37+2
Objawy końca ciąży :
Żarcie na potęgę. Jem, ciągle jem, jak nie jem to myślę co zjeść i tak w kółko. Żarcie i żarcie. Podobno normalne, jednak upierdliwe, bo nie mogę się najeść.
Jak się je, to się ... chodzi do toalety.
Czyli moje ciążowe zaparcia odpuściły. Nie mam biegunek często opisywanych na koniec, no ale w moim przypadku to o tak postęp o 100%.
Syndrom wicie gniazda.
Och yes! Jakiś czas temu zepsuł nam się zamrażalnik, ale żyłam bez niego i nieźle dawałam radę. No, ale w każdej chwili szczególnie na l4 mogłam sobie wyjść do sklepu i kupić wszystko świeże. Z Tatuśkiem często odpuszczaliśmy temat, bo mamy w domu wąskie schody i zniesienie starej lodówki i wniesienie nowej będzie najprościej na świecie trudne. No, ale chyba moje marudzenie w ostatnim czasie osiągnęło apogeum, bo wczoraj usłyszałam- zamów. Tak! Dziś Tatusiek odbiera śliczną nową lodówkę, w której wypełnię zamrażalkę aż po brzegi, tak, że nawet wojna nie będzie nam straszna .
Skurcze:
Czuję coraz częstsze napieranie na krocze i takie nie szkodliwe miesiaczkowe, chociaż nawet miesiaczkowe miałam mocniejsze. Bardziej zastanawiają mnie te uciski krocza, bo wtedy jest to bardziej nieprzyjemne. Ja to nazywam sprawdzanie terenu przez Bartka.
No i wysokość brzucha:
Jakoś nie czuję, aby zbyt mocno się opuścił, ale zgagi jakby ustąpiły? Może to fałszywy alarm, ale wydaje mi się, że od trzech może czterech dni nie jest źle. No i ostatnio byłam u moich rodziców, myję się w wannie( my nie mamy) i mam wrażenie, że mój brzuch leży na udach.
Więc już bliżej jak dalej:)
Owulki dalej niema. Chyba juz nie bedzie.
U gina nie bylam niestety. Moze uda mi sie w przyszlym cyklu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 09:22
Od wczorajszej weryfikacji i niskiego prg (37,9) i bety <0,1 złapałam totalnego doła 
jeszcze na naszym wątku same dobre i cudowne (pragnąca będzie mieć TROJACZKI!!!!) informacje więc oczywiście mam myśli, że ktoś musi ponieść porażkę, bo byłoby zbyt pięknie....
Najbliższa kumpela przedwczoraj urodziła..boję się ich odwiedzić, żeby się nie poryczeć..
zaczynam się zastanawiać nad jakąś terapią u psychologa, ale wiem, że na instynkt macierzyński takie terapie gówno pomogą. jedynym lekarstwem jest noszony pod serduchem dzidziuś. dlaczego to jest takie trudne/. dlaczego tyle ludzi nie chce dzieci i je ma a inni pragną i nic z tego..?
9 dc
Ta pogoda mnie dobija i dołuje, codziennie zmęczenie bóle głowy i syndrom "nic mi się nie chce". Gdzie ta słynna złota polska jesień. Jak sobie pomyślę o tym że muszę wyjść z psem na to zimno, mokro, błoto, to mnie rozwala. I potem pół godziny wycierania tego błota z psiej sierści (uroki goldena
).
Jeszcze 4 dni i będziemy mieć mężusia i tatusia na całe 2 dni 
Dobra pożaliłam się.
Byle do piątku 
Dziś musiałam być na obowiązkowej, drugiej becie - wymogi programu rządowego...
Pierwsze wkłucie - prawy łokieć, oczywiście w zewnętrzną, zmaltretowaną żyłę. Oczywiście nic nie leci... W czwartek też był prawy łokieć, ale wewnętrzna (mniej widoczna) żyła i bez problemu krew leciała. Przyklejamy plaster....
Podejście drugie - lewy łokieć, oczywiście zewnętrzna, wyraźniejsza żyła, która też już swoje przeszła (to z niej obierano krew gdy prawa posłuszeństwa odmówiła i w niej był ostatni wenflon). Oczywiście nic nie leci... koleiny plaster
Podejście trzecie - lewa dłoń. Ja już zestresowana na maxa, blada, gorąco mi, niemal mdleje. Mąż mnie tuli. Wkłucie i... nic nie leci... Chyba z nerwów. Kolejny plaster...
Podejście czwarte - położna idzie po wsparcie. Tym razem prawa dłoń. Wbijają się i nie czekają by leciała tylko same odciągają strzykawką. Ufff, udało się.
I teraz wyobraźcie sobie miny ludzi w poczekalni, gdy z gabinetu wychodzi blada dziewczyna (której krzyki i jęki przed chwilą słyszeli) na obu zgięciach łokcia plastry, na lewej dłoni też, a na prawej dłoni sama sobie przyciska wacik...
Dlatego teraz robimy przerwę. Moje żyły mają dość, moja psychika też... Więc jak okres się skończy i pójdziemy na wizytę kontrolną, to poprosimy o miesiąc czy dwa przerwy przed kolejnym transferem. Oczywiście o ile się na niego zdecydujemy. Bo w tej chwili, nie mam siły walczyć.
EDIT:
Wyniki bety już są. Zmieniły się, teraz jest < 0.2. Pozostaje czekać na okres i na wizytę u lekarza...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 10:37
Jestem z powrotem po paru tygodniach, w ciągu których wydarzyło się kilka rzeczy, które zmieniły moje podejście do pewnych spraw.
Dwumiesięczna rozłąka z mężem to było coś okropnego. Dużo mogłabym pisać o tym, co czułam w tym czasie i jak się te moje uczucia zmieniały...ale to już nieważne. Mąż wrócił i teraz na nowo przyzwyczajam się do mieszkania z nim 
Po jego wyjeździe jakiś czas spędziłam z rodziną, między innymi opiekowałam się dziećmi brata (3 latka i rok). Po tygodniu spędzonym na ciągłym zajmowaniu się chłopcami stwierdziłam, że chyba niekoniecznie mam na coś takiego ochotę. Niby dzieci grzeczne, ale to praca 24/7. Zdałam sobie sprawę, że jest mi dobrze tak jak jest. Mam czas dla męża i siebie i jest OK.
W niedzielę zmarła moja koleżanka z pracy. Zostawiła męża i trzyletniego synka...
Wczoraj dowiedzieliśmy się, że znajomi spodziewają się dziecka. Uznali, że dawno w ich życiu nic się nie działo i sobie zrobili...
Mam wrażenie, że tak niewiele od nas zależy, że nie chce mi się nic robić. Mam ochotę po prostu płynąć z prądem. Cieszyć się tym, co mam, a nie gonić ciągle za jakimś celem, który może okazać się nieosiągalny. Nie chcę, żeby pewnego dnia okazało się, że przez skupianie się na zajściu w ciążę coś przegapiłam. Możliwe, że nigdy się nam nie uda i powoli zaczynam się oswajać z tą myślą.
Kochane. Przepraszam za cisze. U nas wszystko u nas w porządku. Nadrobie w pamiętniku w pn i worek. Teraz od czwartku jest z nami dumny tatus. Wczoraj zmienił pierwsza pieluszke. .i wczoraj Minionki skończyły TYDZIEŃ! wczoraj też było pierwsze przytulanko mamy kangura.

Mleczko dzielnie sika a ja próbuje zapanować nad napięty harmonogramem dnia podzielonym na zmianę pieluszek co 4h oraz mleczarnie co 3h . Przedwczoraj z oddziału przenieśli mnie do superanckiego hotelu dla pacjentów. Jest na drugim końcu szpitala wiec nachodze się codziennie jak pasikonik ale to dobrze bo przynajmniej mam już wstęp do powrotu do formy.
25 dzień Cyklu - 9 dni po owulacji.
Nie rozumiem go ...
Ciągle mnie wyzywa na mnie krzyczy... Czemu..
Bo jestem smutna i płaczliwa?
No przecież on wie dlaczego, a mimo wszystko krzyczy ze znowu nie mam humoru.
a ja wtedy uciekam,chowam sie i płacze a wręcz rycze....

Strasznie mnie to denerwuje ...
Naprawde.
Bo co ?
Bo nie udaje nam sie zajsc w ciąze i jestem z tego powodu smutna..
no zwłaszcza jak widze na ulicy Kobiete w ciąży albo z wózkiem.
No ogien, wyobraźcie sobie .
Brak sił, poprostu.
Nie umiem być twarda.
A ja kurwa potrzebuje żeby mnie przytulił i choćby powiedział głupie"KOCHANIE WYSZYSTKO BEDZIE DOBRZE,ZOBACZYSZ" .........
czy to tak wiele... ?
Dzieki dziewczyny:-) Czytajac komentarze do poprzedniego wpisu uswiadamiam sobie, ze nie jestem jedyna, ktora sprawy seksu sprowadza do czystej kalkulacji☺ Ciesze sie, ze trafilam tutaj. Tyle informacji moge zaczerpnac z wykresow, z wpisow kolezanek w pamietnikach i na forum. Mysle teraz sobie, ze gdybym wczesniej tu zawitala to moglabym byc w innym punkcie. Wiem jedno, polece siostrze ten portal. Zreszta juz teraz dziele sie moja wiedza na temat cyklu, obserwacji. Uswiadamia mi to, ze osoby nie starajace sie na powaznie o dziecko nie znaja w ogole swojego organizmu, nie mowiac juz o terminologii zwiazanej z tematem. Pomyslec, ze nie tak dawno temu i ja nalezalam do tego grona.
Dzis wykres wskazal owulacje na dzien po pozytywnym tescie (18dc). Tak tez wskazywal moj organizm. ♡ oczywiscie bylo. Zreszta w tym cyklu zawzielismy sie i bardzo intensywnie podeszlismy do tematu, pomimo wszelkich niedogodnosci. W tym momencie pozostaje tylko czekac.
Dzis 21 dc, 3dpo, testowanie 22 X.
Dopisze jeszcze objawy wczorajsze: czestomocz i okropne wzdecia.
Milego weekendu☺
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 11:04
Wczoraj wieczorem i rano bolal mnie brzuch dolem. Jakby owulacyjnie i krzyz. Tylko ze wczoraj szyjka juz nie byla tak wysoko;/ miekka i otwarta ale nie wysoko jak przedeczoraj. Czy mozna miec owulacje przycsrednio albo przy niskiej wysokosci? Sluzu juz plodnego rozciagliwego tez brak. Niewiem cos mi sie poprzestawialo. Ciekawe. Jak jutro nie bedzie skoku to na bank bezowulacyjny. Ale ten bol dolem to byl mniej wiecej jak po pregnylu w owulacje. Tyle ze slabszy.
Cień cienia okazała się jakimś dowcipem losu. Ot taka pokazowa lekcja, co bym poczuła gdyby jednak. Teraz już wiem- ucieszyłabym się. Irracjonalnie, niespodziewanie i szczerze- wybuch entuzjazmu. Tymczasem jednak wszystko pozostaje po staremu.
Zoska dzieeeki!
Poczytalam sobie dzis pamietnik Ciszy i jej wojny z immunologia Boze jak ja za nia trzymam kciuki,
Mam wrazenie ze ze mna jest podobnie. Cos nie pozwala zagniezdzic sie zarodkowi lub blokuje zaplodnienie, sama juz nie wiem a lekarze daleko.
Maz w tym tyg idzie na bad nasienia przed inse, jak ja w to slabo wierze, jak pojedziemy tam to popytam jak tu postrzegaja moja sytuacje.
Ciezko porozumiec sie w obcym jezyku ale sie przygotuje.
Och piekny dzis dzien, ja siebie nie poznaje, rozczulam sie kazdym wpisem w pamietnikach, u mnie, komentarzami...
Zawsze bylam twarda babka, nic po mnie nie bylo widac czy sie denerwuje czy boje, wszystko w srodku, zamknieta na rzy spusty.
Nie wiem jak to opisac ale jestem baaaardzo wdzieczna za kazda oznake wsparcia oraz z ogromna szczera radoscia kazdej z Dziewczyn dobrze zycze.
Nie doswiadczylam takich uczuc chyba nigdy.
Och uplakalam sie znowu, ide na rower 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 12:47
30 TC (29t4d)
Leniwa sobota...
Lubię lenistwo, ja, raczej pracoholik, niestwierdzone we wczesnym dzieciństwie ADHD, pani perfekcjonistka i wieczna planistka - oznajmiam po prawie 5 miesiącach przebywania na L4, że odkąd jestem w ciąży LUBIĘ LENISTWO. Lubię nigdzie się nie spieszyć, robić wszystko w swoim tempie.... I chociaż brakuje mi pracy, moich dzieci, codziennego szykowania się do wyjścia i przygotowywania materiałów na zajęcia to dobrze mi w stanie " ciążowym ". Jakże wszystko wywróci się znów do góry nogami gdy powitamy na świecie Małego Człowieka
. Ciekawe jak to będzie ???
A póki co drugie śniadanko już zjedzone, naczynka pozmywane, pranie skończone i zaraz je wywieszę, cotygodniowe porządki wykonane, mąż jeszcze wyniósł śmieci i zrobił zakupy a ja delektuje się chwilą
W sumie to nie ma nic innego do roboty bo trochę mi się przeziębiło ;/ Trzeci dzień nie wychodzę z domu, bo jest piorunśko zimno, wieje, nie chce się jeszcze bardziej doprawić. Raczę się domowymi sposobami, na szczęście nic mnie tfu tfu nie boli, w tym gardło, nie mam temperatury no może lekko 36,7 jedynie katar i zatkany nos mnie męczy. Co przy mojej krzywej przegrodzie i stanie ciążowym gdzie nos bardziej ukrwiony - jest potrójnie upierdliwe. Krople prenalen czy woda morska pomagają na chwilę. Najbardziej sprawdza się maść vick vapo rub i picie takich oto pysznych herbatek z imbirem, cytrynką, sokiem z malin i miodem :

Sporo czasu wolnego spędzamy też z Maksem na czytaniu. Dla Niego :

a dla mnie:

Trzydziesty tydzień Nam mija, brzuszek rośnie, Nasze Pierwsze spotkanie Syneczku coraz bliżej. Póki co wizyta kontrolna w środę na 9:00. Muszę się wypytać Pani doktor o kilka nowych spraw, które ostatnio zaprzątają mi głowę. Mianowicie w kwestii fizykalnej - chyba robi mi się hemoroid, tzn zawsze miałam " tam" taką małą żyłkę, która w ciąży zrobiła się bardziej widoczna ale teraz po załatwieniu się mam wrażenie, że jest monstrualna... Muszę się zapytać fachowca czy to jest TO i co mam z tym zrobić kurde
Druga sprawa muszę zorientować po badaniu czy wolno mi robić masaż krocza. Ostatnio sporo pozytywnych rzeczy się o tym naczytałam. I chciałabym spróbować od 34 tc, mam nadzieje, że nie zaszkodzi - nie wywoła skurczy a może uelastycznić skórę i mięśnie do porodu. Poszukałam w necie olejków do tego typu masażu - ze słodkich migdałów, jojoba czy kiełków pszenicy ale nawet oliwa z oliwek się podobno nadaje.
Feśka pamiętam, że Ty o tym pisałaś - nadal ćwiczysz i jaki olejek wybrałaś kochana ?
Patrzę siebie w lustrze, i stwierdzam, ze jestem już okrągła jak piłeczka. Mój mąż pieszczotliwie do mnie tak mówi.
Ze spraw wyprawkowych też się ostatnio poprawiliśmy. Przyszła paka z apteki i jeszcze do tego moja wizyta w rossmannie. Doszło do mojej wyprawki szpitalnej to :

Do mojej torby szpitalnej brakuje mi jeszcze:
* Stanika do karmienia ( postanowiłam się jeszcze wstrzymać z tym zakupem kilka tygodni,
żeby nie był za mały na grudzień)
* Klapek pod prysznic ( nadal szukam)
* Laktatora
Na sam koniec dorzucę rzeczy z domu:
* Szampon i żel pod prysznic w turystycznych opakowaniach
* Szczoteczkę do zębów i małe lusterko, gumkę do włosów
* Pomadkę do ust
* 2 ręczniki - duży i mały
* Koło poporodowe
* Poduszkę do karmienia Maksa
* Ręczniki papierowe - do osuszania krocza, miękki papier toaletowy i mokre chusteczki
* Wodę niegazowaną - 1 dużą i 1 małą z dziubkiem
* Batonik na porodówkę i cukierki np. Nim2 jak cukier będzie spadał z wysiłku
* Sztućce, mały talerzyk i kubek
* Świeczkę zapachową
* Oczywiście dokumenty, telefon, ładowarkę, aparat...
Maksa torbę właściwie mogłabym już spakować bo mam wybrane trzy komplety ciuszków, są i pieluszki tetrowe, kocyk, rożek, buteleczka ze smokiem "0" w razie czego. Poczekam jednak jeszcze troszkę i dokupię pampersy, chusteczki, kosmetyki i chyba paczkę mleka modyfikowanego w razie jakby laktacja nie ruszyła - żeby waga Małego nie spadła za bardzo...
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2016, 16:50
Czasami zastanawiam się, dlaczego nie jestem jedną z tych imprezowych dziewczyn (oczywiście w pozytywnym znaczeniu), które nie myślą jeszcze o dzieciach... Przecież byłoby mi o wiele łatwiej...
a takk czekanie co miesiąc na koniec cyklu... jak się skończy...
Miejmy nadzieję, że coś się ruszy:)
wg poprzednich dwóch cykli z clo owulka powinna być za tydzień... ale no właśnie wtedy było clo, a teraz nie ma... więc czekamy na rozwój sytuacji...
coś mi ten 5) punkt nie wychodzi jakoś... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 14:54
12dc
Wczoraj z kuzynką bardzo miło było.. Pierwsze zdanie jakie mówi.. Sama nie wiem jak to będzie.. Nie uwierzysz, jestem we wczesnej ciąży, tak bardzo uważaliśmy, bo teraz zaczynam studia i to nie jest najlepszy okres na drugie dziecko.. I wiecie co, zanim powiedziała, ja czarownica już wiedziałam co mi zaraz powie.. Jestem z siebie dumna, nie płakałam, nie rozpaczałam, że oni się nie starali a mają, a my się staramy i nic.. Chyba coraz bardziej umiem przyjmował, że życie takie jest, uczy mnie cierpliwości i przyciera nosa.. Charakterek sportowca, zawziętego, który zawsze osiąga zamierzone cele mocno przytemperowany:)oczywiście wieczorem przeszło mi przez myśl, że jak już śpi w pokoju obok to mogłaby mnie zarazić ciążowym brzuszkiem, pomodliłam się ładnie w tym samym celu.. I rano budzę się i piękny skok tempki, mam nadzieję, że to znaczy, że owulka była wczoraj i to znaczy, że jest szansa bo serducho było:)
poczytałam sobie dzisiaj pamiętniki i znalazłam u jednej z Was link do jogi płodności, proste, przyjemne ćwiczenia, zaczniemy od następnego cyklu:)
lecę popracować, bo mam dużo papierów do ogarniania:)
Kurcze znowu mnie ta kość ogonowa nagina. Nie wiem czego i co sie dzieje. Mam nadzieje ze nic zlego
Leniwy i zimny dzień.. Moje przedporodowe objawy jakby ustąpiły. Mam jakieś drobne bóle i skurcze,ale to nic w porównaniu do poprzednich dni. Zastanawiam się,co to z kolei zwiastuje
Nie mam jakiegoś szczególnego napadu głodu jak dziewczyny,ale mam różne chętki na niezdrowe rzeczy. Ostatnio wcinałam pizzę, a wczoraj ślinka pociekła, jak zobaczyłam Gorący Kubek i musiałam sobie kupić 
Młody się rusza, czasami tak,że aż podskakuję
Zaczynamy z Mężem strasznie za nim tęsknić i już się nie możemy doczekać. Dziś rano Adrian spojrzał na mój brzuch i stwierdził,że już by chciał mieć swojego syneczka na rączkach
Adi ma urodziny 13.10. i cały czas liczy na to,że mu Michał zrobi prezencik urodzinowy
I że będą mogli świętować razem, z każdym rokiem coraz to innym trunkiem
Dobrze by było, żeby Michaś nie zechciał przyjść na świat jutro, bo w Poznaniu jest maraton i całe miasto jest sparaliżowane. Akurat mieszkamy w takiej dzielnicy, gdzie przebiega chyba większa część trasy, więc jak nam się trafi jechać do szpitala,to raczej tylko karetką - bo naszym autem to się z Grunwaldu nie wydostaniemy... A druga sprawa jest taka,że mój Mężuś idzie dziś na pępkowe kolegi i do domu wróci pewnie w stanie wesołym
Więc jechać do porodu też nie bardzo 
Dziś w końcu udało nam się spotkać z przyjaciółką,która zaproponowała,że zrobi nam zdjęcia pamiątkowe z ciąży. Nie mieliśmy profesjonalnej sesji, bo Adrian nie chciał (nie znosi zdjęć),ale jak Karolina miała nam parę fotek strzelić,to nawet dał się namówić. Chodziło mi tylko o pamiątkę z czasu ciąży i żeby Michał też widział, jak na niego czekamy
Jak już jakieś fotki dostanę,to je lekko obrobię i może wrzucę do pamiętnika 
Jeśli o zakupy chodzi, to nie kupiłam ostatnio nic. Mówiąc szczerze, to nawet mi się nie chce... Hmm, może to też objaw zbliżającego się porodu????

Aha! Kwestia kosza.... kosza na razie nie będzie...jak się Mały urodzi, to będziemy go kłaść spać w gondolce od wózka, a w weekend po jego narodzinach przyjedzie moja Mama z bratem i wtedy kosz przywiozą. Trochę szkoda, bo chciałabym go mieć już na miejscu,ale co zrobić? Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da...
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2015, 18:06
Dzis znow mam pelno energii, nawet cwiczylam i dalej mnie roznosi. Dzis kupilam bilety do Pl i jade na kurs fryzjerski. Huraaa udalo sie. Tylko starania trzeba bedzie przelozyc.
Gocha nie wiem gdzie Ci odpisać ,to piszę tu. Kwasy są zajebiste! Wyglądam jakbym miała łuszczycę i szczerze współczuję tym co ją mają. Pod skórą,która schodzi jest tak cudowna cera,różowiutka,gładziutka i mięciutka - mega! Nie mogę się doczekać aż zrzucę całą tą skórę
Dzisiaj miałam bardzo efektywny dzień. Pomyłam okna,wywaliłam pelargonie z za okna,pomyłam wszystkie kwiaty,poodkurzałam i zrobiłam milion innych rzeczy ,których nie zrobiłabym przez cały miesiąc. Dostałam od męża róże i śniadanie do łóżka! Tożto szok!
I tak sobie pomyślałam,że po owu wezmę dupka. Endo dwa razy się pytała,czy biorę coś w drugiej fazie i w końcu stwierdziła że dobrze by było,ale nie chce wchodzić w kompetencje gina. Dlatego zobaczę ile mi dziada zostało i zacznę brać bo przecie ponoć prolaktyna obniża progesteron czy jakoś tak.
Dupa nie zacznę brać bo mam tylko 7 sztuk:/Luteiny mam dużo więcej,ale pod język nigdy nie brałam,a dowcipnie boję się że jakiejś infekcji dostanę jak ostatnim razem,a poza tym nie wiem jak to jest z luteiną kiedy przestać brać i w ogóle.
Także tyle...Chyba jeszcze ten miesiąc będzie bez wspomagaczy.Wizyta u gina pod koniec miesiąca.A my powoli zaczynamy reprodukcję:)Ciekawe jak ten cykl będzie wyglądał z bromkiem.
Nie umiem, nie myślec
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.