I znowu nam sie udalo.wszystko zaczelo sie 3 dni temu, okropnie bolal mi brzuch I mialam straszne momenty ze oblewaly mnie poty.dzis rano zaczelam plamienie.a w pracy wieczorem gdy poszlam do toalety juz byly skrzepy krwi.wiecie jakie to straszne uczucie, patrzylam na ta krew I myslam sobie Boze przeciez to jest moje dziecko.wracajac z pracy jechalam autem I wylam.maz czekal juz na mnie przy drzwiach przytulil I gdy poszlam do sypialnii czekala na mnie ulubiona czekolada.jest kochany zawsze wie jak ukoic moje smutki.
12 dpo - nie czuję się już w ciąży, po prostu mi przeszło...Brak jakichkolwiek objawów, tak więc nie testuję się, czekam na @.
Jestem zła. To pewnie oznaka zbliżającego sie PMS
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2015, 02:50
9+3
Poniedziałek... Bar otwarty od 3:38... Może uda mi się zasnąć jeszcze na chwilę...
Nie wiem dlaczego, ale mam w sobie jakąś pozytywną energię... Jakbym miała 200% mocy...
Może to z powodu jutrzejszej wizyty?
Z jednej strony jest strach... Z drugiej strony ciekawość i głowa pełna myśli... Jaki będzie maluszek...jaka dostanę kartę ciąży...jak będzie fikał na USG...jaka będzie reakcja mojego męża jak zobaczy nasz malutki CUD?
Nie mam jakichś negatywnych myśli... Musi być dobrze, przecież nie będę stawiać wszystkiego w czarnym świetle, żeby miło się rozczarować... Tu nie ma ruletki... Ma być pozytywne myślenie i zero narzekania...
No z wyjątkiem narzekania na to jak mnie mdli... He he he he
6t2d - nasze pierwsze usg 
Do naszego pierwszego usg zostało 5h i 5min
poranne mdłości klepią mnie po ramieniu i mówią do mojej głowy 'wszystko będzie dobrze'. Czy zobaczę dzidzię? Czy będzie biło serducho? Nieee to nie jest tak, że ja się boję że coś jest nie tak, myślę że wszystko super. Ale na tym etapie może być jeszcze nie wszystko widać i to nie będzie znaczyło nic złego
No nic pożyjemy zobaczmy 
Moje maleństwo
mama każe się nie chować i nie wstydzić! Kocham Cię :*
PS. oczywiście pochwalę się zaraz po wizycie
*** Porada dnia ***
Jeśli obserwujesz swoje ciało i intuicja podpowiada Ci, że coś jest nie tak, nie zwlekaj z wizytą u lekarza. Według dr. Alice Domar, amerykańskiej autorki książki „Zwyciężyć niepłodność” („Conquering Infertility”) najlepszą poradą dla par starających się o dziecko jest nie zwlekać zbyt długo z wizytą u specjalisty. Badania pokazują, że aż 91% par podejmujących leczenie niepłodności żałuje, że czekały zbyt długo. Radzi ona również: „Nie obwiniaj siebie, szukaj wsparcia a przede wszystkim miej nadzieję, ponieważ zdecydowana większość par, które zasięgają pomocy specjalisty, doczekują się zdrowego dziecka.”
witam sie serdecznie 
u nas super...dzisiaj 27tc+5..pojutrze wejdziemy w 29 tydzien ciazy...
jutro odwozimy tesciowa na lotnisko juz..ufff
chyba zrobie impreze 
zaczely mi sie od wczoraj dosyc mocne bole BH, ale po nospie ustalo.
Podjelismy decyzje co do wozka...kupujemy dopiero spacerowke na lato, do 3/4 miesiaca chusta..tatus bedzie nosil i mi w razie cus latwiej bedzie miec obie rece wolne 
2 dni temu pojawila mi sie juz siara, na razie plyn, alejest go sporo, mniej wiecej w takim samym czasie, w jakim pojawila sie przy Stasiu 
Dzisiaj do pracy i mam nadzieje, ze sie nie bede wkurzac bo mamy dzisiaj cala sesje dniowa z nierozgarnietymi klientami...rzadko sie zdarza i przykro mi tak pisac, ale naprawde ciezko sie dogadac.
Usztywniane nosidelko dla Sarci dostaniemy od Krzyska- przyjaciela naszego 
Jesli do polowy lutego nie dostaniemy domu z agencji, ktora nam odpowiada, bedziemy szukac gdzies indziej...maz nie chce zostac na tym domu z malym dzieckiem, za duzo usterek a wlasciciel ma w doopie wszystko, oczywiscie jesli chodzi o czynsz to jest juz z rana w ten dzien...a placimy ponad 60f wiecej niz nasi sasiedzi za duuuzo gorsze warunki..maz podjal juz decyzje..chcialam czekac aby wziac z tej agencji, nawet po porodzie bo taniej, ale maz sie uparl, nie chce juz tu mieszkac..w sumie to on bedzie musial siedziec dluzej w studiu jesli oplaty beda wyzsze..chociaz jak sprawdzalismy wczoraj, moze byc tak ze jeszcze 100f miesiecznie bedziemy mieli taniej!
3 testy nie mogły się pomylić. Jestem w ciąży. Najpierw radość nie do opisania a zaraz potem tysiące zmartwień.
A już szczególnie przez moja mamę... Powiedzieliśmy jej wczoraj. Jej reakcją były słowa "to ja idę się powiesić"...
Nie lubi P... Chciała żebyśmy się rozstali.
A jeszcze niedawno sama chciała wnuka i było inaczej... Napisze o naszej sytuacji kiedy indziej bo to trudna sprawa...
Przed nami nie lada wyzwania a mianowicie nowy samochód
. Nasza stara bryczka jest super, rodzinna, wygodna, bagażnik pomieści nawet lodówkę 1,8 ale co z tego jak zaraz będzie pełnoletnia a przez naszą politykę solenia zimą ulic najogólniej mówiąc podjada ją rdza na podwoziu. Pojechaliśmy do 3 salonów pooglądać samochody, super, lśnią nowością, mają wszystko co nam potrzeba (pojemny bagażnik, isofixy, tempomat itd.) ale mają jeden ogromny minus cenę!!!! Czy to VW, czy to Skoda czy Mazda za takie combi jakie byśmy chcieli w wersji nieco więcej niż podstawowa (ja już nie mówię o wybieraniu koloru- biorę to co mają w salonie) ni mniej ni więcej 120 tysięcy. No kurczę skąd ja mam mieć takie pieniądze?? To jest ból w Polsce ta rozbieżność zarobków a cen samochodów czy mieszkań. Oboje pracujemy, nie jesteśy świeżo po studiach, praca niezła, stabilna a na samochód z salonu nas nie stać
. Oglądamy używki i chyba wybór padnie na Volvo XC 70.
Z ciekawostek wczorajsze obiadowe gołąbki długo w żołądku nie posiedziały. Najpierw zwiedziły kibelek a potem miejską sieć kanalizacji. A były takie dobre 
Przed nami nie lada wyzwania a mianowicie nowy samochód
. Nasza stara bryczka jest super, rodzinna, wygodna, bagażnik pomieści nawet lodówkę 1,8 ale co z tego jak zaraz będzie pełnoletnia a przez naszą politykę solenia zimą ulic najogólniej mówiąc podjada ją rdza na podwoziu. Pojechaliśmy do 3 salonów pooglądać samochody, super, lśnią nowością, mają wszystko co nam potrzeba (pojemny bagażnik, isofixy, tempomat itd.) ale mają jeden ogromny minus cenę!!!! Czy to VW, czy to Skoda czy Mazda za takie combi jakie byśmy chcieli w wersji nieco więcej niż podstawowa (ja już nie mówię o wybieraniu koloru- biorę to co mają w salonie) ni mniej ni więcej 120 tysięcy. No kurczę skąd ja mam mieć takie pieniądze?? To jest ból w Polsce ta rozbieżność zarobków a cen samochodów czy mieszkań. Oboje pracujemy, nie jesteśy świeżo po studiach, praca niezła, stabilna a na samochód z salonu nas nie stać
. Oglądamy używki i chyba wybór padnie na Volvo XC 70.
Z ciekawostek wczorajsze obiadowe gołąbki długo w żołądku nie posiedziały. Najpierw zwiedziły kibelek a potem miejską sieć kanalizacji. A były takie dobre 
Dziewczyny, potrzebuje Waszej pomocy! Prosze!
Czy dla dobra sprawy i osób trzecich posunęłybyście się do małego podstępu żeby ujawnić prawdę?
Mam dziś jakiś taki rozlazły dzień... jestem chronicznie i przewlekle zmęczona...
Moje plany inseminacyjne obróciły się wniwecz - nawracająca w kółko infekcja grzybicza znowu ukazała mi swoje zjadliwe oblicze. I dupa. Jutrzejszy monitoring zamieni się w leczenie. Jestem zła na siebie, że w jakiś sposób nie uratowałam sytuacji, że się sama nie wyleczyłam, że zaniedbałam temat, że nie odwiedziłam zawczasu gina. Może wtedy udało by mi się uratować iui w tym miesiącu. A tak to będę musiała czekać aż dwa miesiące - w lutym IUI tez odpada bo będę wtedy na wyjeździe u rodziców. Czyli dopiero marzec. Wściekłam się na maksa ale co zrobić.
Weź tu babo teraz ciesz się że dwa miesiące poszły się rypać. Cztery cykle miałam stymulowane clostilbegytem w tym 2 zupełnie zbędnie bo zaatakowała mnie grzybica. Szanuję swoje ciało, nie lubię podtruwać się chemią więc świadomość że męczę swoje jajniki na darmo jest dobijająca. Moje kochane biedne jajniczki - wybaczcie mi.
Póki co styczeń upływał mi bez większych ekscesów. Pierwszy tydzień ćwiczeń za mną, zakwasy bolą jeszcze dziś ale nie przeszkadza mi to zupełnie, wręcz przeciwnie. Aktywność fizyczna, zajęcie samo w sobie, cieszy mnie a wraz ze mną cieszy się mój M. Nie ma narazie większych spięć między nami. No może za wyjątkiem sytuacji gdy próbuję grać z nim w gry strategiczne, obojętnie jakie - ciągle przegrywam z tym dziadem
już mnie to nie tylko nudzi ale i denerwuje. Widać nie nadaję się na stratega. Nasza wczorajsza rozgrywka w warcaby skończyła się w momencie gdy rzekł: "no dobra, gramy ostatni raz, dam Ci teraz wygrać". Oczywiście po takim stwierdzeniu nie mogłam już grać dalej bo duma mi na to nie pozwalała.
Sfochowałam się na co on odpowiedział zamaszystym buziakiem, unieruchamiając uprzednio moje ramiona i głowę tak bym nie mogła się odwrócić, więc odwdzięczyłam się łaskotkami, po których zwolnił uścisk i zaczął mi spierdzielać czołgając się po podłodze. Dogoniłam go oczywiście a on ze śmiechu nie miał nawet siły się bronić. Te nasze zapasy na podłodze w spazmatycznym śmiechu trwały ładnych parę minut. Gdyby ktoś teraz wszedł do domu i nas zobaczył pomyślałby zapewne: DEBILE
Ale ja lubię tarzać się po podłodze z moim lubym, zwłaszcza nago

Poza tym w sobotę ten mój dziad, po moich wcześniejszych lamentach, zorganizował (sam!) wyjście do knajpki z naszymi znajomymi. Długo to spotkanie wprawdzie nie trwało, miałam niedosyt, ale stwierdziłam, że to i tak wielki sukces że gdzieś wychodzimy więc nie chciałam przeginać
Może być nawet krótko, byle częściej
Byłam usatysfakcjonowana.
Co do pracy - jakiś czas temu pisałam że po nowym roku oboje z moim M stracimy pracę. Ostatnio się okazało że firmę mojego M przejmie nowy właściciel. Więc tu przynajmniej mamy ten komfort, że jeden etat udało się uratować. A co do mnie....
Mój szef kombinuje ciągle jak koń pod górkę. Niby miał na koniec roku odchodzić i siedzi. Firma nadal ma się likwidować ale póki co chcą mnie trzymać abym to ja zamykała spółkę. Nie wiem co to ma oznaczać i nie chcę się pchać w brudną podejrzaną robotę, ale wszyscy mi radzą aby narazie siedzieć i czekać.
Trochę się czuję jakby w pułapce bo jeśli in vitro przed nami, a to się może wiązać z koniecznością kombinowania urlopu czy chorobowymi, to lepszą pozycję wyjściową mam u obecnego pracodawcy. U nowego pracodawcy będę miała lipę bo jak ja się z tego wytłumaczę że ledwo zaczynam pracę a potrzebuję co chwila dni wolne?
Tyle że mam już tak straszną alergię na mojego szefa i całą tą firmę, że czasami czuję się pusta i wypruta z energii jak wydmuszka. Czuję się zmęczona i zblazowana od rana, jak tylko przekroczę próg firmy. Do domu też wracam zmęczona. Nie mam siły uśmiechać się do klientów, zresztą oni zgłaszają się do mnie ostatnio tylko z pretensjami. Wszyscy wokół wieszają na nas psy, ja udaję, robię dobrą minę do złej gry ale ile można?
Dowiedziałam się ostatnio od Pani Z. że na mieście mój szef ma ksywkę "Nikoś Dyzma". Nie oglądałam nigdy tego filmu, nie czytałam powieści, trochę dziś poszperałam w necie i faktycznie.... coś tam pasuje.
Mój szef jest stary ale jary, emeryt, bardzo głośny, ma donośny głos i zapchany wiecznie nos, niszczy wszystkie sprzęty w biurze przez nieumiejętne ich użytkowanie bo jest niecierpliwy i woli zamęczyć guzik naciskając na niego osiemdziesiąt razy na minutę niż poczekać 15 sekund aż sprzęt załapie, jest cholerykiem i nerwusem, wypisany w nieodpowiednim momencie długopis rzuca w ściany, wali pięścią w stół i klnie na potęgę, zawsze, nie tylko gdy ma zły humor, nie używa telefonu wewnętrznego (bo nie umie) gdy potrzebuje coś od osoby z pokoju obok to się drze, często przez zamknięte drzwi. W biurze takie zachowanie wygląda ordynarnie i chamsko. Nie umie sprawdzać stanu firmowego konta. Nie umie pisać w wordzie a tym bardziej w exelu. Ignoruje prawo, wszelkie zasady i normy, czuje się ponad prawem i ponad stanem. Ciągle chwali się rzekomymi znajomościami które ponoć załatwią wszystko, obiecuje komuś coś a potem zapomina albo się wypiera, że tak nie było lub zleca jej wykonanie komuś innemu.
Umie (aż) cztery rzeczy: surfować po necie, grać w pasjansa, robić zamieszanie wokół siebie i wydawać polecenia. Mój szef to urodzony szef, całe życie na stanowiskach kierowniczych. Nigdy nie musiał niczego robić bo zawsze miał ludzi od tego. Potrafi wejść z impasem żeby ogłosić że jutro będzie konserwacja ksero, robiąc temu zdarzeniu taką prezentację i reklamę jakby co najmniej prezydent przyjeżdżał. Przerost formy nad treścią. Potrafi przemawiać i wciskać kit, zwłaszcza klientom. Umie opowiedzieć ciurkiem "w pięciu smakach" o tym że trawa jest zielona. Co wygląda mniej więcej tak:
"No wiec nasza trawa jest zielona, jest zielona, także nasza trawa jest zielona, tak jak powiedziałem - jest zielona, zielona jest ta nasza trawa i powiem Panu że jak mówię tu Panu że nasza trawa jest zielona to zapewniam taka właśnie jest" - i w tym momencie dla podkreślenia wagi słów następuje trzaśnięcie pięścią w stół.
Nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę taki bełkot, bo wolę merytoryczne rozmowy i nietraktowanie klientów jak idiotów, ale zauważyłam (co mnie smuci), że ludzie lubią słuchać takiego bełkotu
Uwielbiają go, chłoną go jak papier toaletowy wodę, słuchają z zapartym tchem i prawie że zajadają popkorn, tak ich ta "akcja" wciąga. Nie wiem czy to kwestia odpowiedniej modulacji głosem, akcentowania odpowiednich słów gdzie nawet "popuściłem w majtasy" brzmi jak wytrawny poemat, czy może to dźwignia stanowiska i wieku - "skoro to sam prezes to pewnie mówi same ważne i mądre rzeczy". Sama kiedyś tak rozumowałam - wydawało mi się, że skoro ktoś jest na stanowisku to znaczy że coś sobą reprezentuje, że jest gdzie jest bo na to zasłużył, ciężką pracą, umiejętnościami, talentem.
A tak nie jest! Przynajmniej nie zawsze. Znam wielu skretyniałych idiotów, którzy znaleźli się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie, z przypadku, umiejętnie lawirują, robiąc wokół siebie szum, niekoniecznie reprezentując sobą jakieś wartości.
Nie jestem w stanie wytłumaczyć dokładnie fenomenu mojego szefa. Widać każdy ma jakiś dar. Poza tym lubi mnie, traktuje mnie trochę jak córkę, w miarę dobrze mi płaci, lubi dobre i schludne ubrania, i tylko to go ratuje. Ceni mnie za moje stonowanie i cierpliwość, o czym wielokrotnie mi już mówił. Tyle że ja już tą jego ściemę znam i te jego "komplemenciki".
Fakt jest taki że nie mogę absolutnie narzekać na nudę, a nieznoszę nudy. Tyle że w mojej obecnej sytuacji, z problemami "natury rozrodczej", dodatkowe atrakcje typu adrenalinka w pracy są bardzo niemile widziane. Dość mam własnych zmartwień żeby dźwigać jeszcze "taką" pracę, humorki prezia, zawiedzionych klientów. Od jakiegoś czasu przychodzę do pracy po prostu za karę i czasami to mnie dobija, męczę się.
Staram się wytrzymać cały ten cyrk, w imię dziecka, w imię in vitro, w imię przyszłości.
Ps. Mój szef w żaden sposób nie zasłużył sobie na zajęcie tak pokaźnego miejsca w moim pamiętniku no ale tak wyszło, trudno. Przepraszam, że przynudzam ale musiałam wylać gdzieś moje dzisiejsze żale.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2015, 16:09
dziś jak zwykle kolejny nudny poniedziałek po burzliwym weekendzie, w sobotę o piątej rano zabrało moją mamę pogotowie do szpitala z ostrym bólem brzucha po którym zemdlała ... w szpitalu zrobiono jej badania palpacyjne brzucha a to podejrzenie wyrostka a to zapalenie otrzewnej itd..ale nie było to aż tak dosłowne kolejne badania na chirurgii nic nie wykazały USG przez powłoki brzuszne nic nie wykazało waginalne też nie ! więc zapadła decyzja Laparoskopii zwiadowczej i postawiono diagnozę zagrażającą życiu " ropień i rozsadzony jajowód " operacja trwała 4h jejku jak ja się o nią martwiłam ile ona musiała wycierpieć ... i przez to wszystko miałam złe sny okropne i dziś mam takiego doła bo w głowie mam ciągle moje utracone aniołki bardzo mi ich brakuje i jeśli by urodziły się o czasie miały by już roczek termin miałam na 12 stycznia ale że to była ciąża bliźniacza termin był od 22 grudnia
jak ten czas szybko mija a on wcale nie leczy ran ! one dalej są takie same ! a ja płacze jak bóbr może do wyjscia na noc do pracy humor mi się poprawi . Najgorsze jest to że każdy dookoła myśli że jest wszystko w porządku że ja już zapomniałam i porusza ten temat jak gdyby nic się nie stało , np. wczoraj w szpitalu " dobrze że macie tylko dwóch a nie czterech synów " bo byśmy się tu nie pomieścili a mnie tak zacisneło w środku poczułam ból, żal i było tak strasznie przykro
wszyscy myślą , że to była ciąża z przypadku ale ja z moim M wiemy dobrze że ta ciąża była bardzo chciana i ta o którą się teraz staramy, jest też bardzo wyczekiwana . u mnie w rodzinie każdy ma po dwoje dzieci i dla nich jest dziwne jak to można mieć więcej dzieci przecież czasy niepewne dzieci drogie w utrzymaniu .. dobrze że tutaj mogę się wyżalić i powiedzieć co mnie trapi . Dziękuje Wam dziewczyny
że tu jesteście.
4dc już niedługo będzie po @ znow nabieram ochoty na bliskość... jestem b pozytywnie nastawiona powiem szczesliwa mam nadzieje ze miedzy nami będzie już tak zawsze 
Kolejny miesiąc- kolejna porażka.
@ przyszła dzień przed terminem żebym nie czekała na nią z wytęsknieniem.
Co nowego w Nowym Roku?
SMS sprzed 2 dni: Cześć kochana, co u Ciebie? U mnie sporo nowości. Pracuję na nowym stanowisku i jestem w ciąży!
Mail sprzed tygodnia: Urodziłam! Córcia waży 3800 i ma na imię .....
Nie pamiętam kiedy takie wiadomości przestały mnie cieszyć. Bo nawet nie chce mi się udawać, ze jest inaczej.
Poryczałam się i za pierwszym i za drugim razem.
Kolejna w ciąży- jakby to był jakiś wirus na który tylko ja jedna jestem odporna!!!!!!!!!
A na dodatek dziewczynka, która się urodziła dostała imię, które zawsze chciałam dać mojej córeczce.
W końcu przez łzy powiedziałam do męża, że może to i dobrze, że ktoś inny wziął to imię bo ja i tak nie skorzystam.
Gdzieś tam w głębi serca wierzę, że ten rok będzie bardziej udany od poprzedniego. Ten poprzedni był jedną wielka porażką- na wielu płaszczyznach. Ten musi być lepszy. Przecież nie może być cały czas pod górkę...
Kinia urodziła. Moja przyjaciółka z liceum. Nasza znajomość jest od początku wyjątkowa. Była pierwszym człowiekiem którego poznałam oczekując na wejście na egzamin do liceum. Okazało się, że mamy tak samo na imię. Przesiedziałyśmy kupę czasu razem w ławce. Nasza przyjaźń przetrwała mimo, że nie chodziłyśmy do jednej klasy za długo. Potem nasze drogi zupełnie się rozeszły bo ja wyjechałam (najpierw do Krakowa, potem błąkałam się po świecie, a potem znowu do Krakowa). Zupełnie wyjątkowego znaczenia nasza znajomość nabrała w lutym 2011r, kiedy to Kinia zadzwoniła do mnie z okazji urodzin i zaszczebiotała do słuchawki: "-Wszytkiego najlepszego! A co Ty? Śpisz? Nie imprezujesz? Chora jesteś?" Na co ja odparłam: "-Śpię. Ledwo żyję. Chyba jestem w ciąży" A Kinia: "O kurcze. Ja chyba też"
Obie wysikałyśmy dwie kreski, obie jeszcze wtedy przed wizytą u ginekologa. I faktycznie byłyśmy w ciąży. Obie. Obie wpadłyśmy, obie w tym samym cyklu. Była najlepszym, co mogło mnie wtedy spotkać. Całą ciążę przechodziłyśmy razem. Obie mamy córki. Rodziłam 4 dni po niej.
A teraz ma syna. Stasia. Urodził się dzisiaj 
Cieszę się... Bardzo
)
Poniewaz wczoraj musialam isc do pracy, zostawilam mojemu S przepis na palak paneer, czyli indyjska potrawe ze szpinaku i sera. Napisane od A do Z, przetrenowane rano i zakonczone pytaniem, czy da rade
Na jego usprawiedliwienie trzeba przyznac, ze w rodzinie mojego S nikt nie gotowal, podgrzewali sobie tylko jakies farfocle albo szli do restauracji... tak przynajmniej wnioskuje z menu, jakim nas racza jego rodzice gdy u nich jestesmy
Dzieki temu biedny chlopina sie niczego nie nauczyl, no i trzeba mu czarno na bialym powiedziec wszystko, bo sie nie domysli nawet ze ryz sie soli
Zreszta, w okresie naszego randkowania on nie mial nawet soli w domu (a myslalam, ze to nie jest mozliwe...)
Wracajac do wczorajszej sytuacji - po przyjsciu do domu nie poznalam kuchni. Wszystko wymazane zblendowana papka ze szpinaku (poczawszy od kafelkow i piekarnika w kuchni), dziesiec garnkow wybrudzonych w zlewie, moje kochanie zalamane bo nie bylo papryczek chilli w sklepie, no i papka szpinakowo - serowa niedokonczona na piecu... Bardziej szczegolowo, byla to breja o smaku szpinakowo - wodnisto - czosnkowo - nijakim. Paranoja jakas. Ja rozumiem, ze mozna byc niespecjalnie utalentowanym w tych kwestiach, ale zeby az tak? No ale dobra, w imie dobrego zwiazku - usmiechnelam sie i powiedzialam ze smaczne
I ze chyba musi czesciej ze mna gotowac (co to to nie, nie ma mowy, wole zeby jednak sprzatal nasze mieszkanie
).
Masakra.. Ogladam w tym momencie ,,dlaczego ja'' jest o parze ktora jest 8 lat po slubie, szczesliwi, jednak do pelni brakuje im dziecka o ktore starają się 4 lata, 3 inseminacje nieudane + in vitro, klapa. Przechodza kryzys, on chce się rozwiesc, ona nie.. Czytam pamiętniki dziewczyn, myślę o sobie a tu nagle taki bum. Eh, życie jest okrutne.
A tak z innej beczki mezus pojechał, rano mieliśmy mały problem, z racji tego że mieszkamy w domku jednorodzinnym na wsi, mezus busem zakopal sie kilka domów dalej gdyż chciał nawrócić na drozce glinianej, cała wieś postawiona na nogi, nerwy, za chu*a ta krowa (bus) nie mogl sie wydostac, dobroduszny sasiad jedyny ktory byl ostatnia deska ratunku, byl w domu nie w pracy i mial traktor, wydostal mojego z tego bagna, jezu co ja sie naplakalam bo u mnie stres = płacz, NIGDY WIĘCEJ NIE BĘDZIE TYM WIELKOLUDEM NAWRACAĆ, bedzie cofal ile wlezie na droge. Cała noc jeszcze do tego nie przespana zarowno ja jak i kotek, a wcześniej gdy wybila godzina wstania placz, ciezko jest sie rozstac na tak długo pierwszy raz, po tej sytuacji z busem jeszcze wiekszy placz z radości i z obawy o męża, w nocy zebralo nam się na rozmowę o ślubie, zdecydowalismy sie na sierpien 2016 r, a ktory to się zobaczy jeszcze.. A mezus pierwszy kierunek zaladunku -Łódź a rozładunek.. FRANCJA.. I obawa jeszcze większa. Sprzatam, staram się zająć myśli, ciężko idzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2015, 11:21
Napiszę może jak wygląda cała sytuacja u nas...
Poznałam P w kwietniu zeszłego roku podczas moich mini wakacji. Pojechałam na wolontariat pracować przy koniach które zostały uratowane z rzeźni.
Kocham zwierzęta, naturę, ciszę i spokój. I tam był ON. Zajmował się wszystkim, zwierzęta go kochały, najbardziej poranione psychicznie konie dawały mu się głaskać i oporządzać.
Od pierwszego spojrzenia wiedziałam, że coś się dzieje- ale ja? z nadwagą, nieśmiała, niezbyt rozrywkowa, z mysim kolorem włosów i w dodatku z drugiego końca polski i On? przystojny blondyn z sylwetką Apolla wokół którego non stop ganiał wianuszek dziewczyn. To nie przejdzie...
Ale już drugiego dnia po skończonej pracy siedzieliśmy u niego w pokoju popijając piwo. Pokazywał mi zdjęcia zwierząt i opowiadał ich historie.
Dzień przed moim wyjazdem wiedziałam już że coś z tego będzie bo spędzaliśmy razem całe dnie.
Wyjechałam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. On dzwonił, pisał, a ja dwa tygodnie później pojechałam tam na 1 dzień. Ponad 300 km w jedną stronę ale było warto.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2015, 15:25
Noc zarwana totalnie, jak w czasach największych kolek. No ale ten usmiech rano i to gadanie... Nie da się na niego złościć. A dlaczego zarwana? Bo jakiś hiper żarłok mu się włączył! Na noc zjadl jak zwykle 210ml z kleikiem. Ale ... budził się co 2 godziny i żarł dalej po 150ml! A jak zeżarł to nie chciał spać. Ja go muszę jakoś opanować, to dziecko ledwo 3 miesiące kończy! Lekarka się ostatnio za głowę łapała ile on je!
Rozpoznanie: N97.8 Niepłodność kobieca innego pochodzenia
Termin laparoskopii ustalony na 22 marca (niedziela). 27 lutego pójść zrobić badanie AMH (koszt ok. 100 zł). Przed laparoskopią poprosić o zrobienie USG. Po laparoskopii poprosić o L-4 chociaż na 1 tydzień, ale okaże się w trakcie zabiegu co i jak będzie. Na pewno muszę zadbać o to, żeby wypisie była informacja o stopniu endometriozy i żeby zrobić drożność jajowodów.
We własnym zakresie muszę zrobić:
- szczepionka przeciw żółtaczce - jestem zaszczepiona
- RTG klatki piersiowej + opis (ważne 1 rok) - mam zrobiony RTG odcinka piersiowego kręgosłupa - mam z 25.11.2014
- cytologia (ważna 1 rok) - mam z 22.05.2014
- ew. badanie TSH i zaświadczenie ew. od endokrynologa o braku przeciwwskazań do operacji - idę 3 lutego więc o to zapytam.
W lutym mam jeszcze dzwonić i zrobić resztę potrzebnych badań, a jest tego trochę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2015, 22:02
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.