Wiosna, wiosna I za oknem i w mojej głowie Ostatnio mam więcej myśli pozytywnych, niż negatywnych Co mnie cieszy. Obawiam się troszkę powrotu do pracy. W poniedziałek byłam na kolejnej rozmowie w sprawie pracy. Poszła mi całkiem dobrze,a w piątek mam kolejny etap i liczę na to, że uda mi się coś zmienić w życiu
Bo jeśli nie dostanę się do nowej pracy będę musiała z podkulonym ogonem wrócić do mojego obecnego pracodawcy (który może lada moment nie będzie moim pracodawcą bo mnie zwolnią
).
A co do starań Kwiecień miesiąc intensywnych starań
Może ten miesiąc będzie szczęśliwy a może dopiero kolejne CZAS POKAŻE
Dzisiaj Zosia wybrała się na pierwszą poważną przejażdżkę rowerową. Kupiliśmy fotelik na rower. Wyglądała na całkiem zadowoloną 
Poza tym mam wrażenie, że położyła się na drzemkę i wstała o jakieś 50% mądrzejsza... Możliwe to?? Czasem mnie przeraża to, jak szybko dzieci się rozwijają...
Wpis 1
No to zaczynamy 
Dziś znów moja temperatura wynosi zaledwie 36,2. To 24dc, a tempka spada od owulacji. Wszystko jest jakieś dziwaczne i mam tylko nadzieję, że to jakaś pozytywna anomalia. Sutki od kilku dni bolą jak szalone. Oby to nie @ małpie figle.
Kończę, bo mój mężulek wlazł do łóżka i stwierdził, że "idzie do swojej żonki". A, że staram się być dobrą żoną... 
Dobranoc :*
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2016, 23:47
Nie mogę się sugerować za bardzo tym co wylicza mi ovu. Tak naprawdę owulacja u mnie to 23 dzień cyklu. Marne szanse na powodzenie w tym cyklu, bo stosunek był 3 dni przed owulacją. Przetrwałyby tyle czasu? Niby był skok temperatury.. aj tam. Znów się nakręcam.
Od kilku dni jestem całkowicie padnięta, zaspana i bez sił. Nie wysypiam się i mam ciągłe bóle brzucha. Co to do cholery jest?
no troszkę sie dzieje...teraz będzie najbardziej stresujący czas...wyniki...dzisiaj jadę po kariotyp..i muszę znowu dzwonić do pani genetyk..jeśli mi powie znowu nie...to mam ja w 4 literach i pójdę prywatnie na konsultacje..i dzisiaj mam tez wyniki z immunologii a jadę dopiero za tydzień na wizytę..kurde blaszka...stres jak diabli..ale przynajmniej moja łuszczyca powoli schodzi i ze skory włosów i z miejsc intymnych...co do kolonoskopii..pójdę po skierowanie do lekarza rodzinnego..jesli mi da to ok..a jak nie to pójdę do kogoś innego po skierowanie..ale to już prywatnie...ale to za ok 1-2 tygodni..muszę sobie to ułożyć wszystko..
co do Szymona..to temat rzeka..aczkolwiek…..nie wiem jak zakończyć to wszystko..niedawno się „pogodziliśmy” jeśli można to tak nazwać..ale nie wiem po co skoro dalej kłamie..takich „przyjaciół mam na pęczki”...zobaczymy co z tego wyjdzie bo zaprosił mnie do siebie..oczywiście z moim mężem
i nie mam sie jak z tego wymiksować..
a teraz Alfa..wrociłam z niej wczoraj z płaczem...to chyba jednak nie dla mnie..ja wierze w Boga...ufam mu...modle się czasem do niego, wierze ze istnieje...ale wczoraj zrozumiałam..ze nie ma sensu tam chodzić..to nie dla mnie..Ci ludzie...fanatycy..zapisujący kazde słowo...a przeciez to wszystko jest w pismie świętym i można to tam wyczytać..to jakaś paranoja..ja poszłam tam poszukać Boga...spróbować znaleźć głębszy sens w tym wszystkim...ale nie da się..nikt mnie nie rozgrzeszy z tego co zrobiłam..miałam im ochotę wszystkim wykrzyczeć w twarz ze jestem po in vitro...ale czy to ma sens? Nie..ma...
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 09:03
nie mierze juz temperatury, zbyt bardzo mnie to nakrecalo, dalam troche na luz... znalazlam sobie pewien cel do ktorego mam zamiar dazyc(jeszcze zdrowsza dieta i wysmuklenie ciala)
marzymy dalej o dziecku w naszym zyciu ale nie chce by czas przeciekal mi miedzy palcami i liczyl sie od @ do @. Pozdrawiam Was serdecznie 
Ciąża rozpoczęta 21 marca 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 10:51
Już po transferze. W końcu wizyta bez większych komplikacji. Choć był mały zonk.
Przyjechaliśmy na transfer 2 zarodków- 3AA i 1BB. Po rozmrożeniu nasza 3AA stała się 4AA
Milsza niespodzianka nie mogła mnie dziś spotkać. Z racji tego lekarka wykonująca transfer poprosiła, aby zastanowić się czy na pewno transferować dwa, bo tego słabszego można znów zamrozić. Ja sama nie wiedziałam, Mąż chciał jeden. Zupełna niepewność z mojej strony co zrobić. W końcu lekarka poszła porozmawiać z embriolog. Czekaliśmy i czekaliśmy. Wróciła i w pięknych sformułowaniach dała nam do zrozumienia, żeby jednak brać tego drugiego, bo raczej nie dotrwa do ponownego mnożenia. Tak że, mam w brzuchu dwa.
OK
znow przywitalam belly , tym razem z niespodzianki 
Niedawno dowiedzialam sie znow ze bede mama
bylam w wielkim a raczej ogroooooooomnym szoku.Gdybz moj maly bombel ma dopiero 9 miesiecy ! 
Włąsnie cały usliniony , z misiem w zębach spoglada na mnie jak bym miala wyrazic zgode na dalsze łobuziakowane ;P
No a więc tak ogolnie zle sie czulam , ale na to nie zwrocilam uwagi .. okres mam miec jutro wiec nie brak okresu zapalil mi lampeczke ze cos jest nie tak 
Ale jak sie rozplakalam przy reklamie pamersow to .....ahaaaaaaaa cos jest nie tak
az tak wrazliwa to nie jestem 
No i nastepnego dnia zrobilam test ... 2 kreski jedna slabsza ale jest . Az usiadlam...
o matko , znow bede w ciazy
...hmmm JUPI!!!!!!!!!!!!!!!! 
Wkrótce badanie u ginekolog by bylo wszystko dobrze 

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 11:46
Badania zaczęłam robić po poronieniu wszystko w normie tarczyca,prolaktyna,progesteron,zespół antyfosfolipidowy,toksoplazmoza,cytomegalia tyle zlecił mi lekarz.Mam tylko nadzieję,że przyczyną poronień nie jest blizna na macicy.Ogólnie nie znam przyczyny utraty moich dzieci,lekarz twierdzi,że skoro w ciążę zachodzę wszystko powinno być ok.W Polsce dwa poronienia nie dają wskazań do leczenia tym bardziej w tak długim odstępie czasu.A jeszcze jedno mój lekarz ostatnio stwierdził,że natura wie co robi i sama eliminuje słabe zarodki jakkolwiek to strasznie brzmi
Dodam,że nie palę,nie piję nawet okazjonalnie,waga w normie,praktycznie zero stresów,a jednak coś chyba jest nie tak 
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 13:01
Kolejne lata mijały mały poszedł do zerówki,pózniej do szkoły,a my poczuliśmy z mężem,że to jest ten czas,nasz czas na powiększenie rodziny.W styczniu 2015r odstawiłam tabletki,zaliczyłam lekarza,który nic tylko stwierdził,że mamy działać.Mijały kolejne miesiące i nic,były myśli,że może nie trafiamy w te dni,bo cykle miałam długie i nieregularne.W lipcu wyjechaliśmy na urlop,a był to akurat czas starań :)po powrocie z ciekawości zrobiłam test i tu kolejna niespodzianka
Beta potwierdziła ciążę,a ja byłam najszczęśliwsza na świecie.Lekarz na usg widział już pęcherzyk,ale niepokoiło go to,że ciąża wygląda na młodszą.Zaczęło się kontrolowanie bety i tu wyniki bywały już różne.Coś podpowiadało mi,że nie jest dobrze:( We wrześniu praktycznie w dniu spodziewanej miesiączki zaczęłam plamić,szybko pojechaliśmy do mojego lekarza,który po badaniu stwerdził,żę wszystko jest ok,przepisał Duphaston i kazał ewentualnie złgosić się do szpitala,gdy będę mocno krwawić.Przeleżałam czw i pt,a w sobotę krwawienie tak się rozkręciło,żę nie nadążałam zmieniać wkładek.Szybko pojechaliśmy do szpitala,gdzie mój lekarz jest z-cą ordynatora,lekarz który mnie badał od razu powiedział,że zostaję i zdziwił się bardzo,że lekarz prowadzący nie skierował mnie do szpitala już w środę
Jedyna dobra wiadomość była taka,że szyjka była zamknięta i dawało to jakieś szanse na utrzymanie ciąży.W niedzielę cały dzień krwawiłam i czułam straszne parcie oraz bolał mnie kręgosłup.Położono mnie na sali z samymi ciężarnymi,niektóre do porodu inne na badania i tylko ja między nimi roniąca swoje dziecko.Zero zainteresowania ze strony pielęgniarki,dopiero gdy zakrwawiłam całe łóżko i poprosiłam o zmianę pościeli dała mi podkład higieniczny,pózniej mąż wszystko mi przywiózł,bo szpital nic nie daje.?Po południu podczas wizyty w toalecie zauważyłam na podpasce dziwną rzecz jakby mała pępowina i kokon nie wiedziałam co mam zrobić,więc zawinęłam w papier i włożyłam do kosza.Boże piszę i ryczę!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 11:11
Nie wiedziałam co mam zrobić siedzi to we mnie do dzisiaj,wiem,żę szpital zrobiłby to samo,bo ciąża była zbyt wczesna,żeby można było mówić o pochówku(podobno trzeba znać płeć).Bół fizyczny minął,ale z psychiką było tylko gorzej.W poniedziałek zbadał mnie mój lekarz i lakonicznie stwierdził,że mam po prostu pecha,że badań mam nie robić,bo wszystko jest ok,a mam się cieszyć,bo nie muszę mieć zabiegu Pożegnałam się z nim tego samego dnia!
Mąż zaskoczył mnie totalnie!W dniu wyjścia ze szpitala przyjechał z ogromnym bukietem róż,wspierał
mnie od początku,może to dziwne,ale te wszystkie sytuacje tylko scementowały nasze małżeństwo!
Nowy lekarz nowa nadzieja takie było moje motto.W pazdzierniku bez problemu dostałam miesiączkę,a lekarz zalecił terapię tabletkami,4-5 cylki i po odstawieniu zacząć starania.Tak zrobiłam i w styczniu pełna pozytywnej energii poszłam na pierwszy minitoring i kicha pęcherzyki małe,a dominującego brak.W lutym miesiączka o czasie,a za dwa tygodnie kolejna,podczas wizyty lekarz stwierdził,że cykl stracony.Kolejna wizyta jest ciało żółte,czyli owulacja prawdopodobnie była,ale nie trafiliśmy ze staraniami.W marcu zaczęłam przyjmować Inofem,wieiołek i Castagnus,ale ten ostatni lekarz mi odradził.Cykl rozpoczęłam 26 marca,monitoring plus testy owulacyjne potwierdziły owulację,starania były i czekamy,bo co jeszcze mogę więcej zrobić 
Jutro wizyta. Znów się boję. Przez cały tydzień miałam objawy ciążowe pełną parą a dziś oczywiście wszystko słabsze. Czy nie mogłoby być raz normalnie? Każda kolejna ciąża jest gorsza. W drugiej uspokoiłam się po 9 tygodniu i w 12 się dowiedziałam, że serduszko nie bije. Teraz nie uspokoję się chyba nigdy.
U diabetologa wszystko ok,
.
39t6d
Do terminu porodu pozostał nam 1 dzień...
Wczoraj mieliśmy ostatnią wizytę u ginekologa. Co się na niej dowiedzieliśmy? A dowiedzieliśmy się, że coś się ruszyło
Szyjka miękka i krótka, rozwarcie na 1,5 cm, malutka jest już tak nisko, że lekarz podczas badana wyczuwał jej główkę.
W poniedziałek douczały mi dość często skurcze przepowiadające, a wczoraj bóle @ na tyle silne, że wybudziły mnie w nocy ze snu - nic się jednak z tego nie rozwinęło i dziś wszystko minęło
tak więc chyba w terminie nie urodzimy.
Po wczorajszym badaniu dość mocno plamiłam, plamię jeszcze dzisiaj, ale już znacznie mniej. Jutro mamy KTG.
Wszystko mamy już przygotowane, wszystko czeka na naszą malutką, a jej się coś nie spieszy
Już tak mi się marzą spacerki z wózeczkiem...
Chciałabym tylko, aby wszystko rozpoczęło się naturalnie, bardzo bym nie chciała mieć indukowanego porodu.
Codziennie z mężem mówimy do brzuszka, by Emisia już wyskakiwała, ale ona jakoś nie słucha
uparciuszek nasz 
Codziennie już teraz myślę i zastanawiam się, jak to będzie, gdy maluszek będzie już z nami - czy damy radę, czy poradzę sobie z karmieniem piersią, czy będę się bardzo bała pierwszej kąpieli, czy będę umiała się domyślić dlaczego płacze itp... Wątpliwości każdej z nas... chyba nie ma takiej, która by się nad tym nie zastanawiała 
Na pewno damy radę i będziemy najlepszymi rodzicami!!!! Bo najważniejsze to otoczyć dziecko miłością, a my kochamy malutką ponad wszystko...
Czekamy...
20+6
Zebrało mi się na wspominki
I zebrałam swoje testy robione na przestrzeni czasu. Dlaczego aż tyle? Miałam mały zapasik i chciałam je wykorzystać. Poza tym sprawdzałam czy kreseczka ciemnieje 

Jutro połówkowe o 10:00. Oby wszystko było dobrze 
37tydz.,1dz. / 21 dni do terminu porodu!
Dzisiaj bedziemy sie chwalili.
-> Pochwalimy sie samodzielnie złożonym i ustawionym koszem Mojżesza. Czemu samodzielnie? Bo mężo w pracy, a żona sie nudzi 

-> Pochwalimy sie zakupionym w koncu wózeczkiem. Innym niż planowałam, ale działającym na podobnej zasadzie, o cenie o polowe tańszej.

-> Pochwalimy sie spakowaną torbą do szpitala (w koncu!) w której pewnie brakuje polowe rzeczy, "ale mamy jeszcze czas".
-> Pochwalimy sie popranymi i złożonymi dziecio-ciuszkami. W tym jedną "perełką", ktora musi niestety czekac do 9 miesiąca życia malucha...

-> Pochwalimy sie darmowymi próbkami ktore napływają z kazdej strony (a ja kocham wszystko co darmowe
)


-> Rozstępami na całym ciele nie bedziemy sie chwalili, tak jak olbrzymią wagą, opuchniętymi kończynami i obecnym brakiem energii życiowej. Te tematy zostawimy na dział poświęcony użalaniu sie nad sobą.
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 13:18
34 tydzień 1 dzień
14 kwietnia byłam na wizycie, według pomiarów mój Okruszek waży tylko 1537 g- nie mieściła się w normie. Znaczyłoby to,że wcale nie urosła. Dostałam skierowanie do szpitala, byłam załamana. W piątek już leżałam w szpitalu. Znowu zrobiono mi usg i Lilka ważyła 1458 g- i wg sprzętu szpitalnego mieściła się w normie. Zgłupiałam! W szpitalu dwa razy dziennie robiono mi ktg, położne mówiły, że wychodziły wręcz idealne. Wszystkie przepływy żylne były super, wody płodowe w normie, szyjka 3,4 cm. Z medycznego punktu widzenia nie ma powodu aby Liluś nie rósł, stwierdzono,że może to genetyczne ja urodziłam z wagą 2,5 kg. W poniedziałek 18 kwietnia zrobiono mi ponownie usg i córcia ważyła 1700 g. Na następny dzień wypisano mnie do domu. Musze leżeć i to praktycznie tylko na lewym boku, mam zastrzyki przeciwzakrzepowe (koszt 230 zł na 20 dni, szok!!)
Opieka szpitalna bardzo dobra, tylko jedzenie pozostawia wiele do życzenia. Teraz muszę chodzić na wizyty co tydzień i następną mam 25 kwietnia, oby tylko córcia urosła. Trzymajcie kciuki!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.