Mialam nie robic testow owu ale szkoda mi, zeby sie zmarnowaly, wiec dzis tez zrobilam i... pozytywny jak nic, mezu nie mial dzis zbyt sily na dzigi, dzigi
ale udalo mi sie go skusic
hehe... tylko nie wiem, czy uda mi sie to przez kolejne 4 dni
zobaczymy
dobrze by bylo tak na wszelki wypadek 
Narzekałam na brak objawów no i wykrakałam... Wczoraj przed 14 na papierze pojawił się zabarwiony śluz. Najpierw na bladoróżowo, a potem na beżowo-brązowo. Wpadłam w panikę od razu myśląc, że to już @. Zadzwoniłam do kliniki i pani dr powiedziała, że może to być uraz mechaniczny od aplikatora z Lutinusa, albo niedobór progesteronu. Wypisała mi receptę na duphaston i mąż pognał do kliniki, bo tylko godzinę do zamknięcia miał. Zdążył, lek kupił, aplikator wyrzuciłam. Wieczorem pojawiła się jeszcze mała beżowa kropka na wkładce i od tej pory cisza. Zdecydowanie ten dodatkowy stres nie był mi potrzebny. Dodatkowo delikatny ból brzucha mi się pojawił, jakbym kamień w nim miała, a momentami jajniki ciągną. Nie jest to stały ból ani uciążliwy, pojawia się od czasu do czasu na chwilę i przechodzi.
Miałam wczoraj iść na spotkanie z klasą z LO, ale tak się wystraszyłam, że zostałam w domu i leżałam. Dzisiaj też się oszczędzam i pomimo tej pięknej pogody chyba nie skuszę się na spacer.
Koszty:
- Duphaston, Iladian - 88,47 zł
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2015, 21:19
Dopiero dziś mam chwilę żeby spokojnie coś napisać.
Wizyta mnie zdołowała.Przez 2 dni chodziłam struta.Na szczęście dzięki temu że ten weekend spędzam ze swoimi siostrami jest dużo lepiej.
Własciwie wizyta przebiegła ok. Bo wyniki ze szpitala są ok oprócz prolaktyny po obciążeniu, która wyszła za niska (!).
To dziwne bo zawsze słyszałam o za wysokiej.Powiedziałam że biorę bromergon więc może dlatego taki wynik.Lekarz stwierdział że faktycznie możliwe, ale w zaleceniach ze szpitala mam wykonanie rezonansu przysadki mózgowej.Jak chcę to może mi zrobić go w szpitalu tak profilaktycznie.Powiedziałam że chce ale teraz się zastanawiam czy jest sens.Musiałabym wziąć wolny piątek a w październiku mogę tylko jeden wziąć lub dopiero w połowie listopada.
Zobaczę jeszcze.
Wyniki męża chyba średnie.Lekarz pytał o papierosy, alkohol, nadwagę.. Męża jednak te rzeczy nie dotyczą.6% pleminków o prawidłowej budowie mu się nie podobała, ale stwierdził żeby narazie się jeszcze starać przy tych wynikach.
Zapytałam o urologa dla męża.Lekarz dał mi namiary na jakiegoś i potwierdził że warto go odwiedzić.
Ponadto dalej kazał brac duphaston bo progesteron mam już dobry.
Pobral mi też wymaz z szyjki na wszystkie możliwe choroby chyba i posiew z pochwy w gratisie.W sprawie wyników mam dzwonić 09.10 ok 13:00.
, czyli dowiem się wszystkiego w 16dc i potem pewnie leczenie.Jeszcze 5 dni...
Ten cykl odpuszczam bo wciąż czuję lekką infekcję.Lekarz przepisał mi do smarowania krem pielęgnujący Diprobase.
Mimo że wizyta była w 7 dc to było już widać ładny pęcherzyk na prawym jajniku.Szkoda że ten cykl idzie na straty.Następny pewnie też odpuścimy bo mam rehabilitację kręgosłupa od 29.10 przez 2 tygodnia.
Jest ciężko... Wszystko się przedłuża , ale wierzę że wyniki z wymazu mi pomogą i tego się staram trzymać...
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2015, 12:37
ostatnio bardzo rzadko tu zagladam, zazwyczaj tylko wkres i uciekam...
ovu znowu wyznaczylo owu ale z dniem raczej sie nie zgadzam
...
jakos nie nastawiam sie w tym cyklu, co ma byc to bedzie...
jak ma byc to bedzie...
18dc.
Chyba dopiero co była owulacja.
W piątek poczułam się źle, dzisiaj mam już 38 stopni gorączki, tak więc jutro wybieram się do lekarza. Pewnie będzie kilka dni zwolnienia, cóż płakać nie będe, jak trzeba poleżeć i odpocząć to trzeba 
Małż mój miał imieniny. Spędziliśmy je bardzo sympatycznie
W środe zrobiłam sobie pazurki metodą tytanową na mojej płytce, lakier wygląda bardzo naturalnie. Ponoć płytka troszke mi się wzmocni. Ale nie oszukujmy sie, to jednak chemia, więc jak to wpłynie na moje paznokcie okaże się za jakiś czas.
Wczoraj świętowaliśmy urodziny taty part 2. Przyszło wujostwo i posiedzieliśmy do późna. Dzisiaj wszyscy to odchorowują 
Jeżeli chodzi o nasze nastroje to chyba bez większych zmian. Do Francji nie jedziemy, bo lekarz nie zaleca. Właściwie nie dziwie sie, jakoś nie przyszło mi do głowy, że to kiepski pomysł.
Około 20.10 podchodzimy do badania nasienia, sprawdzić czy małż cudownie nie ozdrowiał. Niech już będzie jak jest, 5.10 go zoperują, a na wiosne będe w ciąży. Bo będe prawda? Plan już jest, nie ma go co mącić. W lutym zależnie od wyników albo podchodzimy do iui albo przygotowujemy się do in vitro. AMEN!
36+3
No dobra to teraz mogę wyjaśnić. Wczoraj po dwóch dniach ciągłego biegania miałam dość i tylko wrzuciłam zdjęcia.
Autorem owych zdjęć jest ten mój niedobry brat, który po otrzymaniu od naszej mamy ochrzanu, że jak śmie mnie tak straszyć przed porodem stwierdził, że się martwi o swoją małą siostrę i chciał mnie ostrzec, abym na nas uważała i pilnowała ruchów dziecka.
Może tak, ale wystraszył mnie cholera jedna. No, ale musiał odpokutować swoje winy, tak, że zrobił sesję zdjęciową.
Usłyszałam oczywiście, że do Top Model się nie nadaję bom drętwa, natomiast Tatusiek finał ma w kieszeni.
W piątek trochę pobiegaliśmy po mieście, zakupy i inne bajery, na wieczór poszliśmy do mojego brata. W sobotę tylko zdjęcia i spałam jak dziecko. Tak byłam zmęczona, że po siku o 23 nie wstałam aż do 9 rano. No nie pamiętam już kiedy nie musiałam wstać. Zwłaszcza, że ostatnio to tak po dwa razy wstawałam.
Fajna pamiątka i wybaczam mojemu bratu ten nietakt.
I tak z rzeczy dzieciowych to zazwyczaj Wigilię robi moja bratowa. Mają duży dom i do tej pory małe dziecko ( teraz Bartek będzie najmłodszy a Gabi ma już prawie 7 lat). Zapytała się mię wczoraj, czy w związku z nadchodzącą sytuacją pewnie nie będziemy chcieli przyjść na Wigilię. No bo mały, no bo jak? I, że pewnie chcemy spędzić razem te pierwsze święta. E? No sama nie wiem, może i dziwna jestem, ale oznajmiłam, że miło by było gdyby przygotowała święta z moja mamą, bo dziecko, dzieckiem więc gotować nie będę, ale chętnie się najem jak ktoś przygotuje. W związku z tym, że Wigilię zawsze co roku obchodzimy dwie, w domu rodzinnym Tatuśka i moim. W sumie to my powinniśmy robić to by była jedna, ale zebrać tyle ludzi to straszne, więc jakoś tak się utarło, że chodzimy w dwa miejsca. Tak, że teściowej oznajmiłam to samo. Miło mi będzie wsadzić dupe w samochód nie szykować, nie gotować, nie zmywać, chociaż w tym roku.
Jak będzie czas pokaże!
2 października był transfer 2 blastocyst. Teraz luteina i czekanie na efekty. 
Zrobiłam przed chwilą najdłuższy wpis jaki kiedykolwiek udało mi się stworzyć do pamiętnika.Wylałam wszystkie swoje myśli,obawy….i wszystko się skasowało.Szok.
A więc napisałam że w lipcowym cyklu zażywałam clo.W piątej dobie dostałam bóli brzucha,pachwin.Myślałam,ze to od dojrzewających pęcherzyków.Ból przerodził się w ból nie do wytrzymania i okazało się że to kamica nerkowa.Schodziły mi dwa kamienie(nie wiem czy w ogóle całkowicie wyszły).Szpital,kroplówki,masa tabletek przeciw bólowych i antybiotyk na zapalenie pęcherza.z plusów tej sytuacji to tylko to że dobrze iż nie byłam w ciąży.Nie wiem co by było z uśmierzeniem tego bólu gdybym nie mogła zażyć tych mocnych srodków.
Po tej całej sytuacji pomyslałam żeby może odpuścić już starania,że moze to za późno ale jak czytam Wasze pamiętniki i to wszystko z jak walczycie to myślę sobie jaka jestem słaba.Wszystko od razu rozkłada mnie na łopatki.Jestem bardzo zachowawcza w życiu,decyzje podejmuję 1000 razy analizując wszystko i wiele przez tą zyciową ostroznośc mnie omija.To jest mecząca cecha charakteru.Podziwiam niektóre z was z jakim spokojem podchodzicie do sytuacji w których ja byłabym już emocjonalnie rozłożona na łopatki.Stwierdzam ze ovu to skarbnica.Czytając was robie krok do przodu.Krok w mojej zachowawczosci i ostrożności.Bardzo bym chciała mieć w sobie wiecej odwagi do podejmowania wyzwań w życiu.
Dzis 29 dc(po poronieniu). Szyjka szaleje. Organizm musi dojsc do siebie. Z reszta nigdy nie mialam regularnych cykli. Polozna powiedziala, ze mam odczekac jeden cykl i moge zaczac starania ale ja mam inny poglad na ta sprawe. Od kilku dni mam ogromna ochote na seks i wcale sie nie ograniczam. Dobrze, ze moj maz nie ma mnie jeszcze dosc.
W srodku jest wszystko miekkie. Nie w kazdym cyklu tak sie dzieje, ciekawe dlaczego.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2015, 11:11
5 dzień
jednak czas pędzi jak oszalały. Cycki nadal bolą czasem boli brzuch ale szału nie ma.... Tylko jakaś zmęczona się czuję. Jutro powrót do pracy a w czwartek/ piatek beta! 
Drugiej próby w następnym cyklu jednak nie będzie, skończyły się środki rządowe.
Mamy dzwonić pod koniec listopada lub na początku grudnia.
No cóż, głową muru nie przebiję.
Nie chcę o tym myśleć, nie zamierzam się denerwować.
Patrze i przytulam ten mój mały cud i myślę, że umarłabym gdyby coś mu się stało. Tak strasznie to maleństwo kocham, że tego nawet się nie da opisać. Mimo że od miesiąca chodzę nie wyspana i że często nie mam czasu żeby zjeść czy umyć zęby, mimo że kilka kg mi zostało i mimo tego że seks pewnie nigdy nie będzie taki jak kiedyś to nie wyobrażam sobie życia bez Maksa i nie mogę się doczekać aż będę znowu w ciąży 
A mój mały cud ma już ponad 3,5kg i we wtorek skończy 4 tyg! Ale ten czas leci
Maks mimo że tyje ładnie, bo ostatnio 250g na tydzień niestety nie dojada z cyca
ostatnio co wieczór dokarmiamy mm, jak jest możliwość to za pomocą sns'a żeby stymulować piersi, jak nie to butla. Ciekawe czy laktacja mi ogarnie, ale jak nie to trudno. Jakoś nie należę do osób które będą płakać bo coś mi nie idzie jak powinno, nic na siłę, choć walczyć będę i mam nadzieje że wygram
Trzymajcie kciuki!!!
No o zaczął się emocjonalny rollercoster.wczoraj i przedwczoraj było dobrze. A w nocy Christopher miał problemy z oddychaniem i teraz dostał jakieś lekarstwo na przypominanie ze ma oddychać. Nie wiem co..ale jak na mnie brzmi groźnie. A Sophie oprócz zoltaczki i leżenia na materacyku z lampa UV ma się dobrze ale kilka razy wczoraj i raz jak teraz byłam u nich spadło jej ciśnienie. Mówią ze to tez bardzo częsty objaw u wczesniaczkow ale ja tam prawie schodze na zawał w takich chwilach. No nic. Tak jak mówili każdy dzień, każda godzina może być inna. Musimy uzbroić się w cierpliwość, pozytywne nastawienie i wewnętrzny spokój żeby nie zwariować.
Dziś 5 tydzień 5 dzień, w tym tygodniu pierwsza wizyta u lekarza, mam nadzieje że zobaczę moje maleństwo i usłyszę jego serduszko, już nie mogę się doczekać. Wczoraj miałam lekki spadek formy, aż mi się przysnęło popołudniu:) Od czasu do czasu ciągnie mnie w podbrzuszu, ale to ponoć normalne, oby:)A tak to brak objawów...
Licznik wskazał 50% ciąży za nami...
Oby dotrwać do piątku, oby do piątku...
Czuję się sama nie wiem jak... pełno lęku mam w sobie, z jednej strony chciałabym, żeby był już 25 tydzień czyli odrobinę bezpieczniejsza granica, a tu nam wskoczy jutro 21. Ile to jeszcze. Jakby ten czas tak przespać, przegapić, przenieść się gdzieś aby o tym nie myśleć.
Właśnie teraz kiedy już tak intensywnie czuję ruchy dzieciątek ten lęk się spotęgował.
W piątek pomiary szyjki, twardości, zamkniętości i inne pierdoły.
Ten brzuch jakby mi miało rozsadzić, skóra jakby miała nie wytrzymać... to mnie właśnie też stresuje. Staram się jak najwięcej leżeć, odpoczywać, chociaż dziś nie do końca tak było. Od jutra zaczynam więcej leżeć, czas zajmę sobie czytaniem. Kolejną książkę zaczęłam. W takim tempie będę czytać po kilka tygodniowo
Ale to dobry sposób na niemyślenie. Staram się nie denerwować, nie myśleć, na szczęście nic nie czytam o dolegliwościach ciążowych i tym samym się nie nakręcam.
Jest mi już tak ciężko z tym brzusiem, przekręcić się, wstać... Wszak wszystko zniosę oby te maluchy zostały tam jak najdłużej. A propos dziś o 4.30 urządziły sobie zabawę w ganianego albo chowanego
Co tam się działo... 
A teraz zaklinam... oby do piątku, oby do piątku...
Jednak zdecydowałam że zrobię jutro badanie krwi bo dłużej nie wytrzymam.... Wczoraj bolał brzuch, dziś już mniej a ja jakoś tracę wiarę że może się udać... Ehhh
9 dni po
I nic. Nawet cień, cienia, zupełnie nic.
Smutny dzień..
9 cykl staran z ovu, 20 dc
Od poprzedniego wpisu - milion mysli - tak to wygladalo w mojej glowie. Nie wiedzialam co robic, do kogo pojsc po porade... szukalam kliniki, lekarza zeby jak najszybciej umowic sie na wizyte, potem in vitro dzialac dzialac dzialac, w miedzy czasie wyplakac sie w rekaw mojego gina.
Ale minely tygodnie a ja tak naprawde nie zrobilam nic. Stanełam w miejscu bo wiedzialam, że nie dam rady tego wszystkiego udzwignac i ogarnac.. nie mam na to poprostu siły. Dałam sobie, mojemu umyslowi odpoczac...
A dziś kiedy udało mi się na to wszystko spojrzec trzezwym okiem...
Nie mamy w tym momencie kasy na komercyjne in vitro, ja nie mam stabilnej pracy, tak naprawde dopiero zaczynam ,zdobywam kontakty, ostatnimi czasy zlapalam bardziej wiatr w zagle ale wiem ze ciaza to przerwie. Mój maz tez nie zarabia kokosow i mysli nad zmiana pracy.
A do tego czeka nas remont w domu dosc powazny i konieczny przed urodzeniem się ewentualnego dziecka.
Patrzac racjonalnie powinnam dac temu czas- zajac sie praca na 100%, wyremontowac to co trzeba i dopiero myslec o in vitro.
Po cichu, naprawde po cichutko podjelam dzis w sobie taka decyzje..
Serce mnie boli ale wiem, ze nawet jak teraz sie uda i przetrwam to (cholernie boje sie in vitro) bede cala w nerwach ze tyle rzeczy do zrobienia.
Jedyne co to, nie wiem co z plemniczkami mojego moze trzeba je zamrozic?
Czy moja endometrioza jeszcze tyle wytrzyma?
I czy mój organizm który co miesiac błaga o zaplodnienie jeszcze zniesie tyle?
I czy dam rade powstrzymac łzy na kazda informacje o czyjejs ciazy lub poprostu na widok dziecka?
Nie wiem.
Dziękuję kochane za taaak duuuzo cudownych pozdrowień i gratulacji. :* :* :*
Dzisiejszy dzień był niesamowity bo aż 3 razy zmieniałam osobiście maleńkie pieluszki, przemywalam usteczka, zamknięte oczka i sliczniutkie zadarte noski.
Za pierwszym razem, o 12 byłam tak podekscytowana ze po wszystkim aż mi było niedobrze z wrażenia. Potem druga zmiana była o 16. Mąż stał w korku, bo dziś poprzez szpital jechał z domu na 4 dni do innego miasta na kurs. No ale akurat wbiegł na oddział o 15.55 jak zaczynalysmy z pielęgniarka toaletę Sophie.
Wczoraj tylko Chris wierzgal na boki nóżkami przy zmianie a dzisiaj tez zaczęła Sophie. Co jest wprost niesamowite, bo jak na drugi dzień życia takich okruszkow nie wiadomo skąd mają tyle siły.
Kolejna zmiana pieluszek była o 20 i mąż wcale nie zabierał się do jazdy na kurs tylko tez chciał zaliczyć zmianę.
jak pielegniarka zapytała czy może chce zaskoczyła miast niej mi pomóc a Mąż zaczął się subtelnie wykręcić..zaskoczyła miast nie nie, następnym razem. To pani zapytała ze śmiechem..halo?a ty nie jesteś przypadkiem lekaaarzem? Nie ma się czego bać. Na to H. Odpowiedział ze no tak...ale to są jego dzieci..i zupełnie inaczej niż obcy mali pacjenci. Ale mówiąc to już rączki i ściągał zegarek.
Był tak samo rozemocjonowany pierwszym kontaktem z Minionki jak ja. A ja patrząc na niego ze lzi radości w oczach sama z tego wszystkiego się rozkleilam.
Są cudowne...malutkie nasze słodkie serduszka!
Niesamowite ze malutki ma identyczne stopki jak mąż. Takie okrągłe duuuze i z bardzo wysokim podbiciem. Normalnie miniaturki stop męża. A Malutka ma stopki długie i suplementy..ufff czyli talię jak ja. Jakby miała takie kule jak mąż to by vlbylo przesrane. Jakby to wyglądało do sandałkow albo kiedyś szpilek!?no jak!?Hihi
Aaa..a Christopher jak zmieniliśmy mu pieluszek w miedzy czasie zrobił siusiu a my jak dwa wariaty patrxylismy jak sika do góry. Haha
I dostają takie miniaturowe smokusie..
Wiecie co teraz robie? Jestem crazy wiec można się smodziewax ze coś innego niż normalni ludzie w szpitalu...mianowicie robie odrosty.haha póki co jestem w jednoosobowej sali z wlasna lazienka wiec...no trzeba zamaskować te 4tygodniowe odrosty. Fe!
No i dzięki temu nie tylko zamalowacaczne wyglądać jak ludź ale też się tak poczuje. Pomimo bolesnego cięcia frankensteina. AA..idę zamalowacacznemywax farbę. Do jutraaa aaa a.... :*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.