sosenka Serduszko pod moim serduszkiem 4 grudnia 2015, 10:00

Jestem przerażona jak ten czas leci! Jak już poniedziałek minie, nagle jest piątek :O. Im starsi tym szybciej? Ehhh.

PS. Szkoda, że się nie zachodzi w ciążę od samego patrzenia na swój wykres. Wchodzę co godzinę jakby miało się coś zmienić -_-.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 10:29

Owulacja chyba była :-) wg OF jestem 5dpo ale ja liczę że 4dpo. Od wczoraj biorę duphaston 3x1 a w poniedziałek mam plan zbadać progesteron (22dc) lekarz kazał badać w każdym miesiącu.

Nie wiem czy to moje urojenia ale rano jest mi okropnie niedobrze jak mam pusty żołądek i chwilami boli mnie lekko dół brzucha jak na @. Nie zaznaczam na wykresie bo to nie trwa cały dzień, ale od przypuszczalnej owulacji po kilka godzin, minut na dzień... albo po prostu mi się zdaje.

Dziś meble i fotele i stolik przyjechały- na poddasze, mężu będzie skręcał :-) jeszcze chwila i będziemy tam spać, jak wszystko będzie gotowe to wrzucę może kogoś mój pomysł zainspiruje :-) buźka


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2016, 20:59

No to mamy następny miesiąc - grudzień, i ostatnia szansa w tym roku aby jeszcze postarać się o bejbusia;)
Praktycznie skończyła mi się już @, więc od dzisiaj będziemy działać...no ewentualnie od jutra:P

Od wczoraj zaczęłam brać clo i szczerze mówiąc jak na razie nic szczególnego nie czuje, ba nic nie czuje. Jest normalnie tak jak zawsze.
Nie wiem właściwie czy tak powinno być???

Zobaczymy jak to się wszystko będzie rozwijać:)

Ooooo jak mnie tu dawno nie było....muszę coś naskrobać:) Otóż jak na razie nie jestem w ciąży..jak widać, byłam wraz z mężem na wizycie w Gamecie w Gdyni u doktora Czecha. Wstępnie oczywiście wszystko ok, badania w normie więc nie ma czego się przyczepić. Musiałam zrobić badanie rezerwy jajnikowej, wyniki miałam już po 3 dniach gdzie u mnie w Toruniu na wynik tego badania czeka się około miesiąc. Bardzo bałam się tego wyniku...bo w sumie od rezerwy zależy czy mam jeszcze czas by próbować. Gdy zobaczyłam wynik,kamień spadł mi z serca, 4,61 czyli jeszcze dużoooo czasu na ciąże:) No ale dalej jestem w martwym punkcie, bo ciąży nie ma a wyniki dobre. Z tym wynikiem 14 grudnia mam się zjawić w klinice, mąż jeszcze powtórzy badanie nasienia, no ale skoro rok temu miał świetne wyniki to wątpię by aż tak się pogorszyły..

No i zapadła decyzja o inseminacji, zasugerowałam to lekarzowi i powiedział że sam chciał nam to zaproponować, musi jeszcze sprawdzić pęcherzyki i w sumie możemy przystępować. Powiedział, że oczywiście może sprawdzić wrogość śluzu czy też endometriozę ale i tak niezależnie od wyniku- inseminacja. Moja walka zbyt długo już trwa i nie mam siły pół życia szukać przyczyny. Stać mnie na inseminację nawet miesiąc po miesiącu więc nie ma na co czekać..

I tyle..


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 10:27

Dziś 28 dc a ja mam wielką nadzieję, że w końcu się udało. Test planuję zrobić w poniedziałek. To będzie 16 dpo więc jak jest coś na rzeczy to powinien już wyjść. Od trzech dni okropnie boli mnie krzyż. Nie jestem w stanie usiedzieć cały dzień w pracy. Poza tym mam bóle @ i dziś boli mnie prawy jajnik. Ale piersi nie bolą mnie wcale i nie są powiększone. Czuję, że te 3 dni będą pełne napięcia i nadziei.:)

Dałam sobie nadzieję na ten grudzień, może to naprawdę jest magiczny czas. Jeśli nie, to bardzo bardzo się znów zawiodę...i nie wiem już jak odbudowywać swoją nadzieję.

Wczoraj miałam silny ból lewego jajnika. Test owu wyszedł chyba już pozytywny. Oby tym razem ta owulacja była szczęśliwa :)

A tak poza tym to ciągle mam w głowie retrospekcje z poronienia. To jest straszne.
Ciągle przypominam sobie jakieś drobne rzeczy. A to panią pielęgniarkę, a to słowa lekarza tuż przed zabiegiem itd...Mój mąż już dawno o tym wszystkim zapomniał, żyje tym co tu i teraz, a ja jakoś nie potrafię zamknąć skutecznie tego rozdziału. A to już przecież 7 miesięcy minęło...Najgorsza chyba była noc na porodówce, jak dali mi cytoteki na otwarcie szyjki, mąż musiał już iść bo była 21, a ja musiałam zostać całą noc na porodówce (bez okien, w piwnicach szpitala), a obok na salach non stop krzyczały rodzące kobiety. Rzecz jasna nie udało mi się zasnąć nawet na chwilę. A ciśnienie spadło mi do 60/40. Pielęgniarki to myślały, że zejdę...Od razu wpięły mi 2 kroplówki na 2 ręce na raz, a lekarz je ochrzaniał, że nie pozwoliły mi nic jeść przez cały dzień i wyglądam jak żywy trup...Te wendlony strasznie mnie bolały, miałam rumienie na całych rękach. A szyjkę jak mi badała położna to myślałam, że umrę z bólu...Tą całą służbę zdrowia to bym kopnęła zdrowo w dupę za tą empatię. W dodatku ciągle kręciły się koło mnie stażystki i pokazywały mnie sobie palcami, że to ta co poroniła i będzie miała zabieg i że cały czas płacze... Jezu...czy ja kiedyś o tym zapomnę ????


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 11:25

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 4 grudnia 2015, 11:24

Małgorzata Kożuchowska o skuteczności naprotechnologii: "Po dwóch miesiącach leczenia byłam w ciąży"

Małgorzata Kożuchowska wyznała w rozmowie z „Vivą”, że starając się o dziecko poddała się leczeniu metodą naprotechnologii. Jak twierdzi aktorka, która dopiero w wieku 43 lat została matką, lekarze oceniali jej szansę na zajście w ciążę na zaledwie dwa procent.
Kożuchowska nie jest zwolenniczką in vitro, dlatego postanowiła skorzystać z naturalnej metody leczenia niepłodności, czyli naprotechnologii. Aktorka udała się do endokrynologa i poddała się szczegółowym badaniom.
Miałam wrażenie, że ktoś wziął mnie pod lupę, prześwietlił od góry do dołu i zadbał o mnie. Jak się okazało, skutecznie. (…) Poddałam się naprotechnologii, metodzie, która indywidualnie podchodzi do każdej kobiety. Po dwóch miesiącach leczenia byłam w ciąży. I dopiero wtedy pani doktor przyznała mojemu mężowi, że z badań wynikało, że miałam może dwa, może trzy procent szans na posiadanie dziecka… Oczywiście miałam też ogromne szczęście — dodaje Kożuchowska.

Poprzedni rząd promował i dofinansowywał kosztowną metodę in vitro. Dzięki świadectwu takich osób jak Małgorzata Kożuchowska o naprotechnologii usłyszy znacznie więcej par starających się o potomstwo, którym do tej pory wmawiano, że in vitro jest ich ostatnią deską ratunku.

ZRODLO: http://wpolityce.pl/gwiazdy/273941-malgorzata-kozuchowska-o-skutecznosci-naprotechnologii-po-dwoch-miesiacach-leczenia-bylam-w-ciazy


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 11:23

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 4 grudnia 2015, 11:36

Według Ministerstwa Zdrowia naprotechnologia nie istnieje. Pary, które dzięki niej doczekały się dziecka, twierdzą inaczej

Wiceministra zdrowia Igora Radziewicza-Winnickiego, że „nie ma czegoś takiego jak naprotechnologia” warto zadać sobie pytanie czy tak jest faktycznie.

Przygotowując obszerny reportaż dla miesięcznika „Fronda” spotkałam się z trzem parami, którym nie dawano szans na macierzyństwo, proponowano im procedurę in vitro (jedna para skorzystała bez sukcesu), jednak dopiero dzięki naprotechnologii doczekali się potomstwa.
Wzbudzająca dziś wiele emocji naprotechnologia to gałąź medycyny, która współpracując z naturalnym cyklem kobiety, umożliwia diagnostykę i leczenie z wykorzystaniem dostępnych współczesnej medycynie metod poza aborcją czy metodami sztucznego wspomagania rozrodu, jak np. in vitro. Proces leczenia opiera się na zaangażowaniu i współpracy trzech stron: pary małżeńskiej, lekarza oraz instruktora. Najlepsze skutki leczenia osiąga się przy połączeniu obserwacji w modelu Creighton z leczeniem zgodnym z wytycznymi naprotechnologii, co pozwala osiągnąć 80-procentową skuteczność. Należy jednak uwzględnić fakt, iż sukces terapeutyczny jest zależny także od wyjściowego stanu zdrowia pary. Naprotechnologia zajmuje się leczeniem par lub kobiet borykających z zaburzeniami zdrowia ginekologicznego i prokreacyjnego, takimi jak m.in. niepłodność, poronienia, nieregularne cykle, zaburzenia hormonalne, zespół napięcia przedmiesiączkowego, torbiele jajników, nieprawidłowe krwawienia.

Grzegorz i Beata Fuks wraz z Maksiem i Martą

Państwo Grzegorz i Beata Fuks starali się o potomka od 2007 roku. W 2012 roku dali się namówić na in vitro. Próba była nieudana. Po roku spróbowali ponownie, okazało się, że przepadły 3 z sześciu zarodków. Małżeństwo nie zostało o tym w żaden sposób poinformowane. Po tym doświadczeniu państwo Fuks zaczęli się starać o adopcję. Jednak w 2013 roku pani Beata dowiedziała się, że istnieje coś takiego jak naprotechnologia i postanowiła spróbować leczenia, nie przerywając starań o adopcję. Dzięki naprotechnologii po kilku miesiącach pani Beata zaszła w ciążę. Gdy się o tym dowiedziała wówczas od dwóch miesięcy w domu państwa Fuks mieszkał już mały Maksio, który został adoptowany. Państwo Fuks mówią dziś, że ich marzenia spełniły się w dwójnasób.
Na in vitro nigdy nie zdecydowali, choć im tę metodę zalecano w wielu gabinetach, państwo Justyna i Karol Wardakowscy. Po 5 latach bezskutecznych starań o dziecko i maszerowania po licznych gabinetach lekarskich małżeństwo zdecydowało się spróbować z naprotechnologią. Diagnozie i leczeniu, jak zawsze w tego typu przypadkach, poddali się obydwoje małżonkowie. Skutecznie. Już po roku pani Justyna zaszła w ciążę.

Trzecia ze spotkanych przez mnie par - państwo Agnieszka i Bartosz Bujakowie - miała problem z poczęciem trzeciego potomka. Nie udawało się przez wiele lat i pomimo licznych konsultacji w gabinetach medycznych. Gdy para zapoznała się z modelem Creighton, lepiej zaczęła rozumieć własne ciała. Trzecie dziecko poczęło się już dwa miesiące po pierwszym spotkaniu z naprotechnologią. Państwo Bujak postanowili dać także innym parom szansę na upragnione dziecko i powołali do życia Instytut Rodziny (to właśnie pracownikom tego instytutu dziękowała na Facebooka Małgorzata Kożuchowska).


Agnieszka i Bartosz Bujak z Kubą i Klarą

Naprotechnologia jest po prostu dobrą medycyną, która opiera się na bardzo precyzyjnej i wnikliwej diagnostyce. Jest leczeniem niepłodności, podczas gdy in vitro walczy z bezdzietnością - tłumaczy Bartosz Bujak.

Dlaczego Ministerstwo Zdrowia ustami swojego ministra twierdzi, że naprotechnologia nie istnieje? Ciężko powiedzieć czy to arogancja, ignorancja czy głupota. W bibliotece Ministerstwie Zdrowia jest opasły podręcznik do naprotechnologii. Można go wypożyczyć i poczytać - śmieje się pan Bartosz.

Polecam cały obszerny reportaż, pt. „Wszystko ma swój czas” w najnowszym wydaniu miesięcznika Fronda (4/2015), Grzegorza Górnego.

ZRODLO: http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/242524-wedlug-ministerstwa-zdrowia-naprotechnologia-nie-istnieje-pary-ktore-dzieki-niej-doczekaly-sie-dziecka-twierdza-inaczej

Friend Tym razem się uda! 4 grudnia 2015, 12:21

Cały czas brak jakiś szczególnie dających o sobie znać objawów ciąży. Irytujące.

Mam co prawda co jakiś czas wrażenie, że to co zjadłam lekko mi się podnosi, ale skąd mogę mieć pewność, że nie miałam tak całe życie, a teraz zrobiłam się po prostu przewrażliwiona i szukam czegoś na siłę :-) Psychoza ciążowa dopada każdą z nas.

W pierwszej ciąży, też nic nie czułam. Martwiłam się tym, i jak się okazało słusznie. Teraz wierzę, że będzie inaczej.

Dokładnie za tydzień wizyta u lekarza, żeby zobaczyć kropka. Nie mogę się doczekać :-)

Ufff udalo sie :) przenioslam wizyte z pon na dzis jak dobrze bede spokojniejsza no i w poniedzialek niebede musiala jechac sama. Mam nadzieje ze te bole i skurcze to nic powaznego i ze wszystko okaze sie w jak najlepszym pozadku...

Trzymajcie kciuki

Dzięki za wszystkie porady do wpisu powyżej! :)

3.12.2015r. Dzień trzydziesty

Faktycznie Nastii nic nie dolega. Ten kaszel, taki dziwnie brzmiący jej przeszedł. Mąż za to mi się posypał. A wiadomo, jak on "choruje" to umiera. Rozglądam się już niemalże za promocjami w zakładach pogrzebowych. Ostatnio jak mu się zrobił zastrzał to nawet spał z palcem wzniesionym do góry, żeby go przypadkiem nieprzyjemnie kołderka nie smyrnęła po tym "zmasakrowanym" paluchu. Widok przekomiczny, jednak dla mnie tak irytujący, że myślałam, że go zabiję. No śpi i palucha z zastrzałem chroni! Ale żeby kopnąć mnie w dupę to nie omieszka. No tak ale to moja dupa. To ja mam chronić swoją dupę. Aż wczoraj dzwoniłam do Ciotki Położnej by mu wyjaśniła, że nasze domowe zarazki raczej Nastii nie grożą, tym bardziej że karmiona jest piersią.
No piersią. Jedna z moich piersi nadal jest nie do końca zregenerowana. Mała wygryzła na początku swogo żywota te malutkie brodaweczki tworzące sutek i mimo, że wszystko się zagoiło i krwi już nie ma, to został tylko taki pierścień z wykoszonych brodaweczek wokół sutka. Pod koniec dnia karmienie z tej piersi już staje się bolesne (co prawda nie tak jak na początku, ale jednak bolesność jakaś jest). Poza tym z tej piersi pokarm tryska na wszystkie strony świata, więc Nastka się wścieka często przy nim (bo się aż ksztusi) i odwzajemnia szarpaniem suta, gryzieniem mocniejszym i takie tam...

Dziś miałam udany dzień, ale bardzo męczący. Najpierw pomoc sąsiadom w pakowaniu się (niestety się wyprowadzają nasi najlepsi sąsiedzi..), potem spacer z koleżanką, zakupy (mam prezent imieninowo-mikołajkowy dla K. i kupiłam sobie piękną koszulę - przy karmieniu to najlepszy rodzaj garderoby jak dla mnie), potem goście i mąż powrócony z pracy (przeziębiony! umierający znaczy się!). Ani chwili nie miałam co by na swej dupie usiąść i odsapnąć, bo ciągle coś. No a tu wieczorem po kapieli Młoda mi przy cycku fochy strzela, bo za mocno leci. Co ja zrobię, że takiego jedego mam co z niego chlusta jak z węża strażackiego! Przecież nie może ona sobie jeść tylko z jednego, bo tak jej bardziej odpowiada. No i jeszcze na moje nieszczęście ten cycek czasem jeszcze boli. A wieczorem, gdy zmęczona jestem, to wszystko przeszkadza mi jeszcze bardziej. Wkurzyłam się i postanowiłam po miesiącu sprawdzić, czy córka zmieniła swoje stanowisko wobec sylikonowych osłonek na piersi. To znaczy mąż mi podrzucił opakowanie medeli z osłonkami i zaproponował tę opcję. No i Nastia załapała! Jest dobrze!

4.12.2015r. Dzień trzydziesty pierwszy

To już miesiąc jak ten bąbel jest z nami. Nadal w to mi trudno uwierzyć, tym bradziej, że jakoś tak nie doskwiera mi fakt posiadania dziecka. Nadal chodzę wyspana, jestem na bieżąco z serialami i ulubionymi programami telewizyjnymi. Przez ten miesiąc zaliczyłam jedną imprezę, jedno wyjście do kina i dwa wyjścia "w gości". Wiem, co w trawie piszczy u moich przyjaciółek i rodziny. Lodówkę oraz szafki kuchenne mam lepiej zaopatrzone niż kiedykolwiek, a mieszkanie jest pedantycznie czyste pomimo że na sprzątanie mam mniej czasu. Pranie nie zalega, a prasowanie przestało denerwować. Mam czas i możliwość na karmienie swojego uzależnienia jakim są zakupy. Paznokcie mam pomalowane, delikatny makijaż, schludne i czyste ubranie. Pozwalam sobie na 2 prysznice dziennie, a jedno z moich łazienkowych wyjść jest dłuższe i połączone z relaksem ( :P ). Nawet obiady zdarza mi się gotować. Nadal mam chwilę na czytanie książek (może już nie tak namiętne) i słuchanie ulubionej muzyki. I jeszcze zostaje mi trochę czasu na komputer.

Tak, zdecydwanie nie doskwiera mi fakt posiadania dziecka. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jestem przeszczęśliwa, że je mam. Że jestem matką... I wiem, że to wszystko... że to wszystko jest możliwe tylko i wyłącznie dzięki mojemu dziecku. Anastazja jest cudowna, praktycznie bezproblemowa, zdrowa. To dzięki niej jestem szczęśliwa. I dzięki mężowi..

Tylko kot od rana strasznie miauczy i rzyga. Bynajmniej nie tęczą. Zadzwoniłam do męża by zapytać, co Uzi jadł (to on zajmuje się kotem odkąd podjęliśmy decyzję o staraniach o dziecko, czyli od grudnia 2013; szoook :O ). No to dowiedziałam się, że kot sunie trzeci dzień na whiskasie... I zagadka kociego pawia wyjaśniona! Wysprzątałam kocie rzygowiny i poradziłam mojemu K., że jak chce to niech stołuje się przez kilka dni w mcdonaldzie. Ale swoje rzygi ma już sam sprzątać.

Dzisiejszy dzień już zaplanowałam na spokojnie. Co by nie padać na ryjówkę swoją. Mam tylko pediatrę z medicovera do odbębnienia z Nastią. A tak poza tym będziemy się relaksować! I co najważniejsze bez ludzi! Dziś wieczorem tylko wpadnie Siostra, bo jeszcze w tym tygodniu nie widziała Małej, a przecież Ciotka się osra jak nie przyjdzie i nie popatrzy chociaż troszkę na swoją siostrzenicę :) chyba naszykuję naleśniki... Z twarogiem i owocami! A i walnę jeszcze może sobie na dodatek nutellę, tycie mi raczej nie grozi, a nawet jeśli, to z chęcią przygarnę kilogram lub dwa. Trzema też bym nie pogardziła, także... Hulaj dusza, piekła nie ma!



38 TC ( 37t3d)

Minęło 24 godz. odkąd zaczął mi czop odchodzić i co ? I oczywiście nic się nie dzieje :/ Szanowne brązowe cuś sobie nadal wypływa a ja czuje się jak wcześniej. Tzn. pojawiają się napinania brzucha, nawet 20 razy i lekko jak na okres boli ale to raczej nie skurcze. Nieregularne to to i słabe...Odejścia wód płodowych brak, Synek się wierci o swoich porach, brzuch jakby lekko, bardzo lekko opadł. Poza tym nastrój mam jakiś do bani, dziś spałam z przerwami jakieś 11 godzin, zmęczona jestem nie wiem czym, nic mi się nie chce. Mąż za mną chodzi krok w krok, ciągle mnie obserwuje jak jest w domu, we wszystkim chce wyręczać a jak jest w pracy to pisze " Jak się czujesz ? " Wkurza mnie to... Ściągnął mi na tel aplikację liczącą skurcze - Pora na bobasa. A skurcze się na mnie wypięły cholery. To tyle.

inaa Mama,Tata i ...? 4 grudnia 2015, 13:45

Oj fasolko moja miła, nie chcesz się zjawić...

Musiałam założyć pamiętnik, bo pragne wyrzucić to wszystko z siebie. Mieliśmy z mężem przerwę od lipca w starankach- w miedzy czasie zapisaliśmy się do Ośrodka Adopcyjnego. Czekamy na telefon, ale jak na złość nie dzwoni :( ! W grudniu dostaliśmy zielone światełko na starania, ale wychodzi jak zawsze...
Seks po okresie 11 dc i 12 dc.. potem cisza, 16 dc owulacja ( pierwszy raz miałam nitki krwi ). Co z tego? jak niczego nie było? Od wczoraj mam okropny humor ! Okropny !! Zdążyłam się już pokłócić z mama, tata mnie niezwykle wkurza ciągłymi telefonami o pierdoły, męża czuć nie umiem... nie umiałam się doczekać jak pojedzie do pracy AGRR !
Znowu szansa zaprzepaszczona ... bólu podprzusza od 3 dni mam juz dosc ! Wszystkiego mam dość, ciągle chce mi sie spać.. tak to ten dziad progesteron, nie ruszam się z kanapy... spać spać spać... mam dość życia

Uffffffffff

:( :( :( :( :(

28t5d

No i znów mam nieco zaległości...
Poniedziałkową wizytę trudno mi obiektywnie ocenić. Lekarz był bardzo miły i sympatyczny, dokładnie wysłuchał co mam do powiedzenia. Powiedział, że jeśli bardzo chcemy, to on może przejąć ciążę, ale robi to niechętnie, szczególnie na takim etapie. Tym bardziej, że byłyby to tylko dwie wizyty (problemy z terminami) a na drugą mogłabym już nawet nie przyjść bo mogę już urodzić. Także jestem w kropce. Powiedział też, że on też odstawiłby już Duphaston (czym mnie uspokoił). Sprawdził jak pessar (na szczęście dobrze trzyma) no i tylko zerknął na Filipa (nawet go nie zmierzył, bo USG było w czwartek). I tak 17go idę na wizytę do mojego lekarza i mocno się zastanowię co dalej.

W środę minęło nam 200 dni ciąży! KIEDY? tak szybko to zleciało! Ale boję się, że ostatnie miesiące będą się strasznie ciągnąć... Już powoli myślę o pakowaniu torby do szpitala - największy problem mam z biustonoszem do karmienia. Jaki rozmiar kupić??!!

Zamówiliśmy już wózek i większość rzeczy dla Filipa już mamy :) Muszę to jakoś ogarnąć i porobić zdjęcia :D wtedy będę się chwalić naszymi łupami ;) No i w końcu muszę wstawić zdjęcie Filipkowego apartamentu ;) niech tylko ogarnę aparat...

Wczoraj była u nas położna na domowych zajęciach szkoły rodzenia :) było cudownie! To wspaniała osoba :) Dużo więcej się dowiedzieliśmy niż podczas tych wszystkich zajęciach, na których byliśmy :) To dodało mi trochę pewności siebie :)

19go grudnia będziemy mieć sesję zdjęciową! :D Robi nam ją nasz kolega ze studiów :) A przez to, że mój tryb życia jest bardzo kanapowy, to zgodził się przyjechać do nas do domu :) Nie mogę się doczekać :D Filipek chyba też bo podskakuje radośnie :D <3 Kocham tego Maluszka <3

A dziś nasze małe święto...już od 7 lat jestem związana z NAJCUDOWNIEJSZYM MĘŻCZYZNĄ NA ŚWIECIE! <3 KOCHAM <3 z każdym dniem mocniej <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 14:02

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 4 grudnia 2015, 14:05

11 dzień cyklu i badanie USG.

Zgodnie z badaniem jest pęcherzyk dominujący o wielkości 2 cm. Owulacja wg gina nastąpi lada chwila, więc możliwe że źle interpretowałam moje obserwacje i owulacja wystąpuje u mnie wcześniej niż skok temperatury. Zakupiłam testy owulacyjne i od jutra sprawdzę, czy coś w tym cyklu uda mi się jeszcze zaobserwować - mam nadzieję, że się nie spóźnię ;)

A dziś impreza firmowa więc będę się odstresowywać od natłoku myśli.

Udanego weekendu :)

PS Zmieniłam nazwę pamiętnika bo już czekamy na zimową, a nie jesienną Fasolkę :)

M. jednak chyba nie zdążył na "te" dni :-(.

Ja ostatnie dwa cykle mam jakieś dziwne - od razu po owulacji zaczynają mnie boleć piersi i tak do samego okresu bolą i stają się co raz cięższe.
Nigdy nie miałam takich objawów. Pobolewały mnie czasem piersi, ale to tak kilka dni przed okresem...

A poza tym mam też mały wyciek z piersi (ale to już od jakiegoś pół roku). Wyciek, nie jest obfity, to tylko kilka kropel, które się pojawiają po mocnym naciśnięciu piersi. Jaknacisnę tylko brodawki, to nic się nie pojawia...
Czy to normalne...?

Czasami mam takie obawy, że z moimi hormonami jest coś nie tak, że nie do końca zostało wszystko zbadane. Niby dotychczasowe wyniki w normie, ale mam jakiś taki cień niepewności...


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 grudnia 2015, 14:25

Nie nawidzę tej choroby!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jeszcze te piepszone PISiory zabrały in vitro - gnoje !!!!!!!!!!!! Mało nam cierpienia związanego z chorobą ? Jeszcze psychicznie trzeba cierpieć, nie mogę patrzeć na małe dzieci i kobiety z brzuchami....... Nie chce mi się dziś żyć !!!

18tc

17t 0d <3 <3


Tak mnie przywitał ten tydzień że pisze ze szpitala ... Wczoraj na wieczór pojawily sie skurcze i twardy brzuch to wszystko bylo na tyle silne ze nie mogłam spać, więc wstałam spakowałam torbę i pojechałam sama do szpitala przyjeli mnie zaraz na oddział zbadali i mam jakąś infekcje prawdopdobnie grzybica bo mam szare upławy i serowate lekarz pobrał wymaz zobaczymy co tam wyjdzie szyjka mowil ze zamknięta i jest ok poszłan następnie na usg i z maluchami wszystko było ok zdrowe bez żadnych patologii ufff... Kamień z serca ! :) prawdopodobnie chlopczyk i dziewczynka :) <3 <3 super ! Ale lekarz badał też szyjke mowi ze jest dluga zachowana bez rozwirania ale to moze byc tak ze przy tych skurczach dla szyjki za slabo by sie otworzyla... Ale to nie wszystko maluch jeden jest mniejszy chlopczyk a dziewczynka wieksza roznica 7 dni :O i to moze byc przyczyna tego ze prawdopodobnie maja jedno lozysko :( trzeba to kontrolowac nie jest to na 100% bo mogą mieć dwa łozyska ale zrośnięte brzeżnie tak miałam z poprzednimi bliźniakami:( i moze wystąpić zespół podkradania. Narazie nie mam powodu do zmartwien ale jesli roznica miedzy nimi bedzie dalej taka to bedzie wiadomo ze jeden talerz ich żywi .....
A dzis leże wciąż mnie boli mimo zastrzyków rozkurczowych macica dalej twarda jak kamień i sie stawia ruchy maluchów sprawiają ból siku biegam co chwila , bo pelny pecherz nasila ból wiatra puścic też ból w dole podejrzewają zapalenie pecherza ale mnie nie boli pecherz :( juz sie boje jestem zastresowana ze nie wiem co sie dzieje czekam na obchód bo kekarze od kilku h operują i ich nie ma więc czekam z bólem mam już dośc jeste.m zmeczona i wyczerpana.

18tc

17t 0d <3 <3


Tak mnie przywitał ten tydzień że pisze ze szpitala ... Wczoraj na wieczór pojawily sie skurcze i twardy brzuch to wszystko bylo na tyle silne ze nie mogłam spać, więc wstałam spakowałam torbę i pojechałam sama do szpitala przyjeli mnie zaraz na oddział zbadali i mam jakąś infekcje prawdopdobnie grzybica bo mam szare upławy i serowate lekarz pobrał wymaz zobaczymy co tam wyjdzie szyjka mowil ze zamknięta i jest ok poszłan następnie na usg i z maluchami wszystko było ok zdrowe bez żadnych patologii ufff... Kamień z serca ! :) prawdopodobnie chlopczyk i dziewczynka :) <3 <3 super ! Ale lekarz badał też szyjke mowi ze jest dluga zachowana bez rozwirania ale to moze byc tak ze przy tych skurczach dla szyjki za slabo by sie otworzyla... Ale to nie wszystko maluch jeden jest mniejszy chlopczyk a dziewczynka wieksza roznica 7 dni :O i to moze byc przyczyna tego ze prawdopodobnie maja jedno lozysko :( trzeba to kontrolowac nie jest to na 100% bo mogą mieć dwa łozyska ale zrośnięte brzeżnie tak miałam z poprzednimi bliźniakami:( i moze wystąpić zespół podkradania. Narazie nie mam powodu do zmartwien ale jesli roznica miedzy nimi bedzie dalej taka to bedzie wiadomo ze jeden talerz ich żywi .....
A dzis leże wciąż mnie boli mimo zastrzyków rozkurczowych macica dalej twarda jak kamień i sie stawia ruchy maluchów sprawiają ból siku biegam co chwila , bo pelny pecherz nasila ból wiatra puścic też ból w dole podejrzewają zapalenie pecherza ale mnie nie boli pecherz :( juz sie boje jestem zastresowana ze nie wiem co sie dzieje czekam na obchód bo kekarze od kilku h operują i ich nie ma więc czekam z bólem mam już dośc jeste.m zmeczona i wyczerpana.

18tc

17t 0d <3 <3


Tak mnie przywitał ten tydzień że pisze ze szpitala ... Wczoraj na wieczór pojawily sie skurcze i twardy brzuch to wszystko bylo na tyle silne ze nie mogłam spać, więc wstałam spakowałam torbę i pojechałam sama do szpitala przyjeli mnie zaraz na oddział zbadali i mam jakąś infekcje prawdopdobnie grzybica bo mam szare upławy i serowate lekarz pobrał wymaz zobaczymy co tam wyjdzie szyjka mowil ze zamknięta i jest ok poszłan następnie na usg i z maluchami wszystko było ok zdrowe bez żadnych patologii ufff... Kamień z serca ! :) prawdopodobnie chlopczyk i dziewczynka :) <3 <3 super ! Ale lekarz badał też szyjke mowi ze jest dluga zachowana bez rozwirania ale to moze byc tak ze przy tych skurczach dla szyjki za slabo by sie otworzyla... Ale to nie wszystko maluch jeden jest mniejszy chlopczyk a dziewczynka wieksza roznica 7 dni :O i to moze byc przyczyna tego ze prawdopodobnie maja jedno lozysko :( trzeba to kontrolowac nie jest to na 100% bo mogą mieć dwa łozyska ale zrośnięte brzeżnie tak miałam z poprzednimi bliźniakami:( i moze wystąpić zespół podkradania. Narazie nie mam powodu do zmartwien ale jesli roznica miedzy nimi bedzie dalej taka to bedzie wiadomo ze jeden talerz ich żywi .....
A dzis leże wciąż mnie boli mimo zastrzyków rozkurczowych macica dalej twarda jak kamień i sie stawia ruchy maluchów sprawiają ból siku biegam co chwila , bo pelny pecherz nasila ból wiatra puścic też ból w dole podejrzewają zapalenie pecherza ale mnie nie boli pecherz :( juz sie boje jestem zastresowana ze nie wiem co sie dzieje czekam na obchód bo kekarze od kilku h operują i ich nie ma więc czekam z bólem mam już dośc jeste.m zmeczona i wyczerpana.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)