Jak ja go kiedyś nie zamorduję to będzie cud. Kocham go, ale czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji. Po wczorajszej wizycie u ginekologa byłam pełna nadzieji ale również obaw. Mówię, tłumaczę, pytam co sądzi. Ja gadam ze dwie godziny, a on mi odpowiada " skoro ginekolog tak powiedziała, to tak bedzie i nie martw się, poczekamy zobaczymy". no przecież oszalec można bo to stają sie moje monologi a nie rozmowy z nim :( Jak powiedziałam o inseminacji i dawcy, w razie gdyby, jego nasienie było bardzo złe, to trochę go ruszyło, że myślę, że jego nasienie jest złe, ale oczywiście będziemy sie martwić później, na razie mam nie świrować. I tyle mam z rozmów z moim kochanym mężem, wiem że to tylko facet, ale niech w końcu zacznie gadać bo go zamorduję kiedyś :)

Czy ktos mial taki przypadek jak ja, ze ma nadzerke badania cytologiczne dobre i na razie gin nie robi nic z nadzerka bo jak sie staram o dziecko zeby nie zaczepiac tego. Czy tak sie robi ze nic z nadzerka sie nie robi??

Ale dawno mnie tu nie było! Wróć! Nie pisałam! Bo uwierzcie, że czytam Was codziennie i jestem na bieżąco :) Strasznie się cieszę ze wszystkich fioletowych stron - to daje dużą nadzieję :) Że wszystko tu powoli robi się fioletowe :) Wszystkim Wam Kochane serdecznie gratuluje :) No ale szczególne podwójne gratulacje dla Sosenki! :)

Jak ten czas leci - ostatnio pisałam 14 maja - za chwilę miną 2 miesiące! Od 19 maja jestem na diecie - ubyło mnie już 9,5kg, więc jestem przeszczęśliwa. Uzależniłam się od treningów - trzy razy w tygodniu daję sobie umiarkowany wycisk, po którym czuję się po prostu genialnie!

Właśnie urlopuję - tydzień spędziliśmy w Kazimierzu, teraz przeniosłam się na działkę za miasto (mąż wrócił do pracy i dojeżdża)...ale żeby nie było za kolorowo to akurat skiepściła się pogoda :( I chyba nie ma co liczyć na poprawę - jeśli tak ma być to chyba jutro rano wracam do domu - nadrobię porządki przed poniedziałkowym powrotem do pracy.

Ze spraw kobieco-okresowo-ciążowych - plan redukcji kilogramów jak wyżej - wdrożony w pełni i działa :) okres zdaje się utrzymywać w ryzach - max.35 dni...niestety plamienia przed @ nadal są - ostatnio 5 dni...ale staram się tym na razie nie zaprzątać sobie głowy. Może gdy schudnę, unormują się hormony i wszystko wróci do pełnej normy.

Są jednak dwie rzeczy które mnie ostatnio martwią - od dawna już mam w lewym udzie małego guzka - w sumie chyba nic groźnego - pewnie jakiś tłuszczak (moja mama też ma podobnego, czy nawet dwa), dwa tygodnie temu odkryłam jednak, że podobną kuleczkę mam tam na dole...w okolicach pupy przy pachwinie...to już mnie mocniej zmartwiło i myślę, że chyba zajmę się tym po urlopie. Mam cichą nadzieję, że to niegroźne historie.

Tymczasem wszystkie Was całuję i czekam na pierwsze ovufriendowe maleństwa :)

Zaczepiłam lekarza i zapytałam co z podwyższonymi markerami, ze się tym martwię itd a on że grzyba zjem i też będę mieć podwyższony... no masakra jaki świnia :-( pytałam czy powtarzać powiedział że nie... to nie hormon do cholery tylko marker nie chce tego zbagatelizować żeby nie okazało się że to coś poważniejszego. Musze teraz przeszukać neta żeby znaleźć jakiegoś specjalistę przez duże S. Podobno może pomóc duphaston żeby rozpulchnić macice i pomoże w ewentualnej utracie ciąży przez brak miejsca w macicy...

PRZYŁAŹ FRANCO BO ZWARIUJĘ!!!

Znów się okaże że owu i IUI wypadnie w okolicach weekendu i znów strach czy zdążymy i czy nie będzie za wcześnie :/

Zaczełam chodzic na basen, dzisiaj byłam drugi raz - przepłynełam 36 długości basenu :D nie złapał mnie żaden skurcz - jestem z siebie dumna. Maluszkowi chyba też się podobało, co chwile smyrnął Mamusie :D

Plamienia dalej są, ale już coraz silniejsze, przyszły bóle brzucha i teraz chcę tylko jak najszybciej dostać @. Mam takie cykle, gdzie plamię jeden dzień a w innym miesiącu plamię tydzień. Gin twierdzi że tak może być czasem po prostu. Skoro zażywam dupka chyba nie jest to jakiś niski progesteron.

Umówiłam się do psychologa ale zastanawiam się czy nie odwołać wizyty. Nie wiem czy to już czy jeszcze nie już. Nie wiem ile jeszcze mogę wytrzymać. Może jeszcze mogę.

Ostatnio coraz częściej się zastanawiam czy w ogóle chcę się teraz starać. Czy większe niż pragnienie posiadania potomka nie jest po prostu pragnienie bycia w ciąży. Widzę tutaj niektóre dziewczyny z ogromną determinacją i wiarą. Ja tak nie mam. Ja mam tylko spokój że kiedyś na pewno się uda. I cel żeby konsekwentnie zbijać wagę. I trochę mi czasem wstyd, że taka determinacja i wiara nie są moim udziałem.

"Znam Twoje postępowanie. Nie jesteś zimny ani gorący. Obyś był zimny albo gorący, nie zaś letni."

edit

OK, za chwilę zacznę nowy cykl, przemyślałam kilka spraw i:
- odwołuję wizytę u psychologa. Jeszcze nie pora. A może los będzie łaskawy albo ja twarda i się tam w ogóle nie pojawię? Na razie funduję sobie za tą kasę terapię zakupową, szczególnie, że zrobiłam dziś miejsce w szafie :)

- rezygnuję z PODEJŚCIA że staramy się o dziecko. Po prostu się nie zabezpieczamy bo to zawsze był fun i prezerwatywy nigdy mnie nie bawiły. Serio. Przed tabsami i po zanim zaczęliśmy się starać korzystaliśmy bo jesteśmy rozsądni i była taka potrzeba, ale jak spróbowałam bez to nie wiem co zrobię kiedyś jak już nasza rodzina osiągnie zamierzone rozmiary. No i skoro się nie staramy to zostaje rozwiązany problem tego, że się nie udaje. Bo się nie staramy.

- badania tylko te konieczne i tylko tyle ile trzeba. Prolaktyna i TSH co 3 miesiące bo muszę. Muszę też sprawdzić kiedy badałam ostatnio bo już nie pamiętam. Nie myślę na razie o dalszych badaniach. Jeszcze na to nie pora. Jeśli będzie je trzeba zrobić to będzie trzeba, jedyna różnica czy teraz czy za pół roku to mój dłuższy psychiczny luz, kiedy już takowy osiągnę. Bo badania i czekanie na wyniki to zawsze stres. No i od września zacznie nam się lepiej powodzić finansowo niż w wakacyjne miesiące. Nie ma co cisnąć. Jeśli mój organizm będzie funkcjonował w miarę przyzwoicie to następną wizytę u gina nie planuję wcześniej niż październik/listopad.

- skoro się nie staramy to pewnie czasowo ograniczę kontakt z ovu. Na pewno wpadnę w niedzielę zobaczyć co tam u Promyczka :) mam nadzieję, że dobrze. I na pewno tu kiedyś wrócę. Bo albo badania albo fioletowa <3 Na razie przerzucam się na bloga na vitalii skoro i tak mam zamiar bardziej skupić się na moim odchudzaniu.

Doszłam do wniosku, że co to za różnica czy zajdę w ciążę teraz czy za pół roku. Zawsze chciałam być bardzo młodą mamą, ale los chciał inaczej. Nie wiem czy zajdę za pół roku czy za trzy lata czy w ogóle. Zrobię tyle ile mogę zrobić, a są rzeczy na które nie mam wpływu. Ale jestem dobrej myśli, jest we mnie spokój i wiem, że prędzej czy później zostanę mamą. Mam dopiero 23 lata, pracę którą lubię, w miarę przyzwoitą sytuację finansową i moje życie mi się podoba. Lubię wyjść na imprezę i pograć w karty do 4 rano. Lubię wyjść na koncert i lubię się napić. Wiem, że dziecko to nie jest kres towarzyskiego życia, ale jeśli muszę jeszcze poczekać to jakoś w takim stanie rzeczy dam radę ;) . Skoro czekać i tak muszę to lepiej chyba robić to na co ma się ochotę niż się umartwiać i stresować. Na dzień dzisiejszy nie padł żaden wyrok, nie toczę żadnej walki. Żyję.

Strasznie jakoś się nie żegnam bo to jeszcze nie koniec. Ale wszystkim dziękuję za wsparcie i życzę powodzenia :) . Mam nadzieję, że ktoś zrozumiał o co mi w tym poście chodzi, bo to trochę pogmatwane, ale cóż. Co tak naprawdę nie jest pogmatwane w kobiecie?


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2015, 17:34

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 8 lipca 2015, 13:28

Doniesienia z ostatniej chwili. Musze sie wyzalic, bo jestem wkurzona - i to dosc mocno.

Moj S byl w ciagu ostatnich dni smutny, chodzil jakis taki przygnebiony. W koncu dzis w czasie lunchu poruszylam temat, bo lepiej przegadac problem i miec go juz z glowy. Pytam, i mowi mi dzis moj maz, ze jego rodzina sie chyba zle przez nas (w domysle: przeze mnie) czuje - bo nie chcemy jechac do tego domku w lesie. Dwa razy dzwonili, pytali go czy na pewno nie przyjedziemy - a siostra nie odpowiedziala nawet na maila po tym jak postanowil, ze nie pojedziemy...

Mielismy przegadac problem, ale nie dalo rady, bo ja sie wscieklam. Wszystko rozumiem - ze kazdy ma inne odczucia, ze mielismy przeciez jechac, ze S bedzie mial w jednym z tych dni urodziny... Ale tego watku z siostra, ktora jest pokrzywdzona w tym wszystkim nie rozumiem. Uswiadomilam oczywiscie S, ze jego siostra potraktowala nas wczesniej jak piate kolo u wozu, ze zmienila wszystkie ustalenia i nie tak sie umawialismy, i ze ja nie bede na jej zyczenie zapylac przez las do jakiejs chatki - w koncu ta cala sytuacja to jej wina i nie zamierzam brac odpowiedzialnosci za cos, co nie wynika z mojej wlasnej decyzji a zostalo mi narzucone. Poza tym ta kobieta byla na slubie - pojadla, popila, pozwiedzala, nie dorzucila sie ani w jednym dniu do rachunku w restauracji - i jakos wtedy nie poruszyla tego tematu. Wtedy wszystko bylo ok, usmiechala sie falszywie jak gdyby nigdy nic, a teraz sie czuje pokrzywdzona i saczy ta swoja zlosc i swoj jad w nasza rodzine... Ja podejrzewam, ze ona czuje sie troche zazdrosna, bo jej wlasny facet nie chce z nia wziac slubu, a widzialam jak jej sie podobalo nasze malutkie, skromne przyjecie. Do tej pory byla w centrum uwagi, bo jest mlodsza od S, a potem z uwagi na jej dziecko - a teraz wszyscy skupili sie na nas - i stad te jej humory i wykorzystywanie malego do pokazania swojej przewagi. A ze moj S sie daje zdominowac wyjatkowo latwo... To ja go musze przywrocic odrobine do pionu. W konsekwencji dostalam metke "tej zlej".

Przykro mi z powodu S, ale postanowilam, ze nie odpuszcze. Przede wszystkim z uwagi na to, ze duzo bardziej mi szkoda mojej mamy. Postanowilam zaprosic moja mame do Szwecji na weekend, bedziemy zwiedzac Sztokholm i okoliczne wysepki. Ustalilismy z S, ze bedzie nocowac w mieszkaniu S z nami, bo nie ma sensu zeby placila za hotel. Wykosztowala sie juz na nasze wesele dziesiec razy wiecej od calej rodziny S (o czym oczywiscie nie wie, ale chyba sie domysla...). Zaplacila pare razy rachunek za kolacje dla 6 osob w Luksemburgu, bo moj tesc jej przygadal, ze w Szwecji za wesele tradycyjnie placi rodzina panny mlodej...) Niby zart, ale moja mama jest honorowa, wiec powiedziala, ze skoro tak to ona zaplaci... A na koniec S mi mowi, ze jego siostra skomentowala ten przyjazd, ze to jakis zart i dlaczego my chcemy ten weekend z moja mama mieszkac, ze moze sobie przeciez cos wynajac. Az mna zatrzeslo, co ja to obchodzi w ogole! U niej przeciez mieszkac nie bedzie. Wariatka jakas!

Caly czas mam wrazenie, ze i tak jestem za delikatna w kwestii siostry S. Ja mam gleboko gdzies, ale szkoda mi S, bo chodzi potem smutny i prawie placze po katach... Ale nie moge wybaczyc jej tego wyjazdu, teraz to juz naprawde nie moge...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2015, 13:31

Beta z dzis 25dpt 3500. Jutro wychodze ze szpitala, w pon mam wizyte w klinice i prywatnie u dr ktora mnie w klinice prowadzila a juz tam nie pracuje. W pon bede wiedziala czy odstawic leki i czekac na poronienie czy cos z tego bedzie. Do tego czasu czekam. Juz tyle tygodni czekam, pare dni mnie nie zbawi.

8 lipca ciepło, wietrznie,trochę pochmurno.

Witaj Pamiętniku!
No i stało się, nie ma już ciąży :( W zeszła niedzielę trafiłam do szpitala, podano mi leki na wywołanie poronienia. W poniedziałek miałam zabieg. Cały pobyt wspominam bardzo źle. Nikomu tego nie życzę, na prawdę nikomu! Mimo że opiekę miałam bardzo dobrą, pielęgniarki bardzo pomagały to chciałabym zapomnieć o wszystkim jak najszybciej.
Mam czas na dojście do siebie, pogodzenia się ze stratą, przeżyciu swoistej żałoby. Myślę że to będzie już we mnie na zawsze,gdzieś w środku ten smutek i żal. Niestety było mi dane poczuć smak takiej porażki, a zrozumieć można to tylko jak się przeżyło taką stratę. Ja nie rozumiałam tego bólu, jak się słyszało o czyjejś stracie to było smutno i tyle.
I żadne słowa pocieszenia nie przynoszą ulgi :( Mam nadzieję że czas nauczy mnie z tym żyć, bo zapomnieć się nie da.
Odpoczywam psychicznie, nie chce teraz myśleć o ciąży, staraniach itp. Chce odpocząć. A może jak wszystko będzie dobrze to we wrześniu podejdziemy do criotransferu.

Kocia kociowy pamiętnik 14 lipca 2015, 06:52

Test negatywny, czyli jak co miesiąc. Ciekawe ile to będzie trwało. Gdyby ktoś mi powiedział: tak, będziesz w ciąży to moje życie i samopoczucie nabrałyby cieplejszych barw. Łatwo jest czekać na pewne.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2015, 06:53

coliberek Działania..działania... 8 lipca 2015, 15:31

Wczoraj pokusiłam się o wyjście z mężem na siłownię..ale ja oczywiście na basen. Wczoraj był dzień aerokick boxingu , od którego byłam praktycznie uzależniona.

Widziałam grupę wytrwałych siłaczy i siłaczek pod wezwaniem, do której należałam przez ostatnie pół roku i powiem Wam...że bardzo się ucieszyłam, ze nie muszę tam być. Teraz to chyba po 2 minutach wycisku bym padła tam na sali jak mops. hihih

A w basenie..niestety nie podobało mi się. Zrobię za jakiś czas drugie podejście, bo trzeba troszkę się ruszać ale jak pływałam to nie podobało mi się uczucie...nie wiem..pewnie to moja chora wyobraźnia i podświadomość, ale czułam jakbym miała w podbrzuszu jakiegoś grejpfruta, jakiś kamyk, taki ciągły delikatny skurcz mięśni. Blee.. Zrobiłam 2 baseny ultra powolną żabką, dwa na plecach. Chwilę się pomoczyłam w wodzie i cześć. Nie podobało mi się.

Dziś natomiast...obiecane foto. :) Wymyśliłam, że będę robić foty w takim samym ubraniu i mniej więcej z tej samej odległości żeby było widać zmiany rozmiaru brzusia. Szkoda, ze póki co lustro tutaj mamy takie ..wujowe :D ale ...48 dni do wielkiej przeprowadzki do Danii.

Juuupii!!! Hmm..mieszkanie znaleźliśmy piękne, tylko puste. Jedyne co jest umeblowane to kuchnia no ale mam nadzieję, ze choć jakieś jedno lustro będzie w domu na dzień dobry. Stopniowo będziemy kupować najpotrzebniejsze rzeczy , miesiąc po miesiącu. :)

Pełna ekscytacja!!

12t3d.jpg

Mimi86 No więc ivf 8 lipca 2015, 16:02

No i dupa zbita, dzis robilam test 15 dni po podaniu ovitrelle, niestety negatywny :(

Jest mi smutno. Nie wiem co mam myśleć,co robić..:/

Madziu,nie wiem czy jest sens pracować nad tym związkiem,nie wiem czy da się coś zmienić, ponieważ tylko ja widzę problem. Dla Przemka wszystko jest ok. Jego zdaniem znowu "pojebało mi się w głowie".On nie bierze na poważnie moich słów. To tak jakbym rozmawiała ze ścianą. Pokiwa głową i tyle :/

Uświadamiam sobie,że straciłam wiele czasu..że tak naprawdę chyba nigdy nie byłam z nim szczęśliwa. Już nie pamiętam kiedy coś razem robiliśmy, kiedy się wygłupialiśmy ,o przytulaniu nie wspominając..Zawsze tylko smęcenie, że krucho z kasą, a gdy zaczynałam rozmawiać o czymś innym, On i tak powracał do tego tematu.
Mam dość.
Nie wiem co robić :(

an-08F2e07F2e2015F20F2dF20mamF20juFc5FbcF2014F20tygodni-000000ffffffxxxxxx20002-1-0-203-purple025.gif

a an-01F2e07F2e2015F20F2dF20skoFc5F84czyFc5F82emF203F20miesiFc4F85ce-000000ffffffxxxxxx20002-1-0-203-red003.gif

bezfgn.jpg

Dawno nie pisałam bo bardzo ciężko o dłuższą wolną chwilę przy Małym.
U Nas nie jest źle. Przed Nami "masa" poradni ale w sumie myślałam, że będzie ich więcej a jednak nie ma tragedi.

No ale od początku.
Dominik 10.06. wyszedł do domu i było OK aż po 10 dniach stwierdził, że się stęsknił za szpitalem i przy oczyszczaniu noska "fridą" ze zdenerwowania tak się zapowietrzył, że złapał bezdech aż cały posiniał i trzeba było go mocno stymulować. Zadzwoniliśmy do szpitala i akurat dyżur miała dr, która wypisywała Nas do domu. Pojechaliśmy do szpitala i spędziliśmy tam 3 doby w ciągu których nic się złego nie działo. Po wyjściu ze szpitala na drugi dzień w domu Mały znowu dwa razy się zapowietrzył. Mąż dzwonił do szpitala i dr powiedziała, że musimy się do tego przyzwyczaić i do tego, że to jednak nie będzie bezstresowe wychowanie bo mimo wszystko jest to wcześniak a nie dziecko donoszone.
Póki co odpukać od tamtej pory jest dobrze. Myślę, że Mały jest już starszy i silniejszy i nawet jak mocno płacze np. przy pobraniu krwi z główki czy szczepieniu już się nie zanosił tak. I oby już się to więcej nie powtórzyło.

Ja w między czasie zaliczyłam mega kryzys :| miałam jeden taki dzień gdzie przy Małym wszystko robił mąż. I nie mam wyrzutów..może to źle ale potrzebowałam tak jakby zapomnieć, że mam dziecko.

Dzięki Bogu teraz jest lepiej. Dużo mi pomógł wyjazd z mężem i małym do Warszawy. Gdzie byliśmy bez monitoru oddechu bo mamy materacykowy. Spałam z małym. Wszystko przy nim robiłam bo mąż miał inne rzeczy na głowie i chyba to mnie umocniło.

Jak Dominik był w szpitalu miał też badanie oczek i niestety coś zaczęło się dziać. Kolejna kontrola byla w zeszłym tygodniu i dr mówiła, że jest na dobrej drodze ale wolno się wszystko rozwija i trzeba kontrolować częściej.
Kolejna kontrola po tygodniu czyli dziś 08.07 - i kontrola pozytywna :) dr mówiła, że jest dobrze a nawet powiedziała, że nie skłamie jak powie, że jest bardzo dobrze :) kolejna kontrola w 10 miesiącu życia czyli luty - zapisani na 10.02.2016 :)
Dziś tj. 08.07 była też wizyta u pani rehabilitantki i z Dominikiem jest świetnie :) Pani go powyginała, porzucała nim i jest dobrze. Jedynie trzeba z nim ćwiczyć podnoszenie główki :) bo Mały ją podnosi ale razem z główką podnosi pupę i trzeba kłaść go na twardej powierzchni i trzymać mu miednicę. Kolejna kontrola 19.08.br.
Jesteśmy też po pierwszym USG główki (po wyjściu ze szpitala) - na USG widać jedną komorę powiększoną i dr mówiła, że wygląda to na wylew 2 stop. ale to nic złego bo w większości wypadków to zanika ale trzeba kontrolować i kolejne USG za 6-8tyg już zapisani jesteśmy na 02.09.2015.
30.06 - mieliśmy kontrolę w poradni patologii noworodka. I kontrola pozytywna. Dominik ładnie przybiera na wadze. Na dzień kontroli miał ok 3060g. Badanie moczu i morfologia też ładne - na tyle, że nie trzeba już brać żelaza i mieszanki fosforanowej. Teraz jesteśmy w sumie tylko na witaminach: A, E, C, D3, B6, kwasie foliowym. I kolejna kontrola w poradni 04.08.2015.
Za nami też pierwsze szczepienia i waga z dnia 06.07 - 3250g ładnie Maluch rośnie :)
Przed nami jeszcze:
- 20.07 - pulmonolog
- 23.07 - szczepienie
- 27.07 - USG bioderek
- 04.08 - kontrola w poradni patologii noworodka
- 07.08 - neurolog
- 19.08 - rehabilitantka
- 02.09 - USG główki
- 10.09 - audiolog
- luty kontrola oczek
- i jeszcze trzeba zapisać się do kardiologa ale tam terminy też okolice luty/marzec 2016.
Ogólnie przez pobyt w domu (niespełna miesiąc) Dominik przybrał ok 1.1kg.
Dziś cały dzień jest marudny. Troszkę charczy. Ostatnio jak byliśmy w szpitalu dr mówiła, że to charczenie jest od tego, że chociaż mały nie ulewa to mu pokarm podchodzi jakby do górnych dróg oddechowych i dlatego tak charcholi. Jednak dzisiaj jak leżał na brzuszku to wykichał zielone glutki i to 3 razy i dość często kicha. I teraz nie wiem czy iść z nim do lekarza już czy po prostu oczyszcza sobie nosek...

A tak lubię spacerować

14v0ar4.jpg


Żania SYZYFOWE PRACE 8 lipca 2015, 16:51

Od soboty idę już na urlop całe dwa tygodnie w związku z tym mogłam przyspieszyć wizytę a więc z moim już na pewno lekarzem prowadzącym ciaze spotkam się już we wtorek 14 lipca o godz 15:20 wtedy to mam nadzieje zobaczyć serce mojego dziecka i pewnie wtedy to pójdę na l4 no chyba ze lekarz powie ze moge pracować bo ja mam bardzo lekka pracę i właściwie żadnego wysiłku fizycznego... Tak po za tym męczą mnie poranne mdłości ale wymioty miałam tylko raz i co jakiś czas mam lekkie bóle podbrzusza ale szybko mijają sikam kilka razy dziennie ale ja zawsze dużo sikalam wiec nie widzę różnicy a co do sennosci to w ciagu dnia mi nie dokucza i nie wiem chodzę spać wcześniej ale ja i przed ciążą lubiłam sobie pospac i często zdarzało nam się Z A. Robić sobie drzemki po pracy lub w dniu wolnym od pracy wiec teraz też nie czuje różnicy.... często jestem głodna ale przez częste uczucie mdłości nie specjalnie jem... co niestety uczucie mdłości jeszcze napędza co do moich piersi raz są lekko bolesne raz niespecjalnie ale ja mam bardzo malutkie piersi... zawsze miałam bardzo małe takie piegi teraz są pełniejsze ale wydaje mi się ze ciąża jakoś mi ich drastycznie nie zmieni.... może w drugim trzecim trymestrze ostro pójdą w wielkość na razie są tylko pełniejsze ale nie urosły tak by mówić lal może z czasem... Moja ciocia też nie miała nigdy biustu była wręcz płaską i ciąża oraz karmienie piersią jeszcze bardziejwyssalo jej te piersi tak ze zaczęła myśleć o operacyjnym powiększeniu biustu boję się ze u mnie też nie będzie tak ze ciążą uczyni ze mnie druga Panele Anderson no nic znikam mam nadzieje ze we wtorek przyniose same dobre wieści pozdrawiam was kochane... o Ciebie moja Adin....


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2015, 17:31

vintoyra o obawach i nadziejach 8 lipca 2015, 18:47

Dzisiaj byla pierwsza wizyta w Gamecie. Przy poziomie AMH 0.06 nie mam szans na invitro z NFZ...

Generalnie lekarz powiedział że nie mam szans.

Zatem wiem już ze nie bede nigdy matką. Jest ze mną zle. Lzy plyns same do oczu. Jestem wsciekla rozzalona i....

Mam zal do Boga. Co ja takiego zrobilam ze odebral mi nawet szansę na invitro?

Życzę wam wszystkim abyście samodzielnie czy z pomoca medycyny stały się kiedyś matkami.

Zazdroszczę Wam ... szczerze wam zazdroszczę tej szansy...

dzabuch moja terapia 8 lipca 2015, 18:49

23+6
Od trzech dni wydzwaniam do poradni diabetologicznej dla kobiet w ciąży. Już dziś nie miałam siły więc zadzwoniłam pod inny numer. Tam pani odebrała i nie była zadowolona, że próbuje w ogóle się z kimś kontaktować. Zapytała mnie jakie mam wyniki glukozy, więc jej podałam a pani do mnie, że lekarz mi nie potrzebny i mnie nie zapisze! I mówi do mnie, że co ja sobie wymyślam. Na co ja do niej, że e związku z tym, że mam cukrzycę w rodzinie, lekarz pewnie chciał dmuchać na zimne. Na co pani stwierdziła, że jej to nie obchodzi, wyniki mam dobre, ona mnie nie zapisze i rzuciła słuchawką. Kurwa ! Potraktowała mnie jak śmiecia. Osiem lat w tym tempym zawodzie, nikt by nigdy nie pomyślał, żeby w ten sposób potraktować pacjenta!
Historii jest ciąg dalszy! Postanowiłam pożalić się mojej mamie i zanim odebrała słuchawkę puściły mi nerwy. Zaczęłam płakać histerycznym płaczem i nie mogłam z siebie nic wydusić.
Moja mama mówiła do mnie , błagała, dziecko proszę powiedz co się stało, ale ja nie mogłam nic innego jak tylko płakać. Gdy się chwilę uspokoiłam po tym jak rodzicielka zagroziła mi swoją wizytą w toalecie (kiedy się denerwuje zaraz ma rozwolnienie). Odzyskałam głos! Zaczęłam jej opowiadać na co ona mówi poczekaj! Uruchomiła kontakty i wtyczki (obie pracujemy w przychodniach a ona w laboratorium) oddzwania za chwilę i mówi. Olej lekarza! Nie potrzebny Ci ten diabetolog, masz dobre wyniki! Możesz oczywiście dzwonić dalej, ale nigdzie Cię nie zapiszą. Twój lekarz chciał pewnie dmuchać na zimne, ale ty żadnej cukrzycy nie masz. Powiedziała, że jak następnym razem będzie mi pobierać krew to zrobimy jeszcze raz krzywą cukrzycową.
Uspokoiłam się jako tako i żyje. Szlag mnie jednak trafia, że można tak traktować ludzi, bo nawet nie wiem czy to była pielęgniarka, rejestratorka czy lekarz. Z drugiej strony przez telefon to i ja robię się wysoko wyspecjalizowanym kardiochirurgiem.
Co do małego to chyba nie jest taki już mały. Szaleje tak, że aż czasem za mocno. Jego ulubiona pora to noc co mnie bardzo niepokoi, bo jak tak mi po urodzeniu będzie w nocy szalał to się załamię. No, ale nie mam się co dziwić ojciec tez prowadzi często nocne życie.
Jeszcze na smutki zrobiłam dziś 7 słoiczków dżemu i wylizalam garnek! Jak nie ma cukrzycy to wolno lizać garnek!

No to czekamy na monitoring 16 listopada mam umówioną wizytę i mam nadzieję, że będzie dobrze. Od 8 dni biorę inofem i mam nadzieję, że mnie trochę wspomoże. Choć mam wrażenie, że boli mnie żołądek od tych leków , ale nie mam pewności , że to od tego. No dziś mamy 8dc także czas po mału się obserwować :)

Jednak byliśmy u lekarza. Na szczęście wieczorem nie było w sumie nikogo. Przy badaniu gardła mały znowu się zapowietrzył. A ja znowu mam kryzys. Nie wiem czy się kiedyś ogarnę. Okazało się ze Dominik ma małą infekcję. Jedyne co możemy zrobić to obserwować go. Robić inhalacje ze soli fizjologicznej i pomagać mu oczyszczać nosek ale tylko np.wpuszczajac sól fizjologiczną bez żadnych frid itd bo on się przy tym zapowietrza. W pt. kontrola i jak nie minie to tylko szpital bo on jest za mały na leczenie.
Ja juz nie daje rady. Najchętniej bym uciekła. Jednak za bardzo kocham tych moich chłopaków.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)