Wierzę w to, że za chwilę wzejdzie słońce na mojej drodze do starań o dziecko. Szkoda, że jest ona usłana tyloma cierniami, które oprócz tego, że ranią me serce i duszę, ranią również moje ciało. Czekam aktualnie na samoistne poronienie. Ciąża obumarła na wczesnym etapie- 7-mego tygodnia, o czym niestety świadczy spadający poziom bety Hcg, plus obserwacja na USG. Słabo mi się zrobiło, gdy zobaczyłam jak po 48 h powtórne badanie z krwi pokazało, że dzieje się coś złego. Bałam się wizyty u mojego lekarza prowadzącego, a musiałam czekać na nią cały tydzień... Tydzień, który trwał wieczność!
O dziwo! Po wizycie uspokoiłam się. Trzeba przyznać, że mój lekarz świetnie mnie podszedł i metodą kanapki, mówiąc najpierw o pozytywach tej sytuacji- uświadamiających nam, jak wiele czynników musiało zaistnieć, że zaszliśmy w ciążę, następnie poruszając smutną kwestię poronienia, a kończąc na pozytywnych stronach kolejnych starań, pokazał mi, że to nie jest moja wina, że jesteśmy na dobrej drodze i na pewno nam się niedługo uda
Bardzo obrazowo i nawet trochę humorystycznie przedstawił nam wiele kwestii, które sprzyjają lub przeszkadzają w zapłodnieniu. Nieoceniona była również obecność mego męża. Bez niego pewnie beczałabym tam jak bóbr, a tak przynajmniej trzymałam się pionu.
Teraz czekam na poronienie. Brzuch boli mnie od tygodnia z różną intensywnością, ale potrafił mi już naprawdę uprzykrzyć życie, więc boję się samego poronienia, bo doktor uprzedzał, że będzie dość mocno bolało, i intensywnie będę krwawić. Za moment się o tym przekonam... Tracąc pierwszą okazję, by zostać mamą... I mimo, że pragnę tego najbardziej na świecie, to przyznam, że nie mogę się doczekać oczyszczenia organizmu, szybkiej regeneracji. Sama dziwię się, że tak odczuwam, bo wydawało mi się, że będę bardzo mocno przeżywała poronienie, a poczucie straty będzie mi dokuczało do końca życia, podczas gdy ja się z tym bardzo szybko pogodziłam. To zupełnie niepodobne do mnie... Ale co hormony mogą zdziałać i zmienić w naszym myśleniu, to wie tylko kobieta.
Cieszę się, że jestem kobietą! Mimo, że tyle będę musiała w życiu przejść jako przedstawicielka naszej płci, to wiem jaką siłę mi to daje. Zabrzmi to może jakoś dziwnie, ale czuję połączenie z Matką Naturą, rozumiem jej plany i czekam spokojnie na to, co ona mi przyniesie, o czym zadecyduje. I wiem, że będzie tylko i wyłącznie dobrze! I tego życzę również wszystkim starającym się kobietom- drzemie w nas siła, jakiej nie ma żaden mężczyzna na świecie 
brzuch jest ogromniasty i rosnie z dnia na dzien ale waga od 3tyg stoi w miejscu, dziwne...
a otom i ja...grubas 
dzisiaj jest 29tc+4..w srode wejdziemy w 31tc i 8my miesiac!

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2015, 10:41
Bolą jajniki, zbliża się owulacja. Wczoraj ostatnia tabletka lekarstwa, infekcja mam nadzieję wyleczona, można zacząć serduszkować. Bez ciśnienia, po prostu dla przyjemności. 23 marca czeka mnie przecież usunięcie Bartholina, więc nawet lepiej byłoby zaczekać z ciążą. Z resztą skoro tyle czasu się nie udawało, to dlaczego teraz mogło by być inaczej?
W poniedziałek do szpitala na endokrynologię i musiałam "zaliczyć" gin żeby wypisał mi zaświadczenie o stanie dróg rodnych.
A więc endometrium 0,89cm a pęcherzyk o dziwo w lewego jajnika 1,43cm.
Gin mnie rozbawił i zniesmaczył jednocześnie...
- ile pani waży?
- xxx
- dużo za dużo
- ale w październiku było 10kg więcej
- oj to za szybko pani chudnie, to bardzo nie zdrowo...
hmmmmmm 3 miech 10kg to dużo? niezdrowo? przy takiej wadze? najpierw mu nie pasuje bo dużo za dużo a jak się okazuje za chwilę w porównaniu do października to jednak za mało... no oszaleć można...
A co do pęcherzyka to wychodzi na to że jeśli owulka będzie to w szpitalu... i to niestety tak że nawet
w poniedziałek nic nam nie da a w piątek to już będzie za późno...
No nic przed IUI też straciliśmy owulkę bo trzeba było HSG i HSC robić i był zakaz
więc oby... mam nadzieję... trzymajcie kciuki żeby tym razem było podobnie tylko kijanek został już z nami.
Sobota... Jeszcze kibluję w pracy (nie chce mi się) a po 13 do domku gdzie masa obowiązków (też mi się nie chce) - także dziś mam mega wielkiego lenia ;] Ale jakoś trzeba się ogarnąć, bo podobno bez pracy nie ma kołaczy.
Ale za to niedziela, ale za to niedziela będzie dla mnieee 
No i odszedł czop śluzowy bałam się że go nie poznam ale był ciemno krwisty i glutowaty inny niż plamienie czy zabarwione upławy jest jak taki glut z krwią no w każdym bądź razie jak któraś zauważy to na pewno pozna no ale mam nadzieję że do jutra nasz Andrzejek poczeka bo dziś tatusia nie będzie cały dzień dopiero jutro o 4 wróci
ale idę do siostry w razie co to ona mnie wesprze i zawiezie do szpitala ale msluszku błagam poczekaj do jutra a potem możesz wychodzić jak chcesz byle przy tatusiu wiem że odejście czopa to nie znak że rodzę mogę mieć jeszcze kilka dni więc czekam na godzinę zero pozdrawiam was buziaki :-*
Może ja jestem jakaś dziwna, coś ze mną nie tak. Ale wkurzają mnie ludzie, którzy za cholerę nie chcą lub nie potrafią zrozumieć, że małe dziecko i impreza wieczorem to jednak trudne przedsięwzięcie. Znajomi (mają córkę, żeby nie było ze nie dzieciaci!), usilnie namawiają nas, żebyśmy przyszli do nich w piątek wieczorem. Oczywiście ja wychodzę na marudę, bo mówię, że nie jest to dobry pomysł, ponieważ nasze dziecko dopiero co załapało rytm dnia i nocy, świetnie mu idzie wieczorem zasypianie, sam się domaga kąpieli o określonej porze, swojej wieczornej kaszki i zaśnięcia równiutko o 20:00. Nie chcę tego psuć, burzyć mu tego rytmu, tym bardziej, ze te wieczory to jedyny moment spokoju jaki mamy. W nocy około 2 zaczyna się zawsze "przebojowa noc" z klebsiellą, więc jakby do tego doszły jeszcze problemy z zasypianiem to nic tylko zwariować! Co noc muszę go zabierać do siebie, kłaść brzuchem do brzucha na sobie i masować jego ciałko o siebie. Wtedy zwykle przynosi mu to ulgę, wypierdzi się i zasypia na jakiś czas. Potem znowu to samo. Mnie pękają już plecy z bólu, bo to jednak już trochę ważące dziecię jest, a mój kręgosłup mocno zwichrowany. Nie jestem więc specjalnie wyspana, wypoczęta i gotowa ryzykować zaburzenie dziecku rytmu dobowego dla jednej imprezy. Nie wiem jak to jest, że nie chcą zrozumieć. "my sie nim zajmiemy, przecież może spać w pokoju małej, a nie możesz go wykąpać u nas?". Tak kurde, pewnie. Wykąpać u nich pod prysznicem (!), uśpić w obcym pokoju na normalnym łóżku (żeby spadł chyba), narazić na stres, że obcy ludzie się nim zajmują i to w obcym domu (ostatnio już nieufnie reaguje na obcych, kilka razy się rozpłakał), a potem wynosić w środku nocy na mróz i jechac do domu, następnie masować do rana brzuszek i samemu o świcie paść na pysk. No nie rozumieją. Trują dupę dalej. Może to rzeczywiście z mojej strony przesada, ale mi się po prostu nie kalkuluje posiadówka przy stole kosztem zarwania nocy i zestresowania dziecka. A zaprosić ich do nas też mi się nie uśmiecha. Byli już dwa razy odkąd jest mały i nie kwapili się do wyjścia aż do 2 w nocy. A wydawałoby się to oczywiste, że młodym rodzicom nie siedzi się na głowie do późna... Może tylko dla mnie oczywiste...
Poza tym... nie wiem już co robić. Ta kuracja probiotykiem nie pomaga. Jest gorzej. Bóle brzucha, bączki strasznie śmierdzące- całą dobę. Jestem podłamana...
Staram się w miarę normalnie funkcjonować wieczorami. Ćwiczę, czytam, robię sobie maseczki, pedicure, manicure itd. Żeby czuć się dobrze, normalnie. Żeby resetować głowę od tematu dziecko i nie zamykać się na inne sprawy. Także lektury mam teraz różnorodne 

Za tydzień wizyta
chyba już ostatnie spotkanie z naszym dziubkiem kiedy zobaczymy go przez USG
mam nadzieję bynajmniej !
potem niech ładnie się szykuje na spotkanie z mamusią i tatusiem na żywo!
tak czekamy niecierpliwie matkooo..
też tak macie? Już z tej bezradności i niewiedzy kiedy to nastąpi nie wiem jak ten czas przyspieszyć, co robić 
Dziś w ogóle obudziłam się ze strasznym bólem pleców
no jakbym wczoraj na siłowni była i ćwiczyła, takie wrażenie jakbym zakwasy miała
po za tym też gardło od wczoraj pobolewa. Oj nie, nie chce żadnego przeziębienia! Co stosujecie na gardło w ciąży? 
Teraz chwilę odpoczywamy z Tomaszem
zrobiliśmy szarlotkę mmm pycha!
a on się wierci oczywiście
moje szczęście 
Środa 2 dc
Wczoraj w ciągu dnia dostałam miesiączki. Dzis drugi dzień. Nie wiem jakoś bardzo skąpy ten okres. Myślałam, że się rozhuśta, ale jakoś nie bardzo to idzie. W zasadzie to nawet nie czuję że go mam, a krwi na prawdę niewiele. Dam sobie rękę uciąć, że będzie krótszy niż mój typowy 7 dniowy okres. Efekt stymulacji? Punkcji? Leków? Nie wiem... Może któraś z Was to przeczyta po stymulacji, z odroczonym transferem. Też tak miałyście? Wizyta w klinice w poniedziałek. Niestety u innej pani dr. Moje dwie, które znam są na urlopie. Wracają dopiero pod koniec września. A ja nie chce tracic cyklu. Nie będę czekała z transferem aż wrócą. Zwłaszcza że nie ma gwarancji że to one by wykonywały transfer. Może dopłacę do dr Lewandowskiego - kierownika? Zobaczę.
Dawno nie pisałam. Starania zostały zawieszone na 2 miesiące. Miesiąc przerwy po histeroskopii. W międzyczasie otrzymałam wyniki badań i okazało sie, ze mam uroplazme. 3 tygodnie braliśmy antybiotyki i znów 0 seksu. Teraz starania zostały wznowione. Jestem już po owulacji (przynajmniej tak mi sie wydaje na podstawie testów). Psychicznie czuje sie o wiele lepiej. Zaczęłam wierzyć, ze to może sie udać, nawet jeśli nie teraz to w końcu będę mama. Wczoraj odebrałam wynik tsh - 3,70, a wiec gorzej niż kilka msc temu pomimo przyjmowania eutyroxu. Czekam na wyniki wit. D. Podejrzewam ze mam jej zamalo i z tego wynika problem z tarczycą. Jak to potwierdza badania, to zacznę ja brać codziennie i jak będzie efekt to chyba zrezygnuje eutyroxu.
Jeśli chodzi o mleko to okazuje się, że nie taka odosobniona jest moja historia. Wczoraj dentystka mi opowiedziała, że po CC miała gronkowca złocistego w ranie. Automatycznie w szpitalu jej mleko po odciągnięciu było pasteryzowane i co 3 dni nastawiany nowy posiew. Jak wreszcie wyszedł jałowy to mogła karmić bezpośrednio piersią. Ona leżała z dzieckiem urodzonym z wagą 1kg. Dlatego byli obydwoje pod tak czujną opieką. U mnie był gronkowiec złocisty dwa lata temu. I pewnie dalej jestem nosicielem, ale już nie mam objawów. Gronkowiec występuje u wielu z nas na skórze, ale to jakiś inny szczep. Ten aureus czyli złocisty jest wredną mendą. Sama z nim walczyłam kilka miesięcy. Mały natomiast urodził się jako hipotrofik z cechami wcześniactwa, czyli był słaby. W 4 tygodniu życia dostał antybiotyk na zapalenie oskrzeli. Myślę, że to go wyjałowiło na tyle, że patogeny zaczęły się mnożyć, a jego organizm był za słabiutki by z tym walczyć. Natomiast nas nikt tak szczegółowo nie badał, bo on ważył "aż" 2300-2400g. Miał hipoglikemię i cholestazę i na tym się skupiono. Przypuszczam, że obydwoje złapaliśmy klebsielle w szpitalu. Tylko, że mi ona nic nie zrobi, a jemu po pierwszym antybiotyku zaczęły się te przeboje. Tylko, że wtedy wszyscy mi wmawiali kolki... Fakt jest faktem- zarażam go mlekiem. I żadne przeciwciała mu nie pomogły.
Dziś ma bóle brzuszka i śmierdzące kupy. A antybiogram pokazuje wreżliwość tylko na antybiotyki dożylne. To by się wiązało ze szpitalem. Nie mogę na to pozwolić, to błędne koło. Najbardziej w tym momencie żałuję, że w ogóle podjęłam temat karmienia piersią. Trzeba było słuchać siebie i naprawdę mieć wszystkich w dupie. Bo teraz to tylko "ojjjj biedactwo, no co za historia, jak to możliwe?", a cierpi dziecko. Tak to kurde możliwe! P. przekazał szanownej mamusi kilka słów na ten temat... A moja mama przyznała mi się, że teściowa dzwoniła do niej codziennie i prosiła, żeby ona mnie przekonywała do karmienia piersią i to wtedy kiedy non stop mu odciągałam mleko. Ale i tak jej było mało- koniecznie chciała, zeby jadł z piersi. Jestem tak wściekła na siebie, że szkoda gadać... Intuicja! To się liczy i trzeba jej słuchać!
Zabraliśmy go dziś na odrobinkę indoktrynacji 


A w ogóle jestem zajebisty 

Wyniki odebrane. I sama nie wiem, co myśleć. Pół roku temu byliśmy załamani, bo morfologia wyszła 4%. Teraz 6,5%. Początkowo radość, ulga - bo widać suplementacja zadziałała. Ale jak zaczęłam to porównywać, to mi wyszło, że w sumie pół roku temu było lepiej. Morfologia gorsza, ale plemników było o wieeeeele więcej.Więc w sumie tych zdrowych też więcej. Echh, tak myślę, że to po prostu jest zależne od tak wielu spraw... Wiemy, że mąż jest płodny. Plemniki posiada, ruszają się w dobrym kierunku, raz ich więcej raz mniej. Plan mamy taki, że ja za miesiąc jeszcze raz idę na monitoring. Jak się nie uda, to on do androloga, a ja badanie drożności. A do tego czasu mogę sobie fikać na fitnesie
No i w sypialni, bo a nóż...
Dzien 14 i dzien 2 stymulacji.
Szybko sie to tak potoczylo 22 przed poludniem zawitala @, zaraz pozniej telefon do kliniki, wizyta wczoraj raniutko, badania , USG, probny transfer . zdziwienie moje nie mialo konca, jak caly ten " probny transfer " trwal moze ze 2 minuty . Nastawiona bylam no cos innego i stresa mialam strasznego a tu bum i po krzyku. W sumie to USG bylo bardziej nieprzyjemne, bo mialam wrazenie, ze pielegniarka probuje sie przedostac urzadzeniem do moich trzewi 
pani doktor stwierdzila,ze wszystko wyglada super, zadnych niespodzianek przy wlasciwym nie przewiduje, latwy dostep i tyle .
Po poludniu zadzwonili jeszce raz z kliniki i padla komenda " no to stymulacja start "
Pyta sie mnie, czy mam ze soba zastrzyki, zeby sobie zrobic, ja oczywiscie,ze nie, zastrzyk jak zastrzyk, strzykawek do tego nie mam. W domu posiadam igly wielkosci wykalaczki a takiej sobie wbic nie pozwole. Wiec znow szalenstwo, jazda nastepne 25 mil do apteki, bo czeka tam recepta, ktora zapomnieli mi wypisac wczesniej, a tam pan cwok mowi, ze ja juz wzielam te igly i strzykawki i ostatni zastrzyk( NOvarel) do kolecji. Myslalam ,ze wyjde z siebie i stane obok, ale spokojnie mu tlumacze, ze nie, ze nic nie wzielam, ani za pierwszym, ani za drugim razem , bo mi powiedzieli, ze nie maja tego w moich receptach, ze nie wiem jak oni moga miec w systemie ,ze wzielam jak nie wzielam a do tego pielegniarka mnie zxapewniala, ze recepte klinika wyslala. Czulam sie jakbym byla jakims cpunem zadnym strzykawek, albo minimum ich zjadaczem
no ale nic, zadzwonil pan cwok do kliniki, wyjasnil , okazalo sie, ze pielegniarka ma pamiec dobra , ale krotka, nie to co ja , jak slon 
Tak wiec ze zdobycznymi iglami i strzykawkami, biegiem do domu, telefon do M,zeby przyjezdzal na chwile, bo jest misja do wykonania.
Zadanie zostalo wykonane , tak wiec od wczoraj seria Bravelle i Menopur gosci 2 x dziennie w moim sadelku. Ten jednak juz nie jest taki nieodczuwalny jak Lupron, jest go o wiele wiecej i jakis taki szypiacy. Fakt, obejrzelam sobie moj bebenek , bo cos zaczal mnie bolec po drugiej dawce wieczorem, mam na nim pelno sinialow i chyba stad ten bol.
Ale nic , dam rade, jeszce z 10 dni chyba? Nie wiem dlaczego stymulacje zaczeli juz 2 dnia, no ale oni wiedza lepiej.
Wtorek nastepna wizyta, nastepne USG i ewentualna zmiana dawek
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2015, 16:51
Diagnoza po histeroskopii- jednorożna macica. Wykształcone dwa jajowody, lecz obydwa niedrożne.
Połączenie jednego z jajowodów przerośnięte błoną w miejscu, w którym jest w bardzo małym stopniu połączony z jamą macicy.
W czwartek kontrola i ustalenia co dalej. Wstępnie lekarz nakreślił 3 opcje: laparoskopia, laparotomia i/lub operacja celem naciecia jamy macicy i poszerzania jej ścian.
Na chwilę obecną psychicznie czuję się fatalnie. Plamienia i ból po histeroskopii powoli ustępują.
Nie wiem czy można się obrazić na swój organizm, ale ja się obraziłam.na śmierć.
Jak on mógł przez dwa dni zachowywać się tak, jakby się udało..dawać mi znaki i sygnały, których wcześniej nigdy nie było, których nie da się logicznie wytłumaczyć. a potem pozostawić mnie bez złudzeń..ten smutek i zawód w oczach męża...
BOLI OGROMNIE, mam dość wszystkiego.
Mija dzień za dniem. W głowie mam straszną pustkę. Zero chęci do czegokolwiek. Nie chce mi się wstawać z łóżka, jeść, myśleć... Cała ta historia mnie dobija.
@ nie widać. Od kilku ładnych dni bóle krzyża, jajników i chyba jakaś infekcja mi się przypałętała. Jakaś podrażniona jestem. Trzeba łyknąć probiotyki. W poniedziałek wizyta u ginekologa. Zobaczymy co tam się w środku dzieje. Czasami mam wrażenie, że znów jestem w ciąży ale to pewnie marzenie mojej psychiki.
A. pracuje i jakoś tak mi ciężko bez niego. Kiedy jest w domu jakoś się zmuszam żeby się w sobie zebrać. Jest moją opoką. Bez Niego nie dałabym sobie rady.
Byłam dzisiaj zbadać progesteron 3 dpo wynik to 8,18 jestem w szoku bo zwykle tski byl 7 dpo tak się cieszę 🙈
6 dpo powtarzam
i czuje ze ziola ojca sroki sie to tego przyczyniły tak samo jak do tego ze doszło do owulacji 😇 chociaz i tsk zaczęłam od dzisiaj brac Duphaston nie spodziewałam się takiego proga dzisiaj. Jestem taka zaskoczona 😃
Estriadol 84 🙂
Organixm wraca na właściwe tory 🙈
Dzięki dziewczyny oby minął tydzień a potem tylko luty i już będzie 12 tydzień 
25t5d
Dzisiaj wybija nam 100 dni do porodu
tzn do wyznaczonego terminu. Z okazji studniówki naszej księżniczki mąż zrobił mi sesję zdjęciową, chyba z 300 sztuk
Niektóre wyszły fajne, inne mniej, zrobiłam folder do oglądania przez znajomych a reszta dla mnie 
Jak to wspaniale nosić pod sercem swoje szczęście i sens życia 
A to my



Ale ten czas wolno leci... jeszcze 5 tygodni do czasu kiedy najwieksze niebezpieczenstwo utraty ciazy mija.Bedzie to poczatek marca, urodziny mojego taty. Dzis mega sennosc, zmeczenie, teraz po sniadaniu towarzysza mi lekkie mdlosci. Chcialabym juz moc sie podzielic z rodzicami ta wiadomoscia. Oni juz tyle lat czekaja na to, ale teraz nie moge, bo jeszcze za wczesnie i beda sie martwic. We wtorek kolejna wizyta, na ktorej mam nadzieje potwierdzimy, ze Malenstwo ma dobrze bijace serduszko... Chcialabym, zeby w koncu bylo wszystko dobrze, chcialabym moc juz wpelni sie cieszyc
i nie musiec tego trzymac w tajemnicy.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.