17dc 5dpo (wg mnie 4)
Mam ostatnio miliony mieszanych myśli.. Z jednej strony chciałabym wygadać się znajomym/przyjaciółkom, ale z drugiej po pierwsze nie chce panikować, bo przecież za chwilę powtarzam badania, po drugie sama nie wiem jak to się skończy, cały czas liczę na naturalny cud, a po trzecie nigdy ze znajomymi nie rozmawiałam na temat przekonań.. Wszyscy (prawie) są bardzo religijni i trochę boję się reakcji, jeżeli wspomnę, że jeżeli będzie taka potrzeba to zdecydujemy się na in vitro.. Do myśli może tym razem się udało doszło kilka tysięcy myśli, co jak nie, co będzie dalej, co jeszcze przed Nami.. Z jednej strony, chciałabym mieć wszystko w dupie, nasza decyzja, nasze życie, ale z drugiej wiem, że jeżeli oni akceptują taka procedurę, dadzą mi dużo wsparcia.. Nie chcę męczyć swoimi uczuciami ani G. ani rodziców.. Oni to też przeżywają.. Nie wiem czy mają siły na pocieszanie mnie..
Objawów na razie żadnych.. Wczoraj G. zapytał jakie mam przeczucia na ten cykl.. Niestety mam złe..
Ta nasza znajoma, która jest w ciąży i się głodzi, żeby figura została, trafiła do szpitala na podtrzymanie.. Druga ciąża, drugi raz głodówka, czuję, że będzie drugi raz wcześniak.. Mam tylko nadzieję, że głupia mamusia ma po raz kolejny tyle szczęścia, że dziecko będzie zdrowe.. Nienawidzę takich kobiet!
A do tego czuję się chora, od trzech dni boli mnie głowa i gardło, wieczorami męczy suchy kaszel i to ciągłe uczucie zmęczenia, nasila się, bo ta chroniczna anemia powoduje, że często czuję się zmęczona, ale od kilku dni jest gorzej 
Idę się położyć, a potem może ogród poogarniam:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2015, 15:51
34TC (33t5d)
Dość długo mnie tu nie było. Przeprowadzka prawie skończona. Jeszcze tylko kilka worów i wózek dla Lili i będzie koniec 
Od wczoraj odchodzi mi w partiach czop. Póki co nie jest zabarwiony krwią. W poniedziałek mam wizyte,więc dowiem się co i jak.
Dziś byłam u endokrynologa. Tsh mam dobre - 1,360 ulU/ml. FT4 niskie - 9,34 pmol/l. Lekarka zdiagnozowała fizjologiczną niedoczynność tarczycy. Późno ta niedoczynność wyszła. W poprzednich ciążach niedoczynność miałam od samego początku.
Ja juz po wizycie 
Wszystko super. Maly rośnie ma 3 cm. Serduszko bije 150 razy na minute. Lekarz stwierdzil ze ciąża wzorowa
Badania w normie. Wpuscil mojego narzeczonego do gabinetu, żeby zobaczyl maluszka 
Czuje sie cudownie!
A te klucia to normalna sprawa
W końcu znalazłam miejsce na jakieś swoje przemyślenia.. Niestety tak sobie siedzę i myślę ze najgorsze dla mnie było by chyba oznajmić mojej rodzinie o 3 dziecku.nie wiem dlaczego przeraża mnie ta wizja. Nie rozumiem boję się głupich komentarzy typu jak Ty sobie poradzisz mam dwoje rok po roku jak ich ogarniam i mam jeszcze czas dla siebie to w czym jest problem ? Czy to oni zajmują się moimi dziećmi czy co? Nie jestem jeszcze w ciąży ale zamierzam. M daje się namówić powolli więc jest jeszcze światełko. Nie wiem po prostu robi mi się lęk przed tym może coś ze mną nie tak ? Nie wiem. Wieczór . Kolejny dzień z resztą paskudny jak na pierwszy dzień wiosny za nami. Gdzie mój okres ?? 37 dc hmmm czekam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2016, 12:47
Ok, juz sie przyznaje... Agania mnie juz zaczela poganiac, wiec chyba pora oznajmic swiatu, ze na 80%... 
... na 80% mam w brzuszku malego chlopczyka 
A jednak! Na przekor tatusiowi i dziadkom, bo woleli dziewczynke (siostra S ma synka, wiec tamci dziadkowie mieli nadzieje na wnuczke, a moja mama powiedziala z kolei, ze ona miala corke, wiec przynajmniej wie jak o dziewczynke dbac
)... Tez odrobine na przekor mnie, bo juz mielismy dla dziewczynki imie wybrane... Ale z drugiej strony sie ciesze - bedzie mamusiny syneczek 
Moj S na USG troche sie zmieszal, powiedzial, ze on tak tylko mowil, ze by wolal dziewczynke, ale przeciez i tak bedzie kochal do szalenstwa cokolwiek sie urodzi
I ze dla chlopcow tez teraz rozne ladne ciuszki mozna dostac, a nie wszyscy przeciez sa trudni w wychowaniu i sprawiajacy problemy wychowawcze
Tym samym plec meska zostala oficjalnie zaakceptowana 
P.S. A wydawalo mi sie, ze to dziewczynka. Jednak nie mam kobiecej intuicji 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2015, 16:44
Czy jak sie na cos czeka to zawsze sie to tak dluzy im blizej? Nie moge sie juz doczekac wyjazdu nad morze. Za 2 tygodnie... A tak mi sie to dluzy wszystko. A wiec tez sie dluzy czas do @ ktora ma przyjsc w okolicach 23,24.
Zabrałam dwa śliczne bąbelki- 8B i 10B. Teraz czekanie
Pozostałe dwa przestały się rozwijać więc mamy tylko albo aż te.
Niestety punkcję źle przeszłam, dużo bólu i płaczu. Poczułam jak bardzo może boleć in vitro.
Brzuch nadal jest spuchnięty i obolały. Od punkcji w sumie nie przespałam w całości żadnej nocy, ciągle czuje dyskomfort. Jestem niestety przestymulowana i jeszcze to trochę potrwa. Byłam dziś dla pewności u lekarza. Trzeba przecierpieć i tyle.
Ale zniosę wszystko- niech tylko moje dwa maleństwo zostaną ze mną!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2016, 18:47
Czekam, cierpliwie czekam.
Mam od jutra zwolnienie od psychiatry do połowy lipca. Miałam być dzisiaj ostatni dzień w pracy, ale oczywiście nie ze wszystkim się wyrobiłam, więc jeszcze jutro zajrzę do biura. Zresztą jutro dopiero będzie manager odpowiedzialny za większość moich projektów, to będzie szansa, żeby wszystko porządnie omówić i przekazać, może mniej będzie maili i telefonów w przyszłym tygodniu.
Zwariuję czekając ze staraniami do końca lipca
Ja chcę już być w ciąży! Wiem, że to szybko zleci, wiem, że po drodze będę miała naukę do egzaminów, egzaminy i później urlop, w ramach przygotowań do ciąży histeroskopię i parę innych badań. Do tego mam plany remontu i urządzania sypialni, muszę pomóc mamie trochę w jej firmie i planuję wycieczki rowerowe jak tylko oddam do remontu mój rower. Nie wspomnę nawet o długiej liście seriali i książek na które nie miałam czasu z powodu pracy. Więc w zasadzie będę miała dni wypełnione i liczę, że te dwa miesiące szybko przejdą, ale i tak ciężko mi znaleźć cierpliwość do tego czekania. Nigdy nie byłam cierpliwą osobą, kiedy coś chcę, chcę to natychmiast!
Najgorsze jest oczywiście to, że rozpoczęcie starań nie gwarantuje zajścia w ciążę w 1 cyklu, a ja mam cały czas w tyle głowy tykający kalendarz. Musi, musi, musi się udać zajść w tą ciążę najpóźniej jesienią i tym razem musi, musi, musi się ona zakończyć szczęśliwym porodem zdrowego dziecka. Innego scenariusza po prostu nie mogę przyjąć do świadomości, bo inaczej naprawdę zwariuję.
Wróciłam z wizyty. Napisze dzis tylko króciutko, ze lekarz nie pozwolił jeszcze skakać z radości. To koncowka 6 tygodnia, ale Dzidziuś jest tak maleńki ze nie mozna go nawet zmierzyć. Do kontroli za dwa tygodnie. Kolejne dwa tygodnie w strachu
a przez ten czas leżeć, nie serduszkowac, nie biegać, nie podskakiwać, nawet nie chodzić za szybko. Zawierzylam moje Dziecko Matce Boskiej. Wiem, ze jest w najlepszych Rękach.... Więcej zrobic nie mogę.
Wyszłam dzisiaj ze szpitala. Strach jest przeogromny...tam czułam się bezpieczniejsza. Od jutra będę sprawdzała ❤ bo doszedł mi detektor od jednej z kochanych forumowiczek ❤ nigdy bym nie przypuszczała że jakieś obce dziewczyny które mnie nie znają w realu będą takim wielkim wsparciem...że nie znając mnie zupełnie zaufa mi i pożyczy detektor..jestem Wam tak ogromnie wdzięczna że brakuje mi słów wdzięczności!
Zaczęłam odliczanie od poniedziałku do poniedziałku bo właśnie w tym dniu będę zaczynała zawsze nowy tydzień... wierzę, że wytrzymamy, że maleńka będzie z nami tutaj- w domu, w swoim łóżeczku.. z polecenie dziewczyn z wątku o hipotrofii zaczęłam się dodatkowo suplementować i wiecie co? Jestem tak strasznie wkurwiona na lekarzy! Np.taka cholina...dla kobiet w ciąży dawka to 450mg a w prenatalu duo jest 125mg ! Lekarze mi mówili że prenatal duo wystarczy...ja głupia nie pomyślałam aby to wszystko posprawdzać! A cholina jest bardzo ważnym składnikiem...
Odliczamy...dzisiaj jest 21+3.
Córeczko rodzice czekają zna Ciebie! Jesteś naszym marzeniem, cudem, spełnieniem marzeń ❤ głęboko wierzymy że już w kwietniu będziesz z nami w domku ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2020, 20:55
26 dzień cyklu
51,4 kg
ciśnienie: 93/58
tętno: 109
beta-HCG: 46,07 mIU/ml!!!! Urosła o 475%! Bardzo się cieszę! Byłam też u mojego ginekologa. Ze względu na naszą nie do końca wesołą historię i moje szkodliwe warunki pracy w laboratorium chemicznym dostałam L4 do 25-go czerwca. Wtedy też będzie pierwsza wizyta. Mam nadzieję, że dotrwamy do tego czasu i usłyszymy same dobre wieści.
Kochane dziękuję za pamięć i tyle miłych słów. Od wczoraj jesteśmy w domu. Poznajemy się wzajemnie tak bardziej niż w szpitalu. Więcej napiszę jak to było jak znajdę chwilkę.
Postanowiłam założyć ten pamiętnik bo łatwiej mi gdy czytam jak wiele z Was mimo poronienia doczekała się ziemskich dzieciaczków, może kiedyś ja się doczekam swojego szczęścia i będę podporą dla kogoś??
Dziś 6 dzień mojego "połogu" po poronieniu, chciałabym wiedzieć kiedy przyjdzie @, ta niewiedza jest straszna, chciałabym móc odliczać dni do dnia w którym rozpoczniemy starania. Póki co odliczam dni do poniedziałku, 15.06, kiedy będę miała kontrolę po zabiegu u mojego ginekologa i wtedy się dowiem czegoś więcej, bo niestety w szpitalu nie dowiedziałam się nic 
Chyba czas wylać swoje żale na ekran komputera, on tak jak i kartka wszystko zniesie... Czy wszyscy chcą mi sprawić przykrość... wszyscy dookoła zachodzą w ciąże, nawet jakieś małolaty z sąsiedztwa tylko nam się nie udaje... doskonale wiem, że wcale nie staramy się długo, ale dlaczego im się już udało a nam nie? Jeszcze do tego żona kuzyna jest w ciąży, a brali ślub rok po nas ... i już im się udało... nienawidzę tego uczucia, wiem że powinnam się cieszyć ich szczęściem i poniekąd tak jest, ale zazdrość tak mnie zżera że na razie nie jestem w stanie okazywać radości
Do tego mój wykres wygląda jak asystolia, prosta krecha zero jakiś wahań, może to dlatego, że mierzę termometrem rtęciowym a tam skala jest co 0,1 więc małych wahań nie zauważę
Boże jak bardzo bym chciała żeby w tym cyklu się udało, bo jak tak dalej pójdzie to zeświruję... miałam wyluzować, ale jak wszyscy dookoła mają to czego ja pragnę to nie potrafię
Do tego ta sesja mnie przeraża, kuję od rana do wieczora a wydaje mi się, że nadal mam pustkę w głowie...
Czasami chciałabym być facetem... oni do tematu podchodzą zupełnie inaczej, czasem krew mnie zalewa jak mój mąż mi mówi wyluzuj kiedyś w końcu się uda... ale do jasnej cholery kiedy będzie w końcu to kiedyś?
Najchętniej poszłabym ryczeć w poduszkę, ale co mi to da, chyba tylko spuchnięte oczy... Muszę znów wziąć się w garść i znaleźć jakiś sposób na swoją psychikę, ale na razie brak mi pomysłów...
Hihih
dziękuję wszystkim wirtualnym Ciociom!!! :*
A poniżej pierwsze zdjęcie do albumu rodzinnego!
Jestem tak podekscytowana i rozanielona, że az mi zaczęło być niedobrze z wrażenia.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2015, 20:26
Kurna, jakis dziś taki nieporadny, niepewny i niespokojny dzień. M też mi dziś smsa pisze że czuje wewnętrzny niepokój niewiadomo z jakiego powodu.
Dużo dzieje się ostatnio i nie ogarniam wszystkiego.
Moja firma wisi mi kupę kasy i martwię sie że będę musiała latać po sądach pracy.
Martwię się czy mnie w jakiś sposób nie wyciulają gdy im powiem o ciąży.
Dziś odezwał się do mnie potencjalny nowy pracodawca, po poprzednich wstępnych rozmowach nadal jest mną zainteresowany, chce mnie zatrudnić już od 1 lipca, nawet pomimo tego że w 3 tygodniu lipca mam od pół roku zabukowany urlop, którego nie odwołam. tak się wkręciłam w tą rozmowę z nim jakbym naprawdę od 1 lipca miała u niego pracować! skołowałam się głupia
Nie żebym bardzo chciała u niego pracować bo niekoniecznie mi pasuje ta robota, rozmawiam z nim tylko po to ażeby zrobić sobie asekuracje w razie jak z ivf wyjdzie lipa.
Ale przecież z ivf nie może wyjść lipa!!!!! Nie wiem jak zniosę porażkę, raczej kiepsko 
Nowa praca mnie wcale nie pocieszy zwłaszcza że będę musiała współpracować z jednym palantem którego nienawidzę jak ... jak nie wiem co
Liczyłam że tego dupka już nigdy w życiu nie będę musiała oglądać a tu taki cios. Chyba będę reagować sraczką jak przyjdzie mi do rozmowy z Tym CZymś.
No, ale!!!
oby ta cała nowa praca to był scenariusz, który nigdy się nie zrealizuje. Bo będę w ciąży na chorobowym
OBY!! 
Niech to wszystko wokół mnie juz się skończy
z happy endem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 czerwca 2015, 20:57
9t4d
Kiepski dziś dzień.
Fizycznie żenada - pobolewa brzuch, napieprza głowa, nie mam siły ruszyć ręką, ani nogą, pół dnia przespała, budząc się z gigantyczną zgagą.
Psychicznie też kiepsko - che mi się płakać bez powodu i nic mi nie jest w stanie humoru poprawić.
Byle do jutra.
Ciąża zakończona 18 marca 2015
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 lipca 2015, 14:07
Posiew czysty, Mucha ujemna (w końcu !)
Wykrakałam ostatnio przesunięcie @ !
W przychodni to już mają mnie za czuba pewnie.
Na pewno mnie zapamiętają 
@ zamiast w sobotę - przyszła w poniedziałek. W środę jeszcze normalne krwawienie, a w czwartek sono.... W środę po południu zadzwoniłam przepisać się na za tydzień i modlić się, żeby owulka nie przyszła przed 12dc.... (lekarz robi tylko w czwartki)
Czwartek - brak krwawienia, ba ! brak nawet plamienia. Zakręcili kurek ! no jaja
Dzwonię po 16, tłumaczę babce, że wczoraj odwołałam ale czy jest jeszcze może wolna godzina moja, bo jednak nie mam okresu ( hahaha). No ktoś zdążył moją godzinkę zająć ale poszła zapytać doktorka czy zostanie i mnie przyjmie na koniec. Zgodził się ! Stresik poziom 1500 100 900 ! Także sono hsg w 4 dniu cyklu 
I jeszcze opóźnienie, więc w sumie weszłam chyba po 20:00
Cewnik poszedł spoko, ciut bolało ale tylko sekundę. Sprawnie założył. Wypełnianie balonika nic nie bolało.
Lewy drożny, przeszło bezboleśnie
Prawy coś tam manewrował, nie widziałam tej świecącej kreseczki.... a o chyba tak jajowód się schował w jelitach bo mi naciskał na brzuch aby jajowód się pokazał. Potem w domu przyjrzałam się zdjęciu to widać początek i koniec jajowodu jarzący się kontrastem. Drożny ! ale ten prawy bolał już konkretnie, więc możliwe, że coś tam się lekko odetkało.
Ufffff
to co mi spędzało sen z powiek już za mną
udało się za 9 podejściem zrobić to sono :p
fakt, że wolałam zwykłe hsg niż sono ale 8 nieudanych prób podejścia do hsg w szpitalu to już za dużo zdecydowanie
Zwykłego hsg nie mam możliwości już zrobić u mnie w szpitalu (a nawet dwóch). Także miałam wybór albo sono albo na razie wcale (a w dobie wirusa to wcale mogłoby się przeciągnąć na długo).
W poniedziałek stary robi badania nasienia plus krew. W sobotę androlog.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.