29 TYDZIEŃ (28t4d)

Waga 64,5 kg
Brzuszek 100 cm
Biust 92 cm
72 % ciąży za Nami
79 dni do TP wg. belly, 75 wg. ost. USG

Jejkuuu ale jestem szczęśliwa, udało się Nam wbić na porodówkę szpitala w którym chcę rodzić. I powiem Wam, że po prostu bajka. Czysto, przestronnie, nowy sprzęt, położna bardzo sympatyczna odpowiadał na wszystkie nasze pytania, nawet te najdziwniejsze :P A do tego jak tam cicho w ogóle jak nie w szpitalu...I widziałam tyle malutkich bobasków-noworodków przez szybkę :D aż trudno uwierzyć, że za niecałe trzy miesiące Nasz Kochany Maks też będzie jeździł w takim szpitalnym wózeczku, że będę mogła go ukochać, ucałować, przytulić, powąchać jego kochane ciałko...ach rozkleiłam się. Ale do sedna. Oto co się dowiedzieliśmy:

1. Przy przyjęciu do szpitala potrzebny jest wyniki grupy krwi i gbs, na szczęście nie muszę powielać hbs i wr, te z początku ciąży wystarczą
2. Położne jak najbardziej zapoznają się i starają się działać zgodnie z planem porodu
3. Sale porodowe oddzielne/ pojedyncze, nowoczesne regulowane łóżka, siedzonko dla taty obok, w sali prysznic i toaleta a zaraz obok pokoik noworodka z takim specjalnym łóżeczkiem podgrzewanym dla maluszka :-)
4. Rodzę w swojej koszuli, maluszek jest ubierany w Nasze ubranka, podgrzane wcześniej na tym właśnie specjalnym łóżeczku,
5. Podczas porodu można spojenie jeść i pić, podawana też są normalnie posiłki szpitalne,
6. Mąż może być przy każdym moim badaniu, jak maluszek się rodzi tata może przeciąż pępowinę ( gdy przestanie tętnić) a także być przy badaniach maluszka
7. Lewatywa i golenie na życzenie, wenflon zakładany jest tylko w razie potrzeby,
8. Na sali dostępna jest piłka do skakania i imersja, jak najbardziej wspierany jest poród aktywny,
9. Ewentualna indukcja porodu jest przez podanie oksytocyny, przebicie pęcherza płodowego. KTG podłączane jest na izbie przyjeć i jeżeli jest ok to na porodówce nie jestem podpięta cały czas,
10. Znieczulenie ZZO dostępne już przy 3 cm rozwarcia, nie trzeba wcześniej żadnych szkoleń z anestezjologiem, dostępny też gaz rozweselający a do tego nacinanie krocza i zszywanie robione jest też pod znieczuleniem miejscowym, ( TO MNIE MIŁO ZASKOCZYŁO)
11. Ochrona krocza jak najbardziej jest stosowana, ale bardzo ważne jest abym już teraz ćwiczyła mięśnie i masowała je sama w domu,
12. Kontakt skóra do skóry trwa do 2 godzin, jesteśmy na sali we troje, przystawiać do piersi pomagają zaraz po porodzie, na oddziale dostępny też jest doradca laktacyjny. Podczas porodu można przynieść swoją świeczkę zapachową i nawet posłuchać swojej muzyczki - Nie omieszkam skorzystać :)
13. Sale położnice są 2,3,4 i jedna 5-osobowa z łazienkami na korytarzu, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Najważniejszy jest bezpieczny poród i zdrowie Małego,
14. I na koniec niespodzianka - okazało się że odwiedziny na oddziale jednak są - co prawda trzy razy po godzinie ale i tak jestem prze szczęśliwa :)

Wyszliśmy tacy uradowani . Ja oczywiście się poryczałam. Mąż myślał, że ze strachu po obejrzeniu tego łóżka porodowego ale nie, ja płakałam ze szczęścia, że tego wszystkiego doświadczam, że jest mi to dane, że już nie mogę się doczekać naszego pierwszego spotkania :-* i nawet nie czuję strachu, no może ociupinkę ;-)

A tak z innej beczki, to wyskoczyłam wczoraj na zakupy i na chwilę obecną moja wyprawka do szpitala prezentuje się tak :

0b3460290666a37cmed.jpg

Tym pozytywnym akcentem kończę i życzę Wam kochane udanego weekendu :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2015, 16:10

sosenka Serduszko pod moim serduszkiem 7 października 2015, 08:48

Jestem zła na swojego męża. Mało angażuje się w ... dziecię. Bardzo je chce, ale przecież ze snu się nie bierze. Za dużo pracuje, ciągle zmęczony i zestresowany. Nie ma ochoty.
Smutek.

Miesiące będą mijać. Nie wiem kiedy to zleciało, że ja już mam 28 lat?! Przed chwilą miałam 18.

Od 4 miesięcy serduszkujemy w dni płodne. I nic.

100krotka:) Czekając na druga kruszynkę... 3 października 2015, 20:41

Annielcia sliczny to moze jest a jaki nie dobry...:)

Strasznie podobal mi sie dzisiejszy dzien:) rano wspolne zakupki, pozniej wspolne sprzatanko, jeszcze pozniej ja gotowalam maz ogarnial podworko i w koncu goscie :)
Przyjechala dzis do nas moja siostra z mezem i polroczna corcia:) posiedzielismy pogadalismy(panowie lykneli % ) ja sie wybawilam z mala bylo fajnie :) Jest przeurocza smieje sie gaworzy :) i taka juz duza :)

dzabuch moja terapia 3 października 2015, 20:45


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 12:21

maryska90 Pamiętnik kojący zbolałą duszę... 3 października 2015, 20:53

4 dzień :) czas powoli płynie, oby dopłynął do celu. Dziś czuje się dobrze :) relanium odstawione więc nie jestem już tak ospała jak przez ostatnie dni :) jajniki bolą ale częściej po prawej stronie i od czasu do czasu boli pachwina. Oprócz tego mega bolące cyce :D ciekawe czy to dobry znak czy to przez hormony przyjmowane tonami... Zobaczymy...

18 DZIEN CYKLU.

Wczoraj byliśmy na Roczku u Szkraba <3
Jery ale mnie dzisiaj głowa boli :P
Ale przynajmniej smutki opite ! ;-)

Chcę bardzo takiego Malca no! :D <3 <3 <3
Chce Chce chce chce chceeeeee........!!!!!!!!!!!
I bede miała ! A co! :D
I to w tym Cyklu! :D
Uda sie wierze w to ! <3 <3 <3



Owulka była jestem tego pewna ! :D
Bolały mnie jajniki w cholere! Jak nigdy no !...
Nie moglam ustac na nogach musialam sie skulic i lezec tak przez caly dzien prawie.
Śluz rozciągliwy mega..
i test pozytywny dwie mega czerwone krechy :P
(szkoda ze nie na tescie ciazowym)



No ale dziewuchy za tydzien bede widziala takie dwie grube krechy na teście ciążowym! :D
<3 <3 <3

No to dziś mamy pierwszy dzień nowego cyklu. Załamka :( zabieg będzie przesunięty dopiero po nowym roku, a chciałam skończyć to w tym :/ przykro mi ale takie jest życie. Moje skrzydła znów zostały podcięte ;(

koniec @. Nie umiem się pogodzić z porażką. Wyję z bezsilności, pytam dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało. Tyle lat starań i nic .... boli mnie wszystko, ale ten ból psychiczny jest najgorszy.

Margo84 Moje marzenie - duża rodzina 3 października 2015, 23:47

Miał być monitoring ale nie było...
W piątek gdy stawiłam się po 12 na oddział na szybkie podglądanie okazało się że moja pani doktor chwilę wcześniej poszła na blok operacyjny. Minimum godzina czekania. A ja tyle czasu nie miałam bo do pracy trzeba iść. Szkoda
Mimo to postanowiłam brać luteinę. Miało być przy potwierdzonej owulacji no ale co począć. Lepiej tak niż nie brać wcale i potem znów sobie pluć w brodę.

Pytanie do moich wspaniałych koleżanek - czy luteina zaburza wykres?? Czy podnosi temperaturę??
W ulotce nic na ten temat nie pisze a gdzieś się chyba kiedyś spotkałam z takim tekstem właśnie.

Coś podbrzusze mnie boli i nie wiem co to jest. Jak na ból owulacyjny to trochę szybko. No cóż czas zacząć starania :) buziaki dla wszystkich oczekujących na dwie kreseczki. Dobrej nocy Wam życzę :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2015, 00:50

OlaN ....... 4 października 2015, 06:04

Ciąża zakończona 4 października 2015

kassik Wlazł kotek na płotek 4 października 2015, 09:12

12 dpt, jajniki uporczywe-czyżby naturalny cykl dawał o sobie znać :( pozwoliłam sobie na głupi pomysł i zrobiłam sikańce porównańce i dzisiejsza kreska jest bledsza niż wczorajsza :(((( serce mi pęka, tym razem było tak blisko upragnionego sukcesu :( jak to powiedział mój mąż "nie pykło". Głowa z nerwów mnie napierdziela, chęci do życia brak. Najgorsze jest to, że trzeba się szybko pozbierać i wymyślić co dalej. Następna rządówka zapewne po nowym roku do tego czasu można zrobić jakieś badania immunologiczne.

Asana mój pamiętnik 4 października 2015, 09:47

automat zaznaczył, że jestem 3dpo, zadziałam jeszcze dzisiaj
wszystko inne się nie liczy

tiamarija ciągłe wahania 4 października 2015, 10:23

Ostatni raz pisałam pamiętnik w podstawówce. Można się nieźle uśmiać jak do niego sięgam... Ciekawe jak będzie z tym ;-)
To co mi najbardziej dolega w kwestii dziecka, to ciągłe wątpliwości.
Jestem szczęśliwa. Mam pracę, w której się spełniam. Mam męża, który jest najlepszym facetem jakiego znam. Pokonaliśmy razem poważne problemy zdrowotne (choć nie związane z płodnością), dotarliśmy się. Jesteśmy przyjaciółmi i jest nam dobrze.
Najbardziej lubiłam stan, że się dorabiamy zawodowo i finansowo i chcemy być odpowiedzialnymi rodzicami, którzy przyjmą nowe życie, gdy będą sami dojrzali i przygotowani.
Mąż czasem żartuje "co z ciebie za baba, to ty powinnaś nalegać, żebyśmy mieli dziecko, gdzie twój instynkt?".
A instynktu nie ma.
Nie wiem, może to praca i brak czasu. Może to wzorce z domu, gdzie mama powtarza (odkąd pamięam) jak to sobie życie zmarnowała poświęcając się dzieciom (a ma ich czworo) i domowi.
Może też trochę to, że ja całkiem dobrze wiem jak wygląda opieka nad małym dzieckiem, bo jestem najstarsza w rodzinie i wychowałam w zasadzie najmłdoszą siostrę, paru kuzynów, a w czasie studiów pracowałam jako opiekunka do dzieci. Oczywiście własne, to co innego niż czyjeś. Ale znam wiele matek (pomijając moją mamę, która jest naprawde nieszczęśliwa i sfrustrowana życiowo), które mówią nie tylko o blaskach, ale o cieniach macierzyństwa. Których się właśnie obawiam.

Może za dużo analizuję. Za bardzo chciałabym panować nad swoim życiem?

Zawsze byłam zdrowa jeśli chodzi o sprawy kobiece. W rodzinie wszystkie kobiety zachodziły, nosiły i rodziły dzieci bez komplikacji. Więc tym bardziej myślałam, że mogę czekać, bo ciąża nie powinna być problemem. Tyle, że mama, babcie i ciocie w moim wieku rodziły swoje ostatnie, a nie pierwsze dzieci :-P
Ale jednak stress w pracy, częste podróże, niedosypianie, no i pewnie też już wiek... sprawiły, że zaczęły się problemy z wysoką prolaktyną. To tym bardziej skłoniło do myślenia, że nie ma już sensu dłużej zwlekać.
Tak więc wdrożyłam działania mające na celu uspokojenie gospodarki hormonalnej. I w tle tych wszystkich wątpliwości postanowiliśmy jednak, że to ostatni gwizdek i zaczynamy.

Oczywiście życie bywa przewrotne. Akurat gdy zaczęliśmy starania, mąż dostał półroczny staż zagraniczny :-P.
Nasze pierwsze podejście było na wariackich papierach, tuż po powrocie z 2 miesięcznych prac terenowych, nie miałam chyba nawet owulacji. Drugie już lepiej. Oraganizm się uspokoił, więc owulacja była. Tyle, że musiałam już samolotem lecieć do męża... :-P Niestety bilet kupiłam na termin ovu policzony według wcześniejszych cykli, ale w tym miesiącu akurat mi się skróciło o 2 dni. Więc wylądowałam u mojego nasieniodawcy akurat w dzien prawdopodobnej ovu ;-) Więc możliwe, że się parę godzin spóźniliśmy.

Jak pomyślę, że może ciąża blisko to mam mieszane uczucia. Ale znowusz świadomość, że mielibyśmy się starać np 3 lata też frustrująca...
No nic. Biologia zadecyduje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2015, 17:01

Dziś po przebudzeniu przypomniało mi się, jak jechałam do lekarza i tego dnia usłyszałam, że muszę jechać do szpitala i usunąć ciążę, bo się nie rozwija, że właśnie tej nocy śniło mi się moje dziecko. To była dziewczynka o karmelowych włosach i z pięknymi niebieskimi oczami. Była u mnie w brzuszku i się tak cudnie do mnie uśmiechała. Była piękna. Po chwili widziałam na jej twarzy inny uśmiech mówiący , że "tym razem nie będę Twoja" taki lekko ironiczny. Jak jechałam do lekarza opowiedziałam ten sen mojej siostrze, która była przy mnie. Na początku milczała a później powiedziała, że to na pewno nic takiego. A może to był znak, który już gdzieś przeczuwałam. Nie wiem, akurat dziś mi się to przypomniało.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2015, 10:27

muminka83 My 4 października 2015, 10:43

Dziec­ko może nau­czyć do­rosłych trzech rzeczy: cie­szyć się bez po­wodu, być ciągle czymś zajętym i do­magać się - ze wszys­tkich sił - te­go, cze­go pragnie. - Paulo Coelho » Piąta góra

Martynka92 Czekając na wymarzoną Fasolkę... 4 października 2015, 12:21

Dong quai zapisać i zapamiętac no i kupić:)

Cel na ten cykl:
1) jeść duuużo orzechów włoskich swoich z podwórka, migdałów i troszku winka:)
2) bacznie się obserwować i wypatrzeć owulkę:)
2a) przytulać się z M regularnie:) i z ochotą:)
3) 7dpo iść na badanie progesteronu, który jakże inaczej powteirzi, że owulka była :D
4) zafasolkować w końcu, bo przecież wszystko będzie w idealnym porządku
5) nie stresowac się, odsunąć od siebie złe myśli, bo Fasolka nie lubi stresu!!!
6) ujrzeć na teście dwie piękne, tłuściutkie krechy :D

Plan zajebisty, ciekawe jakie będzie jego wykonanie:)

karmar Projekt Niespodzianka 2025 ❤️ 4 października 2015, 12:30

Powoli zaczynam czuć oddech porodu na swoim karku... Spojenie zdecydowanie boli bardziej niż wcześniej, dziś o 7:00 obudziły mnie bóle miesiączkowe i ból w krzyżu. Skurcze też co jakiś czas dają o sobie znać (ale to takie skurcze treningowe,nie te prawdziwe). Myślę,że szansa na to,żeby Michał przyszedł na świat w wyznaczonym deadlinie jest całkiem realna, co mnie cieszy niezmiernie :) Dużo osób się za nas modli,liczę na ich chody u Pana Boga ;) Dopadł mnie tylko nieszczęsny katar :( Do tego stopnia,że nie czuję smaków i zapachów..:/ Akurat jak zaszłam w ciążę,też chorowałam,więc to dla mnie trochę powrót do korzeni ;) Mój kochany Mężuś pięknie posprzątał chatę, dając mi wytchnienie..mam ochotę ułożyć jakąś pieśń pochwalną dla tego człowieka <3 <3 <3

Przyszła @ dzień wcześniej,czyli dziś na noc biorę pierwszą tabletkę bromka :/ Naczytałam się ,że powoduje tyle skutków ubocznych że pewnie zasnąć nie będę mogła:/ Niepohamowana potrzeba wydawania pieniędzy? Skłonność do hazardu? To moje ulubione :) Oby mnie ominęły bóle i zawroty głowy i wszystko co związane z jelitami.
Na ten cykl jakoś szczególnie się nie nastawiam bo i tsh niziutkie i prolaktyna na tyle wysoka,że na bank nie zbiję jej w 14 dni do owulacji.

roletka Łódką do Groszka... 4 października 2015, 12:45

17t0d

Ja leżę już 5 tydzień, biodra to chyba po porodzie będę miała do wymiany tak samo krzyż, 10.09 dostałam kolejnego krwawienia na szczęście nie zostawili mnie w szpitalu na usg wszystko było dobrze nie było widać żadnego krwiaka ani nic tylko łożysko jeszcze minimalnie na szyjce było, u mojego gina na wizycie już wszystko prawidłowo maluchy miały trzy tyg temu ponad 8 cm m zachwycał się malusimi stópkami a ja nie zauważyłam nawet bo skupilam się na tym że są całe i zdrowe, co jakiś czas boli mnie brzuch bo przez brak ruchu mam straszne gazy do tego odkąd biorę żelazo zauważyłam że jeszcze bardziej jestem napompowana, we wtorek mam wizytę mam nadzieję że łożysko już się ładnie podniosło, co prawda mam dalej brudzenia ale na szczęście krwi już nie ma, w poniedziałek idę na krzywa cukrowa i juz się boję jak ja wysiedze te dwie h tzn dla mnie to będzie bajka w końcu posiedzieć ale martwię się ze jakieś plamienie albo nie daj Boże krwawienie się pokaże :-/

Poza tym czuje się dobrze, brzuszek rośnie, maluchów jeszcze nie czuję chyba bo ciężko mi stwierdzić czy to co czuje to maluch czy ciągle tańczące salse jelita :-) no i w niedziele zaczynam 18 tc :-) strasznie mi ten czas leci ale i tak wolalabym żeby już był styczeń conajmniej bo przez te brudzenia nie potrafię do końca cieszyć się moim stanem

No to u mnie sumie tyle :-)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)