Problem jest w tym ze zamiast wypic za jednym razem to 80-100 ml mleka ten pije mi je na raty i przez to przydluza pore karmienia. A z rana zbytnio na takie cyckanie sie czasu nie bedzie...

Swieta, swieta i po swietach. Dlugo sie na nie czekalo a szybko minely. Pozostawily po sobie mega zmeczenie po przygotowaniach, lzejsze portfele i piekne rodzinne fotki dzieki ktorym bedziemy je wspominac. Czy bylo warto? Niech kazdy z nas sam sobie na to odpowie ;-) Dla nas byly szczegolnie wazne bo juz we czworke chociaz kto pragnie w takim dniu jadac na zmiane ( gdy maz jadl ja zajmowalam sie Julkiem i odwrotnie). A jadlo sie szybko. Dla starszaka najlepszy moment to oczywiscie prezenty przy ktorych mlodszy spal, dla mnie rodzice na skeypie dla meza pyszne dania ktorymi sie objadal ;-) Kolejne dwa dni byly juz dniami malo swiatecznymi . No ale coz nie pierwsze i nie ostatnie to swieta a wierze ze kolejne beda bardziej udane ;-)

Czytam od rana pamiętniki. Jeszcze staraczek i już mam. Wzruszające są niektóre, dające nadzieję i wzbudzające zazdrość też. Takie słodkie zdjęcia, zaokrąglony brzuszek i roześmiane dziecięce buźki... Są też niestety takie, które dołują i to bardzo. Tyle zdrowych par stara się o dziecko latami. 5, 10, 17 lat... Boję się, że taki właśnie scenariusz napisało mi życie. Że ja też będę czekała wieki... Dziewczyny piszą, że wszystko jest po coś, to czekanie również. Że Pan Bóg ma swój plan i trzeba się z tym po prostu pogodzić. Tylko ile czasu mi zostało? Boję się, że z każdym kolejnym cyklem moje szanse maleją. Ejże, dziewczyno gdzie Ty miałaś rozum, trzeba było zacząć się starać jak miałaś 25 lat...

Dziś 50-te urodziny mojej mamy! Dziękuję Bogu że ją mam, to najlepsza mama na świecie! Miej ją w swojej opiece Boże i spraw, żeby i Ona doświadczyła wreszcie bycia babcią! Ależ miałaby cudowny prezent, ona też już się nie może doczekać wnuka. Kiedy była w moim wieku, ja już miałam 10 lat!


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 17:42

Bergo Bergo - nowa ja 27 grudnia 2014, 21:35

Z dzieckiem raz słoneczko a raz chmury. Ale ogarniamy się. Stał się częśćią naszego życia tak bardzo, że nie wyobrażam już sobie świata bez niego. Zaczął pięknie gaworzyć, "opowiadać", śmiać się w głos i te chwile są cudowne, wyjątkowe i naprawdę wspaniałe. Dziś nie udało nam się zrobić badań, a już czas sprawdzić kwasy żółciowe i ALAT oraz ASPAT. Stresuję się... Bilirubina to pikuś. Najważniejsze są te próby wątrobowe i kwasy. Nie wiem też czy Zinnat zadziałał, musimy zrobić nowy posiew kału. Wydaje mi się, że było lepiej z brzuszkiem po antybiotyku. Ale od dwóch dni znowu coś nie gra. Męczą go straszne gazy- głośne i śmierdzące. Najgorzej jest nad ranem, ale w dzień też nieźle go wzdyma. Nie karmię piersią, je cały czas Hipp Comfort więc skąd się to nagle wzięło? Ze względu na lekką skazę jedną dobę jadł Bebilon Pepti ale już znow jest na Hippie. A gazy męczą! Boję się, czy to nie wątroba... Czy ona na pewno się zregeneruje? Matko kochana, zaczynam panikować...
Święta upłynęły nam na uśmiechach i poznawaniu dziadków, pradziadków, kuzynów, cioci, wujka. Dużo wrażeń, ale zniósł to bardzo dobrze. Byłam z niego naprawdę dumna, a rodzina się w nim zakochała :)
Co do jedynaków- no wierzę wam dziewczyny :) Potem tak sobie przemyślałam, że jaki ma być jak ma zajebiście samolubną, egoistyczną i autorytarną matkę? Zresztą ja też trochę przesadziłam, bo oczywiście jak zwykle emocje od razu przelałam, a za chwilę już jechaliśmy na działkę i domek stoi cały i "zdrowy", Przemuś dotleniony, a jazda samochodem to jego hobby ;)
Teściowa... ah temat rzeka. Nazywanie mnie przy dziecku "okropną macochą", "wredną macochą", wyrywanie mi go z ręki, trzymanie go na siłę kiedy płacze... Mój brat obserwował ją i skomentował to potem do mnie krótko: "Twoja teściowa zachowuje się ja nawiedzona! Piszczy, skrzeczy, nazywa go cipciem... weź jej walnij ;)"
Nutleko nie zawsze jest tak łatwo. Dziś też łóżeczko w dupkę parzy i zamiast sam zasnąć uspypialiśmy go od 19 do 21:30. No ale trudno- są dni lepsze i gorsze, a najważniejsze, że już nie krzyczy z bólu całą dobę, że mamy też trochę uśmiechów i radości :)
Ah... i jeszcze jedna ważna sprawa- ten malutki człowieczek sprawił, że po raz pierwszy od niepamiętnych czasów mój ojciec jest trzeźwy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2014, 21:44

witajcie
święta święta i po świętach
święta mineły bardzooo spokojnie, mdliście i z brakiem apetytu.
rano wstaje otwieram oczy idę do toalety i zaczynają się mdłości które trwają cały dzień... bardziej lub mniej nasilone.. do tego wgl nie odczuwam głodu. ;)
już w poniedziałek mam wizytę u lekarza strasznie się boje, dziś cały dzień do głowy przychodzą mi myśli o pustym pęcherzyku.. kosmos.. już chce poniedziałek by się wszystko wyjaśniło

kas:) mój i tylko mój 27 grudnia 2014, 22:56

Na moje szczęście, te okropne święta minęły. Takich jeszcze nie miałam. Wigilia w trójkę, pierwszy dzień praktycznie dami. No ok, wpadł W. ale późno i na trochę. Mama przyjechała w druhi dzień, dziś pojechała. I na całe szczęście minęło. To pierwsze święta bez Taty. Może dlatego tak były mi obojętne. Nawet nie pojechałam na cmentarz. Cóż, choroba nie wybiera, ale trochę źle mi z tym. I tak naprawdę nie mam z kim się tym wszystkim podzielić. Najlepsza koleżanka w ciąży, zaraz rodzi, druga też. A z miesiąc temu dowiedziałam się o kolejnej- i bardzo cieszę się Jej szczęściem. Mam nadzieję, że będzie dobrze. A my? Liczyłam na poprzedni cykl. @ spóźniona 3 dni ale i tak przyszła a wraz z nią rozczarowanie, brak nadziei, złość i przekonanie nie uda się, jestem do niczego. Co ze mnie za żona, która nie może dać mężowi dziecka? W tym miesiącu odpuszczam. Trudno. Poddaję się. Wiem, że starania to długi czas i nic od razu, ale wierzyłam, że dziecko powinno być teraz i tu. Może miało być namiastką Jego? Skoro Go nie mogę już mieć. Tak się kiedyś mówiło, że umiera jeden ale rodzi się w drugim. To egoizm, wiem. Ale teraz po pół roku od tego dnia jest mi jeszcze gorzej niż wcześniej. C U

Campari Niekończąca się walka trwa... 27 grudnia 2014, 22:56

Jaki człowiek potrafi być naiwny, żeby wręcz nie powiedzieć głupi... Jeden dzień @ mi się spóźnia,a ja niemal już po test poleciałam. Zła jestem na siebie za te myśli, za tę nadzieję, przecież dobrze wiem, że cud się nie zdarzy, że to niemożliwe. Sama sobie tłumaczę, że przecież dobrze wiem, że chorowałam,że owu była później i przez to @ się spóźnia. Jeszcze do tego tak mnie krzyż napierdziela że masakra, a ja przez te głupią nadzieję męczę się i nie biorę leków... Niech już @ przyjdzie...

Martuś86 Do dzieła 27 grudnia 2014, 23:26

Kiedyś na jakiś naukach przedmałżeńskich mówiono przyszłym rodzicom: "nie budźcie swych dzieci zbyt wcześnie" - czyli nie pragnijcie ich za bardzo, one mają swój czas. Może to słuszne podejście. Tym hasłem zaczynam kolejny cykl.

ołowiana wrona Wronie gniazdo... 28 grudnia 2014, 00:10

Wczoraj postanowiliśmy, że w końcu zalegaluzujemy nasze kociołapostwo. Wstępnie kwiecień, gdzieś za granicą. Tylko my i podróż życia. Teraz tylko znaleźć firmę organizująca śluby... Tylko

W tym cyklu chyba sobie odpuszczę...
Przygotowania do świąt, zabieganie itp, na dodatek zepsuł się termometr i zmiana na nowy w ciągu trwania cyklu zaburza całość.Chyba nic z tego tym razem nie będzie. Zacznę od nowego roku...
Postanowiłam zainwestować w porządny termometr i czekam na przesyłkę. Mam nadzieję, że choć trochę ułatwi mi starania...


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 19:28

Campari Niekończąca się walka trwa... 28 grudnia 2014, 00:16

1dc
Zatem kolejny raz się nie udało. Rozpoczynamy procedurę...
Przynajmniej już bez obaw mogę choć trochę usmierzyć ból krzyża:-)
Smutno trochę, ech... Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Kilka głębokich wdechów i do walki:-)

MiK@ Drugi dziobek 28 grudnia 2014, 09:40

Unikaj spożywania „złych” węglowodanów takich jak: białe pieczywo, cukier, biały ryż i ziemniaki. Tego typu produkty zwiększają Twoją wagę, podwyższają poziom złego cholesterolu i zaburzają funkcjonowanie gospodarki hormonalnej odpowiedzialnej za płodność. Złe węglowodany mogą pogłębiać chorobę zwaną zespół policystycznych jajników, która jest przyczyną problemów z zajściem w ciążę prawdopodobnie aż u około 10% kobiet. W zamian postaraj się jeść więcej warzyw, owoców, pełnoziarnistego chleba, pełnoziarnistych makaronów i fasoli.

Sytuacja opanowana, 70,7kg. Ale czemu wczoraj było 3 kg więcej? Ważyłam się chyba z 10 razy w różnych miejscach w domu ..

Walczę i nie daję się, choć czasami po prostu brakuje mi sił.
Dzisiejsza noc spędzona w toalecie - znowu pęcherz się odezwał.
Robiłam nasiadówki, piłam pokrzywę, skrzyp, łykałam żurawinę - z bólu wzięłam nawet 2xAPAP.
Nienawidzę tego uczucia :(
Nie chciałam budzić mojego Pana Poślubionego, więc przeniosłam się do salonu z pierzynką.
Rano obudził mnie całus: "Miszelinku, gniewasz się o coś?" - to było takie słodkie <3
Anyway, dzisiejszy dzień zaliczam na straty. Odespałam nockę, wstałam dopiero godzinkę temu. Teraz siedzę pod kołderką i wygrzewam pęcherz. Jutro do pracy, musi mi się poprawić.

EDIT:

Z aktualności na froncie - zrobiliśmy z Panem Poślubionym badania nasienia. W związku z długimi staraniami. Co by lekarze też nie dziamali. Wyniki ok.
Podejrzewam, że wszystko leży po stronie braku owulacji.
Całą sobą pragnę, aby następny cykl był cyklem z wspomaganiem (CLO).
Po Nowym Roku mam wizytę u ginekologa.
Będziemy działały.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2014, 11:43

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)