26+6
Skoro jestem u moich rodziców to zrobię aktualizację zdjęć. Oto ja:
No I oczywiście moja mama a przyszła babcia nie mogła podarować i razem z dziadkiem, moim tatą (który ma pochowane resoraki dla wnuka) i napadli na c&a. To moje ulubione, jak skwitował Tatusiek pierwsze dresiki Naszego synusia:
No I taka mała myśl, nie spałam dobrze tej nocy. W sumie dziwne, bo niby we własnym łóżku. Spałam w tym pokoju ponad 20 lat i wiecie co dom już jest gdzieś indziej. Przy Tatuśku! 13 lat razem i po jednej nocy ja tak tęsknię. Hmmm, ale że mnie wariatka!
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 13:11
Blee.. nie wiem czy ja spokojnie wytrzymam do 11 08 na wizytę. od kilku dni coś mnie strasznie ciągnie i tak...czuję się pełno.
No tak tak..jak mogę nie czuć pełności w podbrzuszu jak rosną w nim dwa bąbelki. No ale nie lubię tego uczucia. I do tego czasem tak kłuje. Mąż mówi, ze spokojnie to rozciąga się macica, podnosi do góry it ale jak i tak nie jestem zadowolona z tych dziwnych odczuć. A może to tylko gazy? W weekend miałam straaaszną ochotę na gołąbki no i zrobiłyśmy z mamą gołąbki, których co nieco się obżarłam. Jeszcze wczoraj były na obiad. 
Może to faktycznie tylko gazy ale i tak mi się nie podoba.
Ogólnie jak już mówiłam, jakoś mi się nie podoba bycie w ciąży no ale...cały ten show ma na celowniku posiadanie dzidziusia a nie marzenie o milusich 9 miechach w ciąży.
Jestem zbyt aktywna na to, żeby cały czas czuć się jak rozlazła wiecznie zmęczona kluska. 
No ale dobra, nie narzekam - czas leci szybko. Jak dwie buźki będą dawały mi popalić to pewnie będę się zastanawiać co było nie tak w ciągłym spaniu podczas bycia w ciąży. 
Hmm..jak tak dalej będzie ciągnęło i pobolewało to może w piątek wcisnę się do gina. No ale liczmy ze przejdzie. Zaraz zrobię sobie przerwę w work i rzucę się wyprostować wnętrzności z książką na łóżko.
Ciąża rozpoczęta 3 lipca 2015
Test wyszedł pozytywnie ale kreska druga pojawiła sie dopiero po jakis 5 minutach jeszcze sie zbytnio nie ciesze poczekam do dnia spodziewanego okresu wtedy wszystko sie okaże narazie uzbroje sie w cierpliwosc jeszcze nie chce sie znowu zalamac Pomogłam dziś przyjść na świat małemu bobaskowi i nawet przeciełam pępowine cóż za uczucie niesamowite miałam nawet przyjemność trzymać na rękach ohhh szkoda ze to nie moje ale cudownie pomóc było dla takiego maluszka 11 sierpnia coś popsuło mi sie z pamietnikiem i nie moge dokonywać wpisów ehhh nowe starania nowy cykl modle sie oby ostatni 
22.09.2015 diagnoza postawiona niedoczynność tarczycy Hasimoto i stad problem z zajściem ehhh 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 21:54
od rana mnie czysci, jakbym cos zjadlo bo do tego mam bole brzucha. czytalam ze tak moze tak dzieje sie przed porodem.ze porod moze nastapic tego samego dnia lub nastepnego. nie chce zapeszac....ogolnie dzis dziwnie sie czuje jakos inaczej niz zawsze, boli nie mam ale dziwne napiecie na dole brzucha sie pojawia. mam nadzieje ze to nie falszywy alarm i oby sie cos uszylo.
Czytam czasem pamiętniki innych dziewczyn i jakbym czytała o sobie. Czuję dokładnie to samo.Uwielbiam czytać te zakończone wpisem "ciąża rozpoczęta...". Wtedy budzi się moja nadzieja, że nawet z kiepskimi wynikami i problemami można zajść w ciążę na przekór wszystkiemu. U nas też nie jest dobrze. Mąż teratozoospermia,tylko 1% plemików prawidłowych, norma >4. Ale przynajmniej ma dużo plemików 48,9mln/ml norma >15 i 122,26mln/ejakulat norma >39. Ruchliwość nawet ok, trochę obniżona żywotność. Pracujemy nad poprawą, po wizycie u androloga w czerwcu zalecona została dieta bezglutenowa i bezmleczna i Profertil 2x1. No i oczywiście ruch i unikanie alkoholu. Trudno tak nagle zmienić styl życia, pracy, ale muszę przyznać,że M się stara. W sierpniu powtórzymy badanie nasienia i zobaczymy. Tak bardzo bym chciała żeby była poprawa, to by było takie małe tchnienie optymizmu. U mnie USG i podstawowe badania ginekologiczne ok. Raz miałam robione USG 11 dnia cyklu i lekarz mówił, że jest dojrzały pęcherzyk, który lada moment peknie, innym raze badanie miałam 13 dnia cyklu i lekarz mówił, że już po owulacji, jest płyn w zatoce Douglasa.Mam dość krótkie cykle 24-26 dni i przeważnie czułam owulację w środku cyklu, pojawiał się tez śluz płodny. Może nie było go strasznie dużo, ale był widoczny. Nigdy nie miałam też jakiś szczególnych problemów ze sprawami kobiecymi. Z osiem lat temu miałam tylko dość mocne zapalenie i nadżerkę, ale wszystko wyleczyłam i od tamtej pory jest ok. Po szczegółowych badaniach hormonalnych okazało się, że mam niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Leczę się na to już od listopada 2014. Niby tsh w normie, ale czasem lubi skakać. muszę cały czas to kontrolować.Pozostałe hormony: prolaktyna, androstendion, estradiol, LH, DHEAS, testosteron w normie. Podwyższone FSH 10,64 norma 3,85-8,78. I to najgorsze to AMH 1,56. Te dwa ostatnie wyniki świadczą najprawdopodobniej o obniżonej rezerwie jajnikowej. Mój ginekolog powiedział, że mogłoby być lepiej, ale tragedii nie ma, mieszczę się w normie dla swojego wieku. Teraz czekam na badanie drożności jajowodów HSG. Wkurza mnie to, że zawsze coś się dzieje, że muszę to badanie odkładać. W tamtym miesiącu był zepsuty sprzęt do HSG w szpitalu,w tym miesiącu mój lekarz ma urlop, a ja nie chcę, żeby ktoś inny mi to robił. Mam nadzieję, że w następnym cyklu już nic się nie wydarzy i zrobię to badanie. Chciałabym mieć to już za sobą. Boję się, ale to zawsze jakiś krok do przodu. Jeśli wszystko będzie ok., to zacznę stymulację Clostilbegytem. Staram się wierzyć, że wszystko będzie dobrze i doczekam się już niedłudo upragnionego dzieciątka. Boże dopomóż mi.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 lipca 2015, 17:01
Tym razem historia bez happy endu, czekam aż beta spadnie i się oczyszczę. Jestem potwornie zmęczona już tym wszystkim. Psychika mi siada, teraz przydałby mi się urlop i jakiś wyjazd, ale na to raczej nie mam co liczyć, bo M nie dostanie urlopu. Jak już się oczyszczę, to musimy dwa miesiące odczekać przed ponownymi staraniami. Nadal będę stosować odwyk od ovu, bo tak jest mi lepiej, ale zaglądać i śledzić Wasze losy będę, bo zżyłam się z Wami dziewczyny
.
Mam postanowienie: nie czytac wiecej w necie na temat kiedy najlepiej kochac sie aby zajsc w ciaze, jak nie przegapic owulacji, jak zaplanowac plec dziecka itd... bo zwariuję...
Mierzę temp, zrobię testy owulacyjne i jak sie uda to będę najszczęśliwszą kobietą pod sloncem. Tak chcialabym tym razem miec syna-nie ukrywam, ale najbardziej chce zajsc w ciąze i miec po prostu zdrowe dziecko!
Po wizycie:
Owulacja była
, endometrium 1cm (czy to nie jest za mało?)
Oczywiście nic nie widział jeszcze, za tydzień mam iść na betę (powiedziałam mu że i tak pójdę jutro hehe). Mam brać luteinę, niepokalanka już odstawić.
Ogólnie czekamy czy coś się wykluje 
Z mężem czekamy dopiero na wyniki bety i dopiero wtedy będziemy skakać z radości 

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2015, 18:58
Znowu chodze jak zombi...glowa mi peka lyknelam apap ale nic to nie pomoglo, poszlam na maly spacer nie pomoglo leze na lozku nie pomaga juz nie wiem co robic;/ cisnienie mam dobre eh zeby szybko przeszlo...
Dzis poczulam cos dziwnego innego w brzuchu cos takiego jak by motylki fajne to bylo uczucie:) czy tomoga byc pierwsze ruchy Kruszynki?
20dc
jeszcze trochę do @, to jest ostatni cykl z CLO, więcej nie chcę. nie udało się na pewno, bo nie było przytulanek w okolicach OWU. no, chyba, że będzie psikus od organizmu.
czas mija niemożliwie szybko. pamiętam jak dziś nasz pierwszy seks bez zabezpieczeń z myślą, że może zostaniemy rodzicami... a w ogóle nie jestem osobą sentymentalną.
mąż musi też się wziąć za Ciebie, bo wydaje mi się, że główny problem leży w małej ilości zdrowych żołnierzy.
cóż, dalej będę dobrą ciocią i może po 30 zaadoptuję jakiegoś Szkraba 
Moja koleżanka dziś urodziła synka, a ja dziś dostaje plamienia....... chce mi się tak strasznie wyć- nie mam pojęcia co robić, nie chce zazdrościć tylko cieszyć się z nią i jej mężem, ale kurcze gula w gardle jest wielka. Chyba najpierw wyryczę się gdzieś po cichu, nie chce żeby coś zauważyli.
myślałam ,że tym razem się udało, ale wszystkie znaki w moim ciele mówią ,że na franca przylezie i to pewnie jutro
Boże ile dziewczyn ma podobne wpisy do mojego, ile tu łez jest wylanych, ile cholernego cierpienia, naprawdę te którym się udaje doświadczają prawdziwego cudu życia.
takie pytanko bo nie wiem co robić...
czy jeśli dziś zaczęłam dupka 2x1 to w piątek jest po co iść na progesteron? czy duphaston nie fałszuje wyniku? przeczytałam tak wiele wersji że już się gubię 
badała któraś z Was przy zażywaniu progesteronu? pytałyście może gina o to? sama nie wiem czy jest mi potrzebny...
Moje życie przypomina wielką huśtawkę. Od wielkiej nadziei, wiary, że to co złe przeminie, że będę miała upragnione dzieciątko, po wielką rozpacz. Dziś akurat ten lepszy dzień, może dlatego, że nowy cykl, nowe starania, nowe szanse. To moje staranie o dziecko przesłania cały świat, ale przecież muszę próbować żyć normalnie, znaleźć sobie zajęcia, które mnie cieszą i próbować śmiać się mimo wszystko. Przecież moja obraza na cały świat i tak nic nie zmieni. Muszę bardziej zadbać o męża, przecież tak bardzo go kocham, mimo, że czasem z tej bezsilności najbardziej obrywa się jemu. Ostatnio powiedział mi, że ranię go swoim zachowaniem, gdy jestem taka złośliwa, czepliwa. Nie chcę wcale taka być, ale czasem nie mam już siły nie umiem inaczej. Muszę popracować na d swoim zachowaniem, przecież nasze relacje są takie ważne. Choć czasem w to wątpię, to myślę, że mój mąż też chce naszego dzieciątka, tylko jemu jest łatwiej, on jest optymistą, chyba po prostu wierzy, że będziemy mieli to dziecko i już, to tylko kwestia czasu, chciałabym też tak myśleć. Czasem mnie to denerwuje, ale może tak musi być, może on musi być optymistą za nas dwoje. Muszę też mocno wierzyć, że nam się uda, przecież kiedyś musi.
Lollis mało która kobieta od razu ma pokarm po CC, zazdroszczę że Tobie się udało karmić i że karmisz do tej pory, może mi też się uda nie wyobrażam sobie że miałoby być inaczej.
Co do CC to chyba musiałam się z tym przespać, dzisiaj jest już duo lepiej, trudno no dziecka pośladkowo nie urodzę jakoś wyjść musi, boję się tylko że po porodzie będę się z tego powodu czuła gorsza od matek rodzących SN, że mnie ominęło coś ważnego pięknego, całą ciąże czeka się na moment porodu no ale to nie moja wina przecież, nie mam na to wpływu trzeba się z tym pogodzić i myśleć teraz tylko o moim synku które już nie długo będę tulić
jutro o 10.30 wizyta, mam sporo pytań do Ordynatora, zobaczymy jaką datę ustali, chciałabym 14 sierpnia no ale zobaczymy czy da się coś utargować 
zdjęcie 37 tygodnia, chyba nic już nie rośnie
+15 kg trochę dużo...

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lipca 2015, 17:33
Dzwoniłam do laboratorium po wyniki amh -9,8ng/ml. Masakra!! Jak to możliwe? Mam pcos?? Nie mam żadnych innych objawów i nigdy na żadnym usg nie wyszły nieprawidłowości... Wizyta dopiero 12 sierpnia. Mogłam poczekać z tą informacją do po urlopie 
Dziś wreszcie, po 6 dniach opóźnienia z nieznanego powodu (narkoza do histeroskopii? wyjazd w góry? cholera wie) dostałam @ oraz cudowne wieści od mojej ginki: mamy zielone światło!!!
Tak bardzo, bardzo bym chciała, żeby się nam znowu udało za pierwszym podejściem, ale tym razem ze szczęśliwym zakończeniem za 9 miesięcy. Wiem, nie mogę się na to nastawiać, bo jeszcze się zablokuję, ale strasznie ciężko przestać o tym myśleć.
Mam zacząć brać luteinę i acard od razu od pozytywnego testu ciążowego i od razu wysłać smsa do pani doktor. Zastanawia się jeszcze ciągle nad clexane. Wszystkie wyniki wyszły mi prawidłowo, więc nie ma podstaw do refundacji. Ja nie wiem, co w tej sytuacji jest właściwsze. Z jednej strony nie ma żadnych przesłanek, a nie chcę brać leków niepotrzebnie. Z drugiej strony co jeżeli acard i luteina to za mało?
Ech, jeszcze w ciąży nie jestem a już mam paranoję... Zwariuję, zanim dotrę do tego mitycznego dla mnie drugiego trymestru.
Mam ostatnio wrażenie, że już dłużej nie wytrzymam.
Nie mogę przestać pytać - czemu my? Czemu nie mogło trafić na kogoś innego?
Czemu dziecko mogło się trafić mojej koleżance, która ma półrocznego bobasa i nie planowała kolejnej ciąży, znajomej, która wpadła na imprezie, koledze z liceum, który praktycznie nigdy nie trzeźwieje - a nam, choć na nie czekamy, choć kochamy je nawet mimo tego, że jeszcze go nie ma, nie?
Z boku nasze życie wygląda na perfekcyjne, poukładane, kochamy się, jesteśmy szczęśliwi, mamy wszystko.
I tylko z bliska i od środka widać, jak bardzo brakuje nam dziecka. Tylko on wie, czemu czasem płaczę w poduszkę, tylko ja wiem, czemu tak naprawdę nie przyjechaliśmy na chrzest małej córeczki kuzyna. Czemu na pytanie "a kiedy dziecko?" wyglądamy, jakbyśmy mieli zamordować pytającego.
Kiedy?
Boję się, że odpowiedzią na to pytanie może być - nigdy.
W piątek pójdę sobie na ten progesteron - jeśli będzie <20 to potwierdzi tylko że dziecka nie będzie...
Nic nie czuję a i przeczucia puste ale też jakbym nie była zła a nawet spokojna. Jest mi przykro to oczywiste bo musiałabym być bez serca by było mi to obojętne.
Chcę dziecka, pragnę go ale widocznie tak musi być...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.