No niestety kolejne badania nie pozostawiają złudzeń
beta niby przyrasta ale minimalnie…
Mam odstawić luteinę i w środę dać znać lekarzowi jak wygląda sytuacja o ile nie będę wcześniej krwawić… a w piątek planowane łyżeczkowanie jeśli nic się wcześniej samo nie zacznie…
Z dwojga złego cieszę się, że sytuacja już się na tyle wyklarowała, że można było podjąć jakąkolwiek decyzję, bo już po czwartkowym usg przestałam wierzyć, że jeszcze coś z tego będzie
Pierwszy dzień... wszystko ładnie, pięknie, czas mija, śnieżek za oknem pada... pod koniec szkolnego dnia chłopiec mi się prawie rozpłakał... dokuczają mu inni, czuje się źle, krótko mówiąc pełni rolę kozła ofiarnego. O losie... przecież to nie moja klasa, czemu mi się zawsze coś takiego musi przytrafić, czemu nie rozbeczał się przy swojej wychowawczyni. O rany...
Jutro muszę o tym fakcie powiedzieć psycholożce. Szkoda mi się go zrobiło, jak wracałam z pracy to myślałam o nim.
W domu codzienność... obiad zjedzony, pranie nastawione, lekcje na jutro odrobione, myślę o mojej owulacji i bólach lewego jajnika, ot zwykła szara rzeczywistość. To sobie myślę, akurat mam czas na modlitwę, z wieczora może być różnie mając w domyśle zbałamucenie mojego małżonka
O dzieciaku... zapomniałam. Na koniec otwieram niezawodne Pismo... "Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Od tej pory... dzieciaka mam w głowie. Przypadek ?? O rany... dlaczego zawsze mnie coś spotyka?? !!
kupiłam dzisiaj mężulkowi suplementy takie jak:
-koenzym Q10
-Salfazin ( zawiera cynk , minerały...)
-Kwas foliowy
-wit C 200mg,
-Wit A+E
i łykać będzie codziennie od dzisiaj po jednej tabletce wieczorkiem
a na internecie chce zamówić jeszcze mace, tylko nie wiem którą... bo są różne
a ja łykam codziennie od dzisiaj kwas foliowy...
może coś podziała w co wątpie, przecież mam PCO 
Jej jak ten tydzień zleciał, tyle miałam spraw na głowie, że kompletnie nie miałam czasu na zaglądanie do ovu, nawet tempka nie jest mierzona dokładnie.
Może to i dobrze bo myśleć cały czas o tym jak bardzo chce się dziecka może doprowadzić do jakiejś depresji czy cuś takiego:-
Z dziecka chyba w tym miesiącu też nici, gdyż w dni płodne mojego męża niestety nie będzie, musi wyjechać a ja z nim nie mogę, więc pozostaje przełożyć wszystko na marzec.... szkoda, no ale cóż żżżycieee.
Zasypało nas śniegiem, jakoś nie mogę jednak odnaleźć uroku zimy, tęsknie za wiosną, śpiewem ptaków, słońcem, zapachem kwiatów, drzew....mmmm jeszcze trochę.
Narazie walczę z zapaleniem pęcherza, jej jak to cholerstwo boli przy sikaniu to niech diabli...biorę furaginę, a gdzieś czytałam, że to tez płodności nie sprzyja, więc nawet gdyby miało się coś w czasie przesunąć to i tak ten miesiąc odpuszczam i zaliczam do straconych, ale trzymam kciukasy za wszystkie dziewczyny. oby w miesiącu lutym przybyło mnóstwo zielonych kropasków...
papa
Dziś stawiłam się do szpitala i co? I oczywiście mnie nie przyjęli bo to już 7dc i za późno na diagnostykę hormonalną. Nawaliły położne zapisujące na badania. Razem ze mną przyszła i też została odesłana jedna dziewczyna bo w tym samym dc była. NFZ...
No więc czekamy na kolejny cykl. Znowu. Najlepsze jest to, że wiedziałam, że tak będzie i kiedy pani doktor usłyszała który to dc jedyne co mi się chciało to śmiać. Nawet jakoś specjalnie zła nie jestem. Tylko strasznie mi się chce śmiać 
A poza tym tak sobie myślę, że może tak ma być, może ten cykl zaowocuje jakimś nasionkiem 
Myślenie życzeniowe: ten cykl będzie owocny...
o 2:00 krwawienie czerwoną krwią nie za dużo, bezboleśnie potem brązowe plamienie cały dzień, lekkie bóle brzucha i prawego jajnika, lekko obolałe piersi. tem. o 16:00 37,7
dziękuję kochane za wsparcie!
teraz chyba najtrudniejsza decyzja przede mną… zabieg czy czekanie…
cholernie się boję szpitala, wiem, że zabieg to spora ingerencja… natomiast chyba nie jestem w stanie czekać, nie wiem czy będę w stanie pozbierać się po widoku krwi, z myślą, że nasze maleństwo odejdzie w wc, czy będę w stanie chodzić z myślą, że chodzę z martwym maleństwem w sobie... 
Niby to bardziej intymne ale chyba też dużo bardziej bolesne
z dwojga złego chyba wolę jednak zabieg 
Test zakupiony leży w torebce i drażni moją podświadomość. Będzie musiał zaczekać. Właśnie dostałam okres. Zaczynamy zabawę od początku. Głowa do góry, cycki do przodu i lecimy dalej 
Dzisiejsza wizyta u ginekologa minęła szybko i rzeczowo. W sumie to kontrola była, macica się ładnie oczyściła po poronieniu, organizm wraca do normalnego cyklu. Jednak... Na razie starania ze wspomaganiem owulacji clostilbegytem są zawieszone, bo musimy przebadać w razie czego mojego męża ( badanie nasienia pokazało, że tylko 3% plemników jest prawidłowych)i musimy podreperować jakość nasienia. Doktorek przepisał Profertil, zalecił Małżowi badanie usg jąder i za 2-3 miesiące będziemy starać się dalej z pomocą monitoringu cyklu i clo. Męża dziś ze mną nie było i z dr się śmialiśmy z tego, jak oni faceci boją się lekarzy a już zwłaszcza urologa/androloga, i że pewnie nie szybko do niego zawędruje moje Kochanie
lubię go za to poczucie humoru, które podnosi na duchu i motywuje do dalszych działań
Ale jako lekarz potrafi być niemiły, oby te lepsze relacje pozostały już na stałe.
Zamawiam właśnie witaminy dla T. , ale nie sądziłam, że to cholerstwo jest takie drogie! Ja nie mogę
ale czego się nie robi dla zdrowia i chęci posiadania dzieciątka
przy okazji zamawiam inofem i rozejrzę się za ziołami Ojca Sroki na owulację. Starania nie są u nas zakazane, jednak lekarz sam powiedział, że raczej owulacji nie będzie, ale nie zabronił prób jej wywołania. Zwłaszcza, że zioła są naturalne a naczytałam się o pozytywnych efektach tyle, że aż żal nie spróbować
choć wielkiej nadziei w tym nie pokładam.
No i oczywiście regularnie będę mierzyła tempkę. Nie poddam się teraz już tak łatwo- nie znoszę porannego wstawania
Motywacja jest i oby się utrzymała.
Wierzę, że za jakiś czas zrobi się zielono za oknem i przyjdzie wiosna, i u mnie też będzie zielono
póki co muszę znaleźć ujście nadmiaru energii- mąż siłownię proponuje i chyba się skuszę i z nim pójdę- przynajmniej będę miała pewność, że żaden dureń nie będzie mnie podrywał, podczas moich wypocin w cienkim dresiku...
O 16:18 przyszedł na świat nasz synuś Tomuś!
jest taki piękny!
boże dziewczyny.. 3580g i 10/10pkt 
Cześć dziewczyny!
Korzystajac z tej aplikacji zauważyłam, że ma ona również funkcję pamiętnika. Chyba tego było mi potrzeba... Terapeutycznego wygadania się komuś, wypowiedzenia moich bolączek i zmartwień 😅
Trafiło na Was! Bo kto mnie lepiej zrozumie, jak nie osoby w podobnej sytuacji?
Zacznę od przedstawienia siebie. W czerwcu skończyłam 25 lat. Nawet nie wiem, kiedy z nastolatki stałam się dorosłą kobietą. Rok temu w sierpniu miał miejsce nasz wielki dzień 👩❤️👨 W zasadzie była to formalność. Wzięliśmy ślub po 8 latach razem. W zasadzie można powiedzieć, że razem się wychowaliśmy 😅Ja miałam 15 lat a on 17 gdy się poznaliśmy. Mam cudownego męża, którego traktuję nie tylko jako partnera romantycznego, ale również i najlepszego przyjaciela.
Już na początku studiów zaczął uruchamiać mi się instynkt macierzyński. Zawsze marzyłam o dwójce (może trójce) dzieci ❤️ Ze względów zdrowo-rozsądowych nie staraliśmy się o potomstwo. Uważam, że ciężko byłoby pogodzić studia i macierzyństwo, choć gdyby zdarzyło się, byłabym przeszczęśliwa. Mąż na pewno też. Ale to nie był czas dla nas. Na tamten moment chcielismy nacieszyć się sobą i uzbierać trochę pieniędzy na budowę wymarzonego domu 🏡
Przyszedł rok 2020. Jeszcze przed pandemią zdecydowaliśmy się wrócić do rodzinnego miasta, ponieważ skończyłam już studia i mogliśmy zacząć myśleć o budowie. Na horyzoncie był różnież ślub w 2021 roku. Niestety przyszła 👑, inflacja, stresy i ta sytuacja skutecznie utrudniała nam nasze plany związane z domem. Na całe szczęście oboje znaleźliśmy fajne prace, które dawały nam stabilność.
Niestety w 2020 roku rozpoczęła się moja "przygoda" z trądzikiem... Nigdy nie miałam z tym większego problemu, a tu nagle sytuacja zmusiła mnie do pójścia o pomoc dermatologiczną. Zgodziłam się na terapię antybiotykową (lżejszą niż izotek). Rok walki nie dawał pożądanych rezultatów. Wieczne nawroty, układ pokarmowy rozwalony, skóra przesuszona od maści i lekarstw. Zaczęłam czytać, być bardziej świadoma i szukać przyczyny w organizmie. Od początku 2022 roku miałam pobrane hektolitry krwi do badań. Powtórzyłam je po 3 miesiącach. Wszystkie wyniki były ok. Byłam u endokrynologa, ginekologa, dermatologa, alergologa, kosmetologa, dietetyka. Znalazłam poniekąd coś co mogło na to wpływać - zbyt wysoka insulina i glukoza we krwi. Dodam, że jestem dość szczupła - przy 159 cm ważę 50 kg. Moja dieta opierała się głównie na węglowodanach, więc nie dziwię się, że taki skutek to przyniosło. Staram się je ograniczać od 4 miesiący. Czuję się lepiej, nie jestem śpiąca (co wcześniej zakrawało o narkolepsję 😅). Przyszedł czerwiec. Odstawiłam tabletki antykoncepcyjne, której brałam nieprzerwanie od 7 lat. Chciałam oczyścić organizm przed staraniami... Przez pierwsze 2 miesiące było dobrze. Żadnych efektów ubocznych, miesiączki regularnie,jak w zegarku. Potem jednak trądzik zaczął się nasilać i przenosić na żuchwę - typowo hormonalny. W 14 dniu cyklu byłam u ginekologa. Usg wykazolo małe pęcherzyki. Lekarz powiedział, żeby nie martwić się na zapas, bo wcześniejsze miesiączki były regularne i wyniki badań z czerwca były super (wizyta była we wrześniu). W zasadzie nawet nie powiedziała, że te pęcherzyki tam są i że mogą coś złego oznaczać, a wzmianka o nie martwieniu się odnosiła się do prawdopodobnego spóźniania następnej miesiączki. Potem jednak przychodził termin miesiączki... i cisza. Minął tydzień, dwa, trzy... Test ciążowy - jedna kreska. Powtórzylam badania. Wyniki totalnie rozjechane. Zapisalam się do endykrynologa. Wstępna diagnoza: jakieś zaburzenia pracy nadnerczy. Nie wiedziałam, że usg jajników wyszło źle, więc błędnie nakierowałam lekarza, że z nimi wszystko ok...
Potem pojechałam do mojej kosmetolog. Spojrzała tylko na moje wyniki badań z krwi, na usg jajników i nowy trądzik z których przyjechałam. PCOS... super. Tego do szczęścia mi brakowało... Oczywiście nie muszę mówić, jak bardzo mnie to załamało.. W sierpniu podjęliśmy decyzję, że zaczynamy staram się o baby, a tu taki cios.
Powiem Wam dziewczyny, że jest ciężko. Jestem wykończona cała tą sytuacją. Pandemia, problemy z cerą, uważanie na to co jem, komentarze i pytania o dziecko, inflacja która zjadła nasze pieniądza zbierane na budowę, dzielenie domu z rodzicami, problemy z PCOS... Wszystkie te problemy sprawiają, że czasem nie mam na nic sił. Dużo tego się nazbierało. Generalnie jestem osobą bardzo pozytywną, radosną, zawsze uśmiechniętą. Ale 2 tygodnie temu coś we mnie pękło... Na kilka dni zaszyłam się w pokoju i wybuchałam płaczem. Wszystko mnie drażniło, denerwowało, flustrowało... Dobrze, że mam ogromne wsparcie męża. Jak się później okazało najprawdopodobniej mój stan był spowodowany burzą hormonów. Kilka dni później dostałam miesiączki - po 56 dniach cyklu. Dziś jest 15 dzień i testy owulacyjne wychodzą negatywne, więc najpewniej będę miała powtórkę z rozrywki 👍
Jestem osobą, która lubi się wszystkim dzielić z innymi. Każdy problem lubię z kimś omówić. Ale o staraniach wiem tylko ja i mąż... Nie chcę słyszeć pytań "jak wam idzie?" "kiedy dzidzia?".. Chociaż i tak już często padają takie teksty z ust ciotek... Najgorsze będą święta... I te życzenia bożonarodzeniowe... A może uda się do tego czasu?
Porada dnia
Ciesz się warzywami, które korzystnie wpływają na płodność i dostarczają dodatkową dawkę kwasu foliowego, beta karotenu i żelaza. Należą do nich m.in. marchewka, papryka, kabaczki, dynia, brukselka, szpinak i brokuły.
chwilkę mnie nie było...@ przyszła wczoraj... tak się bałam jak zareaguje a moge tak na prawdę powiedzieć, że to był piękny weekend.
Cały spędziłam z meżem, nawet udało mi się z nim szczerze porozmawiać (co prawda najpierw musiałam się opić trochę ale to już zawsze jakiś progres) już w sobote czułam, że @ się zbliża i powiedziałam mu że w tym miesiącu się nie udało i spytał "czy mozna miec na poczatku ciazy okres?" czym mnie zaskoczył na plus... przekonałam go do witamin, zamówiliśmy na necie dla niego salfazin a dla mnie baby&mama med - dla kobiet starajacych się (czytałam dużo pozytywnych opinii) poogladalismy w nocy filmy, poobgadywalismy ludzi i w niedziele rano przywitałam @ z dziwnym spokojem.
Ale z perspektywy czasu patrzac na zeszły cykl - ja po prostu miałam ogromny PMS! i to jego byly objawy a nie jakiejs mojej urojonej ciazy. I w sumie zrozumialam ze ja moge poczekac jeszcze nawet pol roku na ta ciaze czy rok ale poprostu ja panicznie boje się tego badania niedroznosci jajowodów... bo jesli wyjdzie zle i wysla mnie na laparoskopie (ktora ostatnio przezyłam strasznie) to mam dosyc, ale z drugiej strony jak czytam, że po takim udraznianiu kobiety zachodza np w kolejnym cyklu to może warto? bynajmniej pierwszy miesiac odchaczony na minus i to na spokojnie. Ten cykl chce przezyc bardziej luzie... dziś w koncu zaczelam zlewac moje domowej roboty wino- stało sobie od wrzesnia i sie przerabialo i z nim na spokojnie przed tv bede spedzac te zimne wieczory kiedy maż pracuje a jak Bóg da... może za miesiac mój wpis bedzie wygladac inaczej...
Co za senny poranek. Długo nie mogłam zasnąć - a teraz w efekcie kleją mi się oczy...w zasadzie powinnam sobie wstawić w nie zapałki, bo mam tak ciężkie powieki, że ledwo daję radę trzymać oczy otwarte. Kawa poszła w ruch.
Tempka nie skoczyła...jeśli pierwszy raz w życiu kiedyś mi skoczy i zauważę drugą część cyklu to chyba ucieszę się jak z pozytywnego testu ciążowego
Wiem, że owulacja po pozytywnym teście może wystąpić dopiero po dniu, a nawet dwóch...ale jakoś tak mi się dziś rano smutno zrobiło jak zobaczyłam znowu niską temperaturę. Nie wspomnę o tym, że od 2 dni budzę się i jestem przekonana, że mam gorączkę...a tu lipa.
Weekend zleciał niewiadomo kiedy. A zmęczona jestem bardziej niż po tygodniu pracy. Pączki się udały. Oczywiście z pomocą siostrzenicy, tyle, że nocka to już mniej dobrze poszła - co chwilę się budziłam i w efekcie obudziłam się z bólem głowy. Pasemki wyszły ładnie, nowa fryzurka też -tyle że się nasiedziałam. Aż do 3.00 rano. Fryzjerka to koleżanka, na dodatek młoda karmiąca, mama, więc stąd to przeciągnięcie. Poszłam spać to była już 3.30. A w sobotę rano już o 8.00 pobudka - byłam umówiona na pakowanie rzeczy do naszej fundacji.
Wyniki z poprzedniej kliniki zostały dziś wysłane, więc niedługo powinnam je mieć.
Dziś w pracy miałam ogromnego stresa. Miałam tak nieprzyjemną rozmowę (delikatnie mówiąc), że cała byłam roztrzęsiona i długo nie mogłam się po niej pozbierać. Oby jutro był lepszy dzień.
Jeszcze miesiąc do wizyty u nowego ginekologa...
Brawo ja tylko ja mogłam sobie zrobić rane na bliznie po cc. Myslalam ze juz mogę sobie majteczki założyć wprawdzie mama ale się okazało że te majteczki doprowadziły mnie do bólu i do tego ze cofnęłam się dwa kroki w tył juz w głowie miałam nacinanie rany zszywanie naszczescie w porę się ogarnęłam zaczęłam przemywać rane sterylnymi guzikami z octaniseptem. Mam leżeć na brzuchu aby ropa wypłynęła i dostalam tez przepisana masc ale maści nie ma to maz kupil krem zawsze to lepsze nic nic. Chodze znowu jak paralityk juz nawet nie mam gaci do chodzenia z lidla się przetarły a musze być bez bielizny wiec nie będę swiecić golizną zostały mi jedne spodnie z calzedoni i jeansy
Jutro transfer 
Jutro transfer 
Codziennie dochodzą kolejne objawy. Obserwuję organizm i czekam na rozwój wydarzeń 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.