Dzis 12dc a ja mam sluz rozciagliwy. Test owu pozytywny. Szok. Bromek dziala. Zeby nie bylo tak ze za niedlugo bede miec 20dc przez niego ;) bo to juz przesada. Jutro jade na wizyte i zastrzyk na pekniecie. o ile sam do jutra nie peknie;)

Rotenkopf Walka. 4 maja 2015, 14:47

Co za bezczelny gówniarz! Chodzi o najmłodszego brata mojego męża. Ja do niego z żartem a ten mnie atakuje. Chodzi o to, że wrzucił na fb fotkę, że został powołany do komisji wyborczej i podpisał to 'hajs się będzie zgadzał' na to ja mu totalnie w żartach, czy wytrzyma tyle bez komputera, odpisał mi, że spokojnie. No i cisza. Kilkanaście dni później a mianowicie wczoraj napisał coś w stylu, że on bez kompa wytrzyma dłużej niż ja w jednej robocie. Odpisałam, że ja przynajmniej mam kase regularnie, a nie od święta. W prywatnej wiadomości mu napisałam, że nie życzę sobie tego typu uwag tym bardziej,że nie zna powodu zmiany pracy. A on zaczął mi wyrzucać, że ja też nie znam powodów tego, że woli siedzieć przed kompem niż wyjść do ludzi ale się tego nie dowiem bo się bardzo interesuję RODZINĄ (tak napisane) i że pisze o tym dopiero teraz bo i dopiero stwierdził, że i tak mnie nie lubi. Ja do niego, że ja się interesuję tą rodziną tak jak oni mną/nami. I weź tu kurwa żyj z nimi normalnie. Co za ludzie!

Dzisiejsza nocka była okropna! Nie dość, że koniec majówki, niedziela czyli wyjazdy do pracy za granicę to jeszcze zmiana promocji. Moja nocka trwa od 19 do 7 rana. Jak przyjechałam do pracy oczywiście sajgon. Rozluźniło się dopiero...po północy. Cały czas tylko staliśmy i kasowaliśmy. Wyobraźcie sobie, że zaczęliśmy sprzątać dopiero po 4 nad ranem...Bo wcześniej musieliśmy zrobić ważniejsze sprawy związane z tą promocją. Podłogę myłam o 6.30 ;] Żeby było śmieszniej zawsze przy takich nockach sa 3 osoby na zmianie, teraz byliśmy w 2 ;] co prawda szefowa była od 17 do 24 i pomagała, ale jednak potem z tą gorszą częścią zostaliśmy sami ;/


MIŁEGO DNIA KOCHANE ;****

Jestem taka wkurzona!!!!!!!!!! Oczywiście w cyklu kiedy owulacja wypadała na majówkę, kiedy mieliśmy dużo czasu na przytulanie to kuźwa mam prawdopodobnie cykl bezowulacyjny!!!!!! Ile jeszcze zniosę?? Nie mam już siły;(

Dziś 14dpo, @ dalej nie ma,jeśli się nie pojawi to jutro robie test.tym razem kupiłam cyfrowy wiec albo będzie ciaza,albo nie. Żadnych bladych kresek i zastanawiania się całymi dniami czy wynik pozytywny ;-)

35 t. 6 d. 90 % ciąży!!!

Ale miałam sen nad ranem...
Śniło mi się że dostałam smsa od Męża (zresztą w realu też dostałam, bo często rano do mnie coś pisze jak dojedzie do pracy) że nie pojechał do pracy tylko Tato zawiózł go do szpitala, bo "się zaczęło".
Potem śniło mi się, że minął jakiś czas i dostałam kolejnego smsa, że Zosia już jest na świece, jest śliczna i ma wielkie stopy.
i było mi tak masakrycznie smutno, że on sobie sam ją urodził!
Beze mnie!
A ja nie miałam nawet jak pojechać do szpitala (ponad 20 km) własnej córki zobaczyć bo nie miałam auta i autobusy nie jeździły, i nie dość że mnie przy tym nie było to jeszcze o tym, że Mąż ją urodził się z smsa dowiedziałam!
Obudziłam się normalnie przygnębiona.

Napisałam to wszystko Mężowi, a On bardzo przytomnie odpisał "Oj słońce, mogę Cię tylko pocieszyć, że nie ma szans żeby Cię to ominęło!"

co w sumie mnie cieszy:)
Może to jakaś metoda na pogodzenie się ze straaaszną wizją porodu - jeszcze straszniejsza wizja, że Mąż rodzi sobie sam!:)

A z innej beczki. Kiedyś znajoma niedługo przed narodzinami swojego trzeciego dziecka zorganizowała frytki party, żadne baby shower, poprostu spotkanie towarzyskie, póki jeszcze można jeść smażone i spotykać się w gronie większym niż 5 osób:P
Był to genialny pomysł, i postanowiłam go powielić.
Tym samym wczorajszy dzień upłynął nam na Frytki Party, połączone ze świętowaniem naszej rocznicy ślubu, z ową znajomą i jej dzieciakami i Mężem, moją jedną siostrą która przyjechała sama, drugą, która przyjechała z kolegą i trzecią która przyjechała z chłopakiem. I było bardzo sympatycznie, było mnóstwo frytek, różne inne pyszności, tort rocznicowy, i w ogóle czuję że moje akumulatory towarzyskie się trochę naładowały:)

Także pozytywnie:) o!

mój synuś się chyba obrócił główką w dół :) w nocy bolał mnie brzuch miałam wrażenie że leży poprzecznie ale jakoś usnęłam a rano dostałam batalie kopniaków u góry! no w końcu poczułam kopniaki bo całą ciąże samo wypychanie i wypinanie lub maszerowanie a to były porządne kopnięcia :)

Huśtawka nastrojów - jak ja tego nienawidzę, a niestety ostatnio dopada mnie coraz częściej. W jednej chwili radość, a za moment chce mi się ryczeć i to nie wiadomo dlaczego. Tak mam własnie dzisiaj, a przecież nic takiego się nie wydarzyło. Kupiłam sobie sukienkę, to przecież powinnam być zadowolona, bo kiecka całkiem spoko i dla odmiany nie czarna a żółta :P. Chociaż mam wyrzuty sumienia, bo do najtańszych nie należała, a ja mam wrażenie, że za dużo ostatnio wydaję, chyba powinnam omijać sklepy szerokim łukiem. No i teraz zamiast się cieszyć, to ja siedzę i smutam i głupie myśli do głowy przychodzą ehhh.

Co do starań, to cykl miał być bez starań - co będzie to będzie. Przez chorobę męża raczej nic nie będzie. Nie rozumiem tylko czemu po wpisaniu dzisiejszej temp. ovu przesunęło mi owulację z 11 na 13 dc, chyba na podstawie temp. i statystyki, bo na pewno nie na podstawie śluzu. Gdyby owulacja była 11 dc to jeszcze jakaś szansa by była, ale w 13 to nie ma żadnych szans za mało przytulańska było. Teraz tylko nie wiem kiedy wrednej @ się spodziewać. No nic poczekamy zobaczymy.

8 dzien cyklu 1 monitoring za mana nastepna wizyta w czwartek. Pecherzyki sa teraz zobaczymy jak rosna i moze mi da zastrzyg na pekniecie pecherzyka. Jestem pelna nadzieji.

Kiniacz Nadzieja umiera ostatnia... 4 maja 2015, 17:43

Czasem nie mam już sił na to wszystko. Dlaczego inni mogą zajść w ciążę, a ja nie... :(

Przyszła jednak ta cholera @,ale nie poddaje się :-) nowy cykl,to nową nadzieja ;-)

No i mamy 6 cs, tadadadam.

Jestem jakoś dziwnie wesoła jak na pierwszy dzień @. Zazwyczaj kończyło się płaczem, stanami depresyjnymi, a dzisiaj- pełen luz :)
Jestem pełna nadziei i dobrych myśli, jakoś tak podświadomie wierzę, że będzie dobrze. Nawet z przyjemnością, bez cienia zazdrości obejrzałam dziś zdjęcia koleżanki, która jest teraz w 16 tc. Ciąża jej służy, brzusio ma już ślicznie zaokrąglony.
Zanabyłam dzisiaj preparat z soją, może uda mi się troszkę podreperować mój biedny estradiol. Zaraz po @ zaczynam łykać Donga, zobaczymy co on potrafi. No i standardowo- wiesiołek oczywiście. Na 16 maja umówiłam się do lekarza specjalizującego się w leczeniu niepłodności- a co mi tam, pójdę, niech mnie naprowadzi na dobrą drogę :D
Plan na ten cykl? Duużo <3 (Mąż już się cieszy), dużo wina ( no, nie aż tak dużo- ale dla zdrowotności po lampeczce), dużo uśmiechu, dużo ćwiczeń ( zaczynam znowu z Jillian Michaels- boska jest), no i przede wszystkim dużo luzu. Koniec z zamartwianiem się. Nie uda się teraz to uda się za miesiąc, dwa czy za rok. Ale uda się kurczeblaszka.
Hakuna matata :D

dDana Obietnica 4 maja 2015, 18:25

Już niemalże połowa, a ten pamiętnik pusty. W pierwszym trymestrze powodem było jakieś podświadome irracjonalne założenie, żeby się zbytnio tą ciążą nie zajmować, a wtedy wszystko będzie dobrze.. później zaś czas zaczął pędzić na złamanie karku, a dni tasować w tygodnie.

Według kalendarza zaczęłam 20. tydzień ciąży, choć oba ostatnie USG pokazywały, że maluszek za każdym razem nadrabia kilka dni względem tego pierwszego terminu. Równie dobrze można przyjąć, że jestem u progu 21. tygodnia. Za tydzień USG połówkowe u innego gina, który pracuje w szpitalu, za dwa u naszej ginki prowadzącej.

Zapisałam się wstępnie do szkoły rodzenia, rusza w czerwcu. Powoli zaczyna być widać brzuch - aczkolwiek osoby, które nie znają mnie zbyt dobrze, nadal mogłyby pomyśleć, że się po prostu objadłam. Na plusie ok. 4,5 kilo.

No i będzie chłopczyk. :) Trwają intensywne narady nad imieniem.

dzabuch moja terapia 4 maja 2015, 20:34

14+4
Po weekendzie majowym, w jednym z najważniejszych dni w roku. W moje imieniny i naszą rocznicę. Czego rocznicę, no właśnie się jakby zastanawiam! Nie ślubu, bo jakoś tak się nie złożyło. Być miało, ale się nie stało. No to czego ta rocznica? Wspólnego życia, pełnego radości. Wielu wspólnych przeżyć, kłótni i godzenia się! Kiedy te 13 lat zleciało?
I tak sobie myślę, nigdy bym nie pomyślała, że po 13 latach będziemy razem stać w kolejce po mielonkę! Jestem szczęśliwa! Będziemy mieć dziecko! Miałam napisać więcej, ale usypiam. Kupiłam sobie trochę ciuchów na mój rosnący brzuszek. Jak odbiorę jutro pierwszą paczkę to się pochwalę.
Jeszcze jedno! Starałam się śledzić wszystkie wpisy i mam nadzieję, że nic nie przegapiłem. Obiecuje nadrobić zaległości, komentować i nie zapominać!

próba


http://gosc.pl/doc/2422495.Detektywi-od-plodnosci


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 czerwca 2015, 16:49

33+2

Zaczęła się hormonalna jazda. Zaliczyłam dziś meeega płacz ponieważ miałam nakremowane usta a chciałam się napić z butelki :| Choć myślę, że to poniekąd wynik wczorajszego posta naszego tyskiego szpitala, w którym napisali, że planują wznowić porody SN na przełomie marca/kwietnia. Czekają na kadrę i muszą skończyć remont. Niby coraz bardziej nastawiałam się na Mikołów, ale jednak okazało się, że ta informacja mnie dobiła. Wiem, że nie licząc trasy sam poród zapowiada się lepiej tam niż u nas, ale jakoś mnie smuci myśl, że Zojka nie będzie rodowitą tyszanką. Wiem, że taki problem to nie problem, ale co ja poradzę na to, że mnie to dobija? Jeszcze gdyby szpital miał nie wznawiać działalności jakiś czas to co innego, ale świadomość, że rozminiemy się o 2 czy 3 tygodnie mnie wnerwia! Jeszcze będzie ładnie wyremontowany do tego. No nie umiem tego przeboleć.

Tak czy siak, u nas ok. Mała chyba się obniżyła 2 dni temu (wtedy też pierwszy raz czułam skurcze przepowiadające - pojawiały się co kilka minut, były nieregularne ale nie mogę powiedzieć, że bezbolesne!), bo z dnia na dzień zaczęło mi się lepiej oddychać i zaczęłam zdecydowanie częściej latać do toalety. Niby od obniżenia brzucha poród lubi się zacząć po 4 tygodniach - sprawdzimy tę teorię. Bardziej obstawiam okolice 13 marca, ale w sumie nie wiem sama czemu. Martwię się tylko tym (w sumie nie prawda, że TYLKO tym), że Bruno nagle zaczął mieć względem mnie mega mamozę. Wszystko chce robić ze mną, ciągle się o mnie upomina, ucieka przed wszystkim tylko do mnie, nawet jak go tata przewija, to chce mnie trzymać za rękę. I jak ja mam go zostawić na tyle czasu? :( Nie wyobrażam sobie tego. Będę musiała to przejść nie myśląc o tym, bo inaczej zwariuję.

Tak poza tym, to już kończę kompletować wyprawkę, na dniach chcę spakować torbę i poprać ciuchy. Umówiłam się też do fryzjera i na rzęsy za 2 tygodnie. Mam nadzieję, że w dobie koronawirusa nie jest to głupie posunięcie. Dlatego też zabrałam się za to wcześniej niż ostatnie 2 tygodnie. Jeszcze dentystę muszę umówić do kompletu. Rany, kiedy to zleciało???

21 to +2 dni = 22tc 53% ciąży za nami i 131 dni do porodu :-)

Dziś dzień pełen wrażeń. Byliśmy na badaniu połówkowym strasznie zestresowani jak przed jakimś egzaminem :-). Ale na szczęście stres i nerwy były nie potrzebne.

Oliwia nadal jest Oliwia :-) całe szczęście bo nie wiem kto by te kiecki nosił :-)

Waży całe 378 gram. Serduszko pięknie bije 140/min wszystkie narządy prawidłowo rozwinięte. Nóżki i rączki obecne, paluszki policzone. Buźka bez rozszczepow.
Łożysko nadal jest na przedniej ścianie- jutro dopytam o to dokładnie.
Także jesteśmy w pełni zadowoleni, a strasznie się bałam czy moja cukrzyca w jakiś sposób nie wpłynęła na rozwój dziesiątka. Tatuś dumny już planuje jak urządzić kącik dla małej. Mówi ze to będzie i juz jest "córusia tatusia"

Dziś Oliwia zabrakło Buzki nam nie chciała pokazać ale coś tam dr uchwycił:


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2016, 22:41

342 - tyle dzisiaj wynosi moja beta :):):):):):)
nadal boję się poddać euforii ale serce mi rośnie jak o tym myślę :) . Nareszcie , po tylu cyklach rozczarowań przyszło szczęście. Życzę każdej z Was aby doświadczyła tego cudu i rozsyłam pozytywne wibracje :):)
Nie chcę jeszcze przenosić się na fioletową stronę , poczekam

sosenka80 - każdy mi powtarzał że trafić za pierwszym razem w inseminacji z ciążą jest jak wygrać w kumulację totolotka , czyli szanse znikome. Ale jak widać życie jest nieprzewidywalne i wszystko jest możliwe. Trzymam kciuki za Twój pierwszy raz ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 maja 2015, 19:02

...Jadę rano no to badanie estradiolu, nie chce mi się jak diabli, senność mnie ogarnia nawet po porannym prysznicu, pogoda pochmurna nie sprzyja mojemu porannemu nastrojowi, czuję się nijak... Do roboty mi się nie chce jak cholera, ostatnio to też standard, muszę na coś zwalić więc zwalam, że to przez te cholerne starania.

...Po lekcjach otwieram laptopa na stronie laboratorium, drukuję wynik estradiolu 150,8 pg/ml. Wydaje mi się za niski. Nie dumam nad tym. Wychodzę, jadę, lubię prowadzić, to jest wówczas mój czas... czas na przemyślenia, mimo wszystko czas na refleksję, muzykę. Ot po prostu...

...Podjeżdżam pod szpital, idę, pukam, czekam 5 min, wchodzimy... dziś mamy ten i ten cyklu... no tak... skąd ona to pamięta myślę sobie... I co tam mamy... pani doktor pewnie nic nie będziemy mieć... ile nam dziś wyszło... 150, czy 158... to nieźle... zobaczymy co tam... patrzy i nic nie mówi, wiedziałam, że nic z tego w tym cyklu... Alicja nic z tego nie będzie... pojawiło się jeszcze więcej pęcherzyków, taka drobnica. Dalej leżę, kręci tą 'pałką' w różne strony, ja cierpliwie czekam, milczę. Wstaje, ubieram się, siadam... Siedzimy na wprost siebie. Co robimy... za miesiąc jedziemy na naturalnym, czy się wspomagamy. Pani doktor szczerze to ja bym wolała na swoim. To moje zdanie, przecież to pani decyduje, nie ja... Przypomnij mi jak to było wcześniej... 3 cykle były na wspomagaczach wszystko rosło, 3 czy 4 były bez i też wszystko rosło... Teraz coś się porobiło, a wie pani dlaczego, tak teraz się stało... bo za bardzo się nastawiłam, przetrawiłam ten temat... a tu ooo... jak widać nie wszystko jest zależne od nas. Jedna z niewielu rzeczy, która od nas nie zależy. Alicja... wiesz o tym, że ja ci nie daję gwarancji, że inseminacja się powiedzie. Pani doktor ja wiem o tym oczywiście... może się udać, może nie... mojej koleżance udało się za 1 razem. Szczerze to chciałabym wiedzieć, co tu u nas jest nie tak... wolałabym gdyby pani mi powiedziała to i to nie gra, to trzeba naprawić... myślisz pragmatycznie, tak się nie da. Przypuszczam, że immunologia psuje nam tu plany. Czemu nie chcesz podejść do ifvu... bo co?... Wie pani co... ja nawet teraz to bym się już zdecydowała, bo wiem, że jestem w stanie przejść wszystko, może nie do końca się z tym zgadzam, popieram... mój mąż ma inne zdanie. Rozmawiacie o tym... tak my dużo rozmawiamy ogólnie... mówię co sądzi o tym mój mąż... kościół zatrzymał się 2000 lat wstecz, nie idzie do przodu... ja sama jestem ochrzczona, wierzę w Boga... Masz 35 lat, jesteś młoda... tak młoda... no młoda... wysokie AMH, dobrze ukrwione endometrium/śluzówkę, brak problemów z owulacją, takim dziewczynom udaje się za 1 razem. Masz 90% szans na powodzenie za 1 razem... chyba pani żartuje... nie żartuje... Chcesz robisz u nas (w mieście), chcesz Warszawy, wtedy wysyłam cię do Invimedu do Warszawy. To jest oczywiście temat do przemyślenia... To jest twoja decyzja, twoje życie... Pani doktor dlaczego to wszystko jest takie trudne... I co ja mam ci odpowiedzieć. Żebym ci mogła pomóc, już dawno bym to zrobiła, mi zależy tak jak i tobie... Pani doktor ja to mam jednak szczęście, że na panią trafiłam... mąż mi pani wynalazł... mąż? Jasne... wiedziałam, że do żadnych oklepanych i przereklamowanych nazwisk nie pójdę. Tak jak kiedyś trafiłam na inną panią doktor ale to nie mój klimat... pani jest kimś z kim mogę normalnie rozmawiać... widzisz, ja podchodzę do pacjentów po partnersku, lubię rozmawiać, chociaż nie każdy to lubi... z pacjentkami mojego męża w ogóle nie potrafię rozmawiać... Oczywiście nie każdy pacjent też lubi prowadzić konwersacje, wchodzi, wychodzi i na tym wizyta się kończy... Z tobą bardzo chętnie i lubię rozmawiać... Bo pani jest bardzo miła i sympatyczna... tak ale to nie wszystko, powinnam być skuteczna. Głaszcze mnie po ręku... Pani doktor ale doskonale pani o tym wie, że to powodzenie nie zależy ode mnie, od pani, od mojego męża... Na to nie mamy wpływu. Wstaję ale w końcu siadam ponownie, bo lekarka wcale tak szybko nie ma ochoty kończyć... Ponownie rozmowa się toczy... Pani doktor jaka ja byłam naiwna... Mam przyjść w 5 dniu nowego cyklu. Cóż pozostaje czekać i mieć nadzieję... tylko czasem tak trudno rozbudzić ją w sobie na nowo... I tak to minęło nam pół godziny na rozmowie, gdzie miały miejsce inne główne lub bardziej poboczne tematy...

W domu pomyślałam sobie tak :

Panie Boże... chciałabym teraz usiąść tak po prostu naprzeciwko Ciebie i zapytać :

- Czemu mi to robisz? Czemu robisz to mi, kobiecie, która dałaby wszystko, żeby cieszyć się z tej łaski macierzyństwa? Chcesz mnie wypróbować? Co chcesz mi przez to pokazać??

Co zrobiłam później... miałam iść spać, w konsekwencji poszłam do ojca i napiłam się z nim piwa.

Co robię teraz... piszę, nie myślę, nie chcę się zastanawiać, chyba chce wszystko wyprzeć ze swojej podświadomości... Mam trochę pracy na jutro, nie chce mi się nawet o tym myśleć, a co mówić o zrobieniu tego...

Czy jestem smutna ?? Nie!
Zdołowana ?? Nie!
Tylko czuję pewną niesprawiedliwość!



UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)