Krew pobrana.Znowu musze czekac. Czekanie w niepewnosci jest najgorsze.Jutro beda dzwonic z wynikiem i powiedza co dalej.
A poki co humor mi siadl. Od rana chodze podenerwowana, bo ciagle o tym mysle. Dodatkowo w pracy rozryczalam sie opowiadajac szefowej jaka jest sytuacja. Na szczescie jest wyrozumiala i bez problemu dala mi wolne. A nawet widzac moje roztrzesienie dala mi dodatkowa przerwe:)
Odstresowuje sie pijac pyszna kawke w przytulnej przyszpitalnej kafejce. Nie sadzilam,ze takie miejsca istnieja. Zreszta do tej pory nie bywalam w szpitalu w swoim interesie. Z reguly towarzyszylam komus.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 15:47
28dc przylaz suko@@@@ brzuch cmi cycki wogole humor bojowo nastawiony, ach zebym byla w pl to juz bysmy sprobowali insyminacjii juz mam tego dosyc!!!!!
Dzisiaj na 17:15 mam usg serca. Tak sie stresuje ze cala sie trzese:( niewiem czemu tak. Chyba ze strachu, ze cos bedzie nie tak. Ogolnie moje problemy z sercem zaczely sie jak bylam w ciazy. Wtedy myslalam ze to normalne. Serce omijalo jakby uderzenie co kilka uderzen. I tak to trwalo 3 lata. Nasililo sie w grudniu teraz po smierci mojego Taty:( wieczorami bylo najgorzej to dziwne uczucie jak sie na chwile serce zatrzymywalo. Lęk strach. Mialam tez wysoki puls w spoczynku. Od stycznia biore slabiutka dawke na obnizenie pulsu. Magnez i potas. Juz mam spokoj. Ale jak stoje to puls jest wysoki. Nic nie robie wtedy. I niewiem czy to jest normalne? Musze dzis sie o to spytac.
A tak jeszcze tylko wspomne że za tydzień wchodze w II trymestr dzis rozpoczełam 13 tydzień czyki 12t0d
))))) a jutro zobacze dzidzie mam nadzieje że wszystko jest super ...a co ja mowie ze mam nadzieje ja to wiem ... teraz bedzie już z górki
)
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 16:25
Promyczku mam to samo
chcialabym obudzic sie z brzuchem bez dolegliwosci I trymestrowych czuc juz ruchy malenstwa i przezywac podobno najpiekniejszy czas ciazy, nie powiem chetnie znalabym juz plec bo widzialam dzisiaj boski spioszek nie byl rozowy ale nadal chlopcu by zupelnie nie pasowal 
kolejny cykl sie stymuluje, biore po pol taletki CLO. Jutro w 9 dc (a nie jak zawsze w 12-13 dc )usg zeby sprawdzic endometrium i ewentualnie wprowadziic estrofem, moze jutro dowiem się kiedy zastrzyk ovitrelle i kiedy iui.
Mielismy podejsc do 3 inseminacji ale wyniki nasienia Ł po preparatyce prawie sie nie zmieniaja nadal mamy 0 % ruchu A
W tej sytuacji podejdziemy chyba tylko raz jeszcze do iui i jak sie nie uda to ivf.
Wczoraj tj 16.08.15 maz zakonczyl branie Biseptolu na bakterie w nasieniu. Ile trzeba odczekac i powtorzyc badanie? Ktos wie?
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 17:41
3 dc.
@ przyszla jak zwykle, nawet mnie to nie zdziwilo, nawet na nią czekalam.
Mniejsza o to, moje emocje są już jakby poza mną, jakby nie mega ból brzucha to nawet nie zwróciłabym na to uwagi.
Jutro kolejna wizyta u androloga, wcześniej udało mi się zadać jeszcze dodatkowe pytanie na bocianie:
"Dziękuję za szybka odpowiedz Panie Doktorze. Mam jeszcze pytanie co do tych mikrozwapnien. Czy one mogą prowadzić do azoospermii? Czy ta choroba będzie się pogłębiać co spowoduje coraz gorsze parametry nasienia? ile przypuszczalnie możemy mieć czasu?
Pozdrawiam
Ekspert Bociana
Witam!
Odpowiadam po kolei:
1. Mogą.
2. Będzie.
3. Nikt tego nie wie. Problem uszczegóławia wynik biopsji jąder.
Pozdrawiam
JK Wolski"
No cóż kolejne "dobre" wieści, ciekawe czy jutro dr Bergier potwierdzi ta opinie? jeśli nie to komu mam wierzyć? I co dalej robić?
Czuje się cholernie sama, tak sama jak jeszcze nigdy nie byłam. Nie potrafie sama podjąć decyzji, umawiać sie do kliniki in vitro? mrozic nasienie meza? zapomniec o dziecku? adpocja? jak dalej ma wygladac nasze wspolne zycie?
Jestem w kropce.
Pragne NASZEGO dziecka jak niczego na świecie, ale widze, że coraz czesciej sama uciekam w jakąs inna rzeczywistosc, zeby nie myslec ale do czego mnie to zaprowadzi?
Czy chociaz raz w zyciu ktos moglby podjac decyzje za mnie????
Tak więc. Dzidziuś ma 1,09 cm. Pięknie bije mu serduszko plus minus 140.
Jest dobrze i kolejna wizyta 7 września.
Wiedziałam że pozytywne myślenie działa cuda 
Może coś dzisiaj naskrobię, bo dawno nic nie pisałam.
A więc tak - posiew nasienia powtórzony, wynik jałowy. Brak bakterii, grzybów itd. Czyli leczenie skuteczne.W środę wizyta u gina, ja też zrobię posiew z szyjki dla pewności, no i chcę zbadać się na chlamydię, mycoplasme, ureaplasme.. No i mam jeszcze wiele kwestii do poruszenia - np z cyklu n cykl skracający się i mniej obfity okres, brak śluzu płodnego. Oj coś czuję, że nie przyniesie mi ta wizyta nic dobrego. Tak się boję, co on na to powie..
Mam ndzieję, że da mi jakąś nadzieję, że nie jestem jakimś felernym egzemplarzem..
A tak z pozytywnych rzeczy - wróciłam do ćwiczeń. Noo i muszę się pochwalić - pierwszy dzień bez słodyczy
dla mnie to sukces zważając na fakt, że pracuję w sklepie i co chwilę podjadłam sobie a to cukieraśka, a to pierniczka..
jestem strasznym łasuchem
a dziś nic- kompletnie. Ani najmniejszego cukierka.
Jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że wytrzymam dlużej w postanowieniu i sie nie złamię.
Pogoda się zepsuła - szaro i ponuro. Cały dzień wietrznie, teraz zaczęło lać.. Mam nadzieję, że do weekendu sie poprawi, bo mamy już plany
tylko żeby aura dopisała...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 19:08
Jestem po kolejnej wizycie, AMH ok, wymaz ok, policystyczne jajniki wykluczone, wyniki męża ok, w 11 dc mam 2 pęcherzyki 18 i 17 mm. To dlaczego nie zachodzę w ciążę? Dlaczego do cholery?
W czwartek będziemy jeszcze raz podglądać pęcherzyki, zobaczymy co będzie...
Najgorsze co może być to brak diagnozy... Zaczynam poważnie myśleć o klinice leczenia niepłodności. 4 września mija rok od stary naszego maleństwa, nie wiem jak przetrwam kolejną porażkę ...
38+2
I po wizycie u ginekologa. O dziwo dzisiaj zajęło nam to z dojazdem (25km) 1,5h. Stresowałam się strasznie tą wizytą - nie wiedzieć czemu. Z Julcią wszystko ok. Prawdopodobnie będzie wżyć max 3600g. Wszystko ładnie wygląda. Badanie na samolocie - tragedia. Starałam się odprężyć, ale w ciąży jakoś nie znoszę wszelkiego grzebania tam na dole. No więc, cholernie bolało
Dziwiłam się, że zwykłe badanie mnie tak boli, a jakby mi masaż szyjki zrobił? To jest ponoć dopiero ból. No i się okazało, że ROBIŁ mi jednak ten masaż... Mam rozwarcie na dwa palce, ale szyjka dość długa i twarda. Potem lekko plamiłam. Teraz wszystko w rękach męża (jak to powiedział lekarz). Ciocia położna zaleca też wziąć sprawy w swoje ręce i masować sutki 
Bolało, nie powiem, że nie, ale HSG i tak zdecydowanie gorsze.
Kolejna wizyta (oby nie) 31.08.15
Smutno mi dziś...
Przygnębiający dzień. Już się nie cieszę owulacją. Na co mi ona bez zdrowych plemników?
Widzę tylko jeden plus (a staram się jak mogę żeby w każdej sytuacji jakiś odnaleźć).
Seks jest o niebo lepszy
Chyba ta świadomość że nie musimy się akurat kochać bo owulacja, bo temperatura, super śluz itd.
To jest piękne.
Zamówiłam właśnie inofem. Ciągle żyję marzeniami...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2015, 23:46
No to po kolejnej kontroli, tym razem u nowej gin
lekarka spoko, bardzo fajna
szyjka miękka, skrócona ale bez rozwarcia - trzymaj się jeszcze tam minimum tydzień! Mama każe! Łazienka na wykończeniu, został jeszcze tydzień takiej najgorszej roboty, potem to już tylko takie pierdoły jak szafki itd, ale bez tego da się żyć
Więc, zaciskamy nogi i minimum tydzień! A najlepiej trzymaj się do 3go 
A tu mała sesja ciążowa, będzie dostępna z tydzień - miłego oglądania 
https://picasaweb.google.com/1074952288358393745584/CiazowoMi?authuser=0&authkey=Gv1sRgCNTFs7TfogE&feat=directlink
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2016, 22:08
22 dc, a ja mam bóle okresowe. Pewnie miną,bo na okres to stanowczo za szybko
.
W sobotę byłam z Przemka siostrą i jej mężem nad morzem. Taki szybki i krótki wypad,bo mamy blisko. Może ponad godzinkę drogi.Naoglądałam się tam kobiet w ciąży,małych dzieciaczków i jeszcze bardziej zapragnęłam zostać matką. Mówię o tym Przemkowi,a On na to " no to chodź,zrobimy". Gówno zrobimy...Mówię mu,że jest już po owulacji,że teraz nie jestem plodna,ale On oczywiście tego nie kuma. Mógł iść ze mną na te nauki,to by się czegoś dowiedział, bo teraz nie wie zupełnie nic. Jasne,próbowałam mu to tłumaczyć setki razy,ale efekt żaden jak widać. Jemu chodzi tylko o to żeby bzyknąć i już.
Teraz zacznie się nadzieja, oczekiwanie, smutek ...tak w kółko dopóki się nie uda. Już tak mam jak mierzę temperaturę. Wydaje mi się,że daję z siebie więcej i oczekuję wygranej, a i tak zawsze przegrywam. Powinnam mierzyć ,a resztę mieć w dupie. Co będzie,to będzie. Wykres przyda mi się u ginekologa.
Dzwoniła do mnie szefowa. Na śmierć zapomniałam,że w piątek miałam iść po świadectwo pracy.Nie odebrałam. Nie miałam ochoty z nią gadać i patrzeć na nią. No chcę zapomnieć o tej wstrętnej babie,a Ona mi na to nie pozwala. Mówiła,że jak nie przyjdę po świadectwo, to wyśle mi pocztą, więc po co dzwoniła ? Jak do końca tygodnia nie dostanę,to zadzwonię i wcisnę jakiś kit że nie było mnie,czy coś... A może chce żebym wróciła? To nie pierwsza taka sytuacja w tej pracy. Dziewczyny odchodzą,a potem wracają, bo nie ma kto pracować i szefowa wydzwania i prosi żeby wrócić.Na szczęście zmieniam numer za dwa/trzy dni i będę miała spokój. Nie powiem, stresują mnie telefony od niej, w ogóle numery których nie znam wywołują u mnie stres
.
Jestem... Postanowiłam znowu zacząć od czasu do czasu coś tutaj nabazgrolić... choć to stwierdzenie raczej można by ująć w zdanie `raz na jakiś czas bliższy lub dalszy, ale obstawiam, że dalszy, daleki)... Ok, przechodzę do rzeczy... Czy coś się zmieniło od maja? Hmmm... owszem. Zacznę może od najistotniejszych rzeczy.
1. Równo miesiąc temu, odwiedziłam lekarza rodzinnego aby dał mi skierowanie na badania ogólne. tzn. morfologię, żelazo itp. itd. Sam od siebie zlecił mi również badanie TSH. Już miałam się odezwać, że TSH robiłam ostatnio (grudzień, wyniki według mnie dobre (TSH 3 :2.520, T4: 7.9, T3: 137.4) ale myślę, skoro daje to nie zaszkodzi mi zrobić. Przy okazji zrobiłam sobie również badanie prolaktyny. Po odebraniu wyników aż usiadłam. TSH wynosiło : 5,810!! gdzie norma to do 4,200. Prolaktyna też podwyższona : 40,40. Od razu zaczęłam szukać jakiegoś dobrego endokrynologa. Umówiłam się na wizytę początkiem sierpnia. Bardzo miła Pani Doktor, gdy tylko na mnie spojrzała od razu powiedziała mi, że widzi gołym okiem, że mam problemy z tarczycą. Raz mam suchą skórę, dwa stwierdza, że jestem strasznie nerwowa, a po trzecie palcami wyczuła, że jest podwyższona ale na szczęście, żadnych guzków nie ma. pokazałam jej wyniki i dowiedziałam się, że kobieta która stara się zajść w ciążę powinna mieć wynik jak najbardziej zbliżony do najmniejszej wartości, a najlepiej jakby TSH wynosiło 1. Gdybym o tym wiedziała, to już od stycznia brałabym leki a tak to pół roku mam w plecy... ehh... no ale nic dostałam Euthyrox n 25, po połowie do końca sierpnia od września całą tabletkę, a 1 pazdziernika mam kolejną wizytę i wtedy zobaczymy co dalej robić. Po Drugie:
2. Po ostatniej wizycie u Ginekologa (13.08) znowu się podłamałam, gdyż wyniki mojego męża nie są zadowalające, Obecna Agregacja,słaba morfologia: Tylko 3 % o prawidłowej budowie i aż 97% o nieprawidłowej, oraz mala ilość plemników żywych : 60,65% przy wartości referencyjnej większej od 58%, chociaż jeśli chodzi o liczbę w mln to chyba nie mam się czym martwić ( 47,31 wart. ref. Większa od 22,6 ) Lekarz kazał powtórzyć wyniki i zacząć brać witaminy( ja mojego już faszeruję od czerwca, ale myślę nad zmianą 6 tabletek na 1 Fertilman, bo do połykania to on jakiś taki niemrawy:P) Poza tym ja byłam wtedy 5 dnia cyklu, a na prawym jajniku `coś` było. Piszę coś bo nawet ginekolog nie wiedział na 100% co to jest. Czy niepęknięty pęcherzyk, czy może ciałko żółte, kazał mi zrobić progesteron 23 dnia cyklu i z wynikiem się do niego zgłosić. Także póki co to czekam...
Trzecia sprawa 3: Dopiero w lipcu na dobre wyleczyłam moją infekcję, z którą męczyłam się od pazdziernika, przy okazji lekarka zrobiła mi komplet badań na AMH wynik 11,54 Mycoplasma hominis, Ureaplasma spp - ujemny, antygen Chlamydia trachomatis - obecności nie stwierdzono. także nie ma zle. jedynie co mnie martwi to to , że tak co 2 miesiące (według moich obserwacji) mam `coś` na prawym jajniku... a zupełnie nie wiem od czego się to robi, i dlaczego...;(
jak to się mówi `pożyjemy zobaczymy`...
Właśnie przeżyłam zawał.
Wchodzi lekarz z położną/pielęgniarką.
Gadka szmatka, lekarz czyta wyniki (tempem dobrego sprintera):
- Beta 31, blablbalba...
Ja oczy ja 5 zł i pytam :
- Ile ta beta?!
- 31, a wcześniej było ile?
- 196..
I zaczynam ryczeć. Doktor dalej pyta :
- Ciąża żywa i serce było wczoraj przy przyjęciu?
Ja odpowiadam, że tak a międzyczasie położna podskakuje do wyników :
- Ale panie doktorze! To jest 31 tysięcy! Stresuje nam tu pan pacjentkę.
Ja w jeszcze większy ryk. Ona mnie pociesza a ten wali głupim hasłem, że on tak skrótowo mówi, dopiero przeprosił jak powiedziałam, że rok temu poroniłam.
Spytałam jeszcze o te nacieki. Powiedział, że tak się zdarza bez konkretnej przyczyny. Na razie dupek i leżymy.
Szczęśliwi rodzice dowiedzieli się dzisiaj że będą mieli córeczkę 
Czyli moje przeczucie się sprawdzić
ale jestem szczęśliwa:-)
Jestesmy juz od czwartku w domku ale oczywiscie nie bylo czasu na pisanie bo musialam wziasc sie za wypakowywanie i pranie a w sobote jechalismy na 120 urodziny cioci Reni i wujka Wolker. Byla imprezka na sali ( przy okazji spotkalismy sie z cala rodzinka z de), bylo pyszne zarcie i tance
. A w niedziele popoludniu byla u nas szwagierka mojej kolezanki ktora pisze doktorat i musi przeprowadzic pare wywiadow z malzenstwami mieszanymi gdzie jedno z malzonkow przyjechalo do de za mezem/ zona. Czyli tak jak to bylo u nas
No i pospominalismy sobie z mezem nasze pierwsze milsne uniesienia, randki, niesmiale pocalunki, zareczyny, slub itd Az sie nie chce wierzyc ze od naszego poznania mnelo 14 lat. Byly wzloty i upadki ale jestesmy razem i nadal jest nam ze soba bardzo dobrze 
A u cioteczki rozmawialam z Agata o problemach Julianka. Bo on pomimo ze ma juz 8,5 miesiaca nadal nie raczkuje, nie czolga sie czy koziolkuje. Umie tylko ( dzieki cwiczeniom) przekrecic sie z brzuszka na plecy i odwrotnie chociaz ostatnio robi to bardzo zadko i kreci sie wokol wlasnej osi. Umie ladnie siedziec ale czytalam ze to nie za dobrze jest. Sama widze ze od kiedy siedzi to juz wcale nie chce byc na brzuszku bo trudniej w tej pozycji bawic mu sie zabawkami. A jak lezy to nisko trzyma glowke i nie podnosi sie na ramionach. To cholera nie jest normalne. Agata jest fizjoterapeltka i poobserwowala malego i jej zdaniem maly ma obnizenie napiecia miesniowego. Przekonala Arka ( mnie nie chcial sluchac twierdzac ze panikuje a maly poprostu jest leniwy) ze musimy szukac pomocy. Zaproponowala nam ze pogada ze swoja szefowa ktora jest osteropatka zeby przyjela nas jak najszybciej ( bo normalnie na termin musielibysmy czekac z miesiac jak nie dluzej) i dokladnie zbadala Julianka. Ona co prawda jest teraz na urlopie ale w sobote wraca do pracy wiec moze juz wtedy nas przyjmnie. Ogolnie chodzi o to zeby sprawdzila dokladnie ktore miesnie sa obnizone, zrobila opis i to wyslala do naszego pediatry a wtedy on nie bedzie mogl zlekcewazyc juz tego i czekac tylko bedzie musial dac nam skierowanie do neurolga czy na jakas rehabilitacje. Mam nadzieje ze wrescie cos ruszy i nie bede juz z tym sama....
Brzunio 25t3d

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/7d2528f47391.jpg
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.