Dziewczyny pojawiło się światełko w tunelu!!! :)
Mąż jest po wizycie u androloga i teraz czeka na usg, dopiero ma o 16 grrr! Ale dzwonił i androlog bardzo na plus :) Zrobił dokładny wywiad, pochwalił że mamy już wyniki hormonów i dał mnóstwo siły bo powiedział, że gdyby jądra nie pracowały, to hormony byłby zbyt wysokie (pewnie estrogeny) a one wszystkie pięknie w normie :D więc najprawdopodobniej gdzieś po drodze jest jakaś przeszkoda. Zbadał męża i na oko wszystko w porządku, wykształcone takie jak ma być. Jeśli jest jakaś niedrożność to na usg wyjdzie, i za tydzień z tymi wynikami wracamy do androloga i działamy dalej :) Mam teraz bardzo dużo wiary :) nawet jeśli to będzie jakaś ciężka niedrożność to jądra najprawdopodobniej pracują i może uda się z nich chociaż pobrać nasienie :) ale teraz włączam myślenie że po usunięciu niedrożności będą wystarczająco dobre parametry żeby się starać naturalnie :)

Dzisiaj na pewno zrobię jeszcze update kiedy się dowiem co tam na usg :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 15:54

Ewela0313 lottery ticket 22 września 2015, 17:00

Czy dziecko w brzuchu moze spac jak niedziwedz ??!! MOZE :)
Moj maly niedzwiadek wczoraj wlasnie to nam udowodnil. Teraz sie usmiecham, ale wczoraj mi nie bylo do smiechu, choc przyznam sie szczerze, ze jadac samotnie samochodem po torbe do szitala, caly czas gdzies w glowie mi siedzialo, ze to nie moze byc tak ,ze to juz, ze dzisiaj sie zobaczymy,ze przeciez ja nie jestem gotowa i nikt na to nie jest gotowy no i w sobote mam BABY SHOWER :) - choc ten ostatni argument to najbardziej z tych wszystkich byl beznadziejny ;)
Tak jak co poniedzialek wizyta i USG, troche sie wysiedzialam, troche bylam zmeczona, odczekalam grzecznie w kolejce i moja kolej. Ostatnie wizyty byly dosc szybkie, wiec i tym razem myslalm ,ze bedzie tak, nic bardziej mylnego....
5,10, 15 min - mlody sie nie rusza, tetno jest , oddech jest, ruchow brak... zaczynamy zartowac ,ze uparciuch, uciskanie mojego brzucha przez pania robiaca badanie- coraz bardziej mocne i coraz mniej przyjemne... nic, zmiana pozycji, nic, nastepna zmiana, nic, glaszcze go , pukam nic, przynosza mi jedzenie i znow naciskanie brzucha- jeden mimowolny kopniak- poczulam - ale to za malo, mija ok 40 min, badanie sie konczy - takie sa zasady ;(
Przychodzi pani doktor, naiwnie wierze, ze moze jeszcze raz beda probowac , a tu ktotkie pytania, torba spakowana? czy musze jeszcze podjechac do domu, gdzie maz? czy ma mnie kto zawiesc i w jakim czasie moge byc w szpitalu. Potem troszke spokojniej, zebym sie nie martwila, ze dzidziol jest duzy i ze sobie poradzi..... nie docieralo to co do mnie mowila. jak sobie poradzi, przeciez ja nie mam zamiaru rodzic ??!! nie teraz !!!
Cala droge do domu burza mysli, Robert w drodze , ja szybki prysznic, bieganina, bo czywiscie torba nie spakowana do konca- mlody cala nastepna godzine nic, ani jednego pukniecia....
Szpital- mimo stresu, bylam pod wrazeniem organizacji i szybkosci zalatwiania formalnosci- 5 min od wejscia na emergency do przejcia na oddzial i wejscia na sale ...... No i moje dziecie sie uaktywnilo :)) Podlaczyli mi KTG , za chwilke przyszla pani z aparatem do szczegolowego usg , gdy wlaczyla monitor, mlody juz w najlepsze szalal w brzuchu, ze mimo iz nie widzialam , to czulam doskonale :)) Kamien z serca, zaczynamy z mezem zartowac , zostala mi przydzielona polozna- baardzo mila starsza pani, ktora szczegolowo przeprowadzala ze mna wywiad i udzielala wszystkich niezbednych informacji :) Taki mielismy przedsmak tego co bedziedzie sie dzialo w tym szczegolnym dniu :)
Kazala mi bacznie obserwowac cisnienie, baaardzo duzo pic wody i kontrolowac sol. Piersza rzecza jaka zauwazyla, to moje obrzeki, nestety. Rece i nogi jak balony :( i to juz nie jest kwestia calego dnia, siedzienia, stania, chodzenia, budze sie i juz takie sa a pozniej jest tylko gorzej
SOL - bardzo dopytywala sie o diete, powiedzialam jej ,ze sole bardzo malo, ale ona nie dawala za wygrana, pytala sie ile jej wedzonych rzeczy ( szynka, kielbasa itp... bo wiedziala ,ze jestem z POlski :) )
WODA - wydaje mi sie ,ze pije duzo, ale fakt jest faktem , od jakiegos czasu troche mniej, zoladek mi sie skurczyl chyba bo podczas posilkow, mam wybor, albo jedzenie albo picie . Jedno i drugie, to za duzo...
Dostalam tez wskazowki co do reguralnego jedzenia i wyrownywania cukru we krwi, czesty odpoczynek i takie tam i do domu :)
Alarm odwolany :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 17:05

LaLuna Z nowym rokiem nowe życe? 22 września 2015, 17:53

Hej kochane, ide jutro do szpitala na wywoływanie porodu... Mały nie chce wychodzić. Chyba mu się nie dziwię.
Siedzę właśnie i płaczę bo boję się zostawić P z mamą samych. Pozabijają się.

Matka ciągle mi głowę o mojego narzeczonego. Dzień w dzień słyszę o nim same złe rzeczy.
Dziś powiedziała że mam spisać testament bo jak bym umarła podczas porodu to ona tu P nie zostawi a musimy ustalić gdzie on z dzieckiem pójdzie jak nawet domu nie ma...

Nie mam już sił.
Nie chcę wywoływania, chcę jechać do szpitala z P żeby tam ze mną był od początku do końca. Boję się wszystkiego.
Zamiast się cieszyć że do końca tygodnia będę miała synka w ramionach ja płaczę.
Potrzebuję psychologa.
Potrzebuję się wyprowadzić.
Potrzebuję żeby mama zniknęła z mojego życia.
ale tak bardzo jej potrzebuję i kocham i nie mogę samej zostawić.

A najbardziej nad wszystko kocham P i nasze dziecko i chce żebyśmy byli szczęśliwi.
A od kilku miesięcy nie jestem w ogóle szczęśliwa- o P nie wspominam nawet...
Nie chce nawet wiedzieć jak on się musi czuć.

Zepsuł się nam motor- nasz jedyny środek transportu, nie wiem jak mój kochany będzie w stanie mnie odwiedzać a mówi, że chce być codziennie. Może jeśli urodzę jutro to w sobotę wyjdziemy do domu?

Boję się wszystkiego.
Jezu jak bardzo boję się tego co będzie...

czarne+%252815%2529.png


Dnia 16 września 2015 roku około godziny 9:30 dostałam się bez kolejki do lekarza prowadzącego, po tym jak rano nasiliło się krwawienie... i usłyszałam to czego już byłam pewna - bardzo mi przykro... nie ma akcji serduszka...

... nie opanowany płacz, ból, złość, targały mną w tamtym momencie wszelkie złe emocje. Była ze mną mama, lekarz zawołał ją do gabinetu, powiedział co się stało, tłumaczył jej coś, dał skierowanie na zabieg... nie wiem co dokładnie mówił, widziałam tylko łzy mamy, a w głowie widziałam moje maleństwo i nie mogłam się opanować. Mama zawiozła mnie do domu. Leżałam na łóżku i płakałam, zanosiłam się z płaczu, krzyczałam, miałam ochotę zamknąć oczy i się nie obudzić. Mama siedziała na łóżku obok mnie i gładziła po głowie...

... zadzwonił mąż z pracy, nie byłam w stanie rozmawiać, nie wiedziałam co mu powiedzieć... jak mu powiedzieć o tym co się stało... odebrała mama, powiedziała mu żeby przyjechał, bo niestety muszę iść do szpitala. Wiedział dlaczego... nie musiała nic więcej mówić...

... za pół godziny był już w domu. Wydusiłam z siebie tylko przepraszam... położył się obok i tak w objęciach oboje nie mogliśmy powstrzymać płaczu...

Mama wróciła do siebie, a ja musiałam się spakować... Nie pojechaliśmy do szpitala, chciałam abyśmy ostatni raz spędzili noc we troje...

17 września obudziłam się o 5 rano z sinym bólem i coraz mocniejszym krwawieniem. O 7 wyjechaliśmy do szpitala. W drodze na izbę przyjęć wiedziałam, że już się zaczęło... czułam jak uchodzi ze mnie to czego tak bardzo nie chciałam stracić...

Pominę to jak potraktowano nas na izbie przyjęć w jednym z warszawskich szpitali, mimo skierowania do szpitala, mimo tego, że mąż wziął mnie na wózek, bo nie byłam w stanie iść, bo zwijałam się z bólu i zalewałam się krwią... posłał parę wiązek, wyrwał im moje dokumenty i zawiózł na oddział. A tam personel wspaniały i od razu odpowiednio się mną zajęli.

Po 11 zabrali mnie na zabieg i wyrwali mi część mojego serca... prysły wszystkie nadzieje, już nie mam złudzeń...

O 18 byliśmy już w domu... we dwoje...

Nasza maleńka Perełeczka przestała się rozwijać przynajmniej tydzień wcześniej, mimo że rwała się do życia i wszyscy się żarliwie modlili o jej rozwój i przyjście na świat, nasze maleństwo dołączyło do dwójki swojego niebiańskiego rodzeństwa...

aniol-spiacy-w-skrzydlach.jpg


Kochanie ja wiem, że ból kiedyś minie, ale rany w sercu się nie zabliźnią nigdy... Co noc nie mogę zasnąć... widzę Cię i słyszę Twoje maleńkie serduszko, które było melodią dla moich uszu... szkoda, że tatuś nie mógł go usłyszeć... Twojego braku nic mi nie wynagrodzi, poczucie winy i bezradności chyba nigdy mnie nie opuści... Bąbelku dlaczego los nam Cię dał i tak bestialsko odebrał?

Mamusia i tatuś Cię bardzo kochają... śpij spokojnie Perełeczko...


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 22:06

Wizyta w klinice

W związku z nadchodzącymi wyborami i groźbą, że pislam dojdzie do władzy, klinika przeszła najazd chętnych do skorzystania z IVF. Od dwóch tyg robi już listy na następny rok!
Pacjentki boją się, że wszystko się skończy i słusznie. Tak może być.

następną wizytę mam 16.12
wtedy też ustalimy konkretnie kiedy zaczynamy
od listopada mam dalej brać wit. D, DHA i kwas foliowy
cały czas euthyrox
w grudniu będziemy powtarzać wszystkie badania, bo te co mam są już przestarzałe

najważniejsze - w papierach jest info od embriologa, że poprzednio było źle komórkowo, nie dość, że mało, to jeszcze słabe
zarodek podano 4A
więc tym razem będziemy starali się wyhodować więcej i lepsze jaja

Po usg dobra i srednia wiadomość ;) ta srednia jest taka, ze nie sprawdził sie pomysl z niedroznoscia i wszystko jest drozne i przyczyny trzeba szukac dalej. Zdecydowanie dobra wiadomość jest taka, ze budowa jąder w normie, sa wykształcone takie jakie maja byc i nie ma żadnych widocznych wad. Sa jakies minimalne zylki ale lekarz który robił usg kazał sie tym nie martwic i powiedzial, ze takie cos moglo sie zrobic po wnetrostwie i nie powinno miec wpływu na wyniki. Nie miał podstaw do stwierdzenia, ze jądra nie pracują. Zobaczymy za tydzień co powie androlog.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 22 września 2015, 21:04

20dc
Mam wrażenie, że utonęłam w stercie papierów i nie mogę z niej wyjść.. I to jakoś tak od początku września się ciągnie.. Mam nadzieję, że razem z końcem miesiąca wyjdę z niej..

pati87 kolejne starania, czy warto? 23 września 2015, 10:26

dr roszkowski pow ze w przypadu tak ciezkich wad, nie daje praktycznie szansy na to ze synio kiedykolwiek zacznie chodzic (nie wiadomo ile by zyl moze pare godzin, dni, miesiecy, bardzo rzadko lat) nie trzymal by moczu i kalu, ma duze wodoglowie ktore bedzie roslo, i wiele innych wad w mozgu

nat_alia Trzeba wierzyć - będzie dobrze 22 września 2015, 21:59

Jestem po ostatniej wizycie
Mały waży 3100g :D
moja szyjka bez zmian i bez rozwarcia
skurcze jakie mam 80-100% nie wpływają na macice :(

niestety mały miał dzisiaj podwyższone tętno i do tego kkiepski przepływ w główce co może świadczyć o niedotlenieniu, ale na szczęscie przepływ w pępowinie jest ok więc lekarz mówi ze nia mam się zbytnio przejmować i tylko kontrolować ruchy małego jeśli między ruchami będzie przerwa dłuższa niż 2,5h zaraz mam jechać do szpitala.

Dostałam również skierowanie na wywołanie porodu na 5.10 chyba że wcześniej urodzę co bardzo bym chciała :)

Pola Irene Moje zapiski ze starań 24 września 2015, 12:06

Ciąża zakończona 24 września 2015

Od ostatniej wizyty u gin, jestem jakaś zrezygnowana..sama nie wiem czy bardziej faktem, że będę musiała szukać nowego lekarza czy że nie mam owulacji. Czuję, że jeżeli chodzi o tę drogę to będzie baaaardzo długa i wyboista;(

Ale jest się też czym cieszyć, bo w sobotę widzieliśmy już na żywo nasze mieszkanko:) jest po prostu idealne i już się nie możemy doczekać kiedy będziemy mogli się tam przeprowadzić, a jak dobrze pójdzie to jest szansa że będzie to koniec października:)

Aha i potrzebuję polecenia jakiegoś dobrego ginekologa, który pomoże nam postarać się o fasolkę z Gdańska:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 września 2015, 23:01

Adin Czekając na Twój uśmiech.. 23 września 2015, 08:10

Tez czuje ze zadne in vitro nie e bedzie grane czuje ze do swiat sie uda. Zawsze mamy problen z Babcia na swieta zeby przyjechala. To teraz smialam sie do rodzicow ze jak zadzwoni sie do Babci w grudniu i powie ze bedzie bocianowy mikolaj w tym roku to na pewno przyjedzie ;-)

WCzoraj przyszly zapasy testow jak również termometr owulacyjny :-) znowu biore sie za mierzenie. Musze lepiej nauczyc sie swojego ciala. Dostalam tez 4 saszetki inofemu w gratisie. Bardzo dobrze. Myslalam zeby to kupic to akurat bede mogla sprobowac :-)

Milego dnia!

mia6 Trudna droga do spełnienia marzeń. 23 września 2015, 08:17

Czwartkowa wizyta u dr Cz. to była kompletna porażka... niczego się nie dowiedziałam, ledwo zdążyłam się ubrać, a już następna dziewczynę wolała, a na koniec jeszcze zebrałam opieprz(?!), że chcę L4 i dlaczego przychodzę rano, skoro dr M. przyjmuje po południu... Myślałam, że szlag mnie trafi :/ Ja rozumiem, że było dużo ludzi, zamieszanie, ktoś zemdlał itd., ale nic nie usprawiedliwia chamstwa i takiego traktowania pacjentki, za którą dostają kasę.
W sobotę byłam na kolejnej wizycie tym razem już u dr M. i było miło jak zwykle :)

W niedzielę o 23.00 mężuś podał mi Ovitrelle, no i wczoraj przed 11.00 miałam punkcję :) Obsługa w klinice jest super, a pani anestezjolog jest cudowna :) Pobrali 9 pęcherzyków i teraz siedzę jak na szpilkach i czekam na telefon z kliniki ile jajeczek było, jakie wyniki męża, ile się zapłodniło i dobrze rokuje... stresuje się bardziej niż przed punkcją :( Jak wszystko pójdzie dobrze, to w piątek mam mieć transfer. Wykupiłam od razu wczoraj leki i myślałam, że padnę jak pani podała mi kwotę :| no ale czego się nie robi dla maleństwa... :)


Koszty:
- Menopur i Cetrotide - 352,14 zł
- Cetrotide i Ovitrelle - 175,57 zł

po punkcji:
- Lutinus, Fragmin, Zamur - 922,42 zł

Rozpoczelam 13 tydzien i co za tym idzie drugi trymesrt :)
Wczoraj bylam na genetycznyhm, wszytsko ok. Chyba bedziemy mieli synka ;) lekarz nie chcial mi powiedziec, mowil ze za wczesnie, ale jak go przycisnelam to powiedzial ze widzi chlopaka. Maz twierdzi jednak ze bedzie to dziewczynka. Zwlaszcza jak widzi mnie opychajaca sie zelkami :) jednak wygladam za dobrze, za normalnie (nie bede slodzila za wygladam ladnie) czuje sie tez najnormalniej na swiecie, co wskazuje jednak na synka. Maluszek ma tez tetno "chlopyczkowe", 140 co wizyte. Obylo sie takze bez antybiotyku, jakos udalo mi sie rozcienczyc, i mocz wyszedl juz lepiej. Z wagi wyjscowej mam 2 kg na plusie. Fajny widok na usg, maluch brykal, machal raczkami, nozkami-slodki widok. Najwazniejsze ze wszystko ok pod wzgledem genetycznym, a co sie juz urodzi to naprawde obojetne. Troche sie pospieszylam z tymi ogrodniczkami dla dziewczynki ;) najwyzej komus je dam ;)

muminka83 My 23 września 2015, 08:36

Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo trudny.

Otrzymałam wczoraj wiadomość od swojej przyjaciółki. Nie była to wiadomość miła. Stwierdziła w niej że jestem obłudna, podła a wszystko robię z myślą by ją upokorzyć i śmiać się z niej.
Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi. Wyjaśniła mi i powiem szczerze że czuję się fatalnie.

Trzy tygodnie wcześniej Ja, moja przyjaciółka i jej kuzynka Ola która też jest moją przyjaciółka spotkałyśmy się z dzieciakami na Placu Zabaw.
Tam zadałam pytanie Justynie jak jej brat sobie radzi bo mija dwa lata od rozwodu ( pytałam dlatego że dawno nie rozmawiałyśmy na ten temat) Ona zaczęła opowiadać wtedy Oli o tym że się rozwiódł bo okazuje się że jej kuzynka o tym nie wiedziała a mieszka 3 bloki dalej niż ona. Ja też nie miałam o tym pojęcia że nie wie i myśląc że Ola wie co w trawie piszczy zadałam ogólne pytanie.

Tak więc poinformowała mnie że upokorzyłam ją że perfidnie zmusiłam do tego by musiała powiedzieć że tak jej brat się rozwiódł. :(

Przeprosiłam ją bo rozumiem że mogło jej być przykro ale z drugiej strony mogła uciąć rozmowę. Nie zrobiłam tego perfidnie, złośliwie. Nie jestem podła a mimo to zrobiło mi się smutno i ciągle o tym myślę.

Mam nadzieję że jej przejdzie. Nie lubię takich sytuacji i nie chciałabym jej stracić. Nie czuję się winna ale boli mnie to bo staram się byc dobra wobec wszystkich a szczególnie tych co są mi bliscy :( tak więc depresja

Ciąża zakończona 09 września 2015


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2015, 14:10

Ależ wczoraj był dzień, jedną z moich przyjaciółek wiozłam na porodówkę, a z druga rozmawiałam o tym czy może być w ciąży czy nie. Oczywiście nie chce być a ma jakieś dziwne objawy ale ciężko stwierdzić, wiadomo jak to jest.

Przyjaciółka w ciąży miała wczoraj wieczorem skurcze co 10 min a przed chwila mi pisała, że idzie na porodówkę. W końcu bo Zuzanna dłuuugo nie chciała wyjść mimo, że termin był na 15.09 a podejrzewali, że wyjdzie wcześniej bo była duża. We wczorajszych badaniach wyszło że ma 3800.! Oglądałam jej zdjęcia z usg i na jednym małej było widać włoski na główce hehe ale czad! :) Jeszcze biedna mamuśka całą ciążę była zdrowa a teraz się przeziębiła i ma katar i kiepsko sie czuje biedna.

wczorajszy dzień był strasznie zaganiany. Byłam potem mega zmęczona i śpiąca.

4 dpo dziś. Jeszcze z tydzień czekania na test. Dobrze w sumie, że jest wesele, chociaż parę dni będę myśleć mniej ;)

mia6 Trudna droga do spełnienia marzeń. 23 września 2015, 09:29

Dzwonili przed chwilą z laboratorium.
Z 9 pęcherzyków 6 było dojrzałych i 6 się zapłodniło! :D
W piątek transfer, a jutro będą dzwonili z informacją o której i jak się dzielą :D O jak mi ulżyło! :) Dzielcie się kochane maleństwa <3 <3 <3

pati87 kolejne starania, czy warto? 23 września 2015, 10:30

skierowal mnie na amniopunkcje,
bylam w poniedzialek,
a wczoraj bylam u genetyka bo zdecydowalam sie na zabieg terminacji,
nie potrafilabym patzrec jak moj kochany Ksawierek cierpi,

w moim przypadku nawet na wynik amnio nie beda czekac, (wynik jest po okolo 4-6tygodni)
zabieg bede miala w poniedzialek chyba, bo to niestety wyglada jak normalny porod daja tabletki dopochwowe na wywolanie skurczy i rozwarcia, trwa to od kilku godzin nawet do doby, po poronieniu dopiero daja narkoze i lyzeczkuja macice


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 16:23

10 dc, 9 ds

Dziś poszło chyba trochę szybciej z zastrzykami - pobudka o 5:35, o 6:07 ostatni zastrzyk wstrzyknięty. Znowu wielki, swędzący rumień po Cetrotide.
Jedyne co mnie pociesza, to myśl, że już kończymy stymulację. No i że jest dużo pęcherzyków, bo to daje nadzieję, ze nawet jak się za pierwszym podejściem nie uda, to (może) będą mrozaczki i nie będę musiała się więcej kłuć.

A w tym, że to takie dla mnie strasznie nie ma nic dziwnego. To po prostu trauma z dzieciństwa...
Jako dziecko, mając 3-4 lata, spędziłam trochę czasu w szpitalu na różnych, najczęściej bolesnych zabiegach. Mam z tego okresu bardzo mgliste wspomnienia - otaczają mnie ludzie ubrani na biało, wciskają jakieś rurki do gardła/nosa, wbijają igły... Tamte zabiegi tak mocno wyryły się w mojej pamięci, że do mniej więcej 5-6 roku życia, uciekałam z rykiem gdy widziałam kogoś ubranego na biało (piekarza, albo jakiegoś przechodnia na ulicy w białym płaszczu). A gdy miałam mieć pobieraną krew/ dostać zastrzyk (szczepionka) potrzeba było 6 ludzi - u mamy na kolanach, po jednej osobie do każdej nogi/ręki + osoba która ma zastrzyk/pobranie zrobić. Tak się wyrywałam.
Do dziś jedyne co mi pozostało to paniczny lęk przed igłami. A teraz... teraz muszę sobie robić codziennie sama zastrzyki... Mąż niestety, nawet psu nie potrafi zastrzyku zrobić (to moje zadanie). Więc cała ta stymulacja jest dla mnie bardzo traumatyczna. Co noc śnią mi się koszmary o igłach i zastrzykach...
Ale muszę to jakoś znieść... Nie mam wyboru...


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2015, 11:07

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)