Czytam tak właśnie niektóre wasze pamiętniki i większość kończy się upragnionym szczęściem !
Tak bardzo mnie to podbudowuje ! Uwielbiam tą stronę różową i Was , ale tak bardzo bym już chciała lecieć na fioletową ! I Wam wszystkim starającym tego życzę ! Jejku ..niektóre kobiety które trafiają od razu i są w ciąży nie wiedzą czasem jakie to szczęście im się przydarzyło
Ale My tez damy radę ! Wystarczy wierzyć i Walczyć o to co dla Nas jest teraz najważniejsze ! 
Ojeju jak dawno mnie tu nie było..przeczytałam swoje wcześniejsze wpisy i powspominałam jak to szybko zleciało patrząc na mojego smyka który słodko śpi..
Postaram się coś więcej naskrobać 
Powtorka z dnia wczorajszego. Tylko dzisiaj juz chyba wiecej krwi. Ale dalej wymieszane z brązem. I skrzepy brązowe i czerwone. Zalozylam tampona choc jeszcze nie pocieklo mi na wkładkę. Ale prawdopodobnie lada moment by pocieklo. Prawdopodobnie moge sie pożegnać z ciąża. Nie powinnam o tym tyle myśleć. Ale ciezko mi wylaczyc mozg. Nie umiem sie niczym zajac. Caly czas mam przeczucie ze przeciez cos musialo sie stac. I ze to jie jest zwykly okres. Bo wyglada i ja czuje sie inaczej. Ale nie wiem juz sama czy sobie wmawiam czy nie. Narazie to tyle. Zobacze co sie dzieje pod wieczor.
nic nowego... czekam na @... jeszcze dwa dni luteiny... poza tym strasznie się przeziębiłam.. dietę sobie ostatnio odpuściłam, byłam na niej miesiąc i nic... owulacji brak...
umówiłam się na 22ego lutego do innego lekarza, bierze 220 zł za wizytę z USG, mam nadzieję, że jest wart swojej ceny, zobaczymy co mi powie..
Beta będzie jutro. Boje sie
Czy to dobrze że czuje prawy jajnik...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lutego 2016, 18:40
25 dc. To głupie ,ale mam nadzieję... wszystko przez ciągnący ból jajników.
Wiele razy się przejechałam przez te śmieszne objawy ,ale chyba mi mało.
I tak wiem że nic z tego.
Amen
Byłam przed chwilą pod prysznicem i kiedy wyszłam i założyłam nowe majty zauważyłam na nich czerwoną plame jak krew .. a okres mi się już skończył . Jedynie co miałam to plamienia , dosyć mocno jestem zdziwiona bo jeszcze nie zdarzyło mi się tak . W dodatku kiedy się myłam poczułam jak plecy mnie bolą jak na @ ... nie wiem o co chodzi . Miała tak z Was któraś ? Nie wiem czy się martwić . To 6 cykl i ...krew .? Jest tylko jedna duża plama ale jednak jest . Nie wiem co jest grane ..
Teraz znów sprawdzałam , same plamienia i to sporo ich ... takie z domieszką krwi i ogólnie zaczełam się czuć jak bym miała zaraz dostać @ ...
Jem sobie teraz kanapeczkę z pomidorkiem i serem i wędliną bo taka głodna już byłam a śniadań nie jadam bo jakoś nigdy na nie ochoty nie mam , zawsze w porze obiadu głód do mnie przemawia i już tak do wieczora . A muszę jeść bo staram się trochę przytyć , teraz się ważyłam i 50.1 tak to ważę 48.6 , 49 i coś i czasem rzadko 50 tak jak dziś , przy wzroście 171 .. nie zbyt dobra waga ale mam szybką przemianę materii i to co zjem to zaraz tego nie ma .
Anemic, zmotywowałaś mnie swoim pytaniem, żeby napisać, co u nas
.
Przełom 2019/2020 był dla nas naprawdę ciężki. Mój ostatni wpis było ZUMie i od tego zaczęło się bieganie po lekarzach, bo na jednym zakażeniu się nie skończyło. Już na kontrolnym usg brzuszka wyszło, że jedna nerka ma cechy zastoju moczu, za 2 tyg. zakażenie wróciło. No to kolejny antybiotyk i wizyta u nefrologa. Niby zastój tylko do obserwacji, ale po po drugim antybiotyku zakażenie wróciło znowu i to z taką siłą, że wylądowaliśmy w szpitalu. Gorączka 40 st., crp rosło w zastraszającym tempie, dziecko lało się przez ręce. Dobrze, że akurat mieliśmy zaplanowaną wizytę kontrolną u nefrologa, który pracuje w szpitalu na nefrologii dziecięcej. Od razu skierował nas na oddział. Było to w połowie grudnia, więc pierwsze święta spędziłyśmy w szpiatlu. Plus taki, że w ogóle nie było dzieci, mieszkałyśmy jak w hotelu i porobili wszystkie badania. Okazało się, że Emilka ma zdwojenie układu kielichowo-miedniczkowego w lewej nerce, a co za tym idzie odpływ pęcherzowo-moczowodowy, który powoduje zakażenia. Nie jest to ciężka wada, w wielu przypadkach z odpływu dzieci wyrastają, najważniejsze, żeby nie było zakażeń, bo inaczej nerki ulegają zniszczeniu. Mimo że diagnoza niby nie straszna, to byłam załamana, tym bardziej że lekarze nie dawali gwarancji, że ZUM już nie wróci. No i po dwóch tygodniach znowu gorączka, znowu łapanie moczu i początki zakażenia. Miałam już naprawdę najczarniejsze wizje, że nigdy z tego nie wyjdziemy, że zaraz nerki się zniszczą i już czytałam o przeszczepach. Takie standardowe czarnowidztwo przejętej matki. Skierowano nas do urologa, który najpierw kazał zrobić dodatkowe badania, żeby ocenić stan nerek i rozwinął przed nami wizję operacji usunięcia jednego z biegunów chorej nerki. Może się to wydawać dziwne, ale ulżyło mi, bo pojawiło się jakieś światło, że wreszcie położymy temu szaleństwu kres. Ostatecznie wyniki wyszły dobrze, nerka jest w pełni sprawna, więc operacja nie jest potrzebna, trzeba tylko przeciwdziałać zakażeniom. Tylko jak? Żadne leki profilaktyczne nie działały. Ostatecznie jednak 4 ZUM póki co (odpukać) okazał się ostatnim. Od stycznia Emilka jest zdrowa, wyniki moczu wychodzą dobrze, usg też o niebo lepiej. Lekarze tłumaczą to pionizacją. Dziecko zaczęło raczkować, wstawać, w końcu chodzić i układ moczowy lepiej pracuje. Mam nadzieję, że najgorsze jest już za nami i że ostatecznie okaże się, że mała z problemu wyrośnie.
Dzisiaj ma prawie 18 miesięcy, jest mega pogodnym dzieckiem. Straszny z niej urwis, wszędzie jej pełno. Dość późno zaczęła chodzić, bo tak na przełomie 14/15 miesiąca, ale za to teraz nadrabia za te wszystkie miesiące i trudno ją dogonić. Jest wyrośnięta i za każdym razem u lekarza słyszę, że wygląda na dwulatkę. Waży 13,5 kg i ma jakieś 83 cm, więc kawał z niej baby. Cały czas się zastanawiam, czy wystarczająco dużo mówi jak na swój wiek. Naśladuje zwierzątka, mówi na mnie głównie "Maaa", na babcię "Maaa" albo "Baaa", nie bardzo chce mówić tata. Za dużo chyba oglądam logopedycznych profili na instagramie, bo tylko słucham, że 1,5 roczne dziecko mówi od 20 do 120 słów i się nakręcam... Wróciłam do pracy, Emilą zajmuje się moja mama. Cierpię na wieczny brak czasu na wszystko. W sumie korona jest mi nawet na rękę, bo mogę więcej pracować z domu, oszczędzam czas na dojazdy i zawsze w domu coś dodatkowo zrobię. Czasami wieczorem, jak już wszystko ogarnę, ugotuję na następny dzień, posprzątam, padam na twarz. Cieszę się, że Emila z każdym dniem jest coraz większa, że łatwiej się z nią dogadać. Czekam na ten moment, kiedy przestanie wszystko ładować do buzi i choć na chwilę się sobą zajmie. Pewnie jeszcze trochę sobie poczekam
.
Aaaa, zapomniałam jeszcze napisać, że moje kpi trwało 10 miesięcy, przez które zgromadziłam zapas 70 l mleka. Musieliśmy kupić wolnostojącą zamrażarkę, żeby to wszystko pomieścić. Ostatecznie Emilka jadła mrożonki bodajże do 13 miesiąca. Dumna jestem z tego, ale drugi raz bym już tego chyba nie powtórzyła 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września 2020, 13:43
30dc
Druga wizyta w klinice.
Wlasciwie to nie bardzo roznila sie od wizyty numer jeden. Jedynie tym razem rozmawiala juz z nami przesympatyczna pani doktor zamiast przesympatycznej pielegniarki. Ponowna analiza naszych dotychczasowych wynikow badan za nami. Poprzednio nie mialam wynikow HSG i AMH. Teraz juz dolaczone do teczki. Wszystko ladnie, pieknie, idealnie. Nie potrafia zdiagnozowac przyczyny naszych niepowodzen. Jestesmy zakwalifikowani do grupy niezdiagnozowanych tak to okreslila. I teraz ma dla nas dwa rozwiazania:
- probujemy dalej naturalnie (spytalam czy z jakimis tabletkami, ale pani odpowiedziala, ze bez zadnych wspomagaczy, bo sa mi niepotrzebne; owulacje mam, odpowiednia grubosc endometrium, odpowiednia wielkosc pecherzykow, regularne cykle itp itd. A dajac mi cos -tu wymienila nazwe- moze tylko mnie rozregulowac)
- podchodzimy do IVF -pierwsze podejscie refundowane przez NHS.
Niby wiedzielismy co nam powiedza dzis, jednak i tak niemaly szok nas ogarnal. Ja siedze bardziej w temacie, wiec mniej to przezylam. Za to moj maz dzis przycichl do konca dnia. Jest osoba pogodna, widzaca zawsze jedynie jasna strone danego zagadnienia. Dzis zlapal niemalego dola. I jeszcze mi sie troche oberwalo. Po wyjsciu z gabinetu poszlam od razu zapisac nas na kolejna wizyte z pielegniarka, ktora z nami przedyskutuje ze szczegolami cala procedure. Natomiast po wyjsciu maz mial mi za zle, ze zrobilam to tak szybko. Jak powiedzial, chcial jeszcze to przedyskutowac. W gabinecie oboje zdecydowalismy, ze sprobujemy. A tu nagle taki tekst. Na szczescie jak juz usiedlismy przy kawie i szczerze pogadalismy, wytlumaczyl o co mu konkretnie chodzilo. Przy okazji dowiedzialam sie, ze za czesto mowie o tych naszych staraniach i chwilami ma dosyc. Mam przystopowac. Sprobuje. Latwo powiedziec:-)
Wizyta trwala 25 minut. W skrocie opisalam najwazniejsze informacje.
Kolejna wizyta 11go lipca o 10.30. Nie spodziewalam sie, ze tak szybko ustala spotkanie.
Dzis 30dc. Za dwa dni termin @. Testowalam z rana, negatyw.
Dawno nie pisalam. Po tym jak moj mlpdy mial jelitowke i mnie dopadlo. Zaczelo sie katarem a skonczylo zatokami:( pierwszy raz mialam zatoki i odrazu z grubej rury. Glowa nie moglam ruszyc takie cisnienie w glowie:( potem sie przenioslo tez na kosci szczeki i poliki cos strasznego. Ratowalam sie czym moge. Mlody poszedl na tydzien do przedszkola i od wczoraj znow chory kaszel i goraczka w nocy. Czas postawic banki. Moze mu pomoze... Nastepna wizyta 11 lutego. Potem 26 polowkowe. Na ostatniej wizycie na 75% chlopak takze mysle ze sie wyjasni juz wszystko za 10 dni:) ale jak juz i na prenatalnych inny lekarz widzial ze raczej chlopak to chyba nie ma co
Dzisiaj wspaniała wiadomość:koleżanka z ovu,która straciła ostatnio nadzieję jest w ciąży:))))))))))Bardzo się cieszę,że będzie miła niedługo swoje szczęście na świecie:))))))))))).Kiedy czyta się takie historie odradza się nadzieja,że przecież w końcu także nam się uda,jest to bardzo budujące.Po przeczytaniu jej wspaniałego wpisu pomyślałam:może także zatestowac ale u mnie w tym cyklu to jeszcze mniej prawdopodobne niż u niej a poza tym czuję się mega "okresowo" i niestety na pewno powitam lada chwila wstrętną @.
Młoda powoli wychodzi z przeziębienia ale teraz ja "szczekam" i kicham.Chciałabym aby nastąpił już czas ferii,bardzo się cieszę że spędzę ten tydzień z dala od pracy i wszelkich obowiązków.Gdyby T udało się zejść ze statku około 10 marca to pozostaje jeszcze tylko jeden cykl bez starań.
Po dzisiejszych wieściach Rutelki pomyślałam,że może poczekać do jesieni z tym in vitro.
15+6
Juz jutro zaczynamy 17 tc 
Malutka daje coraz czesciej o sobie znac ale nadal czekam na wyrazne kopniaki !
Mialam dodac zdjecie 15+0 ale zupelnie zapomialam zrobic wpis dlatego dodan dzis zdj z 15+0
rosniemy sobie 
Wydaje mi sie jakbym schudla. Mozliwe , bo mala dopiero dorasta do mamusi brzuszka. Wybralismy w koncu imiona. Nelly Laura H. 
A to my w 15+0
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/4d1fbf780958.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/c658fa52f95b.jpg
Polka Nelly tez juz sie zapelnia. Mamy tez hustawke kilka gryzakow i mate dla Niej . Po malu zakupowy czas ruszyl 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/0afa538c51f8.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/71f1a919147e.png
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2017, 15:45
Zaczęłam szukać pocieszenia...I to w sumie nie wychodzi tak do końca rok starań ,bo przez ten czas były dwa cykle, w których nie było szans na ciążę bo seksy nie w tym miejscu,więc wychodzi że zaczęłam 9 cykl starań. Niby też dużo ,ale zawsze to już nie 12. W każdym bądź razie lekarzom będę gadać,że rok. 11 lutego mam wizytę u swojego gina,pewnie zleje sprawę jak to on i będzie kazał się nadal starać...Jak tak to może zasugeruję hsg na koniec wizyty,pewnie zacznie się śmiać ,powie że wymyślam i wypisze skierowanie 
Znowu mnie kłuje w klatce,teraz już wiem że to nerwobóle. Moja B. ta od mamy chorej na raka była u mnie i się wygadała,że ma kryzys z mężem
Biedna. Dziecko nie ma roku jeszcze,a facet zmienił się nie do poznania, a najgorsze,że z tego co opowiada on już taki będzie...
I tak ciągle myślę o niej wczoraj i stąd te nerwobóle,jakbym mało miała swoich problemów.
Jedyny plus z tego taki,że jakiś czas będę inaczej patrzeć na swojego męża...Doceniać to co mam. Bo chyba wolę żeby było tak jak jest teraz,niż mieć to upragnione dziecko i takie akcje jak B.
Gocha mi nie przeszkadzają zdjęcia dzieci na fejsie, w ogóle ich nie zauważam. Boli mnie tylko ten pierwszy moment kiedy ktoś chwali się maleństwem jeszcze w szpitalu albo brzuchem,a tego nie jestem w stanie przewidzieć kiedy i kto wrzuci taką informację,żeby wcześniej ją zablokować...
Muszę zacząć szukać jakiegoś wyciszenia bo to nie może tak być ,że ja się non stop denerwuję byle pierdołą.kto by się chciał w takim organizmie zagnieździć? Ja na pewno nie !
Dzięki Gocha za to co napisałaś, zwykłe pitu pitu, będzie dobrze, w końcu się doczekasz tylko by mnie zdenerwowało.
W tym miesiącu chyba nie będę mierzyć temperatury...przynajmniej się postaram.
Idę po łyka neospasminy...
dziś pierwsza wizyta widać pęcherzyk z kropką na usg, serduszka jeszcze nie ma , ale to za wcześnie (5 tydzień) więc spokój
jak na razie wszystko dobrze. Następna wizyta za 2 tygodnie. W między czasie do zrobienia mam badania
.
Smiesznie było bo Pani ginekolog życzyła mi w grudniu na święta dwóch kresek, a dziś przyszłam i mówię że się spełniło , strasznie się ucieszyła 
Dziś powiedzieliśmy teściom, wiem wiem wcześnie ale cóż mąż nie mógł wytrzymać.
Reakcja teściowej: aha, a urodzisz jeszcze w tym roku?
///PADŁAM///
Miła lekarka na izbie przyjęć, badanie, potwierdzenie diagnozy. Tabletki dopochwowe i na oddział. Po 4h lekkiego cmienia w brzuszku (jak na okres) zaczęłam krwawić. Więcej tabletek nie było potrzebnych. Wzięli mnie na zabieg, pełne znieczulenie, obudziłam się na sali. Kroplówka jakaś, krwawienie jak miesiączka. Wszystko ok. Za chwilę wypuszczają mnie do domu, czyli obędzie się bez noclegu hurra. Myslalam, że będzie gorzej. Teraz 2 tyg zwolnienia, wypoczne sobie. Uff, dobrze, ze już najgorsze za mną.
9dc
dalej mam plamienie...brzydkie, brazowe, brudne. moze to przez anty?
Nowy tydzień zaczął się dobrze az dziwne 
Każdy dzień oddaje Tobie Boże Ty decydujesz co mnie w życiu spotka postawiłeś na mojej drodze najcudowniejszego Mężczyznę na świecie Kocham Go tak bardzo, że On nie jest chyba tego świadomy
chce spełnić jego marzenie to dla mnie najważniejsze by Go uszczęśliwić na każdym kroku mimo iż mnie czasem wkurza to nie zamienie Go za nic w świecie

Będę dążyć do celu puki nie braknie mi sił i się nie poddam za nic w świecie 
Warto walczyć o to co się pragnie bez względu na resztę 
Żyje w przekonaniu, że to co złe mnie spotkało w życiu już za mną teraz pora na same cudowne chwilę
Życzę tego każdej z Nas by były najszczęśliwsze i nie traciły nadziei Bóg stawia przed nami to co jesteśmy wstanie wziąć na barki abyśmy były silniejsze i twardsze niż nam się wydaje Amen!

Byłam właśnie na usg narządów rodnych. Okazało sie ze mam torbiele endometriale. W jednym jajniku jedna a w drugim 2 i jeszcze jedna okolojajowodowa
niby nie są duże ale ja jestem tuż po miesiączce to chyba jakby miały sie wchłonąć to by ich nie było
dodatkowo jestem w 7 dniu cyklu a ma pęcherzyk 23 mm wiec miałby pęknąć w ciagu 3 dni. To za wcześnie ta kobieta która mi robiła badanie powiedziała ze to pewnie pozostałość po poprzednim cyklu. Ale gdyby to miała być moja owulacja to endometrium nie zdąży mi urosnąć bo mam tylko 2,4 nm
wizytę u giną mam dopiero 17 lutego. Jak ja wytrzymam do tego czasu? Żyłam sobie w przekonaniu ze nie mogę zajść w ciąże bo taka jest statystyka i na kogoś musi trafić albo ze początkowo miałam tsh za wysokie. Teraz zaczynam sie martwić i dopiero będę świrować
Płakać mi sie chce 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.