Wczoraj zaczelam sie powaznie martwic.... Ale sama nie jestem gotowa na ta rozmowe bo jesli bedzie tym razem szczera to boje sie odpowiedzi... Nie wiem wczoraj naszlo mnie jakies takie przeczucieze on wcale nie chce miec partnerki. Onchce miec przyjaciolke z ktora bedzie przy nim i bedzie go wspierac ale nie bedzie miala nic wspolnego z seksualnosci...mimo ze nasza historia wlasnie zaczela sie od tego ze wyladowalismy w lozku...
Wczoraj bardzo mnie bolala noga mam jakis problem z zylamo powierzchownymi wic postanowilam na wieczor posmarowac ja mascia. Poprosilam mojego G zeby to zrobil. Nie odmowil ale wzial sie za to znow od niechcenia pomozial pomizial i tyle. Mowie do niego zeby rroszeczke wlozyl w to serca... Przylozyl sie... On na to ze mu sie nie chce wiec ja zripostowalam ze jesli chodzi o jakies pieszczoty ze mna zwiazena z nasza fizycznoscia to nigdy mu sie nie chce. Probowal to obrocic w zart jak zwykle ale... Mu na to nie pozwolilam...
Nie wiem mam czasem wrazenie (mimo tego ze widze ze dla mnie naprawde wiele robi i ze moge powiedzisc bez zadnej watpliwosci ze czuje sie naprawde kochana) ze ja go naprawde nie pociagam ze przytulas buziaczek tak zwane cmokniecie mogloby wystarczyc naszej relacji ale cos poza tym... Nawet pocalunki z jezyczkiem sa u nas rzadkością. Nie potrzebuje tego caly czas ale czasem chcialbym....
Wczoraj poprosilam kolezanke ktora ma znajomego seksuologa zeby opowiedziala mu nasza historie moze on wpadnie na pomysl jak z nim rozmawiac zeby cos sie dowiedziec i osiagnac...
Jestem po pierwszej dawce intralipidu, było całkiem dobrze, także nie ma się czego bać. Jestem tez po 4 zastrzykach z Puregonu, tutaj idzie mi raz lepiej, raz gorzej i boli.. nowa nadzieja we mnie wstąpiła, bo to ta czesc cyklu, która lubimy najbardziej, leki, wizyty, monitoringi, badania, dzieje się... ale czas pokaże. Umiarkowany optymizm we mnie się pojawił 🙂 za tydzień mam tez druga wizytę u Pani Psycholog 🙂 z Mężem (odpukać) dobrze, jak zawsze staramy się podchodzić z humorem i teraz się śmiejemy, ze mamy dziecko w długopisie (puregon) i musimy go tylko wstrzyknąć do brzucha i sprawić żeby zostało z nami. Pobolewa mnie lewy jajnik liczę na to, ze coś tam się dzieje. Niech ta końcówka roku odczaruje ten ciężki czas.
Absurdu nie będzie, temperatura spadła z hukiem, więc pewnie jeszcze dziś albo jutro zawita @. Jakie są moje uczucia - mieszane. Z jednej strony fajnie, pojedziemy na wakacje na luzie, nie myśląc o tym, że powinnam na siebie uważać, że tego mi nie wolno, tamtego mi nie wolno. Będzie zwiedzanie, plażing i alkoholing
. Z drugiej strony, jednak rozczarowanie. Było pięć pęcherzyków i co i nic. Jak w takiej sytuacji nam się nie udało, to może nigdy nam się nie udać. Wiem, że być może wpływ na to miała dłuższa przerwa w seksiku i maluszki może nie były za bardzo ruchliwe, ale nadzieja, że tym razem się uda cały czas gdzieś tam była. Nie udało się trudno, może za miesiąc. Czas skupić się na wyjeździe i nie zamartwiać się, bo z zamartwiania i tak nic dobrego nie wyniknie.
No i program zaczyna cyrki. Wyznaczyl mi owu na 19dc a owulacja byla 15dc musialam sama ustawic
brzydko ta linia teraz wyglada.
No i po wizycie! Wszystko jest w porządku- moja kruszynka rośnie zdrowo i silnie. Ma już ( a przynajmniej w środę miała) 2,24 cm.
Schudłam 5 kg, ale przy mojej dużej wadze to bardzo dobrze.
Badania mimo wegetarianizmu są świetne! Ogólnie jestem super zadowolona.
Dostaliśmy także skierowania na badania prenatalnie, bo mąż ma wadę serca i lepiej takie rzeczy monitorować. Badanie wykonywane jest w 12 tygodniu, a zapisywać należy się w 10-11 tygodniu. Także pod koniec następnego tygodnia będę dzwonić i się umawiać 
Dolegliwości ciążowe są nieco uciążliwe, ale chyba warte oczekiwania 
Powiedzieliśmy po wizycie już wszystkim najważniejszym osobom w naszej rodzinie.
Ku mojemu zdziwieniu cieszą się najbardziej osoby z mojej rodzinie, ale może to dlatego że moja rodzina jest mała i takie 'święta' jak np. dzieci zdarzają się w rodzinie rzadko. Z kolei rodzina męża jest duża i tam to na porządku ' dziennym'.
Jutro zaczynamy 10 tydzień- będzie wszystko dobrze!
No dobra kochane a na koniec gwiazda dnia:
Przedstawiam Wam groszka - moje szczęście! 
Kolejny tydzien za nami... Jest lepiej, to prawda, ze czas leczy rany. Nie moge napisac, ze zapomnialam, nie da sie, ale nie mysle juz tyle... Planuje, staram sie zyc normalnie i isc do przodu... Jak na norweskie warunki wyjatkowo szybko udalo mi sie umowic na wizyte do ginekologa. Dzis telefon, w srode wizyta. Jestem ciekawa co mi powie... Szpital kazal czekac do pierwszej normalnej miesiaczki ze staraniami ale ja mam PCOS i sie martwie... Nie chce, zeby to czekanie na kolejne proby trwalo wiecznie... Mam nadzieje, ze dostaniemy szybko zielone swiatlo i ze moj organizm znow sie nie zbuntuje...
Po wczorajszym dniu pełnym emocji, wrażeń, testów i wszystkiego po kolei zapomniałam o jednym, najważniejszym... dopiero wieczorem doszło do rozmowy w 4 oczy...
Panie Jezu... tak bardzo Ci dziękuję co dla mnie uczyniłeś, moja wdzięczność nie ma początku i nie ma końca. Dziś padam do Twych stóp, ogromnie dziękuję za okazaną mi łaskę...
Wszystkie te sprawy polecam Tobie... to dziecko, które jeszcze nie przypomina nawet dziecka, nie jest nasze, ono jest Twoje... Jeśli tylko chcesz, żeby się narodziło, to niech tak się stanie, jeśli uważasz, że ma być inaczej, będę płakać ale się z tym pogodzę...
Dziś się wstydzę, że jeszcze kilka dni temu całkowicie w to zwątpiłam, byłam przekonana, że nic z tego nie będzie... baa nawet już miałam plany na kolejny miesiąc. I co się stało, znów pokazałeś co może być z tych planów. Po raz kolejny zresztą... Tak, wstydzę się swojej niewiary, przecież możesz wszystko. Przyznaję się, że zwątpiłam... W tych moich dniach pełnych smutku i żalu, dałeś mi po raz kolejny ten sam fragment do przeczytania o kobiecie, która Cię dotknęła i została uzdrowiona... A ja co, wyłam wtedy dalej... Za to moją niewiarę mogłeś mi zabrać to, co w tym momencie ma dla mnie największy sens, ale w swojej łaskawości i miłosierdziu nie zrobiłeś tego. Przecież bym nawet o tym nie wiedziała...
Pewien ksiądz w pewnym kościele tydzień temu powiedział mi tak : Za rok przyjedziesz tutaj i będziesz stała przy tym obrazie św Joanny Beretty Mola z dzieckiem na rękach. A teraz się módl za jej wstawiennictwem. Hm... a ja, jak to ja... sobie pomyślałam, ma poczucie humoru.
Następnego dnia w piątek weszłam na chwilę do tego samego kościoła na kilka minut i się pomodliłam, szepnęłam tej oto świętej kobiecie, niech się za mną wstawi. Kolejnego zaś dnia zaniosłam zapisaną karteczkę z prośbą. Zrobiłabym to tego drugiego dnia ale nie miałam ani długopisu, ani żadnej wolnej kartki przy sobie. I tak to się skończyło. Wróciliśmy do domu i tyle było krótkich modlitw do tej świętej. Może ona też ma w tym swój udział...
Dziś już jestem zdecydowanie spokojniejsza.

A tutaj... w tym miejscu dziękuję szczególnie :
=> mojej najukochańszej N., która to wszystko znosi, miała nadzieję do końca, zdecydowanie większą niż ja. Moim największym marzeniem jest to, aby w najbliższym czasie spotkało ją to, co mnie teraz.
=> drogim moim 'owu przyjaciółkom' Eniulce (która dała mi dużo do myślenia ale i udzieliła wielu wskazówek i rad, przecieraj szlaki, będziesz mi dalej pisać co i jak, jesteś takim trochę ciążowym przewodnikiem
) AniBe i CzekającejMamie, za to, że są i modlą się w naszej intencji. Jesteście nieocenione
Wierzę w to głęboko, że u was też nadejdzie ten dzień...
=> oraz wszystkim innym dziewczynom, które w ostatnich dwóch dniach pozostawiły swój ślad i tym, które tu zawitały po raz pierwszy, bo takie też są.

Więc zacznę od tego że @ przyszła 12.06 i męczyłam się w szkole cały weekend ale już jest ok pierwsze egzaminy zaliczone, jeszcze tylko w przyszłym tygodniu i wakacje !!!
Jestem zmęczona a jutro znowu rano pobudka bo synuś rano do szkoły więc nie będę się rozpisywała bo nie mam co dziś pisać a jeśli nawet miałam coś naskrobać to i tak ie pamiętam 
W każdym razie nowy cykl to nowe nadzieje więc za kilka dni do dzieła.
Zamówiłam sobie termometr owulacyjny jutro powinien przyjść więc będzie jak znalazł na nowy cykl do tego zaopatrzyłam się w testy owulacyjne będę pierwszy raz korzystała z ich pomocy więc zobaczy się co z tego wyniknie 
Wierzę że moje marzenie o córci wreszcie się spełni
a wiara to już połowa sukcesu 
Wyczytałam w Internecie ze drugi skok temperatury po owulacji może oznaczać ciaze.... jejku a może jednak.Dziś jadę na grób mojej babci wychowywała mnie była w sumie moja matka zmarła 8 lat temu.Byłam jeszcze dzieckiem emocjonalnie na pewno, miałam tylko ja i zostałam sama.Wierzę jednak ze od tamtej pory mnie chroni zanim poznałam A. Byłam u niej płakałam ze jestem już zmęczona ze potrzebuje dobrego kochającego mężczyzny miesiąc później A. Pojawił się w moim życiu... o ciążę też ja prosiłam zaszlam e ciążę w tym samym miesiącu niestety ja straciłam ale wierzę ze miało to być próba dla nas dla naszego zwiazku. Tęsknię za moją babcią każdego dnia wiem ze ona to wie wiem ze mnie kocha i chroni. Dziś pojadę do niej porozmawiać może wstawi się za mną po raz kolejny..
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2015, 08:15
A to my w ostatnim dniu pierwszego trymestru ! coś tam już pomału Nas widać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2015, 12:54
Dziewczyny nie wiem jak to działa i dlaczego tak jest, ale jestem przekonana, że w tym miesiącu zobaczę 2 kreski:) Jutro wizyta w klinice czy wszystko ładnie pękło i tabsy:)więc zobaczymy, jestem bardzo spokojna i ogromnie wierzę,że się uda:)
Trzymajcie kciuki:)
Innej opcji nie ma musi się udać
Aha i wcześniej niż 26.06 nie robię testu 26 idę na betę i na urodziny mój Tatuś dostanie dodatkowy prezent 
Ostatnio zrobiła się ze mnie straszna niemowa. Stąd też pewnie taki zastój tutaj.
Jak zawsze/zazwyczaj byłam tą, która mówi teraz jestem tą, która słucha. Nawet wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia to się nie odzywam albo coś burknę bo najzwyczajniej na świecie mi się nie chce mówić. Ot, takie zjawisko.
Może powodem mojej zmniejszonej frekwencji tutaj są też obowiązki - praca, zabezpieczenia. Znowu zaczyna się sezon, w którym w domu spędzamy tylko kilka godzin, najczęściej żeby się przespać.
Jak już jestem przy temacie zabezpieczeń - wczoraj byliśmy na zabezpieczeniu festynu rodzinnego mega zajebistej firmy informatycznej. Na 10 kobiet przynajmniej 3 były w ciąży, a 4 miały małe bobasy. No cóż...
O, a u mnie właśnie trwa oberwanie chmury z gradobiciem...

Komórki nie dały się zaplodnic klasycznie, trzeba było metody ICSI. Zaplodnilo się tylko 5. Tylko dwie zaczęły się dzielić. Dzieliły się wolniej niż powinny. W 5 dniu powinny być juz blastocystami ale dotarły tylko do etapu moruli.
Zatransferowalismy morule, druga morule jak sie da to zamroza, embriolog nie ukrywał że jest kiepsko, są szanse ale mniejsze niż z blasto.
Potem 9 godz powrót do domu.
Wszystko mnie denerwuje, jestem przygnębiona albo wściekła na zmianę. Trzymam się z daleka od komputerów narazie.
Czuję się jakbym na starcie przegrała. ...
to tyle, wpadłam tu tylko na sekundę.
Anuszko, shoa -nadal wam kibicuję, dbajcie o siebie i dzieciaczki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 czerwca 2015, 15:26
No i jeżeli chodzi o wczoraj to porażka na całej linii, przegrałam z bólem nogi...trochę mi przykro ale coraz bardziej wychodzę z założenia że lepiej zaczekać na ten pierwszy normalny @ chociaż by zdrowotnie.
Poczytałam trochę opinii innych użytkowniczek które zażywały tabletki anty i z jakiegoś powodu zrezygnowały i byłam w lekkim szoku, że tyle negatywnych rzeczy się przez nie dzieje. I ani ja ani inne nie chcą wrócić do nich w przyszłości. Już naprawdę wolę inne metody, a jest ich w sumie sporo bo tabletki naprawdę robią spore zamieszanie w organizmie. I niestety nic nie mogę poradzić na ten brak @, zostało mi teraz jedynie czekać. A w najgorszym wypadku, skoczyć tutaj do jakiegoś ginekologa żeby mi wypisał tabletki na wywołanie.
Niedziele przebiegła dość fajnie, jak zwykle byliśmy w sklepach i obmyślaliśmy kolejny raz wystrój naszego nowego mieszkania i jak zwykle spieraliśmy się co do wyboru.
Zarzucił mi dzisiaj, że to ja urządzam 3/4 mieszkania a on nie ma tu nic do gadania...no i głębiej tak myśląc to miał trochę racji. Ale każda kobieta to potwierdzi, że lubi nad takimi rzeczami mieć kontrolę nie?
No chyba, że ja jestem jakaś dziwna i to nie prawda...ale nie sądzę żeby tak było:)
W sumie jeszcze trochę rzeczy zostało do uzgodnienia ale obiecałam mojemu P. że dzisiaj usiądziemy i będziemy wszystko razem ustalać, tak żeby pasowało i mnie i jemu.
Tak się jakoś trafiło, że oboje mamy takie charaktery że żadne z nas nie chce ustąpić i są przez to kłótnie zupełnie niepotrzebne ale i tak go bardzo kocham:***
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2015, 17:21
Trochę czasu tu nic nie pisałam ale miałam ciężki tydzień. Mój teść jest w szpitalu na kardiologii i czeka na założenie " bajpasów". A że mój S ma zdrowo pojechaną siostrę to wszystko spadło na nas. Nie rozumiem tej mojej szwagierki jak można ani razu nie odwiedzić ojca w szpitalu. Mieszkamy w tym samym mieście . Do szpitala mamy jakieś 33km. Widzę jak S wychodzi z siebie. Wiem, że S ma ją ochotę udusić. Ja mam ją głęboko w d. Niejednokrotnie usłyszałam już od mojego teścia, że mnie kocha bardziej niż własną córkę. Ja już się do tego przez tyle lat przyzwyczaiłam.
A co do moich starań to serduszkuje ile mam sił ale coś mi się zdaje, że ten cykl to nic mi nie przyniesie. Wogólę ostatnio ciągle widzę bociany ale w pewnej odległości. Dre się do nich, że mają lecieć do mnie:)
Bociany dzieci nie przynosza. Tak ostatnio powiedzialam kolezance,mlodej mezatce ktora z impetem opowiadala o swojej sasiadce. Sasiadka widzac u tej kolezanki bociana na dachu juz jej skladala gratulacje. Jeszcze jakis czas temu wierzylam ze to dobry znak kiedy wracajac po trzeciej inseminacji widzielismy trzy bociany, usmiechalismy sie ze juz musi byc dobrze, no ale niestety nie bylo. Wiec przestalam w nie wierzyc, choc ostatnio po pracy przelatywal nade mna i kiedys maz zrobil fote jak siedzial u nich w firmie na kominie.
Robie zastrzyki, juz piec za mna. Dzis pierwszy raz robilam zastrzyk przy mezu, bo zawsze jest o tej porze juz w pracy- malo nie odplynal. Stwierdzil ze on by sobie tego nie wybil za ch..a
ja tym bardziej chcialam byc totalnie odwazna, wiec z przymrużeniem oka odciskalam powietrze ze strzykawki, przecieralam skore wacikiem-pelen profesjonalizm
idzie mi juz coraz lepiej, choc nie jest to przyjemne.
Dzis piekna pogoda, pelen relaks. Nie powinnam sie chyba opalac ale az zal nie wystawic chociaz nog do slonca... Po za tym musialam oklamac kolezanke, proponowala basen ale chyba powinnam rozwniz unikac kapielisk publicznych... Szokda.
Piersi mnie bola i sa drazliwe, dobry znak, @ powinna przyjsc w terminie. Absolutnie nie moze sie nic przesunac, wszytsko jest juz ulozone na poczatek lipca... Koncze ostatnia paczke tamponow i podpasek i juz nic nie kupuje! Zakladam ze nie bede ich potrzebowala przez najblizsze kilkanascie miesiecy 
EDIT: w sumie to zapomnialam o najwazniejszym. Chodzi o meza mojego
zaczal sie interesowac tematem in vitro. Ogolnie jest zielony. Ale widze ze pyta, zapamietuje czyli slucha ze zrozumieniem
urlop zalatwil, co w jego przypadku graniczy z cudem. Pyta czy zastrzyk zrobiony,czy czuje jakies skutki uboczne, czy witaminy wziete. Krzyczy zebym pamietala o witaminkach
ostatnio poruszylam temat wodki weselnej, ktora lezakuje w piwnicy,ze moze by ją sprzedac nim znow zmieni sie etykieta itp. A moj maz na to: A moze wodka przyda sie na chrzciny? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2015, 19:23
Dzisiaj miałam piękny sen. Śniło mi się, że mieliśmy szczeniaczka(w końcu się na niego zdecydowaliśmy), który szalał nam w domu, i w tym samym śnie byłam w ciąży, od razu zrobili mi skan bo lekarz już mi zapowiedział podczas ostatniej wizyty, że ciąża będzie specjalnie monitorowana i z maleństwem było wszystko ok, słyszałam jak biło mu serduszko. Mam nadzieję, że to jakiś znak dla mnie. Oby tak było. Dzisiaj test owulacyjny wyszedł negatywny, chociaż można było ledwo dostrzec drugą kreseczkę, więc powinna nastąpić w ciągu najbliższych dni. A wykres na ovu pokazuje wg tempki, że owulacja była 10.06, a ten cykl miałby trwać 22 dni co jest raczej nie możliwe. Coś ta moja temperatura mnie oszukuje.
A tak poza tym, to spędziliśmy fajny dzień z moim M. i na koniec wybraliśmy się do restauracji na przepyszne owoce morza.
Dzisiaj mam mega doła nie wiedzieć czemu dorwała mnie mysl ze w tym cyklu nie wyjdzie i nie dlatego to mówię zeby sie pozytywnie rozczarowac tylko coś w srodku mówi mi ze nie ze nie tym razem mało serduszek chciałam co drugi dzien to m pojechal do wawy i nie wyszlo nie wiem co się ze mną dzieje watpię.......... zaczynam się irytowac ciezarnymi matkami z dziecmi zaczyna mi to powaznie przeszkadzac i od razu zadaje pytanie dlaczego ja jeszcze nie mam dziecka piepszona miastenia przeszkadza i jeszcze ta niedoczynnosc z zapaleniem tarczycy czy ja sie doczekam do sierpnia do usg szczerze mówiąc nie widze sensu robic tego badania po pół roku czekania moze samo przejdzie po tym euthyroksie sama nie wiem w skrucie mówiąc od kilku dni chodze wku...wiona na wszystkich irytuje się i nie pasuje mi to
Jak dużo łatwiej kochać tę istotkę bezgranicznie kiedy cały dzień przeleciał bez okropnej, długodystansowej histerii 
Czekamy na tkaną chustę LennyLamb, powinna przyjść na dniach 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.