Wysłaliśmy już zaproszenia. Tym,którzy mieszkają w okolicy trzeba będzie wręczyć osobiście
. Nie bardzo mi się to widzi,ale ponoć "tak wypada"
.
Dostałam pracę
. Mam zacząć od poniedziałku. Cieszę się,bo to praca na miejscu ,ale z drugiej strony obawiam się,czy dam radę bo UWAGAAA... to praca w domu opieki . Wszyscy są tam "pampersowani",są chorzy na alzheimera. Wiadomo,przyjemne to nie będzie, ale chcę spróbować . Rodzice ,teściowa odradzali mi to,ale nie uśmiecha mi się dalej siedzieć w domu. Wstyd mi ,gdy ktoś się pyta czy pracuję,a ja nadal mówię,że nie.Także teraz pozostaje mi się cieszyć i modlić,abym dała radę, bo chcę w końcu zacząć zarabiać,tym bardziej że teraz jesteśmy spłukani i każda kolejna złotówka się przyda ...
Skad ja mam to przeczucie, ze wyjda II kreski? jestem tak spokojna o to jakbym byla pewna ciazy, tylko czekala na ten dzien... Malo mam takich momentow kiedy mowie sobie: "e nie, nie udalo sie... przeciez nie jestem w ciazy".
Czuje sie inaczej... tak dziwnie spokojna....
Jutro sie okaze czy moja intuicja mnie nie robi w balona bo czuje ze jutro tempka podskoczy w gore...
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2015, 11:26
Do Asiulek,
Nie w tym miesiacu nie miałam monitorowanego cyklu ze względu na to że wyjeżdżałam za granice, ale mój lekarz powiedział że nie musze monitorować. W nastepnym miesiacu bede miec monitoring. I zmieniam lekarza bo mój mówil ze mi nie pomorze bo on nie wie co mi jest i żebym poszła do kliniki bezpłlodności
coś mnie zaraz trafi.. Czuję się tak jakby coś po mnie przejechało.. Od wczoraj dodatkowo jeszcze wymiotuję.. Świat w grypie żołądkowej jest piękny.. A tu dzwonią z pracy, że mam źle L4 wypisane.. Lekarka będzie dopiero we wtorek, żeby poprawić.. Padnę tu zaraz..
Do tego trochę rozkleiłam się przy G., że przeraza mnie ta endometrioza i laparo, nigdy nie miałam najmniejszego zabiegu i nawet nie potrafię sobie wyobrazić pobytu w szpitalu.. Oczywiście on jest pozytywnie nastawiony.. Zobaczymy co los przyniesie.. Nawet gdy diagnozy będą najgorsze pozostaje adopcja.. I, że mam nie myśleć.. Moje zamartwianie nic nie zmieni.. I zaraził mnie tym pozytywnym nastawieniem.. Dobrze, że mamy siebie.. Został tylko strach przed laparo.. Przed nieznanym.. Dopytam lekarza na następnej wizycie.. Chyba, że mnie znów zamuruje i słowa z siebie nie wykrztuszę..
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2015, 11:42
Po wczorajszej wizycie malutki waży 350g
dostałam nawet zdjęcie w 3d
SUPER
Niestety na moją infekcję ktora trwa już przeszło tydzien dostalam nieprzyjemny w aplikacji do pochwy krem... w musiałam wprowadzić strzykawke do pochwy ( dość dużą ) i całość strzyknąć ( lek nazywa się GYNAZOL ) ... ale czego się nie robi dla maluszka i dla mojego konfortu...
oboje z mężem dodatkowo musimy smarowac miejsca intymne przez tydzień maścią Pimafucin... no i zero seksu w tym czasie... damy rade 
pytałam o badania prenatalne... on nie widzi wskazań, jesli bardzo chcemy to jak najbardziej.. powedział że jest ozliwe że zauważy jakąs wade serduszka czy inne ale na tym etaopie i tak nie dałoby się nic zrobić... więc stwierdzam że nie będę sie stresować i poczekamy do porodu ... co ma być to będzie 
A jednak po 2latach czekania na telefon zadzwonił....bylismy już w takim miejscu że mąż nawet nie chciał do tego podchodzić...koncentrowaliśmy sie na zwykłej adopcji. Otrzymaliśmy dyplom i kwalifikacje do bycia rodzicami adopcyjnymi a tutaj taka niespodzianka....jadąc po wyniki 9dpt myślałam nic się nie stanie jak znowu zobaczę "brak ciąży" zapale sobie fajke a jak wrócę to w weekend będę świętować otrzymanie dyplomu...i będziemy z mężem cierpliwie czekać na telefon z ośrodka a tu taka niespodzianka....
Jestem w ciąży
Po tylu latach, po tylu wyrzeczeniach,problemach,depresjach....jestem w ciąży!!! Nie potrafię w to uwierzyć cały czas patrzę na to USG
Walczcie dziewczyny bo warto!!!
Już że sobą dwa malenstwa. 5A i 4A:-) proszę zostancie że mną
Jeden 4B i 3B dalej walczy. Walczcie dalej.
Pani dr zadowolona z moich bąbli i ją też się cieszę.MUSI BYC DOBRZE!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 stycznia 2016, 16:42
1.07 tak jak nam kazali pojechaliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego..rodzicie z noworodkami wchodzą wychodza...śluby i inne uroczystosci. Przyszła nasza kolej...pani wyciągnęła dokumenty które dostała od szpitala..pogratulowała ale żadnej reakcji z naszej strony sie nie doczekała...zaczeła przegladac dokumentacje...zatrzymała sie na punktacji jaka dostał Maluch..spytała czy nie nastapiła pomyłka...2/10...odpowiedzielismy ze wszystko sie zgadza..kolejne jej pytanie a moze bardziej stwierdzenie "a dziecko skoro nie jest z Panstwem jest w domu z rodziną" i wtedy dowiedziała sie ze Szymon zmarł...juz nie zartowała, nie gratulowała, nie smiała sie...nawet kolezanka z biurka obok sciszyła głos..wyszlismy z pokoju..zeszlismy na doł poszlismy za strzałką "zgony"...
Ja nie wiem z jak twardego kamienia maja serce te panie w urzedzie własnie w tym dziale...codziennie przychodzi zapłakana zasmarkana łkająca rodzina a ona musi wypełnic dane, poinformowac ze jelsi chca druga kopie aktu zgonu to jest ona odpłatna..pobrac te pieniadze...ludzie...ale praca jest praca...to tak jakby lekarz chirurg albo inny specjalista popadał w depresje bo operacja poszła nie tak, albo pacjenta na onkologii w ciezkim stanie nie umiał wyleczyc...
W dzien pogrzebu padał deszcz...nie wiedzielismy, które miejsce zostało dla nas wybrane..znalismy tylko numer pola...pole dzieciaczków...przyjechali nasi rodzice i znajomi Ci którzy byli z nami przez cała ta droge gdy biegałam z brzuchem az do momentu ostatniego pozegnania..rodziny nie było...nie zadzwonili nie napisali...od mamy pozniej tylko usłyszałam ze mogłam zadzwonic i ich powiadomic...stwierdziłam ze telefon działa w dwie strony a ja nikogo na siłe ciagnac po cmentarzach nie bede..inni potrafili napisac zapytac czy moga byc o której gdzie...jedynie moja babcia ze złami w oczach przepraszała ale nie przyjedzie...kobieta ma 89 lat..
szlismy z PIotrkiem zaraz za samochodem z ta cholerna mała trumienką biała jak snieg..za tymi 60 cm zbitego drewienka z kochanym ciałkiem Malucha w srodku...on sciskał moja reke a ja jego...bolało ale to pozwalało mi sie opanowac i powstrzymac łzy..
Ksiadz wygłosił cudowne którkie pozegnianie...jestem mu za to wdzieczna...bez niepotrzebnego gdybania...wniosków i dobrych rad...ciesze sie ze własnie on był wtedy z nami...
Przed wyruszeniem w ostatnia droge...w miejscu gdzie stał samochód zakładu pogrzebowego..jeden z panów poprosił mojego...dostał wtedy zdjecie Szymka o którym wspomnałam wczesniej...powiedział ze zazwyczaj nei robia takich rzeczy ale zna historie...i domysla sie ze nie było okazji zrobic Małemu zdjecia...wiec moze chociaz to jedno bedziemy mieli na pamiatke...
Gdy juz ksiadz skonczył mówic..gdy juz złozył kondolencje...i odsunał sie w bok dajac nam mozliwosc połozenia kwiatów na trumience i posypaniem jej ziemia...kazdy miał łzy w oczach...tylko moja mama (za to jej dziekuje) nieswiadomie wywołała usmiechy na twarzach...w ziemi która rzucalismy na trumienke była łopatka (zeby sobie lapek nie pobrudzic)..kobieta sie zaparła jakby conajmniej kopała dziure w ziemi taka prawdziwa duzą lopatą...machneła ziemią upusciła lopatke i obsypała wszystkich...przeprosiła, wytłumaczyla ze taki moment taka chwila zagapiła sie..ale usmiechy pozostały jeszcze chwile...
Wrocilismy do domu...wieczorem emocje pusciły...pzrepłakałam cała noc...miałam przed soba jeszce 6 tygodni "maciezynskiego"
Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze
W poniedziałek 18.05 poszłam do Łojko do szpitala. Miałam być o 8:45 a czekałam do 10:20 żeby dowiedzieć się, że mam przyjść za godzinę/półtorej. A będąc przed 12 czekałam jeszcze godzinę....Niestety na badaniu nie było widać w 100% tego, co Ł chciał zobaczyć. Serduszko raczej zdrowe, 4 komory, odpływy, wszystko ok, ale nawyginał się (a raczej ja), bo serduszko jest pod pępkiem i nie widać go dokładnie
Wszystko przez to, że Klusek leży w poprzek. A to z kolei przez to, że łożysko nadal jest nisko, a nawet zaczęło nachodzić na szyjkę macicy. Łojko zasugerował, że tak może zostać...A ja głupia wierzyłam, że ładnie się podniesie...zdołował mnie okropnie, bo nie tylko nie wyobrażam sobie miesięcy leżenia, ale jestem przerażona, że coś może być nie tak z Kluskiem, może pogorszyć się stan łożyska, zacząć odklejać, za szybko się urodzi i czeka mnie cesarka...Najwyraźniej nie jest mi dane żyć "z górki" i z tym naszym biednym dzieciem ciągle coś...Do tego mówił coś o nerkach, że ma układ kielichowo-miedniczkowy i trzeba obserwować, ale to podobno nie jest groźne i może zniknąć nawet samo po urodzeniu.
Wracając kupiłam Kluskowi milusie dresiunie, brązowe, polarkowe
Jakoś go muszę przekonać, że musi nóżki wsadzić gdzie trzeba.
Lekko odczuwam tą szyjkę, ale nie boli. Może też trochę ten Monural na pęcherz pomógł.
Klusek fika teraz bardzo często i czuję go już wyraźnie. Jak leżę albo po jedzeniu, to aż potrafię podskoczyć ;p Rano wstaje niebawem po tym jak się obudzę, reaguje też na głaskanie (odkopuje), na światło, dźwięki...
Tak jak się spodziewałam dzisiaj zawitała @. 14 dni pięknej temperatury a efekt taki jak zawsze. Po co się nastawiać, testować, martwić. Kurczę, sama sobie jestem winna, bo się nakręciłam i teraz mam. Na dodatek boli mnie krzyż, wnętrzności chcą się w węzeł zwinąć, jajnik napiernicza, a to dopiero przygrywki. Najchętniej zatopiłabym się w pościeli i przeleżała kilka dnia, a tu dupa, nie da się. Młody już śpi a matka idzie sprzątać. Jutro do pracy, odpocznę dopiero w sobotę popołudniu. 12 cs... A ja naiwna wierzyłam że tym razem będzie szybciej 
Ależ wczoraj miałam niespodziankę
Mój M. wrócił z delegacji z Poznania. Słysząc jak wchodzi do bloku, po wbiciu kodu do domofonu otworzyłam mu drzwi z klucza. A on wszedł z bukietem róż (zaległymi za imieniny)
Ja nie wiem skąd on wiedział, że chyba tego mi potrzeba.. Wczoraj siedząc w pracy tak sobie pomyślałam, że nawet żadnego kwiatka nie dostałam na imieninki od niego i przemknęło mi przez myśl, że może, może, ale bardziej obstawiałam, że wróci zmęczony i w sumie może nawet nie pomyśli, a tu proszę taka niespodzianka. Ale to nie koniec. Podjechał do mojej siostry i od jej dzieciaczków dostałam też kwiatuszek, przystrojony przez brzdące motylkiem
Ależ mi się milutko wczoraj zrobiło.
A co do cyklu, to ja sama już nie wiem co się dzieje. Dziś od rana mam jakieś wrażliwe piersi. Cykl ewidentnie bezowulacyjny. Ovu na 24.05 wyznaczyło @, a wtedy przypada nasz rocznica ślubu, już sama nie wiem czy chciałabym, żeby @ przyszła na wyznaczony czas, czy żeby się spóźniła. Wszystko mi się jakoś rozregulowało. Sama nie wiem co o tym myśleć. Przez ostatni rok miałam cykle średnio co 28-30 dni, od momentu jak odnalazłam Ovu mam 33-35. Sama nie wiem co się dzieje.. .
SophieQ a co do mdłości i wymiotów to chyba wczoraj jakiś taki pechowy dzień był, bo miałam bardzo podobnie jak Ty, ale u mnie to na 100% nie ciążą nie ma szans.
Chyba na dnia 18.05 mogę ustawić że poczułam pierwsze kopniaki 
31 TC (30t4d)
Dziś miałam wizyte u swojej ginki + USG III trymestru 
Oczywiście wypisu ze szpitala mojej lekarce nie pokazałam a to tylko dlatego, że zachorowała sekretarka i nie miał mi kto wypisu przygotować...
Pokrótce opowiedziałam jej co się wydarzyło, jakie leki dostałam itp. Podczas badania szyjka dalej drobna, ale na szczęście zamknięta. Zrobiła USG i w końcu mogłam zobaczyć moją najmniejszą Księżniczkę

Lilka ładnie rośnie, jest położona główkowo i to bardzo nisko. Główką ociera się o szyjkę. Mam nadzieję, że nie będzie za bardzo uciskać, żeby nie doszło do rozwarcia. Lilcia waży już 1755g
Wg USG Lili jest tydzień starsza
Rozmawiałam z ginką na temat porodu i powiedziała mi,że powinnam dotrzymać ciąże do ustalonej daty porodu. Luteinę mam pomału zmniejszać z 2tabletek rano i wieczorem do 1 tabletki 2 razy dziennie
Powinno być dobrze 
Po powrocie do domku pokazałam moim dwóm Księżniczkom i mężowi zdjęcie Lilci
Mąż stwierdził, że "oczywiście on nic na tym zdjęciu nie widzi..."
Heh... Anastazja przez pół godziny wpatrywała się w zdjęcie Lilci z wielkim bananem na twarzy
Młodsza Emilka, nawet nie zerknęła. Do tej pory twierdzi, że mama nie ma dzidzi w brzuszku
Zobaczymy co to będzie jak już Mała się urodzi

A oto moja najmłodsza Księżniczka:


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja 2015, 13:11
Dziś dzień jak co dzień. Od rana w pracy ale o 15.00 uciekam już do domku. Wczoraj mój stan nerwisty osiągnął poziom max. i nie obyło się bez kłótni z S. Na szczęście to u nas na krótką chwilę. Dziś wybieram się do apteki po "worek" witaminek dla mężusia. Na szczęście wiem, że nie będę go musiała pilnować żeby wszystko łykał jak należy, bo jak nakaże to połknie co zechce:)Zaznaczam, że to nie typ pantoflarza tylko też bardzo mu zależy na powiększeniu rodzinki.
Witajcie moje drogie. Dzisiaj postanowiłam napisać troszkę dłuższy post, ale ma to na celu tylko to by Wam udowodnić że czasami warto sobie poluzować. Staraliśmy się z mężem o dzidziusia od września 2014. Mniej więcej w grudniu wpadłam w szał notatniczków. Notowałam wszystko. Termin,długość i obfitość miesiączki, każdą datę i długość stosunku, temperaturę,samopoczucie i wszystko inne. Byłam załamana każdym niepowodzeniem. Przełom przyszedł pod koniec marca kiedy dowiedziałam się że mój szwagier i jego dziewczyna wpadli. Przepłakałam i przechorowłam prawie tydzień zadając sobie pytanie jak ktoś kto jest ze sobą tak krótko bez starań ma to czego ja pragnę? W końcu doszłam do konstruktywnych wniosków że tak miało być i już. Po rozmowie z mężem stwierdziliśmy że narazie odpuścimy starania 100% i wyluzujemy. Przez miesiąc nie notowałam nic poza terminem miesiączki. Nic. Kartki w moim notatniczku są puste. Przyznaję się bez bicia że nie znałam nawet daty kolejnej owulacji czy terminu kolejnej miesiączki. Jakie było moje zdumienie kiedy odkryłam że okres spóźnia się już 2 dni. A test pokazał magiczne II kreseczki. Dzisiaj wiem że nie ma się co spinać. Na każdego przyjdzie czas. Trzymam za Was kciuki oczukując że Wy będziecie trzymać kciuki aby moja dzidzia zdrowo rosła.
Do tej pory wiedzieli o moim stanie tylko mój mąż,moja mama, moja przyjaciółka i nasz pies
Nie chciałam nikomu mówić z dwóch powodów. 1) Wspomniani wyżej są przed ślubem i miałam wrażenie że mogą się obrazić że kradne ich 5minut. 2) Uznałam że za szybko, ale dzisiaj byłam w laboratorium na badaniach zleconych przez panią doktor i zupełnie wypadło mi z głowy że moja teściowa pracowała tam 15 lat. Skutek taki jak przewidziałam od razu po wejściu jak zobaczyłam starszą,uroczą panią. 'A pani to od tych (tu pada nazwisko)? Tak. Ojej (tu pada imię teściowej) będzie miała kolejną pocieszkę. ' Efekt: trzeba powiedzieć teściom. Dzisiaj.
Kolejna wizyta 10 czerwca. Całuję !
Czas na wakacje...mam nadzieje z odpoczniemy troszke a we wrzesniu zaatakujemy klinike w Polsce:D oby owocnie 
10dpo
Zasypiam na stojąco. Dzisiaj ciśnienie jest tak niskie, że ciężko jest nawet myśleć. Ciągnie mnie podbrzusze i zaczynam już myśleć, że to jednak karmazynowy przypływ daje znać o sobie, a nie ciąża. Zresztą, nic już nie wiem. Huśtawka nastrojów okropna. Niby temperaturka trzyma się na wykresie wysoko, a jednak obawiam się, że za moment szlag trafi moją nadzieję. Dziś w toalecie przy podcieraniu zauważyłam strzępki brunatnego śluzu, mikroskopijne co prawda, ale były. I albo to oznacza, że ktoś nieproszony się tu zapowiada, albo ktoś na kogo czekam z niecierpliwością oznajmia mi swoje jestestwo w organizmie... Zdecydowanie wolę tą opcję drugą, ale muszę najzwyczajniej poczekać... Boże, daj mi proszę tą cierpliwość! Bo ja najchętniej już bym siknęła na test, czuję się jak pies na spacerze, który musi każde drzewo osikać- tak jak mam przechodząc w domu koło apteczki
Muszę się czymś zająć, by myśli zaczęły krążyć w innym kierunku. Maszyno do szycia- nadchodzę!!! 
9dc...w tym miesiącu mierze temp do owulacji..jak ovu mi ją wyznaczy chowam termometr głęboko w szafce. Za bardzo się stresowałam w poprzednim cyklu i dospać nie mogłam do tej godziny 6 o której mierzyłam. Więc to nie ma sensu.
Dni płodne pewnie za 2-3 dni sie zaczną..czyli na weekendzie trzeba już zacząć działać.
22 tydzień
Od początku ciąży przybrałam dokładnie 1kg 

Właśnie wróciliśmy z usg 3d. 250zł nas to kosztowało, ale było warto:)
A to nasz SYN 

Pięknie ukazał nam co ma między nóżkami. Lekarz jest na 99% pewny, że to chłopiec 
Rozwija się prawidłowo. Lekarz nie stwierdził żadnych nieprawidłowości. Powiedział, że będzie wysoki tak jak ja z mężem i nosek ma nie po mnie 
Ach jak się cieszę. Czekałam na ten dzień z niecierpliwością jak na Świętego Mikołaja
Teraz pozostaje wybrac jakieś imię. Kompletnie brak mi na nie pomysłu póki co.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 maja 2015, 09:21
23 dzień cyklu.
Jeszcze tylko albo AŻ 5 dni i będę wszystko wiedzieć 
Chce już ten cholerny wtorek nooo
!!
Planujemy wakacje
Ale nie wiemy jeszcze kiedy i gdzie 
Wczoraj chodzilismy po biurach podróży i rozważamy pomiędzy Grecją a Egiptem 
Nie wiem co lepsze 
Ale ze spokojem napewno coś wybierzemy !

A Ty Moja Kruszynkooo Czeekamy na Cieeebiieee :*

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.