kamika23 Zale niecierpliwego trolla 17 stycznia 2016, 13:35

Kolejna noc minęła a @ jak nie było tak nie ma. Już coraz bardziej uświadamiam sobie, że to pewnie wydłużenie cyklu. Mimo, że ostatni test był robiony w piątek, to moim zdaniem gdyby ciąża była to na 100% by to pokazał. Będę to musiała dobrze omówić z ginekologiem na wizycie 1 lutego, bo takie wydłużenie cyklu jest w moim przypadku anomalią.
Naczytałam się opowieści o tym, jak stres i inne rzeczy potrafią wydłużyć cykl i coraz bardziej w to wierze. No bo przecież jestem zestresowana! Chęć posiadania dziecka, te wszystkie obserwacje, szukanie objawów, które powiedzą :TAK KOCHANA JESTEŚ W CIĄŻY"- to wszystko jest dla mnie naprawdę stresujące. Z jednej strony chciałabym sobie odpuścić, nie mierzyć tej temperatury (tak to mi się udaje w 1 fazie cyklu, ale potem zaczyna się druga i termometr wraca do łask), nie sprawdzać śluzu i szyjki bo może dzięki temu miałabym tak zwany LwD....Ale z drugiej strony, to bez tych obserwacji nie zdobędę żadnej wiedzy na temat mojego organizmu, która później mogłaby się przydać i dać odpowiedź w czym jest problem....Nie wiem, niech mi ktoś powie co mam z tym zrobić ?

Czas się brać w garść i się uczyć, bo kolosy i egzaminy same się nie zdadzą...A szkoda :P

Hasło na dziś: Mother of Nature is a bitch...:/

helutka droga do zielonej kropki 17 stycznia 2016, 15:02

Dwa dni temu wkroczyłam w 6 miesiąc ciąży i nawet tego nie odnotowałam..
Wizyta na II badaniu prenatalnym mnie totalnie rozwaliła, położyła na łopatki.. Dopiero się otrzepuję z emocji.

Syn wymiarami jak najbardziej w porządku, waży już 466g :)
Jedyne co niepokoi, to fakt, że lekarz zdiagnozował anomalię łuku aorty - nieistotną hemodynamicznie (czyli dobrze, że nieistotna). Na początku marca kontrola. Jeśli nic nie będzie uciskać - aorta /pień płucny - to ok. A jeśli będzie tam ciasno, bo przecież tchawica jest z innej strony - no to trzeba będzie poszerzać.

Wierzę, że będzie dobrze.
Musi. Nie ma innej opcji.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2016, 15:00

16 dc
Wczoraj mieliśmy drugi monitoring w Invimed.
Prawy jajnik 2 pecherazyki ok 22 i 19 mm. Endo 7,5 mm lekarz określił ze jest dobre. Ostatnio przy owulce miałam ok 10. Ale teraz endometrium zmierzył na skraju i wyszło 7,5 mm, poprzedni gin mierzył zawsze po środku. Nie wiem jak jest właściwie ale na pewno na skraju jest ciensze..
Było ładnie widać na USG, że szyjka się rozszerzyła i zaprasza te 700 mln plemnikow do siebie :)
Wczoraj ok. 19 maieliśmy wstrzyknąć Pregnyl i od 17dc Luteina dopochwowo.
Lekarz podczas gdy ja sie ubierałam w toalecie lekarz rzekł do mojego męża „to w poniedziałek inseminacja.” Mąż na to spokojnie odpowiedział ze decyzje mieliśmy podjąć dziś i uznaliśmy ze chcemy starać sie jeszcze 2 cykle naturalnie. I wiecie co? Od razu zmiana tonu, jakby foch (?!), zapytał jak wyszło nasienie i dziwnym trafem nie mógł znaleźć w systemie. Receptę pisał i nic nie mówił. Nie wyjaśnił na co jest ten zastrzyk.Tylko ze mamy wstrzyknąć dziś wieczorem a pózniej Luteina. O tyle dobrze ze ja juz wiedziałam z neta co to za Pregnyl. Mam przyjść w środę na sprawdzenie czy pecherzyki pękły.
Po wizycie mąż wkurzony. Ech..
Mamy plan taki ze mąż bedzie brał Proferil (wlasnie zamowilam, drogi ale ma wiele opinii ze poprawia morfologię), w lutym mąż ponownie bada nasienie ale juz w jakimś niezależnym laboratorium, w marcu HSG. Muszę podjąć decyzje do którego lekarza będę chodzić..

Aha, co do Invimedu to jeszcze jakieś 3 dni temu miałam telefon od koordynatorki z Invimedu z pytaniem kiedy dostarczymy badania w związku z przygotowaniem do invitro. Pani przesympatyczna do momentu gdy jej powiedziałam ze w tym cyklu nie podchodzimy do IUI. Od razu zmiana tonu i praktycznie zakończyła rozmowę.
Pierwsza wizyta nastroiła mnie pozytywnie, to o tyle druga wizyta juz kompletna klapa- komercha na całego.. Kasa kasa kasa, granie na uczuciach zagubionych ludzi. Zerowanie na ich pragnieniach.
Tak to widzę póki co.

Odebrałam też wynik AMH > 25.
Masakra, PCO na całego i chyba w ciężkiej postaci jednak. Jeszcze myślę czy nie jest trochę zaburzone przez Femarę, kilka dni przed badaniem łykałam ten lek na stymulację owulacji.

Wczoraj i dziś mam ładny śluzik, przejrzysty rozciągliwy jak białko jaja kurzego. Działamy z mężem codziennie. Mam na prawdę nadzieję, że się uda, bo nie wiem czy długo jeszcze zniosę faszerowanie się hormonami, zastrzykami.

W dodatku mamy problem, czy wynajmowac mieszkanie przez rok, w trakcie wynajmu kupić własne mieszkanie i przeprowadzić się na wiosnę 2017 do nowego. Czy może od razu kupić mieszkanie i mieszkać na swoim. Ech dylematy, całe życie mieszkałam w domu.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2016, 15:24

Nadal jestem chora,nadal nie jem glutenu. Bo z nabiałem już gorzej...Zaczęłam jeść żółty ser bo wydaje mi się że mi nie szkodzi,a ciężko dla nie doświadczonej osoby od razu wyeliminować i gluten i nabiał.
Niedługo zacznę pić kefir z grzybka tybetańskiego,koleżanka mówi ,że działa cuda,tylko nie wiem czy moje jelita to zniosą,zobaczymy,najwyżej przerwę.
Ten cykl jest mega dziwny, momentami nadal mam śluz rozciągliwy ,a cycki powinny już dawno boleć ,a nie bolą. Odkąd się obserwuję nie było takiego miesiąca, w którym na tym etapie nie miałabym wrażliwych piersi...Dupka w tym miesiącu nie biorę,nie chce mi się.
No i to tyle w ramach : wypadałoby coś napisać.

roletka Łódką do Groszka... 18 stycznia 2016, 13:25

32t1d

ja po usg a więc szyjka krótka tylko 8mm, w środę mam wizytę do wizyty odpoczywam, odpoczywam i odpoczywam, dr paniki nie siał bo to już 32 tydzień skończony a waga Pszczółek też ładna i tym oto sposobem Zuzia dupka w dół dalej siedzi i waży 2300g Tomusiowi udało się fiknac główka w dół i pewnie dlatego czuje od paru dni straszny nacisk w dole a waży 2200g <3 <3

Anuszka Dopóki od­dycham, mam nadzieję. 17 stycznia 2016, 16:19

Jesteśmy w domku tym razem skończyło się na strachu i oby nigdy więcej. Maluszek rośnie jak na drożdżach na szpitalnym pasztecie podskoczył do 7 mm mój kochany bydlaczek. W szpitalu opieka raczej kiepska w wielkim poszanowaniu mają pacjentów ... mówię że przyjmuje luteinę 3x3 a oni mi dają 2x1 paranoja jednym słowem. Jedyne co to SOREM się zaskoczyłam bo przyjęli mnie od ręki nie czekałam a ludzi trochę było wszyscy połamani wiadomo pierwszy atak zimy nie tylko ja wywinęłam orła. I tylko utwierdziłam się w przekonaniu że baby ginekolożki to porażka jedną to powinnam w gębę strzelić. Wyskoczyło mi z tekstem kiedy miałam TO robione... ale ja się pytam co? No TO mi odpowiada franca jedna... To coś to moje dziecko trochę szacunku poproszę a pani jak nie podobają się nowoczesne metody leczenia to mogła iść do klasztoru a nie na medycynę...
No i czuje każdą komóreczką ciała że będziemy mieli córeczkę no ale na takie wiadomości to jeszcze i jeszcze trzeba czekać. Tatuś pewnie nie będzie zadowolony ale mam nadzieję że jednak zostanie jego oczkiem w głowie :) Ja jestem ukochaną córeczką tatusia no :)

Moje ciało jest tak niepokorne jak sama ja :) Dziś rano, aż śmiałam się sama z siebie.

Pomimo wzięcia duphastonu w 15 dniu miesiączka trwa dalej tak, jak sobie zaplanowała (już czwarty dzień), a na moim wykresie pojawiła się informacja, że owulacja miała miejsce 14 dnia, czyli w dniu, w którym dostałam okres! I o co tu chodzi? Bądź tu człowieku mądry i spróbuj zrozumieć naturę. Nawet nie wiem, jak powinnam traktować to krwawienie. Skoro biorę duphaston, to tak, jakbym próbowała wmówić organizmowi, że to faza lutealna. Ten natomiast ewidentnie ma to gdzieś, chociaż z drugiej strony utrzymuje wyższą temperaturę.

Moje wrażenia po prawie pół rocznym leczeniu się duphastonem: CHAOS

Miała być regulacja cykli, a pojawiły się nieprzewidywalne plamienia przed okresem (co zdarzało się u mnie raz na kilka lat) i cykle o rozpiętości od 14 do 32 dni. Inne skutki uboczne: czasem zgagi i mdłości.

1 cykl: 25 dni
brak skoku, w 24 dniu plamienie, po odstawieniu dupka od razu okres.

2 cykl: 17 dni
skok w 8 dniu, plamienie od 17 dnia, nie wiedziałam, co robić, więc nie brałam dupka i od razu okres.

3 cykl: 32 dni
skok w 19 dniu, żadnych plamień.

4 cykl: 27 dni
skok wątpliwy w 13-stym dniu wyznaczony w fertility friend.

5 cykl: w 14-stym dniu zaczęłam krwawić, po wzięciu w 15 dupka, krwawienie trwa dalej jak zwykła miesiączka.

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 17 stycznia 2016, 17:21

RELACJA PORODOWA ;)

W czwartek 7.01.2016r. o godz. 17:41 zaczęły się skurcze - regularne, co 4-5minut - takie jak już bywały od kilku tygodni, więc jakoś specjalnie się nie przejęłam. Wlazłam pod prysznic, celem wyciszenia, a tu wyciszenia brak ... więc ... chyba się zaczęło ;) Spokojnie kazałam się M. szykować do wyjazdu, S. zabierać torbę, dzwonić do Dziadka. I się zaczęło. M. spanikował - że przecież to drugi poród i pójdzie szybciej, żebym się pospieszyła, bo mu w samochodzie urodzę i takie tam ... Patrzyłam na mojego genialnie opanowanego Męża z lekkim niepokojem. Bo jak zwykle to jego trzeba we wszystkim popędzać, tak stali już oboje w przedpokoju w pełnym rynsztunku i czekali aż się uczeszę i umaluję ;) No luzzzz.

Skurcze regularne, średnio bolesne, no nie ma paniki przecież, tak?

Przyjechaliśmy na IP ok. godz. 20 - ja zostałam na badaniach, a M. zawiózł w tym czasie S. do Dziadka. Na KTG "coś tam" się pisało, ale regularność spadła nagle do 8-9 minut, na USG przepływy OK, rozwarcie (uwaga!) na pół opuszka (pfff), szyjka (uwaga!) długa i twarda (pfff2). Miałam dwa wyjścia - dać się położyć na patologii i czekać na rozwój wypadków lub wrócić do domu, obserwować i jak się nasili / nie zmieni - wrócić. Wybrałam opcję drugą. Przez ten czas zrobiłam milion okrążeń własnego mieszkania, wzięłam kąpiel, skurcze nadal bez zmian. O godz. 23:30 pojechaliśmy więc znowu i tym razem zostałam przyjęta na oddział.

Cały piątek chodziłam po szpitalnym korytarzu w tę i nazad :P i po schodach też. Nogi mi do tyłka wrastały, ale się zawzięłam. Pożytek z tego był taki, że po południu zaczął odchodzić czop. Z radością wyczekiwałam więc wieczornego obchodu. Po nim badanie - szyjka długa i twarda (pfff), rozwarcie - na 1cm (pffff2), gotowość porodowa - ZEROWA(!!!)

Załamanie totalne, foch na cały świat. W sobotę więc olałam chodzenie. Leżałam, pół dnia przespałam, miałam totalnie wyj...ne :P Mama przyjechała w sobotę rano, więc S. wróciła od dziadka, a M. mógł sporo czasu spędzić ze mną w szpitalu. Wyszedł ode mnie parę minut przed 21. Żartowaliśmy sobie na odchodne, żebym go nie budziła przed 10 z rodzeniem (żeby miał szansę się wyspać).

Zrezygnowana wzięłam wieczorny prysznic, zjadłam wieczorną kolacją, poprosiłam położną o zastrzyk przeciwzakrzepowy o 21:45 (zwykle brałam o 22) i o 22 zgasiłyśmy ze współlokatorką pokojową światło, próbując zasnąć.

O godz. 22:15 obudził mnie gigantyczny skurcz, który spowodował pęknięcie pęcherza płodowego, a po nogach polały mi się wody. Współlokatorka zadzwoniła po położną, która zaordynowała natychmiastowe przebranie się z piżamy w koszulę i przywiozła KTG. Zdążyłam jeszcze zadzwonić do M. z info jaka sytuacja, a on się tylko roześmiał, że miała być 10 RANO, a nie wieczorem :D

Zostałam podpięta do KTG i nagle pojawiły się skurcze giganty co 3 minuty, trwające ponad minutę. Kolejny telefon do M., żeby jechał. Zaalarmowano lekarkę, którą po zbadaniu stwierdziła skrócenie szyjki, rozwarcie na 2cm, kazała się spakować i jechać na salę porodową, póki mają jakąś wolną ;)

Ostatkiem sił pomiędzy skurczami udało mi się spakować i o własnych siłach dojść na porodówkę. Była mniej więcej godz. 23. Za chwilę dojechał M. Poszliśmy razem do toalety (wypróżnianie się pomiędzy skurczami - od dziś mój ulubiony sport ekstremalny :P ) i pod prysznic (prawie mdlałam z bólu), a po powrocie położna zapytała, czy może mnie chociaż na chwilę podpiąć do KTG, bo musi mieć przynajmniej jeden zapis z sali porodowej. Zgodziłam się, chociaż było to już mega-przeżycie, bo skurcze były coraz mocniejsze, a długość zdecydowanie przewyższała czas pomiędzy nimi.

Udało się zrobić zapis, rozwarcie na 4cm. Trzeba założyć pończochy przeciwżylakowe, w których muszę rodzić - kolejny ekstremalny sport - zrobić to skutecznie między skurczami, a czasu między skurczami praktycznie nie ma ... udało się. Było po północy.

Skurcze, oddechy, skurcze - położna pochwaliła, że ładnie oddycham, po czym padło pytanie "czy czuje pani, że dziecko się pcha?" - chyba do końca nie zrozumiałam, bo zaprzeczyłam, po czym okazało się, że po kolejnym skurczu nadeszły te parte ... Była godz. 1.

Położna nie pozwoliła przeć, bo musiała wszystko przygotować i nagle słyszę "Agataaaaaa" - i myślę "WTF? co za nowa metoda wywoływania dziecka??? ;) ". Za chwilę "Agaaataaaaa, no chodź tu szybko" - zorientowałam się, że wołana jest druga położna :D W sali zrobił się tłum - 2 położne i lekarka - 3 parcia i o 1:10 Agatka wyszła na świat. A za nią w kolejnych 2 parciach łożysko w całości.

Obyło się bez cięcia. Lekko pękłam, więc konieczne było małe szycie.

A. położona do mojej piersi od razu się do niej przyssała. I do dziś dnia z karmieniem nie mamy najmniejszych problemów :)

22dc 6dpo

Dzis uczestniczylismy we mszy sprawowanej w intencji naszego rodzicielstwa.

zouza Jak zaciążyć i nie zwariować .. ? 17 stycznia 2016, 18:51

Szpital, dzień kolejny.
Poza luteiną i nospą nie dostaję nic. Magnez mam swój ktory mam też zażywać 3x2 tabl ;)

Dalej nie wiem od czego te skurcze, może przez wzdęcia i zaparcia? Albo atak kolki nerkowej .. albo kręgosłup? Nie wiem. Wiem natomiast że dieta szpitalna dobrze na mnie działa. Wc jak w zegarku ..

Czuje tylko ciężkość w dole brzucha przy chodzeniu. Nie wiem czy to normalne.

Poza tym mam doła i rycze non stop. Po 13 latach mój Najwierniejszy Przyjaciel przeszedł za Tęczowy Most .. :( :( :( :( Serce mi pęka ..

35t0d
9 miesiąc <3

Do porodu zostały 33 dni!! A do ciąży donoszonej 14!! <3

To będą bardzo długie dwa tygodnie. Każdy dzień ciągnie mi się okropnie. Do tego jeden do drugiego podobny. Coraz częściej ogarnia mnie lęk przed porodem. Zgaga męczy, Filip trenuje karate a mój nastrój to istna sinusoida! Brzuch niby mniej się napina, ale czuję już delikatny ból miesiączkowy.
Już na prawdę chciałabym mieć Synka przy sobie <3 a jednocześnie wytrwać jeszcze 14 dni...tak mało a tak dużo

No i jestem po kolejnym okresie.
Trochę dziwnym, bo tylko 2-dniowym.
Dzisiaj zrobiłam badanie FSH/LH, czekam na wynik.

Zaczynam nowy cykl z:
cyclodynonem
femibionem
wiesiołkiem do owulacji

Mąż bierze Fertilmana, bo wyniki ma takie sobie...

staram się myśleć POZYTYWNIE...błagam wesprzyjcie mnie jakoś psychicznie,
bo czuję, że te moje główne przeszkody są właśnie w głowie:(

Feśka Z kotem w głowie i na kolanach... 17 stycznia 2016, 20:11

17.01.2016r. 75 dzień, niedziela, 19.11

Czy ja już kiedyś wspominałam, że uwielbiam swoją Teściową? Nie dość, że dzieckiem się zajmie, to jeszcze tak to robi, że ma się ochotę ją przytulić. I jest taka wyrozumiała, nie ocenia, nie komentuje, daje wolną rękę, a sama stara się dostosować.
Przed Małanką zlazła się do naszego domu cała horda ludzi. Razem z nami było 12 osób plus Teściowa, Anastazja i Agatka, moja najmłodsza Szwagierka (Siostra męża). Każdy wypił po drineczku, pogadaliśmy trochę, pożartowaliśmy i poszliśmy pieszo na salę, gdzie miała odbywać się impreza karnawałowa. Oczywiście mieszkanie całe w piasku i błocie pośniegowym, bo każdy naniósł i nie ściągał butów, szkła po napitkach tyle że hoho, a Teściowa mówi do nas "Spokojnie dzieciaczki ja się wszystkim zajmę, bawcie się dobrze". Poinformowaliśmy tylko co gdzie leży, zresztą ja mam taką specjalną kartkę z informacjami o Anastazji na wszelki wypadek, gdy Mała zostaje z kimś słabiej zorientowanym niż my (np. telefon do lekarza, do szpitala, instrukcje gdzie leżą dokładnie jakieś lekarstwa, opatrunki, kosmetyki, ręczniki, ubrania na zmianę, koce, jak przygotować odpowiednio moje mleko do spożycia), więc to było tylko takie małe nerwowe przypomnienie. Jako że impreza odbywała się na naszym osiedlu postanowiliśmy o 22 przyjść na ostatnie karmienie przed snem (dom już zastaliśmy sprzątnięty na błysk :D uuuf). Oczywiście Młoda zasnęła przy cycku, a odłożona do łóżeczka natychmiast otworzyła oczy wysyłając cwaniacki uśmiech. "A rób sobie co chcesz, dziecko, ja wracam na bal, a z Tobą Babcia będzie się męczyć" pomyślałam odwzajemniając uśmiech i wychodząc z pokoju. Powiedziałam Teściowej, że Nastuśka nie śpi, ale powinna sama zasnąć jeżeli postara się nie wchodzić do pokoju i nie rozpraszać jej :P pozwoliłam jej wejść tylko pod warunkiem prawdziwego wycia, wszelkie inne odgłosy dozwolone. Gdy wróciliśmy do domu po imprezie Anastazja nadal spała.
A nasza impreza? Bardzo fajna. Cudowałam z fryzurą, a ostatecznie wyprostowałam włosy i poszłam w rozpuszczonych, makijaż miałam mocniejszy, ale pozwoliłam sobie na niego, bo sukienka prosta i skromna. Miałam nałożyć 12-centymetrowe szpilki, lecz stwierdziłam, że może na początek jednak wystarczą 10 centymetrowe obcasy. Mąż standardowo. Wyglądał jakby szedł do pracy :P
tu ja z Siostrami i wyciętymi koleżankami przed wyjściem :D
IMAG2143_1_jpg.jpg
image sharing sites

Bawiliśmy się wyśmienicie. Zespół grający do tańca - dosyć, dosyć, żarło - wyśmienite, szczególnie przystawki, sala i dekoracje - oblecą. Gardło boli od śpiewania, nogi tyłek wchodzą od tańca i obcasów (całe szczęście że nie nałożyłam tych 12 cm!). Po nocnym karmieniu pozwoliłam sobie wypić kilka kieliszków wódki (dawkowanych po pół kieliszka na toast). Bałam się, że straciłam formę i impreza może dla mnie się szybko skończyć, ale jednak nie było tak źle. Niby wiem, że odciągać pokarmu po wypiciu alkoholu nie trzeba odciągać (tak samo jak nie upuszczamy sobie krwi by się pozbyć promili :P ) lecz dla pewności tak zrobiłam, a Mała do 16 była dzisiaj na butelce i wcale nie marudziła specjalnie z tego powodu. Wychodzi moje dziecko na ludzi! I jak po 8 się obudziła na jedzonko to pomimo że nie czekał na nią cyc, tylko Babcia z butelką to zasnęła później bez problemu (wspominałam, że Anastazja nauczona jest że 8 rano to jeszcze noc? :D ). Spaliśmy do 11, obudził nas zapach rosołu gotowanego przez Teściową na "trudny" poranek po imprezie :D ja jednak czułam się ok, chociaż mój żołądek lekko odczuwał agresywny charakter spożywanego przeze mnie napoju :P lekkie pieczenie i refluks jednak nie zepsuły mi dnia. Pięknie świecące słońce zapraszało wprost do spaceru, wzięłam więc Teściową i Szwagierkę pod rękę i wybrałyśmy się przejść z Małą.

IMG_4180_jpg.jpg
post img

Mąż został, by ugotować obiad, a zaraz potem ostatnie przytulanie Nastusi z zakochaną coraz bardziej w niej Babcią i Ciocią przed ich wyjazdem. Kochane są, że tłukły się ponad 4 godziny PKSem w jedną stronę, by zostać z Małą. Odwieźliśmy je na dworzec, a sami potem udaliśmy się do mojej Siostry i jej chłopaka na herbatę. Jednak zmęczenie po nieprzespanej nocy dało o sobie znać na tyle, że rozmowa nam się w ogóle nie kleiła. Zabraliśmy manatki i pojechaliśmy do siebie na małą drzemkę w celu regeneracji sił :) teraz czuję się jak nowonarodzona, jednak nie wiem czy jestem gotowa znowu po wieczornym karmieniu zobaczyć oczy otwarte jak pięć złotych u mojej córki :P jakaś nerwowa się wtedy robię. Mimo że Mała niby sama zasypia to jednak fakt, że przebudza się w drodze od cycka do kołyski działa mi na nerwy. Wcześniej tak nie było i ta zmiana zdecydowanie mi nie leży. Niestety jednak na to nie mam wpływu, dlatego po ponownym przegadaniu sprawy z mężem postanowiliśmy po prostu zostawiać naszego Żula samego w pokoju. Ciomkanie łapek i posapywanie trwa około 10 minut, Mała wtedy zasypia, mamy wtedy czas na relaks przy czochraniu kota i możemy wracać do sypialni spać :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2016, 20:10

inzynierka 1 17 stycznia 2016, 20:38

A oto dzisiejsza niespodzianka. :D

http://www.fotosik.pl/zdjecie/usun/ScHmnfWrs8eLZ7PkiC73TZ5swPszBb


29 dc... przy standardowych 27 dniowych.
Pierwsze objawy: ból krzyża, swędzące brodawki, uderzenia gorąca, często latam do łazienki.
Cóż, ja to po prostu czułam. Wieczorny test nie pozostawia złudzeń.
Cieszę się, jestem spokojna. Tym razem będzie dobrze i końcem września przytulę moje maleństwo.
Plany:
jutro rano kolejny test (został mi jeszcze jeden.)
umówić się na wizytę :)

bhcg chyba sobię odpuszczę, bo to zbyt duży stres dla mnie po ostatniej ciąży biochemicznej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 stycznia 2016, 20:36

Witam wszystkie!!!m

Witam wszystkie!!!m

Witam wszystkie!!!m

inzynierka 1 19 stycznia 2016, 21:46

Katar... Mam schize, że ciążowe objawy ustępują. Piersi bolą, ale już nie tak jak przedtem... Pierwszy raz dopadły mnie nerwy. Boję się

Sukces. Mojemu córkowi zachciało się nauczyć zabawy w kuku. Od wczoraj ręcznikiem po kąpieli robi "nie ma Zosi" a potem odkrywa się i czeka aż zrobię "kuku!". No wreszcie. Po 9 miesiącach robienia z siebie głupka przy krzyczeniu kuku w każdym dogodnym momencie doczekałam się reakcji :D

No i obcięłam dzisiaj włoski. Bardzo nie chciałam, bo nie chcę, żeby mała miała grzywkę, ale już jej w oczy chodziły, a akcesoria do włosów wymagały ciągłego poprawiania.

No i wreszcie spadł śnieg!!!!!!!! Teraz to ja czuję święta ;) Dzisiaj pierwsze sanki z małą. Zachwycona była średnio, bardziej skupiona na nowości, pouśmiechała się trochę i wróciliśmy do domu stwierdzając, że "jeszcze nie docenia" ;)

maua7maua Chciałabym, ale boję się ... 17 stycznia 2016, 22:50

I jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała.
Pamiętacie, jak 28.12 pojechałam karetką do szpitala spanikowana, że A. się nie rusza, że na pewno się pępowiną owinęła i takie tam?
Matczyna intuicja to jest jednak ogromna rzecz. A. faktycznie miała pępowinę zawiniętą na łapce. Dobrze, że nie na szyi .......

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)