29dc 11dpo
Dzis mile wiesci pojawiaja sie na ovu. Narodziny, informacje o ciazy. Ciesze sie razem z dziewczetami:-)
A ja zrobilam test. Wszystko wskazywalo na negatywny rezultat. Ponadto 11 dni po owulce to za wczesnie. Ale chcialam mimo to zrobic. I oczywiscie nic. Czego ja sie spodziewalam.
Przeczuwam okres, bo brzuch charakterystycznie pobolewa. I mnostwo innych oznak daje organizm.
Ale nie smuce sie. Od rana mam przyplyw energii, tego sie bede trzymac:-)
Temperatura spada. Moje pozytywne nastawienie również. Boję się, że znowu pudło. Co prawda czuję się inaczej niż zawsze, ale tempka spada więc już niczego nie wiem...
Ciąża rozpoczęta 25 stycznia 2016
Dawno nie pisałam...
25.01 zaczęliśmy nowy cykl i od nowa zaczęła się stymulacja. Tym razem było lepiej - sam Gonal, więc zastrzyki były bardzo znośne. Potem pod koniec tylko to Cetrotide. Tym razem wyhodowałam 5 pęcherzyków i wszystkie udało się zapłodnić. Po dwóch dniach mieliśmy cztery zarodki 4A i jeden 4B. Po konsultacji z lekarzem i stwierdzeniem, że transfer dwóch zarodków zwiększa prawdopodobieństwo ciąży bliźniaczej, ale przede wszystkim zwiększa prawdopodobieństwo ciąży jakiejkolwiek zdecydowaliśmy się na transfer dwóch zarodków 4A.
W środę (17.02) zaczęłam się godzić z porażką - piersi przestały boleć, za to krzyż i podbrzusze zaczęły jak zawsze przed okresem. No i w czwartek wieczorem przy aplikowaniu lutinusa końcówka aplikatora na lekko brązowo była zabarwiona. Wtedy już byłam pewna - okres się zaczyna. Mimo to poszłam w piątek na betę. Dlaczego? Ano dlatego by ze spokojnym sumieniem leki odstawić. Humor miałam fatalny, jeszcze mąż musiał na weekend wyjechać jakieś 400 km od domu pomóc na montażu. Więc siedziałam sama załamana w domu i wtedy przyszedł mail z wynikami, beta - 43,7.
W pierwszej chwili się ucieszyłam - wreszcie się udało. W następnej przeraziłam - a jak to znowu biochemiczna, przecież plamię i boli jak na @. Po telefonie do położnej z gyncentrum, trochę się uspokoiłam - powiedziała mi, że to pewnie przez wgryzanie zarodków, zwłaszcza jak dwa się wgryzają.
Dla pewności kupiłam testy ciążowe (w niedziele nie ma jak bety zrobić). Druga kreska w niedzielę popołudniu była ciemniejsza niż w sobotę rano. W poniedziałek rano też ciemniejsza, ale... w poniedziałek z plamienia zrobiło się krwawienie - już nie brązowa wydzielina a normalna, żywa, czerwona krew... Byłam przerażona. Pojechaliśmy do kliniki i doktor przyjął mnie między pacjentkami. Przepisał dodatkowo Dupka, oraz dał L4 i kazał leżeć i się nie ruszać. No i oczywiście zadzwonić następnego dnia jak będą wyniki bety. Nie muszę chyba mówić, że czekałam na nie jak na ścięcie?
Wyniki poniedziałkowej bety (po 72 godzinach) - 141,9. Znowu chwila ulgi, znowu przesłoniona przez spory ból @ i krwawienie.
Tak bardzo się boję, że ten cud się zakończy. Mąż zresztą też. No i bardzo sobie wziął słowa lekarza do serca - skacze koło mnie że hej - wstawać mi zakazuje, do łóżka obiad przyniósł, jak widział że sama wstałam po wodę to opierdolił i sam przyniósł.
Gdyby nie to krwawienie, pewnie skakalibyśmy z radości... Jednak w tej sytuacji boimy się cieszyć... Bo ostatnio, trochę za szybko się ucieszyliśmy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2016, 07:40
byłam dziś w poradni chorób zakaźnych. Tak mnie zdenerwowali że aż się popłakałam. W czterech miejscach na mnie nakrzyczeli. Czułam się jak taki zaszczuty kundel. W ogóle zastanawiam się skąd w ludziach tyle jadu, złości, nienawiści.
Ech... szkoda gadać...
30 tc, 72 dni do TP
Nachodzą mnie ostatnio jakieś smutki, obawy i lęki. Boję się czy aby na pewno z małą wszystko w porządku, czy jest zdrowa czy nie zrobiłam jej jakiejś krzywdy. Nie wiem skąd się to bierze. W dodatku jakieś dziwne sny, mój nie żyjący ojciec, który prawie nigdy mi się nie śni. Boję się. Nie wiem czemu. Taki irracjonalny lęk.
Wczoraj znów złe wieści od Ovu-przyjaciółki, której tak mocno kibicowałam, z którą tak bardzo się cieszyłam. Niestety nie długo. Poleciały łzy i mi. Nawet nie próbuje sobie wyobrazić co Ona teraz czuję. Modlę się za nią, nic więcej nie mogę zrobić. Swoją drogą, jakie to dziwne,że my kobiety potrafimy tak się zżyć z kimś, kogo znamy tylko z internetowych wpisów...
Poruszyłam w pracy temat L4 nareszcie. Szefowa wyglądała na zdziwioną. A przecież nie jestem słonicą, moja ciąża nie trwa kilkanaście miesięcy. Nie będę za wszelką cenę pracować, potrzebuje też odpocząć, przygotować się jakoś, również, a może przede wszystkim emocjonalnie. Wyciszyć się i zrobić coś dla siebie. I tak pracowałam długo, nie uciekłam na zwolnienie zaraz po zrobieniu testu, a przecież mogłam, miałam prawo. Ale ja lubię swoją pracę, z resztą ciąża to nie choroba i z takiego założenia wyszłam. Ale już czas, już mam dość. Rekrutacja na moje miejsce rozpoczęta. Obym tylko miała gdzie wrócić.
No to raczej z owulki w tym cyklu nici. Testy dzisiaj negatywne, temperatura za nic w świecie nie chce rosnąć, lewy jajnik nadal lekko ćmi, ale dzisiaj to nic w porównaniu ze wczorajszym dniem. Szkoda, jednak miałam nadzieję 
Tak sobie czytam różne pamiętniki i wiecie co? Mimo, że wyobrażam sobie jak wiele w nich rozczarowań i cierpienia, to zazdroszczę Wam drogie kobietki, że w ogóle macie szansę testować, że w ogóle macie nadzieję... Bo macie owulację i ona daje Wam podstawy, by wierzyć. Moim celem w tej chwili jest w ogóle tą przeklętą owulkę mieć, móc zacząć wierzyć, że mamy szansę... Wiem, że to dopiero nasz początek, ale z natury jestem strasznie niecierpliwa, a i dzień, mimo że udany to jakoś refleksyjny, chwilami depresyjny...
Wiem, że każda z nas zastanawia się "dlaczego właśnie ja? Dlaczego my?". Mamy w sobie przecież tyle miłości, więc dlaczego los kpi sobie z nas?
W moim przypadku najgorsze jest to, że oprócz wspaniałego męża i kompana, z którym mogę porozmawiać na każdy temat, nie mam nikogo, komu mogłabym wypłakać się w rękacw w takim właśnie dniu jak ten dzisiejszy.
Co ja głupia znowu myślałam?!
Ze te bóle jajników trwające kilka sekund pojawiające się co jakiś czas to może jakiś objaw?! No chyba nie.
Zmarnowałam 20 zł na testy strumieniowe z Rossmanna i zepsułam pierwszy. Rozumiecie?! Półtora roku a ja nie umiem naciskać na test.
No i na drugim jego biel porazila mnie po oczach. Głupia nigdy się nie nauczę ze ciąży nie ma i pewnie nie będzie.
Co do tarczycy to wpadłam w nadczynność, Miałam ciśnienie po 140/100 i tętno po 125, pocilam się, slablam, odstawilam letrox i po kilku dniach jak ręką odjął.
Ten cykl pewnie będzie bez miesiączki.
Bylismy u lekarza i niestety Julianek ma infekcje grypowa i zapalenie spojowek. Dostal kropke na antybiotyku i mam nadzieje ze szybko wyzdrowieje bo to zapalenie jest zakazne a nie chxialabym zeby jeszcze ktos zachorowal. Na szczescie jatar juz mu mina wiec lcze juz na spokjniejsze nocki bo weekend byl ciezki.
Dzisiaj sa moje urodziny. Ech ostatnia trojeczka z przodu za rok zaczne czworeczke... Maximilianek sam z siebie zlorzyl mi zyczenia i dal buziaczka co mnie bardzo cieszy bo on ogolnie nie jest taki wylewny. Popoludniu jak wrocil z przedszkola to przyniosl mi kwiatka- storczyka bo byl z Arkiem mi kupic. Dal tez rozyczke Juliankowi zeby mi go wreczyl no i mezus tez mnie obdarzyl storczykiem bo wiem ze to maoje ulubione kwiatki. Tak ze kochane te moje chlopaki. Potem zjedlismy sobie tort lodowy i milo spedzilismy wieczor co jakis czas odbierajac telefony z zyczeniamy 
jestem podłamana po dzisiejszej wizycie. Od 17 dni jestem na gonapeptylu, przez pierwsze 12 dni pół ampułki, przez ostatnie 5 dni po całej ampułce. W 3 dc badałam estradiol (12 dzień na gonapeptylu 1/2 ampułki), wynik 60 pg/ml.
Dzisiaj 8 dc cylku a wynik 70 pg/ml. Wzrósł zamiast spadać po zwiększonej dawce leku. Dr Z kazał mi przyjść do dr D w czwartek, rano mam też zrobić estradiol.
Chyba oszaleję do czwartku 
Kończymy kolejny dzień cyklu(za nami 7dc)
Co się wydarzyło, pewnie jesteście ciekawe więc już wam opowiadam
Dziś długo spałam chyba do 12 ,gdy tylko wstałam wszystko mnie denerwowało ,po prostu nie byłam w nastroju.
Później powędrowałam po nowe mebelki do salonu jestem mega zadowolona zapłaciłam tylko 500zł a miałam zamiar wydać jakieś 1000zł.
A teraz co robię? leżę na łóżku i myślę o dzisiejszym plamieniu nigdy czegoś takiego nie miałam a tym bardziej że tak wcześnie jak było by to po owulce podejrzewałabym że groszek chce się doczepić mnie 
Można w trakcie miesiączki coś się wydarzyło ale gdziee to za wcześnie ,nie chce sobie nic wkręcać ale to samo wchodzi w głowę no cóż zmykam śnić o groszku ,przynajmniej tam mogę być szczęśliwą mama
Wiem, długo to trwało, ale w ciąży jakoś nie chciałam się skupiać na negatywnych emocjach. Potem po porodzie zanim się ogarnęłam to chwile trwało, ale nareszcie jest... prawie skończony. Brakuje tylko na okładce i na pudełku drewnianych literek "Nasze Aniołki" i może jeszcze jakiegoś zdobienia, ocenie jak zobaczę z literkami. Także teges, aniołkowy album prezentuję:
https://picasaweb.google.com/107495228835839745584/NaszeAnioKi?authkey=Gv1sRgCM6no6SSpKez1wE
Teraz tylko ogarnąć Maksiowy album. Mam na to marzec bo potem chyba wrócę do pracy...
Wiem, długo to trwało, ale w ciąży jakoś nie chciałam się skupiać na negatywnych emocjach. Potem po porodzie zanim się ogarnęłam to chwile trwało, ale nareszcie jest... prawie skończony. Brakuje tylko na okładce i na pudełku drewnianych literek "Nasze Aniołki" i może jeszcze jakiegoś zdobienia, ocenie jak zobaczę z literkami. Także teges, aniołkowy album prezentuję:
https://picasaweb.google.com/107495228835839745584/NaszeAnioKi?authkey=Gv1sRgCM6no6SSpKez1wE
Teraz tylko ogarnąć Maksiowy album. Mam na to marzec bo potem chyba wrócę do pracy...
Z cyklu przemyślenia Agnieszki.
Naprawianie świata.
Śmieszna rzecz. Gdy za młodego pędraka przysięgasz sobie, że nigdy nie zgubisz swojego idealizmu, a z upływem czasu stajesz się coraz bardziej cyniczna i zniechęcona. Świat potrzebuje naprawy. No ale co jeśli świat jej wcale nie chce??? Ile razy jest tak, że nie da się nic zrobić i w końcu pozostaje wzruszenie ramion. Ile razy chcesz komuś pomóc i odbija się to rykoszetem w ciebie? Ile razy pomagasz, poświęcasz się tylko po to, żeby z całą pewnością móc stwierdzić, że jeśli masz na kogoś liczyć, to wyłącznie na siebie? Już się nie wkurzam kiedy moje przewidywania okazują się prawdą, nawet jeśli po milion razy ostrzegałam, zastrzegałam i cholera wie co jeszcze robiłam. Gdy ktoś opowiada mi coś okropnego, wkurza się na to, jak funkcjonuje świat, wzruszam ramionami. Bo co ja mogę, że samochód na wodę jest nie na rękę koncernom naftowym, lekarstwo na raka nie na rękę komuś innemu, sensownie prowadzone państwo polskie nie na rękę naszej władzy. No co ja mogę? Idę, głosuję, a potem się wkurzam, że większość głosujących (bo to nawet nie większość Polaków) ma inne zdanie niż ja, albo boi się zaryzykować. A że wkurzanie się nic nie wnosi? Więc wzruszam ramionami, przyjmuję wiadomość na klatę i idę robić swoje. Bo i tak się nie uda, bo i tak nic to nie zmieni, bo i tak milion różnych rzeczy. No i fajnie.
By było. Gdyby nie fakt, że siedzi we mnie jakiś drugi mały głos. I on dalej chce naprawiać świat. On wierzy, że warto, że chociażby dla samej satysfakcji. Że kiedy po raz 100 odbieram telefon od "znajomego" wiedząc, że dzwoni bo czegoś ode mnie potrzebuje, należy się uśmiechnąć i powiedzieć "nie ma sprawy". Że to robi różnicę. Że każde miłe słowo, każda bezinteresowna pomoc, każdy sprzeciw na niesprawiedliwość robi różnicę. Że nic nie tracę próbując jednostronnie podtrzymać znajomości. Muszę tylko pamiętać, że kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę. Przejmuję się ludźmi? I dobrze! Przejmuję się porażkami? Mam prawo! Tracę na tym, że gram fair, że traktuję innych tak, jak sama chciałabym być traktowana? Może. A może nie. Może idealizm jest ważny? Może jest się dzięki temu lepszym człowiekiem? A może jednak się uda? A może zmiana nie musi być spektakularna? A może milion malutkich rzeczy, z pozoru nieznaczących i nieważnych jest w stanie narzucić zupełnie inny tor wydarzeniom? A że jak się nie odwrócisz dupa z tyłu? Niech wszyscy, którzy cynicznie ciągną w swoją stronę mnie w nią pocałują.
Z cyklu postępusie Zosiakowe.
Buziak przestał być dawany rozdziawioną paszczą. Próbuje robić dziubek
Zaczyna się troszeczkę słuchać jak systematycznie powtarzam, że czegoś nie wolno. Śmieje się jak macham głową
Jak coś upuszczam z hukiem to zrywa boki ze śmiechu. Coraz więcej próbuje sama chodzić, uwielbia patrzeć przez okno. Pożera ogromne ilości jedzenia (czyżby zapomniała o pluciu????)
Jedna z ovufrendowniczek zapytała mnie o tarczycę (pozdrawiam Karola389)
Zabiegu nie miałam bo mam bez objawową tzn. że nie mam żadnych guzów jedynie co to słaba echogeniczność.
Jód brałam ale jak poczytałam o tym że nie można brać go podczas starania odstawiłam (miałam tabletki metizol) później udałam się do mojej endrykrynolog nie była za bardzo chętna na odstawienie całkowite ale udało mi się ją przekonać obecnie biorę tylko euthyrox 25 w kwietniu mam kolejną wizytę.
Choruję od jakiś 9 miesięcy jak nie więcej.
Objawami u mnie była delikatna arytmia,pocenie się , drżenie rąk no i oczywiście nerwowa byłam strasznie.
Na początku przygody z problemami z tarczyca miałam 0,18 podniosła mi aż do 10 nie wiem jakim cudem,ale poradziłyśmy sobie z tym problemem
Pierwszy wpis na stronie fioletowej
oby nie ostatni . !
No więc tak...testy robię cały czas z rana i nadal cień cienia jest , Z dnia na dzień staje się wyraźniejszy jednak nadal trzeba się przyjrzeć by go ujrzeć . Jednak najważniejsze jest że jest ! nawet ten cień cienia , ta cienka kreska , kontur kreski . Daję mi to ogromną nadzieję na to że na prawdę mogę być w ciąży w końcu...po 8 cyklach starań w końcu i nadeszła na mnie pora . Luteinę biorę nadal i czekam aż wynik pokaże mi dwie mocne krechy . Umawiam się na wizytkę i ... zaczynam moją szczęśliwą ciążę . 
Jeśli chodzi o objawy to jeśli mogę zaliczyć to do nich to jest to na pewno pobolewanie piersi . Czasem bardziej , czasem mniej , cały czas jednak w bokach bolą tak że da się to znieść . Sutki cały czas stoją i też czasem są wrażliwe . Piersi czasem dokuczają mi jak kładę się spać i chce przytulić mojego mężczyznę i nie mogę bo po bokach bolą ...ale dobrze ! niech bolą
chodzę na prawdę często siku ....co chwila prawie . Wieczorami jest najgorzej za nim pójdę spać . Wypiję szklankę herbaty i latam w tą i z powrotem . No i zdarza się kłucie w pochwie , jajniku takie czasem rwanie . Dziwne uczucie takie . Wzdęcia i gazy ...cały czas . Brzuch wywalony chociaż jestem bardzo szczupłą osobą to mam bęben jak nie wiem co i ciągłe gazy . Nie wiem czy szczególnie te gazy to objaw jakiś ciąży jednak o nich nie da się zapomnieć .
Zaraz idę spać , ale pierw pobiegnę ..do toalety oczywiście . Jutro rano znów robimy teścik
25dc - 7dpo
Niestety od dzisiaj musze mierzyc tempke o 4:00 co burzy moj wykres idealny 
Niestety od dzisiaj mam na rano (6:00) i musze wstawac o tej godzinie.
Ale nie zmienia to mojej intuicji i faktu, ze w piatek/sobote testuje 
Jak mi tylko sytuacja sie zmieni to wroce do godz 6:00 ale jak na razie musze Was (i siebie) potrzymac w niepewnosci 
Dodam na deser, ze dzisiejszy poranny owutest wyszedl mocniejszy i wyrazniejszy niz w poprzednich porannych dniach
7dc
Biegam jak zwariowana.. Dostałam w pracy zlecenie do zrobienia na wczoraj.. Nienawidzę robić czegoś w biegu.. Padam na pysk.. Poza tym dom, wszystkim pomagam, a dla siebie nie mam czasu.. Marzę, żeby się wyspać..
7dc
Biegam jak zwariowana.. Dostałam w pracy zlecenie do zrobienia na wczoraj.. Nienawidzę robić czegoś w biegu.. Padam na pysk.. Poza tym dom, wszystkim pomagam, a dla siebie nie mam czasu.. Marzę, żeby się wyspać..
38 d.c!!2 dni do @!! Rano jak wstałam to myślałam że wyleci ze mnie dużo śluzu,dziwne uczucie.. Ale nic nie wyleciało, wtf? Jakoś dziwnie czuje się spokojna. Wczoraj weszłam do pomieszczenia w którym pali się papierosy, szczerze? Myślałam że zwymiotuje na miejscu... coś obrzydliwego. Ale znając życie wmawiam sobie to, a mój organizm robi mi psikusa. Nie wiem czy ktoś to czyta czy nie ale zawsze mogę z siebie to wyrzucić. Boje się ze przyjdzie @, nie chce rozczarować się poraz któryś z rzędu. Brzuch dziwnie boli nie wiem czy to na @, czy co...
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego 2016, 08:05
no dobra siknęłam dzisiaj na patyka, są 2 krechy!!!! 
dzięki dziewczyny za kciuki, mam nadzieję, że teraz wszystko będzie dobrze, ale uśmiech to mi nie schodzi
))
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.