24+5
Karmelku tak - brzuch wreszcie zaczął rosnąć. Rychło w czas
ale i tak na 6 mc to mały :p
Jutro mam badanie z glukoza, masakra! Ostatnio jak na głodny żołądek z rana wypiłam słodką herbatę to miałam okazję przypomnieć sobie I trymestr 
Ale jakoś przeżyję...
A tak w ogóle to zaliczyłam pierwsze rozstępy!!! Na prawym cycuszku buuuu.
No cóż trudno, noszę pod sercem swój Skarb - takie problemy to nie problemy 
mam doła już od kilku dni.... mąż powiedział, że mam mu nie opowiadać o tym co mi mówi ginekolog, jakie tam jeszcze badania robię i co mi ewentualnie jeszcze może wyjść być poza niedoczynnością i PCOS, stwierdził, że jego to dołuje i się martwi itp itd. Super - to mam wsparcie, nawet nie mam z kim pogadać, zajebiście.
Jest zle
@ do tej pory nie przyszla a dzisiaj juz 36dc. Odkąd biorę leki na wywołanie nie zdarzył mi sie taki dlugi cykl i musial mi sie przytrafić akurat teraz
bole brzucha i plemienia juz praktycznie ustaly i nie wiem czy malpa w ogóle przyjdzie
dodatkowo znowu sie pochorowalam i znowu idę na l4... Tak jak ostatnim razem mam głównie temperaturę ale czuje sie beznadziejnie!! Raz mi za zimno, raz mi za gorąco, boli mnie wszystko
wczoraj miałam niecale 38 i pomyślałam, ze jeszcze nie bede zbijać bo może organizm z czymś walczy i będzie niedobrze jak taka niewysoka zbije no i mam
po drodze od lekarza zbadam prolaktyne zobaczyć czy to ona nie jest winowajca tego zamieszania. I zastanawiam sie czy tak pro forma nie kupic testu, ale przeciez u nas naturalna ciaza jest niemożliwa i brak @ pewnie wynika albo ze zlej prolaktyny albo z choroby 
Jak się już chrzanić ma to wszystko.
Weekend w domu pod znakiem biegunek i wymiotów. Od piątku młody, na szczęście w niedzielę już się poczuł lepiej, no ale za to mnie dopadło. Nie dość że problemy ze snem mam, ciężko mi usnąć, to jeszcze takie "przygody" muszą się trafić. Ledwo żyję. Zasypiam na stojąco, jeść i pić nie mogę bo wszystko ląduje po chwili poza mną. Kur..!! Mam dość.
Stres mnie zjada. Wizyta dzisiaj po 13.00. Nie wiem czego spodziewać, w zasadzie jestem przygotowana na najgorsze. Poziom optymizmu sięgnął dna. I to u mnie!! Wiecznej niepoprawnej optymistki
Jest bardzo źle.
Idę spać, może uda mi się ukraść kilka chwil zapomnienia.
Jestem 8dzien po owulacji (linia przerywana) czyli nie potwierdza owulacja ...
Nie robiłam testów owulacyjnych .. Mój błąd:/
Przed braniem bromergonu nie wykryto u mnie owulacji ..pęcherzyki pojawiały się na jajnikach przez co było podejrzenie pcos ..nie potwierdzone
tygodnie spędzone w szpitalu na robieniu badan hormonalnych .. Wyszła tak jak wyżej wspomniałam wysoka prolaktyna .
W tym cyklu okropnie bola mnie piersi
Wydaje mi się, że mała kojarzy coraz więcej, zaczyna coraz częściej patrzeć tam, gdzie trzeba jak pytam gdzie coś jest. Papa nie chce robić
Mówić za bardzo też nie. Ale za to wczoraj już myślałam że coś jej jest, bo niedługo po spaniu przytuliłam ją a ona zamiast próbować uciec w 10 różnych stron to leżała spokojnie, podniosła się, popatrzyła na mnie i jeszcze kilka razy się sama przytuliła
Nic jej nie było więc chyba ogarnęła że fajnie się do mamy przytulać. Mężowi ryczy, nie chce z nim siedzieć.
Przedwczoraj też miałyśmy wypadeczek, wychyliła się na leżaczku tak, że przeważyła i padła na twarz a leżaczek na nią. Popłakała się strasznie, ale bardziej z żalu niż z bólu, bo ani śladu na buzi. A ja zamiast przeżywać, że krzywda się dziecku dzieje, to już po tym jak ją uratowałam i uspokoiłam doszłam do wniosku że sytuacja nawet zabawna była, gdyby miała więcej lat to chyba bym padła ze śmiechu jakbym zobaczyła moje dziecko upadające i nakrywające się leżaczkiem w ten sposób... Okrpna matka... 
Byłyśmy ostatnio u koleżanki z bliźniakami. Rany jacy oni są leciutcy, sama przyjemność nosić, od mojego klocka już mi ręce i plecy odpadają... Rysiowi zabierała smoczka z buzi, Gabrysię pacała po główce (Rysio też, widocznie główka Gabrysi zachęca do takich akcji). Nawet fajnie się zachowywała, towarzyska dziewczyna
Maluchy są 3 tygodnie młodsze od Zosi, według korygowanego wieku 4, Gabi całkiem ładnie sobie radzi, chyba niedługo zacznie raczkować, ale Rysio biedny chciałby więcej robić, a nie idzie mu i się trochę wkurza. W ogóle to moje dziecko to przy nich jak sumoka i aż dziwnie było patrzeć jak siadała, przechodziła gdzie chce i wstawała na nóżki, jakby była dużo starsza. A koleżance szczerze współczuję, bo mimo że szczęście podwójne, to roboty dwa razy tyle. I jak jęczą to oba naraz, albo na zmiany i ani chwili spokoju i ani chwili dla siebie
I mówi, że gdyby nie to, że tak długo się o nich starali, to chyba by jej cierpliwości nie starczyło.
Wydaje mi się, że mała kojarzy coraz więcej, zaczyna coraz częściej patrzeć tam, gdzie trzeba jak pytam gdzie coś jest. Papa nie chce robić
Mówić za bardzo też nie. Ale za to wczoraj już myślałam że coś jej jest, bo niedługo po spaniu przytuliłam ją a ona zamiast próbować uciec w 10 różnych stron to leżała spokojnie, podniosła się, popatrzyła na mnie i jeszcze kilka razy się sama przytuliła
Nic jej nie było więc chyba ogarnęła że fajnie się do mamy przytulać. Mężowi ryczy, nie chce z nim siedzieć.
Przedwczoraj też miałyśmy wypadeczek, wychyliła się na leżaczku tak, że przeważyła i padła na twarz a leżaczek na nią. Popłakała się strasznie, ale bardziej z żalu niż z bólu, bo ani śladu na buzi. A ja zamiast przeżywać, że krzywda się dziecku dzieje, to już po tym jak ją uratowałam i uspokoiłam doszłam do wniosku że sytuacja nawet zabawna była, gdyby miała więcej lat to chyba bym padła ze śmiechu jakbym zobaczyła moje dziecko upadające i nakrywające się leżaczkiem w ten sposób... Okropna matka... 
Byłyśmy ostatnio u koleżanki z bliźniakami. Rany jacy oni są leciutcy, sama przyjemność nosić, od mojego klocka już mi ręce i plecy odpadają... Rysiowi zabierała smoczka z buzi, Gabrysię pacała po główce (Rysio też, widocznie główka Gabrysi zachęca do takich akcji). Nawet fajnie się zachowywała, towarzyska dziewczyna
Maluchy są 3 tygodnie młodsze od Zosi, według korygowanego wieku 4, Gabi całkiem ładnie sobie radzi, chyba niedługo zacznie raczkować, ale Rysio biedny chciałby więcej robić, a nie idzie mu i się trochę wkurza. W ogóle to moje dziecko to przy nich jak sumoka i aż dziwnie było patrzeć jak siadała, przechodziła gdzie chce i wstawała na nóżki, jakby była dużo starsza. A koleżance szczerze współczuję, bo mimo że szczęście podwójne, to roboty dwa razy tyle. I jak jęczą to oba naraz, albo na zmiany i ani chwili spokoju i ani chwili dla siebie
I mówi, że gdyby nie to, że tak długo się o nich starali, to chyba by jej cierpliwości nie starczyło.
dzień dobry !
dzisiaj rano stwierdziłam, że skoro mam to wziąć na luzie to przestaje mierzyć temperaturę. Jak już to w dniu spodziewanej @ sobie zmierzę 
I przestaje się doszukiwać objawów. Ogólnie stwierdziłam, że mimo, że bardzo chcę to muszę się przede wszystkim zrelaksować, bo inaczej nie zaskoczy. Dajemy sobie z mężem czas do lutego. Potem zaczniemy się badać
Aczkolwiek u mnie z hormonami wszystko ok, bo dopiero co robiłam. U męża też musi być ok, skoro już raz nam się udało. Musi natura zadziałać i już
damy jej czas.
coraz bliżej Święta i czas relaksu i obżarstwa
ah już nie mogę się doczekać uszek, barszczu, pierogów.... 
Wizyta odwołana !! 
Zasnęłam sobie z niemocy już, przytulona do Georga pluszowego z jednej strony i mruczącego kocura z drugiej, tylko po to aby po 30 minutach obudził mnie telefon. Zaspana sprawdziłam numer, ale że nie znany ale chyba okoliczny (ostatnio przeżywam nagły wzrost zainteresowania wszelkiej maści przedstawicieli i doradców!!) to odebrałam na wpół śpiąc.
A tu: Pani Położna... Z informacją że moja Pani Doktor się pochorowała
I że musimy przenieść wizytę. Jakby mnie ktoś łomem w łeb zdzielił...
Co było zrobić?? Kolejne trzy dni czekania
Niech natchnie mnie jakaś siła i pozwoli przeżyć do godziny 9.00 we czwartek.
Jutro powinien być dla mnie dzień prawdy. Albo wóz albo przewóz. Oczywiście, że marzę żeby @ nie przyszła ale zanim nie zatestuję to i tak nic nie będę wiedziała. W tym cyklu miałam nie stosować Luteiny więc wszystko może się zdarzyć. Po prostu małpiszon może czeka aż go dokarmię Lutką. Objawów ciążowych nie mam wogóle. Śluzu sporo kremowego. Zawroty głowy to na bank moje urojenia.
Muszę się odważyć i kupić test i zrobić jutro. Szybciej wywołam sobie wtedy miesiączkę. Chyba nie ma na co czekać.
Ja po prostu cały czas przed oczami mam widok tłustej jednej krechy na teście.
38TC(37t3d) 18 dni do TP???( jak ten czas leci)
16 kg na plusie????? sama nie moge w to uwierzyc
Jakos naal nie moge uwierzyc w to ze nie ide w tym tygodniu do pracy..ani w przyszlym..hehe Mam wolne!!!!OMG...buuhahaha
Odtransportowalam karla do szkoly I teraz sobie siedze z herbatka w rece I pisze. Wczorajszy dzien nie byl dla mnie laskawy, stopy mi spuchly, bardzo zle sie czulam I do tego wymioty, doslownie wszystko co zjadalam. Czulam sie jakbym miala kaca giganta, krecilo mi sie w glowie, ktora tetniala jakby miala eksplodowac z hukiem. Caly dzien lezalam plackiem I modlilam sie zeby ktos mnie dobil. Za to w nocy naszedl mnie niespodziewany przyplyw energii I nie moglam spac. Choc moze to sprawka moich zatok, nabawilam sie zapalenia I ogolnie tradycyjnie jak od kilku tygodni czuje sie parszywie. Choc energii mam jakos wiecej..ciaza to bardzo dziwny okres w zyciu kobiety.
Dzis znow jade do szpitala I bede pytac co maja zamiar ze mna zrobic.Ostatnio nawet dobrze dziecka nie zmierzyli pozatym mala lezy jakos bokiem I nie wiem czy to moze stanowic problem do porodu sn?? Kolezanka z cukrzyca miala ciecie w zeszlym tygodniu. Ja wolalabym uniknac ale wiadomo ze zdrowie malej jest dla mnie najwaznijesze. Kolezanka rodzila 2 tyg temu I wyladawala na IT przez utrate krwi, wiec moj P. caly przerazony pytal co on ma robic jakoby cos zlego sie dzialo, a ja na to: Ratuj dziecko..a on: co?? a jak ja sam z 2 dzieci zostane??..a ja: mama bedzie musiala sie do ciebie wprowadzic:)))))
Co do GBS to bede klamac ze jestem pozytywna zeby mi dali antybiotyk, oni maja taki balagan w papierach ze sami nie wiedza co robia. Mam teczke rozmiaru ksiazki telefonicznej, ktorej nikt nie czyta...ostatnim razem uslyszalam zlota mysl...your baby is growing fine..po doslownie minucie usg...tyle to sama wiem ze rosnie.
edit:
Jestem juz po wizycie, poszlo nawet dosc szybko. Zrobili mi ktg, wszystko wyszlo ok. Mala szalala w brzuchu dla odmiany, mocz tez wyszedl ok. Zrobili mi usg bo troche mnie martwi boczna pozycja dziecka ale stwiedzili ze to nic takiego. I jesli nie urodze sama to mam wizyte wyznaczona na 30 grudnia:)) na wywolanie albo cesarke. Troche sie dzis uspokoilam bo przynajmniej wiem juz na co czekac. Szyjki nie sprawdzili wiec to pozostalo tajemnica
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 18:21
W sobote dostalam plamienia,wystraszylam sie tak,ze szok!Zadzwonilam do swojej doktorki,kazala mi lezec i jesli do rana nie przejdzie to mam jechac na ip. Cala noc nie spalam i latalam do toalety,sprawdzac czy nadal plamie. W nocy nie plamilam,ale rano byla powtorka z rozrywki;( Szybko wzielam kapiel i pojechalismy z mezem na ip. W szpitalu przebadali mnie,okazalo sie ze sie najprawdopodniej przemeczylam przy sprzataniu w sobote. W dodatku mam lozysko na przedniej scianie i musze sie troche oszczedzac. Z Lilka wszystko ok, siedziala ladnie w brzuszku a seduszko pieknie bilo. Chcieli mnie zostawic w szpitalu na konsultacje ale sie nie zgodzilam, wole polezec w domu. Mam isc na kilka dni na l4,dzis mam pojsc do swojej doktorki po zwolnienie. A teraz leze w lozku i mam odpoczywac.
25 dc.
Rodzice zabrali na trochę Zośkę. A ja leże w tonie zasmarkanych chusteczek i ledwo mówię. Dobrze że chociaż gorączki nie mam... Rozłożyło mnie na maksa, nawet z piżam się nie przebrałam. Wstawiłam rosół, ma postawić mnie na nogi 
Od kilku dni boli mnie podbrzusze i jajniki. Jak muszę odkasłać to zwijam się w kulkę i dopiero kaszlę, bo mam wrażenie że mi jajniki rozerwie. Mam nadzieję, że to dobre objawy, że nie oznaczają jakiś kłopotów ;/
Pozdrawiam dziewczyny!
Jestem kosmicznie rozbita. Nic mi się nie chce a dom czeka na sprzątnięcie
Praca czeka na ogarnięcie. Dobrze, że mój mały poprawiacz humoru jest obok 
kobiety starajace sie o ciaze powinny miec jakiegos psychologa pod ręką.
Nie wiem czy pisanie pomoże uporać mi się z ciężarem doświadczeń ale mam taką nadzieję.
Ostatnie dwa lata były bardzo ciężkie, nie wiem skąd czerpać siły na dalszą walkę.
Kilka miesięcy temu przeprowadziliśmy się do U.S., niedawno pierwszy raz skorzystaliśmy z porady tutejszego specjalisty. Od razu zalecił nam in-vitro, której z powodów sumienia nie jesteśmy w stanie w pełni zaakceptować. In-vitro wiedzie prym nad innymi metodami które wspierają poczęcie.
W pełni rozumiem pragnienie wszystkich tych którzy borykają się z problemem niepłodności. Ja do końca nie mogę tej metody zaakceptować, mam moralne wątpliwości, których nie umiem przeskoczyć.
Zdecydowaliśmy się w końcu na próby inseminacji. Jestem po pierwszym cyklu stymulacji Clo.
Lekarz zalecił stymulowanie mimo że USG i badania hormonalne, moje temperatury wykazywały występowanie owulacji. Zwiększa to szanse co w moim przypadku jest kluczowe o tyle że mam jeden jajowód i celem jest to aby rozwinęło się więcej pęcherzyków, również po prawej stronie.
Na stymulację zareagowałam dobrze, rozwinęło się 5 ale najbardziej dominujące 23 i 24 mm w lewym jajniku. Nie było sensu podchodzić do inseminacji zdaniem lekarza.
Samopoczucie po Clo jest okropne - zawroty głowy, uderzenia gorąca, zaburzenia snu, od kilku dni również boli mnie brzuch. Staraliśmy się normalnie, przez współżycie ale nie mam wielkich nadziei i oczekuję @ za jakiś tydzień. Znów będę przechodzić przez gehenne, bo niestety okres jest bardzo bolesny. Ból miesiączkowy nie zmniejszył mi się po operacji więc wydaje się że endometrioza nie miała tu wpływu ale od kilku miesięcy boli bardziej niż kiedyś i leki przestały już pomagać. . Nie wiem czy teraz ból w środku cyklu (17dc) to wynik po stymulacji Clo czy powrót endometriozy. Chociaż z drugiej strony przed operacją nie miałam żadnych dolegliwości bólowych, typowych dla tej choroby, nie licząc bolesnego miesiączkowania, z którym wcześniej sobie radziłam bo leki jeszcze pomagały.
Straszne rozterki mną targają... cała mieszanka uczuć.
Nadchodzą święta. Czas nadziei i radości... chciałabym ją wskrzesić u siebie i znów mocno uwierzyć, że w końcu się uda. Boże dodaj mi siły....
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 23:31
@ trwała i trwała..jak nie u mnie..i była obfita..w tym tyg lekarz, po wizycie zastanowię się nad ta zmianą..postaram sie umówić do dr m..może sie uda...muszę to generalnie zrobić jak najszybciej żeby nie stracić swojej szansy,...
Z mężem sie pogodziłam..na pogodzenia mam buty...sa piękne
i maja duzy obcas..mam nadzieje ze nauczę sie w nich chodzić...a w sb byliśmy w kinie tylko razem..fajnie tak wyjść od czasu do czasu tylko z mężem...
Zastanawiam się co kupić mężowi pod choinkę..mam do wyboru:
-ochraniacze na rower, -lampka do kindla, -portfel, -książka, -perfumy, i sama nie wiem co wybrać..
oczywiście nad swoim prezentem tez muszę sie zastanowić...:
ja zastanawiam sie nad -fajna pidżamką, -filiżankami do mojego kompletu lub dzbankiem, -perfumy, -książka..ja generalnie lubię praktyczne prezenty nie lubię takich co stoją i sie kurzą( chyba ze mówimy o moim komplecie z bolesławca)
zaczynam się denerwować co usłyszę na wizycie w czwartek..ehh...
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 14:26
24dc
Bardzo długo mnie tu nie było. Pęd życia mnie pochłonął w pełni 
U mnie zmiany- zmiana miejsca pracy-póki co inny sklep, żeby się przeszkolić, a później kolejna zmiana, czyli objęcie funkcji zastępcy menadżera sklepu. Czyli na koniec roku mogę zapisać sobie, że osiągnęłam sukces zawodowy. Chociaż w tym zakresie ten rok nie będzie "zmarnowany".
Starania o bobasa zeszły nam na drugi plan. Suplementacja jest, badania w toku, ale chęci do działania i czasu na nie - póki co brak. Nie jest tak, że zupełnie olaliśmy temat, że odpuszczamy, ale nie jest to nasz główny cel na ten moment. Może to i lepiej, bo oboje nie stresujemy się niepowodzeniami. Owszem, jest to taka chwila zawieszenia, ale na tą chwilę jest to dla nas najlepsze rozwiązanie. Psychika musi jednak odpocząć. I moja, i męża. Bo on jednak też się boi i martwi, głównie boi się kolejnej porażki = poronienia. Czas wyczekiwania dwóch kresek i starania o nie, jest dla nas jak oczekiwanie na prezent- bawimy się w tym czasie i ekscytujemy. Gorzej jak spotyka nas wielki zawód, a w 2015 roku były aż dwa takie momenty. Wierzę jednak, że 2016 rok będzie dużo lepszy 
Na chwilę obecną staram się trzymać postawy- co ma być to będzie, przyjmę wszystko co mi los dobrego przyniesie
złe rzeczy niech trzymają się ode mnie z daleka. I póki co tak jest.
Nie liczyłam jakoś szczególnie na awans, choć oczywiście godnie o niego walczyłam. Ostatnie dni w pracy uświadomiły mi, jak bardzo kuleje moja znajomość języków- zwłaszcza angielskiego i podjęłam decyzję, że od Nowego Roku będę uczęszczała na kurs- nie ma już wymówek. I co? Dzisiaj ni z gruszki, ni z pietruszki zadzwonił do mnie pan ze szkoły języków SpeakUp i zaproponował spotkanie. Zrządzenie losu, hę? W przypadki nie wierzę 
Więc kula się pomału, kula. Choć przyznam, że mogłoby się jeszcze wiele zmienić w kwestii finansów- ostatnimi czasy stwierdzam, że jest mi ciągle mało pieniędzy. Nie, nie, nie.. To nie to, że ja jakaś rozrzutna jestem, bo moim ostatnim zakupem dla siebie były kozaki, które musiałam kupić, inaczej nie miałabym w czym chodzić (całe szczęście jest to zakup "na lata"). Po prostu ciągle coś jest do zrobienia, wyremontowania, dużo okazji, na które wypada dać chociaż drobiazg w prezencie. I tak zawsze spora sumka się rozchodzi. Nie wspominając o zobowiązaniach kredytowych. Kredyt studencki, kredyt za meble. Ech, żeby wygrać, trzeba grać- czas skreślić kupon totka 
Nie mam jeszcze prezentów na Święta, powoli się tym stresuję. Wiem już mniej więcej, co chcę kupić, ale nienawidzę tej przedświątecznej gorączki w sklepach. Ludzie wariują! Przez to absolutnie nie czuję magii świąt. Zresztą, co ja gadam- magia świąt w sklepach
Bredzę, więc znikam stąd, co by więcej głupot nie wypisywać.
Zaglądam na ovufriend, choć nie uzupełniam za bardzo mojego wykresu, nie komentuję wykresów innych i pamiętników- mam odwyk
Trzymam kciuki za wszystkie Mamy- te przyszłe, te w dwupaku i te, które już trzymają swoje Szczęścia w ramionach! Obyśmy, jak najszybciej wszystkie mogły cieszyć się drugą i trzecią wymienioną przeze mnie "opcją" bycia Mamą
Byłam u wróżki....
Powiedziała mi po rozdaniu dwóch kart że widzi dużo strasznie dużo nerwów, płacz, rozpacz i depresje... potem po dalszym wyciąganiu kart wyjęła kartę gwiazdy i powiedziała że widzi moje uzdrowienie, że to co najgorsze już za mną i że jestem w dobrych rękach jeśli chodzi o leczenie. Powiedziała że widzi dziecko i macierzyństwo, że będę na zwolnieniu w pracy a potem do niej wrócę i że nawet nie wiem jakie szczęście mnie czeka bo będę miała wspaniałe dziecko a partner oszaleje na jego punkcie. Powiedziała że dużo przeszłam i kończy się mój zły okres w życiu że teraz będzie tylko lepiej...
A zapomniałam dodać że od wczoraj dupka już nie boli... to jest uczucie bez porównania z tym kiedy boli, aż chce się żyć !!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 15:22
12dc
Jak mnie dzisiaj brzuch boli jak na @ 
Nie wiem czy to przez clo czy przez co innego 
W dodatku ta tempka stoi na jednym poziomie i ani drgnie w gore lub w dol 
A testy owu?
Te to dopiero swiruja.
Kilka dni po @ wychodzila blada kreska a od wczoraj nic. Ani cienia cienia...
Co sie dzieje z moim organizmem?
A z dobrych wiesci to ciesze sie bardzo, ze kolejnej staraczce sie udalo
ciesze sie jej szczesciem
zasluzyla na to 
Ale przy tym powraca to pytanie...
Kiedy na mnie przyjdzie pora?
W tym miesiacu stuknie mi 3 lata od staran a ja dalej nie potrafie zajsc... 
Martwi mnie to bo jak tak dalej pojdzie to zostane sama ze staraniami 
Tak bardzo bym chciala nosic pod sercem szczescie :-*
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.