7dpt śpiącą jestem strasznie nie umiem sobie z tym radzić chodzilabym spać z kurami :\ zrobiliśmy dziś sikanca oczywiście negatywny

39 dc, @ brak.Rano koło 5 obudził mnie pełny żołądek, nie mogłam zwymiotowac musiałam sobie pomóc bo nie dało się usiedzieć. Boli cholernie krzyż, jestem osłabiona, właśnie teraz zaczynam znów czuć pełny żołądek boje się zasnąć że w nocy będę się męczyć podejrzewam że to grypa żołądkowa. Małpy dalej brak, jeśli nie przyjdzie do poniedziałku to lecę na betę.

:-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2015, 21:42

Jestem po wizycie. Jak na razie, po wynikach wszystko w porządku i czekamy. Beta ładna, progesteron ok, witamina D do monitorowania (mam bardzo wysoką - 96, pytała o dawki). Dorzuciła mi NAC 1 x dziennie. Mam zielone światło na aktywność fizyczną - joga ok, pilates ok, spacery wiadomo ok, Body Pump - nie, ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała lub max 6 kg ok, rower - nie. Na współżycie czerwone światło. Bardzo się cieszę z aktywności, bo się bałam cokolwiek robić a już mnie zaczyna wszystko boleć przy takim bezruchu. Nie zamierzam szaleć, joga i spacery na razie wystarczą. Potem może dorzucę pilates.
Mam trzymać dietę z niskim IG.
Luteinę zamieniła mi na Cyclogest - jest podobno lepszy i zaradzi na podrażnienia. Zostawiła Duphaston i Estrofem. Na USG w klinice 7.11 reakcja - "bardzo dobrze, pierwsze USG robimy w 6-8 tc". Zważyła mnie, ciśnienie zmierzone - wyszło za wysoko 137/89 i kazała mi teraz tego pilnować, ale jestem przekonana że to stres na wizycie. Mam zegarek z tętnomierzem i widziałam jak od momentu wejścia do gabinetu wali mi serce. Teraz z powrotem mam moje tętno spoczynkowe czyli 53. No ale kupię ten ciśnieniomierz i niech mąż się przyucza na pielęgniarza ;)
Kolejna wizyta 16.11, już po USG. Muszę zrobić mocz, morfologię, witaminę D i ferrytynę. I czekamy.

Chciałabym pójść na ciążowe L4 już, tak złą aktualnie mam atmosferę w pracy :(. Ale nie mogę teraz, bo jak nie dociągnę tego projektu, o którym wspominałam, do końca, to nie wiem czy będę miała do czego wracać, a to stresuje mnie bardziej niż sama praca. Muszę sobie jakoś przepracowac w głowie brak motywacji, po prostu spiąć się i zrobić swoje. Dam radę, nie jedno bagienko zawodowe zniosłam, to i tu jakoś zagryzę zęby. Inna sprawa, że jestem nieco rozchwiana emocjonalnie przez hormony, więcej rzeczy mnie wkurza, może za bardzo emocjonalnie reaguję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2023, 12:50

10dc

Masakra jak mnie jajniki napierdzielają. Aż tak to ich chyba jeszcze nigdy nie czułam. Mam tylko nadzieję że to nie moja podświadomość mi coś wmawia, tylko one na serio zaczęły pracować.
Dziś dopiero 10dc. Ale normalnie czuję jakby miało mi je rozsadzić :p we wtorek dowiem się co i jak. Dziś było przytulanko. Jutro też zbałamucę męża :p w poniedziałek pewnie kiszka będzie, bo J po pracy nie za bardzo się chce baraszkować ale we wtorek jak się okaże że owulka jednak będzie to nie ma zmiłuj. Sex maraton bez wykrętów :p
Jesrem dobrej myśli <3

18dc

Dzisiaj informacja o owulacji zniknela. Moze po jutrzejszej temperaturze sie pojawi. Ja obstawiam 16dc.


19.11 mam cytologie - tylko z tego co mi wiadomo powinno to byc wykonywane na poczatku cyklu, a to bedzie moj 30dc; zapisujac sie i tak dobrze, ze mialam wszystko ponotowane, bo poczatkowo dano mi termin drugiego dnia krwawienia. EDIT: badanie przeniesione na 27.11

23.11 badanie krwi (to bedzie 3 dc)

Maz w przyszlym tygodniu bedzie dzwonil, zeby sie umowic na badanie nasienia.



A tak w ogole to cos mi mowi, ze te badania bede musiala odwolywac, bo okaza sie zbedne


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 listopada 2015, 11:59

DzikaRoza Czterdziesci plus i pragnienie 8 listopada 2015, 00:35

Och dziewczeta Wasze slowa sa dla mnie ogromnym wsparciem.
Nie zebym nagle zostala chorobliwa optymistka ;D
Jestem sobie u mamusi, sa moje siostry, straszny babiniec ale tak mi tu tym razem dobrze.
Jestem w fazie protestu. Pieprze ja wszystko. Temp, leki itp. Zaczne jak wroce do domu.
Nawet mam luteine i sprobuje cykl z luteina zanim nie pojdziemy na ta insemine.
Moj ukochany odjechal na 2,5 dnia, to nieprawdopodobne. Byly maz wyjezdzal co tydzien i wracal tylko na weekendy. Zylam tak latami i nie widzialam w tym nic zlego poza kompulsywnym objadaniem z powodu samotnosci. Teraz z moim partnerem laczy nas taka wiez ze wydaje mi sie az patologiczna.
Trzy dni bez siebie to dramat. Tesknimy do siebie jak szczeniaczki. Takze On przyjezdza jutro wieczorem jak wszystko dobrze pojdzie i wracamy do domku w poniedzialek 1000km. Gdyby mi ktos opowiadal ze moze laczyc ludzi takie uczucie i wiez, wybaczcie nie uwierzylabym. Serio.
Luteranie, nawet mi sie nie chcialo o nich poczytac a tu piekna niespodzianka - Kaija dzieki.
Nie zagladalam tu dawno ale mysle o of i o dziewczynach. To tak jak spotkanie z moim mezem, w internecie, nie widzielismy sie a zakochali jak szalency. Tak z dziewczynami tu, nie widzialam sie a sa mi bliskie. Prawda jest ze wspolne problemy zblizaja i to jest zasadnicza przyczyna ale nie generalizuje. Przeciez nie ze wszystkimi tu nawiazalam kontakt. Ja to w ogole taka raczej aspoleczna jednostka jestem. Baardzo dlugo dobieram przyjaciol, znajomych. Nie lubie zyc w otoczeniu sztucznej przyjazni, czy putej znajomosci. Najgorsze to takie wampiry energetyczne, ktore wyciagaja energie zyciowa przez pol godziny spotkania, o nie, staram sie nawiazywac relacje, ktore daja satysfakcje kazdej ze stron.
Odzwiedzila nas dzis moja kuzynka z rodzina i malym 3 miesiecznym synkiem, sliczniusi taki slodziak. Potrzymalam na rekach, pobawilam sie z nim... i zalapalam chwile smutku, niedluga. Ta moja kuzynka ma niby wszystko to czego ja nie a i tak jest nieszczesliwa w swoim malzenstwie. Zal patrzec. Ale ja jej na sile nie pomoge, sama by musiala chciec samej sobie pomoc.
No to co idziemy dalej odkrywac nieznane i sprawdzic co tam sie kryje. No dooobra idziemy. Rady nie ma ;)
Jak wroce do domku, powracam do biegow, lyse ostatnio to moje endomondo.

Zosis Pamiętnik starań Zosi 16 października 2023, 17:26

13 dc, "dzień zero", IUI
To był emocjonujący dzień. W zasadzie z pełnym wachlarzem emocji. Wstaliśmy rano, ja zjadłam śniadanie i wyszłam z psem, Mąż chciał jeszcze poleżeć. Spacer dobrze mi zrobił, bo mimo tego, że do tej IUI podchodziłam bardziej "na chłodno" to podprogowo stres jednak robił swoje.

W klinice umówieni byliśmy na 9.00.

8.45. Kiedy Mąż stwierdził, że "idzie zrobić swoje", ja akurat kończyłam się ogarniać. Z łazienki wyszedł bardzo szybko, wkurzony. Wiedziałam, że coś jest nie tak, zanim się odezwał. Nie wyszło. Odczekaliśmy chwilę, pogadaliśmy, poprzytulaliśmy się, zaproponowałam Mu, że może jakoś Mu pomogę (😈) albo skoczę jednak po te tabsy od Pani Doktor (ale chyba Jego ego nie pozwalało na ich łyknięcie), podjął drugą próbę. 9.15 Nic, zero, null. Chłop wściekły jak szerszeń, nic poza tym. Kiedy spytał, co robimy, odpowiedziałam tylko, że nie wiem.

Znowu zaczęły się wywody pt. "dałem ciała i wszystko przeze mnie", jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Przytuliłam się do niego i tak leżałam. Kiedy spytał po raz kolejny, co robimy, byłam w stanie z siebie tylko wydusić, że odwołujemy, nie ma nasienia, nie ma wyjścia. I co, będziemy tak co miesiąc przekładać? Nie, kolejny raz już po prostu nie podejdziemy, nie będziemy mieli po prostu dzieci. I w tej chwili pękłam, popłakałam się, wypowiadając ostatnie słowa. Nie miałam nawet siły tego ukrywać. 9.30. Przebrałam się w dresy, zmyłam makijaż. Koniec. Poddaję się. Ja nie mam siły już tego dźwigać.

Nawet nie zauważyłam, że Mąż się gdzieś zawinął. 9.40. Wyskoczył "jak Filip z konopi" z tekstem: "Zośka, jedziemy, zbieraj się". Zanim ogarnęłam, co to znaczy, On już miał na nogach buty. Udało się. Podszedł trzeci raz i się udało. Narzuciłam na siebie szybko ciuchy i polecieliśmy do samochodu. Nie odzywaliśmy się. Kiedy byliśmy w połowie drogi do kliniki, zadzwonił telefon. Telefon z kliniki. "Tak, wiem, mieliśmy komplikacje, ale jedziemy, będziemy za 10 minut". Nawet nie dopuściłam do siebie myśli, że jedziemy spóźnieni... Godzinę. Dobrze, że jej nie dopuściłam, bo na miejscu nikt nie robił z tego problemu. Dojechaliśmy po 20 minutach od oddania nasienia, na drodze nie było żadnych niespodzianek, na szczęście.

W klinice mieliśmy czekać razem, ale ostatecznie pogoniłam stamtąd Męża. On nie lubi takich miejsc, stresują Go, więc wprowadzał nerwową atmosferę, a ja tego nie potrzebowałam. Wyszłam z Nim na parking, tam mnie przytulił tylko mocno i szepnął, że „wszystko będzie dobrze, najsłabsze ogniwo za nami”. Tyle mi wystarczyło. W tej sekundzie pomyślałam, że kocham tego człowieka najbardziej na świecie.

Po 1.5 godziny okazało się, że... Mamy to! Podchodzimy do IUI.

Mąż oddał minimalną możliwą próbkę nasienia (1,5 ml), ale było w niej mega dużo plemników, bo 45 mln/ml (wartość referencyjna to 15 mln/ml (!), więc koncentracja rewelacyjna). Wyniki nasienia bardzo dobre. Ostatecznie w wyniku mamy napisane, że podano mi 65 mln plemników, 90% z nich było hiperaktywowanych (czyli, z tego co przeczytałam już później: tych szybkich i najbardziej dynamicznych).

Sam zabieg to chwila. Położyłam się na fotelu ginekologicznym. Ekspresowe USG, celem potwierdzenia, że nie urosło więcej pęcherzyków – pęcherzyki były OK, enodometrium „super grube”. Podłączenie cewnika to uczucie trochę jak przy cytologii. Najbardziej dyskomfortowe było chyba to, że miałam zalecenie zgłoszenia się z pełnym pęcherzem, więc siku już mi się chciało niesamowicie. Przez cewnik wstrzyknięto mi płyn, zawierający plemniki Męża i… To tyle. Później musiałam sobie jeszcze poleżeć 10 minut na fotelu z nogą założoną na nogę i do domu.

Teraz zalecenia: nie przemęczać się, dbać o siebie i nie stresować. Dzisiaj i jutro możemy jeszcze próbować wykorzystywać dodatkowo podstymulowany cykl i zwiększać szanse. Za 14 dni test ciążowy. Wcześniej nie ma sensu, bo było Ovitrelle.

Po wszystkim Mąż zabrał mnie na kawę, która skończyła się obiadem i deserem… Mieliśmy jechać podłubać coś na budowie, ale Mąż stwierdził ostatecznie, że mam o siebie dbać i nie marznąć, więc dzisiaj świętujemy. Zjedliśmy więc smacznie w knajpce, do której chodziliśmy na pierwsze randki, porozmawialiśmy, pośmialiśmy się. Teraz czekamy na nasze bliźniaki. 😊 Dzisiaj pozwalam sobie w to wierzyć. Dzisiaj w to wierzę. 😊

2 jajka i 65 mln plemników to dobra statystyka, nie? 😊 Z tego muszą być dzieci! 🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 października 2023, 17:30

Mówiłam wam już że wqrwia mnie moja teściowa? I jej mama też? Teściowa wierzy że albo jestem idiotkom albo chce zrobić krzywdę mojemu dziecku i przy każdej okazji pyta o jakieś podstawy np 'a odbijasz go po jedzeniu?', 'a Basia dawała jakieś witaminy Kubusiowi dajecie też?', 'jak mu dajesz butelkę to powinno być 3h przerwy do następnej', 'źle go trzymacie jak go myjecie' ... eh jestem cierpliwa i kulturalna i staram się dawać moje dziecko każdemu ale przez takie teksty włącza mi się tryb 'zostaw go w spokoju'. Nie twierdze popełniam błędy ale młody nie narzeka, a ona też nie zawsze robi wszystko dobrze, ale czy ją upominam? Nie! A co do jej matki to jak jeszcze raz mi powie 'za dużo pijesz wody i dlatego masz problem z pokarmem' (taaaak ona wierzy że na ograniczenie mleczka w cyckach pije się duuuużo wody) to mnie szlag trafi, albo że wystarczy się napić ciemnego piwa i będzie super już. Ja robię co mogę i nie potrzebuje takich rad które gówno dają, postępy opisze przy następnej okazji, dziś musiałam wylać moją frustracje.... dziękuję, dobranoc (tak idę jeszcze spać bo to karmienie było :) )

Edit:
Aaaa jeszcze mąż mnie wkurzył bo zamiast mi pomóc z małym przed snen (20min żebym odciągnęła pokarm) to on sobie poszedł spać bo jest zmęczony. Wierze, że jest zmęczony i ma do tego prawo, ale heloł ja też! I dzięki temu że on poszedł spać 20min wcześniej ja poszłam 1,5h później bo mały wcale nie chciał mi pozwolić spokojnie odciągnąć pokarmu, no a potem jeszcze karmienie i usypianie...
Teraz naprawdę dobranoc :) Dzięki że jesteście!


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 05:10

Siknęłam i jak byk negatywny negatyw :) Jutrzejsza beta nie ma sensu, ale pójdę, bo nigdy nie byłam, no i gin kazał iść :P


Miłego dzionka dziewczyny!

Edit#1 - po ponad godzinie mikro cień cienia ;) czyli wyparowaly siuski i jest błędny odczyt :) ale fajnie taki coś zobaczyć :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 08:37

Nooo wreszcie! Zaczęło się plamienie, brzuch boli, więc dzisiaj albo najpóźniej jutro @ rozkręci się na dobre :) Miałam jeszcze kupiony jeden test ale będzie grzecznie czekał do testowania po transferze kiedy to pokaże mi dwie piękne krechy :D Już miałam w planach poniedziałkowe badanie prolaktyny bo się bałam że to odstawienie bromka coś namieszało. Ale może profilaktycznie w 3-5dc zbadam i tak.
Wniosek? Z organizmem nie wygrasz. Zrobi sobie i tak jak będzie uważał za słuszne.

Kupiliśmy autko :D Jestem przeszczęśliwa bo wyhaczyliśmy super okazję już praktycznie w pierwszy dzień jeżdżenia za samochodem :) Bo trochę się obawiałam, że temat zajmie nam kilka kolejnych sobót i pochłonie niepotrzebne kilometry. Pojechaliśmy po nie ze znajomym mechanikiem aż na Śląsk ale opłacało się :) Kupiliśmy Fiata Cromę, bardzo fajnie wyposazone i WIELKIE rodzinne auto! Jest bardzo przestronne i z przodu i z tyłu, będzie mi bardzo wygodnie również koło dziecięcego fotelika ;) Dodatkowo auto jest pewne bo cały czas było serwisowane w aso, przebieg ma nieduży a poprzedni właściciel bardzo o nie dbał i nie oszczędzał na nim więc ma w środku wiele sprawnych niedawno wymienionych rzeczy które potencjalnie niedługo mogłyby wymagać naprawy. Właściciel sprzedawał je już od kilku miesięcy i systematycznie opuszczał cenę więc pojawiliśmy się w dobrym momencie. Teraz tylko zadbać o nowego pasażera albo nawet nowych pasażerów :D

Dla równowagi spieprzył się nam nasz duży komputer, który pełni również funkcję telewizora :/ Albo jest jakiś problem z windowsem, bo nie może go znaleźć, i mąż to jakoś przeinstaluje i naprawi, albo poszedł twardy dysk, ale może nie... Nauczona doświadczeniem magisterkę piszę bezpośrednio na google drive, bo jakby było inaczej to mąż by mnie znalazł rano zimną po zawale na kanapie.

Życzę wszystkim udanej niedzieli! :) I w miarę znośnego poniedziałku :)

KaijaUK Irlandzkie starania 8 listopada 2015, 07:35

Ktoś jeszcze nie śpi? Nie śpię od 3:50 (4:50 w Pl) temp 97,50f. Obudziła mnie chęć pójścia do łazienki i okropny głód. Jakbym nic nie jadła...a jadłam przed snem. Wkońcu zasnęłam około 5 (6 pl), ech budzik mnie obudził o 6:09 (7 pl) na mierzenie temp. 97,97f. Nieźle.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 07:39

Dagers Czas zacząć, zmagania po 30-stce 8 listopada 2015, 10:19

4dpo
straszna migrena od wczoraj, tabsy nie pomagaja, wiec pozostaje mi przeczekac
zazwyczaj mam takie migreny przed okresem, ale teraz jakos tak dziwnie w srodku cyklu

no i jeszcze stres z macho, bo idziemy na bal (taki prawdziwy z dress code'em) i ten lobuz nie ma smokingu, i sie zreflektowal 2 tygodnie przed.
Szukamy po sklepach, ale on strasznie wybredny jest, jak juz cos jest to kosztuje 6k PLN, czyli duzo za duzo jak na jedno wyjscie.

No to szukam wypozyczalni, ktorych tutaj jak na lekarstwo ... mimo ze stolica
i wszedzie trzeba sie najpierw umawiac telefonicznie i z tym angielskim jest tez problem

Cos mi sie wydaje ze my na ten bal nie pojdziemy, zawiode moja przyjaciolke i sie pewno pogniewa, bo wydali mnostwo kasy na zaproszenia dla nas.

Mogę powiedzieć że jestem zadowolona z wizyty:-) stwierdził że mam hiperinsulinemie i przepisał mi glucophage xr 500. Do tego na plamienia po owulacji 3x na dzień duphaston żeby wyregulować cykl i zlikwidować plamienia. Mąż jak skończy witaminy ma powtórzyć badania nasienia czy się poprawią a jak nie to przepisze coś lepszego.


Wierzę że Widzisz Boże, że czekam na swoje szczęście
Nie zostawisz mnie tak
Kiedyś się uda, musi się udać!
Zaplanowałeś coś dla mnie innego?
Jeśli tak to co?
Ile jeszcze przede mną?
Kolejny rok starań?
Boję się tego :-(
Boże jak to zrozumieć inne matki wyrzucają swoje dzieci, biją, duszą poprostu okropność a ja tak bardzo chcę i z jakiegoś powodu nie mogę. Tego nie potrafię pojąć... nie chce i nie zrozumie


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 07:42

Samara Oprócz błękitnego nieba... 12 listopada 2015, 19:19

Dieta obrotowa... Gdzie się nie obrócę to coś zeżrę :P Kolejny objaw zbliżającej się @. To nic, dam radę to przeżyć. Obiecałam sobie nie płakać w tym miesiącu. Jutro jadę na uczelnie. Spróbuję przepisać sobie ocenę z warsztatów informatycznych i ponudzę się trochę na filozofii i metodologii nauk przyrodniczych. W ogóle kto to wymyślił?
Cały dzień szorowałam kafelki w łazience. Aż miło teraz tam wejść. Mała rzecz a cieszy. Takie to prozaiczne.

Kochane dziewczyny z OVF I BBF życzę Wam cudownych, radosnych i spędzonych w magicznym, rodzinnym gronie świąt <3 <3 Niech się spełnią wszystkie życzenia wypowiedziane i wyproszone u Boga, tak jak Nasz Cud <3 <3 ;-* życzą Mama Ania, Tata Piotrek i Synek Maksio :-* :-*

Żaniayarn Do trzech razy sztuka? 8 listopada 2015, 08:01

Chyba czas coś naskrobać na fioletowej stronie :)

Ciąża jeszcze w 100% nie potwierdzona, bo do lekarza idę niestety dopiero w czwartek.
Ale głęboko wierzę, że wszystko jest w porządku :)
Czekam na wyniki piątkowej bety- w poniedziałek się okaże, czy ładnie rośnie.
Według bbf to 3 tydzień + 5 dni ;)
Mam nadzieję, że to moje ostatnie dni w pracy i, że w czwartek dostanę już L4.
Coraz ciężej wstaje mi się rano, a już nawet nie chcę myśleć, jak mam wytrzymać nockę.
Byle do czwartku...
Muszę wierzyć w to, że wszystko się uda....

Dowiedziałam się tutaj, na ovf o czymś takim jak Nowenna Pompejańska i z nadzieją, że Matka Boska z Pompejów pomoże nam donosić dzidzię, w czwartek zaczęłam ją odmawiać.
Mam nadzieję. że wytrwam :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 13:03

W końcu odblokowanie mi pamiętnik i mogę Wam zdać relacje z wizyty. Mój lekarz uznał, że jestem bardzo płodna, o czym świadczy to ze zaszłam w ciążę dwa razy z rzędu po inseminacji a to się raczej nie zdarza. Możliwe, że moje poronienia są skutkiem clostilbegytu bo co prawda jest tani ale ma całą listę skutków ubocznych. Na wszelki wypadek mam zrobić poziom glukozy i insuliny który robie jutro. Z badała tez poziom hormonów i mam nieznacznie podwyzszona prolaktyne - 28 przy normie 26 i testosteron 0,7 przy normie 0,5. Myślicie że to może być od tego? Kolejnym powodem dla którego ciaza się nie utrzymuje mogła być hiperwitaminoza... okazało się ze mogłam pić za dużo soków a do tego brałam te witaminy prenatalne a nadmiar witaminy A może powodować obumarcie zarodka.To tyle na dzis:) mam jednak nadzieję że to od clo ale okaże się jutro.

@ przyszła. Nie ma słów aby opisać to co czuje...


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 listopada 2015, 08:37

31+2
Powinniśmy mieć izolatkę w domu.Mama chora,brat i dziadek.Chodzili i chodzą po domu aż wychodzili i znów jestem chora...to już moj trzeci raz.Biedny maluszek musi wszystko przecierpiec.Pije te wszystkie cudowne wynalazki ale przeziebienie postepuje.O zgrozo ;//Wczoraj z moim Kamilem zrobilismy placek 3 bit.Dzis po obiedzie bedziemy konsumasic

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)