13 tydzień 2 dzień ciąży

Wczoraj byłam u lekarza w szpitalu. Zbadał mnie, zrobił usg i powiedział, że teraz nie podejmie ryzyka założenia ani szwu ani krążka.
Łożysko cały czas zasłania całkowicie szyjke.
Plan mamy taki, że kolejną wizyte mam umówioną na 17 września. Wg dr do tego czasu jeśli łożysko ma się podnieść, to trochę pójdzie do góry. I będzie można założyć szew.
A jeśli będzie sytuacja bez zmian, a ja nie będę plamić, krwawić to zaryzykujemy z krążkiem.
Ale muszę spełnić jeden warunek - mam nie plamić, krwawić. A dziś ze mnie wylatuje jakaś brązowa maź. I się załamałam. Nawet popłakałam.
Jak nadal tak będzie, to czeka mnie reszta ciąży w szpitalu.
A co z Czarusiem? Przecież mały potrzebuje mamy. Jak o tym pomyśle, to serce mi pęka.

Rudz!a Ja chcę serca mieć dwa :) 26 sierpnia 2015, 23:16

27 TC (26+2)
65%

Niebywałe, 31 sierpnia oficjalnie zaczynam III trymestr ciąży, ostatni...Hmmm, nadal nie mogę uwierzyć :) Ale takie są fakty, trzeba je przyjąć i tyle.

Ludzie zaczęli zauważać mój odmienny stan, faktycznie miałam dużo szczęścia (odpukać) z tą moją kruszynką, nie miałam do tej pory żadnych poważniejszych dolegliwości, brzusia rósł dosyć powoli, dopiero teraz jak dla mnie jest spory, ale ludzie dziwią się na wieść, że to 27tydzień, ale wiemy, że każda dziewczyna inaczej przybiera na wadze, może będzie taki moment, że obudzę się rano i świata nie zobaczę, bo brzuch mi wszystko przesłoni :P ale co tam, i to da się znieść :P

W ostatnim czasie strasznie męczą mnie wzdęcia, niezależnie od tego co i ile zjem. mam wrażenie, że objawy ciążowe dopiero będą się u mnie pojawiać...łącznie z powiedzeniem "to przez hormony". Tak, właśnie, jakieś dziwne nastroje również zaczęły mnie dopadać, ja generalnie jestem bardzo uczuciowa, bardzo szybko się wzruszam, ale co się działo ze mną w ubiegłym tygodniu przechodzi ludzkie pojęcie. Była u mnie kilka dni siostra ze swoim synkiem, moim chrześniakiem, cudnym prawie półtorarocznym maluchem. Młody jest bardzo żywy, aktywny w każdej dziedzinie, wszystko musi zobaczyć, dotknąć, przymierzyć, posmakować...no jak dziecko w tym wieku, uwielbiam go :) Wiedziałam, że będą wyjeżdżać w czwartek, zgodnie z planem tak było. Siostra tylko zamknęła za sobą drzwi a ja w ryk! No tak mi smutno było, że nie mogłam sie opanować, do samego drugiego dnia! Tak to ja nigdy nie reagowałam, tak gwałtownie, czasem łza pociekła owszem, ale nie beczałam jak dziecko, któremu odebrano lizaka! Wyłam cały czas, co się uspokoiłam, pomyślałam o małym znowu wyłam, nie ważne było miejsce. Mąż zaczął się w końcu denerwować. Pojechaliśmy po moje ostatnie wyniki, wyłam, potem byliśmy wymienić vouchery na mecz Lechii z Górnikiem Łęczna na bilety, wyłam. Babeczka mówi, no to robimy zdjęcie, ja zaryczana. Mąż był bardzo poruszony, w końcu powiedział "Uspokój się, bo pomyślą, że Cię tłukę!" to mnie rozbawiło, ale nadal opanować się nie mogłam... Uspokoiłam się pod wieczór, przeczytałam artykuł o maltretowanych zwierzętach to znowu wyłam, to zresztą zawsze mnie porusza. Rozmawiałam z mamą i również się rozczuliłam, no masakra jakaś, cały czas chciało mi się płakać. W piątek było już lepiej, mecz taki sobie, jakieś bramki wpadły, ale tylko jedna faktycznie nie z przypadku i to bramka przeciwnika :P Mi to nie robi żadnej różnicy, nie znam się na tym hokeju, ale mąż był szczęśliwy, że w końcu poszliśmy na mecz, no dobrze, niech się cieszy :P

Noc z piątku na sobotę była ciężka, obudziłam się po 4 żeby pójść do toalety i zwymiotować! Tak, to taka nowość dla mnie, do tej pory mało spotykane wydarzenie w moim życiu, nawet po alkoholu nie doświadczam takiego stanu, a tu proszę....cała sobota wówczas była taka sobie, byłam niedospana i bałam się zjeść cokolwiek, by tego nie oddać, trochę szkoda bo byliśmy akurat wtedy na grillu, a ja wszelkie przysmaczki lubię :P co do przysmaków...przez dłuższy czas jadłam wszystko, ale bez większego czy mniejszego entuzjazmu, prawie wszystko smakowało tak samo, jadłam bo musiałam. Teraz z kolei zaczęły strasznie mnie kusić wszelkie potrawy słodkie! Przyznam szczerze, że trochę w ostatnim czasie na różne słodkości sobie pozwalałam, po czym pojechałam na badanie glukozy, no niezbyt to mądre, wyników się obawiałam, ale na szczęście wszystko jest w jak najlepszym porządku, także nadal mogę jeść :P
W pracy jak to w pracy, bez szału i rewelacji, ostatnio nic się nie dzieje, ale zastanawiam się już nad jej porzuceniem, tzn. myślę, że wrzesień będzie już ostatnim miesiącem mojej pracy przed porodem, wydaje mi się, że i tak długo pracowałam, potem w końcu muszę zacząć odpoczywać i nabrać sił przed tym ważnym/ciężkim wydarzeniem.

Wyprawka dla malucha się kompletuje, chodź i tu pojawiły się małe schody, ale to zaraz, najpierw to co już zgromadzone:

UBRANKA:
- bawełniane śpioszki
- body z krótkim i długim rękawem
- pajacyki
- kaftaniki
- półśpiochy
- sweterki
- spodenki
- kombinezony, kurteczki
- skarpetki
- czapeczki, rękawiczki, niedrapki

Wszystko na razie w rozmiarach 56-68, w ilości różnej więc nie wypisuję, znajda się nawet jakieś sztuki we większych rozmiarach :) Myślę, że na trzy miesiące zapas mam, albo i dłużej, nie wiadomo jak dzieciątko będzie rosło :)

SEN:
- łóżeczko drewniane
- materacyk, przescieradełka chyba ze 4
- 2 komplety pościeli łącznie z ochraniaczem na szczebelki
- śpiworki do spania
- kołderka
- kocyki ( taki, który się składa w rożek również, chociaż nie wiem czy będę używać, na razie jeść nie woła )

KARMIENIE:
- butelki 125 ml 2 szt, kilka większych na potem
- smoczki do butelek
- smoczki uspokajające w razie czego
- laktator
- wkładki laktacyjne
- pojemnik na pokarm
- termosik ( w razie potrzeby)
- poduszka do karmienia

TRANSPORT:
- fotelik samochodowy

Przybory HIGENICZNO-KOSMETYCZNE: tych mam niewiele na razie
- krem barierowo- ochronny do pupci
- balsam do smarowania po kąpieli
- chusteczki nawilżane już się jakieś znalazły
- pieluszki jednorazowe na razie 2 paczki
- szczoteczka do włosków
- aspirator do noska
- nożyczki
- pieluszki tetrowe
- ręcznik kąpielowy z kapturkiem
- wanienka
- przewijak

Na razie to tyle. Dla siebie dodatkowo mam dwie koszule nocne, które nadają się do karmienia,majtki siatkowe poporodowe. Na tym kończy się moja wyprawka, resztę trzeba będzie dokupić, ale mamy jeszcze trochę czasu, więc na spokojnie.

Kwestia sporna pojawiła się przy wózku, do tej pory byłam przekonana, że wezmę od siostry ten wózek, który ona miała dla młodego i po kłopocie. okazuje się, że mój mąż kategorycznie nie zgadza się na niego, a dlaczego? Bo już jest niemodny!!!!!!! No myślałam, że padnę jak doszłam do tego wniosku. do tej pory mąż zawsze mówił, że mamy czas, że zobaczymy, potem, że kółka ma rozwalone ....coś już tu nie grało. Kółka są może trochę przyrdzewiałe, ale to da sie naprawić, w najgorszym wypadku kupić nowe, to koszt 100zł i mam wózek 2w1. no ok, to nie jest nowy wózek, ale mi to kompletnie nie przeszkadza, nie potrzebuje mieć go na pokaz, dla mnie ważniejsze są inne kwestie, zdrowie, rozwój, edukacja, rozrywka. Owszem, kupować ubrania lubię, lubię dobrze wyglądać, ale to raczej co innego. Wózek głęboki wystarczy na kilka miesięcy, zaczniemy go używać późną jesienią, na zimę, na deszcze i śnieg. nie wiadomo jaka będzie pogoda, jak często będziemy wychodzic na spacery, kto wie czy częściej dzieciak nie będzie wożony autem po prostu, tylko z tego względu, że w Gdańsku nie mamy nikogo, wszystkich odwiedzamy poza naszym miejscem zamieszkania. Ja osobiscie wolałabym pieniądze "na wózek" którego nie zamierzałam kupować wydać na szczepionki zalecane (no wiadomo, że nie wszystkie, ale mocno myslę nad pneumokokami, meningokokami), które troche złotówek kosztują. a tu sie okazuje, że mam taka opozyjcję we własnym mężu! Musiałą mu coś moja szwagierka nagadać, czy ktoś inny z jego rodziny, bo nagle stwierdził, że wózek musi być "na pokaz". Właśnie, moja szwagirka ma synka, który obecnie ma 8 miesięcy, wózek oczywiście ma nowy, który obiecała nam przekazać....ale....to było wtedy, gdy jeszcze nikt nie wiedział o mojej ciąży, nawet ja sama!!!! A mj najmdryejsyz na świecie mąż trzyma sie tego, że siostra da....a ja nic odkąd w ciązy jestem na ten temat nie słyszałam. Tym bardziej jest dla mnie oczywiste, że tak małe dziecko pojeździ jeszcze długo w wózku 3w1 !! Straszna woja była u nas w domu ostatnio, no znowu sie oczywiście poryczałam, bo myslałam, że mąż raczej mysli tak jak ja. Zaczęłam sie martwić, że pójdzie w slady swojej rodziny i non stop będziemy sie już kłócić odnośnie dziecka. Ok, ja lubię rodzine męża, nawet bardzo, sa dla mnie dobrzy, złego słowa nie moge powiedzieć, ale nie oznacza to, że zawsze sie z nimi zgadzam. Szczególnie szwagierka jest taka, że u nich wszystko musi ładnie wyglądać, wszystko do siebie pasować pod względem kolorystycznym, każdy dodatek w odpowiedniej tonacji, nowe, markowe, taki ładny obrazek na zewnątrz, dzieciaki bardzo ładnie chodza ubrane, wszystko jest super, ładne i piękne....ale w wakacje dzieci wyjeżdzają wtedy gdy pojawiają sie jakieś zorganizowane wyjazdy ze szkoły czy też z klubu sportowego, jeżeli nie ma, rodzice nie zapewniaja im większych atrakcji na wakacje. zajęcia pozalekcyjne dla mnie nie są teraz niczym wybitnym tylko zwykłą koniecznością, ale wszyscy mają się zachwycać, że np syn bedzie grał na jakims instrumencie. Córka wczesniej tańczyła, ale zrezygnowała, pływała, ale zrezygnowała i obecnie jest takim leniuszkiem....
Ja troche inaczej patrzę, mam inne wartości. wiem, na pewno, że będę chciałą by moje dziecko wyrosło na porządnego człowoeka, które będzie chciało pomóc starszej pani, wspomóc swoim ramieniem czy radą osoby, które będą tego potrzebowały. Mam nadzieję, że tablet i smartfon oraz buty za 400 zł nie będą wyznacznikiem jego wartości. takie na razie mam marzenia i zrobie wszystko, by nie zostało zepsute, bo wszystko musi być "ładne i na pokaz". Bym chciała żeby raczej miało jakąś pasję i sie w tym realizowało. jak będę miała syna i b
W ostatnim czasie strasznie męczą mnie wzdęcia, niezależnie od tego co i ile zjem. mam wrażenie, że objawy ciążowe dopiero będą się u mnie pojawiać...łącznie z powiedzeniem "to przez hormony". Tak, właśnie, jakieś dziwne nastroje również zaczęły mnie dopadać, ja generalnie jestem bardzo uczuciowa, bardzo szybko się wzruszam, ale co się działo ze mną w ubiegłym tygodniu przechodzi ludzkie pojęcie. Była u mnie kilka dni siostra ze swoim synkiem, moim chrześniakiem, cudnym prawie półtorarocznym maluchem. Młody jest bardzo żywy, aktywny w każdej dziedzinie, wszystko musi zobaczyć, dotknąć, przymierzyć, posmakować...no jak dziecko w tym wieku, uwielbiam go :) Wiedziałam, że będą wyjeżdżać w czwartek, zgodnie z planem tak było. Siostra tylko zamknęła za sobą drzwi a ja w ryk! No tak mi smutno było, że nie mogłam sie opanować, do samego drugiego dnia! Tak to ja nigdy nie reagowałam, tak gwałtownie, czasem łza pociekła owszem, ale nie beczałam jak dziecko, któremu odebrano lizaka! Wyłam cały czas, co się uspokoiłam, pomyślałam o małym znowu wyłam, nie ważne było miejsce. Mąż zaczął się w końcu denerwować. Pojechaliśmy po moje ostatnie wyniki, wyłam, potem byliśmy wymienić vouchery na mecz Lechii z Górnikiem Łęczna na bilety, wyłam. Babeczka mówi, no to robimy zdjęcie, ja zaryczana. Mąż był bardzo poruszony, w końcu powiedział "Uspokój się, bo pomyślą, że Cię tłukę!" to mnie rozbawiło, ale nadal opanować się nie mogłam... Uspokoiłam się pod wieczór, przeczytałam artykuł o maltretowanych zwierzętach to znowu wyłam, to zresztą zawsze mnie porusza. Rozmawiałam z mamą i również się rozczuliłam, no masakra jakaś, cały czas chciało mi się płakać. W piątek było już lepiej, mecz taki sobie, jakieś bramki wpadły, ale tylko jedna faktycznie nie z przypadku i to bramka przeciwnika :P Mi to nie robi żadnej różnicy, nie znam się na tym hokeju, ale mąż był szczęśliwy, że w końcu poszliśmy na mecz, no dobrze, niech się cieszy :P

Noc z piątku na sobotę była ciężka, obudziłam się po 4 żeby pójść do toalety i zwymiotować! Tak, to taka nowość dla mnie, do tej pory mało spotykane wydarzenie w moim życiu, nawet po alkoholu nie doświadczam takiego stanu, a tu proszę....dzie on fanem FC Barcelony to na rzęsach stane, by zawieźć go na stadion Camp Nou, ale nawet dodatkowo nie kiwnę by kupić nową kurtkę za 500 zł, bo wszysy takie mają!

Ehh, no troche rozpisałam się, musze zająć sie teraz grafikiem na wrzesień, oj jak ten czas leci.... już w poniedziałek pierwsze zajęcia w szkole rodzenia, potem wizyta u gina, mam nadzieję, że już mój maluszek sie pokaże i będę wiedziała, kto mi tam w brzuszku siedzi :P



kama005 Czekając na nasz cud. 26 sierpnia 2015, 23:36

Jest źle a nawet bardzo źle...

Beta HCG
19.08 18,97
21.08 40,06
25.08 58,93

...........

Byłam u mojej gin i razem z babeczką od USG która mnie zbadała podejrzewają ciążę biochemiczną...

O to opis USG...

Endometrium grubości 12,5 mm w całości nieco niejednorodne, z obecnością rozsianych , b. drobnych przestrzeni płynowych. Jama macicy pusta. Prawy jajnik ma wym.35 x 20 mm. Lewy jajnik ma wym. 27 x 15 mm. Jajniki o prawidłowej budowie pęcherzykowej. W prawym jajniku pęcherzyk poowulacyjny / ciałko ciązowe? wielkości 13 mm.

Straciłam już totalnie nadzieję... Czekam już tylko chyba na krwawienie... Nie wiem... Mam trochę doła bo tak się cieszyłam.... Jest mi źle, smutno, mam ochotę cały czas z tego powodu płakać...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2015, 23:38

Ciąża zakończona 27 sierpnia 2015

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 27 sierpnia 2015, 06:51

Cykl zapowiadal sie pieknie, ale @ przyszla spóźniona o 5 dni. Testy jednak nie klamia.
Zaczynamy zabawe od nowa.
Dzisiaj robie zlecone badania: testosteron, LH, FSH, prolaktyna i estradiol. W przyszlym tygodniu jeszcze obciazenie glukoza. Na kolejny monitoring wyniki musze miec, bo chyba trzeba zaczac zabawe w dokladniejsze analizowanie wszystkiego.

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 27 sierpnia 2015, 08:10

No to laski moje najdroższe dziękuję bardzo że byłyście tutaj ze mną, dziękuję za ciepłe słowa, porady, podtrzymywanie na duchu i w ogóle za to że jesteście :*
Moja beta z wczoraj 13dpt wynosi 93,33 więc śmiało zapraszam was wszystkie na fioletową stronę wraz ze mną. Mam nadzieję że mnie nie zostawicie i dalej będziecie wspierać! Na każdą przyjdzie czas trzeba tylko walczyć, nie można się poddać :) Moja walka o szczęście trwała równe 5 lat były wzloty i upadki ale niczego nie żałuje i dzięki temu co przeszłam wiem ile mam w sobie siły! Dobra spadam już stąd ;)

MoNa_2603 Walka o Cud 27 sierpnia 2015, 08:11

Tak się cieszę. Beta hcg przyrasta prawidłowo, we wtorek widziałam już pęcherzyk ciążowy na USG tym razem dobrze zagnieżdżony w jamie macicy.

Moja kruszynko tak bardzo się o Ciebie boję, Twój tatuś też. Mamy wiele stresowych sytuacji, ponieważ chcemy dla Ciebie jak najlepiej, ale nie zawsze nas na to stać. Na szczęście Twój tata dostał dofinansowanie z pracy na leki, które Tobie pomogą z nami zostać. Muszę
przyjmować zastrzyki Prolutex 2 ampułki jednorazowo codziennie, do tego progesteron i Utrogestan, po który musimy jechać do Czech, ponieważ w naszym kraju go nie ma. Dla Ciebie zrobimy wszystko co w naszej mocy, abyś z nami kruszynko została. Modlę się codziennie o Ciebie :* Kocham Cię i proszę zostań tym razem z nami <3

Byłam dzisiaj u lekarza ogólnego, strasznie męczy mnie katar i kaszel. Na szczęście na oskrzelach i płucach czysto :) Do tego właśnie się dowiedziałam, że mój M dostał bezzwrotną zapomogę z zakładu w wysokości 3000 zł! Tak się cieszę, że nie muszę się denerwować o te pieniądze :)

Boże jaki miałam okropny sen :( Usnęło mi się w dzień i przyśniło mi się, że poroniłam! Co za koszmar! Do tego ten sen był taki realistyczny, nie mogłam się obudzić, a jak już się obudziłam to byłam cała zlana potem :(
Tak bardzo się boję o Ciebie skarbie <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2015, 17:54

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 27 sierpnia 2015, 08:32

Marzyłam o tym żeby się wyspać - trochę mi nie wyszło, walczyłam do 4 rano aż w końcu sen nadszedł, ale nie na długo, bo obudziłam się przed 6, przed budzikiem. Oby w pracy było spokojnie, mam nadzieję że nie zasnę z głową na klawiaturze :P. Byle do 14, choć jak się uda to się może zerwę wcześniej...

Kurde co z tym rokiem jest nie tak? Włamanie do nas do mieszkania, włamanie do brejdaka do domu, moje poronienie, a teraz jeszcze M przez głupotę ludzką może stracić pracę. Co jeszcze, ja się pytam co jeszcze?

Może nie będzie tak źle (pewnie do następnego razu), ale sytuacja wyglądała niefajnie i trochę nerwów nas to kosztowało. Chyba mam dość na dziś, dobrze że udało mi się wcześniej wyrwać z pracy, ledwo na oczy widzę, jak się uda to idę spać :P.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2015, 13:49

Rotenkopf Walka. 27 sierpnia 2015, 09:15

Tydzień 9 (8+2tc)

Wczorajszy dzień trochę kiepski. Rano porządne tulenie z kibelkiem, przez co chodziłam taka 'wyrzuta' cały dzień. I ogólnie już mi przechodziło gdy się wkurzyłam na znajomą. Doczepiła się mojego l4! Pytała czy nie za szybko i że była mowa, że będę chodziła do pracy! Owszem, plan taki był, kiedy jeszcze nie byłam w ciąży, że będę jeździła do pracy. Skąd miałam wiedzieć, że tak się potoczy od samego początku jak się potoczyło i że będę się kiepsko czuła? Zastanawiam się co jej przeszkadza w tym, że sobie siedzę w domu?
Plany, że pójdę do pracy w następnej ciąży wywiązały się z tego, że nie najlepiej było ze mną po poronieniu i każdy się bał, że w następnej ciąży będę chodziła tylko załamana i lepiej by było gdybym była czyś zajęta. Spoko, zgodziłam się na to. Ale o dziwo nie siedzę wiecznie zdołowana. Owszem, w szpitalu i w poniedziałek przed wizytą czułam się koszmarnie, ale tak nie jest przez 24h/dobę. Zresztą nie wyobrażam sobie biegania do łazienki między jednym a drugim klientem albo co gorsza powstrzymywania się od wymiotów jak robiłabym hot-doga. Końcem końców jak już nie miała czym mnie zarzucić to stwierdziła, że koniec dyskusji.
Kiedyś mogłyśmy konie kraść a teraz wiecznie coś jej nie pasuje w moim planie na przyszłość, w moim zachowaniu czy moich sprawach.
Jak się z mężem dowiedzieli o domu to tylko i wyłącznie pytania w stylu - i co? kredyt będziecie brać?
Kiedy powiedzieliśmy, że zaczynamy się starać - a ty jesteś w ogóle na to gotowa?!
Albo jak się spytałam o szwajcarskie firmy produkujące witaminy* i wyjaśniłam dlaczego akurat takie to powiedziała, żeby spytała się pani doktor ile dostała od przedstawiciela handlowego.

Ach, bo Wam chyba nie powiedziałam jeszcze jednej rzeczy z wizyty.
Pani doktor przy okazji tłumaczenia mi, że lepiej na razie brać kwas foliowy bo witaminy mogą na początku powodować te zaparcia i wymioty powiedziała, że na przyszłość polecała by kupować witaminy wyprodukowane przez szwajcarskie firmy (nie podała mi żadnej nazwy więc skąd nagle ten przedstawiciel handlowy? tak a propos wyżej wymienionego tematu) ponieważ jako jedyne w Europie te witaminy są sprawdzane farmakologicznie a nie tylko przez sanepid i jego odpowiedniki w innych krajach Unii. Jeszcze nie grzebałam w internetach w tym temacie ale patrząc na to jakim krajem jest Szwajcaria jestem w stanie w to wierzyć.

A teraz chyba najmilszy akcent tego wpisu :
BRZUCHO! <3 poranny, niewzdęciowy ;)
6c153fcacfc6f0eamed.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2015, 09:17

k,NDU2ODE0NTYsNzQzOTMy,f,linia73.gif

Wczoraj czułam się dobrze, zupełnie nie ciążowo, bez dolegliwości, bez humorków. Jedynie co to wieczorem przed snem ciągnęło mnie i zakłuwało z prawej strony w pachwinie. Jeśli pojawia się jakiś ból, czy ciągnięcie to tylko z tej prawej strony.

Dziś od rana również to czuję. Czuję nawet pod palcami jakieś zgrubienia, gulki. Martwię się, bo z tej strony miałam wycinany jajowód i czy w związku z tym wszystko jest w porządku, czy przypadkiem coś się nie dzieje na zrostach.

Dzięki Bogu jutro już wizyta, cały tydzień tylko tym żyję, o niczym innym nie potrafię na dłuższą metę myśleć. Cholernie się boję, bo do tej pory nie dane mi było zobaczyć maleństwo, usłyszeć jego serduszko... Kończyło się szybko, tak szybko jak się zaczynało.

Tak sobie wczoraj planowałam, że jak będzie wszystko dobrze i zobaczę moją maleńką perełkę, to weźmiemy zdjęcie i szampana i pojedziemy do rodziców oznajmić im dobre wieści. Przecież oni znają mnie jak nikt inny, od dwóch tygodni wyczuwają, że coś się dzieje, że coś się zmieniło, a ja głupio zaprzeczałam, że przewrażliwieni są. Martwią się, a nie chcę żeby się martwili tylko cieszyli z nami. A gdyby nie daj Boże coś złego się stało, nie wyobrażam sobie przejść tego bez mamy.

Rozmawiałam z moim Mężusiem, który do późna pracuje, mało się widzimy, że bardzo bym chciała żeby się w piątek wcześniej do domu zwolnił, bo ja sama na tą wizytę nie pójdę, za bardzo się boję, że coś będzie nie tak i sama sobie z tym nie poradzę. Obiecał że się postara, a ja wiem, że mu się nie uda być z nami na badaniu...

Muszę być silna i myśleć pozytywnie, ale mój lęk jest na razie silniejszy ode mnie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2015, 21:51

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 27 sierpnia 2015, 10:20

Ciąża rozpoczęta 29 lipca 2015

<3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2015, 13:16

Szwagierka męża urodziła. Ogromnie się cieszę z ich szczęścia, mały jest piękny, po prostu ideał ale…. Oglądanie najpierw zdjęć a potem samego małego człowieczka było dla nas obojga ciężkie a co dopiero jak słuchałam dumnego tatusia jak się czuł gdy go zobaczył po raz pierwszy. Nie każe im nie rozmawiać o nim przy nas ale kurde trochę wyczucia. Jestem chyba egoistką….

A do tego my mieliśmy plan że naszemu synowi damy na drugie imię po zmarłym tacie męża, oni mieli ten sam pomysł. Mam nadzieje, że szybko doczekamy się naszego maleństwa bo chyba umrę z tego żalu… Mam lekką nadzieje, że ten cykl będzie szczęśliwy bo tydzień temu miałam zastrzyk a na pęknięcie 2 dorodnych pęcherzyków a od dwóch dni czuje straszny ból w bole brzucha i okolic jajników, takie dziwne kłucie, ciągnięcie. Zastanawiają mnie tylko testy owulacyjne pozytywne przez 5 dni, ciekawa rzecz… Oby to były dobre objawy

Terraska Czekamy na pisklaczka :) 27 sierpnia 2015, 10:50

23 tc (22t6d)
5t6d = 41 dni do zakonczenia pracy :)

Ostatnie USG ujawnilo plec naszego Maluszka - skoro juz wiemy, ze bedzie chlopczyk, trzeba przymierzac sie do szukania imienia :) Otworzylam sobie szwedzka liste imion i zapisalam takie, moze ktores wpadnie w oko mojemu S ;)

Anton
Adrian
Artur
Benjamin
Bruno
Kasper
Konrad
Daniel
Dominik
Gabriel
Henry
Hugo
Ingo
Jeremi
Joachim
Jan
Marcel
Norbert
Olaf
Valdemar / Waldemar
Alexander

Podoba Wam sie ktores? Ja mam juz kilka swoich typow, ale nie jestem do nich tak przekonana, jak w przypadku Niny. Nina nie miala praktycznie zadnej konkurencji, zarowno ja i S bylismy zgodni co do tego wyboru. A teraz... teraz bedzie troche trudniej ;)

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 27 sierpnia 2015, 11:05

W pierwszym wpisie na fioletowej stronie powinnam chyba napisać coś mądrego, podniosłego itp. A ja mam taką ogromną pustkę w głowie... Czuje się jak piętnastolatka która dowiedziała się że po dyskotece jest w ciąży a ja przecież jestem prawie trzydziestoletnią babą po in vitro ;) Przepraszam was moje bąbelki że wczoraj w was wątpiłam, już nigdy tego nie zrobię teraz jesteście najważniejsze. Bo jesteście tam we dwoje oczywiście? Już niedługo się przekonamy :)

Straciłam cie kochanie. Dlaczego? Nie umiem tego zrozumieć. Tak bardzo cierpię

Valhalla Nieśmiałe starania 27 sierpnia 2015, 11:56

Dzisiaj od rana mam wrażenie, że rozciąga mi się macica - takie odczucia są pewnie niemożliwe. Ciekawe, czy będę kiedykolwiek w stanie odróżnić prawdziwe objawy ewentualnej ciąży od tego, co serwuje mi wyobraźnia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2015, 11:56

mmarzenak Tak bardzo chce.. 27 sierpnia 2015, 11:58

2 dzień cyklu.. postanowiłam kupić testy owulacyjne i będę jeść len i obowiązkowo 2 litry wody mineralnej..
Zażywam już od dawna kwas foliowy i tran, jem też tabletki z mleczka pszczelego. Mężowi też każe jeść kwas foliowy, jeszcze pomyślę nad jakimiś witaminka dla nas. Ten cykl będzie szczęśliwy, szczególnie, że owulacja wypada na naszych upragnionych wakacjach- w sumie to będzie podróż poślubna, spóźniona trzy lata, w końcu!:) człowiek na wakacjach jest bardziej wyluzowany, odmóżdżony i więcej okazji na przytulaski:)czuje, że ten cykl będzie idealny, musi być, musi!

Wczoraj była u mnie kuzynka, która będzie w poniedziałek rodzić, oczywiście wszystkiego jej wypytałam. Ona starała się 2 lata, no tak wiem 2 lata, ale jest w ciąży i ja też będę prędzej czy później! a co!? będę chwila moment w ciąży i będę najszczęśliwsza na świecie! mhh nie wiem dlaczego jestem taka pełna optymizmu, ale to dobrze..

Julita ja czesto mam takie wrazenie jak by pies byl dla niego wazniejszy;/ juz nie raz mu to mowilam ze spedza ze mna za malo czasu ze jest mi przykro ale on tylko mowi ze przesadzam jest dobrze przez kilka dni a pozniej to samo;/ a do mamy nie pojechalam bo zabral mi moj samochod;/

jjjjjjjjjj.gif


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia 2015, 01:48

Może uda się że wyniki hormonów męża będą już dzisiaj. Jeśli nie, to jutro rano. Nie będę szukać na własną rękę interpretacji, obiecuję. Poczekam grzecznie do wizyty u lekarza. Mąż też poczeka bo on nie jest gorąca głowa, ja za raptus za nas dwoje.
Dzisiaj powiedziałam mamie o naszej sytuacji obecnej. Pocieszała mnie że dobrze że zaczęliśmy się badać i teraz trzeba pokornie słuchać lekarzy i nie tracić nadziei póki nam definitywnie nie powiedzą że nie ma szans. Trzeba wierzyć tyle ile się da, czasem się pomodlić, nie załamywać się i dbać o relacje w związku. Mądrą mam mamę :) Ale widzę, że ona to też bardzo przeżywa. Nie mogę się doczekać drugiego seminogramu. Mam nadzieję, że nie będzie identyczny jak pierwszy. Może to jeszcze jakaś pozostałość po jakiejś infekcji męża czy coś. Jestem dobrej myśli.
Dzisiaj podniosło mi się ciśnienie jak moja ciężarna przyjaciółka stwierdziła, że jej w ogóle nie wspieram, bo stwierdziłam, że jedna rzecz którą chce zrobić to kiepski pomysł. Po tym jak mi się wybekiwała najpierw że wpadła, potem że ma problemy z facetem i jeszcze masa innych rzeczy po drodze, po tym jak wielokrotnie negowała wszystko co ja mówiłam o swoich sprawach zamiast po prostu powiedzieć "będzie dobrze" dowiaduję się, że ja jej nie wspieram, bo mam inne zdanie na temat jednej tak naprawdę nieważnej rzeczy. Porzuciłam temat bo stwierdzilam że dyskusja nie ma sensu. Ona jest już na wylocie, za parę dni rodzi i kłótnia z nią teraz nie ma sensu. Poza tym jej zdaniem negowanie wszystkiego co robię to dobry pomysł bo mi przecież udziela dobrych przyjacielskich rad, więc to trochę błędne koło. O tym że między nami są czasem problemy już kiedyś pisałam. Widać w każdym związku trzeba raz na jakiś czas oczyścić atmosferę.
Chciałam sobie ułożyć jakiś swój przewodnik na to co nas czeka. Zapisuję to tu i teraz po to, żeby ewentualnie mieć się kiedyś czegoś złapać i doprowadzić się do porządku. Naczytałam się wielu mądrych rad, kilka z nich chciałabym wprowadzić w życie i zobaczymy jak to będzie.

1. Nie zadaję pytań typu "Dlaczego my?" itp. Na to nie ma odpowiedzi a tylko może to pogłębić moją frustrację. Jest wiele par które nigdy dziecka nie będą miały i może nasze problemy to jakaś kosmiczna sprawiedliwość wobec nich? Nie mówię też że życie jest niesprawiedliwe bo może jest sprawiedliwe w sposób którego nie rozumiem.
2. Myślę pozytywnie bo to ja jestem głównym odbiorcą swoich emocji, więc szanuję swoją psychikę. Chcę, żeby mi było dobrze więc się sama nie męczę. Moja pozytywna energia pomoże innym i przyciągnie dobre zdarzenia :)
3. Nie uzależniam całego swojego szczęścia od posiadania dziecka. To jak biblijne stawianie domu na piasku. Doceniam WSZYSTKIE dobre rzeczy w moim życiu, przyjmuję życie takim jakim jest i dziękuję Bogu za każdy jego dobry aspekt. Dziecko to bardzo ważny element naszego życia ale nie mogę wszystkiego uzależnić od tego czy zajdę w ciążę, bo jeśli nie zajdę to zamykam sobie wszystkie inne drogi do szczęścia.
4. Dbam o mojego męża, o jego zdrowie psychiczne i fizyczne. Nie pozwalam na to, aby problemy wpłynęły negatywnie na naszą relację. Na naukach przedmałżeńskich padło bardzo ważne dla mnie zdanie, że najlepszą rzeczą jaką matka może zrobić dla swoich dzieci to kochać ich ojca. Tutaj wszystko się zaczyna, w naszym związku. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Z problemem niepłodności możemy sobie poradzić tylko razem.
5. Dbam o siebie. Nie mówię, że nie ma sensu. Dbam o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Dobrze pielęgnuję swoje ciało i swojego ducha :) Dzięki ćwiczeniom będę zdrowsza i silniejsza, zarówno w kontekście psychicznym i fizycznym. Daję upust złym emocjom aby pozbyć się ich jak najszybciej, pielęgnuję pozytywne emocje.
6. Dbam o swoje relacje z innymi. Nie porównuję się z nikim, nikomu nie zazdroszczę, nie szukam winy ani rozładowania swoich emocji w innych ludziach. Nie rezygnuję z życia.

Muszę o tym pamiętać w pochmurne dni. Ja jestem typem człowieka który musi mieć plan i jakieś zasady wobec których trzeba działać. Tak jak teraz, kolejne etapy diagnozy męża są dla mnie jak punkty, i działamy od punktu A do punktu B, od B do C. Póki są jakieś punkty to mam nadzieję i działam.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)