29tc ( 28+3)
Witam , my już po wizycie u lekarza, leki zostają takie same czyli Magne B6 - 3x2 Scopolan-3x1 No-spa -3x1 Luteina- 2x 100 + witaminy i euthyrox. Szyjka miękka ale "ładnie siedzi w pessarze "jak to pan doktor podkreślił . Rozwarcie nie pogłębiło się, dalej V- kształtne(lejkowate) ale szew trzyma by nie poszło dalej:) Pokusiłam się o pytanie czy mogę raz w tygodniu wyjść na spacer na co usłyszałam " wizyta to dla Pani wystarczający spacer, wracamy do domu i LEŻYMY jeśli chcemy wytrzymać"
Więc leżymy dalej i odliczamy każdy dzień 
WYTRZYMAMY ! Coraz bardziej w to wierzę że leżenie + wszystkie te leki i zabezpieczenia naprawdę działają cuda i dzięki tym wszystkim poświęceniom moja kruszynka wytrzyma w brzuszku do 36-37tyg:) Mój T urodził się w 32 tyg i jest zdrow jak ryba więc przy dzisiejszej medycynie będzie dobrze.
A o to dalsza część wyprawki dla niuni:)

butelki+ smoczki ( avent + tomme tippe)

Higieniczne + do kąpieli

Kocyki minky ( nie mogłam się zdecydować więc zamówiłam trzy , mam nadzieje że się przydadzą wszystkie.)

Kocyk od dziadka ( my little Pony dla księzniczki) jest dość ciepły więc pewnie przyda się troszkę pózniej.

Kolejny kocyk + 2szt pieluszki flanelowe , 1 szt kolorowa tetra+ grzechotki i szczotka do czyszczenie butelek 

No i oczywiście kolejna część upolowanych ciuszków 











Wydaję mi się , że mam już tego całkiem sporo a to nie wszystko:) mam jeszcze parę pajacyków i bodziaków w szafce ale T juz nie miał siły tego wyciągać. Teraz juz tylko czekam na pościel i prześcieradła:) Za 2 tyg zamówię wózek , fotelik samochodowy i łóżeczko. Resztę rzeczy będę zamawiac na bierząco jak znajdę jakieś internetowe promocje.
Na zwolnieniu jestem od 12.01.15 - 23.01.15 (12dni),
potem dwa tygodnie ferii (brak L4). Kolejne zwolnienie od 09.02.15. (11dni)
33 dni L4 za które płaci pracodawca minęło 01.03.15. ZUS nalicza mi zasiłek chorobowy od 02.03.15 i wypłaca w ratach według dat zwolnienia.
Np. jeśli zwolnienie trwa od 09.03.15 - 08.04.15, to dostaję dwie raty (pierwsza za okres od 09.03-31.03, a druga za 01.04-08.04). I tak co miesiąc.
ZUS ma 30 dni na wypłatę zasiłku, liczone od dnia dostarczenia przez pracodawcę druku Z-3 (o wysokości dochodów z ostatnich 12 m-cy przed wystąpieniem niezdolności do pracy).
MOJE L4:
09.02.15 - 08.03.15 ZUS wypłacił dnia 20.03.15 i 01.04.15
09.03.15 - 08.04.15 ZUS wypłacił dnia 10.04.15 i 06.05.15
09.04.15 - 11.05.15 ZUS wypłacił dnia 13.05.15 i 03.06.15
12.05.15 - 15.06.15 ZUS wypłacił dnia 17.06.15
16.06.15 - 06.07.15 ZUS wypłacił dnia 08.07.15
07.07.15 - 05.08.15 ZUS wypłacił dnia
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2015, 12:17
Dziś miałam kolejną wizytę. Jak na 12 tydzień ciąży wszystko przebiega prawidłowo. Mogłam już bez zgadywania co gdzie jest podziwiać mojego maluszka. Był strasznie ruchliwy. Machał rączkami i nóżkami. Pięknie było też widać serduszko. Wszystko jest idealnie! Tak się cieszę
Czekam tylko kiedy ten brzuszek mi się pojawi 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 13:26
Na razie sprawę M. zostawiam. Ale znajdę/dowiem się/ zobaczę na własne oczy chociaż jeden dowód jej nieodpowiedzialności poruszę niebo i ziemię aby pomóc Małej!
Małpa się zbliża.
Humor znów wisielczy i płaczliwy.
Ostatnio rozmawiałam z bratową męża, życzyłam im i nam żeby w końcu się udało...
Mój mąż wczoraj zapisał mnie do ginekologa na nfz. Termin dopiero 12 maja, ale z kolei zdążę się przygotować psychicznie na to. Wezmę też ze sobą teczkę, którą założyłam jak tylko dowiedziałam się o ciąży. Podpisałam ją 'Maleństwo' i trzymałam tam wszystkie badania, wyniki, zdjęcia usg...nawet włożyłam tam te ostatnie...ze szpitala.
Gdyby Maleństwo żyło jutro kończyło by miesiąc...
29 dni do porodu
zbieram się od początku tygodnia do spakowania torby ale jak na razie to wyciągnęłam kosmetyczkę i parę rzeczy włożyłam do środka, jakoś nie mogę się zebrać
jutro wizyta u położnej a że przyszedł mi zestaw do wykonania testu na GBS który zamówiłam sobie prywatnie na stronie http://gbss.org.uk/what-is-gbs/testing-for-gbs/ecm-test-where-how/ to wezmę i poproszę położna o pobranie i bedę mieć z głowy, czas mamy dobry bo jutro zaczynamy 37 tydzień także w sam raz
8 tydzien ?!?! Czyli 7+
Siedzę w poczekalni kliniki i grzecznie czekam na swoją kolejkę . Jak zwykle trochę sie przeciąga a ja mam pietruche przed USG . Mam nadzieje, ze dzidzius jest na swoim miejscu i ma juz ok 1cm. Bedzie to najwspanialszy prezent na jutrzejsze urodziny
Dlaczego cały dzień mam włączony serial Dom nad rozlewiskiem? Bo lubię, bo znam fabułę? Nie... Zobaczyłam raz fragment przypadkowo. Dziś włączyłam, żeby oczy nasycić. Drewniany dom, zieleń, przyroda, małe miasteczko, plotkujące baby w sklepie, miejscowe pijaczki (tak, nwet to ma swój urok
), lato, spokój, cisza i nawet osy są fajne
Kocham, kocham takie klimaty! Gdyby nie mój mąż mieszczuch już dawno dopięłabym swego- dom całoroczny. Jeszcze troszkę, jeszcze 3-4 lata i go namówię. Mały podrośnie, będzie szalał latem na działce, będzie uczył się chodzić, potem jeździć na rowerku, będzie tam szczęśliwym umorusanym w kałużach po letnim deszczu dzieckiem. Będzie miał piaskownicę, huśtawkę, basenik. I jego tatuś w końcu dojrzeje do tego, że dom to cudowna sprawa
Lubię moje miasto, ale wychowana wśród lasów zawsze będę do nich tęsknić. W weekend znowu będę u rodziców. Oby pogoda dopisała, bo zamierzam się wybiegać po lesie 
Przyszła teściowa. Od progu zaatakowała Przemusia tym piskiem swoim "Oh oh oh oh oh! Cipek babuni! Cipulku! Oh oh oh oh oh!" Młody buzia w podkówkę i płacz! Co na to babcia? Dalej go tarmosić za rączki, nóżki, całować! Kocha go, ale kompletnie nie ma podejścia do dzieci. Zresztą swojego jedynaka w sumie tez nie wychowywała. Szybko wróciła do pracy i dała go pod opiekę swojej teściowej. Może brak jej zatem doświadczenia, a może ma po prostu zbyt gwałtowny sposób bycia. Chcę żeby mały miał z nią kontakt. To jego babcia, kocha go i to dla mnie ważne, żeby ją znał, lubił i czuł się z nią dobrze i bezpiecznie. Ale do niej nie dociera, że trzeba trochę spokojniej podejść do dziecka, łagodniej. On się przestraszył, a babcia mimo to nie odpuściła. Myślę, że najlepiej gdyby mój mąż delikatnie zwrócił jej uwagę. Ale on nie rozumie problemu bo podczas tych wizyt go nie ma, jest w pracy. Zaraz wrócą ze spaceru, a ja uzbrajam się w stalowe nerwy...
No nie ograniam tego! Nie rozumiem i koniec! Wróciła ze spaceru, miała z nami posiedzieć. Ale powiedziała, że idzie po bagietkę i do psów! I że może przyjdzie jutro. Jutro mamy wizytę u lekarza i nie jest mi to na rękę. W weekend jadę do rodziców. Jak to usłyszała to jakby ją grom strzelił! Nosz kuźwa! O co ta zazdrość?! Sama namawiam żeby przyszła i posiedziała z wnukiem, poznała go, pobawiła się z nim. To zamiast skorzystać idzie do psów, potem biadoli, że tęskni a na koniec jest zazdrosna o moich rodziców. Do tego jak brała młodego na ręce to ciągnęła mu barki aż do uszu (trzymając pod pachy, a tego nie wolno robić, szczególnie jak rączki się na samolocik rozjeżdżają w leżeniu na brzuchu) i stawiała na nogach ciesząc się, że chodzi. Powiedziałam, żeby tak nie robiła, bo kręgosłup jest na to za słaby. Zignorowała mnie! No więc zabrałam jej dziecko z rąk. Ale tak nie może być. Ja muszę mieć zaufanie, że babcia dziecku krzywdy nie zrobi. P. wrócił z pracy i skomentował to krótko. Weźmie dzień wolnego, przytarga ją za frak i nie będzie słuchał, że psy, serial, bagietka. Każe jej z nami posiedzieć pół dnia. I będzie jej zwracał uwagę na pewne zachowania, bo jak ja mówię to jestem olewana.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 17:59
Kolejne zakupki za mną
dostałam trochę kaski na urodziny, więc postanowiłam nam coś kupić
oto efekty 

HEJ HEJ HEJ MAMUŚKUI! Zapomniałam o najważniejszym! Paczka od magmaris(allegro)!
wkońcu ją rozpakowałam, zorientowałam się czy jest wszystko i oczywiście mamy już 95% rzeczy z magicznej listy pt " PRZYGOTOWANIA NA PRZYJŚCIE MAŁEJ KSIĘŻNICZKI" 
Paczuszka była tak duża, że dobrze, że jednak mąż ją odebrał 

Naklejki z sówkami są z Biedronki
jestem mega mega nakręcona i szczęśliwa!!! Coraz więcej rzeczy będzie mi przypominać, że ten wielki dzień już niebawem! Cholernie nie mogę się doczekać
moja słodka i najwspanialsza córeczka 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 18:02
Dzisiaj już mi trochę gorzej. Smutek jakiś.
Przykro mi z powodu mojej mamy...powiedziałam jej, ucieszyła się, ale... Prosiła mnie, żebym podeszła do jej siostry do szpitala - odwiedzić ją. W szpitalu epidemia grypy, jakieś odry itd - no więc mówię mamie, że nie, jestem w ciąży i nie będę lata po siedlisku zarazków. Reakcja? Nie przesadzaj, ledwo w ciąże zaszłaś, to za wcześnie (?), a poza tym w szpitalu jest sterylnie. Ja nie poszłam, ona się obraziła. Dzwoniła wczoraj zapytać, czy byłam i ANI SŁOWEM nie odniosła się do ciąży. Żadnego jak się czujesz, żadnego cieszę się - nic, zero tematu. Yhhh, ja wiem, że ona taka jest, 4 lata na własnej terapii to przerabiałam, że nie ma opcji ona mi nie da wielu rzeczy i już. Ale boli cholernie... Bo właśnie z nią miałabym ochotę, potrzebę porozmawiać...pobyć. Ale niestety, ważniejsze dla niej jest to jak ona wypadnie...ma żal, bo nie udało jej się swojego poczucia winy (też nie poszła do siostry do szpitala, bo "nie ma czasu") wytrzeć mną. No i ten śmiech i tekst, że "za wcześnie" - za wcześnie, żeby się martwić, za wcześnie żeby mieć objawy, zawsze było kuźwa coś! Nie przesadzaj, trzeba się dzielić, nie kłóć się, mi jego szkoda (każdego faceta, z którym się rozstawałam, nawet tego który pod koniec związku prawie mnie pobił! Było jej go szkoda, bo płakał. A ja miałam nie przesadzać!), a czy dobra jesteś dla swojego męża (pytanie, czy on jest dobry dla mnie nigdy nie padło!)...Echhhh... Ja wiem, ona przy tym wszystkim ma mnóstwo zalet i wiem, że na swój sposób bardzo mnie kocha. Kocha tak jak umie. A że siebie samej nie umie za dobrze... No ale przykro mi i ta ciąża przywraca te wszystkie bolesne wspomnienia.
Całe szczęście jest teściowa. Mąż jej powiedział, to zrobiła mu wykład, jak bardzo musi o mnie teraz dbać i że nie mogę dźwigać i żeby śniadanka do łóżka nosił
No i ucieszyła się bardzo, popłakali się oboje przez telefon.
Bo my poinformowaliśmy rodziców zwyczajnie. Nie miałam siły i powstrzymać się nie mogłam, żeby czekać na jakąś szczególną okazję. Ale pewnie z tego też moja mama niezadowolona, bo może "nie tak, to sobie wymyśliła".
A belly mi powiedział, że moje dziecko, to teraz kijanka:-) Jeszcze do wczoraj było ziarenko maku
I że ma ogonek i główkę już ma. I że wątroba się zaczyna tworzyć. I pępowina. Pępowinka na razie. I serduszko też już skubane bije. 100 razy szybciej niż moje. Boże...mam dwa serca 
Nie ma co przejmować się własną matką. Trzeba myśleć o byciu matką
Na razie jestem mamą kijaneczki. Urocze to. Nawet zaczęłam zdrabniać, a zawsze mnie do wkurzało (posadź dupeczkę na krzesełku i zjedz śniadanko z talerzyka...Yhhh od razu mdłości dostawałam). A teraz ani mdłości...o i ani śniadanka. Zapomniałam 
Miłego dnia kochane mamy, przyszłe mamy i wątpiące w przyszłość swojego macierzyństwa... Ktoś tam kiedyś pisał, żeby mieć nadzieję, wbrew nadziei... No to niech sobie przypomni ten ktoś 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 marca 2015, 09:10
Kobietki - powiedzcie mi - czy Wy też macie dziwne opory przed seksem w drugiej części cyklu? Czy tylko ja mam pokręcone w głowie?
No cały czas wydaje mi się, że jeśli coś tam się dzieje, zagnieżdża, czy cokolwiek...to seksem można temu zaszkodzić ...
Puknijcie mnie w głowę, albo powiedzcie chociaż, że miałyście podobne obawy?
Taki krótki wpis, ale warte pamiętania:
Jestem w pomidorowej ciąży... od tygodni mam wielką chęć na pomidory... pomidory w zupie, na kanapkach, w sałatkach, do przegryzienia jak jabłko... dziennie jem 3-4 pomidory
Jak nie ma pomidorów w lodówce, to nie ma nic.
Poza tym na pęcherz ciśnie jak chol..., żyły na skórze jeszcze bardziej wydatne. Moje piersi usłane są niebieską mozaiką, co bardzo mi się nie podoba... moim zdaniem wygląda masakrycznie, ale na szczęście P. nic nie mówi, jest zadowolony z rozmiaru. Moja mama miała skłonność do pajączków i żylaków na nogach, więc smaruję codziennie oliwką i masuję, oby pomogło
Leżeć z nogami w górze będę na późniejszym etapie naszej "podróży" 
Głodna jestem co godzinę... jem i jem i jem, ale Dzidziuś pewnie dużo z tego przetwarza, bo ani nie puchnę za dużo, ani nie wydalam nadto 
Pić też się chce prawie non stop.
Płuca chcą oddychać pełną piersią, nie lubią, jak jestem skulona... wtedy protestują dusznościami.
Jeszcze mój brzuch nie jest widoczny dla innych, a już tyle się dzieje
Kto mnie i małego Głodomora wyżywi, jak będziemy więksi? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 16:18
Ale sie dzis zdenerwowalam. Normalnie cisnienie mi sie podnioslo do poziomu 250 chyba.
Nadzoruje w pracy zespol 2 osob. Ktoras z nich zawsze musi byc w pracy w dni robocze, zeby wykonywac platnosci. Jedna z nich wypelnila wniosek o urlop na 2 tygodnie w czerwcu i 2 tygodnie we wrzesniu. Podpisalam. Za chwile ta sama osoba przychodzi i mowi, ze nie bedzie jej tez w sierpniu. Pytam drugiej osoby, czy planuje jakies wakacje (nie miala zadnych planow, wiec chcialam byc w porzadku zeby mogla miec urlop w wakacje). Druga osoba mowi, ze w sierpniu. Odmowilam wiec podpisania tego wniosku urlopowego z adnotacja, ze druga osoba planuje wybrac urlop w tym czasie. Za pare dni dostaje email do mojego szefa z kopia do mnie, ze ja sie nigdy nie zgadzam na zaproponowane terminy (pierwszy raz!!!!), ze on (ten facet) byl pierwszy w kolejce, ze nie zaproponowalam innego rozwiazania tej kwestii i nie chcialam dyskutowac i ze jemu sie urlop nalezy bo inaczej pojdzie do zwiazkow zawodowych... Co na to moj szef? Ze mam oczywiscie racje, ale nie umiem zarzadzac ludzmi... Ostatecznie ta druga osoba sie zgodzila wziac urlop w pazdzierniku i wszystko sie rozeszlo po kosciach, ale ja mam teraz nauczke - nigdy sie nie przejmowac pracownikami. Kiedys mu pomoglam w kilku istotnych kwestiach, namowilam szefa zeby mu dali podwyzke, sama zmienilam swoje plany urlopowe zeby mogl sobie jechac na wakacje do Dubaju... a po kilku miesiacach cos takiego. Nadal sie trzese z szoku i ze zlosci. Jakbyscie zobaczyly tego maila...
Teraz to juz naprawde TAK BARDZO chce zajsc w te ciaze...
Wyniki badan tarczyca + prolaktyna:
TSH - 2,1 mUI/L (znowu!! stoi w miejscu!)
FT4 - 0,9 ng/dL (norma 0,7 - 1,5) (tez stoi!)
FT3 - 2,5 pg/mL (norma 1,7 - 3,7) (poprzednie 3,2)
Prolaktyna - 19,2 ng / mL (norma 5,2 - 26,5) (poprzednie 16,5)
Pozostale rzeczy w normie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 17:37
Tydzień 19
18+0
Kolejny tydzień. Czas leci...
M. odwiózł się do pracy, a ja wracałam autem, bo go potrzebuję na popołudnie. W drodze powrotnej spacerek po parku zaliczony. Plan był na plaży, ale Gdynia zakorkowana cała, do tego zimno jak cholera.
Kompletnie nie mam pomysłu na dzisiejszy obiad... Tym bardziej, że po 15 już muszę wyjechać, a wrócę na kolację... nie wiem, będziemy głodni 
Dzięki Kochane, kciuki się na pewno przydadzą. ;**
Od godziny ostatniego postu cały czas płaczę i nie potrafię przestać.
Boję się, że się coś stanie, boję się znowu o wszystko.
I właśnie sobie zdałam sprawę z tego, że znowu mamy cały tydzień w dupie.
W poniedziałek co prawda mieliśmy pół dnia dla siebie, jak tylko wstałam z nocki to pojechałam po męża do pracy a potem na zakupy, po zakupach sprzątałam w domu łącznie z umyciem wszystkich okien, a mąż w tym czasie robił łazanki.
Ja we wtorek miałam wolne, za to mój mąż miał zmianę od 8 do 20. Wrócił, kolacja i spać.
Wczoraj miałam dniówkę, a mój mąż...tak, miał wolne! Był w Zabrzu, a potem wrócił i przygotował pyszną kolację. Wróciłam, zjedliśmy i spać.
Żeby nie było zbyt kolorowo - ja dziś na 19, a mąż siedzi w pracy od 8 do 20.
SZLAG BY TO WSZYSTKO TRAFIŁ!!! ;/
Jutro ja śpię po nocce, mąż ma wolne ale idzie do dwóch lekarzy, potem odwożę moją siostrę z pracy do domu, i zaś w dupie cały dzień.
Sobota - ja mam wolne, mąż do 14 w pracy a potem jedzie albo jedziemy na jakieś zasrane mecze - szkoda, że najpierw nie spytał mnie o zdanie.
Niedziela? Jak zwykle. Ja w pracy na dzień, mąż ma wolne.
Czasami się zastanawiam na chuj nam to wszystko ?
Praca? Po co, jak i tak nie stać cie na nic.
Małżeństwo ? Po co, jak i tak nie masz czasu na przyjemności bo chodzisz do pracy, mijacie się w związku z nią a i tak gówno z tej pracy macie. Do tego dochodzi dużo innych problemów.
Gdyby nie to, że można tak mocno kogoś kochać...
17+6
Ostatni dzień 18 tygodnia...
Dzisiaj rano przysłali kosztorys naprawy mojej Lumii - 550 zł !!! Nową mogłabym kupić na allegro za 620 zł z gwarancją! Skandal!!!
Później wzięłam małą i poszłyśmy na łowy po aptekach. Kupiłam Vita miner prenatal DHA po 17,50, a w mojej najbliższej aptece jest po 32 zł. Kolejny Skandal heheheeheh
Przeszłam się jeszcze na drugi koniec miasta po AbiOfem żel, fakt zapłaciłam 35 zł, ale tak mi się chce
i najważniejsze, że już go mam i w kaloszu nie będzie mnie tak tarło jak ostatnio.
Po wędrówce przez miasto kupiłam lasagne na obiad... omniom omniom omniom... pyszna !
No i na koniec obkupiłam się w ciuchy! Mam 3 dodatkowe spodnie ciążowe, 3 bluzeczki i sweterek narzutkę! Jak przymierzałam to wszystko to miałam wrażenie, że mam ze 150 kg! Spuchłam strasznie! Może to te ich lustra... widok straszny.
Czekam teraz na M. Zjem z nim moją część lasagne i pochwalę się zdobyczami.
Jutro 19 tydzień... jak ten czas leci!
Ostatnio zauważyłam, że miałabym ochotę spotkać się z kimś i najzwyczajniej w świecie pogadać, pośmiać się, ponarzekać, a z drugiej strony jak pójdę do parku z małą, ona się wybiega, a ja sobie pomyślę, odpocznę i zrelaksuję, to też jest mi dobrze...
25dc...serce skacze...jest tak ze przez godzinę jest ok....a następna godziną kilka/kilkanaście dodatkowych skurczy...niewiem co jest...może jakaś nerwica..mam w pracy ostatnio dużo stresu,,zobaczymy jutro..mam na jutro na 9 rano wizytę u kardiloga
coś mnie dziś pobolewa podbrzusze czasami...tak mam kilka dni przed spodziewaną @ więc norma.
Kurna, nic juz z tego nie rozumiem.
Zgięta szyjka? Co to ma niby być? Że niby co, tyłozgięcie macicy mi się nagle zrobiło?
żenada.
Dalej mnie boli po tej kurewskiej iui.
Dziś pierwszy raz stanęła mi przed oczami adopcja dziecka. Czy to wszystko jest naprawdę warte tyle bólu? Nie wiem juz co jest gorsze, ból fizyczny czy psychiczny. Czy musze tyle cierpieć żęby móc kochać dziecko? Przecież nie. Przecież mnóstwo par na świecie adoptuje dzieci. I funkcjonują jak normalna rodzina, co z tego że nie biologiczna. Inne geny ale miłość taka sama. Muszę się nad tym na poważnie zastanowić.
Zawsze po takich przygodach jak dzisiejsza mam ochotę powiedzieć: BASTA! Odpierdolcie się od mojej macicy! Wsadźcie sobie te cholerne igły, wzierniki, cewniki i resztę ustrojstwa w dupę.
Słabo się dziś czuję, gin kazał leżeć, wczoraj też leżałam, nie miałam na nic siły, odpuściłam sobie wczorajszy i dzisiejszy trening żeby nie zaszkodzić. Brzuch od wczoraj jak bania i boli.
Jestem wykończona, zabuliłam 800 zł a nawet nie wiem czy było warto. Może szyjka już się zgięła bo po temacie, brama dla plemników zamknięta. Ciałko żółte było. Ale kiedy była owulka tego to już najstarsi górale nie wiedzą.
Przed wizytą miałam stertę pytań do gina, ale po iui nie zapytałam o nic, chciałam stamtąd po prostu jak najszybciej uciec. Znowu. Jeszcze trochę a zacznę mieć ataki lękowe przez wizytami u ginów.
Zdążylam go tylko poinformować że za około 3 tyg się widzimy, jakby nie było, czy się uda czy nie uda, to muszę do niego przyjść. Bo będzie mi musiał poświadczyć na piśmie że jestem po 3 nieudanych iui i że kwalifikuję się do ivf. Już mi zaczął sypać nazwiskami lekarzy z klinik "które z nim współpracują".... ciekawe.. koledzy...
Zapytał się ile w czasu w sumie się staramy (w sierpniu będzie dwa lata) i zasugerował żeby może skorzystać z refundacji, że dzięki temu kilka tysięcy zostanie nam w kieszeni. Heloł, żyjemy na Ziemi czy na Plutonie? Jest tu nad czym się zastanawiać?
Powiedziałam mu, że oczywiście będę próbować, będę się starać o zakwalifikowanie. Przynajmniej te 3 próby dofinansowane. Kolejne będę już sobie sama sponsorować.
Jutro mam małą imprezę firmową, ranyyy jak mi się nie chce iść.
Pójdę dziś szybciej spać, muszę odpocząć.
Uff, w końcu chwila dla siebie. Tak bardzo jestem podekscytowana i radosna pozytywnym testem, że latam jak poparzona. Sprzątam, pracuje, piorę, gotuję. i JEM. Jem jak głupia. Nie wiem, czy to objaw ciążowy na pewno, czy po prostu emocjonalna reakcja
Głodna jestem równiutko co trzy godziny. W takim tempie, to brzuch będzie widoczny...echh, w zasadzie to już jest widoczny 
Całe szczęście na słodycze w ogóle nie mam ochoty, na żadne świństwa typu chipsy (a to cholerstwo uwielbiam) też nie. Tylko zgaga mi dokucza. Tzn nie wiem, czy to dziwne uczucie w gardle, to jest zgaga na pewno, bo chyba nigdy nie miałam wcześniej, ale to coś mi dokucza. Tyle dobrego, że dzięki temu ciągle piję. Wodę rzecz jasna 
Do lekarza umówiłam się dopiero na 31 marca. Nie wiem, czy nie za późno... ale tydzień wcześniej miał termin na godz 20 20. Późno trochę, nie chciałam żeby był zmęczony i myślał tylko o powrocie do domu. Więc wybrałam wizytę na 9 rano... Ale zastanawiam się, pewnie nie wytrzymam i za tydzień do niego polecę. Bo...no właśnie, internet to nie jest dobre miejsce dla przyszłej mamy i świeżo upieczonej ciężarnej (brrr...ciężarna to paskudne słowo jest..."przy nadziei" chyba ładniej
. Bo przy tej swojej nadziei, jestem też w lekkiej paranoi. Weszłam na jakąś stronę wczoraj, w stylu "czego w ciąży nie wolno" I dowiedziałam się, że nie można niczego i wszystko szkodzi. Taka witamina D ponoć - nadmiar może uszkodzić dziecko, zdeformować i w ogóle ogon mu urośnie. Z ogonem to już moja złośliwość, bo się przez pół dnia denerwowałam wczoraj, czy jak przez ostatnie 3 miesiące suplementowałam się dawką 2000, to czy przypadkiem nie przedawkowałam? No bo oczywiście na rzeczonej stronie nie raczyli powiedzieć, ile to jest "za dużo". Pisali za to, że "lakiery do paznokci, lakiery do włosów, szampony (!!!) i perfumy mogą negatywnie wpłynąć na rozwój płodu". No i tego jeszcze nie zdementowałam, ale... Nie no, z szamponem to przegięcie. To co, przez 9 m-cy z brudnymi włosami ?
No ale z lakierem do paznokci... Kurde, lubię mieć pomalowane, mam nawet na sobie hybrydę... Ano właśnie. Kolejny powód do zamartwiania się. Bo tydzień temu zrobiłam sobie tą hybrydę. A to jest pod lampą UV...co prawda cała tam nie weszłam pod tą lampę, tylko paluchy wsadziłam, ale... ? Uspokajam się, że jakby to było jakoś super niebezpieczne, jak na przykład RTG to by napisali... No ale jakieś niepokoik się czai. Z perfumami to też chyba przesada. Echh, no i właśnie do tych wszystkich pierdół potrzebny mi mój lekarz!
Ale faktem jest, że węch mi się wyczulił niesamowicie. Mąż się śmieje, że mogę dorabiać na policji jako pies gończy
Wyniucham wszystko, nawet jak sąsiad w piwnicy pali, czy lekko moim zdaniem podpsutą wodę z kwiatków (mąż nie czuje, nawet jak nos do wazonu wsadził...chociaż, on może "nie czuć", żeby nie musieć wynosić
Pisali też, że na początku ciąży można odczuwać zmęczenie, senność... Ja odwrotnie - energia mnie roznosi, budzę się o 6 nad ranem zupełnie wyspana. To jest absolutne przeciwieństwo mojego przed ciążowego stanu - bo ja lubiłam wcześnie się kłaść i późno wstawać. Ale to akurat mi się podoba, więcej czasu mam na wszystko 
A tak poza tym, to fajnie być tu... Czuję..z resztą oboje czujemy, ogromną ulgę, że się udało. Wiadomo, że nie wiadomo do końca jak będzie - to początek, różnie bywa... Ale jest ulga, że jesteśmy zdolni do tego. Dopiero teraz sobie powiedzieliśmy o naszych głupich w sumie obawach, jak się nie udawało - ja np. że jak długo się nie uda, to W. mnie zdradzi, za pierwszym razem zrobi dziecko innej kobiecie, więc mnie zostawi... On miał podobne myśli - chociaż generalnie wzajemnie nigdy się nie podejrzewaliśmy o takie rzeczy, tak realnie to w ogóle sobie tego nie wyobrażam. Ja też miałam lęk, że nie jestem w stanie przyjąć dziecka do siebie, że może mam jakąś ukrytą, nieświadomą wrogość -do męża, do macierzyństwa (no bo "wrogość śluzu"!!! jestem terapeutką psychoanalityczną, tu już bym sobie tego nie wytłumaczyła tylko fizjologią!
Mąż miał obawy, że nie jest w stanie niczego stworzyć...I tak dalej.
Więc bycie w ciąży jak na razie jest cudowne
Wszystkim niezdecydowanym polecam!
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2015, 19:50
13tc i 5dni. Jak ten czas leci. A co u nas? U nas całkiem dobrze.
Czujemy się różnie ale to tak jak każda z nas ma lepsze i gorsze dni. W tym tygodniu już 3x czuję cośdziwnego w brzuszku, tak poniżej pępka, jakieś bulgotanie? Nie wiem sama jak to określić ale nie jest to nic nie pokojacega a przyjemnego
. Ruchy to napewno nie sa bo raczej za wcześnie na to. 
Dalej zmagamy się z cukrami. Trzymamy dietę co daje na efekty ale tylko na kilogramach bo hakby dobrze policzył to mam już z -5kg. Doktor twierdzi że to nic nie szkodzi bo zdaże nadrobić, a wręcz przeciwnie widać że dietę stosuję. Ale co z tego jak cukry dalej wysokie? Wczoraj na wizycie diabetolog zwiększył dawkę insuliny na noc i dał dodatkowa jak cukry będa bardzo wysokie.
Tyle smęcenia
teraz trochę przyjemności. A więc wpadam w szał zakupowy 
A o to moje zdobycze z tego tygodnia
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:39
Weszłam na BBF i wychodzi na to że dzień porodu z pierwszej ciąży będzie dniem testu po marcowej IUI...
Aniołku mój kochany w dniu swojego planowanego przyjścia na świat daj nam powód do radości :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.