Dokładnie rok temu....


To był najpiękniejszy, najbardziej zaskakujący, niezwykły rok. A moje dwie kreseczki właśnie ucinają sobie popołudniową drzemkę. Jak to nazwać? Jak opisać? Jak wyrazić słowami? Jak to w ogóle objąć umysłem, że dwie kreseczki na kawałku tektury oznaczają taki cud?... I dopiero teraz rozumiem jak ogromny cud. Wtedy była radość pomieszana ze strachem, niedowierzanie... Dziś miłość i wdzięczność, że go mam 

Dziś zaczęłam 12tc, przynajmniej mam nadzieje że nic się nie zmieniło od ostatniego usg. Pamiętam jak w 1 ciąży przeszłam przez tę magiczną datę by 2 dni później dowiedzieć się że wcale jej nie przeszłam. Ale teraz jest inaczej, niedawno miałam usg i dzidzia miała się dobrze. No ale mimo wszystko boję się... niby gdzieś w środku czuje że tym razem się uda, ale wiem że takie rzeczy zdarzają się i takim jak ja... jakie to dziwne. W 1 ciąży gdzieś głęboko w środku wiedziałam że coś pójdzie nie tak, ale nie wierzyłam że takie coś może spotkać kogoś takiego jak ja. Zupełnie odwrotnie... Ten strach już chyba nigdy nie minie. Biję się z myślami czy detektor tętna płodu mi pomoże czy jeszcze zaszkodzi (bo mogę mieć problem by znaleźć tętno)? Czy na pewno jest on bezpieczny? Czy w ten czwartek po prenatalnych poczuję ulgę czy po prostu wyznaczę sobie kolejną datę od której będzie bezpieczniej?
CHORA... Ciąża + duży stres związany z ubiegłym USG + kichający pracodawcy i współpracownicy = stan podgorączkowy (37,7-38C) osłabienie, ospałość, ból zatok, zapchane gardło i kaszel... Od piątku po pracy leżę w łóżku, piję mleko z miodem i masłem, wciągam cytrusy na zmianę z herbatką z maliną no i ssę cytrynę z cukrem. Wcale mi nie przechodzi... Jutro chyba pójdę do pracy a jeśli nie będę w stanie pracować, to po pracy do lekarza... Dzięki mojemu kochanemu Mężowi z pozytywnym nastawieniem przestałam się przejmować przyszłym piątkiem. On cały czas mówi że zobaczę Nasze maleństwo
Oby tak było.
3 dzień cyklu
49,7 kg
obwód brzucha na wysokości pępka 67 cm
obwód uda 49 cm
Czuję się okropnie podle...bo tak potwornie zazdroszczę tym wszystkim dziewczynom, które są już mamami, są w ciąży... Ale to silniejsze ode mnie
Poważnie myślę o remoncie sypialni ze względu na przyszłe Maleństwo. Tylko skoro możemy się go nie doczekać to po co ruszać cokolwiek...
__________
1 śniadanie: Owsianka z truskawkami, jagodami goi i rodzynkami, pestkami dyni, słonecznika, siemieniem lnianym i amarantusem, sok z jabłka, selera naciowego i buraka
2 śniadanie: Kanapka z chleba żytniego z białym serem, pomidorem i papryką i banan
Obiad: Klopsy z frytkami, sosem i borówką
Podwieczorek: Ciasto migdałowe i sok jabłkowy
Kolacja: Grzanki z mozarellą i pomidorem
Dziś robiłam szarlotkę. Oj bardzo mi się jej chciało i nagle słabo i nie dobrze. Potem siku co 10 minut. I jestem zła na siebie. Im bliżej @ coraz to nowsze ściemy. Wiem, że nie jestem w ciąży. Nie chce się oszukiwać a ten mój umysł robi to chyba złośliwe. Jak by tego było mało płakałam jak bóbr oglądając smerfy. Dlaczego organizm nas tak oszukuje, kiedy tak bardzo pragniemy coś poczuć? Czy nie wystarczające jest to, że czekamy zbyt długo?
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2015, 22:17
9CS
Zaczyna się dziewiąty cykl przesiedziany na OvuFriend. Cyfra dziewięć wybitnie drażni oko, domyślacie się dlaczego?
Siedzę we wannie i wymywam z siebie strzępki krwi - hańba kobiecości. Moje łono jest ułomne, teraz dotarło to do mnie bardzo dobitnie.
Jestem rozjechana psychicznie przez ten cudooowny weekend.
W walentynki pamiętał o mnie tylko okres. Mojemu Lubemy "wypadło z głowy" pomimo, że trąbi o tym cały świat "ej DUPKU, kup swojej kobiecie chociaż raz w roku badyla za kilkanaście złotych, tylko po to, żeby przetrwała z tobą kolejny rok piorąc, sprzątając, gotując i dając dupy...ZA DARMO!"
No cóż, mój nie złapał tego komunikatu wcześniej, dopiero ja musiałam mu powtórzyć.
Oczywiście była ściema..."Maluch, rusz dupke, jedziemy na zakupy kupie ci jakąś koszulkę nocną, albo super staniczek..."
Pierdole - nie dziękuję!
Na siłę ruszyłam się, podjechalismy do jakiegos centrum na "zakupy". Nie weszłam do żadnego sklepu, jak nie mam ochoty na zakupy to NIE! Z braku laku wymyślił pewnie na poczekaniu, że zobaczymy oferty biur podróży dla porównania cen bo przecież przez pierdolonego franka ślub na Bali za +/- 30 tyś odszedł w gówno niepamięci. A przynajmniej nie kwiecień, ale skoro nie kwiecień to następna "zima".
Ponieważ zakupów nie było, no to może "zjemy coś na mieście". Pierwsza lepsza restauracja o nazwie, nomen omen "chimera"...
A w środku same parki, z bukiecikami, trzymające się za rączki...KURWA!
Na słowa "no co tam moja walentynko" zaserwowałam słynne spojrzenie wrony. Takie które odziedziczyłam po tatarskich przodkach, a oni twierdzili, że zielonoocy mogą zabić spojrzeniem - ja mogę! W efekcie wstaliśmy, wyszliśmy i kłóciliśmy się w aucie w drodze powrotnej- z głodu zapewne!
Wygarnęłam to co chciałam i ulżyło mi chociaż trochę. Zrobiłam jakiś tam obiad i gdy tylko poczułam znajome rozlewające się ciepełko "o tam" poszłam do lodówki po drinka.
Wieczorem umówiliśmy się ze znajomymi na bowling, kolejne drinki i rekordowa ilość zaliczonych łuz...Kumpela: aparatka jakich mało, matka dwójki dzieci, największy świr jakiego znam, a zarazem największy entuzjasta moich piersi - ponoć jak się o nie ociera to przynoszą jej szczęście...fajnie, że chociaż komuś...No więc kumpela pod wielkim wrażeniem Greya i jego "strzałki" wiecie - ten trójkącik nad męskim łonem mmmmrrr, dobrze, ze mnie nie kręcą takie klimaty bo pewnie zgwałciłaby mnie w ciemnej sali kinowej hehhe
Wracając jednym autemn z innymi znajomkami - w czwórkę, na hasło kolejno odlicz mówie PIĘĆ! chociaż miałam na myśli coś w stylu "podwozimy bezdomnego na dworzec" od razu usłyszałam od znajomych, którzy też się starają (od 2 lat)momentalnie usłyszałam "serio? gratulacje! chyba nie powinnaś pić?!" mówie, ze nie- frajerzy nie jestem w ciazy! "KURWA, WRONA MYŚLELIŚMY, NA SERIO, ZE JESTES..." przynajmniej przez 2 sekundy zanim zaprzeczyłam.
Po powrocie gramole sie do łózka, Luby probuje sie przytulic "a z tym piciem to chyba mogłas sie wstrzymac"..."zrobilam test, negatywny"...cisza..."przepraszam za dzisiaj, naprawdę zapomniałem o walentynkach...to teraz umówisz się na drugi monitoring, od kiedy?..."
Czy się umówię? nie wiem, jeszcze mam czas, pomyślę... Póki co czuję się jak pierdolona Jętka Jednodniówka...żyję jak larwa, wpierdalając wszystko inwestując w swój wzrost, po to tylko by przez chwilę "porozmnażać się" i zdechnąć...Mnie się udaje cały cykl życiowy jętki przerobić w teatralnej 28dniowej wersji, tylko akt II z rozmnażaniem nie wychodzi. Za to zdycham koncertowo i na pamięć!
Dziś piękny dzień - pracowity, ale satysfakcjonujący 
1) Tort dla męża zrobiony (czemu nikt mnie nie uprzedził, że pokrywanie tortu masą marcepanową jest tak koszmarnie trudne?? ;( )
2) Pazurki zrobione.
3) Odkurzone...
4) Z nudów zrobiłam też mazurek na jutro do rodziców - mama będzie miała niespodziankę.
...teraz czekam na męża, który jest przekonany, że pojechałam już dziś do rodziców
A ja się przyczaję z torcikiem i będzie surprise
Mam nadzieję, że mąż nie dostanie zawału - zawsze boję się takich akcji - my Polacy chyba nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich niespodzianek...
Strzeliłam tylko jedną gafę...bo nie mam obiadu! Ja dziś o dziwo nie jestem w ogóle głodna...z resztą post jest. Mąż będzie miał tort
Hmmm chyba, że jakiś makaron na szybko zorganizuję?
Wczoraj miałam jakiś kiepski wieczór - kiepski umysłowo...z okazji rocznicy śmierci naszego Papieża włączyłam sobie jakiś dokument o Nim - i co? i jak zwykle siedziałam i łzy leciały mi po policzkach. Przyznaję się bez bicia - nie jestem poprawną katoliczką - z kościołem rozminęłam się kilka lat temu (ku wielkiemu niezadowoleniu mojej mamy, która cały czas ubolewa, że chciała wychować mnie w wierze)...ale podkreślam - rozminęłam się z kościołem, z systemem, który nas otacza - nigdy nie rozminę się z Bogiem. Tak jak na zawsze największym autorytetem będzie dla mnie Papież - wspaniały człowiek - żałuję, że nigdy nie dane było mi zobaczyć go na żywo...ale wiem, że on cały czas nad nami czuwa. I cieszę się, że żyłam w czasach, gdy był tu z nami - choć tak daleko to jednak blisko.
Korzystając z tego, że już jutro Święta - chciałabym Wam zostawić tu Jego słowa zamiast życzeń:
"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi."
Ja dziś dzielę się z Wami swoimi myślami - wspieram każdą z osobna - i te, które czekają na II i te które już czekają na Maleństwo! Wierzę, że historia każdej z nas dobrze się skończy
Wesołych Świąt!

14+2
Wczorajszy spacerek dobrze nam zrobił.
Wieczorem było
hehehe jak byśmy to robili pierwszy raz, delikatnie, spokojnie, z wyczuciem... Pod koniec niestety trochę mnie wysuszyło i odczuwałam pewien dyskomfort w postaci tarcia. No, ale było cudownie!!!
Dzisiaj odebraliśmy teściów z Gdańska. Nie było najgorzej. Zauważyłam, że zaczęły mi przeszkadzać buziaki na dzień dobry i na do widzenia. Strasznie się ograniczam... Albo to hormony albo mój foch. Nie wiem. Nie będę tego analizować. Nie będzie uścisków i całusków, bo nie mam na nie ochoty.
Jeśli jutro wstanę i będę miała chęci, to pojadę do krawcowej skrócić spodnie, zrobię może małe zakupy i pójdę do parku z małą, żeby sobie pobiegała. Oczywiście, to moje wielkie plany. Co z nich wyjdzie? Zobaczę jutro.
Odczuwam właśnie głód. Chyba nie obejdzie się bez kanapki z serem...
Ciąża rozpoczęta 16 stycznia 2015
Wczoraj mialam chyba od 3 tygodni pierwszą noc przespana normalnie i to pospałam sobie a teraz znowu te mdłości i znowu się męczę juz jestem wykończona jedyne mysli które chodzą mi po glowie to co ja sobie zrobilam i wiem że marzylam o tym bardzo i sa osoby co dalej marza ale to tak jak z choroba pragnie sie tego zdrowia a ja czuje jakbym byla czymś struta
(
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2020, 23:13
5.30, temperatura spada, test - ;/ Szanse się oddalają. Szkoda 
Ech... i znowu poniedziałek
Strasznie krótkie te weekendy. Ostatnio niestety trafiamy tak, że dni zielone wypadają wtedy jak jesteśmy poza domem. I małoooo tych serduszek 
I nawet w walentynki nic. Aż się wściekłam na Męża. No bo ja się tu staram jak mogę żeby się wstrzelić jak najbliżej owulacji, mierzę, obserwuję a serduszek brak. Niby śluz płodny w tym miesiącu wyjątkowo ładny nawet bez wiesiołka, więc może przetrwają jakoś te plemniczki. Karmię Męża różnymi suplementami żeby były silniejsze 
Od soboty zaczęłam łykać witaminę D3. Podobno pomaga. Na wszystko
Zobaczymy czy będą jakieś efekty.
Dzisiaj kolejne badanie moczu za mną. Z niecierpliwością czekam na wyniki. We wtorek usg brzucha i nerek. A w międzyczasie czekam na @. Objawy miałam dość szybko po owu i póki co cisza. Chociaż w poniedziałek myślałam, że oszaleje, bo sutki swędziały mnie tak bardzo, że nie wiedziałam co zrobić 
Ostatni dzien na Duphastone... Przede mna najgorsze - dziewiec dni czekania czy @ przybywa, bezsilnego i bezczynnego... Jesli nie, 25 Lutego wizyta u gin. Co potem? Nie wiem...
Drugi i trzeci tydzien Marca optymistycznie obstawiłam rezerwacjami wizyt na monitoring... Wiec codziennie odliczanie i korygowanie (anulowanie) rezerwacji w miarę spozniajacej sie nadal @.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2015, 07:59
No to jak już wiecie wizyta w klinice do udanych nie należała. Trafił mi się lekarz gbur który na pewno nie będzie ojcem moich dzieci
Jedno jego zdanie zaprzeczało drugiemu ... Czy ja wyglądam na jakąś upośledzoną ?! No i najważniejsze dostałam opierdziel za laparoskopię ech no tak sama sobie robiłam to mi się należało i w ogóle to co tam usłyszałam i w jaki sposób to jakiś dramat w głowie mi się to nie mieści jak można tak traktować ludzi. Szczerze to panie w urzędzie skarbowym chyba mają bardziej ludzkie podejście do swoich petentów! Więc drogie dziewczyny które to czytacie i planujecie wizytę w klinice omijajcie invicte we Wrocławiu szerokim łukiem!
W tym cyklu już chyba odpuszczę wizyty we Wro ... w przyszłym spróbuję clo po 2 tabletki i zobaczymy... Nie brałam po dwie trochę się boję no ale trudno lepsze to niż jeżdżenie do tych oszustów !
o już czuję niepokój i zdenerwowanie bo to już jutro wizyta Sprowadzająca czy torbielka sobie poszła
mam nadzieję że tym razem się uda, że w końcu rorozpoczne całą procedurę, tak bardzo już tego pragnę, wszystko się przedłuża i dlatego jestem ciągle zestresowana
W sobote pojawilo sie plamienie (jasnorozowe niewiele) - podejrzewalismy z mezem ze to po serduszkowaniu (wieczorem w piatek i sobote rano). Jedyne co mnie niepokoilo to, ze plamienie wystapilo poznym popoludniem.... Wczoraj caly dzien czulam jajniki... i wieczorem znow sie pojawilo jasno-rozowe plamienie. Spanikowalam. Pojechalismy do szpitala. Tam sie pokazalo ze moje serce bije za szybko ale to chyba glownie przez stres. EKG wyszlo niby ok.
Mam infekcje drog moczowych. Dostalam antybiotyk. 4x na dzien.
W srode o 14.40 ide na scan. (usg chyba?)
Najgorsze, ze Maz musial wyjechac na obiekt i wroci dopiero w piatek 
i tak przez najblizsze 2 tygodnie, pozniej tydzien pobedzie w domu, a 3 tydzien znow na wyjezdzie:(
Boje sie ale mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok!!!!
https://www.youtube.com/watch?v=4OjiOn5s8s8
Piosenka stara że hoho...ale dopiero teraz obczaiłam teledysk..
Poryczałam się...;(
Jedne mają życie jak z 50 twarzy Grey'a - ja też mam....50 torebek earl Grey'a
i dupa z tego wyszła, zaczynam kolejny 13 cykl i kolejne nadzieje, niech to bedzie ten szczesliwy bo zaczne rezerwoowac miejsce w psychiatryku.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.