Dzisiaj 4 dc, samopoczucie znakomite. Mój kochany synuś właśnie pojechał na tydzień do teściowej na wakacje- niedaleko ale.....Pierwszy raz sam bez rodziców i z dala od domku. Boże a mi ciągle się wydaje że to mój malutki synuś. No niestety już taki nie malutki w listopadzie kończy 6 lat. Sama nie wiem co czuję: dumę i przejęcie ogromne.
Oczywiście nie będzie tam sam bo razem z teściowa mieszka mojego męża siostra z dziećmi, więc bawić się będzie miał z kim. Zapewne szaleństwo będzie trwało do późnych godzin.
Więc ,,jak dzieci nie ma w domu to jesteśmy niegrzeczni''. Tylko szkoda, że mam @ jeszcze. Ale może co sik podziałamy i pobędziemy tylko sami i pogadamy od serducha. Czasami takie chwile też są potrzebne do przegadania i przemyśleń różnych. Nudzić się na pewno nie będziemy: działeczka, chatka do ogarnięcia, a wieczorkiem może jakaś kolacyja romantiko ? 
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 09:49
14 tydzień
(13t 0d)
czyli wyskoczył nam II trymestr...
Zatem krótkie podsumowanie co się działo w I trymestrze :
- wymioty, wymioty i jeszcze raz wymioty (najgorsze te z żółcią i sokami trawiennymi, zazwyczaj co 2-3 dzień, trwające prawie 6 tygodni), podczas takich akcji kompletny brak sił, energii, zwlec się z łóżka nie mogłam
- dosyć częste silne bóle głowy, nie tylko przy wymiotach, tak jakby łepetynę miało rozerwać 
- co jakiś czas pojawiająca się zgaga, pali okropnie
- dużo śliny w buzi
- zaparcia (zmora) nigdy wcześniej z tym nie miałam problemów
- sikanie cienką strużką, pewnie macica naciska na pęcherz, jak już zacznę sikać, to sikam, sikam i sikam... najdłużej po nocy 
- kichanie w ciągu dnia nawet po 2-3 razy
- czasem ból dolnego odcinka pleców, zwłaszcza przy przekręcaniu się na drugi bok podczas snu nocą
- w początkowych tygodniach ciąży wzmożona senność, teraz mniejsza
- wyczulenie na zapachy zwłaszcza lodówkowe
- brak apetytu na niektóre potrawy, owoce, warzywa
- plamienia i kilkudniowy pobyt w szpitalu
- zamartwianie się czy wszystko ok z maluchami
- humory od euforii po złość i wewnętrzny nerw
Nie tylko złe strony ciąży dostrzegam, żeby nie było, że taka maruda ze mnie 
- sama świadomość, że rozwija się we mnie nowe życie dodaje skrzydeł
- widok brykających brzdąców na usg - bezcenne
- widzę siebie w nowej roli, przeraża mnie to ale za chwilę przychodzi myśl, że dam sobie radę, muszę!
- mąż chodzi przy mnie, z miską biega, robi zakupy, nagotował się biedny tego kisielu w czasie moich największych wymiotów
- inni też patrzą bardziej łaskawym okiem 
- uwielbiam dotykać mój brzuch i mówić do szkrabków
- i w ogóle jest fajnie.
Tych plusów mniej niż minusów ale z pełną świadomością mogą powiedzieć, I trymestr dał mi w kość, oby II był lepszy. Ale, ale... nie byłabym sobą gdybym nie zamartwiała się na zapas. Często w ciąży bliźniaczej, zresztą nie tylko takiej, dochodzi do skracania szyjki macicy, z czym się wiąże... w najlepszym wypadku leżenie, w najgorszym przedwczesny poród i poronienie. Oby dotrwać do 24 tygodnia, zostało jeszcze 10
Co robić aby uniknąć tego skracania... chyba nie ma gotowej recepty, na pewno się oszczędzać, prowadzić zdrowy styl życia... tylko jaki? Ogólnie nie chcę o tym myśleć, jednak taka pesymistyczna myśl wkrada się do głowy. Jak zwykle widzę czarne scenariusze. A kysz, a kysz nic się nie stanie. W I trymestrze też tak odczarowywałam
Oczywiście, jak zawsze wszystkie te sprawy polecam Opatrzności, trzeba ufać, będzie dobrze.
Ogólnie ujmując jestem przeszczęśliwa, że w moim łonie rozwijają się bliźnięta. Pomimo pierwszego przerażania, gdybym miała wybierać... szt 1, szt 2 wybieram opcję nr 2 
Kocham moje Szyszaczki 
Nowy trymestr przywitał mnie ozdobnymi słonecznikami na naszej działce. A niech do nas się uśmiechają w tej końcówce lata :


Oczywiście się przekręciły 
7t6d
No i po urlopie, pora wrócić do szarej rzeczywistości. Jutro zaczynam 9ty tydzień, objawy męczą, ale nie narzekam- tyle na nie czekałam ;] Choć oczywiście mogłyby już odpuścić (bez konsekwencji dla ciąży).
Najbliższa rodzina powiadomiona, mama się popłakała i na widok usg ochy i achy jakie śliczne maleństwo - hahahah na bank coś tam widziała
Tym bardziej ze swoim wzrokiem 
Ja na razie boję się tak na 100% cieszyć, muszę jeszcze zobaczyć następne USG 3 września - wtedy będę na 100, teraz na 99 
19t1d
Nic nie może być dobrze. Jak przez chwilę jest wszystko w porządku, to za chwilę musi się porypać ze zdwojoną siłą.
Z Mamą znowu nie jest za dobrze. Znowu coś jej w tej głowie pyknęło i boli. Znowu w tym samym miejscu. Czyżby to kolejny udar? Dobrze, że już jutro rano tam jadę, bo sama z S. by nie dała rady. Nie wiem czy nie będę musiała jej jutro do szpitala wysłać ...
Znowu mam łeb jak sklep i się martwię. Ale ta moja Druga Córa będzie zestresowana przez to wszystko, co ja w tej ciąży przeżywam ... a miało być tak pięknie 
dzisiaj temperatura 36,3 w 14 dc chyba jest już po owulacji? teraz zostało tylko czekanie...
6dc
Ogłaszam wakacje 
Ovu mi się odkolorowało, nie dam już ani grosza 
Ostatnie 5 dni i 2 tygodnie wakacji.
Liczę choćby na odpoczynek psychiczny ..
3 dc
Jestem zmęczona. Przemęczona? Totalnie nie mam dzisiaj siły.
Dopadło mnie chyba jakieś przesilenie zimowe, bo naprawdę czuję się jak flak.
Miałam dzisiaj jechać powtórzyć insulinę i TSH plus zrobić FT3 i FT4 💉, ale... Zaspałam.
Nie mogłam zwlec się z łóżka.
Nawet myślałam, czy w nim nie zostać i nie pracować zdalnie, ale przy takim samopoczuciu to wiem, jakby się to skończyło. Przeleżałabym cały dzień, oglądając Tik-Tok-i zamiast pracować, a pracy mam sporo.
Także ostatkiem sił jednak się zwlekłam z tego łóżka i przyjechałam do biura. Kupiłam sobie Coca-Colę zimną na pobudzenie i próbuję działać.
Oby dziś i jutro. Piątek wolny, więc może trochę odżyję.
No, ovufriend i aplikacja w telefonie doszły do porozumienia i oba wyznaczyły owulację na 17dc, co wydają się potwierdzać testy owulacyjne. Przytulanie odbyło się więc 2 dni przed, 1 dzień przed i 1 dzień po owulacji. Szansa jest! 
Waham się teraz kiedy testować. Czy poczekać, jak planowałam, do paru dni po terminie @ (jeżeli małpa nie przyjdzie)? Czy zrobić jak najszybciej, w 10-11dpo? Normalnie, pomimo mojej niecierpliwości, zamierzałam poczekać, ale od pozytywnego testu ciążowego mam zacząć brać luteinę i acard i czy w takim wypadku nie powinnam zacząć ich brać jak najszybciej?
Nastrój mi się poprawił po poprzednim marudnym poście
Zrobiliśmy z mężem w końcu wszystko co dało się zrobić, wygląda na to, że owulka była, więc teraz nic tylko czekać i mieć nadzieję
Zgodnie z Waszymi sugestiami staram się zająć czym innym - chodzę grzecznie na niemiecki, spotykam z przyjaciółmi, mam listę książek do przeczytania i ambitne plany na sprzątanie mieszkania. Zobaczymy, jak mi pójdzie z realizacją tego ostatniego punktu
Na razie leżę z moim ukochanym kotem na sofie i przeglądamy internet (kot też łypie na ruszające się obrazki na ekranie).
10 dzień cyklu.
Wolne, wolne, wolne... cały tydzień, jeeee ! 
CV napisane i jakiegoś dnia się wybiorę na roznoszenie, bo w piątek nie dałam rady.
Wczoraj przed pracą jeszcze byliśmy chwile na plaży z męża siostrą, jej mężem i trójką dzieciaczków.
Moje kochane słodziaki :*
Dziś dzień przeznaczony na ogarnięcie mieszkania, pranie, prasowanie, mycie okien itd.
Pozdrawiam czytające. :*
Weekend za nami... Z jednej strony cieszę się, że się skończył, bo choć był bardzo wyczekiwany przeze mnie, to okazał się nieudany. Wszystko mi nie grało... Ciągle coś mi nie pasowało, sama nie wiem co... Z drugiej zaś strony, trzeba było wrócić do pracy i znów cały tydzień w zamkniętym pomieszczeniu, bez klimy w temp. około 32 stopnie...
Najgorsze jest to, że właśnie zaczęły mi się dni płodne... A ja ochoty na serducha nie mam w ogóle, nawet na przytulanie już nie mam ochoty...
Z jednej strony dziecko bym chciała jak najszybciej i w ogóle nie chciałabym czekać ze staraniami, ale już ochoty na zmajstrowanie maluszka nie mam... Nie wiem czy to wyrzuty sumienia takim czepialstwem dawały o sobie znać czy co... ciężko stwierdzić... Z drugiej zaś strony, nie chce przechodzić przez to wszystko jeszcze raz gdyby się znów nie udało... Boję się, ze nasze małżeństwo przez moje "doły" może nie przetrwać... ale chciałabym urodzić nasze dziecko... Nie wiem jak sobie poradzić z tym wszystkim, nie potrafię chyba tego zrobić... Wiem, że to co się stało, to nie jest moja wina, ale ja dalej mam takie poczucie, że to jednak jest moja wina, że to ja nie dałam rady, że przeze mnie tak się skończyło...
W domu nie potrafię znaleźć sobie miejsca, w pracy nie potrafię skupić się na swoich zajęciach...
Temp. mierzę z przymusu, żeby wiedzieć co i jak... chociaż mam wrażenie, że robię to zupełnie niepotrzebnie.
Nie wiem jak to dalej będzie...
Matką nie stajesz sie po porodzie ...Matką stajesz sie od pierwszych chwil gdy wiesz ze jesteś w ciąży ...Wszystko się zmienia ....Ty się zmieniasz ...Jedyne co jest ważne ....najważniejsze dla Ciebie to twoje dziecko ...Jego bicie serca ...jego zdrowie i spokój ...Nic cie wiecej nie obchodzi ....Tylko to by zapewnić mu dobry rozwój i bezpieczeństwo ....Rośnie w Tobie życie które jest cenniejsze dla Ciebie niż Twoje własne ....Rośnie w Tobie ktoś kogo kochasz taką miłośćią jaka nie pokochasz nikogo innego ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 13:00
23dc po wakacjach, w tym tygodniu pojawić ma się Pani @.
w środę mam pierwszą wizytę w poradni leczenia niepłodności a za jakiś miesiąc 2 badanie nasienia, co to będzie ach co to będzie
5t+1d
Adin, zwolnienie już mam. Lekarz jak powiedziałam że trochę plamiłam i w jakich warunkach pracuję to bez wahania dał mi l4 i kazał leżeć. Plamienie było małe i nie powtórzyło się, ale kazał dmuchać na zimne i dużo odpoczywać. Na becie byłam, wyniki o 18:00 na maila i powtórzę za 2 dni, w środę. Tak jak to zrobiła Żania
Będę wiedzieć na czym stoję
to znaczy stoimy 
Dzisiaj samopoczucie świetne i energii więcej niż dotychczas
Ból krzyża zniknął :0 Teraz tylko piersi chce mi rozerwać... masakra... Najgorzej jest z rana. Koszmar
ale nie marudzę już 
Zawsze na początku cyklu mam bardzo dobry humor, ale tym razem jest inaczej. Więcej niż nadziei jest we mnie strachu związanego z wynikami badań. Boję się że sobotnie badanie nasienia przyniesie jakąś złą wiadomość. Jeszcze nie myślę o mojej wizycie u gina, na razie myślę tylko o tej sobocie.
Wczoraj oglądaliśmy z mężem "Dziecko Rosemary". Może by tak w dni płodne zrobić mus czekoladowy? 
22 tc (21t3d)
Jak ten czas wolno plynie. Odliczam dni do granicy przezywalnosci plodu. Wiadomo, jest to granica umowna i niewiele zmienia, ale wydaje mi sie, ze mimo to po jej przekroczeniu poczuje sie spokojniej
Przynajmniej bylaby szansa, by dziecko ratowac gdyby cos zlego sie wydarzylo...
W kwestii domu i kredytu - troche podyskutowalismy z moim S przez ten weekend. Mamy jednak zupelnie inne podejscia. Ja z natury sie obawiam kredytow, ale tez nie oczekuje, ze pierwszy dom, ktory kupimy to bedzie cos wyjatkowego. Nikt u mnie w najblizszej rodzinie nigdy zadnego kredytu nie mial, gdzies w podswiadomosci juz wiaze sie on dla mnie ze zobowiazaniem, ktore bedzie na mnie ciazyc przez pol zycia... Jakos nie umiem sie przelamac i chce wziac tylko niezbedne minimum, ktore splacimy przez maksymalnie 10 lat. Podejscie mojego S jest zupelnie odwrotne. On do tej pory ma jeszcze kredyt studencki, bo oprocentowany jest nizej niz lokata tych srodkow w banku
Jego zdaniem majac najbardziej bezpieczna prace, jaka mozna miec - w Trybunale Sprawiedliwosci UE - spokojnie kredyt da nam kazdy bank i splacimy go z palcem w nosie, nawet jesli ja nie bede pracowac. Koniec koncow rozmijamy sie w naszych zalozeniach o, bagatela, 300 tys. EUR, ktore dla mnie sa wartoscia gigantyczna... A co, jesli S cos sie stanie? Bedzie mial wypadek? Albo za 10 lat Unia Europejska przestanie istniec i S straci prace? Wiem, glupie te moje rozwazania, nawet nie powinnam tak myslec - ale jednak gdzies z tylu glowy mam takie mysli i nie chce brac gigantycznego kredytu na cale zycie tylko po to, zeby zamiast 1 ara ogrodka miec ich 10. Probowalam wyjasnic S, ze mozemy kupic cos "na teraz", a po 10 latach zmienic na nowy dom - jesli uda nam sie zagospodarowac srodki. S przyjal to dziwnie, wg. niego to strata czasu. Jak to okreslil "po co mamy sie meczyc przez 5 lat w jakiejs dziurze, a potem placic podatek od transakcji po raz kolejny"... Koniec koncow stwierdzil, ze decyzja nalezy do mnie - ale czuje, ze jesli zadecyduje o kupnie domu takiego jak ogladalismy, on nie bedzie szczesliwy... Ech, sama nie wiem juz jak my sie dogadamy - chodzi mi jeszcze po glowie budowa domu przez dewelopera... Ale tutaj koszty tez sa niemale, no i widmo placenia za wynajem mieszkania w centrum przez kolejne 1,5 roku. Dlaczego takie decyzje nie moga byc prostsze? 
W pracy cisza przed burza. Duzo osob jest w tej chwili na urlopie. Jeden z moich nowych szefow tez (ten, ktory siedzi w Londynie). Jak to jest, ze prawie wszyscy maja wolne, a ja, w piatym (szostym wg. BBF) miesiacu ciazy siedze w biurze i zapieprzam za reszte? Wrrrr. Jednak nie ma to jak ciazowe zwolnienie, ze tez taki cywilizowany kraj jak Luksemburg jeszcze tego nie odkryl...
No nic, w polowie wrzesnia odwiedzaja nas tesciowie, potem moja mama przyjedzie na tydzien... A od 7 pazdziernika biore reszte urlopu, potem macierzynski - i bede sie byczyc na calego. Lecimy jeszcze raz do Szwecji - ja na wakacje, a S pozbyc sie gratow z mieszkania, ktore musi opuscic do konca pazdziernika
Przynajmniej cos sie bedzie dzialo 
P.S. Z nowosci kulinarnych - koniecznie sprobujcie plackow ziemniaczanych, w ktorych zamiast ziemniakow jest starty topinambur. Pychota - a przy tym bulwy te sa niezwykle zdrowe - polecane kobietom w ciazy, podczas schorzen nowotworowych, w cukrzycy... Pochlonelam ich chyba z 10 wczoraj
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 13:49
28 dc 13 dpo
nie moglam wytrzymac i zrobilam bete
wynik 42,0 mUL/ml
0,2-1 tydzien: 5-50
1-2 tydzien: 50-500
2-3 tydzien: 100-5000
3-4 tydzien: 500-10000
4-5 tydzien: 1000-50000
5-6 tydzien: 10000-100000
6-8 tydzien: 15000-200000
2-3 miesiac: 10000-100000
a wiec niby 1 tydzien
Tak jestem szcesliwa, ale narazie się nie ekscytuje bo wiadomo ze roznie bywa. Mam nadzieje ze beta się bedzie ladnie zwiekszac i maluszek bedzie rósl. Boje się cieszyc. Mąż zly na mnie, ze w pierwszej ciazy nie chuchalam tak na siebie i nie panikowalam i ze teraz tez powinnam odpuscic-moze ma racje.. Tylko teraz jestem juz 5 lat starsza i mam wieksza swiadomosc zagrozen...Ale mam nadzieje ze wszystko się uloży 
byłam dzisiaj na zakupach z mężem spotkaliśmy naszego wspólnego znajomego. Ja głównie robiłam zakupu a mój mąż z nim rozmawiała, w sumie to jest bardziej jego znajomy niż mój. Skończyłam robić zakupy podeszłam do nich a znajomy do nas : o widzę że będzie dziecko i patrzy na mój brzuch. Ja zmieszana odpowiedziałam, że nie. Nasz znajomy się zmieszał, mój mąż zażartował sobie , zeby uważał bo jeszcze z liścia dostanie haha. znajomemu głupio, mi głupio a mój mąż się cieszy....
nie to Ze jestem gruba, bo w cale nie jestem, ważę około 63 kg przy wzroście 170 cm i mam normalna budowę ciała, tylko troszkę mam więcej na brzuszku, nic dziwnego że się o ciaże zapytał.
Ale koniec z tym, hula hop znowu wraca do łask, może pomyślę też nad jakimś bieganiem? tylko żeby nie zabrakło mi motywacji po tygodniu.
INTERPRETACJA BIEŻĄCEGO WYKRESU
Wahania Twoich temperatur w tym cyklu są w normie.
Owulacja
Dotychczas temperatura nie wydaje się potwierdzać wystąpienia owulacji. Należy więc przyjąć, że okres ewentualnej płodności przedowulacyjnej jeszcze się nie zakończył i kontynuować współżycie aż do chwili potwierdzenia owul
taka informację dostałam od ovufriends jak mam interpretować tą część o owulacji skoro test owulacyjny wykazał że była no i był w tym czasie ogromny spadek temperatury?????????????????????????
W niedzielę ok 23 trafilam na izbę przyjęć. Bo dostalam krwawienia. Na szczęście wszystko jest ok. Uspokoiło mnie USG jak zobCzylam synka.
Z leków biorę duphaston. Jutro chyba dostane wypis.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 15:41
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.